Napraw mnie, sensei!

— Może nie mam ochoty na picie?

— Tak jakby interesowały mnie twoje pragnienia.

Ino bawiła się metalową słomką. Uderzała nią o brzegi szklanki wystukując bliżej nieokreślony rytm. Spojrzała na Sakurę wzrokiem, któremu zawsze ulegała — natarczywym i figlarnym. Była jej cichym głosem szaleństwa i ta pozycja całkowicie jej odpowiadała. Myśl, że wprowadza do czyjegoś życia drobny zamęt napawała ją dumą.

— Poza tym uwierz, potrzebujesz się napić.

— Dlaczego wszystko sprowadzasz do wyjścia na miasto? Masz problem — wychodzimy. Zła misja — czas odwiedzić bar. Tsunade znów wchodzi ci na głowę — drinki — Przedrzeźniała blondynkę.

Ino zmarszczyła brwi, a Sakura roześmiała się radośnie. Mimo wielu różnic, ich przyjaźń przetrwała próbę lat. Dlatego tak bardzo ją bolało, że Sakura nie jest szczęśliwa.

— Kiedy wraca Ryu?

Uśmiech Haruno osłabł.

Można z ciebie czytać, jak z książek, które tak bardzo lubisz.

— Za dwa dni.

— A jutro masz popołudniową zmianę w szpitalu, tak?

— To prawda, ale–

Ino klasnęła w dłonie i wyprostowała się na niewygodnym, drewnianym krześle.

— Sama widzisz, że jest okazja zaszaleć! Możemy z czystym sumieniem się napić, a w międzyczasie przybliżę ci zalety bycia singielką. Po pierwsze, nie musisz się skupiać na jednym drągu–

Sakura zachłysnęła się drinkiem, co wywołało na twarzy Yamanaki zadowolony uśmiech. Lubiła ją drażnić.

— Widzę, że od razu przechodzisz do konkretów.

— Po co rozdrabniać się na szczegóły?

Sakura stukała paznokciami o szklankę. Westchnęła i schowała głowę między ramionami. Ino zacisnęła szczękę. Jej przyjaciółka była nieszczęśliwa, a poza kilkoma głupimi żartami i wyjściem na miasto, nie miała pojęcia co innego może jej zaoferować. Nigdy nie potrafiła rozmawiać na poważnie.

— Co to za różnica, kto to będzie? Jest dobrze, tak jak jest.

— Dlaczego tego nie skończysz?

— Nie umiem. Wiem, że odrzucenie boli dlatego–

— Pierdolenie! — Ino uderzyła dłonią w blat baru. Barman posłał jej karcące spojrzenie, na co odpowiedziała warknięciem zajmij się sobą. — Wiesz gdzie tkwi twój problem? Epizod z Sasuke zabrał ci młodość.

— Znów się zaczyna.

— Nie wytykam ci niczego. Sama się za nim uganiałam, ale parę lat wcześniej przejrzałam na oczy, kiedy ty nadal czekałaś po wojnie. Zabrał ci lata, kiedy powinnaś przeżywać swoje pierwsze, nieśmiałe miłostki. Mam na myśli obustronną fascynację. Nauczyłabyś się czego chcesz, a co ci nie odpowiada. Potrafiłabyś dokonywać wyboru. Kiedy się opamiętałaś byłyśmy już dorosłe i nie było czasu na takie pierdolenie, jak trzymanie się za rączki i miesiące, kiedy tylko na siebie zerkacie. Dlatego akceptowałaś wszystko. Ktoś zwrócił na ciebie uwagę? Nie potrafiłaś mu odmówić zwiazku. Tak było.

Sakura wyglądała na złą. Nie lubiła, kiedy wytykano jej błędy, chociaż widziała, że Ino ma rację.

— Całe szczęście — kontynuowała — że Naruto już uderzał do Hinaty, bo tego związku nikt z nas by nie przetrwał.

— Acha i ten wywód nie ma nic wspólnego z tym, że nie lubisz Ryu.

Oczy Ino rozszerzyły się zdumione.

— Nie lubię? To najgorsze, co cię spotkało. Zadufany w sobie, narcystyczny anbu z rezerw, rezerw oddziałów rezerwowych. Nie uwierzę, że jest ktoś niżej w hierarchii od niego. Trzymają go tam tylko ze względu na ojca, który pracuję w biurze Hokage. Nawet nie potrafi ci dać prostego orgazmu.

— Do końca życia będziesz mi to wypominać. Już nigdy nic ci nie powiem.

— Bo to nie jest normalne, Sakura! Bycie z kimś dla samej wygody posiadania faceta nigdy nie było i nie będzie rozwiązaniem. Jest źle? Poszukaj gdzie indziej, tym bardziej, że był twoim pierwszym. Nie wiesz czego chcesz, bo nikt cię tego nie nauczył.

— To nie tak, że nigdy nic nie poczułam…

— No to nie ma problemu!

— Poza tym radzę sobie sama, dziękuję. Seks odpowiada za bliskość. Od orgazmów mam rękę!

Ino spojrzała na nią wielkimi oczami. Jej usta drżały i mimo usilnych starań nie potrafiła powstrzymać głośnego parsknięcia.

— Oplułaś mnie, Yamanaka!

— Bo to były najbardziej obsceniczne słowa, jakie usłyszałam od ciebie od miesięcy. Moja Sakura próbuję się przebić przez tą nudziarę!

Karcący wzrok Haruno złagodniał, kiedy Ino oparła głowę o jej prawe ramię.

— To wszystko cię zżera. Chodzisz sfrustrowana, bo czujesz się jak w pułapce. Nie mam racji? Znam cię zbyt dobrze.

Wiedziała, że blondynka ma rację. Przejrzała ją na wylot.

Przez ostatnie lata Sakura usilnie uciekała przed wszystkim, co mogło ją zranić. Miała dość cierpienia — tego duchowego i fizycznego. Po wojnie chciała żyć jak bezimienny shinobi średniej rangi. Zniknąć w tłumie. Ale przez to przeszła z jednej skrajności w drugą.

— Mogę ci obiecać, że nad tym pomyślę.

— To mi wystarczy — szepnęła Ino. Zaraz później wyprostowała się na siedzisku i jednym chlustem wypiła połowę szklanki, w której znajdował się jej drink. — A w podejmowaniu pochopnych decyzji najbardziej pomaga alkohol. Hej, przystojniaku! — Machnęła dłonią na młodego barmana. — Jeszcze raz to samo dla nas obu!

Jej dłoń wirowała. Palce wydawały się obracać w dziwne, nienaturalne kierunki. Drzwi drgały. Przez chwilę wydawało się jej, że się rozdwoiły. Zacisnęła oczy i przetarła je palcami. To pomogło, ale świat nadal tańczył. Nagle poczuła ciężar na swoim ramieniu.

— Saaaakura, dlaczego mi na to pozwoliłaś? To było za dużo.

Haruno starała się utrzymać w pionowej pozycji, ale kobieca postać, która ciągnęła ją w prawą stronę wcale nie pomagała. Nigdy nie miała mocnej głowy, to nie była żadna tajemnica. Ale w jej pijackim amoku było dobre to, że nadal miała racjonalne myśli. Chociaż słowa brzmiały jak bełkot, a kroki były niezdarne, to zawsze starała się znaleźć w bezpiecznym otoczeniu. Nie mogła ulec ciężarowi Ino, oprzeć się o płot i dać odpocząć strudzonym oczom. Musiała zaprowadzić Yamanakę w miejsce, gdzie nic by jej nie groziło.

— To twoja wina i twoje głupie pomysły.

— Jak możesz! Ja do ciebie z sercem na ramieniu…

— Na dłoni — poprawiła.

— Oddaję ci serce, a ty je przekładasz?!

— Ino?

Obok nich zatrzymała się dwójka mężczyzn. Sakura z wdzięcznością spojrzała na Shikamaru.

Moje wybawienie, pomyślała.

— Mógłbyś ją zabrać do domu? Nie potrafię jej pozbierać, przelewa mi się przez palce.

— Nie ma sprawy, a co z tobą?

— Poradzę sobie.

Świat znów zawirował, na szczęście drewniany płot za nią ustabilizował ruchy.

— Ach, Sakura-chan, nie graj bohaterki. Odprowadzę cię.

Dopiero teraz zauważyła, że drugim mężczyzną był Kakashi. Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.

— Dam sobie radę, sensei. Dziękuję.

Nara chwycił niemal nieprzytomną Ino pod ramię i odszedł z nią w stronę północnej bramy, gdzie stała kwiaciarnia Yamanaka.

— Babski wieczór?

— Nawet nie pytaj, sensei. Nigdy nie potrafię jej zatrzymać.

— Jesteś pewna, że nie potrzebujesz mojego silnego, męskiego ramienia, na którym możesz się oprzeć? — Zażartował.

— Tak.

Ruszyła z miejsca. Miała wrażenie, że stąpała po chmurach, mimo to jej kroki były pewne i stabilne. Dopiero po przejściu stu metrów potknęła się na kamieniu. Na szczęście zdołała utrzymać pion.

Obejrzała się za siebie i zauważyła, że mimo zapewnień Kakashi nie odstępuję jej na krok.

— Ale możesz iść za mną i pilnować, żebym nie skończyła w jakimś rowie.

Sakura śniła. Lubiła swoje nocne wizje po wieczorach z Ino. Była w nich odważniejsza i pewna swoich potrzeb. W tym momencie jej życia pragnęła być dawną sobą.

Śniła o Kakashim. Wcześniej zdarzyło się to tylko raz. Zawsze był dla niej dobry, nawet jeśli nie przekazał żadnej przydatnej wiedzy czy jutsu. Będąc nastolatką, kiedy hormony w niej buzowały, miała jedną nieco grzeszną wizję z jego udziałem. Była zawstydzona, ale wiedziała, że to nic nie znaczyło. Później wybuchła wojna i myślała tylko o wygranej. Chciała, żeby wszyscy przeżyli. Nawet po jej końcu działo się zbyt wiele, żeby wracać do wizji sprzed lat, która osiadł gdzieś na dnie głowy. W międzyczasie Sasuke, już jako wolny człowiek, ponownie opuścił Konohę. Obiecał, że wróci, ale nigdy nie prosił, żeby na niego czekała. Po paru miesiącach intensywnych myśli nareszcie przestała. To sprawiło, że przez krótką chwile czuła się naprawdę wolna. Wtedy pojawił się Ryu, a ona gdzieś zgubiła siebie. Nie lubił jej wybuchów ani tego, jak łatwo wpadła w złość. Uchiha też nie wydawał się człowiekiem, który mógłby się do tego przyzwyczaić. Pomyślała, że żaden mężczyzna nie będzie się na to godził.

Może poza Naruto.

Ino śmiała się z zauroczenia Naruto, ale Sakura trochę żałowała, że przestał się nią interesować. Przy tym głośnym, radosnym shinobi nie zmieniłaby się tak bardzo. Akceptował jej humory i potrzebę dominacji, a jeśli rozkwitłyby między nimi uczucie może patrzyłaby na niektóre z jego wyskoków z przymrużeniem oka.

Senne widziadło spojrzało w jej oczy.

— Jak się czujesz? — zapytało głosem Kakashiego.

— Jakbym miała się rozpaść.

— To minie. Potrzebujesz czasu.

Poprawił koc, którym była przykryta, a jego odsłonięte oko uśmiechnęło się do niej przyjaźnie.

— Nie — zaprotestowała. — Jestem w kawałkach od tak długiego czasu, że nie pamiętam, kiedy to się zaczęło.

— Dawno nie rozmawialiśmy — powiedział kucając przy łóżku. — Zawsze jestem do dyspozycji.

— Umiałbyś mnie poskładać, sensei?

Kakashi zniknął na chwilę. Zamknęła oczy i po sekundzie pojawił się ponownie niosąc szklankę wody. W snach zawsze przeskoki czasowe trwały nie dłużej od mrugnięcia.

— Będziesz tego potrzebować.

— Co jest ze mną nie tak? — spytała żałośnie wypijając łyk bokiego płynu, który pieszczotliwie dotykał jej wyschniętego gardła. — Dlaczego nie potrafię cieszyć się seksem?

— To… Trudne pytanie.

— Ryu miał wcześniej kobiety. Uważa, że jest dobry. Może to jednak ze mną jest coś nie tak? Jakaś psychiczna blokada, dziwne upodobania, których nie odkryłam albo–

— Albo jednak nie jest tak dobry, jak uważa. Mężczyźni mają zbyt wielkie ego.

— Co jest ze mną nie tak? — zawodziła bliska łez. — Czy mogę coś z sobą zrobić?

Kakashi ze snu patrzył na nią w ciszy. Miała wrażnie, ze jego sylwetka zaraz rozmyję się jak chmura na wietrze.

— Można mnie poskładać? Umiałbyś mnie naprawić, sensei?

Mężczyzna usiadł na łóżko i chwycił ją za ramiona. Poczuła jak popycha ją na poduszkę. Miała wrażenie, że ląduje na miękkiej, puszystej chmurze.

— Może. Pierwszy krok musisz zrobić sama.

Sięgnął dłonią do swojej podręcznej sakwy. Przed oczami Sakury pojawiła się pomarańczowa książka.

— Czytałaś to kiedyś?

— Co? Ja nie–

— W takim razie to twoja pierwsza lekcja. Małe kroczki. Teraz odpoczywaj. Zrobisz to dla swojego sensei?

— Tak.

Miękkie obłoki zdawał się ją pochłaniać. Sen się zmieniał. Siedziała na jednym z pól treningowych razem z wiecznie uśmiechniętym Naruto. Lubiła te chwilę, kiedy traktował ją jak siostrę. To wydawało się dużo bardziej naturalne niż próby zaproszenia jej na randkę. Pod drzewem stał Sai, który nigdy nie przypominał jej Sasuke, mimo że Naruto często szeptał to do jej ucha. Ino zaplatała stokrotki w jej długi różowy warkocz i rzucała długie spojrzenia w kierunku bruneta, których tylko on nie zauważał.

To były nieliczne spokojnie chwile przed wojną, które pamięta. W przerwie między gonieniem Akatsuki i wiecznym pościgiem za Sasuke.

Autor Sayuri7
Opublikowano
Kategorie Manga & Anime
Odsłon 538
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!