One-shot – Itachi x Reader 2

Siedziałaś sobie przy biurku i pisałaś zaległe raporty dla Hokage. Ostatnimi czasy czcigodny pan Hiruzen zasypuje cię misjami, a ty nie wyrabiasz się z pisaniem sprawozdań. Korzystając z trzydniowego zwolnienia lekarskiego, postanowiłaś wykorzystać czas na dokończenie wszystkich obowiązków, które przerwałaś z powodu zadań.

Słysząc pukanie, porzuciłaś na chwilę obecne zajęcie i ruszyłaś do drzwi. Po otworzeniu ich, twoim oczom ukazał się starszy syn twojego zwierzchnika.

– Itachi? – zapytałaś cicho, widząc go smutnego? A przynajmniej miałaś takie wrażenie.

– Ja tylko na chwilę, chciałem ci tylko coś dać – mruknął i podał ci zwój – Na razie.

I już go nie było. Nie podobała ci się cała ta sytuacja. Tydzień temu kuzyni ciemnowłosego przyszli do ciebie i bezczelnie zaczęli wypytywać o śmierć twojego krewnego Shisuia.

Czy oni nie rozumieją, że tobie jest już wystarczająco ciężko? Osoba z twojej rodziny nie żyje, a ty masz jeszcze masę rzeczy na głowie, którą zwalił ci na głowę stary Sarutobi. Próbowałaś czegoś się dowiedzieć na temat śmierci od kapitana sił policyjnych Konohy i osób, z którymi twój bliski się trzymał. Na próżno…

Patrzyłaś tępo na zwój i na miejsce, gdzie przed chwilą stał przyjaciel twojego kuzyna. W końcu westchnęłaś głośno i zamknęłaś drzwi, wracając do biurka. Tam na spokojnie postanowiłaś zobaczyć zawartość podarku.

Twoje oczy rozszerzyły się w osłupieniu po tym, co przeczytały. W środku znajdowała się cała prawda o śmierci Shisuia i ostrzeżenie o ataku na wasz klan. Pośpiesznie schowałaś zwój do plecaka, który zawsze bierzesz ze sobą na misję i zaczęłaś się przygotowywać do ucieczki. Do torby spakowałaś tylko kilka ubrań, suchy prowiant, wodę i apteczkę.

Nie miałaś już nikogo bliskiego, kogo byś chciała ratować… Twoi rodzice, jak i dziadkowie z obu stron, zginęli na wojnie, został ci tylko martwy już Shisui. Oczywiście mogłaś też uratować przyjaciół z klanu, ale prawda jest taka, że nie przepadasz za nim i nigdy nie czułaś głębszej więzi niż przynależność do organizacji, posiadającej potężne oczy, którymi się brzydziłaś.

Gotowa do drogi, postanowiłaś poczekać do zachodu słońca, a w tym czasie skończysz te cholerne raporty…

~*~

– To wszystko, dziękuję [Imię] i przepraszam za zasypanie cię misjami – powiedział staruszek, uśmiechając się delikatnie w twoją stronę.

– Nic nie szkodzi, czcigodny panie Hokage – odpowiedziałaś, grzecznie się kłaniając. – Pójdę już.

Wychodząc z gabinetu, minęłaś się z Danzou – zwierzchnikiem Korzenia Anbu. Jak to miałaś w zwyczaju, skłoniłaś się delikatnie i poszłaś dalej, nie wyrażając żadnych uczuć, które obecnie ci towarzyszyły. Wstręt, wściekłość i strach.

Będąc już na świeżym powietrzu, zaczęłaś nucić swoją ulubioną piosenkę, aż do momentu dotarcia do domu, z którego zabrałaś tylko wcześniej przygotowany plecak i powędrowałaś mało popularnymi ścieżkami Konohy, co jakiś czas chodząc po drzewach prosto do bramy osady.

Na miejscu nie było nikogo poza strażnikami. Wykorzystując sharingan, złapałaś ich w genjutsu i biegiem rzuciłaś się do ucieczki. Przekraczając próg wioski, usłyszałaś za sobą kroki.

No tak! Przecież ucieczka nie może być łatwa i zawsze trzeba mieć ogon. Prychnęłaś w myślach i przyśpieszyłaś.

Będąc już spory kawałek od wioski, przystanęłaś w miejscu poczekałaś na przeciwników, którymi byli oczywiście pieski Shimury. Aktywowałaś swoje kekkei genkai i ze spokojem zaczęłaś formować pieczęcie.

– Katon: Gōkakyū no Jutsu! – Wypuściłaś sporych rozmiarów kulę ognia w stonę agentów Anbu.

Przy twoim uchu przeleciała technika stylu wiatru, która wzmocniła twoją i po kilku sekundach usłyszałaś kilka jęków.

– Itachi? – zdziwiłaś się, widząc za sobą ciemnowłosego, ale po sekundzie twoje dōjutsu spostrzegło, że był to tylko klon.

– Za parę godzin rozpoczynam masakrę klanu – odparł, rzucając do ciebie czerwony zwój, który zręcznie złapałaś. Przyjrzałaś się napisowi, który na nim widniał: „Na wszelki wypadek” – Mam nadzieję, że już się nie spotkamy…

– Co? – spytałaś z szeroko otwartymi oczami.

– Nie ratuję cię dlatego, że jesteś kuzynką Shisuia… Tylko dla tego, że cię kocham – odpowiedział z smutnym uśmiechem.

Byłaś zdumiona wyznaniem przyjaciela twojego krewnego. Nie sądziłaś, że kiedykolwiek usłyszysz od niego takie słowa.

– Żegnaj…

– Czekaj! – krzyknęłaś, próbując powstrzymać chłopaka, ale już odwołał technikę.

13 lat później

Duże krople deszczu spadały na ziemię, mocząc przy okazji twoje ubrania i włosy. Upadłaś na kolana i oparłaś się dłońmi o podłoże, a po twoich policzkach zaczęły spływać łzy. Za pomocą sharingana obserwowałaś walkę Itachiego z Sasuke, która zbliżała się ku końcowi.

Wiedziałaś, że młodszy brat Uchihy jest jedynym ocalałym i przez te wszystkie lata wychował się w nienawiści do niego, ale nie sądziłaś, że kiedykolwiek będzie wstanie go zabić. I to jeszcze z zemsty!

– Itachi… – szepnęłaś, łkając cicho.

Nie mogłaś patrzeć na to jak ciemnowłosy pada na ziemię i umiera, ale nie chciałaś też odwracać wzroku od tej sceny.

Przez te wszystkie lata przemierzałaś świat, by go odnaleźć. Chciałaś z nim porozmawiać, powiedzieć, to czego nie zdążyłaś mu powiedzieć, gdy jego klon zniknął w kłębach dymu:

– Ja ciebie też kocham…

Autor Aven
Opublikowano
Kategorie Naruto
Odsłon 411
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!