707 x Reader ‘Pani psycholog’ |Mystic Messenger One-shot|

[T/i]- Twoje imię

[T/n]- Twoje nazwisko

[K/o]- kolor oczu

[K/w]- kolor włosów

[D/w]- długość włosów

[U/k]- ulubiony kolor

[U/d]- ulubiony deser

[U/n]- ulubiony napój

………………………………………………..

[PERSPEKTYWA 707]

Jakby nie patrzeć – praca hakera nie jest łatwa. Nie mogę mieć bliższych znajomych, muszę uważać na każdym kroku, ta praca jest bardzo niebezpieczna i wiele podobnych. Gdybym miał tak wymieniać to wymieniałbym w nieskończoność. Po prostu nie mogę pozwolić sobie na wieeele rzeczy.

Dodatkowo sytuacja sprzed 6 lat – gdy opuściłem mojego brata i rodzinny dom, ciągle do mnie wracała. Nawet nie wiem, co dzieje się z Saeran’em w tym momencie…

Znowu zacząłem rozpaczać. Nie bywałem już tak często na czatach, a jeśli już to moje wypowiedzi były bardzo proste, bez żadnych żartów czy ironii. Sam zignorowałbym ten problem, ale wszyscy dobrze wiemy jacy są członkowie RFA.

Siedziałem jak zwykle przed komputerem i patrzyłem na stare zdjęcia, które przesłałem na komputer kilka lat temu. Znowu się rozczuliłem… Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości.

Masz 1 nieprzeczytaną wiadomość:

[T/i] [T/n]: Przypominamy, iż jest Pan/ Pani umówiony/a na wizytę jutro o 17:30.

No tak. Całkowicie zapomniałem.

Przez moje zachowanie wszyscy się zaniepokoili. Nie opowiadałem im historii mojego życia, jednak mimo to, wiedzieli, że miałem ciężkie dzieciństwo.

Przez moje ,,stany depresyjne” Jaehee i Yoosung wspierali mnie na duchu opowiadając jakieś żarty, Zen często dawał mi rady odnośnie tego, jak mógłbym poprawić sobie humor, a Jumin na koniec zapisał mnie do jednego z lepszych psychologów w mieście. Nie miałem wyboru – pomimo moich próśb Jumin nie odwołał mi wizyty, a nie przychodząc na umówioną godzinę zmarnowałbym tylko czas.

[NASTĘPNEGO DNIA]

Dotarłem na miejsce i usiadłem w poczekalni. Całe szczęście nie musiałem długo czekać na swoją kolej i wszedłem do gabinetu, do którego zaprosiła mnie młoda, [K/w]-włosa kobieta. Za zbytnio nie interesowało mnie, czy będzie mnie leczyć kobieta czy mężczyzna, ale już widzę, że te wizyty będą bardzo przyjemne dla oka.

Wchodząc do pomieszczenia rozglądałem się dookoła- pierwszy raz w życiu byłem u psychologa.

-Pan… Luciel Choi?- zapytała młoda kobieta siedząca za biurkiem.

-Tak, to ja.- uśmiechnąłem się niepewnie.

-Dobrze.- wstała zza biurka, uśmiechnęła się do mnie promiennie i podała mi dłoń na przywitanie- Ja jestem doktor [T/i] [T/n] i jak Pan dobrze wie, jestem psychologiem. Co Pana tu do mnie sprowadza?

[PERSPEKTYWA READER]

Całkiem niedawno rozpoczęłam pracę jako psycholog, a w tym krótkim czasie słyszałam bardzo wiele historii moich pacjentów. Mimo wszystko, słuchając Luciel’a, miałam wrażenie jakbym dopiero co zaczęła pracę w tym zawodzie.

Słyszałam wiele podobnych historii, do tej, którą opowiadał mi czerwonowłosy pacjent, mimo wszystko jego akurat urzekła mnie najbardziej ze wszystkich, które do tej pory słyszałam.

Nasza wizyta zbliżała się ku końcowi więc dałam Luciel’owi parę rad oraz ,,pracę domową”, którą ma przynieść na następną wizytę, na którą się umówiliśmy

-Czyli 61 000 Wonów? (na polskie to ok. 200zł) – zapytał pod koniec wyciągając portfel.

-Nie, wystarczy 30 500. Ale pod warunkiem, że odrobisz pracę domową.

-Emm… No dobrze. Ale to przypadkiem nie fair?

-Spokojnie, nie martw się oto.- uśmiechnęłam się.

Fakt – postąpiłam trochę nieuczciwie, ale…Coś mi mówiło, że powinnam tak postąpić.

Pożegnaliśmy się, a następnie przyjęłam kolejnego pacjenta.

[KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ]

Luciel miał już się dobrze. Za każdym razem, gdy go widziałam na jego twarzy widniał szczery uśmiech, nie to co tamtego dnia, w którym przyszedł do mnie po raz pierwszy. Zaprzyjaźniliśmy się ze sobą, przynajmniej jeśli mogę to tak nazwać.

Po pewnym czasie stał się dla mnie bardziej otwarty i mówił mi o wszystkim, ale to chyba tylko dlatego, że jestem jego psychologiem. Mimo wszystko bardzo go polubiłam – stał mi się bliższy.

Powoli mijała kolejna sesja z moim ulubionym pacjentem. Tego dnia jego dobry humor udzielił się także i mnie. Co chwilę śmialiśmy się z jego żartów które opowiadał, przerywając mi. Mimo to, nie byłam na niego zła – byłam zadowolona, że tak udało mi się wpłynąć na jego samopoczucie.

-Widzę, że masz się o wiele wiele lepiej.- uznałam pod koniec sesji – Myślę, że na razie skończymy z wizytami. Ale jeśli będziesz miał jakiś problem to zadzwoń, a umówię cię jak najszybciej.- uśmiechnęłam się szczerze.

-Nawet nie wiem jak pani dziękować, Pani [T/n].

-Proszę, mów mi po imieniu. Czuję się staro, gdy tak do mnie mówisz, a jesteśmy w podobnym wieku.

-W takim razie, [T/i], może dałabyś się zaprosić na kawę lub coś słodkiego w ramach podziękowania?- zaproponował, a mnie kompletnie zamurowało.

-Ja…- odchrząknęłam- To bardzo miłe z twojej strony, Luciel, ale twoje dobre samopoczucie mi wystarczy. Cieszę się, że czujesz się lepiej i to dla mnie najlepsze podziękowanie.- uśmiechnęłam się- Ale w razie czego, możesz zadzwonić.- podałam mu karteczkę- To mój prywatny numer. Nie będziesz musiał długo czekać, aż odpiszę.

-Dobrze. Dziękuję.- uśmiechnął się do mnie promiennie i wyszedł.

Cały dzień miałam w głowie słowa czerwonowłosego okularnika. Był przystojny, zabawny, wykształcony, w moim wieku – po prostu ideał. Jednak, czy powinnam spotykać się z własnym pacjentem?

,,Spotykać”? Nie, [T/i]. To tylko spotkanie w ramach podziękowania, nie licz na nic więcej.

Moje przemyślenia na temat chłopaka przerwał dźwięk przychodzącego SMSa.

Nieznany numer: [T/i], to ja, Luciel. Zdecydowałaś się na tę kawę? 😉

Na moich ustach zagościł szczery uśmiech. Zaraz. Czemu ja się uśmiecham do głupiego telefonu?

[T/i]: W zasadzie… Mogę się zgodzić. Podaj mi tylko datę, godzinę i miejsce. Mam wolny cały następny tydzień.

Nieznany numer: Świetnie! W takim razie do zobaczenia w kawiarni na przeciwko parku w poniedziałek o 17♥

[T/i]: Do zobaczenia

Uśmiechałam się do ekranu telefonu jak głupia, wpatrując się w serduszko, które mi wysłał. Cholera! [T/i], ogarnij się!

[DZIEŃ SPOTKANIA]

[PERSPEKTYWA 707]

Nie mogłem się doczekać spotkania z [T/i]. Bardzo mi pomogła, co zresztą zauważyli inni. A poza tym [T/i] była mądrą i przepiękną kobietą, której nie mogłem się oprzeć od momentu w którym ujrzałem ją po raz pierwszy. Jej świecące [K/o] oczy, jej [K/w] [D/w] włosy rozwiewane przez wiatr, jej cudowny uśmiech… Wyglądała jak anioł…

Dobra, rozmarzyłem się.

Pomimo faktu, że chciałem by [T/i] była dla mnie kimś o wiele ważniejszym, wiedziałem, że to bardziej ,,oficjalne” spotkanie, więc nawet nie miałem na co liczyć. Jednak zawsze warto mieć choć trochę nadziei, prawda?

Powoli zbliżała się godzina umówionego spotkania, a ja byłem kłębkiem nerwów. A co jeśli powiem coś nie tak? A co jeśli nie wyprasowałem dokładnie koszuli? A co jeśli jestem gdzieś brudny?

Ok, spokojnie.

Pamiętasz czego [T/i] cię uczyła? Wdech i wydech.

Ok, już lepiej.

Zauważyłem ją jak wchodzi do kawiarni ubrana w śliczną [U/k] sukienkę. Jak zwykle wyglądała cudownie…

O matko, czemu tu zrobiło się tak gorąco?

-Już jestem. Długo czekałeś?- powiedziała podchodząc do mnie bliżej z uśmiechem na ustach.

-W zasadzie to dopiero co przyszedłem. Zapraszam do stolika.- odwzajemniłem uśmiech.

Od razu, gdy zasiedliśmy przy stoliku, zaczęliśmy rozmowę. Nie powiem- mieliśmy wiele wspólnych tematów do rozmowy, a ja mogłem też przy okazji usłyszeć jej cudowny śmiech i patrzeć w jej oczy, w których tkwiły iskierki, które dodawały je uroku. Po jakimś czasie podeszła do nas kelnerka zebrać zamówienia, ja zamówiłem sernik i kawę, [T/i] za to wzięła [U/d] i [U/n].

Po jakimś czasie nasze zamówienie przyszło, jednak nie zwracaliśmy na to zbytniej uwagi, cały czas żywo rozmawiając.

Po zjedzeniu wybranych przez nas smakołyków i po dwóch godzinach przyjemnej rozmowy postanowiliśmy, że to już odpowiednia pora by wyjść z kawiarni i zakończyć spotkanie. Bądź co bądź, na zewnątrz było już ciemno.

-Jeszcze coś dla państwa?- zapytała kelnerka.

-Chyba poprosimy rachunek.- uznaliśmy.

I nastał ten moment, w którym to kobieta i mężczyzna kłócą się oto, kto zapłaci rachunek. Jako dżentelmen zapłaciłem za wszystko, choć wiedziałem, że [T/i] czuła się nieswojo z tego powodu.

Wyszliśmy z kawiarenki. Na zewnątrz było już ciemno i powoli robiło się coraz chłodniej. Stanęliśmy na chodniku i spojrzeliśmy na siebie.

-Dziękuję za miły wieczór, Luciel.

-To raczej ja powinienem dziękować.- uśmiechnąłem się- Jest już ciemno. Może powinienem cię odwieźć?

-Co to, to nie. Nie dość, że zapłaciłeś za mnie rachunek to teraz będziesz mnie podwozić?

-Nie przesadzaj. Z resztą jest już ciemno i zimno, a dobrze wiesz, że wtedy na ulicach jest najbardziej niebezpiecznie. Nie daj się prosić.

-Ehh… Nie odpuścisz mi, prawda?- zapytała retorycznie- Niech ci będzie.

Wsiedliśmy do mojego samochodu i zapięliśmy pasy. [T/i] powiedziała mi nazwę ulicy, na której znajduje się jej mieszkanie i ruszyliśmy w drogę.

Rozmowa jak zwykle była bardzo przyjemna i sami nie wiedzieliśmy kiedy znajdowaliśmy się na miejscu.

-Dziękuję. Za wszytko.- powiedziała i ucałowała mnie w policzek- Ja… Chyba powinnam już iść.- powiedziała zarumieniona.

Potrzebowałem chwili, by uświadomić sobie, co się właśnie stało.

Ona. Pocałowała. Mnie. W . Policzek! Pocałowała mnie!

Moja twarz natychmiast przybrała czerwonej barwy, a na ustach powstał szeroki uśmiech.

[T/i] już odpinała pasy, kiedy to chwyciłem ją za dłoń.

-Poczekaj…- powiedziałem szeptem by następnie złączyć nasze usta w pocałunku.

Byłem gotowy na cios z otwartej dłoni, spodziewałem się tego. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. [T/i] położyła delikatnie dłoń na moim policzku oddając pocałunek.

-Kocham cię…- powiedzieliśmy jednocześnie lekko zdyszani po pocałunku.

Uśmiechnęliśmy się do siebie po czym ponownie pocałowaliśmy. Skończyło się na tym, że spędziłem noc w mieszkaniu [K/w]-włosej, tuląc się do niej i powtarzając jej, jak bardzo się w niej zakochałem i jak bardzo ją kocham.

Nigdy nie wiesz, gdzie znajdziesz prawdziwą miłość. Kto by pomyślał, że znajdę w takim a nie innym miejscu?

 

Opublikowano
Odsłon 453
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!