Pośród światła gwiazd – Rozdział II

Rozdział II – To przeklęte Plemię Durina 

 Legolas

Tauriel odeszła, a ja zostałem sam na korytarzu ściskając w rękach jej wianek i pogrążając się w czarnych myślach. Żałowałem swoich słów tym bardziej, że elfka miała rację. Wiele razy już łamałem dla niej zasady czy to wstawiając się za nią u króla czy towarzysząc jej w wyprawach. Ale najważniejszy był dzień kiedy po raz pierwszy spotkałem Tauriel, bo wtedy wszystko się zaczęło. Dawno temu, gdy byłem jeszcze bardzo młodym księciem, rudowłosa przybyła do pałacu razem ze swoją matką. Był to smutny dzień, ponieważ jak się później dowiedziałem właśnie wtedy podczas jednej z wypraw zginął jej ojciec. Thranduil oddalił się razem z kobietą, a ja zostałem sam z Tauriel. Mimo że nasza rozmowa wówczas była krótka to elfka zwróciła moją uwagę. Całe dzieciństwo byliśmy nierozłączni, a kiedy później dołączyła do leśnej straży często jej towarzyszyłem. Wiedziałem, że nie mogę kochać Tauriel, ale to było silniejsze ode mnie. Bardzo chciałem, aby rudowłosa poczuła to samo do mnie, jednak wciąż nie byłem pewny jej uczuć. Spędziliśmy razem tak wiele lat, wydarzeń radosnych i smutnych, przygód ciekawych i niebezpiecznych. Nie chciałem żeby te wszystkie chwile zostały zapomniane. Nie chciałem stracić Tauriel.

Po chwili widziałem już co mam robić. Pobiegłem na górę po schodach, minąłem kilka korytarzy i znalazłem się przed drzwiami komnaty elfki. Zapukałem cicho i czekałem na odpowiedź.

– Kto tam? Jeśli Legolas to może sobie iść, nie obchodzą mnie wewnętrzne rozterki wielkiego księcia.

Zawahałem się przez chwilę, ale w końcu przyszedłem tutaj aby się pogodzić.

– Tauriel, wybacz mi. Źle zrobiłem i żałuję swoich słów. Jeśli tylko się zgodzisz, pójdziemy razem do lasu i odnajdziemy tego krasnoluda.

Nie usłyszałem odpowiedzi, ale czekałem nadal aż w końcu drzwi się uchyliły.

– To co idziemy?

– Jak to teraz? Jest środek nocy.

– Skoro nie chcesz iść to pójdę sama.

Zobaczyłem, że Tauriel naprawdę zamierza pójść do lasu, a nie chciałem żeby coś złego jej się przydarzyło. W końcu Mroczna Puszcza od lat miała raczej złą sławę i nic nie wskazywało na to, że to mogłoby się zmienić.

– Dobrze zgadzam się. Ale ten… ani słowa królowi.

Na twarzy Tauriel pojawił się delikatny uśmiech. Wiedziałem, że osiągnąłem swój cel i już się na mnie nie gniewa.

– Będzie jak zechcesz. – przytaknęła.

Wymknęliśmy się z pałacu, odszukaliśmy właściwą ścieżkę i po cichu zbliżaliśmy się do miejsca uczty. Mój plan był idealny. Sprawdzimy czy karłowi z toporkiem nic się nie stało i wrócimy do domu. Szczerze mówiąc nie zamierzałem przyprowadzać go do króla. Wiedziałem jak ojciec reaguje na krasnoludy, a nie chciałem robić dodatkowych problemów. I tak mieliśmy problemy z pająkami, które zaczęły zbliżać się stanowczo zbyt blisko naszego pałacu. Trzeba będzie znów zniszczyć jakieś gniazda… Byłem tak zamyślony, że nie zauważyłem gałęzi o którą się potknąłem. Tylko, że nie była to gałąź tylko nasza zguba, więc zawołałem Tauriel. Okazało się, że krasnolud pogrążony był we śnie i wyglądało na to, że nic mu się nie stało.

Nie zdążyliśmy mu się przyjrzeć, bo nagle trawy zaszeleściły i zobaczyliśmy Gerlona ze swoim oddziałem.

– Udało nam się zniszczyć dwa gniazda pająków – oznajmił elf jednocześnie ścigając pajęczynę z twarzy. – Oh, skąd się tutaj wziął krasnolud? – zapytał mierząc go podejrzanym spojrzeniem.

– Zamierzamy go o to zapytać. Tylko że został rażony zaklęciem i jeszcze się nie obudził.

– Tacy jak oni chodzą grupkami. Oddział naprzód! – krzyknął. – Idziemy poszukać krasnoludów! – skinął ręką na swoich towarzyszy i po chwili zniknęli w ciemności.

Niedobrze… Gerlon na pewno znajdzie resztę tych głupich brodaczy i będziemy mieć przez nich problemy, jak zawsze.

                           Tauriel

Legolas usiadł na kamieniu najwyraźniej zastanawiając się co robić, a ja szczerze mówiąc nie wiedziałam co mu doradzić. Cieszyłam się w duchu, że temu krasnoludowi nic się nie stało, ale teraz zaczęłam się zastanawiać czy pozostawienie go w lesie nie byłoby lepsze niż oddanie go w ręce króla.
Może rzeczywiście źle postąpiłam i nie powinnam tak naciskać elfa na wyprawę do lasu, ale z drugiej strony… Po prostu nie byłabym w stanie spać spokojnie widząc, że zostawiliśmy krasnoludy na pewną śmierć w lesie otoczonym przez pająki i inne mroczne istoty z puszczy.

– Gerlon jest zaufanym elfem króla, jeśli nie zabierzemy tego krasnoluda do pałacu to na pewno na nas doniesie. – powiedział Legolas, a ja się z nim zgodziłam. – Weź go za nogi, ja chwycę jego ręce i chodźmy.

Zrobiłam o co mnie prosił i pomyślałam, że cała ta sytuacja z boku mogła wyglądać śmiesznie. Dwóch elfów idzie przez las i niesie ze sobą krasnoluda. Nam jednak wcale nie było do śmiechu i to wcale nie z powodu, że nasz towarzysz był ciężki. Wręcz przeciwnie, musiał nie mieć w ustach nic do jedzenia przez dłuższy czas. Ogólnie wszelkie kontakty elfów z plemieniem Durina kończyły się źle i czułam, że teraz też tak będzie. A potem ponury nastrój pogłebiło pojawienie się strażników od Thranduila kiedy tylko przekroczyliśmy bramy królestwa.

– Książę, Król was oczekuje w sali tronowej. – powiedział jeden z nich do Legolasa. – Macie zdjąć zaklęcie z tego intruza i go przyprowadzić.

Legolas pokiwał głową i niechętnie podszedł do krasnoluda, który teraz leżał na ziemi. Położył rękę na jego czole, szepnął pod nosem kilka słów i już po chwili nasz gość odepchnął jego dłoń i wstał szybko. Rozejrzał się wokół i zmierzył nas pogardliwym spojrzeniem.

– Krasnoludzie, jako że bezprawnie przekroczyłeś granice naszego królestwa musisz teraz pójść do króla i wytłumaczyć swoje postępowanie.

– Zabierzcie go – powiedział do strażników.

Krasnolud jednak nic nie powiedział na jego słowa. Może był zbyt przepełniony nienawiścią do nas, a może uznał, że opór nie ma sensu kiedy jest się bezbronnym. Poszliśmy za nimi i w końcu znaleźliśmy się w sali, gdzie na tronie siedział Thranduil w złotym płaszczu i koronie z jagód i czerwonych liści. Jego jasne przenikliwe oczy spoczęły na więźniu, którego mu przyprowadzono.

– Czemu ty i twoi ziomkowie trzy razy próbowaliście zaatakować mych poddanych, kiedy ucztowali w lesie? – zapytał król, ale jeśli oczekiwał rzetelnej odpowiedzi na swoje pytanie to się pomylił.

– Nie atakowaliśmy ich – odrzekł krasnolud. – Przybyliśmy błagać ich o pomoc, ponieważ konaliśmy z głodu.

– Gdzie są teraz twoi przyjaciele i co robią?

– Nie mam pojęcia. Przypuszczam, że konają gdzieś z głodu w lesie.

– Co robiliście w puszczy?

– Szukaliśmy jadła i napoju, bo konaliśmy z głodu.

– Ale co was tu w ogóle sprowadza? – zapytał gniewnie Thranduil, który już powoli tracił cierpliwość.

Na to pytanie jednak nie uzyskał już żadnej odpowiedzi. Krasnolud bowiem zacisnął usta krzyżując ręce na piersi.

Patrzyłam przez chwilę na niego i przeszło mi przez myśl jakbym go już gdzieś widziała. Było to dziwne zważywszy na to, że raczej bardzo rzadko spotykałam przedstawicieli jego plemienia. Nie wchodziliśmy im w drogę i oni nam też, więc byłam bardzo ciekawa co sprowadza ich do Mrocznej Puszczy. Nie mogłam się jednak tego dowidzieć gdyż Thranduil nie miał już ochoty na przepytywanie.

– Tauriel, zabierz go do najgłębszej z jaskiń – rozkazał. – Będzie tam zamknięty dopóki nie zechce ujawnić nam prawdy, nawet gdyby miało to potrwać sto lat.

Skłoniłam głowę po czym podeszłam do krasnoluda, chwyciłam go za ramię i wyprowadziłam z sali. Po kilku minutach byliśmy już w lochach. Paliło się tam tylko jedno światło i panował półmrok. Jaskinie były zaopatrzone w mocne drewniane drzwi, więc niemożliwe było stamtąd uciec bez kluczy. Rzadko przebywali tutaj więźniowie, teraz na przykład siedział tam tylko jeden ork, którego Thranduil miał zamiar przesłuchać i pewnie potem zabić. Otworzyłam drzwi jednej z jaskiń i popchnęłam lekko krasnoluda żeby tam wszedł po czym go zamknęłam.

– Strażnicy przyniosą ci zaraz jedzenie i picie. – oznajmiłam. – Nie jesteśmy goblinami i nawet najgorszych wrogów traktujemy przyzwoicie.

W odpowiedzi mruknął pod nosem coś czego nie zrozumiałam i ciągle patrzył na mnie z widoczną pogardą.

– Słuchaj krasnoludzie. Lepiej się zastanów dobrze, bo wydaje mi się, że masz sporo do stracenia. Powiedz królowi po co przyszedłeś do Puszczy i będziesz wolny. Chcesz tu siedzieć do końca życia?

– Nie mam takiego zamiaru, elfko. Wiedz jednak, że jesteśmy uparci i nie poddajemy się tak łatwo.

– Myślę, że po kilku dniach zmienisz zdanie. Baw się dobrze – wzruszyłam ramionami i wyszłam z lochów. Słońce już dawno wzeszło, więc przyszedł czas na codzienny obchód granic królestwa.

                           Legolas

– Wiesz, że on ci nic nie powie? – zapytałem ojca, gdy zostaliśmy już sami.

– Jestem cierpliwy. Mogę zaczekać. Poza tym niedługo Gerlon przyprowadzi jego ziomków i liczę, że będą bardziej rozmowni.

Miałem inne zdanie w tej kwestii, ale nic nie powiedziałem. Może faktycznie krasnoludy będą chciały współpracować i coś z nich wyciągniemy? Miałem taką nadzieję, bo przesłuchiwanie więźniów było jednym z najnudniejszych zajęć, a ojciec zawsze chciał żebym mu przy tym towarzyszył, bo: ,,Kiedyś w przyszłości jak zostaniesz królem ta umiejętność ci się przyda”. Szczerze mówiąc nie zamierzałem nim zostać. Kilka razy zastępowałem ojca, gdy gdzieś wyjeżdżał co dało mi do zrozumienia, że siedzenie na tronie i wysłuchiwanie poddanych to zajęcie nie dla mnie. Wolałem spędzać czas na posłowaniu do Esgorath, Rivendell albo na pełnieniu obowiązków strażnika tak jak Tauriel.

Na Gerlona i jego świtę nie musieliśmy długo czekać. Już po godzinie z daleka słyszeliśmy śpiewy kiedy maszerowali krętymi korytarzami. Dowódca wszedł dumnie do sali prowadząc kompanię złożoną z jedenastu brodatych krasnoludów. Musieli oni spędzić w naszej Puszczy wiele dni, bo wyglądali na bardzo zmęczonych, byli wychudzeni, brudni i ledwo trzymali się na nogach.

Thranduil spojrzał na nich ponuro i polecił uwolnić ich z więzów.

– Skąd przybywacie i co robiliście w lesie? – zapytał i czekał na odpowiedź.

Krasnoludy przez chwilę szeptały między sobą, aż jeden z nich, niski z białą broda wyszedł przed kompanię.

– Jestem Balin syn Fundina – przedstwił się. – Nie chcieliśmy was niepokoić, po prostu zgubiliśmy się w puszczy. Nie mogliśmy odnaleźć ścieżki, zaatakowały nas pająki.

– Wasze wrzaski i hałasy mogły obudzić znaczenie gorsze paskudztwa mieszkające w lesie. Ale to nieważne, chcę wiedzieć jakie macie plany i dokąd idziecie.

Znowu zaczęli coś ze sobą ustalać aż w końcu Balin powiedział, że idą odwiedzić swoich krewnych w Żelaznych Wzgórzach.

– Na pewno kłamią – oznajmił Gerlon. – Mogli iść tam na północ, a nie przez Puszczę.

Gerlon był jednym z tych elfów, których rodziny walczyły z orkami pod Morią po zbudzeniu Balroga i nie trudno się domyślić, że nie darzył sympatią krasnoludów.

– Ostatnia szansa. – rzekł Thranduil. – Co robiliście w puszczy, jakie są wasze plany i dokąd zmierzacie?

– Przybyliśmy do lasu szukać jedzenia, ponieważ konaliśmy z głodu. – powiedział nagle jeden z krasnoludów, który wyglądał na najmłodszego z nich wszystkich.

– Cóż ci uczyniliśmy królu? – zapytał Balin zanim mój ojciec zdążył zareagować. – Czy to zbrodnia zabłądzić w lesie, cierpieć z głodu i pragnienia, trafić w pajęcze sieci? Czyżbyście hodowali i hołubili pająki, jeśli ich zabicie tak was rozdrażniło?

To pytanie jeszcze bardziej rozgniewało Thranduila, który już nie miał zamiaru wdawać się z nimi w dyskusje.

– Zbrodnią jest przekraczanie bez pozwolenia granicy mego królestwa. Czy zapomnieliście, że znajdujecie się w rządzonej przeze mnie krainie i korzystaliście z drogi zbudowanej przez moich poddanych? Czyż trzykrotnie nie ścigaliście i nie nękaliście ich w lesie i swoimi wrzaskami nie zwabiliście pająków? Po tym całym zamieszaniu mam prawo wiedzieć co was tu sprowadza, a jeśli mi nie odpowiecie, zatrzymam was w więzieniu, póki nie nauczycie się lepszych manier i nie odzyskacie rozsądku.

– Legolasie idź ze strażnikami i dopilnuj aby wszystkie krasnoludy zostały zamknięte w osobnych celach. Dajcie im jedzenie, picie i poinformujcie mnie jeśli chodź jeden z nich zdecyduje się cokolwiek powiedzieć.

Skinął ręką po czym zabraliśmy więźniów do lochów. Kazałem ich jeszcze raz przeszukać na wypadek gdyby któryś z nich miał gdzieś pochowaną broń i dobrze zrobiłem, bo jeden z nich miał schowane jeszcze dwa sztylety. A potem u innego krasnoluda z rudą brodą znalazłem jakiś medalion.

– Co to takiego? – spytałem i kiedy go otworzyłem zobaczyłem dwa obrazki – Twój brat czy kuzyn?

– To moja żona – mruknął niezadowolony.

– A ten mały? Goblin mutant?

– To mój syn, Gimli.

Zaśmiałem się cicho i pozwoliłem mu zatrzymać swoją pamiątkę.
Kilku strażników zostało w lochach, a ja po chwili wyszedłem jeszcze przedtem upewniając się czy na pewno nikt nie chce niczego powiedzieć.

Udałem się do lasu z myślą, że chętnie odpocznę na świeżym powietrzu po tych kilku wyczerpujących godzinach z krasnoludami.

– Legolasie zaczekaj! – usłyszałem wołanie, a kiedy się odwróciłem zobaczyłem Tauriel.

– Skończyłaś już patrol, tak szybko? – zapytałem chociaż cieszyłem się, że spędzimy razem trochę czasu.

– Gerlon się ze mną zamienił, postanowił sprawdzić czy w puszczy nie ma więcej krasnoludów. Jak tam sprawy z nimi, powiedzieli coś?

– Ehh to przeklęte plemię Durina. Są  uparci i nic pożytecznego z nich nie wyciągnęliśmy. Siedzą w lochach i może w końcu któryś z nich zdecyduje się mówić. – oznajmiłem i opowiedziałem jej cały przebieg rozmów z nimi.

– Krasnoludy to nie orkowie czy pająki. Może faktycznie chcieli swoich krewnych odwiedzić? A nawet jeśli nie to co złego mogliby zrobić?

– Nie wiem, ale mam złe przeczucia.

– Ja myślę, że powinniśmy ich wypuścić i zająć się poważniejszymi sprawami. Ten las od wielu lat toczy jakaś choroba, dzisiaj zniszczyłam kolejne gniazdo pająków. Dol Guldur to jest nasz prawdziwy problem.

– Krasnoludy też. Dlaczego tak bardzo nie chcą powiedzieć gdzie idą? Gdyby to było mało ważne to powiedzieliby nam swoje plany.

– Jesteś uparty jak one Legolasie. – zaśmiała się.

– Co? Nie porównuj mnie do tych małych, chciwych brodaczy, Tauriel.

– Uważaj, bo się to odwróci przeciw tobie. Poznasz kiedyś jakiegoś krasnoluda i pomyślisz wtedy, Tauriel miała rację one wcale nie są takie złe. A teraz chodź ze mną, potrenujemy strzelanie z łuku dzisiaj mam dobry dzień i jestem gotowa żeby cię pokonać. – stwierdziła i pobiegła przed siebie.

– Już prędzej krasnoludy uciekną z naszych lochów niż ja się z którymś z nich zaprzyjaźnię! – zawołałem i pobiegłem za nią.

Autor RoyalGirl
Opublikowano
Odsłon 591
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!