Nothing Is True, Everything Is Permitted – Fragment Wspomnień #4

– Ezio – powiedział Sam, wchodząc do bazy. – Nie udało się.

   Chłopak nawet nie podniósł wzroku. Przeczuwał, że tak to się skończy. Bawił się trzymanym w dłoni listem, napisanym przez Shadow.

– Mówiłem, że to nie będzie miało najmniejszego sensu. Ona nie da się poskromić. Nie pozwoliła się ograniczyć wtedy, nie da się ograniczyć teraz.

– Gdybyś ty tam poszedł, na pewno byś ją zatrzymał – warknął Sam, podchodząc. – Ale nie, wolałeś dać jej pojechać bez żadnego wsparcia!

   Ezio nie wytrzymał. Wstał i uderzył rozmówcę w twarz. Strzepnął rękę, odkładając list na stół.

– Mam wrażenie, że znam ją lepiej od ciebie, chociaż żyję z nią znacznie krócej. Jakbyś jeszcze nie zauważył, ona od jakiegoś czasu poszukiwała samotności. To oznacza, że coś planuje, a my nie mamy mieszać się w jej kroki. Znając Shadow, wytłumaczy się później. Zawsze to robi, jeżeli czuje taką potrzebę. – Chłopak podał kartkę drugiemu. – Nawet jej słowa na to wskazują. Wiesz doskonale, że nie chodzi o Konstantyna. Chciała uciec od nas na jakiś czas. Trzeba było zostawić ją w spokoju i dać jej wyjechać.

– Co w takim razie proponujesz? – spytał już spokojniej Sam, chociaż szczęka trochę go bolała po uderzeniu.

– Napiszę do Azize, a kiedy otrzymam odpowiedź, wyruszę. Przeczuwam, że Shadow napisze, jak tylko dojedzie na miejsce, wtedy odpiszesz jej, co uznasz za stosowne i dołączysz do tego wiadomość ode mnie. – Podał mu drugą kartkę. – A ja spokojnie tam dotrę, kiedy to Shadow będzie myślała co innego.

   Ezio zostawił stojącego na środku pomieszczenia Sama. Zatrzymał go jednak głos drugiego.

– Myliłem się co do ciebie wtedy i myliłem się do teraz. Myślałem, że nie masz zamiaru jej powstrzymać, a ty od początku wszystko zaplanowałeś. Chyba zasługujesz na nią bardziej niż ja.

– Nie, Bracie – odparł, obracając się. – To ja zastanawiam się, jakim cudem spotkało mnie takie szczęście.

***

   Drzwi pokoju otworzyły się gwałtownie, a w nich pojawiła się wściekła Shadow. Ezio wiedział, że zaraz wybuchnie, to było oczywiste.

– Czy ktoś pozwolił na atak? – warknęła, tak, jak przewidywał. – Nie powinno cię tu w ogóle być! Powinieneś bezpiecznie siedzieć w Stolicy, a nie strzelać do mojego celu!

– Wystarczyłoby zwykłe Tęskniłam kochanie – powiedział Ezio, wstając z łóżka.

– Możliwe, ale nie w takiej sytuacji! Myślałam, że padnę na zawał! Nie dość, że spotkało mnie takie upodlone zadanie, to jeszcze ty zjawiasz się jakby nigdy nic i planujesz zabić cel w biały dzień, na środku ulicy!

– Możecie zostawić nas samych? – spytał Ezio, chcąc zostać sam na sam z ukochaną.

– Jasne. – Horacy wzruszył ramionami i ruszył na dół.

– Tylko się nie pozabijajcie – dodała Azize.

   Zaczekał, aż zamknęły się za nimi drzwi i podszedł do Shadow. Delikatnie wyjął chustę z jej dłoni i odłożył ją na biurko. Objął ukochaną, napawając się jej dotykiem. Tęsknił za tym uczuciem już od momentu, kiedy wyjechała ze Stolicy.

– Tęskniłam – wyszeptała, a on uśmiechnął się mimochodem. – Nawet nie wiesz jak bardzo.

– Nie tylko ty tęskniłaś. – Pogładził ją po włosach, ich miękkość zawsze wydawała mu się kojąca. – Właśnie po to tu przyjechałem.

– To nie tłumaczy, dlaczego zaryzykowałeś czymś tak ważnym, jak powodzenie akcji. – Odsunęła się od niego. – I nawet nie próbuj mi wmówić, że niczym nie ryzykowałeś, bo byłoby to kłamstwo. Nie znasz szczegółów planu, a co za tym idzie, nawet nieświadomie mogłeś zniszczyć to, nad czym pracowaliśmy.

– Przepraszam – powiedział. – Wiem, że zbyt pochopnie zareagowałem, ale coś we mnie pękło, kiedy zobaczyłem cię z nim.

– Nic się nie stało. Nawet trochę pomogłeś w całym zajściu. – Odwróciła się tyłem do chłopaka, który napawał oczy dotąd niewidzianym obrazem. – Ten strzał i moment, w którym udało mi się uniknąć, sprawiły, że Bezduszny już bezgranicznie zapatrzył się we mnie. Za dwa dni spotkam się z nim. Tylko tym razem – spojrzała na ukochanego, szeleszcząc zadziwiającą go suknią – nie możesz się wciąć. Ciebie czeka inne zadanie.

***

   Azize spięła konia, jak tylko wyjechali za miasteczko. Ezio uśmiechnął się, wspominając wyprawy z Shadow. Kiedy wyjeżdżali z Cytadeli na polowanie, często jego ukochana ścigała się z nim na miejsce łowów lub w drugą stronę. Uwielbiał te wyprawy, wtedy czuli jeszcze szczeniacką beztroskę i swobodę. Również zmusił wierzchowca do szybszego tempa i niedługo zrównał się z kobietą. Gdy oddalili się od miasteczka, Azize spojrzała na towarzysza i powiedziała:

– Twój plan chyba zadziałał. – Uśmiechnęła się, zwalniając.

   Chłopak dostosował się do nowego tempa i zamyślił się. Horacy już mu wspomniał, że Shadow wymsknęło się coś o tym, jak planowała sama wyeliminować wszystkich przeciwników. To mu jednak nie wystarczało, sam chciał usłyszeć to od niej.

– Plan udał się tylko częściowo. Przyjechałem, pomogłem, spotkałem się z nią. Ale mój plan na tym się nie kończy. Chcę, żeby zaznała spokoju, taki mam zamiar.

   Kobieta pokiwała głową.

– W takim razie dokończmy to, co zaczęliśmy.

***

   Chłopak stał w cieniu, czekając. Był doskonale ukryty przed wzrokiem wchodzących do komnaty, a król ani razu nie spojrzał w jego stronę. Sprawdził ukryte ostrze i czekał. Do umówionego spotkania nie zostało wiele czasu i już czuł pulsującą w żyłach adrenalinę. Wiedział, że Shadow powierzyła mu coś więcej, niż eliminację przeciwnika. Ona zaufała mu na tyle, aby oddać w jego ręce pozbycie się jednego z ostatnich wrogów. Miał nadzieję, że po wszystkim spotka Shadow i w końcu usłyszy od niej albo potwierdzenie, albo zaprzeczenie swoich domysłów. Obawiał się, co mógł od niej usłyszeć, chociaż domyślał się tego od dawna. W końcu zaskrzypiały zawiasy, a do pomieszczenia wszedł niewysoki mężczyzna. Ukłonił się pospiesznie. Wyglądał niepozornie, ale Ezio dobrze wiedział, jaką potęgą niegdyś dysponował on i jego Zakon.

– Wzywałeś mnie, Wasza Wysokość.

– Tak, Runciter, wzywałem cię. – Konstantyn nawet nie spojrzał na rozmówcę, stał tyłem do niego. – Długo kazałeś na siebie czekać.

– Wasza Wysokość raczy wybaczyć. Musiałem uniknąć podejrzeń. Mam natomiast to, co Waszą Wysokość interesowało.

   Król odwrócił się niechętnie. Jego twarz otwarcie wyrażała odrazę w stosunku do mężczyzny.

– Nie, Runciter. Nie masz nic, co mogłoby mnie interesować. Za to ty – wskazał na niego – ty jesteś tym, co interesowało moich sojuszników.

   Wywiadowca cofnął się o kilka kroków, jakby zrozumiał, jak łatwo dał się złapać. W tym momencie z przeciwnego narożnika wychynęła odziana w ciemny płaszcz kobieta, zastępując jedyną drogę ewentualnej ucieczki. Azize, tak samo, jak Ezio, wiedziała, że tym razem nie było mowy o tym, żeby Tyann opuścił to pomieszczenie żywy. Ezio bezszelestnie zbliżył się do ofiary, dokładnie tak, jak uczyła go niegdyś Shadow. Starał się nie wyjść zbyt szybko z cienia, ale domyślał się, że cel nawet nie zauważył obecności pozostałych.

– O kim Wasza Wysokość mówi? – spytał, w jego głosie pobrzmiewał strach.

   Ezio nie potrafił się powstrzymać. Stanął za celem i stuknął go w plecy, mówiąc:

– O nas.

   Sparaliżowany strachem Wywiadowca okazał się najbardziej lękliwym z Templariuszy, jakiego dotychczas Asasyn spotkał. Nawet nie wypowiedział słowa, kiedy zobaczył zakapturzoną postać. Jego jedyną reakcją było złapanie za rękę, która uaktywniła ukryte ostrze. Nic to nie dało, bezwładna dłoń Runcitera opadła tuż przed tym, jak z ciała na dobre uleciał duch. Ezio wyszarpnął ostrze z gardła, które przebiło po skosie tchawicę i szczękę, po czym delikatnie opuścił ciało na podłogę. Nim krew rozlała się w kałużę, zamknął oczy nieboszczyka, mówiąc wpojony mu przez Shadow tekst:

– Spoczywaj w pokoju.

   Zabrał naszyjnik Templariusza i wyszedł z pomieszczenia, zanim Konstantyn skomentował całe zajście. Poszedł do stajni i wyjechał na spotkanie dwójce Asasynów.

Opublikowano
Kategorie Assassin's Creed
Odsłon 424
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!