W podróży do Śródziemia II Kili

– Nie możecie mnie tak trzymać wieczność! – powiedziałam wściekła, rzucając się na łóżko.

– Nie wyjdziesz, dopóki nie wybijesz sobie z głowy tych głupich zabaw! – wrzasnęła moja mama.

– Jestem już dorosła! – krzyczałam przez łzy – będę robiła, co zechce!

Później usłyszałam tylko trzaskanie drzwiami.

Nie wytrzymam tu dłużej. Zostałam uwięziona we własnym domu. Nie wiem czy to można nazwać jeszcze domem, raczej więzieniem.

A wszystko zaczęło się już 10 lat temu.

~~~~~~~~~~~~~~~~

10 lat temu

– Skup się Emma – mówiła moja babcia Camila – musisz trzymać równowagę.

Właśnie ćwiczyłam z nią strzelanie z łuku w różnych sytuacjach.

– Świetnie! – krzyczała – W sam środek! Teraz tylko nie spadnij z konia.

Tak to właśnie były moje ukochane lekcje. Jazda na koniu i strzelanie z łuku lub połączenie tego ze sobą.

Zsiadłam właśnie z konia i ruszyłam w stronę babci.

– Na dzisiaj koniec Emmo. Jesteś naprawdę zdolna. – powiedziała z uśmiechem – kiedyś dokonasz wielkich rzeczy i może uratujesz komuś życie.

– Dziękuje babciu! – krzyknęłam rzucając się jej na szyje – mam to po tobie.

Ona tylko się uśmiechnęła.

– Prawie bym zapomniała. Emmo, choć jeszcze na chwile – zawołała mnie, gdy miałam już wracać do domu – Mam coś dla ciebie.

Powiedziała i wyjęła z kieszeni piękny wisiorek w kształcie serca.

– Kiedyś dała mi go moja mama. Teraz czas na ciebie – mówiła patrząc mi w oczy i spoglądając, co chwilę na swoją rękę – Drogie dziecko. Nadejdzie czas, gdy będziesz musiała go użyć. Ten naszyjnik skrywa coś, co może uratować czyjeś życie, ale niestety to nie będzie takie proste. Kiedyś będziesz musiała zdecydować, komu je uratować.

Słuchałam ją z największą powagą. Byłam jeszcze dzieckiem, więc te słowa wywołały we mnie pewien rodzaj strachu. Babcia widząc moją minę tylko się uśmiechnęła.

– Nie martw się tym teraz dziecko – powiedziała nadal się uśmiechając – Kiedyś zrozumiesz.

– Dobrze babciu, ale…- chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale przerwała mi.

– Idź już do domu słoneczko – powiedziała – mama pewnie się już o ciebie martwi.

~~~~~~~~~~~~~~

Miesiąc później znów miałam okazję się z nią spotkać, lecz nie wydawało mi się to zwykła rozmową i miałam rację było to pożegnanie. Dwa miesiące po tym zdarzeniu stałam cała zapłakana na cmentarzu wspominając wszystko, co jej zawdzięczam. To ona nauczyła mnie, co jest ważna w życiu, w co wierzyć i żeby nigdy się nie poddawać. Zawsze mnie wspierała, uczyła jazdy konnej i strzelania z łuku. Jednym słowem zawdzięczam jej wszystko. Ona zrobiła dla mnie tak wiele, a ja nawet nie mogłam się z nią nie pożegnać, pomóc jej jakoś to wszystko przetrwać.

Babcia była jedyną osobą w moim życiu, która mnie wspierała. Rodzice nigdy mnie nie kochali lub nie umieli tego pokazać. Wysyłali mnie gdziekolwiek, by tylko nie musieli się mną zajmować. Teraz nie mam już nikogo, nie mam, do kogo uciec. W domu dostaje tylko kary, całe dnie siedzę w domu, a od 9 lat nie pozwolili mi wsiąść na konia. Brakuje mi tego uczucia, gdy jestem wolna, gdy nie muszę się przejmować, co będzie po powrocie do domu. Babcia była jedyna osobą, dzięki której nadal spełniałam swoje marzenia, pasję.

Teraz siedzę sama zamknięta w swoim pokoju. Jestem 19- latkom, która nie może wyjść na zewnątrz, z powodu swoich pasji. Tak, zostałam ukarana za strzelanie z łuku. Moim rodzicom nigdy się to nie podobało, przez co dostawałam różne kary i prócz szkoły nigdzie nie mogłam wychodzić. Nie miałam radosnego dzieciństwa, więc po prostu wymykałam się z domu. Jednak nie po to by uciec tylko robić to, co kocham.

Przez to zostałam ukarana i tym razem.

~~~~~~~~~~~~~~~

4 godziny temu

Wymknęłam się rano do mojej ulubionej strzelnicy łuczniczej. Wszyscy mnie tam znali i wiedzieli o mojej sytuacji rodzinnej, więc zawsze mnie kryli. Byłam tam do południa, więc miałam jakieś 2 godziny do powrotu rodziców. Jednak wolałam nie ryzykować i szybko pobiegłam do domu. Gdy byłam już pod domem zamurowało mnie. Stanęłam jak wryta i nie wiedziałam, co powiedzieć… Przede mną stali moi rodzice.

– A gdzie się nasza panienka podziała? – spytał ironicznie mój ojciec.

– To nie tak … – próbowałam się jakoś ratować, ale to i tak nic nie dało.

– Ładnie to się tak wymykać bez zgody – kontynuował, nie zwracając nawet uwagi na to, co mówiłam – wyjawisz nam gdzie byłaś czy sami mamy się dowiedzieć.

– Ale…to… – chciałam coś powiedzieć, ale odjęło mi mowę.

– Czyli nasza córeczka nie ma nic do powiedzenia – mówił takim tonem, że aż zaczęłam się bać – tylko, że nie masz aż takich głupich rodziców. Byliśmy dzisiaj na strzelnicy łuczniczej, a kogo tam widzimy?! Naszą córkę, która jak się nie mylę ma zakaz na strzelanie z łuku! – ostatnie słowo mocniej zaakcentował.

– Ale ja to kocham! A wy dobrze o tym wiecie! – krzyczałam im prosto w twarz – czemu nie mogę robić tego co sprawia mi tyle radości.

– Ostrzegam Cię nie tym tonem! – skarcił mnie ojciec – Jeszcze jedno słowo i gorzko tego pożałujesz.

– Nienawidzę Was! – odezwałam się i szybko tego pożałowałam.

-Marsz do pokoju! – wrzasnęli na mnie jednocześnie.

W innej sytuacji pewnie bym coś jeszcze próbowała zrobić, ale nie teraz, nie dziś. Lepiej dla mnie jak tego nie pogorszę.

~~~~~~~~~~~~

Po tej całej aferze wylądowałam tutaj, w własnym pokoju zamknięta na klucz. Miałam przed sobą jeszcze pół dnia, a nie mogłam nigdzie wyjść.

Jednak jak już wam mówiłam to nie mój pierwszy raz, gdy siedzę zamknięta w pokoju. Pod panelami od dziecka miałam swój schowek w którym chowałam różne rzecz, a przede wszystkim łuk i strzały. Mój pokój jest dość duży, więc na moje szczęście mogę sobie w nim trochę postrzelać. Nie jest to może jakiś cudny trening, ale zawsze coś.

Na szybko zrobiłam sobie tarczę ze styropianu, który miałam schowany w szafie na właśnie takie przypadki. Narysowałam grube, kolorowe linie i powiesiłam ją na ścianie.

Jeden strzał w sam środek.

Drugi w sam środek.

Trzeci też w sam środek.

I tak dalej. Teraz, nawet w tym więzieniu bardzo szybko mijał mi czas.

Po godzinie usłyszałam przekręcanie klucza. Próbowałam szybko schować łuk i strzały lecz, gdy miałam już zasuwać szparę do pokoju weszła moja mama.

– Co ty tu do chlory wyprawiasz! – wrzasnęła podchodząc do mnie coraz bliżej. W ten sposób nastał mój koniec. Rodzice dowiedzieli się już o wszystkim. Chyba można się już pożegnać z moim łukiem.

Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Zrobiłam się cała blada, ale mojej mamie to nie przeszkadzała w wrzeszczeniu na mnie, więc kontynuowała.

– Oddaj to! – krzyknęła wskazując na łuk. Odruchowo schowałam łuk bardziej za siebie.

– Powiedziałam oddaj to! – powtórzyła, coraz głośniej.

Gdy nadal nic nie robiłam podeszłą do mnie jeszcze bliżej i wyrwała mi go z ręki.

– Skąd ty to masz! – znów kontynuowała. Nie umiałam wydusić z siebie żadnego słowa.

Gdy długo nie otrzymywała odpowiedzi spojrzała za mnie. W to miejsce, które kryłam i strzegłam od lat – moją jedyną skrytkę i jedyne miejsce, dzięki któremu jeszcze tu nie zwariowałam.

– Mamo…to nie tak… – próbowałam załagodzić sytuację, ale nic nie przychodziło mi do głowy.

Ona, jakby w ogóle mnie nie usłyszała, po prostu podeszła w stronę szczeliny w podłodze i zaczęła oglądać wszystko po kolei.

– Widzę, że zrobiłaś sobie tu niezły magazynek – powiedziała odwracając na chwilę głowo w moją stronę. Nie krzyczała, wręcz uśmiechnęła się, lecz nie był to miły uśmiech. Pokazywał on wciekłość i pewnego rodzaju smutek.

-Łuk, strzały, książki, telefon, filmy i…- zaczęła wymienić – a to co? Skąd to masz?!

Krzyczała coraz głośniej, trzymając w ręku podarunek od babci.

– Dostałam – powiedziałam oschle.

– Od kogo?! – powiedziała podnosząc głos.

– Od… – zaczęłam niepewnie – babci.

W tej chwili pożałowałam tego co powiedziałam. Mogłam coś skłamać, uratować sytuację, a nie mówić prawdę osobą które mogą jednym gestem zniszczyć mi życie jeszcze bardziej.

– Czemu nam o tym nie powiedziałaś!- wrzasnęła, gdy nic nie odpowiadałam kontynuowała – odpowiadaj, niewdzięczny bachorze!

Teraz to już się wkurzyłam.

– Może dla tego, że w tym więzieniu nie mogę nawet stanąć! – krzyczałam jej prosto w twarz – łucznictwo to moja pasja, tylko babcia mnie rozumiała! Zabraliście mi wszystko co kocham!

Znów pożałowałam swoich słów. Z każdym słowem i gestem coraz bardziej denerwowałam swoją matkę. Chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała i po prostu wzięła łuk i strzały i podeszła w kierunku drzwi.

Dopiero teraz zauważyłam pewien szczegół. W drugiej ręce trzymała… wisiorek babci!

– Zostaw go! – krzyknęłam, wskazując na wisiorek. Moja mama tylko się uśmiechnęła. Jakby osiągnęła swój cel?.

– Hmm… Pomyślmy – zaczęła – musisz wybrać łuk albo wisiorek.

Teraz to przyparła mnie do grubego muru. Jak ja mam zdecydować? Kocham moją babcię, a to jest jedyna pamiątka po niej, ale łucznictwo to całe moje życie… Nie mogłam dłużej czekać. Z każdą chwilą bałam się coraz bardziej, że moja rodzicielka się rozmyśli i nie odzyskam już niczego. Czas na decyzję, co cenię bardziej.

– Wybieram… – zaczęłam niechętnie. Nie wiedziałam, nie umiałam wybrać. Obie rzeczy są najważniejsze na całym świecie. I w tym momencie przypomniały mi się słowa babci:

~~~~~~~~~~~~

,, – Kiedyś dała mi go moja mama. Teraz czas na ciebie – mówiła patrząc mi w oczy i spoglądając co chwilę na swoją rękę – Drogie dziecko. Nadejdzie czas, gdy będziesz musiała go użyć. Ten naszyjnik skrywa coś, co może uratować czyjeś życie, ale niestety to nie będzie takie proste. Kiedyś będziesz musiała zdecydować, komu je uratować.

Słuchałam ją z największą powagą. Byłam jeszcze dzieckiem, więc te słowa wywołały we mnie pewien rodzaj strachu. Babcia widząc moją minę tylko się uśmiechnęła.

– Nie martw się tym teraz dziecko – powiedziała nadal się uśmiechając – Kiedyś zrozumiesz.(…)”

~~~~~~~~~~~~~

Chyba powoli zaczynam rozumieć. To nie jest zwykły naszyjnik…

– Wybieram – powtórzyłam, już trochę pewniej – wisiorek.

Moja matka tylko uśmiechnęła się i podała mi przedmiot. Ostatecznie osiągnęła swój cel.

– Może w końcu zmądrzałaś – powiedziała szybko i trzasnęła drzwiami. Może w końcu to wy zmądrzejecie i zrozumiecie, że ja nie poddaje się tak łatwo. Wiedziałam, że i tak odzyskam swoje rzeczy, lecz nadal nie mogłam uwierzyć, że mi to zrobili. Zabrali to co kocham. Została mi tylko jedna rzecz. Rzecz która przypomina mi o wszystkich dobrych chwilach, dzięki której nie odczuwam, aż takiego smutku. Jest to oczywiście podarunek od babci.

Rozmyślałam tak przez dłuższą chwilę, lecz i tak do niczego nie doszłam. Powoli robiło się ciemno. Nie mając nic innego do roboty sięgnęłam po moją książkę marzeń. A mianowicie po książkę pt.,, Hobbit, czyli tam i z powrotem”. Myślę, że wszyscy ją znacie, jest to najwspanialsza książka. Wielkie podziękowania Tolkienowi, że ją napisał. Gdy skończyłam już rozmyślać jaka ta książka jest wspaniała zaczęłam czytać:

,, W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien Hobbit. Nie była to szkaradna, brudna, wilgotna nora, rojąca się od robaków i cuchnąca błotem, ani też sucha, naga, piaszczysta nora bez stołka, na którym by można usiąść, i bez dobrze zaopatrzonej spiżarni; była to nora Hobbita, to znaczy: nora z wygodami. (…)”

Po dwóch godzinach ponownie usłyszałam przekręcanie klucza. Właśnie weszła do mnie moja mama. Pewnie przyniosła kolacje.

– Kochanie, nie złość się to dla twojego dobra – mówiła do mnie spokojny głosem, lecz nie odpowiadałam jej.

Nie kochaniuj mi tu! Czemu tacy są, czemu nie mogą zrozumieć, że łucznictwo jej dla mnie bardzo ważne i jak mogła kazać mi wybierać? To okropne!

– Nie obrażaj się na nas – kontynuowała – Od zawsze nie lubiliśmy twojej miłości do łucznictwa. Jakbyś nas słuchała…

Nie dokończyła, bo przerwałam jej.

– Czyli to jeszcze moja wina! – wrzasnęłam ukrywając twarz w poduszce

– A czyja?! – krzyczała na mnie moja rodzicielka – nie nasza wina, że od zawsze byłaś niewdzięcznym małym bachorem.

Chciała coś jeszcze powiedzieć, lecz znów jej przerwałam

– Nienawidzę Was! – krzyknęłam przez łzy – Wynoś się!

Czemu oni nie mogą tego zrozumieć? Nigdy nie zrezygnuje ze swoich pasji.

I tak nie miałam nic lepszego do roboty, więc może przynajmniej coś bym zjadła. Zawsze, nawet po kłótni mama przynosiła mi kolacje. Musiałam ich nieźle wkurzyć, bo na stoliku było pusto. Należało im się, jak tak bardzo im przeszkadzam mogliby mnie w końcu wypuścić z tego więzienia. Próbowałam jeszcze odciągnąć od siebie złe myśli, lecz mi się nie udawało. Próbowałam ponownie zacząć czytać, lecz nie tylko przeszkadzała mi w tym moja złość, nagle zrobiłam się strasznie senna. Co było strasznie dziwne, bo nigdy mi się to nie zdarzało. Często nie spałam całą noc a byłam bardzo wypoczęta. Może to przez ten dzień, dużo się dzisiaj wydarzyło. Gdy miałam udać się w krainę snów poczułam lekkie pieczenie na szyi. Kątem oka spojrzałam na piekące miejsce. Wisiorek babci zaczął świecić, ale to przecież nie możliwe. Dzisiaj miałam długi i ciężki dzień, na pewno mi się przewidziało. Po prostu jestem zmęczona. Z takim wyjaśnieniem znów zamknęłam oczy i powędrowałam do moich snów.

_______________________________________
I jak wam się podoba nowa książka?
Dajcie znać w komentarzach

Jakby ktoś był ciekawy tu macie zdjęcie, jak mniej więcej wygląda wisiorek o którym mowa w tym rozdziale.

Od razu bardzo przepraszam jak są jakieś błędy. Staram się jak najmocniej by ich uniknąć, lecz nie wiem jak to mi wychodzi.

Do następnego:)

Autor girl_sugar
Opublikowano
Odsłon 497
4

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!