Tajemnica Cloe Turner | Rozdział II

Nigdy nie zapomniałam dawnego życia, nawet jeśli przełożeni prowadzący szkolenie usilnie o to zabiegali. Przecież  człowiek nawet po głębokiej indoktrynacji, w moim przypadku trwającej od ósmego roku życia, zatrzymuje  gdzieś w sobie jakieś wspomnienia, chociażby najbardziej mgliste. A przynajmniej tak było ze mną. Nie mogłabym powiedzieć, do jakiej szkoły chodziłam, czy miałam wielu przyjaciół lub co robiłam po zajęciach. Pamiętałam jednak małe mieszkanie, a właściwie suterenę, w której mieszkaliśmy. Pamiętałam mamę, zajmującą się domem i naszą piątką. Pamiętałam ojca i jego drobne skłonności do alkoholu, mimo otaczającej nas biedy. Pamiętałam, że starszego brata szybko wysłali do pracy, a siostra dorabiała jako skąpo ubrana kelnerka w jakimś klubie nocnym. Pamiętałam wszystkich z rodziny, nawet jeśli czas zamazał w mojej pamięci szczegóły ich twarzy. I nigdy nie zapomniałam, jak trafiłam do Baletnic.

Tamtego dnia na dworze panował lodowaty wiatr, niosący za sobą zapach nadchodzącej zimy. Wracając ze szkoły kuliłam się, chcąc jak najwięcej ciała ukryć pod wytartą kurtką, którą w poprzednim sezonie nosił starszy brat. Nie była zniszczona, mama nie pozwoliłaby, abyśmy chodzili źle ubrani, po prostu miała za krótkie rękawy, o czym nikomu nie powiedziałam. Nie chciałam powodować kolejnych wydatków.

Widząc zbierające się chmury, przyspieszyłam kroku. Po kilku minutach weszłam na osłonięty dziedziniec naszej kamienicy. Nie poszłam jednak do głównego wejścia, tylko skręciłam w stronę trochę zaniedbanych schodów. Zeszłam na dół i pchnęłam drzwi, po czym weszłam na korytarz łączący trzy mieszkania piwniczne. Z ulgą roztarłam ręce, wchodząc do naszego domu, ale zadowolenie szybko minęło. Coś było nie tak. Zrzuciłam plecak, rozpięłam kurtkę i zsunęłam buty, nasłuchując zaskakującej ciszy. Na ogół o tej porze młodszy brat już był w domu, starszy szykował się na drugą zmianę, a mama sprzątała lub gotowała. Tym razem nie słyszałam domowej krzątaniny, co zdecydowanie mnie zaniepokoiło. Wzięłam plecak i, wchodząc z małego korytarzyka do wspólnego pokoju, zawołałam:

— Mamo, już jestem!

Zatrzymałam się, widząc moich rodziców siedzących na kanapie. Tata powinien być w pracy, bo raczej nie miał wolnego. Nawet jeśli, wtedy szedł trochę dorobić u swojego znajomego Stephana, a tym razem został w domu. Co więcej, obejmował płaczącą mamę, a ona rzadko pozwalała sobie na okazywanie emocji. W pierwszej chwili pomyślałam, że coś się stało, ale nie zdążyłam spytać.

— Sophie! — zawołała mama, wstając. Ojciec pociągnął ją jednak za rękę, przez co opadła na kanapę. — Sophie, przyjdź do nas.

Kalkulując w pamięci, czy czegoś nie nabroiłam, podeszłam do brązowej kanapy stojącej po przeciwnej stronie pokoju. Stanęłam przed rodzicami, zaplatając ręce za plecami. Zawsze tak robiłam, gdy nie wiedziałam, jak się zachować w oczekiwaniu na rozmowę. Mama miała zaczerwienione oczy, tata zaciętą minę. Wyglądali na naprawdę zdenerwowanych lub zawiedzionych.

— Coś się stało? — spytałam.

— Nic skarbie. — Mama pogładziła mnie po głowie i przyciągnęła do siebie, obejmując mocno. — Ale musimy porozmawiać.

Takie słowa zazwyczaj zwiastowały w naszym domu albo kolejne kłopoty, albo naprawdę duże zmiany. Nie wiedziałam, czy obawiać się, czy mieć nadzieję na dobre wiadomości. I nie od razu dowiedziałam się, która opcja wchodziła w grę.

— To ona? — rozległ się nagle męski głos.

Wyślizgnęłam się z objęć mamy, po czym rozejrzałam się, przestraszona i zawstydzona. W kącie pokoju, przy obłożonym ceratą stole, siedział nieznany mi mężczyzna, którego wcześniej nie zauważyłam. Rodzice zawsze powtarzali, że gości należy przywitać i spodziewałam się nagany z ich strony za to, że nie potrafiłam wydusić z siebie grzecznego pozdrowienia. Zamiast karcącego słowa, usłyszałam drżący, zaciągający rosyjskim akcentem głos ojca:

— Nasze trzecie z kolei dziecko, osiem lat, jak widać niebrzydka. — Zamilkł na moment, po czym odchrząknął: — Tak jak mówiłem, jesteśmy gotowi się dogadać.

Mężczyzna wstał i podszedł do mnie. Był wysoki, a tacy ludzie zawsze wzbudzali we mnie irracjonalny, dziecięcy lęk. Cofnęłam się o kilka kroków. Coś w jego zachowaniu przywiodło mi na myśl złych ludzi, przed którymi przestrzegała mnie siostra. Mimo wszystko wyglądał całkiem przyjaźnie, szczególnie piwne oczy wydawały się niezwykle ciepłe. Przykucnął przede mną.

— Dzień… Dzień dobry — wydusiłam w końcu, wymuszając wpojoną uprzejmość.

— My się jeszcze nie znamy — powiedział z uśmiechem i wyciągnął dłoń. — Iwan.

— Sophie — odparłam, nieśmiało odwzajemniając uścisk. — Miło mi pana poznać.

— Dobrze ułożona — stwierdził, patrząc na mojego ojca. — I faktycznie ładna. Jak jej zdrowie?

— Bez zarzutu jak na dziecko — powiedział tata. — I jest dość silna jak na swój wiek.

— To dobrze. — Iwan wstał. — Ja jestem gotowy dobić targu nawet teraz, dziewczynka się nada. Macie czas do wieczoru, aby się zastanowić i podjąć ostateczną decyzję.

— Już ją podjęliśmy — ojciec spojrzał twardo na mamę — prawda?

Mama pokręciła jednak głową i spojrzała na Iwana załzawionymi oczami.

— Skorzystamy z możliwości ponownego rozważenia propozycji — oznajmiła mimo zapewnień taty. — To trudna decyzja.

— W takim razie czekam na telefon. — Spojrzał na ojca. — Pommite nash dogovor, Dmitrij [1].

— Ya pomnyu [2] — odparł tata, wstając i podając rozmówcy rękę.

Iwan uścisnął dłoń taty i wyszedł, żegnając mnie i mamę krótkim skinieniem głowy. Potoczyłam wzrokiem po rodzicach i już wiedziałam, że szykuje się jakaś kłótnia. Tata odwrócił się w moją stronę i wskazał na drzwi od drugiego pokoju, gdzie spałam wraz z siostrą i trójką braci.

— Natychmiast do pokoju i zamknij drzwi — powiedział ostro, a ja znałam ten ton. Naprawdę nie żartował. — Jeśli przyłapię cię na podsłuchiwaniu, to złoję ci skórę tak, że popamiętasz.

Nie próbowałam mu przypominać, że ściany były cienkie, więc i tak prawdopodobnie wszystko usłyszę. Zamiast tego od razu złapałam rzucony obok plecak i jak najszybciej poszłam do siebie. Gdy zamknęłam drzwi, niemal natychmiast usłyszałam podniesiony głos mamy.

— Jak możesz tak po prostu przystać na propozycję jakiegoś półruskiego mafiozy?! — wrzasnęła. — To nasza córka, a ty chcesz ją oddać komuś, kto równie dobrze, zamiast zabrać ją do porządnej szkoły, może być pedofilem handlującym dziewczynkami?! I co ukryłeś przede mną, że przeszliście na rosyjski? Przecież wiesz, że nie znam twojego rodzimego języka.

— Zamknij się kobieto! — Dobiegł mnie trzask drzwiczek od szafy. Pewnie tata wyjął wódkę, nic innego nie pił. — Mnie również się to nie podoba, ale zdecydowaliśmy już, że tak będzie lepiej. Sophie ma szansę na edukację i wyrwanie się z kręgu zależności, w jakich żyjemy. A i my w ten sposób możemy dostać szansę na zażegnanie wszystkich długów, może nawet odłożenie czegoś na przyszłość.

— Ale dlaczego w ten sposób, Dmitrij? Dlaczego chcesz sprzedać własne dziecko?! Może i wiążemy ledwo koniec z końcem, ale jakoś sobie radzimy…

— Jesteś kobietą, więc nie rozumiesz, że niekiedy najgorsze rozwiązanie ostatecznie daje najwięcej korzyści. W przyszłości będziesz zadowolona, że Phi tam trafiła. Wyuczą ją, dadzą podwaliny do dobrej pracy. — Przerwał na chwilę. — I nie próbuj się stawiać, jak Iwan po nią przyjdzie. Sophie i tak już do nich należy.

— Co takiego?

— Podpisałem z nimi umowę tydzień temu, inaczej już dawno wylecielibyśmy na bruk, a mieszkanie zająłby bank. Częścią układu było spłacenie najbardziej naglących długów, więc postanowiłem oszczędzić ci podejmowania tej decyzji. Przepraszam, Claire, ale uznałem, że tak będzie najlepiej dla nas wszystkich.

W pokoju obok zapadła głęboka cisza, ale w moich uszach ciągle pobrzmiewały słowa rodziców. Sprzedali mnie, swoją córkę. Postanowili oddać, aby dostać pieniądze. Poczułam na policzkach łzy, których jako dziecko nie potrafiłam powstrzymać. Plecak wypadł mi z dłoni, a ja sama opadłam na dolną pryczę jednego z piętrowych łóżek. Szlochałam wciskając twarz w poduszkę, ale chyba i tak usłyszeli. Rozległo się pukanie, a po chwili do pokoju weszła mama. Tata stanął w drzwiach.

— Słyszałaś nas, prawda? — spytał łagodnie.

Usiadłam, ocierając twarz i ciągnąc zatkanym nosem. Skinęłam głową.

— Dlaczego mnie nie kochacie? — spytałam. — Dlaczego chcecie mnie oddać? Przez to, że byłam niegrzeczna? Że nie przynosiłam dobrych ocen jak Jurij?

— Oczywiście, że cię kochamy, skarbie. — Mama usiadła obok i wzięła mnie w ramiona. Wtuliłam się w nią, mocząc materiał jej koszulki. — I nigdy, przenigdy nie przestaniemy.

— To dlaczego oddajecie mnie temu panu?

Na to mama nie potrafiła odpowiedzieć, po prostu przytuliła mnie mocniej, kołysząc na kolanach tak długo, aż uspokoiłam się chociaż trochę. To tata przyjął na siebie odpowiedzialność, aby wytłumaczyć mi podjętą decyzję. Przyklęknął obok nas.

— Wiesz, że czasem w życiu należy podjąć trudną decyzję. Pamiętasz, jak było z Maxem?

— Był ciężko chory i nie mogliśmy mu już pomóc. — Pociągnęłam nosem, przypominając sobie uśpionego przed dwoma laty psa. — Dlatego doktor dał mu zastrzyk i Max zasnął.

— A pamiętasz, jak wszystkim było wtedy smutno, a mama i ja zastanawialiśmy się, czy na pewno dobrze zrobiliśmy? — Pokiwałam głową. — Teraz jest trochę podobnie, tylko chodzi o zapewnienie ci dobrej przyszłości. Pójdziesz do szkoły, gdzie będziesz uczyć się i mieszkać, a raz na jakiś czas pozwolą ci nas odwiedzić. Będzie ciężko, na początku prawdopodobnie cały czas będziesz myślała o powrocie do domu, ale za kilka lat zobaczysz, że było warto. Tylko musisz być silna i wytrzymać pierwsze tygodnie z dala od rodziców.

Nie odpowiedziałam, zdolna tylko do bezsilnego płaczu z rozpaczy. Tak bardzo się bałam i, jak się okazało, słusznie.

***

Wieczorem kolację jedliśmy w ponurym milczeniu. Rodzice powiadomili rodzeństwo o zaistniałej sytuacji i nikt nie miał nastroju do rozmów. Nawet najmłodszy z nas, energiczny John, z wyczuwalnym rozdrażnieniem grzebał w talerzu, nie chcąc nic zjeść. Raczej jego pięcioletni umysł nie rozumiał, o co chodzi, ale udzieliło mu się ogólne podenerwowanie. Starsi Jurij i Sam patrzyli spode łba to na ojca, to na mamę, ale nie podważyli ich decyzji. Dana, tak jak mama, miała łzy w oczach i cały czas powtarzała, że to nieludzkie. Doskonale jednak wiedziałam, że cokolwiek by zrobiła, nic by to nie dało. Tata raz danego słowa nie łamał, nawet jeśli wymagało to od niego czegoś bolesnego. Mogłam więc tylko raz po raz ocierać płynące łzy, które pchały się do oczu na samą myśl o tym, co miało się stać później. Po godzinie mama zebrała talerze, które w większości praktycznie nie opustoszały. Dana wstała i wyciągnęła do mnie rękę. Uśmiechnęła się, chociaż kąciki jej ust drżały.

— Chodź, Phi, spakujemy  cię.

— Zaraz do was dołączę — powiedziała mama, odkładając resztki do lodówki.

Wzięłam siostrę za rękę i poszłyśmy do pokoju. Dziewczyna zamknęła za nami drzwi, po czym przytuliła mnie mocno. Oddałam uścisk, czując jak całe jej ciało przechodzi dreszcz. Ja już nie płakałam, chociaż bardzo chciałam. A może płakałam, nawet tego nie czując. Po chwili, gdy obie się uspokoiłyśmy, siostra wyjęła z szafy swoją sportową torbę Nike, na którą odkładała pieniądze z napiwków, i położyła ją na łóżku.

— Tobie się teraz bardziej przyda — powiedziała, wyciągając z niej swoje rzeczy. — Wiesz, jakie potrafią być dzieciaki. Lepiej, żebyś miała chociaż coś z dobrej firmy. Spróbuj się z kimś zaprzyjaźnić, wtedy będzie ci łatwiej się odnaleźć. — Mówiła to jakby machinalnie, zapełniając tylko pustkę. — Chodź, musisz upchnąć swoje rzeczy, sama sobie nie poradzę.

Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej cztery pary spodni, wszystkie koszulki, bluzy, swetry. Sprawnie odrzucałam ubrania rodzeństwa, niejednokrotnie przemieszane z moimi rzeczami, i podawałam je siostrze. Torba nie była duża, a jednak wszystko tam zmieściłyśmy. Dana zapięła zamek w momencie, kiedy przyszła mama.

— Tak szybko wam poszło? — spytała, siląc się na jak najbardziej neutralny ton. — Na pewno masz wszystko?

Pokiwałam głową. Nie miałam ochoty nic mówić, pierwszy raz w życiu zamknęłam się w sobie na tak długo. To była trauma, a ja nie potrafiłam inaczej sobie z nią poradzić, jak odciąć się od świata. Usiadłam na łóżku i zapatrzyłam się w jakiś punkt na podłodze. Siedziałam tak chyba kilka minut, a gdy rozległ się dzwonek do drzwi, wstałam i podniosłam ciężką torbę. Na wpół niosąc, a na wpół ciągnąc swój bagaż, minęłam kobiety, przeszłam przez pokój główny i stanęłam przy drzwiach korytarza, gdzie ojciec witał właśnie Iwana.

— Gde ona? [3]

— Vot, ser [4] — odparłam zamiast ojca, po czym spojrzałam ostatni raz na rodzinę. — Nie chcę tam jechać — powiedziałam cicho. — Ale nigdy wam nie zapomnę, że mnie oddaliście. Nienawidzę was. Nienawidzę!

Odwróciłam się, sięgnęłam po kurtkę i ubrałam buty. Iwan tymczasem rozmówił się jeszcze z tatą i podniósł torbę. Uśmiechnął się ciepło, kładąc dłoń na moim ramieniu.

— Davay, Sofi [5] — powiedział łagodnie, otwierając drzwi.

Nie protestowałam już więcej, idąc za nim w milczeniu, połykając łzy porzucenia. Powinnam była uciekać, powinnam była protestować, ale moje dziecięce serce rozróżniało teraz jedynie ból towarzyszący myśli, że rodzice mnie oddali. Nie myślałam o tym, co mnie czeka, a jedynie o tym, że najbliżsi pozbyli się mnie jak psa.

[1] Pamiętaj o naszej umowie, Dmitrij.

[2] Pamiętam.

[3] Gdzie ona jest?

[4] Tutaj, proszę pana.

[5] Chodź, Sophie.

Opublikowano
Kategorie Akcja
Odsłon 181
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!