Glowing In The Dark – PROLOG

PROLOG

Głośne trzaśnięcie, które zaakcentowało moje dramatyczne wyjście z imprezy urodzinowej przyjaciółki, rozniosło się po całej okolicy. Związałam włosy do tyłu w niesforną kitkę, z której swobodnie wypadały pojedyncze kosmyki moich rudych włosów. Z grymasem na twarzy opisującym mój aktualny nastrój, ruszyłam przed siebie kierując się oświetloną uliczką miasta. Dosłownie przed chwilą przyłapałam mojego, już byłego chłopaka na zdradzie z Ashley. Czyli z  dziewczyną, która była dla mnie kimś więcej niż znienawidzoną laską. Była moim największym wrogiem odkąd obydwie skończyłyśmy siedem lat. Poznałyśmy się mając pięć lat i samym początku naszej znajomości, byłyśmy dla siebie bliskie. Jednak  kiedy obydwie poszłyśmy do tej samej szkoły.. klasy, Ash nie była już jedyną osobą, którą uważałam za przyjaciółkę. Ludzie bardzo mnie lubili, co podobno spowodowane było ciepłem jakim w tamtych czasach emanowałam. Moja ówczesna przyjaciółka, która nie była otoczona żadnymi ludźmi prócz mną, zaczęła robić się zazdrosna. Po pewnym czasie przestała się do mnie odzywać, a jeśli już to robiła to tylko żeby dogryzać mi, że znów jest lepsza w nauce. A ja jak głupia dałam się w ciągnąć w jej grę, która toczy się aż po dziś dzień. Nasza chora rywalizacja sprawiła, że ludzie trzymają się od nas z daleka, a my same coraz bardziej zaczęliśmy zatapiać się w wzajemnej nienawiści. Zaczęłyśmy stawać się coraz bardziej chamskie, wredne i zimne dla siebie, a co najgorsze, dla innych.

Będąc w pierwszej klasie liceum, poznałam Erica, z którym byłam aż do dzisiejszego wieczoru. Czyli dwa pieprzone lata, które zaprzepaścił idąc do łóżka z tą zdzirą. 
Ale wracając.. Kiedy go poznałam, był troskliwy i kochany, zawsze umiał mnie rozbawić. Nie znając go ludzi często mówili, że jest rozbestwionym dzieckiem, jednak ci co znali go bliżej, wiedzieli, że bardziej pomocnej i odpowiedzialnej osoby od niego nie ma. Był niczym chłopak o jakim marzy każda dziewczyna. Jednak wszystko zaczęło się zmieniać z każdym miesiącem przeżytym z nim, kiedy zachęciłam go do dołączenia do szkolnej drużyny. Stawał się coraz bardziej pochłonięty grą, meczami i kumplami z drużyny, a coraz bardziej obojętny i oschły dla mnie. Mimo to stałam się nie robić mu awantur. W końcu to ja chciałam żeby tam był. 
Dziś jednak przesadził…

Z głową pełną od natłoku myśli i szumiącego w żyłach alkoholu, oparłam się plecami o pobliskie drzewo i osunęłam w dół. Parę sekund później moje ciało przeszedł zimny dreszcz, który spowodowany był zetknięciem się moich nóg z chłodnym betonem. Oparłam głowę o wypukłą korę, nie fatygując się aby nasunąć na nią kaptur, i zamknęłam oczy, głośno wzdychając. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej, obejmując je i rozkoszując się teraz już przyjemnym chłodem muskającym moje zaróżowione policzki, oraz ciszą jaka panowała wokół mnie. Co jakiś czas do moich uszu dobiegał szelest popychanych przez wiatr liści, cichy trzepot skrzydeł przelatujących nade mną ptaków i uspokajająca melodia jaka wydobywała się z ich dzióbków.
Rozkoszowałam się tym wszystkim w samotności, kiedy w pewnym momencie, czyjaś dłoń szarpnęła w moje ramię. W tej samej chwili poczułam na sobie czyjś wzrok, który skrępował moje drobne ciało. Momentalnie otworzyłam oczy i w ciemności, jaka panowała do o koła, zauważyłam stojącego w blasku latarni chłopaka. Zmrużyłam powieki chcąc przyjrzeć mu się dokładniej. Był to wysoki brunet o dużych oczach, których koloru nie byłam w stanie dostrzec. Miał ostre i wyraziste rysy twarzy, którym towarzyszył jakże ujmujący kilkudniowy zarost. Zjechałam spojrzeniem na jego klatkę, a jeden z kącików moich ust uniósł się lekko ku górze. Biała, obcisła koszulka opinała wyrzeźbione ciało mężczyzny, dzięki czemu mięśnie brzucha jak i rąk nieznajomego były dobrze uwydatnione. Za to na jego pełnych, czerwonych ustach igrał uśmieszek.

– Pomóc ci w czymś? – burknęłam, patrząc w nieoświetlone oczy chłopaka.

– Wydaje mi się, że to ty potrzebujesz pomocy..- odpowiedział chłodno, jednocześnie posyłając w moją stronę oczko, co sprawiało, że kompletnie nie widziałam o co mu chodzi. Jednak nie chcąc dać tego po sobie poznać, wywróciłam teatralnie oczami i podniosłam się z ziemi, otrzepując spodnie.

– Pudło.. – posłałam mu sztuczny uśmiech i spojrzałam na telefon – Mamusia nie będzie zła? W końcu dobranocka już dawno się skończyła – dodałam kąśliwie, ruszając w przeciwnym kierunku od tego, gdzie znajdował się brunet. Po zrobieniu zaledwie kilu koków poczułam dużą dłoń, zakrywającą całe moje ramie, a chwilę po tym szarpnięcie. “Kurwa..”pomyślałam i z grymasem na twarzy odwróciłam się w stronę napastującego mnie typa.

–  Wygadana jesteś –  szepnął jakby do siebie. -Podoba mi się to – dodał tym razem głośniej. Jego wzrok suną po moim ciele, lustrując każdy jego kawałek. 

–  No nic.. Fajnie się gadało, a teraz wybacz. Już i tak zmarnowałeś za dużo mojego czasu – strzepnęłam jego dłoń, która o dziwo wciąż znajdywała się na moim ramieniu i ponownie odwróciłam się do niego plecami, mając nadzieję, że tym razem da mi już spokój. 

– Jeszcze będziesz prosić, żebym marnował go częściej – krzyknął co było dobrym znakiem, bo znaczyło, że on również odchodzi.

– Powodzenia!

Autor Via
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 964
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!