Przeznaczona Czarnego Pana – Rozdział 1

Rozdział 1

Wakacje, ku niezadowoleniu wielu nastolatków a radości rodziców, powoli się kończyły. Ciepłe promienie słońca z uporem przedzierały się przez gęste chmury i wpadały do dużego pokoju przez niezasłonięte okno. Ściany miały barwę grafitu, a wszystkie meble i podłoga były koloru mleka. Drewniane panele osłaniał puchaty dywan w kolorze granatu, a przy dużym oknie stał wygodny, turkusowy fotel z podnóżkiem. Przy ścianie prostopadłej do tej z oknem, stało niemal królewskie łoże z szarym baldachimem i satynową pościelą w kolorze indygo. Ścianę naprzeciw łóżka okupowały liczne półki na książki i dwie pary drzwi. Pierwsze z nich prowadziły do beżowo-czekoladowej garderoby, a drugie do łazienki w kolorze bieli i srebra. Na ostatniej ze ścian wisiały ruszające się zdjęcia w ramkach o różnych odcieniach zieleni. Były tam także białe drzwi prowadzące na korytarz, których gałka miała kształt głowy węża.

Drzwi do łazienki otworzyły się, a do pokoju weszła niska szatynka. Jej gęste, długie włosy splątane były w schludnego warkocza, a oczy w kolorze lodu migotały radośnie. Drobne ciało nastolatki okrywała letnia, lekka sukienka w kolorze malin, a na drobne stopy miała nałożone złote balerinki z wiązaniem na wysokości kostek. Smukłą szyję okalał czarny łańcuszek z zawieszką w kształcie litery ‘V’, a na palcu serdecznym u lewej dłoni błyszczał pierścionek z bordowym kamieniem otoczonym przez drobne diamenty. Na wewnętrznej stronie przedmiotu wygrawerowane były inicjały ‘L. V’ i ‘V. T’. Niebieskooka nigdy nie rozstawała się z pierścieniem — miała go od zawsze. Brązowowłosa była przekonana, iż jest to prezent, jaki dostała od ojca, nim zginął. Historia śmierci jej rodziców od zawsze była owiana mgiełką tajemniczości, której żaden ze znanych jej dorosłych nie chciał rozproszyć.

Młoda Travers usiadła w fotelu i pogładziła ozdobę — jak zawsze wyczuła bijące od niej ciepło, które wywołało ciarki na jej rękach i karku. Myśli dziewczyny były całkowicie związane z jej rodziną i wujostwem, które opiekowało się nią, odkąd skończyła 2-latka. Lucjusz i Narcyza z aż nadmierną radością stali się jej magicznymi opiekunami i zobowiązali się dbać o nią jak o własną córkę. Był jeszcze jej kuzyn — Draco — wesoły blondyn o stalowych oczach, który lubił się z nią drażnić. Mały Malfoy często był zazdrosny o Vanessę, ale ojciec szybko wytłumaczył mu, dlaczego szatynka dostaje tak dużo atencji. Wkrótce potem Dracon pokochał Travers jak własną siostrę i obiecał zawsze ją wspierać. Stał się także bardzo zaborczy i nadopiekuńczy jak na dziesięciolatka.

Poza rodziną Malfoyów Nessę znali wszyscy Śmierciożercy i prawie żaden z nich nie potrafił jej nie lubić. Nastolatka była dla nich niczym księżniczka czy bóstwo. Carrow jeszcze kilka lat temu, gdy nie mogła spać, opowiadał jej niesamowite historie, a Greyback podczas pełni często się z nią bawił i eksplorował pobliskie tereny w formie wilkołaka. Jedynym wyjątkiem była Bellatrix, która jedyne co czuła do Van to szacunek związany z jej pochodzeniem i przeznaczeniem, jakie łączyło ją z Voldemortem. Czarnowłosa często była zazdrosna o brązowowłosą, ale starała się maskować swoje emocje, najlepiej jak tylko umiała, co wcale nie znaczy, że jej się to udawało. Niechęć Lestrange, Vanessa wyczuła już jako dziecko i od tamtej pory starała się unikać szalonej kobiety i jej męża, który przerażał ją równie mocno.

Ciszę w pokoju przerwało ciche stukanie dochodzące od strony okna. Na marmurowym parapecie siedziała duża, brązowo-szara sowa z listem w dziobie. Nastolatka odebrała zwierzęciu wiadomość i niemal podskoczyła z radości, gdy na kopercie zobaczyła herb Hogwartu. Cała w skowronkach niemal zbiegła po kamiennych schodach do salonu i podeszła do siedzącego tam mężczyzny, wyjmując mu z rąk Proroka Codziennego, na którego miejsce wsunęła pożółkły list.

– Widzę, że nareszcie go dostałaś, Vanesso. – Niebieskooki uśmiechnął się pod nosem i zmrużył zadowolony oczy.

– Miałeś jakieś wątpliwości, wujku? – Zapytała, opierając lewą rękę na biodrze. Złoty pierścień na chwilę przykuł uwagę czarodziej, który odchrząknął niezręcznie i przełamał woskową pieczęć, której odłamki spadły na zimną posadzkę. – Zobaczmy, co jest w środku. – Powiedział, odkaszlnął i zaczął czytać, a dziewczyna usiadła na drugiej kanapie. – „Szanowna Panno Travers, Mamy przyjemność Pannę poinformować, że została Panna przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia. Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujemy pańskiej sowy nie później niż 31 lipca. Z wyrazami szacunku, Minerwa McGonagall, zastępca dyrektora.”

Z każdym przeczytanym słowem uśmiech na ustach niebieskookiej poszerzał się, aż urósł tak bardzo, że zaczęły boleć ją policzki. Lucjusz z rozbawieniem patrzył, jak jego podopieczna wierci się na swoim miejscu i uśmiecha się jak opętana. Widzieć ją taką szczęśliwą było dla niego jak najlepsza nagroda. Mężczyzna wierzył, że Czarny Pan z wdzięczności podaruje mu ważne stanowisko w Ministerstwie lub nawet mianuje swoją prawą ręką.

– Idziemy na Pokątną?! – Arystokratka nie wytrzymała narastającego w niej napięcia i z rozmachem wstała z kanapy, przez co zakręciło jej się w głowie.

– Tak, idziemy na Pokątną. – Blondyn potwierdził i schował listę potrzebnych przedmiotów do kieszeni swojej czarnej szaty. Następnie przywołał Zgredka, któremu kazał powiadomić o wyjściu Draco i Narcyzę oraz napisać stosowny list do Hogwartu.

Kiedy cała rodzina była już gotowa, Lucjusz przywołał pojemnik z proszkiem Fiuu i skierował się do dużego, ozdobnego kominka. Wszedł do środka, a jego czarne buty ubrudziły się od popiołu. Blondyn wziął garść proszku i rzucił ją pod swoje nogi, mówiąc: „Na Pokątną!”. Strawiły go zielone płomienie, a Draco przełknął zdenerwowany ślinę — to miała być jego pierwsza podróż tym sposobem. Kolejna była Narcyza, a zaraz za nią ruszyła Vanessa, która zaśmiała się dźwięcznie na widok przerażonej miny kuzyna.

– Kominek jest dość duży, żebyśmy oboje się w nim zmieścili. – Powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. Blondyn spojrzał na nią z wdzięcznością i szybko stanął obok niej. Razem nabrali trochę proszku i spojrzeli na siebie. – Na trzy. Raz… Dwa… Trzy! – Puścili proch i razem krzyknęli nazwę ulicy.

Pojawili się przy wejściu do Dziurawego Kotła, na samym początku ulicy Pokątnej. Wszystkie sklepiki były kolorowe, a wystawy w witrynach przyciągały uwagę. Między budynkami przechadzali się czarodzieje, czarownice i nawet skrzaty domowe. Dzieciaki były zachwycone i całkowicie oczarowane. Z błyszczącymi od podekscytowania oczami, rozglądały się dookoła, na co Pani Malfoy zareagowała cichym chichotem. Lucjusz natomiast wyciągnął listę i rozłożył pergamin, by ułożyć jakiś plan zakupów. Gdy tylko lodowe oczy wyłapały pożółkłą kartkę, chuda ręka Van natychmiast wyrwała ją z ręki wuja i zabrała się za czytanie, które utrudniał jej Dracon, starający się coś dostrzec przez jej ramię.

HOGWART SZKOŁA MAGII I CZARODZIEJSTWA UMUNDUROWANIE
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1. Trzy komplety szat roboczych (czarnych).
2. Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną).
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo innego rodzaju).
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne).
UWAGA: wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.
PODRĘCZNIKI
Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
1. „Standardowa księga zaklęć (I stopień)” Mirandy Goshawl
2. „Dzieje magii” Bathildy Bagshot
3. „Teoria magii” Adalberta Wafflinga
4. „Wprowadzenie do Transmutacji (dla początkujących)” Emerika Switcha
5. „Tysiąc magicznych ziół i grzybów” Phyllidy Spore
6. „Magiczne wzory i napoje” Arseniusa Jiggera
7. „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” Newta Scamandera
8. „Ciemne moce: Poradnik samoobrony” Quentina Trimble’a.
POZOSTAŁE WYPOSAŻENIE
– 1 różdżka
– 1 kociołek (cynowy, rozmiar 2)
– 1 zestaw szklanych lub kryształowych fiolek
– 1 teleskop
– 1 miedziana waga z odważnikami.

Studenci mogą także mieć sowę ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.
PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM, ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT NIE ZEZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ.

Pan Malfoy westchnął cicho i spojrzał na rozpromienioną dziewczynę, która ‘brutalnie’ odebrała mu pergamin. Dobrze wiedział, że pogadanka o dobrych manierach i zachowaniu w miejscach publicznych nie zadziałałaby na nią w żaden sposób, więc postanowił nie strzępić sobie języka. Odchrząknął.

– Zatem gdzie chcesz iść najpierw? – Zapytał.

– Do Madame Malkin po szaty, a później po tiarę do Twilfitt’a i Tatting’a. – Mały blondyn jęknął, ale został całkowicie zignorowany. – Potem możemy pójść do Scribbulusa, następnie po kociołek, do apteki Sluga i Jiggera, Esów i Floresów, a na koniec do sklepu Ollivanderów.

– Może być. Po szaty, tiarę i do Scribbulusa pójdziesz z Narcyzą, ja i Draco mamy coś do załatwienia. Musimy pójść jeszcze do Gringotta, a jak starczy czasu będziecie mogli wejść do sklepu ze sprzętem do Quidditcha.

– Chodźmy, ciociu! – Vanessa złapała blondynkę za rękę i czarownice ramię w ramię ruszyły do sklepu z odzieżą.

Właścicielka zdjęła miarę i pokazała kilka wzorów mundurków szkolnych. Nessa zdecydowała się na dwa skromne zestawy ze spódnicą do kolan i sweterkiem z dekoltem w łódkę oraz jeden zestaw z trochę krótszym dołem i dekoltem w kształcie serka. Narcyza dobrała do tego odpowiednie buty i podkolanówki oraz białe koszule, a także krawaty, które zmienią barwę po przydzieleniu dziewczyny do któregoś z domów. Dziewczyna wybrała jeszcze elegancki płaszcz zimowy i złożyła zamówienie. Zadowolona Madame zobowiązała się je zrealizować w czasie nie dłuższym niż 3 dni i zaprosiła dziewczynkę do działu z rękawiczkami. Nessa rozglądała się przez chwilę i w końcu wybrała brązowe rękawice ze smoczej skóry, które Madame schowała do markowej, papierowej torby i podała Narcyzie.

Następnie arystokratki weszły do sklepu z banerem: „Twilfitt & Tatting”, gdzie przede wszystkim sprzedawano wszelkie nakrycia głowy, a właściciele robili poważną konkurencję Pani Malkin. Niebieskookie z zainteresowaniem przeglądały prezentowane tiary, ale większość z nich w jakiś sposób im nie odpowiadała. Zły szew, nie ten kolor, tu coś się pruje, tam jest jakaś rysa. W końcu jednak znalazła się jedna tiara, która sprostała wymaganiom kobiet. Pani Malfoy zapłaciła i razem z nastolatką skierowała się do niebieskiego budynku naprzeciwko — Sklepu Scribbulusa.

Wnętrze budynku pachniało pergaminem, woskiem i atramentem. Na długim blacie poukładane były różnego rodzaju pióra do pisania i rozmaite flakony z atramentem. Arystokratka szybko chwyciła kilka buteleczek czarnego atramentu o zapachu jeżyn, zestaw pergaminu i od razu podeszła do piór. Przeglądała wszystkie pisadła z uwagą, aż wreszcie zauważyła czarne pióro z kobaltowym uchwytem, srebrną stalówką i wygrawerowaną na boku sową, która latała po całym pisadle. Przedmiot bardzo jej się spodobał, więc kupiła go razem z pozostałymi rzeczami i standardowym, szarym piórem.
Następnie kobiety odwiedziły czarny budynek stojący tuż obok sklepu z artykułami piśmienniczymi: „Kotły — wszystkie rozmiary — miedziane, mosiężne, cynowe, srebrne — samo mieszalne – składane”. Nastolatce, aż zakręciło się w głowie przez tak długą nazwę zakładu, ale nie zraziło jej to. Dziarskim krokiem weszła do środka i przy pomocy ekspedienta szybko znalazła to, czego potrzebowała. Nim Narcyza zdążyła zapłacić, do środka dumnym krokiem wszedł Lucjusz, a tuż za nim podążał Draco z tajemniczym uśmiechem na twarzy, który od razu zwrócił uwagę brązowowłosej. Dziewczyna uniosła pytająco brew, jednak chłopiec tylko pokręcił głową na znak, że nic jej nie powie. Niebieskooka wzruszyła ramionami i z figlarnym uśmiechem patrzyła, jak Lucjusz płaci za kociołek i wagę, a kiedy była pewna, że dorośli na nich nie patrzą, chwyciła blondyna za rękę i razem z nim wybiegła na zewnątrz.

– O co chodzi? – Zapytała i spojrzała w stalowe oczy kuzyna.

– Nic ci nie powiem, Van. – Skrzyżował ręce na piersi. – To sekret. – Dodał, widząc, iż dziewczyna nie ustąpi.

– Oj no weź! – Jęknęła przeciągle. – Swojej ulubionej kuzynce nie powiesz? – Szturchnęła go łokciem.

– Wszystkiego się dowiesz, ale później. – Mruknął, masując bolący brzuch, który miał bliskie spotkanie z łokciem szatynki.

– Nie chcę czekać! – Zaprotestowała i lekko poczerwieniała na twarzy.

– Będziesz musiała. – Zaśmiał się i pociągnął ją do stojącej niedaleko Apteki Sluga i Jiggera.

Oboje zaciągnęli się zapachem, który unosił się w powietrzu przed sklepem i uśmiechnęli się z rozmarzonymi minami, wyczuwając woń mięty i świeżych kwiatów mandragory.

W środku przywitali ich starsi panowie, którzy z uprzejmymi uśmiechami pokazali Vanessie szklane i kryształowe fiolki oraz wyjaśnili, na czym polega różnica. Młoda Travers zdecydowała się na drugą opcję, ponieważ kryształ był mocniejszy i bardziej odporny na uszkodzenia niż zwykłe szkło, które szybko się tłukło. Dziewczyna zapłaciła swoimi pieniędzmi i razem z kuzynem podeszła do państwa Malfoy, którzy stali na ulicy i nerwowo rozglądali się za dziećmi, które zniknęły im z oczu.

– Tu jesteście! – Zawołała Narcyza i razem z mężem podeszła do ‘młodych’ nastolatków. – Gdzie byliście? Nie powinniście byli nam tak uciekać!

– Spokojnie, ciociu. Poszliśmy do apteki po fiolki, nic takiego się nie stało. – Niebieskooka machnęła lekceważąco ręką i pisnęła cicho, gdy blondynka niespodziewanie ją uścisnęła.

– Nie straszcie mnie tak więcej! – Rozkazała i chwyciła młodych za nadgarstki, prowadząc ich do księgarni „Esy i Floresy”.

– Weź wszystkie potrzebne podręczniki, a my rozejrzyjmy się za czymś do naszej rodowej biblioteki. – Powiedział Lucjusz i lekko pchnął Nessę w stronę półek z książkami szkolnymi.

Lodowooka skinęła głową i nucąc pod nosem, weszła pomiędzy liczne regały, gdzie niemal od razu znalazła „Wprowadzenie do Transmutacji” i „Standardową księgę zaklęć”. Po kilku minutach miała wszystkie podręczniki poza pracą Newta Scamandera. Arystokrata rozglądała się uważnie, gdy nagle na jednym z zakrętów z kimś się zderzyła. Tuż przed nią stała niska dziewczyna o azjatyckich rysach twarzy, ciemnych oczach i włosach. Tuż obok ciemnowłosej pojawiła się wyższa dziewczyna z naręczem książek. Czarownica miała niebieskie oczy i kędzierzawe, rudoblond włosy.

– Przepraszam, nie zauważyłam was. – Powiedziała Van skruszonym głosem i pomogła Azjatce pozbierać książki z podłogi.

– Nic się nie stało. – Czarnooka uśmiechnęła się promiennie i chwyciła podręczniki pod pachę. – Jestem Cho Chang, a to moja przyjaciółka Marietta Edgecombe.

– Miło mi was poznać. – Uścisnęła ich wyciągnięte ręce. – Jestem Vanessa Travers. Nie wiecie może, gdzie znajdę podręcznik do Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami?

– Jest na końcu tamtej alejki. Pośpiesz się, bo zostały tylko dwa egzemplarze. – Marietta wskazała jeden z korytarzy i uśmiechnęła się delikatnie. – Ty też jedziesz na swój pierwszy rok do Hogwartu?

– Tak i szczerze mówiąc, trochę się tym stresuję. – Travers przyznała z lekkim rumieńcem.

– Może trafimy do jednego domu?! – Zawołała podekscytowana Cho, która natychmiast umilkła, gdy podobna do niej czarownica, zawołała ją i Edgecombe. – Musimy już iść, do zobaczenia w pociągu, Vanesso!

– Pa! – Dziewczyny odeszły, a szatynka ruszyła po brakujący podręcznik. Jej jasne usta uśmiech wyginał w delikatny łuk, a policzki i uszy przybrały barwę zbliżoną do koloru jej sukienki. Dziewczyna cieszyła się, że w tym wszystkim nie będzie całkowicie sama i już zdobyła dwie koleżanki.

Jej szczery uśmiech niemal rozświetlał całą księgarnię, a to przykuło uwagę państwa Malfoy, którzy spojrzeli na siebie, a potem na swoją podopieczną. Czarodzieje postanowili nie wnikać w przyczyny radości dziewczyny i milcząc, zapłacili za książki.

– Gdzie teraz idziemy? – Zapytał Draco, gdy ponownie znaleźli się na zatłoczonej ulicy. Nogi bolały go już od ciągłego chodzenia, a wiatr rozwiewał mu idealnie ułożone włosy. Poza tym dziesięciolatek chciał jak najszybciej odwiedzić „Markowy sprzęt do Quidditcha”. Lucjusz spojrzał na syna karcąco, a następnie przerzucił wzrok na brązowowłosą, która patrzyła na niego z wyczekiwaniem.

– Chyba nadeszła pora, by udać się po twoją różdżkę. – Powiedział i pogłaskał dziewczynkę po głowie. Wszyscy razem udali się do sklepu Ollivanderów, gdzie przywitał ich wysoki mężczyzna o białych włosach w nieładzie i szerokim uśmiechu.

– Ach! Witam pannę Travers! – Zawołał wesoło i zniknął na zapleczu. Po kilku minutach czarodziej wrócił z kilkoma podłużnymi pudełkami, które otworzył jedno po drugim. Oczom dziewczyny ukazały się różne różdżki. Wszystkie były wykonane z innego drewna, miały inny kształt i rdzeń, różniły się także długością oraz giętkością.

Niebieskooka wzięła pierwszą i zamachnęła się lekko. Pobliski taboret gwałtownie uniósł się i roztrzaskał o brudny sufit. Drewniane kawałki z hukiem opadły na podłogę, a kilka drzazg trafiło w grubego, białego kota siedzącego na parapecie, który natychmiast uciekł, głośno miaucząc.

– Bardzo pana przepraszam. – Powiedziała zawstydzona i natychmiast odłożyła różdżkę.

– Nic się nie stało. – Podrapał się po bujnej czuprynie i podał dziewczynce następny magiczny patyk.

Druga różdżka także okazała się nie być tą właściwą… podobnie było z kolejnymi sześcioma. W końcu mężczyzna miał już dość zniszczeń i postanowił zaryzykować. Białowłosy podszedł do najbardziej oddalonego regału i z szuflady zamykanej na kluczyk, wyciągnął czarne pudełko. Położył przedmiot przed Nessą i otworzył wieczko. Wewnątrz, na złotym, zamszowym wypełnieniu, leżała zgrabna, czarna różdżka z zielonymi kryształami na końcu rączki. Van wzięła ją do ręki i niemal od razu poczuła przeszywające ją ciepło. Drobne ciało otoczyła żółto-złota poświata, a na jej ciemne włosy opadły kolorowe iskry.

– A więc jednak. – Sprzedawca mruknął pod nosem, a pan Malfoy wypiął dumnie pierś, jakby to on odebrał swoją pierwszą różdżkę. – Bardzo sztywna, czarny bez, 16 cali, włos z głowy Wili. To bardzo potężna różdżka. Wygląda na subtelną i niegroźną, ale nie można dać się jej zwieść. Ma szczególnie mroczną i przerażającą reputację, jeśli chodzi o pojedynki i wszelkiego rodzaju przekleństwa. – Niebieskooka uważnie słuchała każdego słowa, a Draco złapał ją za rękę, wyczuwając nagłe napięcie w powietrzu. – Posiadając ją, możesz dokonać rzeczy bohaterskich, ale też niebezpiecznych. Wspaniale nadaje się do Transmutacji. Może służyć nawet w bardzo skomplikowanych aspektach tego przedmiotu. Używaj jej z rozwagą, a dokonasz wielkich rzeczy.

– Będę z nią ostrożna. – Zapewniła i uśmiechnęła się niepewnie. Pani Malfoy objęła dzieci ramionami i razem z nimi wyszła z budynku, gdy zadowolony Lucjusz płacił za różdżkę i potajemnie kupił do niej stojak.

– Nie przejmujcie się nim. – Blondynka zaczęła uspokajać swoich podopiecznych, widząc ich lekko wystraszone miny. – Zdziwaczał na starość i wygaduje głupoty.

– Skoro tak mówisz, ciociu. – Brązowowłosa odparła wymijająco i spuściła wzrok na swoje błyszczące baleriny. – Teraz do banku, tak?

– Tak. – Potwierdził Lucjusz, który nagle znalazł się za nią i przestraszył małą Travers, przyprawiając ją o szybsze palpitacje serca.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

W banku wszystkie gobliny przypatrywały im się z uwagą. Państwo Malfoy szli dumnie z wysoko uniesionymi głowami, a Vanessa i Draco dreptali za nimi niepewnie. Niskie istoty liczące pieniądze napawały ich niepokojem i strachem, w każdej chwili byli gotowi do ucieczki. Rodzina Malfoyów podeszła do ostatniego stanowiska, przy którym stał niski goblin z szarymi włosami, pomarszczoną twarzą i długim nosem, który zaleczył kompleksy Van na temat jej własnego. Lucjusz odchrząknął, czym zwrócił na siebie uwagę stwora.

– W czym mogę służyć? – Zapytał ochrypłym głosem i odłożył rude pióro, którym coś notował w opasłej księdze.

– Przyszliśmy, aby wybrać pieniądze ze skrytki 1408. – Powiedział i spojrzał na bankiera z wyższością.

– Rozumiem. Czy panna… – spojrzał na jedną ze stron opasłej księgi – Travers ma swój klucz? – Mężczyzna wychylił się do przodu i spojrzał na dziewczynkę, unosząc siwą brew, która podjechała aż pod linię przerzedzonych włosów.

– Oczywiście. – Narcyza szybko chwyciła rękę Vanessy i pokazała goblinowi pierścionek, którego mała Travers nigdy nie zdejmowała.

– Chodźmy więc. Do skarbca mogą wejść tylko dwie osoby. – Uprzedził i spojrzał znacząco na Panią Malfoy i jej pierworodnego.

– Wy idźcie, a my poczekamy. – Narcyza szepnęła coś do Lucjusza i chwytając Draco za rękę, opuściła bank Gringotta.

Vanessa spojrzała niepewnie na swojego wujka i chwyciła go za rękę, na co ten lekko się wzdrygnął. Jego niebieskie oczy zeskanowały sylwetkę dziewczyny, a poważną twarz na chwilę rozświetlił lekki uśmiech. Lucjusz zacisnął swoje palce na małej dłoni i spokojnym krokiem ruszył za goblinem.

Travers rozglądała się po podziemiach banku i uchyliła usta z wrażenia, widząc metalowy wagonik na szynach, który oświetlały dwie lampy. Dziewczyna usiadła na niewygodnym siedzeniu i zapięła pas, tuż obok niej miejsce zajął blondyn, a przed nimi usiadł ich przewodnik. Środek transportu na początku poruszał się powoli, a potem gwałtownie przyspieszył do zawrotnej prędkości. Mijali wiele skrytek, aż wreszcie dotarli na najniższe piętro, gdzie skarbce strzeżone były przez prawdziwe smoki. Vanessa zadrżała ze strachu, widząc ogromnego gada o białych i szarych łuskach, który pilnował wejścia do jej skrytki. Bestia miała potężne skrzydła i mocne łapy zakończone ostrymi, jasnymi szponami, które błyszczały jak rybie łuski. Z długiego, smukłego pyska wystawały ostre kły, spomiędzy których czasami wychylał się język rozdwojony na końcu. Granatowe oczy przypatrywały się nowo przybyłym, a z potężnego gardła wydobył się głośny pomruk, który echem potoczył się po całym podziemiu.

– Panno Travers – odezwał się goblin – to jest Szafir. Pilnuje twojego schowka od czasów jego powstania, był wtedy jeszcze małym smokiem. Po raz pierwszy byłaś tu, mając pół roku i to właśnie wtedy Szafir zapamiętał twój zapach. Od śmierci twojej matki jesteś jedyną osobą, jaką przepuści dalej. – Jego skrzekliwy głos przerwał niepokojącą ciszę, a wspomnienie o matce wzbudził w Nessie dziwny stan, którego nie potrafiła określić.

Dziewczyna przełknęła ślinę i wyszła z wagonika, niepewnie stając na metalowej platformie. Smok zaciągnął się powietrzem i zamruczał gardłowo. Zniżył głowę i wypuścił nozdrzami gorące powietrze, które owiało drżące z zimną ciało szatynki. Dziewczyna drgnęła i niepewnie położyła rękę na pysku gada, który przymknął oczy i zastygł w bezruchu. Van uśmiechnęła się i już pewniej przesunęła dłoń na jego brodę i pogładziła gładkie łuski, uśmiechając się szeroko. Szafir otworzył oczy i uniósł masywny ogon, odsłaniając wysokie na dwa metry żelazne drzwi. Niebieskooka, uważnie obserwowana przez trzy pary oczu, podeszła do nich i szybko odszukała zamek. Był to niewielki otwór o kształcie pierścienia, w którym dziewczyna umieściła złoty krążek zdobiący jej lewą dłoń.

Coś zachrzęściło i zazgrzytało, a pierścionek wsunął się głębiej w otwór. Przez chwilę dziewczyna słyszała tylko nieznośny dźwięk metalu trącego o metal, a potem nastała cisza. Drzwi otworzyły się, a na ich wewnętrznej stronie także znajdował się otwór o kształcie pierścienia, w którym Nessa znalazła swoją ozdobę. Brązowowłosa szybko nałożyła pierścionek na palec i dopiero wtedy rozejrzała się po swoim skarbcu. Monety leżały w wielkich stosach, pokrywając podłogę grubą, złotą warstwą, a na ścianach wisiały drogie obrazy oprawione w ramy z masy perłowej. Naprzeciw wejścia, przy ścianie stała gablota wykonana z ciemnego drewna. Na długich półkach ustawione były szkatułki i różne albumy na zdjęcia. Prowadziła do niej wąska ścieżka, której nie pokrywały Galeony czy nieliczne Sykle.

Travers najpierw zabrała garść monet, którą włożyła do leżącej niedaleko sakwy, a potem chwyciła brązowy album i ruszyła do wyjścia. Gdy tylko opuściła skrytkę, smok zatrzasnął ciężkie drzwi jednym machnięciem ogona. Słysząc zgrzyt metalu, zacisnęła palce na brązowej skórze oprawiającej album i pośpiesznie podeszła do Lucjusza i goblina, którzy czekali na nią przy wagoniku.

Chciała jak najszybciej wyjść na światło dzienne.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Draco i Narcyza weszli do dużego sklepu i niemal od razu podszedł do nich sprzedawca, który wyglądał na bardzo zdenerwowanego.

– Ach! Pani i panicz Malfoy. – Uśmiechnął się krzywo, a po karku spłynęło mu kilka kropel potu. Spod ulizanych włosów prześwitywała łysina, a fioletowe spodnie na szelkach i żółta koszula były niemal w strzępach. Całe porwane i podrapane. W niektórych miejscach było nawet widać ślady krwi.
Narcyza otaksowała mężczyznę uważnym spojrzeniem i westchnęła poirytowana. Machnięciem różdżki poprawiła ułożenie swoich blond włosów i skrzywiła się jak po zjedzeniu cytryny.

– Rozumiem, że jeszcze pan nie skończył. – Powiedziała chłodnym, pretensjonalnym głosem.

– Niestety… – Przyznał niepewnie i skierował wzrok na jasną podłogę, która w wielu miejscach była zniszczona i brudna.
Niebieskooka westchnęła i potarła skronie. Zaraz potem spojrzała na swojego syna, który wyglądał na równie zniecierpliwionego co ona.

– Draco – blondyn spojrzał na nią z zaciekawieniem – idź do sklepu ze sprzętem do Quidditcha i poczekaj tam na ojca i Vanessę. Kiedy przyjdą, przyślij tu Lucjusza.

Chłopiec skinął głową i z lekkim uśmiechem ruszył do sklepu, do którego chciał się udać, od kiedy zawitali na ulicy Pokątnej. Czerwony budynek i leżące na wystawie miotły przyciągały wzrok wielu, zwłaszcza pewnej rodziny rudzielców, która właśnie pojawiła się na ruchliwej ulicy.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Vanessa i Lucjusz zadowoleni wyszli z banku. Malfoy, nie widząc nigdzie Narcyzy, postanowił od razu ruszyć do sklepu z miotłami, gdzie podejrzewał, że znajdzie Dracona. Nie mylił się. Gdy tylko mały blondyn dostrzegł ojca przez duże okno, od razu wyszedł mu na spotkanie.

– Matka chce, żebyś do niej przyszedł. – Powiedział tylko i skinięciem głowy wskazał alejkę prowadzącą do sklepu.

– Rozumiem, nie oddalajcie się stąd dalej niż dwa sklepy. – Powiedział i od razu ruszył we wskazanym kierunku. Po jego bladej twarzy błądził mały uśmiech. Czarodziej zastanawiał się, jak Vanessa zareaguje na niespodziankę?

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Draco niemal wciągnął Nessę do sklepu i od razu pobiegł oglądać miotły, zostawiając dziewczynę gdzieś z tyłu. Jedenastolatka z zaciekawieniem rozglądała się po estetycznie ustawionych produktach i uśmiechnęła się, czując słodkie zapachy najnowszych past i wosków do pielęgnacji mioteł. Brązowowłosa przechadzała się między półkami, aż wreszcie dotarła do nieco starszych modeli mioteł, które wisiały na metalowych hakach przymocowanych do ściany.

– Nie wiem, po co się na nie gapisz. Pierwszoroczniakom nie wolno mieć własnych mioteł.

Niebieskooka odwróciła się zaskoczona do tyłu i spojrzała na wysokiego, chudego chłopaka z piegami, brązowymi oczami,które przesłaniały okulary i jaskrawoczerwonymi włosami.

– Skąd wiedziałeś, że to będzie mój pierwszy rok w Hogwarcie? – Zapytała, przypatrując mu się uważnie, był może trzy czy cztery lata starszy od niej.

– Nie wiedziałem, ale teraz mam już pewność. – Westchnął i zatrzasnął książkę, którą trzymał w ręce i schował ją do wewnętrznej kieszeni starego, przetartego płaszcza – Jestem Percy, Percy Weasley. – Przedstawił się i wyciągnął rękę, którą lodowooka od razu uścisnęła.

– Vanessa Travers. – Odpowiedziała z uśmiechem. – Miło mi cię poznać. – Dodała szybko by nie wyjść na niewychowaną.

Rudzielec uśmiechnął się lekko i uchylił usta, by coś powiedzieć, jednak przerwało mu nagłe pojawienie się Dracona, który spojrzał na niego z niezadowoleniem.

– Nie gadaj z nim, Van. To zdrajca krwi, nie warto marnować na niego czasu. – Warknął tylko i wyprowadził nastolatkę ze sklepu.

– Draco! To było niemiłe! – Skarciła go, krzyżując ramiona na piersi i wydęła policzki niczym chomik. Draco zaśmiał się, widząc pochmurną minę kuzynki i szturchnął ją łokciem w bok.

– Przestań się boczyć i lepiej się odwróć.

Zaskoczona dziewczyna obejrzała się za siebie i zamarła, widząc Lucjusza i Narcyzę. Kobieta trzymała kilka dużych siatek w różnych kolorach, a blondyn w swoim silnym uchwycie zamknął metalową klatkę, w której siedział duży, puchaty kot. Jego sierść była szara w ciemne pręgi, a brzuch i pyszczek miały barwę śniegu. Z daleka zwierzę wyglądało na srebrną zjawę o puchatym ogonie i przenikliwych, złotych oczach.

– To dla mnie? – Zapytała, podbiegając do mężczyzny.

– Oczywiście, że tak, skarbie. – Powiedziała Narcyza. – Cały dzień załatwialiśmy sprawy z nim związane. – Przyznała, z uśmiechem patrząc na uradowaną dziewczynkę.

– Tyle zachodu dla kota? Dlaczego?

– Chyba nie sądziłaś, że pozwolę rodzicom puścić cię samą do obcego miejsca. – Blondyn stanął obok Travers i objął ją ramieniem, uśmiechając się pod nosem.

– Resztę omówimy w domu, a teraz szybko nadaj mu imię, bo jest dość ciężki razem z tą klatką. – Przyznał Lucjusz, czerwieniąc się z wysiłku. Lodowooka potarła palcami brodę i zamyśliła się na chwilę. Zaraz jednak jej twarz rozpromienił uśmiech, gdy wpadła na idealne imię dla swojego nowego zwierzaka.

– To będzie dobre. – Cyzia szepnęła mężowi na ucho i uśmiechnęła się pod nosem, widząc znajomy błysk w oczach nastolatki. Ness od zawsze miała ‘talent’ do nazywania ulubionych zabawek czy przedmiotów, więc Malfoy’owie nie mieli absolutnie żadnych wątpliwości, iż imię kota nie będzie czymś pospolitym jak Shadow, Demon czy Black. Travers podeszła bliżej klatki i spojrzała zwierzęciu prosto w oczy. Kot poruszył się niespokojnie i postawił uszy pionowo.

– Nazwę cię Kamerdyner! – Zawołała z szerokim uśmiechem.

Pani Malfoy zaśmiała się perliście, a Draco parsknął śmiechem.

– Gorszego imienia nie mogłaś wybrać! – Zaśmiał się i postukał w klatkę, na co Kamerdyner zareagował głośnym syknięciem.

– Dobrze, już dobrze – stęknął Lucjusz – wracajmy do domu.

Opublikowano
Kategorie Harry Potter
Odsłon 434
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!