Złote marzenia — prolog

Poprawiłam czarną, jak noc pelerynę i spojrzałam na siebie w lustrze. Gdyby nie to, że w moim rodowodzie wpisane jest, że jestem córką Lily i Jamesa Potterów, nigdy bym tak nie powiedziała. Moje czarne włosy nie przypominały ani tych od matki, ani tych od ojca. Z oczami jest podobnie — szybciej powiedziałabym, że jestem córką Syriusza Blacka, ale znając jego podejście do Slytherinu, jestem pewna, że nigdy by się nie przyznał do takiej córki. 

— Jeszcze im wszystkich pokaże — syknęłam do samej siebie i nałożyłam kaptur. W ciemnościach mojego pokoju, z nałożonym kapturem i opatulona peleryną, nie byłam w stanie zostać zauważona. Chyba, że ktoś specjalnie będzie chciał mnie zdemaskować.

Wyszłam z pokoju i nie usłyszałam nic. To był wspaniały moment na ucieczkę z Grimmauld Place 12, gdzie w pokoju obok siedział mój brat z Granger i Weasley’em, w następnym śpią moi rodzice, jeszcze w innym Syriusz Black, a potem Remus Lupin z swoją żoną. Jeszcze są wszyscy Weasley’e. Naprawdę, jeden nierozsądny ruch i jest po mnie. 

Najciszej jak potrafiłam zaczęłam schodzić po schodach. Po drodze sprawdziłam, czy zabrałam moją różdżkę z stoliku nocnego. Na całe szczęście różdżka spokojnie spoczywała za paskiem do moich ciemnych dżinsów. Doszłam spokojnie do drzwi wejściowych, patrząc na nogi oraz tak by Wolburga Black mnie nie zobaczyła. 

Zamknęłam drzwi, już nie bojąc się, że ktoś mnie zobaczy. Naciągnęłam kaptur jeszcze mocniej i zaczęłam iść przed siebie. Julie ma na mnie czekać niedaleko domu Blacka, co jest strasznie niebezpiecznie, ale dziewczyna uparła się. A ja nie zamierzam sprzeciwiać się Julie Snape, bo dziewczyna jest tak samo uparta jak jej ojciec. 

Zobaczyłam ją chwile później. Stała obok dużego drzewa, bawiąc się kamykiem. Kiedy mnie zobaczyła, wyrzuciła kamyk i podeszła do mnie. Chwilę później Julie zamknęła mnie w uścisku. Na początku stałam sparaliżowana, zdziwiona jej zachowaniem.

— Zamknij oczy, Cass, oczy — wyszeptała mi do ucha, mocniej mnie przytulając. Już zrozumiałam. Moje oczy ponownie zmieniły kolor na złoty. Były jakieś dziesięć razy bardziej widoczne w ciemności, przesz co wyglądałam strasznie nienaturalnej. 

— Dziękuję, Jul — westchnęłam. 

— Nikt cię nie śledzi? — Spytała rozglądając się dyskretnie. 

Julie nie miała na sobie peleryny, więc spokojnie ktoś z naszego świata mógł ją rozpoznać. Jej, takiego samego koloru, włosy spięła w długiego warkocza i zarzuciła je na prawe ramię. Miała tak samo czarne oczy jak włosy, przez co ludzie, często nas nie rozpoznając, mówili, że jesteśmy rodzeństwem. Zawsze mnie to śmieszyło.

— Nie wiem, jak wychodziłam z domu to nikogo nie widziałam — spuściłam głowę, tak żebym ja mogła mieć otwarte oczy, ale nikt ich nie widziałam. 

— Ja też nikogo nie widzę — dziewczyna złapała mnie za rękę i ścisnęła mocno — Idziemy już, co?

Kiwnęłam głową i razem ruszyłyśmy wgłąb budynków. Kilka domów dalej zaczynał się duży, gęsty i ciemny las. Z Julie zaczęłyśmy tak już chodzić w zeszłym roku, zaraz po Turnieju Trójmagicznym i odrodzeniu Voldemorta. Kilka kilometrów w głąb znajduje się mały, drewniany domek, który przywłaszczyłyśmy sobie na własność.

Zamknęłam drzwi i przekręciłam klucz. Wiem, że mi to nie pomoże, gdyby zaatakowaliby nas czarodzieje, ale skutecznie może odstraszyć ludzi. Zapaliłam świecie i zdjęłam pelerynę. Najszybciej jak mogłam podeszłam do lustra, brudnego od kurzu. Przetarłam go ręką, po czym spojrzałam na rękę z obrzydzeniem. 

— Mam nadzieję, że nikt nie zauważy, że cię nie ma — Snape zaczęła przeszukiwać szafki w poszukiwaniu czegoś zjadliwego. Wątpię żeby coś znalazła, ponieważ ostatni raz byłyśmy tutaj niemal rok temu. 

— Nawet jeśli, to wątpię by zorientowali się dlaczego mnie nie ma — uśmiechnęłam się sama do siebie, siadając na zniszczonej kanapie. Jestem wdzięczna Julie, że chwile wcześniej wyczyściła domek z robaków, pająków i podobnych robali. 

— A twoja mama? — Julia odwróciła się w moją stronę, opierając się o stary, drewniany blat. 

— Nie chce jej jeszcze mówić. Ona nie ma tajemnic przed ojcem, a od przed Blackiem i wujkiem Remusem. A potem pójdzie szybko: Weasley, Moody, Dumbledore, McGonall, Snape – zaczęłam wyliczać na palcach, a przy nazwisko Julie spojrzałam na nią wymownie. — Nie, to zły pomysł.

— Mój ojciec cię przecież lubi – Julie usiadła obok mnie i podkuliła nogi. — Nie. On cię uwielbia, na swój dziwny sposób.

Obydwie zaśmiałyśmy się na jej dopowiedzenie. Fakt, na samym początku myślałam, że ojciec Jul lubi mnie tylko dlatego, że kiedyś zakochany był w Jily — mojej mamie. Kiedy po pierwszym roku w Hogwarcie, jako jedyna (nie licząc oczywiście Julie, która jest mistrzynią w eliksirach) dostałam W z eliksirach, wiedziałam, że to nie tylko moja zasługa. Nigdy jednak nie nadużyłam tego, że Severus Snape mnie lubi. No i że jego córka lubi mnie. 

— Fakt, ale nadal nie chce nikomu o tym mówić — powiedziałam, próbując przekonać i siebie i Julie.

— Ale może wtedy ktoś wiedziałby jak zaradzić temu… czemuś — machnęła ręką, prawie zrzucając mi okulary z nosa. 

— Jul, to coś to przekleństwo, a ty doskonale o tym wiesz — burknęłam w jej stronę. — Mam to od samego początku i zawsze czułam, że coś jest nie tak, a dopiero rok temu pokazały się te przeklęte oczy.

— Te przeklęte oczy to dar, a nie przekleństwo — Jul zabrała moje dłonie i mocno je ścisnęła. Poczułam jej emocje: była smutna i zdeterminowana na raz. 

— Jul… — zaczęłam.

— Cicho bądź, teraz ja mówię – przerwała mi dobitnie przyjaciółka. — Wiesz doskonale, że oczy, twoja magia i zdolność czytania uczuć to jeszcze nie wszystko i, i tak mamy szczęście , że to zaczęło się tak późno. Masz dopiero niecałe szesnaście lat, a ten dar ujawnia się już u małych dzieci. — Dziewczyna westchnęła. — Dobra, koniec użalania! Trzeba zacząć ćwiczyć ten twój dar, Cass.

— To, od czego zaczynamy — szybko zamieniłam temat. Poczułam, bo nadal Jul ściskała moje dłonie, że to zauważyła i poczuła lekki zawód. — Czujesz zawód. 

— O, widzisz. Lecimy dalej.

Jeszcze wtedy nie wiedziała, że ten cały dar zniszczy mi życie. Moje, Harry’ego, Julie, rodziców, wujków i reszty osób, które mimo wszytko, były przy mnie. 

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że sam Voldemort na mnie poluje.

Autor Missierst
Opublikowano
Kategorie Harry Potter
Odsłon 1202
6

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!