Nietoperz i Kruk |SSxVC|

Był świt chłodnego sierpniowego dnia, a pewien mężczyzna dręczony dziwnymi snami wił się na swoim posłaniu.

Śniło mu się, że prowadzi za rękę małą dziewczynkę, której włosy są w odcieniu najczystszej platyny, a skóra jasna jak śnieg przez ciemny korytarz. Dziewczę powoli wysuwało małą, bladą rączkę z jego szorstkiej dłoni, by po chwili pobiec, bez opamiętania przed siebie i rozpłynąć się – niczym delikatny obłoczek, na lazurowym, letnim niebie – w odmętach czarnego jak grudniowa noc otoczenia.

Wyrwał się ze snu, od razu zatapiając się, w zawiłych rozmyślaniach. To był już kolejny raz, gdy śniło mu się coś takiego, a on, pragnął niezmiernie rozwikłać skomplikowaną zagadkę swej podświadomości.

Te sny – myślał – za każdym razem! Za każdym jebanym razem są wręcz identyczne! – warczał w myślach – Te same zdarzenia, to samo dziecko… tylko miejsce inne. Raz Zakazany Las, raz ten przeklęty, upiorny korytarz!

Wstał z łóżka, sprawdził godzinę i zmarszczył czoło w gniewie, przeklinając w duchu. Trzecia nad ranem! Nawet, gdyby, z jakiegoś niewyjaśnionego powodu, ten stary, przebrzydły drops, dyrektor od siedmiu boleści, głowa ośrodka specjalnej troski, dla niepełnosprawnych umysłowo pajacy, nie zwalił mu na głowę całej roboty, i tak, by nie zasnął.

Że też akurat dziś nie mógł się normalnie wyspać! – narzekał

Ze względu na rozpoczęcie nowego roku szkolnego, miał tak dużo pergaminowej roboty, że całe jego biurko zawalone było wielkimi stertami dokumentów.

Przeklęty Dumbledore! Tyle tego jest, że nawet niema gdzie tego pomieścić!

Istotnie, przeróżnych formularzy, dokumentów, listów i kubków po kawie było tyle, iż aby dostać się do gabinetu, trzeba było być niemal primabaleriną. I chociaż Pan i Władca tegoż pomieszczenia nie wątpił w swe umiejętności w tej dziedzinie, stwierdził, że o wiele lepszym rozwiązaniem będzie próba odgruzowania pokoju.

Wypowiedział parę zaklęć i wszystko wróciło do względnej normy. Od razu, gdy usiadł przy biurku, z zamiarem wypełnienia niezliczonej ilości dokumentów, nawiedziła go pewna, dołująca myśl.

Już niedługo cały zamek zaroi się, od tych małych, wrednych, zidiociałych paskudników, którzy skuteczniej niż dementorzy pozbawiają mnie chęci do życia bezczelnie rujnując  mą cudowną ciszę i spokój, szkodząc mej zrujnowanej psychice. Mojej obecności tutaj nie da się ochrzcić innym mianem, niż masochizm w swej pierwotnej, najczystszej i nieskalanej zdrowiem psychicznym  postaci.

Myśl ta, co prawda nawiedzała go co roku, lecz z każda swoją wizytą, powodowała silniejsze pragnienie zakończenia swej marnej egzystencji na tym zepsutym świecie.

I tak oto Naczelny Nietoperz Hogwartu utknął, w samej piżamie, przed biurkiem, bez żadnych perspektyw na przyszłość, ale za to z nowymi, Różowymi Myślami Samobójczymi.

××××××××××××××××××××××××××××××××××××××

Jedenastoletnia dziewczynka zbudzona w nocy przez zły sen, stanęła przy oknie w swej cienkiej piżamce i z zaciekawieniem wyglądała przez wielkie okno, w swoim pokoju. Jej wielkie, niebieskie oczy, tak jasne, iż czasem sprawiały wrażenie zupełnie białych, skierowane były ku gwiazdom, w które wpatrywała się z ciekawością i rozmarzeniem. Dobry obserwator mógł jednak ujrzeć w tych pięknych, niewinnych oczach odrobinę strachu i nutkę niepewności. Uwielbiała nocami wpatrywać się w niebo i szukać znanych sobie gwiazdozbiorów. Status swego faworyta nadała konstelacji węża, znanej już od starożytności.

Kiedy znudziło jej się studiowanie nieba, podeszła do szafy, aby zawczasu wybrać ubrania na następny dzień. W lustrze wiszącym na drzwiach, od wewnętrznej strony ‘pudła na ubrania’ – jak to zwykła mówić – odbijała się wysoka, szczupła nastolatka, z długimi włosami i jasną karnacją. Lekko różowe, pełne usta i mały, zgrabny, zadarty nosek, były idealnym odzwierciedleniem jej charakteru – spokojna, ale zadziorna. Można by było pokusić się o stwierdzenie ‘huncwocka’, ale po co utrudniać ludziom naukę, dodając kolejny przymiotnik? 

Była inteligentna i piekielnie spostrzegawcza. Zazwyczaj nie okazywała zbyt wiele emocji osobom, których nie darzyła zaufaniem.

Emocje to poważna, i niezwykle delikatna sprawa. – mówiła sobie – pokazywanie ich osobie, której się nie ufa, to tak, jakby przywiązać się do drzewa i swojemu śmiertelnemu wrogowi, który stałby przed tobą, podać nóż. Byłoby się wtedy zdanym, na jego łaskę. To trochę jak loteria, ‘zabije, czy nie zabije’. – porównywała – A ja, nie mam ochoty umierać.

Pochodziła z Francji, z jednego ze starych, czystokrwistych rodów. Mieszkała w Londynie, wraz z ojcem Semptimusem – współzałożycielem firmy ‘Malfoy&Corvus’ – oraz matką Anastazją – szefową Departamentu Tajemnic.

Gdy blondynka wybrała już ubrania, do okna zastukała mała płomykówka, trzymająca list. Gdy okno się otworzyło, a sowa usiadła na parapecie, Victoria – mieszkanka pokoju – odwiązała list od nogi sowy i, wyganiając ją z pokoju zaczęła go czytać.

Na samej górze widniał napis ‘Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie ma zaszczyt poinformować, iż panna Victoria Corvus została przyjęta, na pierwszy rok szkolny zaczynający się pierwszego września’.

Vickie całkowicie zapomniała, że dzisiaj, dokładnie dwudziestego szóstego sierpnia, są jej jedenaste urodziny! Wiedziała, że dostanie taki list, bo jej rodzice często o tym wspominali, lecz także Draco, którego traktowała jak brata, bardzo dużo opowiadał jej o szkole, do której mieli pójść. Gdy zobaczyła, że słońce zaczyna swoją wędrówkę po niebie, położyła się do łóżka i zasnęła snem tak twardym, że nawet głos Severusa  Snape’a, drącego się na gryfonów, by jej nie obudził.

××××××××××××××××××××××××××××××××××××××
Jak wam się podoba moja nowa fanaberia??
Jeżeli znajdziecie jakiś błąd albo literówkę piszcie.

Opublikowano
Kategorie Harry Potter
Odsłon 1135
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!