„Wiedział że umiera, wiedział że czegoś mu brakuje, wiedział że musi zostać zapamiętany”

Do Zaun podpływał już ostatni ze statków dryfujących drogą morską Navori – Piltover. Kolos wielkością dorównujący małej wyspie właśnie cumował we wschodnim porcie. Na lądzie można było zauważyć kilkunastu ludzi czekających na podróżnych z Ionii. Po chwili opadł most łączący statek oraz cementową posadzkę stanowiącą podłoże portu. W tłumie szczęśliwych rodzin i wykrzykujących handlowców, widoczny jest mężczyzna ubrany w przydługi szary płaszcz, drewnianą laską pod ręką, małą czarną walizką i charakterystycznym garbem znajdującym się na jego prawym ramieniu. Po przeciśnięciu się przez kilkunastu ludzi udało mu się dostać w bardziej ustronne miejsce portu. Postanowił chwilę odsapnąć. Postawił walizkę na ziemi i zaczął wpatrywać się w horyzont. Podczas owego zabiegu poczuł dziwną rzecz, która nie dawał mu spokoju. Ktoś go obserwował…

„Wiesz że musisz.. musisz…”

Był to młody chłopak który zwęszył okazję na łatwy zarobek. Podszedł do nieznajomego i zaproponował mu pomoc w niesieniu bagażu i odprowadzenie do pobliskiego hostelu. Niski, dość chudy, umorusany jakąś czarną substancją na czole i policzkach, ubrany w niebieskie spodnie oraz marynarską koszulę. Nie czuł strachu przed obcymi.

Po chwili namysłu i kilku sekundowej ciszy, mężczyzna przyjął propozycję młodzieńca. Czuł zmęczenie po wielu dniach dryfowania i marzył o łóżku, które się nie kołysało. Chłopiec wziął jego walizkę i ruszył przodem w kierunku południowej uliczki.

Słońce chyliło się ku zachodowi, czerwona smuga światła zrównywała się z linią oceanu, mechaniczne ptaki lekko ćwierkały nad głowami mieszkańców. Piltover – miasto postępu, centrum kultury Valoranu, gdzie sztuka, rzemiosło, handel oraz innowacja stoją ramię w ramię. Miejsce idealne dla ludzi kreatywnych oraz pomysłowych. Dom wielu wspaniałych naukowców oraz zasłużonych wojowników. Nadchodziła noc.

Po krótkiej drodze ciemną ulicą chłopiec postawił walizkę przed drzwiami. Na ścianie jednej z portowej tawerny widoczny był napis ” Twarda Pomarańcza ” stworzony z kilku poskręcanych wielokolorowych neonów.

„Nie dam Ci spokoju… Wiesz o tym”

Młodzian otworzył masywne drzwi zrobione z drewna dość dobrej jakości, ponownie chwycił walizkę, spojrzał na nieznajomego i skinieniem głowy zaprosił go do środka. Mężczyzna wszedł do tawerny, a młody wyruszył tuż za nim. Rozejrzał się szybko i podszedł do lady mijając kilku pijanych marynarzy ( To miejsce spokojnie można było pomylić z okrzykniętym złą sławą Bilgewater). Myślał tylko o jednym, o łóżku… (A może nie?)

„CHCESZ TEGO… chcesz”

Wynajął mały pokój na poddaszu. Spojrzał na chłopaka, ale ten już wbiegał po schodach z jego walizką. Musiał tu być już kilka razy – pomyślał. Zaczął wspinać się za nim. Minął dwa piętra i zobaczył jak chłopiec próbuje dobrać się do jego walizki. Kiedy mały go zauważył szybko ją odstawił i wskazał palcem drzwi. To tutaj – oznajmił – Jeżeli mógłby pan dać mi trochę pieniędzy za fatygę byłoby fajnie. Przeszedł obok młodzieńca, zabrał walizkę, otworzył drzwi i wszedł do środka. Pokój był dość zadbany jak na standardy tego miejsca. Szafka, stolik i krzesło były postawione praktycznie obok siebie po lewej stronie, zaś po prawej stało łóżko nad którym zawieszony został regał. Na środku pokoju było okno w kształcie koła.

„Teraz.. teraz.. ZRÓB TO”

Położył walizkę na stoliku. Skinął na chłopaka żeby podszedł. Bez wahania ten wszedł do środka i wyciągną rękę…

„PRAGNIESZ TEGO TAK SAMO JAK JA”

Chwila ciszy… Nic nie mówi… Po chwili rzuca chłopcu złotego hexa. Wyjdź – krzyknął. Widział, że nie da rady się opanować i zaraz coś przejmie jego ciało. Czuł że ten pokój czegoś potrzebował, potrzebował czegoś pięknego… wspaniałego… ŚMIERCI.

Chłopak wybiegł z pokoju i zostawił mężczyzne samego z jego myślami. Kiedy znalazł się obok lady chciał się dowiedzieć kim jest tajemniczy jegomość. Korzystając z okazji, że nikt nie znajdował się za masywnym zrobionym z ciemnego drewna i wstawkami z mosiądzu barem wskoczył za niego i spojrzał do księgi rejestracji. Nikt nie mógł go zatrzymać, zarządca tawerny zajęty był dwoma podchmielonymi piratami, którzy gotowi byli do bójki. „Księga” która okazała się zwykłym staroświeckim zeszytem znajdowała się obok mosiężnej kasy z XVIII wieku. Pozłacane klawisze, duży wichajster otwierający kasę… Jak łatwo można było okraść to miejsce – pomyślał. Wiedział, ze nie może tego zrobić, dostawał sporą działkę za każdego przyprowadzonego gościa do hostelu. Otworzył zeszyt, przekartkował kilka stron i znalazł. Mężczyzna podpisał się jako KHADA.

Zbliżała się północ, noc była ciemna, do pokoju przez okiennice wlatywały promienie światła z portowych lamp. On nie spał. Nie mógł. Przekręcał się z boku na bok.

„Uczyń to miejsce piękniejsze”

Wstał. Podszedł do walizki. Otworzył kodowane zatrzaski. W walizce znajdowała się maska i kilka prętów. Wiedział że nie da rady dłużej się powstrzymywać. Założył maskę na swoją twarz, wysypał resztę rzeczy na łóżko i zaczął je łączyć. Jedno, dwa, trzy… Wszystkie rurki do siebie pasowały. Po dwóch minutach urządzenie było gotowe. Przez cały czas nucił specyficzną melodię.

Była późna jesień. Zaun pokryło się ciemnością. Nieliczne lampy rozświetlały drogę. Toksyczne opary było czuć nawet przy samej powierzchni łączącej podziemia z Piltover. Lekki deszcz uderzał o ściany budynków. Wiatr dochodzący z oceanu dudnił przez nieszczelny dach tawerny.

Otworzył frontowe drzwi swojego pokoju. Wyszedł na korytarz, cały czas nucąc. Zbliżył się do drzwi, które były naprzeciwko jego izby. Przekręcił klamkę… Poczuł podniecenie tej sytuacji… Wiedział, że zaraz to się stanie…Nie był sobą. Drzwi były otwarte, pijany marynarz spał głośno chrapiąc. Zbliżał się do niego nie przestając nucić. Przyłożył swoją twarz do jego policzka i lekko się zaśmiał.

„ZRÓB TO”

Odsunął się i wymierzył narzędziem w nieszczęśnika. Jeden, DWA, TRZY… Marynarz leżał już martwy, Khada poczuł radość, zaczął zanosić się śmiechem. Podniósł jego ciało, przystawił pistolet do szyi, Cztery – wypowiedział mu do ucha -odstrzelił mu głowę. Krew rozprysnęła się po całym pokoju zostawiając ślad także na masce Jhina. Odrzucił ciało na bok, położył się na środku pokoju i zaczął się histerycznie śmiać, turlając się w krwi umarlaka. Po chwili wstał, chwycił to co zostało po jego głowie, postawił ją na stoliku i ułożył obok niej kwiat.

Poczuł się spełniony. Wrócił do swojego pokoju, włożył pistolet i maskę do walizki, zatrzasną ją i usnął.

Zastanawiasz się pewnie, czy ktoś usłyszał strzały, histeryczny śmiech… Nikt, czas tego wieczora jakby stanął w miejscu, nikt nie słyszał kul przeszywających ciało biednego marynarza, nikt nie usłyszał odbijającego echem donośnego śmiechu. Pytani o to długo po fakcie odpowiadają, że jedyny rzecz jaka zapadła im tego wieczora w pamięci była pewna melodia…

Autor DeCey
Opublikowano
Odsłon 1520
4

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!