Pośród Światła Gwiazd – Rozdział III

 Rozdział III – Niemożliwa ucieczka

Tauriel

Kilka dni później znów spędziłam razem z Legolasem kilka godzin w lesie. To było nasze jedyne miejsce, gdzie nie musieliśmy ukrywać naszych uczuć przed wścibskimi mieszkańcami pałacu. Tym razem udaliśmy się w głąb Puszczy, ćwiczyliśmy strzelanie z łuku, potem zabiliśmy kilka pająków. Teraz zmęczeni, odpoczywaliśmy na łące pośród drzew. Elf ostrzył swoje strzały, a ja leżałam opierając się o jego klatkę piersiową i plotłam wianek z białych kwiatków stokrotek. Promienie słońca przebijały się przez korony buków, lekki wiatr rozwiewał mi włosy i nie licząc śpiewu ptaków i szeleszczenia liści nic nie zakłócało naszego spokoju.

– Powiedz mi, co z nami będzie Legolasie? – zapytałam i odwróciłam się w jego stronę.

Odłożył strzałę, którą trzymał w ręce i westchnął smutno.

– Tauriel… Kochasz mnie?

– Najmocniej na świecie – powiedziałam pewnie i poczułam rumieńce na twarzy.

– A czy zaufasz mi?

– Oczywiście.

Wtedy elf uśmiechnął się, wyciągnął do mnie rękę i wstaliśmy z ziemi. Patrzyłam w jego piękne niebieskie oczy, a on po chwili założył mi kosmyk włosów za ucho i uklęknął, a potem wyciągnął pierścionek z zielonym szmaragdem.
Moje serce od razu zabiło mocniej, a pod powiekami zgromadziły się łzy, które starałam się zatrzymać. Wiatr nagle ustał i nawet ptaki zamilkły, kiedy Legolas zadał pytanie, które chciałaby usłyszeć każda elfka.

– Kochana moja… Czy zechcesz za mnie wyjść?

– Ta… Tak – wyznałam ocierając łzę z policzka.

Elf włożył mi pierścionek na palec po czym wstał, chwycił mnie w ramiona, podniósł i zakręcił w kółko.

– Kocham cię – wyszeptał, a kiedy stałam już na ziemi ujął moją twarz w dłonie i delikatnie musnął wargami moje usta.

Nagle usłyszeliśmy jakieś upiorne krzyki i zawodzenie. Błyskawicznie odsunęłam się od Legolasa i nałożyłam strzałę na cięciwę łuku, a on uczynił to samo.

– Orkowie! – krzyknęłam. – Musimy wracać.

Łatwiej było powiedzieć, trudniej zrobić. Byliśmy tylko we dwoje i to daleko od domu, więc pójście śladem wrogów nie wchodziło w grę. Na szczęście ja i Legolas wiele razy chodziliśmy lasami Puszczy i znaliśmy niemal każdy jej kąt. Pobiegliśmy skrótem trzymając się blisko rzeki. Była to droga, która co prawda pozwalała bezpiecznie uniknąć orków, ale nie mieliśmy najmniejszych szans zdążyć przed nimi. Miałam nadzieję, że chociaż Gerlon zdążył już wrócić i zajmie się ochroną elfów.
Powrót nie zajął nam wiele czasu i kiedy zdyszani wpadliśmy na tereny pałacu, zobaczyliśmy prawdziwe zamieszanie. Wszędzie roiło się od nieprzyjaciół, którzy walczyli zaciekle chcąc wedrzeć się do pałacu. Widać było, że udało im się nas zaskoczyć, ale Legolas zaraz pobiegł na drugą stronę rzeki wydając rozkazy. I wtedy zobaczyłam prawdziwy powód tego nagłego ataku. Pod mostem przy zamkniętej bramie, siedząc w beczkach tłoczyły się krasnoludy.

– Niemożliwe… – powiedziałam cicho.

– Tauriel, na ziemię! – usłyszałam głos Yatari i w ostatniej chwili uchyliłam się przed czarną strzałą.

– Dzięki! – rzuciłam i pobiegłam przed siebie.

Walka trwała aż w końcu udało nam się odeprzeć orków spod zachodniej bramy. Wbiłam nóż w żebra jednego z nich, a drugiego obezwładniłam za pomocą strzały, która przeszyła mu gardło. W tej samej chwili zobaczyłam jak krata na rzece otwiera się, a krasnoludy odpływają z nurtem. Wraz z nimi odpłynęły nasze problemy, gdyż niedobitki orków pobiegli za nimi i mogliśmy odetchnąć z ulgą. Poczułam jednak ukłucie w żołądku na myśl o bezbronnych krasnoludach, którzy musieli uciekać przed tymi stworami, co z pewnością nie będzie łatwe. Zaczęłam zbierać strzały jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu Legolasa. Szłam w kierunku głównej bramy i obserwowałam elfów, którzy nieśli swoich rannych towarzyszy. Jednak mojego księcia nigdzie nie mogłam dostrzec. Pytałam Gerlona, ale nawet on nie widział, żeby wracał do pałacu. A jeśli też został ranny? A może już zginął? Szybko odgoniłam od siebie te myśli i usiadłam na kamieniu przy rzece wpatrując się w pierścień na mojej dłoni, który w promieniach zachodzącego słońca iskrzył bladym światłem. Czy Legolas naprawdę mi się oświadczył? To wszystko stało się tak szybko. Dopiero teraz zaczęłam dostrzegać konsekwencje tego czynu. Jeśli Thranduil się dowie to swojego syna raczej nie ukarze, ale mnie na pewno wyrzuci z pałacu. Nawet nie będę mu się dziwić. Książę i następca tronu zasługuje na kogoś lepszego niż zwykła strażniczka nawet jeśli piastuje urząd dowódcy. Co ja miałam w głowie? Byłam naprawdę szczęśliwa, kocham Legolasa, ale nasz związek w tym świecie nie ma prawa bytu i powinnam o tym wiedzieć. Sam król mi kiedyś to mówił, żebym nie dawała nadzieji, a ja co zrobiłam? Przyjęłam oświadczyny jego syna. Jestem jego narzeczoną, ale na ślub raczej się nie doczekam. W tym momencie marnie widziałam swoją przyszłość. Zdjęłam pierścionek i wsunęłam go do kieszeni spodni. Podniosłam głowę i ujrzałam wreszcie Legolasa, który szedł w moją stronę, a za nim jak pies na sznurku człapał ork, którego wziął jako jeńca.

– Czekałam na ciebie… Bałam się, że spotkało cię coś złego – powiedziałam kiedy znalazł się przy mnie.

– Nic mi nie jest. Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa. Złapałem jednego z nich i chcę go zabrać do ojca. Pójdziesz ze mną? 

                                                                                                                     Legolas      

Zauważyłem w oczach Tauriel pewne zawahanie, ale ostatecznie zgodziła się pójść ze mną. Byłem ciekaw co pochwycony przeze mnie ork ma nam do powiedzenia. Wiele razy już takich brałem na przesłuchanie i zawsze coś ciekawego można się było od nich dowiedzieć. Mimowolnie pomyślałem, że jeśli wieści przyniesione przez tego stwora będą ważne to może zdołają nieco udobruchać ojca, który raczej nie jest zadowolony z ucieczki krasnoludów. W ogóle jakim cudem udało im się otworzyć kraty i wyjść niezauważonym? Strażnikiem kluczy był Elter i dotychczas dobrze sprawował się na tym stanowisku. Przynajmniej nie pamiętam żeby kiedykolwiek zwiał nam z lochów jakiś ork. Póki co jednak trzeba było zająć się naszym jeńcem. Przeszliśmy przez główny hol i skierowaliśmy się po schodach ku sali tronowej, gdzie ojciec spędzał najwięcej czasu czekając na wieści od posłów, wydając wyroki i ogólnie zajmując się tym na co królowie mogą sobie pozwolić. Kiedy zobaczył mnie i Tauriel zszedł z tronu i powiódł po nas pytającym wzrokiem, a ja za pomocą sztyletu zmusiłem orka do uklęknięcia przed władcą. 

– Tak właśnie działa zło – rzekł król. – Szerzy się wśród nieświadomości i niewiedzy. Rośnie jak mroczny cień. Bezsenna nienawiść, czarna niczym nadciągająca noc. Zawsze tak było i zawsze będzie. Czas rodzi wszystko co najgorsze. 

– Tropicie trzynastu krasnoludów. Dlaczego? – zapytałem orka. 

– Już nie trzynastu – wyszczerzył zęby w chytrym uśmiechu. – Jeden z nich, ten młody został trafiony strzałą z Morgulu. Ma krew zatrutą jadem i tylko patrzeć jak skona.

– Odpowiadaj bestio – powiedziała Tauriel.

– Nie będę z tobą gadać, elficka suko – syknął i niemal mi się wyrwał, ale zdołałem utrzymać sztylet przy jego szyji wbijając go nieco głębiej. Bardzo chętnie zabiłbym tego parszywca tu i teraz, gdyby nie to, że jeszcze nic ważnego nie powiedział. 

Tauriel natomiast wyjęła swój miecz i dostrzegłem w jej oczach ogniki złości kiedy podeszła do orka chcąc zakończyć jego nędzny żywot. 

– Lubisz zabijać? Lubisz śmierć? – zapytała. 

– Nie rób tego – powiedziałem cicho. – On jeszcze nie może umrzeć.  

Elfka schowała broń, skinęła głową i wyszła z sali kierując się w stronę schodów. 

– Nie obchodzi mnie jakiś martwy krasnolud – oznajmił Thranduil. – Odpowiedz. Nie musisz się bać – zwrócił się do orka. – Mów co wiesz to będziesz wolny. 

– Ten karzeł, Thorin Dębowa Tarcza nie będzie królem. 

Spojrzałem na ojca zaskoczony. Krasnoludy chcą wracać do Ereboru? To niemożliwe, to istne szaleństwo.

– Nie ma już króla pod górą. Nikt nie odważy się wejść do Ereboru póki żyje smok.

– Nic nie wiesz. Wasz świat spłonie. Znów nadchodzi nasz czas. Mój pan służy Jedynemu. Rozumiesz marny elfie? Czeka was śmierć. Spadnie na was pożoga wojny. 

Ledwie to powiedział obok mnie  świsnęło ostrze miecza i w dłoni pozostała mi tylko brzydka głowa orka, a reszta jego ciała leżała na ziemi i wstrząsały nim drgawki. Obrzydliwy widok. 

– Obiecałeś mu, że będzie wolny – powiedziałem z wyrzutem.

– Uwolniłem jego wstrętny łeb od karku – oznajmił Thranduil i bezceremonialnie przycisnął butem zwłoki stwora. 

– Mógł nam powiedzieć więcej. Na przykład co oznacza pożoga wojny.

– Mnie nie musi. Mają broń tak potężną, że zniszczy wszystko. Trzeba podwoić straże na granicach, rzekach, drogach i ty się tym zajmiesz Legolasie. Nikt nie wjedzie do tego królestwa i nikt go nie opuści – powiedział stanowczo i wrócił na swój tron. 

To oznaczało, że rozmowa zakończona, więc ukłoniłem się i opuściłem salę chcąc jak najszybciej wydać stosowne rozkazy, zamknąć bramy i udać się do Tauriel. Musiałem z nią porozmawiać o tym co usłyszałem i byłem ciekawy co sądzi o całej sytuacji ze zbliżającą się wojną i krasnoludami. Głowa pękała mi od nadmiaru informacji jakie spłynęły w tak krótkim czasie. Jeszcze dzisiejszego po południa byłem z elfką w lesie i nic nie wskazywało, że spokój tak szybko się skończy. Na dodatek powinienem poinformować króla o zaręczynach z Tauriel, ale czy kiedyś nadejdzie odpowiedni moment? Byłem pewien, że mój wybór nie będzie mu się podobał, ale nie mogłem dłużej czekać. Tauriel jest wybranką mojego serca i nic tego nie zmieni. 

Poszedłem do głównej bramy i po krótkiej rozmowie ze strażnikiem rozkazałem mu ją zamknąć i nikogo nie wpuszczać. Na jutro rano zorganizowałem także spotkanie dowódców żeby przekazać im polecenia króla i ustalić plan obrony królestwa na następnych kilka tygodni. Będziemy musieli wstrzymać wszelkie dostawy z Miasta na Jeziorze, ale powrócimy do handlu jeśli tylko sytuacja się uspokoi. Tylko ciekawe kiedy to nastąpi… 

Po załatwieniu wszystkich spraw królestwa miałem zamiar odszukać Tauriel, ale ledwie uszedłem parę kroków w kierunku jej komnaty, ktoś znów mi przeszkodził. 

Gerlon stanął przede mną po czym upadł na kolana. Był całkiem blady, a na jego twarzy malowało się przerażenie.

– Błagam cię panie, pomóż mi – wyjąkał. – Może nie jest jeszcze za późno.

– Za późno? Na co? O co chodzi? Wstań Gerlonie i uspokój się. Jesteś dowódcą straży, naprawdę wstyd tak się zachowywać. – pokręciłem głową i pomogłem mu znów stanać na nogach.

– Chodzi o mojego brata. Znasz go panie, to Gilion. Pech chciał, że pełnił straż akurat podczas ucieczki krasnoludów i właśnie przed chwilą poszedł do króla…

– Bez obaw, mój ojciec chce tylko wytłumaczyć jakoś to zamieszanie. Twój brat nie spełnił swojego obowiązku jak należy, ale przecież nikt go za to nie zabije. Jestem pewien, że wszystko się wyjaśni.

Moje słowa miały uspokoić Gerlona, ale zauważyłem, że odniosły zupełnie odwrotny skutek. Elf dygotał cały, a w jego oczach dostrzegłem autentyczny strach jaki czasem widziałem u młodych pobratymców szykujących się do potyczki z pająkami. Zorientowałem się, że coś ukrywa albo nie powiedział całej prawdy. 

– Nie mam za wiele czasu, więc jeśli chcesz żebym wstawił się u ojca za twoim bratem to lepiej powiedz co się wydarzyło. Muszę wiedzieć wszystko – ponagliłem go i wreszcie dowiedziałem się sposobu w jaki uciekły krasnoludy. 

– Zapewne pamiętasz panie – mówił Gerlon. – Że rankiem przyszła dostawa wina, które król specjalnie zamówił z wielkich ogrodów Dorwinionu. Miało być na ucztę, a jako że brat mój pełni funkcję ochmistrza na dworze, osobiście pilnował dostawy tego znakomitego trunku. Wieczorem zaś miał za zadanie oczyścić piwnicę z ciężkich baryłek i odesłać je do Esgorath. Namówił jednak Eltera aby razem z nim skosztował tego wina. Było jednak dla nich zbyt mocne, sen ich zmorzył i niestety wtedy krasnoludy uciekły. Nie mam pojęcia jak to się stało, ktoś musiał ukraść klucze od Eltera. Tylko dziwna sprawa, bo kiedy go znaleziono miał je nadal przy sobie. Co o tym myślisz panie? Mój brat postąpił niezmiernie głupio, ale przecież nie zasłużył na śmierć. Wiele lat był ochmistrzem, popełnił błąd, jednak…

– Dość – przerwałem mu. – Ta sprawa jest dużo poważniejsza niż mi się początkowo wydawało i nie wiem czy będę w stanie coś zdziałać. Gilion powinien zdecydowanie częściej używać rozumu. Jak można okradać króla z wina? I jeszcze ta ucieczka więźniów…

– Błagam cię panie, spróbuj go ocalić. To mój ostatni żyjący brat nie mam już na tym świecie nikogo – łkał Gerlon załamując ręce.

– Dobrze, pójdę zaraz do króla i zobaczę co da się zrobić. Ale nic nie obiecuję.

– Dziękuję, książę. Niech ci Varda to wynagrodzi.

Oby tak było, bo elficki dowódca właśnie postawił mnie przed zadaniem nie do wykonania. Gdy szedłem w kierunku sali tronowej czułem się niemal jak skazaniec i układałem w myślach plan uratowania tego głupca. Potem szybko odmówiłem hymn do Elebereth i wszedłem do komnaty.
Zastałem tam dość niecodzienny widok. Gilion i Elter leżeli plackiem przed królem, a ten stał nad nimi najwyraźniej słuchając ostatnich życzeń skazanych.

– Jak widzisz jestem teraz zajęty Legolasie, przyjdź później.

Twarz ojca pozostała niewzruszona, ale w jego głosie usłyszałem ostrzegawczy ton. Nie miałem zamiaru się jednak wycofywać i podszedłem bliżej.

– Ratuj nas – szepnął Gilion.

– Ja właśnie w tej sprawie – wyjaśniłem szybko. – Myślę, że zarówno ochmiatrz jak i dowódca straży nie zasłużyli na śmierć.

– Cieszy mnie, że tak cię obchodzi los naszych poddanych synu, jednak chyba przeceniasz możliwości prawa łaski. Ci dwaj elfowie oskarżeni są o kradzież mojego wina i wypuszcenie krasnoludów na wolność, a ty sugerujesz, że mam im darować winy i zapomnieć o całej sprawie?

Może popełniam błąd, może powinienem się jeszcze wycofać… Tylko jak ja potem spojrzę w oczy Gerlonowi?

– Ależ nie. Powinni zostać ukarani tylko nie w tak okrutny sposób jakby kogoś zabili… Wygnaj z królestwa, skaż na chłostę lub pobyt w lochu, ale oszczędź im życie. Ich jedyną zbrodnią jest przecież nadużycie wina. Podczas ucieczki więźniów na pewno brał udział ktoś jeszcze, bo niby w jaki sposób Elter mógł otworzyć kraty podczas snu?

– Klucze nadal miał przy sobie – upierał się król.

– Jestem pewien, że niedługo to wyjaśnimy.

Przez jakiś czas panowała cisza. Wstrzymałem oddech w pełnym oczekiwania napięciu, a każda sekunda wydawała mi się godziną.

– Wstańcie – rzekł w końcu Thranduil. Podjąłem decyzję. Nie musicie się obawiać o swoje życie, ale kara was nie ominie. Ty Gilionie nie będziesz już pełnił urzędu ochmistrza. Za swoje rażące zaniedbanie nie ma już dla ciebie miejsca w moim pałacu. Możesz zamieszkać gdzieś w Mrocznej Puszczy lub udać się do Rivendell albo Lothlorien. Jeśli zaś chodzi o ciebie Elterze, podobnie jak Gilion zrzekniesz się swojej funkcji dowódcy straży. Nie pójdziesz do lochu, jednak nie wolno ci opuszczać pałacu do czasu wyjaśnienia sprawy z kluczami. Potem zobaczymy. Możecie odejść – skinął ręką. – Ty zostań Legolasie.

Cóż, przynajmniej nadal mają głowy ma swoim miejscu i może Gerlon znajdzie nowy dom dla swojego brata.

– Doceniam twoją szlachetność synu, jednak będąc królem będziesz musiał przestrzegać naszych praw. Masz zbyt miękkie serce – stwierdził Thranduil.

– Przynajmniej poddani zobaczą, że i ty je masz. Dobrze, że ich ocaliłeś.

– Dobrze czy niedobrze to się dopiero okaże. Chciałbym żebyś osobiście zajął się sprawą tej tajemniczej ucieczki. Natomiast jutro podczas zebrania wybierzesz nowego dowódcę straży.

Zacisnąłem zęby kiedy dowiedziałem się o nowych obowiązkach, ale nie mogłem się sprzeciwiać.

– Czy masz już jakiegoś kandydata na to stanowisko?

– Ulumien prześle ci jutro listę. Sprawdzisz najlepszych elfów i wybierzesz odpowiedniego następcę Eltera… Tauriel na pewno ci w tym pomoże. A teraz idź odpocznij, jutro masz ciężki dzień.

Pożegnałem się z ojcem i wyszedłem stamtąd jak najszybciej. Po drodze minąłem elfów z nocnej zmiany, więc musiało być już późno. Bardzo chciałem jednak spotkać się z Tauriel i poszedłem do jej komnaty. Pewnie służba będzie plotkować, ale w tym momencie nie obchodziło mnie to. Elfka spała przykryta cienką kołdrą, a we śnie wyglądała tak uroczo i niewinnie, że niewiele myśląc położyłem się obok niej i przytuliłem do siebie.

– Myślałam, że już nie przyjdziesz – wyszeptała i chwyciła mnie za rękę.

– Miałem ciężki dzień, jutro wszystko ci opowiem. Śpij dobrze, Tauriel… – powiedziałem po czym pocałowałem ją delikatnie w policzek, a chwilę później sam zamknąłem oczy odchodząc do krainy sennych marzeń.

Autor RoyalGirl
Opublikowano
Odsłon 458
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!