Pośród Światła Gwiazd – Rozdział IV

  Rozdział IV- Królewska władza

 Tauriel

Obudziłam się leżąc w ramionach Legolasa i jak przez mgłę przypomniałam sobie, że przyszedł do mnie wczorajszej nocy. Właściwie to powinnam go zapytać czym zajmował się przez dobre parę godzin, jednak mnie wczorajszy dzień też wykończył i nawet nie pamiętałam kiedy zasnęłam.
Po tym jak tamten parszywy ork nazwał mnie elficką suką i wyszłam z sali tronowej nie mogąc zapanować nad chęcią zabicia go, udałam się do jadalni. Oczywiście nie po to żeby otrzymać jakiś posiłek. Chciałam raczej dowiedzieć się czegoś o ucieczce krasnoludów i nagłym ataku orków. Nie zawiodłam się, w kącie siedzieli znani mi bardzo dobrze elfowie, z którymi chodziłam na patrole. Kiedy tylko się do nich przysiadłam zaraz zaczęli mówić jeden przez drugiego.

– Podobno Elter ich wypuścił.

– A Gilion pomógł. Co też temu ochmistrzowi przyszło na stare lata.

– Orkowie przyszli, bo uwięziliśmy króla spod góry. Syn Thraina syna Throra, kiedy go ostatatnio widziałem był jeszcze pacholęciem. Jak on miał na imię?

– Thirin, Tharion?

– Thorin Dębowa Tarcza. Uszanowałbyś trochę przyszłego władcę, mamy szansę zakosztować bogactw Ereboru.

– Mówisz jak nasz król – zaśmiał się.

– Co wy też wygadujecie? – przerwałam im. – Skarbów Góry strzeże smok, zapomnieliście?

– Będzie z tego wojna, ja wam to mówię – stwierdził jakiś elf siedzący niedaleko nas.

Sama już nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Odkąd choroba zaczęła toczyć Mroczną Puszczę nigdy nie było tutaj spokojnie. Ciągłe ataki pająków, plugawe istoty zamieszkujące las, owiana złą sławą opuszczona twierdza Dol Guldur… I właśnie w tym niespokojnym czasie pojawiają się krasnoludy pragnące odzyskać swoją ojczyznę. Nie znałam ich władców, słyszałam jedynie opowieści o ogromnych bogactwach jakie skrywała Góra. Wiedziałam też, że Thranduil był skłócony z Throrem o jakieś białe klejnoty i że nie pomógł w bitwie kiedy smok zaatakował Erebor. Bardzo dobrze za to, zapadł mi w pamięć moment, kiedy wojska wróciły do pałacu. Legolas sprawujący rządy w zastępstwie ojca kazał przystroić most i bramę wjazdową girlandami kwiatów, zorganizował też wspaniałą ucztę z najlepszym winem i tańcami. Mieszkańcy już przy ścieżce witali królewski orszak i nie było żadnego elfa, który byłby przeciwny decyzji odwrotu bez walki. Thranduilowi można było zarzucić wszystko, ale nie to, że nie dbał o swoich poddanych. Tamtego dnia ochronił ich za cenę życia setek krasnoludów, ale czy ktoś się nad tym zastanawiał? Nie. Prawda był taka, że gdyby król posłał elfów do walki, zginęliby wszyscy w ogniu smoka,a zamiast uczty i tańców, w całym pałacu usłyszelibyśmy żałobne pieśni ku czci poległych. To działanie Thranduila jeszcze potrafiłam zrozumieć, ale to, że później nie udzielił schronienia uciekającym przed gniewem smoka ani krasnoludom ani ludziom z Dale… Tego nie zrozumiem nigdy.
Nie moją rolą było zwracanie uwagi królowi, może Legolas ewentualnie mógłby coś mu powiedzieć, ale tak się złożyło, że jeśli chodziło o królestwo to władca nie słuchał nikogo przekonany o swojej nieomylności. Zresztą wszystkich elfów zamieszkujących Puszczę łączyło jedno – nienawiść do pająków i do krasnoludów.

Usłyszałam nagle pukanie do drzwi. Nie chciałam żeby hałas obudził księcia, więc wstałam szybko, narzuciłam na siebie cienki szlafrok i poszłam otworzyć. Za progiem ujrzałam Silvena – elfa, który tak jak ja piastował stanowisko dowódcy straży. Nie widywałam go zbyt często, ponieważ zajmował się dowodzeniem armią podczas bitew i zazwyczaj wraz ze sporą grupą wojowników patrolował granice lasu na północy. Silven był jednym z najbardziej zaufanych elfów króla, wyjątkowo zasadniczy, ale też bardzo odważny. Zwykł był mówić: ,,Im więcej potu na treningach, tym mniej krwi na polu bitwy “. Jego podwładni mieli z nim ciężki żywot, ale nie narzekali, gdyż traktował wszystkich sprawiedliwe i nigdy nie karał bez powodu. Nie tolerował tylko ucieczek z pola walki, lenistwa i spóźnień.

– Jest tutaj książę Legolas? – zapytał  nawet nie bawiąc się w żadne powitania.

– Coś się stało? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie i wyszłam na korytarz przymykając drzwi.

– Dzisiejszego ranka miała odbyć się narada dowódców, wszyscy już przybyli… wszyscy oprócz ciebie, ale książę się nie zjawił. Poszedłem do jego komnaty, ale go tam nie zastałem. Powiedziano mi, że wczorajszego wieczoru wybrał się tutaj i jeszcze nie wrócił – skrzyżował ręce na piersi i obdarzył mnie krytycznym spojrzeniem.

No to wpadłam, dzisiejszego dnia będziemy obiektem plotek całego dworu. Co miałam powiedzieć Silvenowi? Że książę śpi, ale zaraz pójdę go obudzić? Że zapomnieliśmy o naradzie? A może udawać, że go tu nie ma? Niespodziewanie z odsieczą przybył sam Legolas, który nagle pojawił się za mną, ubrany, wypoczęty i gotowy do spełnienia obowiązków.

– Czy wszyscy już się zebrali? – zapytał jak gdyby nigdy nic.

– Tak panie, Wszyscy, których wezwałeś już są. Gerlon, Thardill, Aldrinan, Marahir. Brakuje tylko Eltera i Tauriel, ale ona jest tutaj. Od godziny czekamy na ciebie – powiedział z lekkim wyrzutem w głosie.

– Bez sensu byłoby gdybym to ja czekał na was. Nie zapominaj się Silvenie. Mówisz do księcia, a nie do jednego z twoich żołnierzy – upomniał go i Silven spuścił głowę.

– Wybacz, panie…

– Chodźmy już. Tauriel do nas dołączy kiedy będzie gotowa – posłał mi porozumiewawcze spojrzenie i odeszli.

Nie czekałam ani chwili dłużej i wróciłam do komnaty. Jak najszybciej ubrałam swój ciemnozielony strój, obmyłam twarz chłodną wodą, rozczesałam włosy i wybiegłam na korytarz. Do sali obrad wiodły schody w dół, z których prawie spadłam, niedługi korytarz i znowu schody tym razem do góry. Kiedy weszłam do sali i zajęłam swoje miejsce, zgromadzeni tam elfowie nawet na mnie nie zwrócili uwagi szepcząc coś między sobą i wymieniając zatroskane spojrzenia. Domyśliłam się, że Legolas przekazał im wieści o wygnaniu Eltera. Puste miejsce przy stole obok Gerlona rzucało się w oczy…

– Mnie również jest przykro z powodu tego co spotkało waszego przyjaciela, na koniec spotkania wybierzemy nowego elfa na to stanowisko – mówił książę. – Teraz musimy skupić się na bieżących sprawach – wziął głębszy oddech i wyciągnął jakąś kartkę i mapę.

– Wolą króla jest, by w obliczu zagrożenia spowodowanego widmem kolejnej wojny bramy królestwa zostały zamknięte do odwołania. Musimy podwoić straże na granicach Puszczy, dokładnie sprawdzać podróżnych przemierzających las, a podczas codziennych patroli zachować szczególną ostrożność. Proponuję więc aby Silven, Thardil i Marahir zajęli się rekrutacją nowych żołnierzy. Tych najlepiej wyszkolonych powinniśmy zostawić do ochrony pałacu. Rozbijecie swoje obozy w nowych miejscach, tych najbardziej narażonych na atak wroga – rozłożył mapę i zaczął wskazywać palcem nowe tereny. – Tutaj, tutaj i jeszcze tu. Jakieś pytania?

– Za blisko Dol Guldur, książę. To niebezpieczne – rzekł Marahir, który dotychczas patrolował tamte rejony. – Wciąż niewiele wiemy o tym miejscu, prócz tego, że roi się tam od pająków.

– Dobrze, w takim razie nieco dalej. Tutaj może być?

– Jeśli pozwolisz zabrać mi prawdziwych żołnierzy, a nie tych podlotków, którym tylko zabawy i wino w głowie to zgadzam się ruszyć nawet jeszcze dziś.

– Niech będzie, zabierzesz kogo będziesz chciał. Czy ktoś ma jeszcze jakieś uwagi?

– Co z zachodnią bramą, książę? Mam tam jeden oddział elfickich żołnierzy, ale czy to wystarczy? – zapytał Aldrinan.

– To rejon wysunięty najdalej od Dol Guldur i Ereboru. Nie sądzę by stał się celem wroga. Póki co zostań tam ze swoimi elfami, w razie potrzeby przyślemy jeszcze jeden oddział. Teraz zwracam się do was wszystkich abyście pamiętali o raportach. To bardzo ważne, ponieważ musimy wiedzieć co dzieje się na granicach.

– Podobno krasnoludy zamierzają odzyskać utraconą ojczyznę, prawda to książę? – zapytał Gerlon.

– Król wysłał szpiegów do Esgorath, najdalej pojutrze dowiemy się wszystkiego. Nie jest dobrze, obawiam się powtórki z dwa tysiące siedemset siedemdziesiątego roku.

Tysiące elfów w złotych zbrojach, król na swoim łosiu pośród nich, dźwięki stali mieczy lśniących w słońcu, a potem… ogień, śmierć i łzy, ale w naszym pałacu radość, śpiew i wielkie przyjęcie dla uczczenia zwycięstwa. Te wszystkie obrazy z przeszłości stanęły teraz przede mną jak żywe. Jakie to zwycięstwo kosztem innych? Czy tak ma znowu być? I wtedy usłyszałam nagle swój własny, słaby głos.

– Mamy silną armię i doskonałych wojowników, dlaczego by nie pomóc krasnoludom?

                                                                                                                               Legolas

Wszyscy spojrzeli na Tauriel zaskoczeni. Ja sam nie mogłem uwierzyć, że naprawdę to powiedziała, ale stało się. Elfowie mieliby pomagać krasnoludom? To nie jest realne, to całkowicie sprzeczne z porządkiem rzeczy. Nie mamy ze sobą kontaktu, żyjemy w nienawiści od setek lat. Tak było i tak będzie. Z odrętwienia wyrwał nas wszystkich śmiech Slivena.

– Czy ty siebie słyszysz Tauriel? – zapytał. Niemożliwe jest żebyśmy…

– Daj jej mówić – przerwałem mu stanowczo.

Widziałem, że Tauriel była trochę zestresowana i może żałowała swoich słów, ale wstała i zaczęła przemawiać najpierw cicho, a potem jej głos nabrał pewności.

– Pomyślcie tylko. Szykuje się wojna czy tego chcecie czy nie. Czy tego chcecie czy nie wkrótce tu dojdzie i co wtedy zrobimy? Jak długo zamierzacie się bronić? Orkowie się mnożą, pająków wciąż przybywa, zło z Dol Guldur nie śpi, a my w nieskończoność mamy posyłać nowych żołnierzy do walki? Trzeba uderzyć raz, a dobrze i teraz nadchodzi ten moment. Jak tylko krasnoludy odzyskają Górę, armia nieprzyjaciół ruszy zaatakować Erebor. Wtedy powinniśmy być gotowi do bitwy. Jeśli się uda to w końcu na długi czas zyskamy spokój, a mało tego, Thorin Dębowa Tarcza będzie musiał się nam odwdźęczyć. Zyskamy złoto, zyskamy sojuszników, rozbijemy orków. Będziemy mogli żyć w szczęściu i dostatku przez długie lata. Jeśli z kolei nic nie zrobimy, jeśli wrogie armie zwyciężą wtedy oprócz Dol Guldur będziemy mieć w bliskim sąsiedztwie kolejnego nieprzyjaciela, a wtedy już nie ochronimy królestwa – zakończyła i usiadła.

Nastała cisza, każdy w myślach analizował słowa Tauriel aż w końcu pierwszy odezwał się Marahir.

– To jakieś bzdury. Nie wiemy czy krasnoludy zdołają pokonać smoka, nie wiemy nawet czy ich dowódca to rzeczywiście Thorin wnuk Throra czy tylko jakiś przebieraniec.

– Bo go nie widziałeś – stwierdził Gerlon. – Pomimo wyraźnego zmęczenia, brudu i poszarpanego ubrania miał w sobie coś królewskiego. To spojrzenie, gesty, sposób wypowiadania…

– Tak, tak. Jeszcze mi powiedz, że na czole miał napisane Król pod Górą. – zaśmiał się Marahir i Gerlon już się nie odezwał.

– Zgadzam się z moim przyjacielem – powiedział Silven. – To szaleństwo, nie potrzebujemy teraz wojny.

– I tak nas dosięgnie, czy tego chcecie czy nie. – Tauriel była wyraźnie zirytowana słowami towarzyszy.

– Książę, nie możemy ryzykować. Skoro podwajamy straże na granicach i tak zostanie mniej elfów do ochrony pałacu – szepnął do mnie Aldrinan, a potem wybuchła kłótnia pomiędzy dowódcami.

– Mój oddział nie będzie wspierał krasnoludów!

– Ale Tauriel ma rację, nie pokonamy tylu złych sił. Musimy pomóc!

– W Ereborze nadal rządzi smok, nie Thorin!

– Oczywiście, najlepiej czekać bezczynnie aż orkowie sami podejdą pod nasze domy!

– To mógł powiedzieć tylko ktoś, kto nie patroluje granic. Ja wam mówię…

– Dosyć! – uderzyłem dłonią w stół, bo od tych krzyków już zaczynała mnie boleć głowa. – Uspokójcie się i dajcie mi zebrać myśli.

Zrobiło się cicho, wszyscy czekali na moją decyzję. Od razu przypomniałem sobie dlaczego nie lubię uczestniczyć w zebraniach. Cała odpowiedzialność spoczywała teraz na mnie, a niezależnie od tego co powiem i tak zawsze komuś będzie nie pasowało. Cóż, jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził.

– Oto co postanowiłem – rzekłem w końcu. – Spełnimy wolę króla. Zamykamy bramy pałacu i podwajamy straż na granicach. Wszyscy wiedzą jaki jest mój ojciec, na pewno nie zgodzi się na wsparcie krasnoludów w ich wojnie. Poza tym nasi szpiedzy jeszcze nie wrócili, więc będziemy cierpliwie czekać na rozwój sytuacji. Wrócicie do swoich oddziałów. Będziemy w stałym kontakcie i zobaczymy co dalej.

– Ale orkowie… – zaczęła Tauriel.

– Tauriel, proszę cię. Kończymy ten temat.

Spojrzała na mnie z wyrzutem i poczułem ukłucie w sercu, ale nic nie mogłem na to poradzić. W głębi duszy czułem, że ma rację, jednak nawet gdyby udało się przekonać dowódców to rozmowa na ten temat z królem byłaby bezcelowa.

– Wybierzemy teraz nowego kapitana straży. Proponuję żeby został nim Imril. Zasłużony dla królestwa elf wojownik, jeden z podwładnych Gerlona. Zgadzacie się?

Gdy usłyszałem wyraźną aprobatę dla tego pomysłu, odetchnąłem z ulgą. Przynajmniej ta sprawa została ustalona bez kłótni.

– Jeszcze dzisiaj przekażę mu odpowiednie pismo z nominacją. Dziękuję wszystkim za przybycie, możecie wrócić do swoich obowiązków. Koniec narady – powiedziałem zabierając mapy ze stołu.

Patrzyłem jak wychodzą rozmawiając jeszcze między sobą, a kiedy w pomieszczeniu zostałem tylko ja i Tauriel, podszedłem do niej z zamiarem wyjaśnienia jej moich decyzji.

– Muszę iść na patrol, moi elfowie już pewnie czekają – oznajmiła nawet na mnie nie patrząc.

– Tauriel, musiałem tak powiedzieć. Jako książę muszę zachować neutralność i nie mogę podejmować decyzji o wojnie bez rozmowy z królem, a sama wiesz jaki jest mój ojciec.

– Tak wiele tracimy przez rozdrapywanie starych ran, naprawdę nikt tego nie widzi?

– Niestety – westchnąłem. – Czekamy teraz na powrót szpiegów. Nie zaprzątaj sobie teraz głowy zbliżającą się wojną. Jak będę wiedział coś więcej dam ci znać. Przyjdę wieczorem, dobrze? – zapytałem chwytając jej dłonie, a wtedy zauważyłem, że nie ma już na palcu pierścionka. – Nie podobał ci się? – zapytałem starając się ukryć nutę zawodu w głosie.

– To nie tak… Po prostu… Bałam się, że ktoś zauważy i… Nie chcę cię stracić Legolasie – przytuliła się do mnie i zobaczyłem łzę spływającą po jej policzku.

Teraz już widziałem co ma na myśli, obawiała się plotek i gniewu króla.

– Kocham cię Tauriel. Obiecuję, że jak tylko przesłucham strażników w lochach pójdę do mojego ojca i wszystko mu wyjaśnię.

Powinienem zrobić to już dawno…

– Obiecujesz, że będziemy już zawsze razem? – zapytała uśmiechając się delikatnie.

– Tak – ucałowałem ją w policzek.

– Cieszę się. A teraz wybacz ale muszę już iść, książę. Do zobaczenia – skłoniła głowę i wyszła z sali.

Nie pozostało mi nic innego jak tylko zająć się kolejnym zadaniem na dzisiejszy dzień czyli przesłuchaniem strażników na temat ucieczki krasnoludów.

                                                                                                                           Tauriel

Późnym popołudniem wraz ze swoim oddziałem elfów wracaliśmy do pałacu. Byłam zmęczona, gdyż długo chodziliśmy patrolując tereny aż za rzeką, ale w Puszczy panował względny spokój. Nie natknęliśmy się na żadne nowe gniazdo pająków ani ślady innych wrogów. Dziwne… Taka cisza przed burzą. W trakcie patrolu miałam sporo czasu żeby sobie jeszcze raz przemyśleć to, co wydarzyło się na naradzie, Rozumiałam działania Legolasa. Niestety miał rację, że ani króla ani nawet jednego z tych dowódców nie przekonamy do wsparcia krasnoludów. Mimo wszystko nadal uważałam, że mam rację i bardzo chciałam żeby książę mnie poparł. W końcu i tak będzie musiał to zrobić tylko wtedy może być już za późno. 

Minęliśmy most oraz bramę wjazdową. Pożegnałam się z elfami, wymieniłam parę słów z Yatari i Gerlonem, a potem skierowałam się do komnaty Thranduila, gdyż musiałam zdać relację z dzisiejszego obchodu. Zazwyczaj robiłam tak wtedy, gdy działo się coś niespodziewanego albo gdy natknęliśmy się na niebezpieczeństwo, ale według nowych zasad codzienne raporty będą na porządku dziennym.  Stanęłam przed drzwiami i czekałam aż strażnicy zapowiedzą moje przyjście. Kiedy uzyskałam zgodę na wejście do środka, przekroczyłam próg w towarzystwie jednego z elfów. Przywitałam się, ukłoniłam i już miałam ochotę jak najszybciej stamtąd odejść.

– Zabrałam oddział czterdziestu trzech elfów. Nasza trasa obejmowała drogę od starego dębu do lasu sosnowego za rzeką, nie natknęliśmy się na żadne ślady nieprzyjaciela. Liczba ofiar – zero, liczba zabitych orków – zero, ostatnie gniazdo pająków zniszczone trzy dni temu. – powiedziałam szybko prawie na jednym wdechu. Skłoniłam głowę i miałam zamiar wyjść, ale zatrzymał mnie głos króla. 

– Zaczekaj Tauriel, chciałbym z tobą porozmawiać. 

Ze wszystkich sił starałam się ukryć swoje emocje, ale poczułam jak krew odpływa mi z twarzy, bo domyślałam się o czym chce ze mną mówić. 

– Słucham wasza wysokość – powiedziałam najbardziej zwyczajnym głosem na jaki było mnie stać. 

– Pamiętasz jak ostatnio rozmawialiśmy o Legolasie? Wiem, że cię miłuje, że spędza z tobą wolny czas, chwali po udanych potyczkach z pająkami… Powiedziałem ci wtedy żebyś nie dawała mu nadziei. – przerwał czekając na moją reakcję. 

– Pamiętam… – rzekłam niepewnie. 

– Doszły mnie słuchy, że przyjęłaś jego oświadczyny, prawda to? – zapytał obojętnie jakby nie miało znaczenia czy jestem narzeczoną księcia czy też nie. – Nie obawiaj się, możesz przestać ukrywać pierścionek. Cały dwór wie o waszym związku. 

Niechętnie wyjęłam z kieszeni ten nieszczęsny pierścień i włożyłam go na palec. Thranduil podszedł bliżej i spojrzał na moją dłoń. 

– Jest piękny i pasuje do ciebie – stwierdził, a ja nie bardzo wiedziałam do czego zmierza. – Powiedz Tauriel, naprawdę kochasz mojego syna? 

– Tak, naprawdę i z całego serca – powiedziałam bez wahania.

– A więc jeśli zależy ci na nim i na jego szczęściu, odwołaj te zaręczyny.

Poczułam jakby właśnie wymierzył mi policzek chociaż nadal stał w tym samym miejscu i mierzył mnie zimnym spojrzeniem. 

– On jest księciem, następcą tronu – mówił dalej. – Jaka będzie wasza przyszłość? Myślisz, że poddani zaakceptują strażniczkę u boku mojego syna? Zbliża się wojna, naprawdę sądzisz, że Legolas zawsze będzie dla ciebie taki jak teraz? Że będziecie żyć długo i szczęśliwie? Dobro królestwa jest najważniejsze. W tym pałacu nie ma miejsca na uczucia.

– Mówisz panie jakbyś nigdy nie miłował. – oczy mi się zaszkliły, ale nie spuściłam wzroku z króla i miałam wrażenie, że przez ułamek sekundy ujrzałam wyraźny smutek na jego twarzy.

– Kochałem jedną elfkę, najwspanialszą ze wszystkich… Nasz związek był jednak krótki i przyniósł tylko cierpienie, ból i łzy. Właśnie dlatego władcy wielkich królestw przekładają dobro swego kraju ponad własne. Nie chcę by Legolas popełnił ten sam błąd co ja lata temu. 

– To nie błąd. To miłość. Szczera i prawdziwa.  

– Nic nie rozumiesz Tauriel – pokręcił głową i ton jego głosu znów stał się chłodny i obojętny. – Jeśli chcesz możesz zabrać swój oddział i ruszyć z pomocą krasnoludom, ale zgody na ślub nie dostaniecie nigdy. Odejdź teraz i pomyśl nad tym co ci powiedziałem. 

Wyszłam szybko nawet na niego nie patrząc i od razu pobiegłam do swojej komnaty nie chcąc, żeby ktokolwiek widział moje łzy przez które ledwo widziałam drogę. Weszłam do środka, zamknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Właściwie sama nie wiem co mnie tak zabolało, w końcu doskonale zdawałam sobie sprawę z tego jak zareaguje król, a jednak… Chyba dotychczas trzymałam się cienkiej nitki nadziei, że się uda, ale to wszystko na nic. Gdy tak leżałam przytulona do poduszki nagle drzwi się otworzyły i zobaczyłam Legolasa. Od razu podbiegł do mnie, usiadł obok i zaczął gładzić moje włosy.

– Co się stało Tauriel? Powiedz mi, co się stało? – pytał zmartwiony.

– Nie możemy być razem – wyjąkałam cicho.

– Rozmawiałaś z ojcem. Idę do niego – powiedział stanowczo i wstał kierując się w stronę korytarza. 

– Legolasie, zaczekaj! Nie możesz! – zawołałam, ale było już za późno, bo książę zniknął mi z oczu. A ja myślałam, że gorzej być już nie może…

Autor RoyalGirl
Opublikowano
Odsłon 241
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!