Cisza Duszy

Rozdział 1

– Słuchaj Courtney… Muszę ci dać jakieś przezwisko, ale nie o tym mowa… Co my robimy o tej porze w lesie?! – przewróciłam oczami na przerażony ton głosu przyjaciółki. Lily od zawsze panikowała z byle powodu.

– Po pierwsze, znamy się kilka lat, a ty nadal myślisz o tym, jak skrócić moje imię? A po drugie, to nie ciągnęłam cię za sobą. Trzeba było siedzieć w swojej klatce, a nie łazić za mną. – odpowiedziałam ostro. Kilka tygodni temu zabłądziłam w lesie. Szukając drogi powrotnej, trafiłam na mały opuszczony domek. Na początku myślałam, że nie warto do niego wchodzić, ale z moją głupotą postąpiłam odwrotnie. I nie żałuję. Domek jest mały, ale znajdują się w nim meble, w nawet dobrym stanie. Czuję się tam lepiej niż w moim pokoju na terenie watahy.

Może od początku. Na początku roku dwa tysiące osiemnastego ludzie zaczęli nagle znikać. Wychodzili do klubów, na nocne zmiany do pracy i nie wracali. Głuch po nich ginął. Policja robiła co w swojej mocy, ale… Oni w pewnym momencie też zaczęli znikać. Działo się tak na całym świecie, aż w końcu wyjaśniły się sprawy zniknięć. W każdym państwie pojawiał się człowiek, który podawał się za wilkołaka. Najpierw to wyśmiewaliśmy, a teraz ledwo żyjemy. Domy zostały nam odebrane. Mężczyźni pracują dla tych stworzeń, kobiety im usługują i pilnują młodszych a starsi i chorzy? Są likwidowani. Wiele rodzin próbowało ukrywać swoich dziadków. Na marne – ginęła cała rodzina po odkryciu prawdy. Każdym państwem rządzi jeden alfa a na większe miasto jak Nowy York czy Los Angeles w Kalifornii – jego zastępca. Później jest beta, czyli prawa ręka i główny doradca alfy. Na końcu omegi, delty…

Muszę mieszkać w San Antonio, w stanie Teksas. Oczywiste jest to, że wataha znajduje się w środku lasu, do którego musieliśmy budować drogę do miasta. A kto żyje w mieście? Osoby, które muszą pracować na rachunek alfy. Bogacze nie ucierpieli. Mają pieniędzy jak lodu, więc alfie szkoda było zmarnować tyle gotówki. Na samym początku ich ujawnienia Brad Winston trzymał wszystkie swoje pieniądze w worku i groził, że wrzuci je do ognia. Później robił tak każdy miliarder i milioner, aby tylko żyć, więc alfa zakazał swoim wilczkom ich ruszać. Jak nazywa się nasz alfa? Nikt nie zna jego prawdziwej tożsamości. Mamy nazywać go alfą bądź Inżynierem. Szkoda, że nie nazwał się Bogiem. Wielka szkoda.

– Courtney, do cholery gdzie ty idziesz? – spojrzałam rozkojarzona na Lily. Lily Randcraw, dwudziestoletnia brunetka o szarych oczach. Jest dość wysoka i czasami bardzo wkurzająca. Jest najstarsza w naszej grupie, która liczy ponad dwadzieścia dziewczyn. Chłopcy sami wydali na siebie wyrok śmierci, kiedy codziennie robili coś przeciw alfie. Ten się wkurzył i ich po prostu wymordował. Wtedy było nas wszystkich około trzydziestu.

– Pochodzić. Wiesz, że dzisiaj nie ma żadnych patroli, bo mają jakieś święto w mieście. Do rana wilkołaków nie będzie. – odpowiedziałam. Specjalnie nie szłam do mojej chatki w środku lasu, ponieważ nie wiem, czy dziewczyna nie puści kiedyś pary z ust. A wtedy to ja będę miała przechlapane.

– I po to wchodzisz do tego lasu w czasie pełni?

– Śledzisz każdy mój krok? Pogrzało cię?! To, że jesteś z nas wszystkich najstarsza, nie oznacza, że masz nas śledzić. – powiedziałam, patrząc na nią. Dziewczyna podniosła głowę wysoko i uśmiechnęła się lekko.

– Boisz się, że pójdę z tym do alfy? Owszem, mogę to zrobić, ale nie chcę skazać was i ciebie na tortury i bolesną śmierć. – zaśmiałam się cicho na jej słowa. Z ludźmi nigdy nic nie wiadomo. W jednej chwili jakiś wilkołak może się w nią wpoić, a ona powie mu wszystko jak na spowiedzi. O czym mówię? O więzi mate, przeznaczonych, bratnich duszach – jak zwał tak zwał. Najmocniej czują to wilki. Zakochują się od pierwszego spojrzenia w oczy. Od razu zabierają wybrankę do siebie, gdzie ją oznaczają i się parują. Oznaczenie polega na ugryzieniu w obojczyk, następnie przeznaczeni mają tydzień na uprawianie seksu, podczas którego wilk znowu ugryzie kobietę, to jest parowanie.

– Lepiej wracajmy do środka. Nie wiem, co ci jeszcze przyjdzie do głowy. – powiedziałam zawracając. Usłyszałam tylko głośny jęk brunetki, jednak po chwili poczułam, jak zacisnęła palce na moim ramieniu. Daleko nie zaszłyśmy, ponieważ po kilkunastu minutach znowu byłyśmy w domu watahy. Ten dom jest ogromny i składa się z trzech skrzydeł. W pierwszym mieszka alfa z luną i beta ze swoją wybranką. W prawym skrzydle żyje reszta wilkołaków, a trzeci jest nasz, ludzi. Skierowałyśmy się cicho do lewego skrzydła. Biegiem pokonałyśmy schodki i wtargnęłyśmy do środka. Nasze pokoje nie różnią się niczym. Każdy pokój ludzi jest taki sam. Łóżko, jedna półka i malutka łazienka, w której jest kabina prysznicowa, toaleta i umywalka. Oczywiście bez ciepłej wody. Poszłam do mojego pokoju, który znajdował się na samym końcu korytarza. Popatrzyłam na drzwi, na których znajdowała się tabliczka z moim nazwiskiem i numerem piętnaście.

Nazywam się Courtney Andrews, mam dwadzieścia lat i przyszło mi żyć między wilkołakami.

Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 856
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!