Nothing Is True, Everything Is Permitted – Część Dwudziesta Piąta

   Zimna podłoga celi nie jest zbyt wygodna, ale wolę siedzieć na niej, niż na popękanej pryczy. Nie myślałam, że część Cytadeli jest nadal w tak dobrym stanie, jednak wilgoć i zaniedbanie odcisnęło piętno na meblu. Słyszę szczęk zamka. Otwieram oczy. Mój wzrok jest tak wyostrzony, że w półmroku dokładnie widzę trzech mężczyzn. Jeden celuje we mnie z kuszy, gdy pozostali podchodzą. Nadal się mnie obawiają, chociaż mam związane ręce na plecach, a moje jedyne dwa ostrza zostały mi odebrane.

   Strażnicy wykręcają mi ręce w tył. Podnoszą je ostrym szarpnięciem w górę. Wygięte w ten sposób barki bolą, zmuszając mnie do uległości. Powoli podnoszę się na kolana, a potem staję na nogach, cały czas pochylona pod naporem dwóch mężczyzn. Trzeci oddał innemu kuszę, a teraz zachodzi mnie od tyłu i zaciska sznur.

   Palce cierpną od zbyt mocno skrępowanych linami nadgarstków. Wyprowadzają mnie z celi. Na korytarzu stoi trzech kolejnych mężczyzn, wszyscy uzbrojeni po zęby. Ich ostrożność mnie bawi. Eskorta ustawia się wokół, ruszamy podziemiami w stronę powierzchni.

   Wiem, gdzie mnie prowadzą.

   Na szafot.

   Zaraz zginę jako zdrajca. Tak mnie opisano w listach gończych.

   Zdrajczyni swojego państwa, któremu służyłam! To oskarżenie wydaje się niedorzeczne po tym wszystkim. Jednak niektórzy wzięli to na poważnie.

   Służyłam wiernie i lojalnie. Templariusze przekręcili wszystkie moje czyny, aby mieć pretekst do zatrzymania mnie.

   Pracowałam dla państwa, chcąc poprawić byt ludzi.

   A zostałam skazana na śmierć przez powieszenie. Walcząc z Zakonem, stałam się jednym z ich najpotężniejszych wrogów. Zdobyłam Artefakt, który chcieli wykorzystać. Starali się mnie złowić, ale byłam poza ich zasięgiem. Nie przewidziałam, że po takim czasie pozostawili ludzi w Cytadeli. Nieostrożność sprawiła, że mnie dopadli.

   Powieszą mnie tam, gdzie wszystko się zaczęło…

   A przynajmniej oni myślą, że tutaj się to zaczęło…

   I myślą, że tu się skończy. Obawiam się, że faktycznie mogę zawisnąć.

   Są jednak w błędzie, zaczęło się zupełnie gdzie indziej. Przecież swoje pierwsze kroki stawiałam na Amie, wszystkie informacje i nauki pobierałam na statku ojca lub u Azize.

   Wyprowadzają mnie z lochu, oczy razi blask słońca. Zaciskam powieki, po chwili wzrok przyzwyczaja się do zwiększonej ilości światła. Widzę korytarze, którymi kiedyś kroczyłam kilkanaście razy dziennie. W ścianach nadal widnieją dziury. Zwalniam kroku.

   Prowadzą mnie dalej, szarpią jak psa na powrozie. Ciągną mnie za barki, nie pozwalają nawet na moment się zatrzymać. Idziemy okrężną drogą, wyprowadzają mnie na dziedziniec.

   Kilkanaście stopni w górę, blanki i znów w górę, docieramy do komnaty Mistrza. Wybrali najdłuższą trasę, prawdopodobnie chcąc sprawić mi smutek. Serce zalewają wspomnienia, wszystkie są jednak radosne. Komnata, poza zniszczeniami, wygląda jak za mojej pierwszej wizyty. Słońce wpuszcza blask przez ogromne okna, a w jego promieniach wirują pyłki.

   Tu zaczęło się wszystko. Wszystko, ale nie moja historia. Tutaj rozpoczął się tylko kolejny rozdział mojego życia.

   Idę na kładkę. Zatrzymują mnie, a ich przywódca staje za mną. Na szyi czuję sznur. Mimo to znów widzę w pamięci dzień, w którym skakałam z tego miejsca, trzymając za rękę Ezia. Uśmiecham się. Nawet widmo śmierci mi nie przeszkadza, myśl o ukochanym rozlewa przyjemne ciepło w moim sercu. Ile bym dała, aby móc go pocałować w tej chwili? Wszystko. Mężczyzna za mną rozwija zwinięte pismo, słyszę to wyostrzonym zmysłem.

   Odczytuje mój symboliczny wyrok, tak dobrze mi znany. Rozliczam się z tymi uczynkami każdego dnia, chociaż wiem, że gdybym musiała, nie wycofałabym żadnego ciosu. Wszystkie były niezbędne, abym mogła pójść dalej.

   Zabójstwa, zastraszenia, kradzieże. Zdrada. Uśmiech na mojej twarzy zamienia się w ironiczny grymas, którego nie potrafię powstrzymać.

   Większość się zgadza.

   Oprócz ostatniego.

   Nie można nazwać zdradą zabicia kogoś, komu nigdy nie było się wiernym. Templariusze uznali śmierć Harry’ego, Henry’ego i Bernarda za moją zdradę. Cóż za absurd. To oni byli zdrajcami. Najpierw wobec Ludwika, a potem Konstantyna.

   Zamykam oczy, ignorując słowa czytającego. Odtwarzam w głowie moją porażkę, po raz kolejny rugając się za zbytnią pewność siebie.

   Pozostawiłam czterech Asasynów w obozie, oddalonym pół dnia wędrówki od Cytadeli. Postanowiłam, że udam się na zwiady, ale jak tylko ujrzałam potężną twierdzę, nie potrafiłam się powstrzymać. Weszłam na dziedziniec, który na pierwszy rzut oka wydawał się pusty. Szłam przed siebie, nogi niosły mnie w dobrze znaną stronę. Rozglądałam się, szacując zniszczenia. Cytadela nie nadawała się do odbudowy. Minęłam korytarz, prowadzący do Biblioteki, ale stłumiłam pokusę. Obiecałam, że wejdziemy tam razem, dlatego skierowałam się do ogrodu. Kamienne ławki obrosły mchem, ale dumny orzeł na fontannie nadal trwał na posterunku. Wówczas wyostrzony słuch wyłapał dźwięk, którego nie powinno być w opuszczonym miejscu. Szczęk broni wyciąganej z pochwy. Wcześniej tego nie wyłapałam i było już za późno. Obróciłam się w stronę wyjścia. Stało tam kilkunastu żołnierzy, wszyscy mieli na piersiach krzyże Templariuszy.

– Zostałaś otoczona – powiedział jeden z nich. – Na mocy listu gończego mamy prawo cię zatrzymać.

– Niedoczekanie – warknęłam.

   Miałam przy sobie tylko ukryte ostrze i sztylet, od jakiegoś czasu nie nosiłam przy sobie pasa z bronią, wszystko woziłam przytroczone do siodła. Czułam się zbyt pewnie i zaryzykowałam podwójnie. Wyjęłam nóż, przy okazji muskając dłonią Artefakt, skryty pod szatą. Wysłałam w ten sposób impuls, który powinien dotrzeć do Asasynów. Miałam nadzieję, że wytrwam do czasu ich przybycia. Wycofałam się, oddając pole. Wywabiłam w ten sposób kilku na bardziej otwarty teren. Wysłałam rozkaz do Jabłka, które sprawiło, że mężczyźni o słabej woli stracili mnie na chwilę z oczu. Chlasnęłam jednego, gdy ten rozglądał się w poszukiwaniu mnie. Zanim złapał się za rozcięte gardło, inny został dźgnięty w słabo osłonięte miejsce pomiędzy żebrami. Wysunęłam ukryte ostrze i odparłam cios mieczem. Rzuciło się na mnie więcej osób, a z chwilowej przewagi zostałam zepchnięta do defensywy. Raniłam każdego, który się odsłonił, starałam się zadawać bolesne i śmiertelne rany, jednak szybko straciłam jakiekolwiek pole manewru.

   Otwieram oczy, słysząc wystrzały. Kilku mężczyzn za mną padło. Zanim zorientowali się, skąd nadszedł atak, kolejni zostali cięci z zaskoczenia po gardłach. Trójka odzianych w płaszcze ludzi wyrosła jak spod ziemi i szybko rozprawiła się z pozostałymi. W tym samym czasie z góry zeskoczył czwarty, eliminując tym samym dwóch ludzi. Nim się obejrzałam, stojący obok mnie kapitan padł martwy. Ezio rozcina więzy na moich nadgarstkach.

– Jesteście. – Uśmiecham się, zakładając podane mi przez Azize ukryte ostrze. Wzrok jednak kieruję na ukochanego. – Jeszcze chwila i straciłbyś nie tylko mnie.

– Ja widziałem tylko jednego skazańca – śmieje się Ezio, ujmując moją twarz w dłonie, jak do pocałunku.

– Ale ten skazaniec nosi pod sercem jeszcze jedno życie – mówię, kładąc dłoń na brzuchu.

   Mina chłopaka zmienia się. Od rozczulającego uśmiechu, przez szok aż po szaleńczą radość. Nie potrafię ukryć zadowolenia, że przez pewien czas udało mi się utrzymać to w tajemnicy, a jedyną powierniczką sekretu była Azize. Chłopak podnosi mnie, okręca nas wkoło. Śmiejemy się jak małe dzieci, pozostali stoją wokół nas. Widzę ich wirujące twarze. Azize wydaje się rozbawiona jego reakcją, tata i Aaron stoją lekko zdziwieni. Ezio odstawia mnie na kładkę i całuje namiętnie.

– Powinnaś mi powiedzieć wcześniej – szepcze Ezio, pozostali mężczyźni zgadzają się z nim mruknięciami.

– Chciałam zrobić ci niespodziankę. – Uśmiecham się, łapiąc go za rękę. – Gdybyście wiedzieli, nie puścilibyście mnie samej do Cytadeli.

– Co racja, to racja – zgadza się tata. – Ale skoro już tu jesteśmy, to chodźmy po to, po co przybyliśmy.

   Schodzimy na dół, do Biblioteki. Ezio otwiera drzwi, które niejednokrotnie sam zamykał na koniec dnia pracy. Gdy wchodzimy do środka, wiedzie mnie instynkt, którego nie mogę opanować. Chociaż półki są puste, największe skarby wiedzy nadal są tutaj ukryte. Mistrz odesłał te księgi, które stanowiły podstawę naszej wiedzy, jednak były to kopie. Podchodzę do niewyróżniającej się niczym ściany, ale gdy muskam ją palcami, pojawiają się dziwne płytki. Wyciągam z sakwy Artefakt, który zalewa nas złotym blaskiem. Wciskam odpowiedni układ płytek, a ściana rozstępuje się przed nami. Tam znajduje się zaledwie jedna półka, ale za to zawierająca najważniejszy skarb. Podchodzę do niej i zdejmuję księgę, w której znajduje się mapa oraz kilka innych ważnych informacji. Spoglądam na pozostałych, którzy w milczeniu podziwiali piękno Biblioteki. Ezio kiwa lekko głową, na co odpowiadam tym samym. Zabieramy pozostałe księgi, aby w przyszłości je skopiować. 

   Wychodzimy pustymi, zniszczonymi korytarzami Cytadeli. Dziury w ścianach przypominają dzień ataku, jednak już nie są tak boleśnie okrutne. Mury twierdzy znów spełnią swoje zadanie. Znowu będą chronić coś, co nie może wpaść w ręce Templariuszy. Może i nie będzie to Artefakt, ale coś równie ważnego. Przechodzimy przez dziedziniec, mijamy ruiny stajni. Kości naszych Braci bieleją na kamieniach, jednak nie mamy jak ich pochować. Wychodzimy przez zniszczoną bramę, zachodzące słońce świeci nam w twarz. Wykonałam swoje zadanie, przynajmniej na razie. Walka z Templariuszami chwilowo dobiegła końca, mogę odwiesić miecz. Nareszcie nastał czas, kiedy liczy się tylko Ezio i ja. Oraz nasze dziecko.

Opublikowano
Kategorie Assassin's Creed
Odsłon 426
2

Komentarze (4)

  • 25 maja 2020 at 21:39
    Wow... Normalnie brak mi słów. Jedno z najlepszych opowiadań, jakie dane mi było czytać. Podejrzewam, że jest to już koniec przygód Shadow. Cóż mogę rzec? Seria bardzo często mnie zaskakiwała, świetnie się bawiłam czytając ją. Oby więcej takich dzieł, będę czekać. Planujesz jakąś kolejną serię? A może to nie koniec NITEIP?
    • 26 maja 2020 at 18:34
      Miło mi słyszeć, że komuś podobała się moja praca. Czy to koniec przygód Shadow? Tak. Czy koniec serii? Nie do końca, ale pozwól, że "odpowiedź" nadejdzie z czasem... Nawet całkiem niedługo. Co do innych serii, mam całą masę pomysłów w głowie i kilka zaczętych opowiadań na innym portalu, których niestety ostatnio nie potrafię dokończyć, ale w przyszłości postaram się opublikować także tamte. Jeżeli spotkamy się przy innej pracy, mam nadzieję, że również sprawi Tobie chociaż trochę radości!

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!