Wszystko czego potrzebuję to ty – Rozdział trzydziesty trzeci

– Chcę żebyś do mnie wróciła. Bądź moją dziewczyną.

– Że co?! Chyba zgłupiałeś! Nigdy do ciebie nie wrócę.

– Jesteś tego taka pewna? Nie boisz się, że coś może stać się twoim braciom lub twojemu kochasiowi? Na twoim miejscu dobrze bym to przemyślał.

– Nie zrobisz tego! – Patrzyłam na niego przerażona myślą, że może coś zrobić Luke’owi lub moim braciom.

– Na pewno? Wiesz do czego jestem zdolny. Na twoim miejscu dobrze bym to przemyślał. Masz czas do jutra. Czekam na odpowiedź do końca lekcji. – I wyszedł, zostawiając mnie samą z moimi myślami. Co mam teraz zrobić? Zgodzić się czy nie? A jeśli mówi prawdę i zrobi im krzywdę? Nie mogę na to pozwolić.

Wyszłam na szkolny dziedziniec i rozejrzałam się w poszukiwaniu Luke’a. Stał oparty o mur i robił coś na komórce. Podbiegłam do niego i go przytuliłam. Na początku stał nieruchomo, ale już po chwili odwzajemnił uścisk.

– Stało się coś? – Nad głową usłyszałam jego zmartwiony głos.

– Nie. Chciałam się tylko przytulić.

– Tylko? A jeśli ja chcę czegoś więcej? – Podniosłam na niego wzrok. Uśmiechał się łobuzersko.

– Tak? A co takiego? – Zbliżyłam swoją twarz do jego.

– Na przykład tego. – I mnie pocałował, co od razu odwzajemniłam. Niestety musieliśmy przerwać, ponieważ zabrakło nam powietrza. – Więc co dziś robimy?

– Zapomniałeś? Udziela ci dziś korepetycji.

– To dziś? Czemu ja się na to zgodziłem? – Powiedział z jękiem.

– Nie zgodziłeś. To ty mnie o to poprosiłeś. – Pocałowałam go w policzek i chwyciłam go za dłoń. Skierowaliśmy się w stronę domu Kastiela.

– Chciałem spędzać z tobą więcej czasu.

– Za mało się spotykamy? Przecież widzimy się codziennie, a u ciebie w domu jestem co drugi dzień. – Zatrzymał się, odwrócił w moją stronę i spojrzał mi w oczy.

– Nie mam ciebie dosyć. Uwielbiam spędzać z tobą czas. Kocham cię.

– Kocham cię i nigdy nie przestanę. – Pocałował mnie namiętnie, przez co zabrakło mi tchu. Niestety, naszą chwilę przerwał mój dzwoniący telefon. Dzwonił Mat. Spojrzałam na Luke’a pytająco, a on skinął głową. – Jeśli to nic ważnego, to obiecuję, że go uduszę. – Odebrałam i uniosłam komórkę do ucha. – Halo.

– Di, słuchaj. Drew został pobity.

– Co?! Ale jak to? Kiedy to się stało?

– Jakąś godzinę temu.

– Czemu wcześniej do mnie nie zadzwoniłeś? Byłeś z nim w szpitalu?

– Drew nie pozwolił. Nie chciał cię martwić. Tak, właśnie z niego wracamy.

– No to mu nie wyszło. Co z nim?

– Ma tylko parę siniaków i zadrapań. Po za tym, wszystko z nim w porządku.

– Ale ulga. Gdzie teraz jesteście?

– Właśnie wchodzimy do domu.

– Okej. Zaraz będę. – Rozłączyłam się i spojrzałam na Luke’a. – Przepraszam cię, ale muszę wracać do domu.

– Co się stało?

– Andrew został pobity. Niestety, nie znam szczegółów.

– Stało mu się coś poważnego?

– Mat powiedział, że ma tylko kilka zadrapań i siniaków, ale wolę zobaczyć to na własne oczy. Zadzwonię do ciebie później. – Pożegnałam się z Lukiem i skierowałam się w stronę mojego domu. Na miejscu byłam po kilkunastu minutach. Weszłam do kuchni. Drew trzymał lód przy twarzy. – Jestem. I jak?

– Przeżyję. To nic poważnego. Tylko kilka siniaków. – Odsunęłam jego rękę z lodem, aby zobaczyć stan jego twarzy. Miał czerwony lewy policzek.

– Będzie z tego porządna śliwa. – Przyłożyłam lód z powrotem do jego policzka. – Jak to się stało?

– Mat wszedł do sklepu, a ja czekałem na niego na zewnątrz. Wtedy podbiegło do mnie dwóch chłopaków i wzięli mnie z zaskoczenia. Gdy Mat wyszedł, to oni uciekli.

– Nic ci nie ukradli?

– Właśnie nie.

– To znaczy, że to nie był napad z rabunkiem. Byliście na policji?

– Nie, bo nie ma sensu. Pewnie robili sobie pokaz siły czy coś.

– To jeszcze gorzej. Trzeba to zgłosić. Następnym razem może stać się komuś coś poważnego.

– Nie przekonasz go. Próbowałem.

– Jako najstarszy z nas, powinieneś być najbardziej rozważny. Czasami mam wrażenie, że z naszej trójki, to ja jestem tą odpowiedzialną. Jakbyś zmienił zdanie, to będę w swoim pokoju. – Udałam się do swojego pokoju. Będąc na schodach, usłyszałam rozmowę moich braci. Rozmawiali cicho, jakby nie chcieli, żebym ich usłyszała. Zatrzymałam się i postanowiłam ich podsłuchać.

– Czy to, aby na pewno dobry pomysł, żeby jej nic nie mówić? – Zapytał Mat.

– Sam słyszałeś co powiedzieli. Oni na pewno byli od Victora i chodziło im o to, żeby Di się o tym dowiedziała, karząc ją pozdrowić.

– Właśnie dlatego nie możemy jej powiedzieć. Jeśli się dowie, będzie chciała z nim porozmawiać, a on wtedy może jej coś zrobić. On się na nas mści i nie przestanie, dopóki nie będzie usatysfakcjonowany. – Powiedział Drew.

– Nie możemy go do niej dopuścić. Nie wiemy dlaczego zapisał się do tej szkoły, ale jestem pewien, że ma jakieś ukryte zamiary i na pewno nie są one dobre. – Powiedział Mat.

Usłyszałam już wystarczająco dużo, więc udałam się do swojego pokoju. Gdy tylko weszłam do pokoju, mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz. Nieznany numer. Zawahałam się przez chwilę, ale postanowiłam odebrać.

– Hej, kochanie. Tęskniłaś? – Słysząc ten głos od razu chciałam się rozłączyć, czego chyba się domyślił. – Będzie dla ciebie lepiej, jeśli się nie rozłączysz.

– Czego chcesz Victor?

– Chciałem wiedzieć jak oceniasz dzieło moich chłopców?

– Daj mi spokój! Nie wrócę do ciebie.

– Doprawdy? Więc nie obchodzi cię los twojego kochasia, braci oraz przyjaciół? Pamiętaj, że dzisiejszy pokaz, to tylko namiastka tego, co mogę im zrobić, jeśli nie zrobisz tego co chcę.

– Po co mam do ciebie wrócić? Żebyś znowu mnie zdradzał na każdym kroku?

– Chcę się zemścić na twoich braciach, a niszcząc ciebie, zniszczę ich.

– Nie pozwolę ci na to.

– Och, spokojnie. Nie muszę mieć twojego pozwolenia. Po prostu przemyśl wszystko dokładnie. I lepiej zrób to szybko, bo już jutro może się coś przytrafić twojemu kochasiowi lub twojej przyjaciółeczce.

– Nie waż się nawet. – Słyszałam jego szyderczy śmiech. Zacisnęłam zęby i ze łzami w oczach powiedziałam. – Zgadzam się.

– Jesteś łatwa do przewidzenia, skarbie. Masz jeszcze dziś zerwać z kochasiem, a od jutra masz być kochającą mnie dziewczyną. – I się rozłączył, a ja upadłam na kolana i zaczęłam płakać.

– Czego ryczysz idiotko? Sama się na to zgodziłaś. – Mówiłam sama do siebie, ścierając łzy z policzków.

Wzięłam ponownie telefon do ręki i napisałam do Kastiela.

Do Luke:

Jesteś w domu?

Od Luke:

Jestem i tęsknię za tobą. Chciałbym, żebyś była obok mnie. Mógłbym cię wtedy przytulić. :3

Do Luke:

Niedługo będę.

Od Luke:

Czekam 🙂

Wybiegłam z domu i skierowałam się do domu Luke’a. Na miejscu byłam po dwudziestu minutach. Zapukałam do drzwi i po chwili Luke wpuścił mnie do środka. Weszłam i od razu się do niego przytuliłam.

– Stało się coś?

– Chciałeś mnie przytulić.

– Masz rację. – Odwzajemnił uścisk.

– Nie mieliśmy przypadkiem czegoś dokończyć? – Zaczął całować mnie po szyi. Odchyliłam głowę, dając mu lepszy dostęp.

– Nie mam pojęcia, co to może być.

– Też się nad tym zastanawiam.

– Może przypomnimy sobie na górze, w moim pokoju?

Po chwilach rozkoszy leżeliśmy nago na łóżku, przytuleni do siebie i łapaliśmy oddech. Spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej. Było już po dziewiętnastej, więc musiałam zbierać się powoli do wyjścia. Musiałam z nim o tym porozmawiać. Wstałam powoli z łóżka i zaczęłam zakładać na siebie ubrania. Luke założył tylko bieliznę i spodnie, a potem usiadł na łóżku.

– Muszę już iść.

– Nie możesz zostać na noc? – Zapytał z nadzieją w głosie.

– Niestety, ale zanim wyjdę… Muszę z tobą porozmawiać. – Usiadłam obok niego na łóżku.

– Brzmi poważnie. Stało się coś?

– Luke… Pamiętaj, że bez względu na to, co się stanie, zawsze będę cię kochać.

– Kat, zaczynam się bać. – Postanowiłam nie przedłużać tego momentu.

– Musimy się rozstać. 

Autor Iviena
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 226
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!