Zapach pomarańczy//one shot

Tak nie cierpiał zapachu pomarańczy, było to jednak jedyne co pozostało na tym świecie po Reggie. Pamiętał jedynie jasne, rude i krótkie włosy oraz zapach. Nikt inny nie pachniał tak jak ona. Wszyscy śmiali się z tego, że spędza z nią czas. Według nich była to zwykła dziwaczka z wysuszonym plasterkiem pomarańczy na szyi. Zawsze powtarzała, że ma to odstraszać jakieś zwierzęta, których nazw nigdy nie zapamiętał. Teraz stojąc nad nagrobkiem z szarego marmuru, nadal czuł intensywny zapach pomarańczy. Takich ludzi się nie zapomina, pomyślał i odszedł zostawiając przeszłość daleko za sobą.
~~~
Regina Moore – Weasley
7.10.1970r. – 02.05.1998r.
“Pamiętaj o dobrych wspomnieniach, a jeżeli trafią się takie złe, zawsze możesz poprosić bym je odgoniła”
~~~
Zapach pomarańczy rozniósł się po kuchni. Rudowłosa dziewczyna idealnie wtapiająca się w rodzinę Weasley’ów, wbiegła do salonu głośno się śmiejąc.
– Bill zostaw mnie!
Państwo Weasley uśmiechnęli się na widok dwojga nastolatków, bawiących się tak beztrosko. Nie chcieli by szczęście, które jest przecież tak ulotne, opuściło ich szybko. Mimo największych chęci, nie da się zmieniać przeznaczenia, bynajmniej świadomie.
~~~
Druga wojna czarodziejów odbyła się 2 maja 1998 roku.
~~~
– Bill! Zaczekaj na mnie, cwaniaku jeden!
– O nie! Nie dam się nabrać! Nie tym razem!
– Wracaj do cholery!
– A sama se wracaj!
– Bill! W tej chwili tu wracaj! – chłopak stanął przed dziewczyną.
– A co martwisz się, że sobie coś zrobię?
– A żebyś wiedział – Bill pogładził dziewczynę po policzku.
– Cieszę się – przyciągnął ją do siebie, łącząc usta w pocałunku. Wdychał intensywny zapach pomarańczy i pogłębiał pocałunek. Nie wiedział ile tak stali. Mogły być to 3 minuty, a może i więcej. Mocno trzymał dziewczynę w talii, a ta zarzuciła mu ręce na szyję.
-Ej! Wy tam! Tak o was mówię! Na kolację! – głowa Charilego natychmiast schowała się z powrotem. Bill spojrzał na Reggie i uśmiechnął się. Odwzajemniła go. Teraz stojąc w nikłym świetle księżyca, Bill zrozumiał, że jedyne czego pragnie to uśmiech Reggie. Nie widział go od tak dawna, że myślał tylko o tym by ujrzeć go jeszcze raz. Umysł podlega złudzeniom, ale serca nie oszukasz.
~~~

Zginęło w niej wielu ludzi.
~~~
Bill spojrzał na Reggie. Ukląkł na jedno kolano i milczał przez chwilę, wyciągając przy tym małe pudełeczko.
– Regino Moore, czy zostaniesz ze mną na dobre i na złe. Uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
– Trochę to oklepane Bill. Mógłbyś być bardziej pomysłowy
– Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem
– No cóż, życie potrafi zaskoczyć
– To co, wyjdziesz za mnie?
– No pewnie, jeszcze 5 minut temu myślałam, że już nigdy nie zapytasz
– Oj tam. Chyba mi nie powiesz, że nie jesteś szczęśliwa?
– A co jak tak?
– No to wyjazd
– A spoko, to spadam – Bill przyciągnął Reggie do siebie.
– Nie tak prędko słońce – złożył długi pocałunek na wargach dziewczyny.
I ponownie tyko księżyc był niemym świadkiem ich spotkania.
~~~
A równie wielu straciło rodzinę.
~~~
Reggie gwałtownie usiadła, szeroko otwierając przy tym oczy z przerażenia. Nie znajdowała się już w lochach lecz w sypialni, a jej plecy nie były mokre od krwi tylko od potu. Przeszedł ją dreszcz. Znowu to samo. Ten koszmar nawiedzą ją co noc. Usłyszała, że Bill siada obok niej.
– Co się stało? – zapytał zachrypniętym głosem.
– Nic, zupełnie nic – odparła dziewczyna nerwowo – idź dalej spać
– Przecież widzę, że coś się dzieje. Znowu nawiedził cię ten koszmar?
– Ychy – to jedyne co Reggie mogła z siebie wydusić. Poczuła jak Bill przytula ją od tyłu, gładząc delikatnie po brzuchu.
– Już spokojnie. Nic ci się nie stanie. Jestem tutaj z tobą, nie zostawię cię. Obiecuję. Chodźmy spać. – położył się powoli dalej obejmując dziewczynę.
– Dziękuję Bill
~~~
Innym zawalił się cały świat.
~~~
Bill stał przy ołtarzu patrząc na kobietę stojącą na przeciwko niego. Spełniało się właśnie jego największe marzenie. Wszystko potoczyło się szybko. Reggie nie mogła wyobrazić sobie bardziej szczęśliwego dnia. Jednak wszystko przerwał atak śmierciożerców. Nie pamiętała kiedy została sama. Wiedziała tylko, że celuje w nią jeden z mężczyzn w maskach. Była bezbronna, bez różdżki w długiej sukni i butach na obcasie nie miała żadnych szans. Próbowała uciekać, jednak szybko wylądowała na ziemi. Biała sukienka była już brudna i podarta. Reggie poczuła ciepłą ciecz na prawym ramieniu. Przy upadku musiała zahaczyć o jakiś korzeń, gdyż jej ręka była cała we krwi. Śmierciożerca zbliżał się nieubłaganie. Kobieta próbowała wstać u uciekać dalej, jednak zamaskowany człowiek jednym ruchem różdżki przyszpilił ją do ziemi. Ramię ponownie zahaczyło o coś na ziemi, co wywołało jęk bólu. Reggie zobaczyła sylwetkę Pana Weasleya i swojego męża za śmierciożercą. Dostał on szybkim zaklęciem drętwoty i po chwili Bill stał już nad nią.
– Nic ci nie jest?
– Niezbyt…
– O Boże… – mężczyzna spojrzał na ramię dziewczyny – chodź szybko, do domu. Trzeba to opatrzyć.
W kuchni była już cała reszta Weasleyów, oprócz Ron’a, który gdzieś zniknął.
– Och kochanieńka, chodź tutaj opatrzę ci to ramię. Nie wygląda to dobrze. Uwaga teraz zaboli – to mówiąc Molly polała ranę wodą utlenioną. Reggie syknęła przez zęby. Kobieta patrzyła jak jej rana jest obmywana i bandażowana. Po wszystkim Bill objął ją ramieniem i zaprowadził do swojego starego pokoju gdzie mieli spędzić noc.
– Bill…
– Słucham
– Kocham cię i … dziękuję za wszystko
– Oj, nie musisz dziękować. Też cię kocham. A teraz chodź umyjemy się.
~~~
A jedną z tych osób…
~~~
Reggie spojrzała na Billa.
– Kocham cię. Proszę uważaj na siebie
– Ty również kochanie – kobieta przytuliła się do męża – to może być nasze ostatnie spotkanie
– Nie mów tak…
– Kiedy to prawda Bill – weszła mu w słowo – najczystsza prawda. Obiecaj, że mimo wszystko będziesz szczęśliwy po wojnie. Jeżeli zginę nie rozpaczaj po mnie. Znaczy, pamiętaj, ale nie odcinaj się od świata
– Nie zginiesz. Nie pozwalam ci.
– To nie ode mnie zależy – Reggie mocniej wtuliła się w Billa. Pocałowała go. Gdy złamała pocałunek, usłyszeli głos. Już idą. Stanęli w pozycjach bojowych. Na początek chronili nawzajem swoich pleców, jednak potem stracili się z oczu w całym tym zamieszaniu. Gdy bitwa się skończyła, Bill nie mógł znaleźć swojej rodziny. Zobaczył ich dopiero w Wielkiej Sali. Stali wokoło dwóch noszy i płakali. Bill podbiegł do nich. Gdy zobaczył kto leży na noszach poczuł, że kolana się pod nim uginają. Na pierwszym był jego młodszy brat Fred, a na drugim…. Reggie. Blada twarz zastygła w wyrazie spokoju. Oczy były zamknięte. Szare tęczówki już nie spojrzą na niego z miłością. Krótkie brudne rude włosy okalały nieżywą twarz kobiety. Bill płakał. Nie pamiętał ile tam klęczał. Nic wtedy się nie liczyło. Świat stracił barwy.
~~~
…był Bill Weasley.
~~~

Autor Bezimienna
Opublikowano
Kategorie Harry Potter
Odsłon 780
2

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!