Jeniec
Zamknęli mnie w złotym pałacu,
schowanym w różanych ogrodach.
Zamknęli mnie w czystych pokojach
i każą jeść po królewsku.
Zamknęli mnie wśród uśmiechów
na rozkaz dali mi służbę.
Zamknęli mnie i jako groźbę
pocałowali w pośpiechu.
Zamknęli mnie z brakiem problemów
i patrzą, jak stąpam niepewnie,
bo ich najnowszej królewnie
nie w smak noszenie diademu.
A ja się miotam i pocę
i krzyczę, przeklinam losy
i siebie, i słyszę głosy,
że dumę własną zabłocę.
I honor i własne sumienie,
ojczyznę, wartości i duszę.
I się tym wszystkim uduszę,
bo mnie spotkało zgorszenie.
Bo mnie zamknęli w pałacu,
gdy miałem się bić na froncie,
w brudzie się taplać i w smrodzie
i w głodzie. I umrzeć na placu.
Bo mnie zamknęli w uśmiechu
wroga, co wciąż knuł intrygi.
Braci zabijał bez większej fatygi
i w kraj jad wlewał po cichu.
Zamknęli mnie w ideale
z szampanem i papierosem.
Potrawka z zająca z sosem
podana na wilczym stole.
Niewiedza mnie tylko chroniła
i by mnie zabili we śnie.
By zastrzelili boleśnie
na myśl, skąd ja przybywam.
________________________________________________
Taka wariacja na temat “Czerwonego ptaka” (der-rote-vogel) w formie wiersza z perspektywy Kaila.

Komentarze (1)