Tajemnica Cloe Turner | Rozdział IV

Klęczałam na zimnej podłodze niemal całkowicie naga. Dłonie wsparłam na kolanach, wierzchem do dołu. Plecy wyprostowałam do bólu, ale głowę pochyliłam w wyrazie uległości. Wzrok wbiłam w punkt na wprost siebie, dokładnie na przecięciu dwóch bloków kamienia. Czekałam cierpliwie, wcześniej kilka godzin w ciszy i samotności, teraz wsłuchując się w równy rytm kroków spacerującego po pomieszczeniu mężczyzny. Trzęsłam się z zimna, co w żaden sposób nie zainteresowało oglądającego mnie Iwana czy stojącej z boku kobiety. Miałam na sobie tylko przepaskę zasłaniającą biodra, nawet nie pozwolili mi zostać w majtkach. Niczym w średniowieczu musiałam być gotowa stanąć przed każdym – nieważne mężczyzną czy kobietą – i okazać swoje wdzięki. Wiedziałam o tym, ale tym razem było inaczej. Nie chodziło o nauczenie mnie nagości czy uległości. Chodziło o ukaranie mnie.

— Co zrobiła? — spytała w końcu kobieta. Jej spokojny głos odbił się od ścian pustego pomieszczenia cichym echem.

— Pobiła się z inną adeptką ze swojej grupy — powiedział Iwan. Był wzburzony, chociaż bójki stanowiły tu pewną normę. Tym razem jednak chodziło o coś więcej niż zwykła zwada.

— Za to nie przewiduje się kar cielesnych potencjalnie wpływających na wygląd obiektu, a nawet jeśli, wówczas obowiązują one jedynie adeptki od szesnastego roku życia i te przydzielone do kategorii D. — Kobieta wydawała się zaintrygowana. Nie zdziwiona, nie wzburzona, wysokość żądanej przez Iwana kary po prostu ją zaciekawiła.

— Gdyby chodziło o zwykłą bójkę, nie wzywałbym cię — warknął tamten, zatrzymując się nagle. — Podczas starcia oszpeciła adeptkę z kategorii A.

— Dlaczego wcześniej tego nie powiedziałeś? — Głos kobiety stwardniał. — Którą?

— Obiekt trzysta piętnasty, miała zostać oddelegowana do Waszyngtonu w przyszłym miesiącu.

Kobieta przez chwilę milczała, po czym oderwała się od ściany, o którą opierała się plecami, i podeszła na wprost mnie. Nie podniosłam wzroku, wbijając spojrzenie w jej wypolerowane balerinki i zgrabne kostki. Nic więcej nie zobaczyłam z pozycji, w jakiej się znajdowałam. Podłożyła mi rękę pod brodę i zmusiła do spojrzenia w jej twarz. Wiedziałam, z kim mam do czynienia, więc z pozoru łagodny wygląd sześćdziesięcioletniej kobiety nie zaskoczył mnie. Ileria Moon była dyrektorką i tylko ona mogła podejmować decyzje na temat tego, czy zawyżyć karę wobec adeptek poniżej szesnastego roku życia. Spojrzała na mnie uważnie, przesuwając ciemnoniebieskimi oczyma od jednego do drugiego urazu, po czym rozluźniła chwyt. Opuściłam ponownie głowę, skrywając ją za woalem rozpuszczonych włosów.

— Iwan, zostaw nas same — powiedziała, stając bokiem do mnie. Jako że przewyższała go rangą, nie protestował.

— Będę na korytarzu  — powiedział tylko zimno i wyszedł, zamykając za sobą stalowe drzwi.

Gdy zgrzytnęła zapadka, kobieta wyciągnęła w moją stronę rękę. Zaskoczona, podniosłam lekko głowę i spojrzałam na nią pytająco.

— Wstań — powiedziała zadziwiająco łagodnie.

Ujęłam jej dłoń i podniosłam się z kolan. Ręce spuściłam po bokach, przez chwilę walcząc z odruchem zasłonięcia piersi. Niezależnie od tego, czego mnie uczono, chęć zakrycia wdzięków pozostał w mojej podświadomości, stanowiąc namiastkę instynktu w morzu wyszkolenia. Kobieta otaksowała mnie wzrokiem, obchodząc dookoła jak mięsne zwierzę na targu. Stanęła ponownie na wprost mnie i dopiero wtedy miałam możliwość przyjrzeć się jej dłużej. Miała łagodne rysy, mocne kości policzkowe, długie blond włosy – wedle wewnętrznego kanonu należała do niezwykle pięknych kobiet, nawet jeśli lata najlepszej urody miała już za sobą. Skrzyżowała ramiona, przyglądając się uważnie mojej twarzy.

— Gdyby nie ta opuchlizna pod okiem i rozdarty kącik, to byłabyś całkiem ładna — powiedziała. — Zdaj swoje dane.

— Obiekt siedemnasty, pseudonim Hagia Sophia — odparłam machinalnie — lat piętnaście, przydzielona do grupy piątej.

— Predyspozycje?

— Działanie w terenie, dowództwo w misjach, usuwanie niewygodnych osób.

— To tłumaczy ślady rzemieni, nikt nie bije adeptek predysponowanych na szpiegów wewnętrznych. — Pokiwała głową. — Kategoria?

— C.

— Kto cię tak nisko sklasyfikował? — spytała z niedowierzaniem. — Rozumiem, że to przez włosy?

— Tak, były zdaniem rady zbyt charakterystyczne — przyznałam tonem wręcz wypranym z emocji. — Uznano też, że moje ciało jest zbyt muskularne i poznaczone bliznami w stosunku do kanonu, jedynie twarz i piersi uchowały mnie od kategorii D.

— Ci idioci z rady niepotrzebnie was dzielą wedle własnych upodobań. Stary system predyspozycji według umiejętności sprawdzał się o wiele lepiej, niż te kretyńskie kategorie urodowe — westchnęła. — Dobrze, skoro formalnościom stało się zadość, powiedz, co się stało. Możesz sobie pozwolić na wszelkie emocje, rozważę czy zezwolić Iwanowi na zastosowanie żądanej przez niego kary. Tylko mów wszystko zgodnie z prawdą.

Skinęłam głową. Wiedziałam, że Ileria Moon była ostatnim bastionem starych zasad, dlatego nie oponowałam przed składaniem wyjaśnień. Kobieta formalnie stanowiła w ośrodku najwyższą instancję, ale odkąd zmieniono skład rady, jej władza została mocno ograniczona. Teraz była takim samym pionkiem jak ja czy inne obiekty, mogła jedynie uchronić mnie przed karą, jaką Iwan chciał wymierzyć, zmniejszając jej wymiar.

— Obiekt trzysta piętnasty, pseudonim Laleczka, jako najstarsza adeptka w naszej grupie przewodziła spotkaniu przygotowawczemu — zaczęłam, przypominając sobie całe zajście. — Omawiałyśmy plan następnej misji, kiedy obiekt trzynasty, pseudonim Roza, zabrała głos. Wskazała, że Laleczka źle interpretuje polecenia rady, co było zgodną opinią kilku innych adeptek. Obiekt trzysta piętnasty zareagowała wówczas w sposób niedopuszczalny. Zaczęła insynuować, że Roza usiłuje ją zdyskredytować w oczach rady tuż przed jej odesłaniem, po czym uderzyła ją w twarz trzymaną książką. Roza upadła, plując krwią, ale Laleczka po raz kolejny usiłowała ją uderzyć. Wówczas zareagowałam, wywiązała się bójka, podczas której Laleczka chciała mnie zadusić. — Wskazałam na fioletowe ślady na szyi. — W samoobronie uderzyłam ją szklanym wazonem, który rozharatał jej twarz, a kiedy przyszpiliłam ją do ziemi, wgryzłam się w jej ucho. Trzymałam tak długo, aż Laleczka przestała wierzgać. Gdy odeszłam, została podobno zaprowadzona do skrzydła szpitalnego, gdzie okazało się, że jej obrażenia nigdy się nie zagoją w sposób estetyczny.

— Jesteś dumna z tego, co zrobiłaś? — spytała Ileria, patrząc mi w oczy.

— Dawno nie zaznałam takiej przyjemności jak w chwili, gdy poczułam jej krew w swoich ustach. — Uśmiechnęłam się, nawet na chwilę nie spuszczając wzroku. — Niezależnie od konsekwencji, postąpiłabym tak samo.

— Zyskałaś w ten sposób uznanie swojej grupy?

— Nikt nie ważył się mnie zatrzymać, dopiero personel pochwycił mnie w łaźni, gdy zmywałam krew — przyznałam.

— Zostałaś dominantką i przejęłaś miejsce w hierarchii grupy piątej. Jednak zuchwałość czynu zasługuje na stosowną karę, zdajesz sobie z tego sprawę?

— Tak. I wiem, że za okaleczenie adeptki z wyższej kategorii rozważana jest chłosta lub napiętnowanie. Mimo to uważam, że postąpiłam słusznie. Używanie siły w przypadku, gdy chce się udowodnić swoją wyższość nad członkiem własnej grupy, jest w rzeczywistości okazaniem słabości.

— Tego właśnie miał uczyć stary regulamin. Pokory wobec przełożonych, szczerości, siły i płynącej z niej odpowiedzialności. Nie brutalnej przemocy czy wykorzystywania swoich umiejętności do zastraszania. — Kobieta pokiwała głową w zamyśleniu. — To, co się teraz dzieje, nie przyniesie niczego dobrego. Od pięćdziesięciu lat Baletnice stanowiły chlubę wywiadu, wojska, w zasadzie wszędzie, gdzie były oddelegowane, stanowiły doskonały przykład wyszkolenia. Teraz będą tylko ogarami na smyczy Iwana, pieprzonymi skrzywionymi psychicznie potworami.

Ileria zacisnęła usta, nieudolnie skrywając złość. Nie odezwałam się, bo zdawałam sobie sprawę, że to, co właśnie powiedziała, nigdy nie powinno dotrzeć do uszu jakiejkolwiek adeptki. Gdybym była mniej ostrożna, mogłabym wykorzystać jej słowa jako sygnał do buntu, ale wiedziałam, że nie byłoby to wskazane. Bunt lub chociażby próba jego wzniecenia mogłyby, w najgorszym przypadku, zakończyć się masową egzekucją, a na pewno przedłużeniem szkolenia.

Przez dłuższy czas tkwiłyśmy na wprost siebie w milczeniu. Ileria nie pytała już o nic, a ja nie miałam prawa odezwać się niepytana, więc nie zamierzałam łamać tej zasady. W końcu kobieta odwróciła się w stronę drzwi i uderzyła w nie kilkakrotnie. Nie obejrzałam się, ale usłyszałam zgrzyt zasuwy. Ktoś wszedł.

— Przynieście jej rzeczy, niech się ubierze i oczekuje tutaj kary.

— Jaka jest decyzja? — spytał męski głos, rozpoznałam Iwana.

— Jedno uderzenie batem w plecy — odparła kobieta. — Gdy pokrzywdzona opuści skrzydło szpitalne, ją również wychłoszcz za stosowanie bezmyślnej przemocy. Obie przenieś do kategorii B. Obiekt siedemnasty ma odpowiednią sylwetkę, aby się w niej znaleźć, nawet jeśli niektóre miejsca na ciele ma poznaczone śladami bójek.

— Traktujesz te kurwy zbyt łagodnie — odparł Iwan, nie ukrywając złości. — Są przez to butne, myślą, zamiast działać.

— Baletnice nigdy nie miały stanowić bezmyślnego mięsa armatniego, tylko elitę wśród agentów. — W głosie kobiety słyszałam zarówno złość, jak i rozgoryczenie. — Jeśli chcesz, możesz się odwołać lub zgłosić skargę na mój temat.

— Żebyś wiedziała, że to zrobię, stara jędzo. Twój czas tutaj dobiega końca.

Zważywszy na to, że stałam tyłem, nie widziałam całego zajścia. Lodowaty ton mężczyzny sugerował jednak, że już poczynił odpowiednie kroki względem pozbycia się Irelii. Rozległy się uderzenia obcasów o posadzkę, a zaraz po nich trzask kraty na korytarzu. Najwidoczniej dyrektorka wyszła, ale skoro drzwi pozostały otwarte, Iwan nadal tam stał. Nie myliłam się, a potwierdzeniem było nagłe smagnięcie po plecach. Rozchodzący się po skórze ból był tak niespodziewany, że wygięłam się w tył, krzycząc. Upadłam na kolana, które po prostu załamały się pode mną. Poczułam, jak wzdłuż pręgi zbiera się krew, spływa w dół. Czekałam na drugi cios, bo nie wierzyłam, że Iwan poprzestanie na jednym smagnięciu, jednak ten nie nadszedł. Zamiast tego usłyszałam kroki i męski szept tuż nad moim uchem.

— Ta suka nie będzie mi mówić, jak mam karać za niesubordynację takie ścierwa jak wy. — Głos Iwana ociekał jadem, chyba ostatkiem sił powstrzymywał się przed wymierzeniem mi kolejnych razów. — Tym razem ci się upiekło, ale kto wie, może gdy następnym razem trafisz do izolatki, ta jędza nie będzie już piastowała swojego urzędu. — Odsunął się ode mnie. — A teraz ubieraj się i wypierdalaj, kara wymierzona.

Ubrałam się, nie zważając na palący ból pleców, emanujący na nowo za każdym razem, gdy materiał ocierał się o świeżą ranę. W końcu wyszłam, mijając stojącego w drzwiach mężczyznę. Wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek dopnie swego, to miejsce z niebywale wymagającego zakładu stanie się zwyczajnym piekłem, wylęgarnią psychopatek na usługach rządu. Miałam nadzieję, że ten scenariusz nigdy się nie ziści. Myliłam się.

Opublikowano
Kategorie Akcja
Odsłon 392
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!