Pośród Światła Gwiazd – Rozdział V

Rozdział V- Widmo nowej wojny

  Legolas                            

Nie widziałem co mój ojciec powiedział Tauriel, ale widziałem, że muszę iść i załatwić tę sprawę. Nie ma prawa decydować za mnie, a skoro uznałem, że to właśnie z rudowłosą chcę spędzić resztę życia to tak będzie. Byłem już blisko królewskich komnat, kiedy zza rogu wyszedł jakiś człowiek, którego widziałem chyba pierwszy raz w pałacu.

– Książę – ukłonił się. – Jakie to szczęście, że cię spotkałem. Nazywam się Bartos i jestem z Esgorath.

No pięknie, znowu będę musiał rozwiązywać czyjeś problemy, jakbym nie miał własnych. Dlaczego ci ludzie z miasta na jeziorze zawsze muszą mnie nachodzić, kiedy nie mam na to czasu? Czemu nie mogą przychodzić w normalnych porach dnia kiedy sprawami królestwa zajmuje się mój ojciec? Zacząłem się zastanawiać czy czasami sobie nie wmówili, że szybciej uzyskają posłuchanie u mnie niż u króla. Być może tak właśnie było, człowiek stojący przede mną ewidentnie miał jakiś interes. Znałem już to spojrzenie i ton głosu jakim przemawiał.

– Przykro mi Bartosie, ale teraz nie mogę cię wysłuchać, idę właśnie do króla.

– Ależ panie, to bardzo ważne…

– A więc zaczekaj tu na mnie, jak wrócę to porozmawiamy – powiedziałem i ominąłem go przyspieszając kroku.
Coś tam jeszcze marudził, ale już nie słuchałem. Może to nie było zachowanie godne księcia, ale zbyłem go w najbardziej łagodnych słowach jakie zdołałem na poczekaniu wymyślić.

Po chwili znalazłem się już przy komnacie ojca i nie czekając aż  strażnicy powiadomią go o moim przyjściu, wszedłem do środka.
Król siedział przy stole przeglądając jakieś papiery i pił wino. Kiedy mnie zobaczył, odłożył kielich i nakazał wyjść swoim sługom.

– Co cię do mnie sprowadza, synu? – zapytał kiedy już zostaliśmy sami.

– Myślę, że wiesz. Chodzi o Tauriel…

– Tak, oświadczyłeś się. Gratuluję – powiedział obojętnym głosem.

– Kocham ją ojcze. Tauriel będzie moją królową. Czy naprawdę nie zależy ci na moim szczęściu?

Thranduil westchnął ciężko, dolał sobie wina po czym wstał i podszedł do mnie.

– Nikt ci nie broni jej miłować, ale za żonę weź sobie księżniczkę z Rivendell albo Lorien. Zrób to dla dobra królestwa i poddanych, jesteś księciem Legolasie, następcą tronu i musisz myśleć przyszłościowo.

– I kto to mówi. Z tego co mi wiadomo, matka nie była z jakiegoś wysokiego rodu.

Na twarzy ojca pojawił się cień bólu, ale wciąż patrzył na mnie jakby oceniając ile może mi powiedzieć.

– Popełniłem błąd… – rzekł w końcu. – I nie chcę żebyś ty także go popełnił. Będziesz przez nią cierpiał.

– Nie obawiam się plotek i niechęci poddanych, poradzimy sobie. Musisz mnie zrozumieć, ojcze. Nie związałem się z Tauriel aby zrobić ci na złość lub zadziałać na niekorzyść królestwa. Chcę się z nią ożenić, ponieważ nasza  miłość jest szczera i prawdziwa. Moje serce od dawna należy tylko do niej.

– Nie uchroniłem cię przed niczym, synu. – w jego oczach pojawił się smutek, ale poklepał mnie po ramieniu. – Rozumiem cię, sam kiedyś byłem młody. Nie czas jednak na wesele, zbliża się wojna. Jutro spodziewam się moich elfów z Esgorath. – zmienił nagle temat. – Przyjdź rano do sali tronowej, posłuchamy co mają nam do powiedzenia.

– Ale… zgodzisz się na ślub? – zapytałem. Sprawy krasnoludów średnio mnie teraz interesowały.

– Idź już. Chciałbym teraz odpocząć.

Skłoniłem głowę i wyszedłem z jego komnaty. Nie wiedziałem co o tym myśleć, niby nie powiedział nie, ale też nie powiedział tak. Dziwne… Myślałem, że będzie gorzej. A może to wspomnienie matki tak na niego zadziałało. Temat królowej był zakazany i nikt z otoczenia króla nie wspominał o mojej matce. Ja sam jej nie pamiętałem, gdyż odeszła kiedy miałem zaledwie pięć lat. Wiedziałem tylko, że zginęła podczas ataku orków na Leśne Królestwo i że charakterna z niej była kobieta, dlatego często się z ojcem kłócili. Ale kochali się, mimo że nie zawsze mieli to samo zdanie i to było najważniejsze. Za każdym razem kiedy chciałem porozmawiać o niej z ojcem, ten nie chciał wspominać matki. Uznałem, że być może sam kiedyś mi o niej opowie, ale nie doczekałem się i mogłem ją sobie wyobrażać tylko na postawie rozmów z mieszkańcami pałacu.
Z rozmyśleń wyrwał mnie znany głos Bartosa. Co za człowiek, myślałem, że już dał sobie spokój.

– Panie, nie zajmę ci dużo czasu, ale wysłuchaj mnie – zaczął prosić błagalnie.

– Dobrze, mów więc o co chodzi?

– O dostawę ryb z miasta. Złożyliście zamówienie na czternaście beczek – w jego głosie zabrzmiał pretensjonalny ton. – Przyjechałem po południu tak jak się umawialiśmy, ale strażnicy nie chcieli przyjąć dostawy towaru. Na dodatek przeszukiwali beczki tak dokładnie, że dwie zostały uszkodzone! – wykrzyknął jakby to była moja wina.

Po prostu świetnie. Nie ma to jak po nocach zajmować się jakimiś śmierdzącymi rybami.

– Zamknęliśmy granice królestwa, więc handel z wami też został wstrzymany. Nic na to nie poradzę. – zacząłem spokojnie tłumaczyć.

– Zamówiliście towar jeszcze przed zamknięciem granic – wycedził. – Co ja mam zrobić z taką ilością ryb?!

– Nie wiem, może wyrzuć je spowrotem do rzeki! – krzyknąłem, bo już zaczynał mnie wyprowadzać z równowagi.

– Kiedy one są nieżywe!

– Zaraz ty będziesz nieżywy jak się nie uspokoisz – zagroziłem – Mówisz do księcia i jak jeszcze raz podniesiesz głos w mojej obecności to każę zamknąć cię w lochu!

Przestraszył się widać, bo od razu spuścił dumny wzrok i zaczął przepraszać.

– Wybacz panie, ale zrozum mnie. Będę stratny jak się tych beczek nie pozbędę. Moim rybakom trzeba sypnąć grosza, a w domu żona i troje dzieci na utrzymaniu.

– Zrobimy tak. Weź mój nóż aby pokazać strażnikom żeś mój człowiek. – powiedziałem dając mu swój oręż z pełną świadomością, że raczej go już nie zobaczę. – Elfowie otworzą bramę, a w spiżarni wyładują beczki. Potem pójdziesz do podskarbiego, który wypłaci ci pieniądze i odszkodowanie za zniszczone mienie. Gdyby miał wątpliwości to powołaj się na mnie.

– Dziękuję ci książę, dziękuję – uradowany klasnął w ręce, ukłonił się i poszedł.

Zapomniałem mu powiedzieć, żeby następnym razem załatwiał swoje sprawy w dzień… Trudno, mam nadzieję, że chociaż kucharze będą zadowoleni z dostawy.

Tauriel

Legolas przyszedł akurat w momencie kiedy leżałam na łóżku i czytałam książkę. Były to jakieś nudne poezje dla zabicia czasu i odciągnięcia złych myśli, więc kiedy tylko przekroczył próg komnaty, wstałam szybko z niecierpliwością czekając na to co powie. Udało mu się porozumieć z ojcem? A jeśli nie to czy zerwie nasze zaręczyny? Elf tymczasem podszedł bliżej i złożył pocałunek na moich ustach.

– Zgodził się? – zapytałam z nadzieją w głosie.

– Nie był przeciwny, ale powiedział, że zbliża się wojna i nie czas na ślub.

– Jak długo będziemy musieli czekać? – westchnęłam. –W końcu nie starczy nam czasu żeby być razem.

– Nie mów tak Tauriel. Krasnoludzkie wojny się skończą, wyprawimy najwspanialsze wesele jakie ktokolwiek widział i będziemy żyć razem długo i szczęśliwie.

Bardzo chciałam żeby było jak mówił, ale właściwie to utknęliśmy w martwym punkcie. Teraz król zasłonił się wojną, a przecież potem mógł znaleźć inne wymówki aby opóźniać ślub. Z powodzeniem mogliśmy czekać na odpowiedni moment nawet tysiąc lat. Nie podzieliłam się swoimi obawami z Legolasem, bo książę wydawał się być naprawdę zadowolony. Podniósł mnie z ziemi po czym położył na łóżku jak kochający mąż, żonę i sam usiadł obok wpatrując się we mnie swoimi niebieskimi jak morze oczami.

– Dość już o tym – powiedział jakby odgadując moje myśli. – Cieszmy się chwilą i tym, że możemy być razem. – ujął moją twarz w dłonie i złączył nasze usta w pocałunku.

_______________________________________

Obudziłam się następnego dnia leżąc przytulona do klatki piersiowej Legolasa. Podciągnęłam kołdrę pod szyję, bo wczoraj nikt z nas nie wpadł na to, żeby dołożyć drewna do kominka i w komnacie było chłodno. Gdy się poruszyłam, elf otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie. Myślę, że wcale nie spał. Nie zdziwiłoby mnie to patrząc na ostatnią niespodziewaną wizytę Silvena. Pewnie mój narzeczony postanowił tym razem zachować czujność.

– Mógłbym tak się budzić każdego dnia – oznajmił Legolas i objął mnie w talii.

– Niestety muszę cię rozczarować książę. Od dzisiaj zaczynam nocne patrole – westchnęłam smutno, bo i mnie jakoś nie za bardzo się chciało iść na zwiedzanie Puszczy.

– Nie możesz się z kimś zamienić? – zapytał bawiąc się moimi włosami.

– Nie ma szans. Gerlon na pewno się nie zgodzi, a ten nowy, Imril jeszcze się nie wdrożył w swoje zadania.

– Rozumiem, cóż… mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze przed twoim wyjściem. Niedługo muszę iść do ojca, szpiedzy mają wrócić lada moment i trzeba się z nimi rozmówić.

To mnie zainteresowało, dlatego poprosiłam Legolasa aby potem powiedział mi, czego się dowiedział na temat krasnoludów. Zanim wyszedł, zdążyliśmy jeszcze zjeść razem śniadanie, a potem pożegnał się ze mną i zostałam sama. Spędziłam kilka godzin na treningu strzelania z łuku, a potem poszłam odwiedzić lochy. Byłam ciekawa czy może pewien człowiek-szpieg o ciemnej skórze i skośnych oczach, którego schwytałam przeszło miesiąc temu udzieli mi jakiś przydatnych informacji. Nadal był jednak uparty. Nie chciał powiedzieć kto go wysłał i dlaczego. Zrezygnowana wróciłam do swojej komnaty i zaczęłam przygotowywać się do wyjścia na nocny patrol.
Nagle usłyszałam pukanie i do pomieszczenia weszła Yatari. Zawsze wesoła elfka o ciemnych, kręconych włosach i jasnym spojrzeniu. Była mi najbliższą przyjaciółką przez wiele lat, a jednak ostatnimi czasy oddaliłyśmy się od siebie. Było mi przez to trochę wstyd, ona jednak chyba nie miała mi tego za złe.

– Witaj, dawno nie rozmawiałyśmy i pomyślałam, że wpadnę chociaż na chwilę. Wiem, że niedługo wychodzisz – uśmiechnęła się do mnie i usiadła na łóżku.

– Spokojnie, moi elfowie zaczekają. Opowiadaj co u ciebie – powiedziałam zajmując miejsce obok niej.

– Lepiej ty mi powiedz. Słyszałam, że Legolas ci się oświadczył. Szkoda, że nie mogłam dowiedzieć się tego od ciebie – oznajmiła z lekkim wyrzutem w głosie.

– Wybacz mi. To stało się tak nagle i… miałam trochę problemów. Nie wszyscy są przychylni naszemu związkowi.

– Pewnie chodzi o króla.

– Tak, ale plotki jakie krążą po pałacu też nie pomagają.

– Nie przejmuj się, wszystko się ułoży. Elfowie tu mieszkający potrzebują trochę czasu żeby się przyzwyczaić. A ty będziesz wspaniałą żoną księcia. Nie mogę się już doczekać waszego ślubu.

Kochana Yatari zawsze optymistycznie podchodząca do życia. Przynajmniej ona wspiera nas całym sercem.

– Brakuje mi ciebie – wyznałam. – Nie chciałabyś przenieść się do mojego oddziału? Wtedy spotykałybyśmy się codziennie.

– Wiesz… chyba już przywykłam do starego Gerlona – zaśmiała się. – Nie jesteś już zwykłą strażniczką jak ja, Tauriel. Dowódca straży to ważna i odpowiedzialna funkcja, a ja nie chciałabym aby nasze relacje się zepsuły.

– Rozumiem. Chyba masz rację. Ale zaraz… Nie powinnaś być teraz w Puszczy? – zapytałam, bo Yatari jeszcze nigdy nie odpuściła patrolu.

– Aktualnie musiałam zrezygnować, Darvil uważa, że to zbyt niebezpieczne w moim stanie. – wyjaśniła kładąc dłoń na swoim brzuchu. 

– Oh to wspaniała nowina. Tak się cieszę – przytuliłam ją do siebie.

Yatari spodziewała się dziecka. Urodzi się za kilka miesięcy i moja przyjaciółka już pewnie nie wróci do oddziału. Ale ona sama podjęła taką decyzję. Od dnia ślubu z Darvilem marzyła o małym elfiątku i codziennie modliła się do Elebereth. A teraz jej marzenie wreszcie się spełni.  

– Nie mamy tylko wymyślonego imienia. Ale to zależy od tego czy będzie elf czy elfka.

– Jeszcze macie sporo czasu. Teraz dbaj o siebie i dużo odpoczywaj.

Porozmawiałyśmy jeszcze trochę, a potem musiałam już się zbierać do wyjścia. Obiecałam jednak Yatari, że wkrótce ją odwiedzę i tym razem miałam zamiar dotrzymać słowa.

Legolas

Powrót naszych szpiegów z Esgorath przedłużył się, dlatego skorzystałem z okazji i zająłem się zaległymi sprawami królestwa. Sprawdziłem stan naszego skarbca, uzupełniłem zaległe pisma dotyczące handlu z Esgorath oraz przejrzałem listy z Rivendell i Lorien. Kiedy po tych wszystkich czynnościach przyszedłem do sali tronowej mój ojciec już słuchał relacji szpiegów i sądząc po wyrazie jego twarzy raczej nie był zadowolony z tego co się dowiedział. Po chwili wiedziałem już, że trzynastu krasnoludów i ich mały towarzysz Balbo Baggins, którego elfowie nie potrafili zidentyfikować gościli w mieście przez kilka dni i mają ambitny plan odbcia góry z łap smoka.

– A więc Thorin chce odzyskać Erebor – rzekł król poprawiając koronę na swojej głowie.

– Co chcesz zrobić? – zapytałem ciekawy jego dalszych planów.

– Synu, żebyś ty widział jakie skarby są ukryte w tym królestwie… Thror, dziad Thorina miał u mnie do spłacenia pewien dług w postaci białych kamieni z czystego światła. Muszę je odzyskać.

– Skarbów strzeże smok, myślisz, że krasnoludom uda się go pokonać? A nawet jeśli wiesz jacy oni są chciwi jeśli chodzi o złoto.

Muszę przyznać z bólem serca, że mój ojciec w tej kwestii niewiele się od nich różnił. Lubił błyszczące dodatki, pierścienie, diademy i uważał, że jako król ma prawo otaczać się pięknymi przedmiotami. Mimo wszystko zabieranie siłą kilku kamieni wydawało mi się pozbawione sensu.

– Chyba nie zamierzasz wyruszyć tam z wojskiem, prawda ojcze?

– Jeszcze nie. Smaug to potężny przeciwnik i nie zamierzam narażać elfów na jego gniew. Krasnoludy nie poradzą sobie w tej walce, będą raczej chcieli go okraść. Ale jeszcze zobaczymy! Bez mojej zgody nikt nie zdoła przenieść skarbów przez Mroczną Puszczę.

– Myślę, że czeka ich marny koniec – odezwał się jeden z elfich szpiegów.

– Zasłużyli sobie na to – rzekł król. – Dobrze się spisaliście i dostaniecie nagrodę. Ale mam dla was jeszcze jedno zadanie. Część z was pójdzie na brzegi jeziora, a pozostali na północ w stronę Góry. Będziemy czekać, Legolasie – zwrócił się do mnie. – Czekać na rozwój sytuacji w Esgorath i Ereborze.

Autor RoyalGirl
Opublikowano
Odsłon 504
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!