Zła się nie ulęknę

Prolog

A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela.*

Brooklyn, 2012

— Jak się pan dzisiaj czuje, panie Rogers?

— Steve.

— Steve.

Uśmiechnęła się lekko, przechylając głowę. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na niewinny gest. Pytanie wyrażające bezbrzeżną troskę. Ale Steve wiedział lepiej, widział więcej.

— Dziwnie — odpowiedział w końcu mężczyzna. Po minucie kalkulowania w głowie co chce powiedzieć, a co dla własnego dobra wolałby przemilczeć.

Prawda była taka, że Steve wolałby zataić wszystko. Chciałby unikać tego gabinetu terapeutycznego jak ognia, ale wiedział też, że nie powinien. Nie w chwili, gdy jego świat się zawalił, a on sam obudził się w całkowicie nowej erze. Nie miał nikogo, z kim mógłby porozmawiać, komu mógłby się wyżalić, zapytać o czas, jego zwyczaje i zachowania ludzi.

Każdy, kogo znał, nie żył. Pozostawała tylko doktor Connors. Mimo, że (Steve był o tym w stu procentach przekonany) przekazywała potem wszystkie informacje Tarczy.

Kobieta odchyliła się w fotelu, wygodniej się w nim sadowiąc.

— Pod jakim względem?

— Coś się… wydarzyło — stwierdził niechętnie blondyn.

Długo nad tym myślał. Poruszać ten temat, czy nie? Początkowo udawało mu się spychać niechciane doznania na sam skraj świadomości. Pomagał mu w tym fakt, że w zbyt krótkim czasie dowiadywał się zbyt wielu rzeczy. Miał inne sprawy do uporządkowania, by przejmować się własnym stanem psychicznym. By przejmować się… tym. Ale tygodnie mijały, a uporczywe uczucie tylko się nasilało. Bywały noce, gdy nie potrafił spać. Jednak nie z powodu koszmarów dotyczących wojny, nie z powodu samotności, która go dopadła, czy wizji samolotu uderzającego w taflę wody. Budził się zdyszany, oblany potem. Czasem obolały. Czasem po prostu… inny. Nigdy w życiu tak nie miał. Bał się, że jeszcze chwila, a postrada zmysły.

— Nigdy wcześniej tego nie czułem. W domu, w koszarach, czy na froncie. Coś się ze mną dzieje.

— Co takiego, Steve? Jakbyś to opisał? — Doktor Connors mogło się wydawać, że jest niewzruszona, ale mężczyzna usłyszał różnicę w głosie. Ona wiedziała. Lub domyślała się, co mu jest.

Steve walczył ze sobą samym kolejną minutę, zanim wyszeptał:

— Nie jestem sam. Moja głowa… nie jest tylko moja. Już nie.

— Szukasz u mnie potwierdzenia, Steve? — spytała lekko rozbawiona terapeutka. — Mnie się wydaje, że doskonale wiesz, co się dzieje — dodała, gdy mężczyzna milczał.

— Szukam potwierdzenia — zgodził się w końcu.

Kobieta przyglądała mu się przez chwilę w milczeniu.

— To, co łączyło cię z agentką Carter nie było prawdziwe. Daj mi skończyć — poprosiła spokojnie, gdy Steve już otwierał usta, żeby zaoponować. — Nie było prawdziwe, bo nie miało prawa istnieć. Przetrwać — poprawiła się. — Miało cię po prostu doprowadzić tam, gdzie jesteś w tej chwili.

— Do tego gabinetu? — sarknął mężczyzna, żałując, że w ogóle poruszył ten temat.

— Do dnia dzisiejszego. Ona po prostu nie należała do twoich czasów, Steve.

— Ona…

— Twoja bratnia dusza.

Bratnia dusza. Żołnierz delektował się tymi słowami, wypowiadając je w myślach raz za razem. Tak. Domyślał się, że to może chodzić o nią – jego przeznaczenie, drugą połówkę, którą według mitów oddzielił od niego Zeus wieku temu. Po prostu bał się. Bał się, że jeśli odważy się nazwać rzecz po imieniu, narobi sobie tylko nadziei. Że to wszystko okaże się tylko złudzeniem, pierzchnie jak sen spod powiek. Przecież Steve jest… sobą. Całe życie miał wrażenie, że nie jest warty posiadania drugiej połówki. Że życie drwi sobie z niego. Był mały, wątły i chorowity, miał skończyć jako ślepy zaułek. Bez szansy na miłość. Bez szansy na małżeństwo i dzieci.

Potem pojawiła się Peggy, a on momentalnie zapomniał o swoich obawach. Lubił ją. Bardzo. A ona lubiła jego. Steve czuł, że jest szansa, że coś z tego wyjdzie. Dopóki nie uświadomił sobie, że przecież gdzieś tam czekał na nią mężczyzna jej marzeń.

Bratnia dusza.

Przekleństwo.

Tak. Także w ten sposób Steve nazywał tę więź. Nienawidził jej, bo sam niczego nie czuł. Był pusty w środku. Przynajmniej do chwili, gdy obudził się po tylu latach. Ale w dalszym ciągu nie wiedział, że powinien się cieszyć czy przeklinać.

— Nie bój się tego, Steve — powiedziała znienacka terapeutka, jakby czytając mu w myślach. — To dla ciebie nowe, to wszystko. I nic dziwnego. To, z czym musisz się teraz mierzyć w tak krótkim czasie i z takiego zaskoczenia, inni mają od urodzenia. Żyją z tym i się przyzwyczajają. Nie potrafią sobie wyobrazić życia bez uczucia bycia połową całości. Jeśli to cię nie przekonuje — dodała Connors, gdy mężczyzna nadal marszczył brwi — to pomyśl, co ona musi czuć. Jak ona się czuje, Steve?

Rogers wpatrywał się tylko w kobietę bez przekonania. Dopiero po kolejnych minutach milczenia zamknął oczy i wyciszył umysł, starając się skupić na „drugiej stronie”. Przypominało to wszystkie te chwile, gdy starał się zlokalizować i rozpoznać ból. Brzuch go bolał z głodu, czy z powodu zatrucia? Teraz było podobnie z tą różnicą, że szedł głębiej. Zapuszczał się w te rejony umysłu, które kiedyś były puste i jałowe.

Mimo że nie musiał. Jej uczucia zawsze były intensywne i żywe jak ogień. Parzyły go, przyprawiały o zawroty głowy, a czasem tak mocno mieszały się z jego własnymi, że nie wiedział, czy to on jest wściekły na cały świat, czy ona.

— Jest zła — powiedział Steve. — Ona zawsze jest zła. Jest… zepsuta.

— Zepsuta? — zaciekawiła się terapeutka, a blondyn się jej nie dziwił. Już dawno rozpowszechniono jego medialny wizerunek – idealny żołnierz, który nie zna pojęć jak strach, gniew, czy zdrada. Już w latach czterdziestych ludzie spekulowali na temat jego potencjalnej bratniej duszy i wszyscy zgodnie twierdzili, że to ktoś dobry, uczynny i szczery. Że jego przyszła żona to wcielenie anioła. Ale on wiedział, że tak naprawdę pasuje do niego wrak człowieka, jakim zdawała się w rzeczywistości być ta nieznana mu kobieta. Wrak porzucony i splądrowany tak samo jak on.

— Zraniona mocno i głęboko. Po prostu… załamana. Parzy mnie, boli, denerwuje.

Otworzył oczy i zobaczył, że doktor Connors wpatruje się w niego intensywnie.

— Niewielu mówi o ciemnej stronie posiadania bratniej duszy — stwierdziła kobieta. — O tym, że to nie tylko uczucie dopełnienia. Bajkowe szczęśliwe zakończenie. Jednak prawda jest zgoła inna. To również ból, ciemność. Jedna strona może pociągnąć drugą na dno. Zniszczyć dwa życia. Doprowadzić do tragedii.

Steve milczał.

*Biblia Tysiąclecia, Mt 19:6

Opublikowano
Kategorie Marvel
Odsłon 968
3

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!