Pośród Światła Gwiazd – Rozdział VII

Rozdział VII – Trudne decyzje

Tauriel

Chyba jeszcze nigdy w całym swoim długim życiu nie podróżowałam w tak szybkim tempie. Przez niemal całą noc galopowaliśmy przez las przemykając pomiędzy drzewami. Martwiłam się żebyśmy nie zgubili drogi, ale Legolas zdawał się dobrze orientować w ciemności. W końcu kiedy zaczynało już świtać, zatrzymaliśmy się na krótki postój. Kiedy zeskoczyłam z konia nagle zakręciło mi się w głowie i musiałam oprzeć się o drzewo.

– Tauriel, wszystko w porządku? – zapytał książę podając mi wodę żebym mogła ugasić pragnienie. – Przepraszam, powinniśmy trochę zwolnić.

– Nie, musimy ostrzec mieszkańców pałacu. Już mi lepiej – przymknęłam oczy i odetchnęłam głęboko.

Zjedliśmy ostatnie lembasy, które nam zostały, a kiedy konie nieco odpoczęły, ruszyliśmy w dalszą drogę.
Jechaliśmy jeszcze kilka godzin. Słońce było już wysoko kiedy zobaczyłam znajome tereny przez które przechodziłam prawie codziennie. Akurat mijaliśmy miejsce, w którym najłatwiej można było się zgubić. Ścieżka tutaj skręcała nagle ostro w prawo i jak się ten punt przeoczyło to szanse na odnalezienie właściwej drogi były bardzo nikłe.
Nagle z naprzeciwka usłyszeliśmy tętent kopyt, Legolas zatrzymał się i nałożył strzałę na cięciwę łuku, więc uczyniłam to samo.
Nie było jednak powodów do niepokoju. Po chwili zza drzew wyłoniło się dwóch elfów w złotych zbrojach, najbardziej zaufanych wojowników króla. Jeden z nich o imieniu Ivranel widząc nas, zsiadł z konia i ukłonił się przed Legolasem.

– Książę, oto wiadomość dla ciebie od twojego ojca – wyjaśnił, wręczając mu zwinięty rulonik.

Legolas zmarszczył brwi i oderwał pieczęć, aby otworzyć list. Przeczytał szybko i zwinął go w pięści. Spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam przerażenie.

– Krasnoludom udało się pokonać Smauga, a mój ojciec wyjechał na wojnę. Mam się zająć królestwem pod jego nieobecność – powiedział cicho.

Byłam bardzo ciekawa, jak to się stało, że smok zginął. Nie jest łatwo zabić taką bestię, która w dodatku pałała żywą nienawiścią do plemienia Durina. Przecież to niemożliwe, że garstka krasnoludów, których więziliśmy w pałacu przez kilka dni, zdołała przechytrzyć Smauga. Z drugiej jednak strony ucieczka z naszych lochów też wydawała mi się kiedyś niemożliwa…

– Czy Thranduil dowiedział się o planach orków jeszcze przed naszym powrotem? – zapytałam póki co unikając tematu smoka.

– Nie Tauriel – Legolas westchnął smutno. – On wyruszył na wojnę z krasnoludami.

Mimo, że spodziewałam się takiej odpowiedzi to poczułam rozczarowanie. W głębi duszy wierzyłam, że król nie chce powtórki sprzed kilkuset lat, ale teraz te nadzieje gdzieś uleciały. Niewielkie pocieszenie stanowił fakt, że sytuacja się zmieniła. Thranduil pojechał odzyskać to, co należało do niego, a nie żeby walczyć ze Smaugiem. Tylko co jeśli nie zdąży, a orkowie przybędą do Ereboru?

– Co zamierzasz zrobić, książę? – zapytałam chcąc poznać jego dalsze plany.

Legolas najwyraźniej wciąż bił się z myślami, bo przez dłuższą chwilę nie odpowiadał. Wreszcie spojrzał na mnie i zobaczyłam, że podjął już decyzję.

– Wracamy do pałacu. Muszę najpierw zorientować się w sytuacji i sprawdzić ilu elfickich wojowników zostało do obrony królestwa. Potem zastanowię się co dalej robić.

Książę schował list od króla do kieszeni, chwycił w ręce lejce i już mieliśmy ruszyć w dalszą drogę, ale słowa Ivranela sprawiły, że niemal ześlizgnęłam się z siodła.

– Tauriel nie może z nami wrócić. Została wygnana.

Poczułam nagle łzy zbierające się pod powiekami, więc szybko odwróciłam głowę, żeby nikt ich nie zobaczył.

– Jak to możliwe?! – wykrzyknął Legolas. – W liście nic nie było napisane.

– Miałem sam ci przekazać tą wiadomość, panie. Taki dostałem rozkaz –rzekł elf spokojnie. – Tauriel nie wywiązała się ze swoich obowiązków i opuściła stanowisko przed końcem warty. Dowódca Straży nie może tak postępować.

– Na Valarów, to przecież jakieś nieporozumienie – powiedział Legolas już nieco łagodniejszym tonem. – Według naszego prawa, za coś takiego nie można zostać wygnanym. Tauriel jest najlepszą Strażniczką i moją narzeczoną. Nie może opuścić pałacu.

– Król ustanawia prawa, książę – przypomniał Ivranel. – I nie obchodzi go ile pająków dziennie zabija Tauriel i czyją jest narzeczoną.

Gdyby oczy Legolasa mogły zabijać to Ivranel z pewnością leżałby już martwy. Mój ukochany nałożył strzałę na cięciwę i wycelował w jego klatkę piersiową.

– Jeśli jeszcze raz nas obrazisz – wycedził i zbliżył się do niego. – Zetnę ci głowę i odeślę ją do ojca. Wierz mi, że jego nie będzie obchodziło kim byłeś i znajdzie sobie innego zaufanego wojownika. Zrozumiałeś?

Elf pokornie skłonił głowę.

– Wybacz, książę.

– A więc skoro sobie wszystko wyjaśniliśmy, zaniesiesz wiadomość do króla. Powiedz mu, że tam, gdzie nie ma miejsca dla Tauriel, tam nie ma miejsca dla mnie.

Zarumieniłam się lekko, gdy to powiedział, ale Ivranel pobladł na twarzy i chciał chyba zaprotestować, ale go uprzedziłam.

– Nie sprzeciwiaj się ojcu, Legolasie – poprosiłam. – Nie możesz zostawić dla mnie królestwa, twoi poddani cię potrzebują.

Dostrzegłam, że Legolas jest trochę rozczarowany tym co powiedziałam, ale nie miałam wyjścia. Wiedziałam, że jeśli książę nie pojawi się w pałacu to zapanuje chaos, a tego bardzo nie chciałam. Spojrzałam na swój zaręczynowy pierścionek, który dostałam od elfa i smutek zagościł w moim sercu, bo moje obawy okazały się uzasadnione. Król od początku był przeciwny naszemu związkowi, chciał dla swojego syna księżniczki i postawi na swoim. Niepotrzebnie robiłam sobie nadzieje…

– Nie zostawię cię Tauriel, obiecuję – powiedział Legolas i dostrzegłam błysk w jego oku jak zawsze kiedy miał jakiś pomysł. – Ivranelu… – zwrócił się do wojownika. – Pojedziesz razem z Delverem do pałacu i zwołasz naradę. Tak jak mówiłem, muszę rozeznać się w sytuacji jaka panuje w królestwie. Dołączę do was po zachodzie słońca.

Gdy elfowie zniknęli za zakrętem, książę zbliżył się do mnie i pocałował w policzek.

– Zrobię wszystko żebyś mogła wrócić do pałacu. Najpierw jednak znajdziemy kryjówkę, gdzie będziesz bezpieczna.

                                                                                                                             Legolas

Gdyby Tauriel coś się stało nigdy bym sobie tego nie wybaczył, dlatego musiałem znaleźć jej tymczasowy dom. W Puszczy kryło się wiele niebezpieczeństw i nie wyobrażałem sobie zostawić elfki samej na pastwę losu. Pomyślałem, że pod nieobecność ojca zajmę się naszymi poddanymi, a jeśli tylko wróci, porozmawiam z nim. Wyjaśnię mu całą sytuację, a wtedy ułaskawi moją ukochaną i pozwoli jej znów zamieszkać z nami. W przeciwnym razie sam odejdę i wtedy królestwo zostanie bez następcy tronu.

W głębi lasu, osłonięta gęsto rosnącymi drzewami i przeróżnymi roślinami stała niewielka chatka. Na palcach jednej ręki można by policzyć elfów, którzy wiedzieli co to za miejsce i kto tu mieszkał. Uznałem, że będzie to idealne schronienie dla Tauriel. Kiedy byliśmy już blisko, zsiedliśmy z koni, a z domu wyszedł starszy mężczyzna w pobrudzonej brązowej szacie i wygniecionym kapeluszu. Podbiegł do nas i ukłonił się, a wtedy spod jego nakrycia głowy wyleciały dwa wróble.

– Witaj Radagaście – pozdrowiłem go. – Mam do ciebie prośbę, czy zechcesz nam pomóc?

– Oczywiście, książę. Zapraszam, wejdźcie do środka – gestem dłoni zachęcił nas do pójścia do chatki.

– Zaraz, zaraz – odezwała się Tauriel ze zdumieniem przyglądając się czarodziejowi. – Chciałabym wiedzieć kim jesteś i jak to możliwe, że przez tyle lat patrolowania lasu nigdy się na ciebie nie natknęłam?

– Cii, tutaj nie będziemy rozmawiać. On ma wielu szpiegów, nie wszystkie drzewa i zwierzęta są po naszej stronie. Chodźcie ze mną, a odpowiem na twoje pytania.

Podążyliśmy za nim. Kiedy tylko weszliśmy do środka domu, nasz gospodarz szybko zamknął drzwi i zasłonił okna. Potem zrobił nam herbatę z kwiatów rumianku i usiedliśmy przy stole. Miałem zamiar od razu przejść do rzeczy, ale Radagast pogrążył się w rozmowie z Tauriel.

– Jestem czarodziejem, jednym z Istarich. Na pewno coś o nas słyszałaś, a nawet jeśli moje imię nie obiło ci się o uszy, to z pewnością kojarzysz Gandlafa Szarego zwanego Mithrandirem.

– Oh tak, był kiedyś u nas, co prawda ładnych parę lat temu i widziałam go ledwie przez chwilę, ale pamiętam – powiedziała i zwróciła się do mnie nieco urażona. – Dlaczego nie powiedziałeś mi, że w naszym lesie mieszka czarodziej?

– Bo to niebezpieczne. Im mniej elfów wie, że tu mieszka tym lepiej. Z całego pałacu tylko ja, mój ojciec i Silven znamy Radagasta.

– Silven wiedział, a ja nie – Tauriel niezadowolona skrzyżowała ręce na piersi.

– Musiał wiedzieć, bo to on patroluje te tereny – wyjaśniłem.

– Dokładnie tak – potwierdził Radagast. – Nie tak łatwo znaleźć moją chatkę. Przejdźmy jednak teraz do innego tematu, miałeś do mnie jakąś prośbę, książę.

Wyjaśniłem mu co się wydarzyło i zapytałem, czy Tauriel mogłaby na jakiś czas zamieszkać w jego domu. Czarodziej pokiwał głową ze zrozumieniem i zgodził się. Odetchnąłem z ulgą. Elfka będzie bezpieczna pod moją nieobecność, a to było najważniejsze.
Zanim jednak ruszyłem w drogę powrotną do pałacu, Radagast chciał porozmawiać chwilę ze mną na osobności. Dostrzegłem, że Tauriel nie jest z tego powodu zadowolona. Pewnie była ciekawa co czarodziej chce mi przekazać, ale skutecznie zaczęła udawać zainteresowanie jeżem, który leżał w pudełku wyścielonym trawą oraz liśćmi.

– Muszę cię ostrzec Legolasie – rzekł poważnym głosem. – Biała Rada poznała tożsamość czarnoksiężnika z Dol Guldur. Niestety nasze najgorsze obawy się potwierdziły. Sauron powrócił.

Zadrżałem na dźwięk tego imienia. Byłem w szoku i myślałem tylko o tym, jak to się mogło stać. Przecież utracił swoją potęgę. W trakcie bitwy na zboczach Orodruiny zginął mój dziadek Oropher i wielu innych dzielnych wojowników, ale nasz wróg został pokonany i miał już nigdy się nie odrodzić.

– Niemożliwe… – szepnąłem, bo tylko to byłem w stanie powiedzieć.

– Nie martw się na zapas książę. Sauron został wygnany z Dol Guldur, mamy chwilę ciszy przed burzą.

– Cóż tego skoro pewnie będzie chciał wrócić do Mordoru.

– Saruman twierdzi, że bez pierścienia będzie słaby i nie zdoła odbudować tego, co utracił. Póki co musimy czekać. Ale jeśli pozwolisz dam ci dobrą radę. Nie odwracaj się od ojca, będziesz mu potrzebny i będziesz potrzebny leśnym elfom. Król ostatnimi czasy zbyt wielką wagę przykłada do swych bogactw, ale Gandalf pojechał do Ereboru aby go ostrzec przed zbliżającymi się orkami. Musisz dokonać wyboru Legolasie. Zdecyduj w jaki sposób chciałbyś przysłużyć się królestwu.

Tauriel, która już od jakiegoś czasu przysłuchiwała się rozmowie, podeszła do mnie i położyła swoją dłoń na mojej klatce piersiowej.

– Zrób to, co podpowiada ci serce – powiedziała patrząc mi w oczy.

Wiedziałem co powinienem zrobić, musiałem sam pojechać do ojca na wojnę. Musiałem go przekonać, żeby nie walczył przeciw krasnoludom, ale razem z nimi w obliczu wspólnego wroga.

– Wiem, czego ode mnie oczekujcie – zacząłem powoli. – Ale nie mogę zostawić swoich poddanych i jechać do Ereboru. Ojciec nigdy nie lekceważył rad Gandalfa i myślę, że tym razem także go posłucha.

– A co jeśli nie? – zapytała Tauriel. – Pozwolisz żeby król opuścił pole bitwy tak jak ostatnio? Proszę…

– Zrobi to co będzie najlepsze dla królestwa, a ja nie mogę zawieść jego zaufania. Jadę teraz do pałacu, ale nie martw się, wrócę po ciebie jak tylko wojna się skończy – pocałowałem elfkę w czoło, a potem pożegnałem się z Radagastem i wyszedłem z jego chaty.

Na dworze zrobiło się już niemal całkiem ciemno, drzewa lśniły złowrogim blaskiem, a ich gałęzie opadały tworząc dziwne kształty przypominające macki jakiś stworów. Gdzieś w oddali usłyszałem wycie wilków i szelest liści na wietrze. Odruchowo chwyciłem łuk, ale żadne zwierzę nie wynurzyło się z głębi puszczy, więc włożyłem strzałę zpowrotem do kołczanu i poszedłem odwiązać swojego wierzchowca, który stał przy płocie obok domu. Zastanawiałem się czy zabrać ze sobą konia Tauriel, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu. W końcu czarodziej na pewno będzie potrafił się nim zająć.

– Wracamy do domu  – szepnąłem, gładząc szyję zwierzęcia. – Oby udało nam się tam bezpiecznie dotrzeć. Ten las nie jest już taki jak kiedyś…

                                                                                                                          Tauriel

Gdy usłyszałam tętent kopyt, wiedziałam już, że Legolas odjechał i zostałam tu sama. Co prawda z Radagastem, ale zawsze kiedy elf gdzieś wyjeżdżał na dłużej, czułam dziwną pustkę w sercu.

– Nie mógł postąpić inaczej, prawda? – zapytałam czarodzieja. – Sama nakłaniałam go, żeby wrócił do pałacu.

Radagast westchnął po czym podszedł do jeża leżącego w pudełku i wetknął mu do pyszczka butelkę z niebieskim płynem.

– Myślałem, że zmieni zdanie, kiedy powiem mu o tym co zrobiła Biała Rada w ostatnich dniach – odezwał się w końcu z lekkim zawodem w głosie.

Usiadłam zrezygnowana przy stole i ukryłam twarz w dłoniach.

– To wszystko nie tak. Wiedziałam, że trzeba pomóc krasnoludom odzyskać Górę zanim pójdą tam orkowie. Teraz Bolg ze swoją armią zajmie Erebor i będziemy mieli kolejnego wroga u swoich granic. Mogłam pomówić Legolasem, może mogłam go jeszcze przekonać…

– Nie obwiniaj się dziecko, to przecież nie twoja wina – Radagast, który nagle znalazł się przy mnie, poklepał mnie po ramieniu. – Jeszcze nic nie jest przesądzone, a każdą decyzję można zmienić – uśmiechnął się pokrzepiająco.

– Jak? Nie mogę wrócić do pałacu.

– Czyżby? Kto zabronił ci powrotu, król Thranduil czy Legolas?

– Król – przytaknęłam.

– Właśnie, a jego nie ma.

– Ale strażnikom przy bramie to się nie spodoba, dowódcom też i nie uniknę krzywych spojrzeń mieszkańców pałacu – zawahałam się.

– Z tego co mi wiadomo pod nieobecność władcy, rządy w królestwie sprawuje książę Legolas, a nie jego poddani. Poza tym od kiedy przejmujesz się tym, co mówią inni elfowie – czarodziej posłał mi znaczące spojrzenie i już wiedziałam co mam robić.

– Pojadę do niego – stwierdziłam wstając. – Jeszcze raz opowiem mu o wszystkim i wyruszymy na wojnę. Nie wiem ilu elfów zabrał ze sobą Thranduil, ale z pewnością przyda mu się wsparcie.

Radagast skinął głową z aprobatą, więc wyszłam z jego chatki i odnalazłam Esel- klacz, która teraz zarżała radośnie na mój widok była gotowa do drogi. Miałam zamiar już jechać, ale zatrzymał mnie czarodziej.

– Musisz jak najszybciej dotrzeć do celu. Weź moje króliki, znają drogę i szybciej przemieszczają się między drzewami – powiedział wskazując na pojazd zaprzężony w największe króliki, jakie w życiu widziałam.

– Nie… nie potrafię tym jeździć – wyjaśniłam w końcu. Nie mogłam uwierzyć, że takie zwierzątka mogą być lepsze niż konie.

– To łatwe, jakbyś jechała na saniach – wyjaśnił pokazując mi jak powinnam trzymać uprząż.

Szczerze mówiąc byłam przerażona perspektywą jazdy tym czymś. Co z tego, że króliki są szybkie skoro jeśli spadnę to nigdy nie dotrę do pałacu. Powiedziałam Radagastowi, że wolę moją klacz, ale on nalegał i w końcu się zgodziłam. Niepewnie weszłam na sanie, czarodziej szepnął coś do królika na przedzie zaprzęgu, a wtedy…

– Szerokiej drogi! – zawołał i zwierzęta ruszyły do przodu tak gwałtownie, że ledwo utrzymałam równowagę. – Uważaj na gałęzie! – usłyszałam jeszcze, zanim o mały włos nie zderzyłam się z konarem drzewa.

Potem nie słyszałam już nic poza szelestem liści i krzaków, które króliki omijały z zadziwiającą prędkością. Pędziliśmy przez ciemności, ledwo dostrzegałam zarysy mijanych roślin i myślałam tylko o tym, żeby zdążyć na czas. Żeby nie było za późno…

Autor RoyalGirl
Opublikowano
Odsłon 504
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!