Nad krzyżykiem Geralda – Rozdział III

Rozdział III
Studencka rzeczywistość i „Na rogu”
Aniela

– Za jakie grzechy…? – zapytała cicho czarnowłosa dziewczyna w momencie kiedy próbowała odnaleźć swój telefon. Z urządzeniu wydobywał się denerwujący dźwięk, który wcale nie wywoływał uśmiechu na ustach jak zazwyczaj. Nagle ćwierkanie ptaków o poranku stało się dla studentki męczarnią.

– Czy możesz to wyłączyć w końcu? – Dało się słyszeć równie umęczony głos z drugiej strony pokoju.

Aniela w końcu oderwała głowę od poduszki i spod przymrużonych powiek udało jej się odnaleźć świecący ekran, na którym miała nadzieję, że wybrała opcję „wyłącz”. Po tym ponownie schowała twarz w poduszkę. Nie miała najmniejszej ochoty choćby otwierać oczu. Doskonale wiedziała, że w ten jakże cudowny, ostatni dzień weekendy musi iść do pracy. Może praca w barze nie dla każdego była czymś atrakcyjnym, ale dla świeżo upieczonej studentki mogło to być wybawieniem. Oczywiście był pewien fakt, który bardzo odpychał czarnowłosą od tej pracy, a mianowicie sytuacja sprzed około dwóch tygodni. Nie mogła tych obrazów wyrzucić z głowy… Do tej pory pamiętała kiedy trzymała w trzęsącej się dłoni telefon i drżącym głosem mówiła operatorowi telefonu alarmowego co się wydarzyło. Później była w takim szoku, że po zeznaniu dla policji musiała z pomocą współlokatorki wrócić do mieszkania, ponieważ nie była w stanie sama tego dokonać.

– Aniela… nie zaśpij tylko… – wymruczała z drugiego końca pokoju dziewczyna o krótkich farbowanych na różowo włosach.

– Nie zaśpię – obiecała, starając się podnieść z materaca. Pech chciał, że idąc do drzwi stanęła w coś mokrego i lepkiego. – Fuj… co to?!

Zdezorientowana czarnowłosa włączyła przełącznik do światła i spostrzegła, że gołą stopą stanęła na drewnianej palecie do mieszania farb. Niestety wczorajszego wieczoru były one mieszane i nie zdążyły wyschnąć.

– Karolina… przysięgam, że cię ukatrupię… – wycedziła przez zęby wściekła.

– Przepraszam, posprzątam dzisiaj – wymamrotała współlokatorka Anieli przewracając się na drugi bok i przytulając do miękkiej poduszki.

– Dziewczyno… Studia się jeszcze nie zaczęły, a ty już pracujesz w pocie czoła pozostawiając po sobie taki bałagan…! – narzekała Górka.

– Fajnie, dobranoc…

Z ciężkim sercem czarnowłosa odłożyła paletę na biurko i na jednej nodze starała się dotrzeć do łazienki, nie chcąc przypadkiem obudzić pozostałych współlokatorów niewielkiego mieszkania. Kiedy w końcu dotarła do odpowiedniego pomieszczenia, zamknęła za sobą drzwi na klucz i usiadła na skraju wanny. Dość długo zajęło jej wyczyszczenie stopy z farby, która dostała się również między palce i pod końcówki paznokci. Cały czas klęła pod nosem na swoją współlokatorkę, nawet kiedy już w względnym spokoju szczotkowała zęby.

Kiedy wróciła do pokoju zastała dziwny widok. Mianowicie Karolina siedziała na środku pokoju i segregowała swoje akcesoria artystyczne, jakieś farby i inne takie, wiele z rzeczy było dla Anieli owiane tajemnicą, a nawet swego rodzaju mistycyzmem. Studentka segregowała wszystko z takim zapałem i dokładnością, że Aniela nie mogła wyjść z podziwu, było to bardzo nietypowe…

– Karolina… co ty właściwie robisz? – spytała w końcu czarnowłosa, starając się przejść między przedmiotami jak najostrożniej.

– Zadzwonił do mnie Darek i powiedział, żebym przejrzała swoje zapasy, bo ponoć upatrzył super promki na to wszelkie akcesoria artystyczne i muszę mu listę wysłać! – oznajmiła z entuzjazmem, który niestety wyraziła trochę zbyt głośno.

– Hej! Jest sobota! Niektórzy próbują spać! – Usłyszały krzyk zza ściany po prawej stronie pokoju. Sąsiednie mieszkanie było wynajmowane przez dwóch studentów prawa z roku wyżej.

– Co to za krzyki! Ludzie jest siódma rano i jest niedziela! – Usłyszały krzyk zza ściany po lewej, studentka architektury.

– Jaka niedziela! Maria, jest sobota! – odkrzyknął chłopak z sąsiedniego mieszkania.

– Dupek z ciebie i tyle! Jak spędziłeś całą sobotę zgonując to się nie dziwię, że nie ogarniasz rzeczywistości!

Takie sytuacje były już dla nich normalnością, nawet dla tych dopiero po maturze. Niestety… Większość mieszkań w tym bloku wynajmowali studenci, więc wielu się jeszcze dziwiło dlaczego właściciel budynku nie zrobił z tego miejsca akademika. Jednak było to jednocześnie swego rodzaju zbawieniem dla garstki osób, ponieważ obowiązywała tu cisza nocna jak w każdym innym bloku. Co innego akademiki, w wielu z nich zapominano o czymś takim i organizowano huczne imprezy do późnej nocy.

– Maryśka i Kamil zachowują się jak duże dzieci – westchnęła Aniela, siadając przy biurku, aby uczesać włosy i zamaskować zmęczenie jakimś makijażem.

– Ja bym prędzej powiedziała, że jak stare małżeństwo – przyznała Karolina, a po chwili w drzwiach stanęła ich rozjuszona współlokatorka. Oczywiście musiał być przynajmniej jeden dzień w tygodniu, aby te dwie dziewczyny mogły się pokłócić. Witajcie w studenckiej rzeczywistości!

Aniela wzięła z szafy swoje ciuchy na dzisiaj i niepostrzeżenie przemknęła obok dwóch dziewczyn. W łazience szybko się przebrała, a po wrzuceniu swoich ciuchów do pralki zagościła w niewielkiej kuchni. Szykowanie śniadania jednak przerwał studentce dzwonek do drzwi. Zrezygnowana poszła, aby je otworzyć. W progu zobaczyła Kamila z mieszkania obok oraz Anetę i Aleksandrę z piętra wyżej.

To będzie katastrofa… – westchnęła w myślach czarnowłosa. Nie chodziło tu o sam fakt Kamila czy którejś z tych dziewczyn. Chodziło o fakt, że te dwie najbardziej wkurzające istoty na świecie pojawiły się tu razem.

– Co wam odjebało, żeby tak się wydzierać wcześnie rano?! – naskoczyła szatynka o podłużnej twarzy.

– Jak macie pretensję to nie do mnie – poprosiła wzdychając i odchodząc do kuchni. Aniela wróciła do szykowania śniadania, starając się odciąć od kłótni, która wybuchła w przedpokoju. Kiedy kończyła jeść posiłek sytuacja za ścianą względnie się uspokoiła. Każdy rozszedł się w swoją stronę oburzony. Dwie współlokatorki czarnowłosej dołączyły do niej w niewielkim pomieszczeniu i również wzięły się za szykowanie czegoś do jedzenia.

– Ja się zastanawiam jak ja z wami wytrzymuję… – przyznała cicho studentka, myjąc brudne naczynia. Po zostawieniu ich obok zlewu ruszyła do pokoju, gdzie spakowała torebkę, chowając do niej również ciemny fartuch z logiem baru.

Po upewnieniu się, że ma wszystko opuściła mieszkanie, żegnając się z współlokatorkami. Spokojnym krokiem skierowała się na najbliższy przystanek. Przeglądając wiadomości na telefonie przeczekała kilka minut, aż do przyjazdu odpowiedniego autobusu. Nie jechała nim długo, ponieważ o tej godzinie w niedzielę drogi były w większości puste. Kiedy opuściła pojazd spokojnym krokiem ruszyła do jednego z najmniej ruchliwych skrzyżowań. Tam weszła do baru „Na rogu” przez uchylone drzwi. Przywitała się z barmanem i weszła na zaplecze, aby zostawić swoje rzeczy i założyć fartuch.

– Górka! – Usłyszała za sobą, więc się szybko odwróciła rozpoznając głos swojego szefa.

– Dzień dobry – mruknęła dziewczyna, wiążąc szybko czarne włosy w wysokiego kucyka, aby nie przeszkadzały jej w wykonywaniu wszelkich obowiązków.

– Dzisiaj pracujesz do zamknięcia baru i będziesz musiała pomóc wysprzątać po wyjściu klientów – oznajmił obojętnie, wchodząc przez uchylone drzwi do swojego biura.

Przez dłuższą chwilę studentka stała w szoku i nie miała pojęcia co zrobić, nigdy nie pracowała tak długo. W końcu się ocknęła z pierwszego szoku i podeszła do pracodawcy. Kierował się do wyjścia z budynku, ubierając kurtkę.

– Szefie! Dlaczego mam pracować więcej niż jest w zakresie moich obowiązków?

Oczywiście nie zobaczyła na twarzy szefa innej reakcji jak zirytowanie. Spodziewała się tego, ale nie powstrzymało ją to od skubania paznokciami skórek. Mężczyzna westchnął, poprawiając kołnierz koszuli pod kurtką.

– Maria przyniosła mi dzisiaj papiery, ma opiekę przez następny tydzień z powodu córki, chora jest czy coś – mruknął, zaczynając szukać czegoś po kieszeniach.

– To nie może na drugą zmianę przyjść ktoś inny? – dopytywała uparcie coraz mocniej skubiąc skórki na placach za swoimi plecami.

– Nie pracuje tu na tyle osób, żeby…

– Moja przyjaciółka szuka pracy i mogłabym jej pow…

– Myślisz, że prowadzenie biznesu to takie spokojne i dostatnie życie?! Idź się pracą zająć, a nie szukaniem pracowników, na których mnie nie stać! – kazał surowym tonem, odwracając się od zdezorientowanej studentki. Wychodząc, trzasnął drzwiami, powodując u czarnowłosej nieprzyjemne dreszcze.

Aniela westchnęła ciężko, odszukując komórkę w kieszeni spodni. Napisała szybko do współlokatorki, oznajmiając swój późny powrót do mieszkania. Po tym schowała do kieszeni fartucha niewielki notes oraz długopis, aby następnie zabrać ściereczkę i płyn do zmywania szyb w obie ręce. Myjąc okna słuchała muzyki, która leciała z niewielkich głośników postawionych w kątach obszernego pomieszczenia. Kiedy nie można było narzekać na smugi na powierzchni okien, czarnowłosa wzięła się za mycie każdego stołu z osobna, pamiętając również o przemyciu krzeseł czy skórzanych sof.

– Nie przejmuj się gadaniem szefa – mruknął barman, myjąc blat przed sobą.

– Hm? – Zaskoczona podniosła wzrok na mężczyznę, mimo wspólnej pracy nie rozmawiali zbyt często. Ich rozmowy głównie opierały się na krótkich zwrotach w stylu: „kufel piwa dla klienta”.

– Gada od rzeczy, mówi, że nie stać go na pracowników, a prawda jest inna. Mało kto pozwoliłby sobie na kupienie nowego BMW Cabrio prosto z salonu za jakieś sto pięćdziesiąt tysięcy. Po prostu wykorzystuje pracujących u niego ludzi – oznajmił, kończąc powoli myć swoje miejsce pracy. W przeciwieństwie do reszty budynku bar prezentował się z klasą, niczym w hollywoodzkich produkcjach.

– Wykorzystuje…? – powtórzyła niepewnie, a później odwróciła się do szatyna. Oparła się biodrem o stolik i rzuciła niedbale ścierkę na jego blat. Chwila rozmowy w trakcie pracy jeszcze nikomu nie zaszkodziła. – Skoro wiesz, że wykorzystuje pracowników to dlaczego u nie pracujesz?

– Ponieważ z takimi bucami jak on umiem rozmawiać, trzeba postawić ultimatum – wyjaśnił, ale widząc niezrozumienie na twarzy młodej kobiety westchnął. Oparł się o lśniący blat i zaczął opowiadać. – Nie jesteś pierwszą i nie ostatnią ofiarą wykorzystania w pracy. Czasem może to być groźba wyrzucenia z pracy, a czasem zagranie na uczuciach. Jako, że jesteś młoda i nie masz doświadczenia w pracy to nasz kochany szef wie, że może tobą kierować jak marionetką. Musisz się nauczyć mówić „nie”.

– Nie mogę sobie pozwolić na utratę pracy! – zauważyła, zaczynając znowu myć stoliki.

– Nie mówię o przeciwstawianiu się, mówię o zwykłym „nie”. Każdy ma do tego prawo. Na początek możesz wymyślić sobie wymówki w stylu, że masz egzamin i musisz się uczyć albo masz coś do załatwienia i nie możesz zostać po godzinach. Jak poczujesz się pewniej to posługuj się zwykłym sformułowaniem „sorry, ale nie ma szans, zadzwoń po kogoś innego na drugą zmianę” – tłumaczył, rzucając ścierkę pod blat i zaczynając układać trunki, które ktoś poprzestawiał. Barman przeklął pod nosem, myśląc o swoim odpowiedniku na drugiej zmianie.

– To skoro wiesz, że wykorzystuje ludzi to dlaczego nadal u niego pracujesz? – zapytała po dłuższym zamyśleniu Aniela.

– Lubię się z nim przezbywać. Ja po dwóch akcjach z zostaniem po godzinach już mu powiedziałem, że szuka osoby na drugą zmianę albo się zwalniam. Sprawą oczywistą było, że poszuka drugiego barmana, nie pozwoliłby sobie na postawienie kelnerki za barem – wyjaśnił, a czarnowłosa w głowie sobie zakodowała radę doświadczonego barmana. – A teraz się pośpiesz, bo zaraz powinniśmy otwierać.

***

Aniela szybko weszła za blat baru i opadła ciężko na krzesełko, które tam stało. Miała możliwą chwilę przerwy między klientami. Ruch trochę zmalał, jednak wiedziała, że zaraz znowu się wzmoże. Ponownie związała włosy, chcąc mieć pewność, że nie będzie musiała ich poprawiać w trakcie wykonywania swoich obowiązków. W pewnym momencie telefon barmana wydał charakterystyczny dźwięk. Mężczyzna szybko spojrzał na ekran, a po chwili odrzucił go na półkę pod blatem.

– Staniesz na moment za blatem? – Spojrzał na czarnowłosą. Nim jednak zareagowała zaczął się kierować do wyjścia na zaplecze. – Ja za maksymalnie dwie minuty tu wrócę.

A co dopiero mi mówił, żebym nie dała się wykorzystywać w pracy – westchnęła w myślach, podnosząc się z krzesła. Stała za blatem, starając się wyglądać na osobę, która wie co robi, stojąc w tym miejscu.

– Od kiedy zajmujesz to miejsce? – zapytał mężczyzna, który dopiero co wszedł do budynku. Uśmiechał się szeroko do studentki i patrzył na nią z charakterystycznym błyskiem w oku. Jeśli dziewczyna miała być szczera to nie spodziewała się go zobaczyć tutaj w najbliższym czasie. Zwłaszcza, że był tu razem z swoim nieodłącznym przyjacielem. Nie zaskoczyłoby jej to, gdyby nie ich humor, który był dość wesoły. Za plecami bruneta widziała jak jego towarzysz szykuje bile na stole do bilarda.

– Od całej minuty – oznajmiła, zachowując obojętny wyraz twarzy. Najzwyczajniej w świecie była zbyt zmęczona, żeby zmusić się do przynajmniej sztucznego uśmiechu. Wiedziała, że tym samym wpływa na atmosferę w barze, ale ludzie powinni zrozumieć, że ona też ma prawo do gorszego dnia!

– W takim razie polejesz kolejkę dla mnie i Armela? – zapytał, pokazując na Francuza, który skończył układać bile w trójkącie i sprawdzał kapki przy kijach.

– Niestety nie zostałam do tego upoważniona, wytrzymacie z dwie minutki? – zapytała, uśmiechając się krzywo.

– Ciężki dzień? – zagadał, nie odchodząc do przyjaciela.

– Tak, dwie zmiany pod rząd – wyjaśniła, mając cichą nadzieję, że Maksymilian Łuchniak w końcu odejdzie i da jej spokój.

– Współczuję – przyznał i chciał coś jeszcze dodać. Niestety do blatu podszedł Fillon, trzymając dwa kije do bilarda.

– Nie ma barmana? – zapytał Francuz.

– Jest, zaraz wróci i wam poleje – oznajmiła Górka cierpliwie.

– Dobra, w takim razie pozwolisz, że zabiorę Maksa do stołu. – Szatyn pociągnął przyjaciela za ramię i po krótkim przygotowaniu Łuchniak rozpoczął rozgrywkę, rozbijając bile.

– Mam nadzieję, że nie jesteś na żadnej diecie. – Usłyszała za sobą, a po chwili patrzyła na barmana. Stała za nią z papierową torbą z pobliskiego Fast food’a. Na niższym blacie postawił torbę i wyciągnął z niej duże papierowe kubki z kolą, a następnie opakowanie frytek i dwa hamburgery.

– Coś ty! Jak jestem głodna to jem co mi wpadnie w dłonie! – przyznała, zjadając kilka frytek.

– To dobrze – przytaknął. Nagle ściągnął wieczka z kubków i do coli dolał trochę whisky i dorzucił lodu.

– Co ty robisz?! – zapytała cichym i piskliwym głosem. Nie wyobrażała sobie picia w trakcie pracy.

– Kilka kropel ci nie zaszkodzi, a będziesz spokojniejsza – mruknął i wziął pierwszy kęs hamburgera.

– Maks i Armel chcą kolejkę – oznajmiła, biorąc pierwszy łyk coli (z whisky). Musiała przyznać, że rzeczywiście nie czuła alkoholu.

– Właśnie się zastanawiam co tu robią – zwrócił się cicho do czarnowłosej. – Sądziłem, że się tu nie pojawią tak szybko po pamiętnym wypadku Pabierowskiego…

Opublikowano
Kategorie Kryminał
Odsłon 339
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!