I need you – Rozdział II

Podniosłam się z zimnej ziemi, otrzepując ubranie z kurzu. Spojrzałam z wdzięcznością na postać schodzącą z kamienia. Starzec o długiej, siwej brodzie, błękitnej szacie i kapeluszu, wraz ze swoją drewnianym kosturem kierował się w moją stronę.

– Minęło trochę czasu kiedy to ostatni raz cię widziałem – zachichotał pod nosem, a na jego pomarszczonej twarzy pojawił się ciepły uśmiech. Przez moment wpatrywałam się w niego, nie do końca wiedząc o czym mówi.

– Gandalf? – wyjąkałam po chwili niepewności, starając się przypomnieć sobie wygląd wspomnianej osoby i porównać do tej, która stoi przede mną.

– Tak, to ja – uśmiechnął się promiennie – Jestem pod wrażeniem, że pamiętasz mnie jeszcze.

– Jakbym mogła zapomnieć o wspaniałym czarodzieju i jego fascynujących przygodach? – odparłam radośnie, ukazując przy tym rząd swoich śnieżnobiałych zębów.

– Ach, stare, dobre czasy – westchnął i zaraz po tym nastąpiła chwila niepokojącej ciszy – Słyszałem o tym co się wydarzyło i… – zaczął dokładnie mi się przyglądając, lecz przerwał na moment, jakby zastanawiał się nad odpowiednim doborem słów. Domyśliłam się o czym mówił, ale nie miałam ochoty ciągnąć tematu, który sprawiał ból w sercu – Przykro mi. Trilian był naprawdę wspaniałym wojownikiem – wydukał z rozżaleniem.

– Tak samo jak i bratem – wymamrotałam cicho pod nosem, przy okazji starając się powstrzymać smutek. To nie był najlepszy moment na rozczulanie się, pomimo, że łzy niemiłosiernie cisnęły mi się do oczu, błagając o uwolnienie – Z tego zamieszania zapomniałam ci podziękować za pomoc. Gdyby nie ty to zapewne już dawno by mnie tutaj nie było – wyjaśniłam odbiegając od wcześniejszego tematu.

– Nie ty powinnaś dziękować, a ktoś inny i w dodatku tobie, a nie mi – wskazał głową na gromadę krasnoludów oraz hobbita – Podziwiam twoją odwagę, a także ducha walki. Nie bałaś się poświęcić życia by ratować nieznajomych przed ich strasznym końcem? – zadał pytanie najwyraźniej bardzo tym zaciekawiony.

– Bałam się – przyznałam bez chwili zawahania – ale… – w tym momencie mój wzrok przeniósł się na mężczyznę, który razem ze mną walczył z potworami. Krasnolud prowadził rozmowę ze swoimi kompanami, lecz zauważyłam, że od czasu do czasu zerkał w naszą stronę z nutką nieufności, jakby obawiał się mojej obecności.

Dopiero teraz mogłam mu się bardziej przyjrzeć. Posiadał długie, ciemno brązowe włosy, które bezwładnie opadały mu na ramiona, spory zarost oraz umięśnioną posturę, która wskazywała na to, że był wojownikiem. I to cholernie dobrym zważywszy na to jak radził sobie w walce.

– Ale? – dopytał czarodziej, co sprowadziło mnie na ziemię.

– Ale nie mogłam na to patrzeć. Zostaliby pożarci, a mnie gryzło by sumienie, że nie udzieliłam im pomocy. Teraz przynajmniej mogę odejść w spokoju – wytłumaczyłam powracając wzrokiem na starca.

– Dokąd? – spytał, gładząc ręką swoją siwą brodę.

– Tego jeszcze nie wiem.

– Jak to?

– Cóż – wzięłam głęboki wdech, po czym dalej ciągnęłam swoją wypowiedź – Kręcę się tu i tam, nie do końca wiedząc czego oczekuję od życia – wydukałam prawie, że na jednym wdechu.

– A ja chyba wiem czego pragnie twoja dusza? – powiedział, mrużąc przy tym oczy, jakby chciał wyczytać ze mnie każdą tajemnicę, dokładnie tak jak z otwartej księgi. Nie do końca mi się to podobało i nie za bardzo byłam co do tego przekonana, jednak uzyskałam odpowiedź szybciej niż się spodziewałam – Pragniesz zemsty – odparł zdawkowo, a ja zaczęłam się zastanawiać nad jego słowami. Czyżbym naprawę tego chciała? Może i czułam nieogarnięta złość i gniew, która kumulowała się we mnie na przestrzeni ostatnich lat, ale czy pragnęłam zemsty?

– Jeżeli chodzi ci o Azoga i to co zrobił… – przerwałam na chwilę czując jak słowa grzęzną mi w gardle.

– Wyrządził wam wielką krzywdę. Pragniesz jego śmierci tak bardzo jak tego, by znów zobaczyć swoją rodzinę w całości – stwierdził, a ja musiałam przyznać mu rację. Czyżby czytał mi w myślach?

– On i Smaug są siebie warci! Ten smok sprawił, że nasi przodkowie, rodziny wszystkich mieszkańców wioski, w której mieszkałam przeżyli istny koszmar – wycedziłam przez zęby, oddychając nierówno. Złość dawała o sobie znać, co też pewnie można było zauważyć na mojej twarzy.

– Widzę, że masz podobny cel do naszego… – wyjawił, lecz znów niczym mnie nie oświecił. Dlaczego czarodzieje nigdy nie gadali do rzeczy?

– Co masz na myśli?

– Moja droga Elin, co byś powiedziała na udział w wyprawie do Samotnej Góry, by pokonać mieszkającego tam Smauga? – zaproponował, przez co mój uśmiech z każdą sekundą stawał się coraz większy. I chyba nie byłam świadoma tego co robię, gdyż zgodziłam się nawet nie zważając na konsekwencje płynące z tej niebezpiecznej podróży.

~×~

– Thorinie mam dla ciebie ciekawą propozycję, w dodatku nie do odrzucenia – głos czarodzieja wypełnił przestrzeń, a krasnolud zmierzył go swoim przenikliwym spojrzeniem.

– Co masz na myśli? – odparł swym grubym głosem, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Coś w głębi duszy mu podpowiadało, że to na pewno nie będzie przyjemny temat. Mógł jedynie snuć przypuszczenia, co też ten starzec kombinuje.

– Co jeśli kompania powiększyłaby się o jednego członka? – spytał z niewidocznym uśmiechem, opierając się o kostur.

– Masz na myśli tę dziewczynę?! – oburzył się, nawet nie dając Gandalfowi dokończyć wypowiedź. Już i tak był wściekły na niego, że przyjął do jego kompani hobbita, który tylko ich spowalniał, a także utrudniał podróż. Nie chciał popełnić kolejnego takiego samego błędu.

– Tak mam na myśli Elin – westchnął, czując, że to nie będzie łatwa rozmowa, a przynajmniej nic na to nie wskazywało – Ona mogłaby wam pomóc – ciągnął, chcąc podać jak najwięcej argumentów, które przekonałyby go do podjęcia dobrej decyzji – Sam powiedziałeś, że przydałby się ktoś jeszcze.

– Ale mówiąc te słowa, chodziło mi o rosłego mężczyznę. Osobę, która choć trochę zna się na walce!

– Twierdzisz, że ona jest złą wojowniczką? Przypomnij sobie kto przed chwilą uratował wam życie? – Starzec nie odpuszczał, gdyż wiedział, że musi go przekonać. Tak podpowiadała mu intuicja, która prawie nigdy go nie zawodziła.

– Nie pogrywaj ze mną czarodzieju! – warknął rozzłoszczony, machinalnie wytykając go palcem – Już ten niziołek działa mi na nerwach! A poza tym nie jestem opiekunką! To niebezpieczna wyprawa, gdzie każdy dba o samego siebie!

– Znając życie to raczej ona opiekowała by się wami wszystkimi – burknął Gandalf pod nosem, znudzony zachowaniem krasnoluda.

– Słyszałem to!

– Miałeś to słyszeć – wymamrotał starzec, który był nieugięty – Przydzielenie ci pana Bagginsa było dobrym wyborem, choć pewnie jak na razie tego nie dostrzegasz. Zaufaj mi i przyjmij także ją – rzekł stanowczym tonem – Uwierz, że nie pożałujesz – dodał, widząc jak Dębowa Tarcza powoli i nieoficjalnie zgadza się.

Wskazywało na to choćby to, że wpatrywał się w ziemię, z rękami złożonymi za plecami i nie przerywał mu od dłuższego momentu.

– Niech będzie.. Ale zgadzam się tylko po to, abyś dał mi spokój! – burknął z głośnym westchnieniem.

– Coś mi mówi, że to będzie najlepsza decyzja w twoim życiu… – zaśmiał się tajemniczo i odszedł w stronę dziewczyny.

Thorin pokiwał głową na boki ewidentnie niedowierzając temu wszystkiemu. Przetarł zmęczoną twarz dłonią i przez przypadek spojrzał na dziewczynę. Nie był do końca przekonany, co do decyzji, którą przed chwilą podjął.

Czy ta podróż nie okaże się zbyt trudna dla kobiety? Lecz tylko jedno sprawiło, że się zgodził. W ten sposób będzie mógł spłacić dług, który chcąc nie chcąc powstał bez jego zgody. Szatynka ryzykowała swoje życie w obronie jego oraz reszty towarzyszy, więc jeżeli chciała wyruszyć z nimi to to był dobry moment, aby odpłacił za to co dla nich uczyniła.

Jednakże ten fakt również sprawił, że zaciekawiła go jej osoba. Dostrzegł w niej odwagę, kiedy tylko rozpoczęła pojedynek ze śmiercią, bo właśnie to gwarantowało jej spotkanie z trolami. Z zamyśleń wyrwał go radosny odgłos siostrzeńców.

– Komuż to się tak przyglądasz, wuju? – spytał Fili z łobuzerskim uśmiechem jaki to zawsze mu towarzyszył, zjawiając się tuż obok niego.

– Ach, śliczna z niej duszyczka – dodał Kili wzdychając rozmarzony.

– Ogarnijcie się! Lepiej zajmijcie się wyprawą! – burknął i zaczął zmierzać w stronę Dwalina.

– Widać, że z niej twarda dziewczyna – powiedział jeden z braci przyglądając się szatynce.

– Ale i tak macie mieć ją na oku… – nakazał Thorin, znajdując się jeszcze na tyle blisko chłopaków, by mogli to usłyszeć.

– Czyli ona idzie z nami? – Kili spytał z nadzieją w oczach, ale w zamian otrzymał lekkie kiwnięcie głową.

~×~

– Zgodził się? – spytałam, spodziewając się dobrej wiadomości.

– Tak – odrzekł radośnie – Tylko proszę, nie zraź się do niego. Może być trochę surowy i wymagający – stwierdził, uprzedzając mnie przed owym krasnoludem – Przynajmniej w stosunku do Bilba taki jest… – przyznał trochę ciszej.

– Kim jest Bilbo? – spytałam, by rozluźnić napiętego czarodzieja.

– To jest nasz włamywacz – wyjaśnił, śmiejąc się pod nosem – Hobbit z Shire.

– Muszę przyznać, że ta kompania jest trochę… Nietypowa?

– Chyba masz rację – posłał mi szczery uśmiech, który bez zastanowienia odwzajemniłam – No dobrze, to ty poczekaj tu chwilę, a ja pójdę zamieć kilka zdań z tą upartą zrzęda, znaczy Thorinem – poprawił udając poważnego, po czym odszedł.

Zostałam sama, wśród tej bandy krasnoludów i rzecz jasna, również hobbita. Usiadłam na dużym, zimnym głazie i z uwagą przypatrywałam się każdemu tu obecnemu. A przynajmniej tak myślałam, że każdego mam na oku.

– Witaj! – tuż za sobą usłyszałam męski głos. Zdezorientowana i wystraszona podskoczyłam lekko w górę, a serce zabiło o wiele szybciej ze strachu. Szybko wypatrzyłam postać, która za tym stała, a był to chłopak o blond włosach oraz tego samego koloru, brodzie. Zaśmiał się cicho, prawie niezauważalnie, na moją śmieszną reakcję – Jestem Fili – przedstawił się.

– A ja Kili! – zza jego pleców wyskoczył trochę niższy brunet.

– Elin – niepewnie ścisnęłam ich dłonie, patrząc na nich nieco zdezorientowana.

– Cóż za piękne imię – rzekł szarmancko krasnolud o czarnych włosach.

– Tak samo jak jego właścicielka – dodał drugi, a na mojej twarzy pojawiły się lekkie rumieńce, choć tak na prawdę miałam ochotę się roześmiać.

– Jesteście braćmi? – dopytałam, by upewnić się co do moich przemyśleń. Pomimo pewnych różnic dało się dostrzec w nich także i podobieństwa.

– Tak – odpowiedział Fili – Ja jestem tym ładniejszym oczywiście – przyznał szczerząc zęby.

– Nie obrażaj mnie bracie, bo inaczej przywalę w tę twą buźkę i wtedy nikt nie będzie miał już wątpliwości co do tej krzywej mordy! – zagroził mu Kili.

– Słucham?! – widać było, że sytuacja między nimi stawała się coraz bardziej napięta.

– Dobrze, spokojnie – uspokoiłam ich, ale sama nie mogłam przestać się śmiać.

– Wybacz nam, ale tak to już bywa w rodzeństwie – wytłumaczył, a ja przytaknęłam mu, gdyż sama coś wiedziałam na ten temat.

– Naszego wuja już pewnie znasz, prawda? – spojrzałam pytająco na blondyna, czekając, aż zdradzi mi coś więcej – Thorina, wiesz o kim mówię?

– Teraz już tak – odparłam szybko, nie sądząc, że oni mogą być w jakikolwiek spokrewnieni. Odruchowo mój wzrok skierował się w stronę Dębowej Tarczy. Rozmawiał on z innym siwobrodym krasnoludem, lecz widać, że nie był tym zbytnio zainteresowany.

Wtem, w tym samym momencie nasze spojrzenia napotkały się, przez co lekko speszona, szybko odwróciłam głowę, wracając do rozmowy z nowo poznanymi towarzyszami.

Opublikowano
Odsłon 912
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!