Jikken | Shigaraki Tomura | Boku no Hero Academia | Wprowadzenie

Uwaga!

Historia ta jest czymś w rodzaju parodii różnych fan fiction w stylu “niezwykłej dziewczyny z setką potężnych mocy”, choć sama powieść nie jest x OC. Nie jestem dobra w pisaniu komedii tudzież parodii, toteż przypuszczalnie nie będzie tyle komizmu, ile w klasycznych parodiach. 

Akcja dzieje się kilka tygodni po wydarzeniach z USJ, czyli Shigaraki nawet nie wie o istnieniu takich osób jak Dabi i Toga. 

Jikken —  jap. eksperyment

    Bywają takie momenty, kiedy człowiek nie potrafi znaleźć przyczyny swoich własnych uczuć. Budzi się o poranku wyspany i zdrowy, lecz tak czy owak ma paskudny humor, drażni go najmniejszy dźwięk. Pytany, dlaczego się irytuje, nie umie odpowiedzieć. Burknie tylko, że tak już jest i już. Przypuszczam, że owo zachowanie to naturalna reakcja ludzkiego organizmu na pewne długotrwale działające czynniki środowiskowe takie jak choćby stres albo otoczenie. Trudno odnaleźć powód, bo ofiara nie widzi niczego konkretnego, paradoksalnie może nawet tłumaczyć sobie, że przecież nic się nie dzieje, czuje się doskonale. Niestety, to nieprawda. Niemogąca znaleźć przyczyn swojego rozdrażnienia osoba jeszcze bardziej się złości przez kującą bezsilność i niewiedzę. 

    Bywają też takie momenty, gdy człowiek doskonale wie, co spowodowało jego wściekłość albo przygnębiony nastrój z tą różnicą, że nie chce się przed sobą do tego przyznać. Często dochodzi nawet do okłamywania się i zniekształcania prawdy, bo nie potrafi się przyjąć powodu. 

    Wieloletnie obcowanie z Tomurą nauczyło mnie rozpoznawać te dwa rodzaje rozdrażnienia. Pierwszy występował zdecydowanie częściej: niejednokrotnie widziałem, jak z narzekaniem na wszystko i nic niszczy najbliższy przedmiot w jego otoczeniu lub bez powodu oświadcza, że zabiłby mnie gdyby nie przydatność.

Drugi pojawiał się zdecydowanie rzadziej. Niemniej jednak w porównaniu z chwilami, kiedy Shigaraki nie marudził na obiad, nie wściekał się na All Mighta, społeczeństwo ani świat w ogólnym tego słowa znaczeniu czy nie groził zdewastowaniem półek z alkoholem w moim barze, to spotkałem się z nimi stosunkowo często. 

    Nie oznaczało to, że i momenty wyciszenia zirytowania nie występowały u młodego Tomury. Po prostu… Miałem przyjemność zaobserwować je sporadycznie.

    Przyzwyczaiłem się do takiego stanu rzeczy, acz bardzo cieszyłem się, kiedy opuszczały go huśtawki nastrojów. 

    Tamtego dnia Shigaraki bardzo dobrze się czuł, co mnie zadowalało. Mimo że od niedoszłego incydentu w USJ minęły może trzy tygodnie, a w ostatnim czasie wzrastała aktywność Zabójcy Bohaterów, o poranku wstał z doskonałym samopoczuciem. Zwykle zachowywał się jak maleńka zapałka, która wrzucona do benzyny mogła podpalić cały dom, dlatego starałem się nie popsuć mu owego beztroskiego stanu. W jego czerwonych, z reguły wypełnionych irracjonalną furią oczach pojawił się znajomy, od dawna niewidziany, radosny błysk, co przypomniało mi pewną sytuację sprzed kilkunastu lat.

    Tomura skończył wtedy osiem lat. Znałem go tylko dwa, ale już wtedy czułem do niego wielkie przywiązanie. Zegarki pokazywały siódmą trzydzieści trzy, a ja przygotowywałem tort urodzinowy, bo pragnąłem zrobić małemu niespodziankę. Nagle podbiegł do mnie Tomu i wspiął się na palce, aby zobaczyć, co szykuje się na blacie.

    — A co to, Kurogiri? — Utkwił źrenice w misce wypełnionej mąką i cukrem.

    — Niespodzianka. — Dodałem proszek do pieczenia. 

    — Robimy ciasto? Na moje urodziny? — Bystry był bez wątpienia.

    — Owszem, będziesz musiał chwilę poczekać, zanim…

  — POMOGĘ CI! — Chwycił, ledwo dosięgając leżącej obok karteczki i zmarszczył brwi. Nie potrafił za dobrze czytać, choć próbowałem go czegoś nauczyć. 

    — Daj mi to, proszę. Widzisz? — Wskazałem na czwarty w kolejności produkt. 

Tomura pokiwał niepewnie głową. 

    — To są znaki na mleko, Shigaraki.

    — Mleko — powtórzył.

    — Później cię nauczę pisać wszystkie słowa. A teraz mógłbyś przynieść mi mleko, proszę?

    Prędko podbiegł do lodówki i wyciągnął z niej wskazany produkt. Przyniósł mi je, a ja odmierzyłem odpowiednią ilość i dodałem do miski. 

Szybko i sprawnie nam szło. W międzyczasie włosy Tomury oberwały solidną dawką mąki, przez co wyglądały na białe, jakby przyprószył je pierwszy, grudniowy śnieg. Nie chciał jednak ich umyć zachwycony perspektywą upieczenia ciasta, toteż nie naciskałem. Ostatecznie ostrożnie włożyłem blachę do piekarnika i ustawiłem czas.

    — A teraz idź… — Rozejrzałem się. Nigdzie go nie było.

    Nie podobało mi się to. 

    — Shigaraki? — Usłyszałem chichot z drugiego pokoju i tupot małych, biegnących stópek. — Musisz umyć włosy. Są całe w mące. 

    Wyszedłem na korytarz. Zdołałem tylko ujrzeć, jak skręca w lewo na jego końcu, śmiejąc się.

    — Shigaraki… — westchnąłem cicho. — Wybacz, że psuję ci zabawę, acz chciałbym, abyś czysty zjadł ciasto. 

    Poszedłem za nim i trafiłem do małego salonu.  

    — Ale ja nie chcę! — krzyknął, kryjąc się za kanapą. 

    Kiedy się zbliżyłem, mały uciekł i śmignął ponownie do holu. Odetchnąłem i przeteleportowałem się w ramę drzwi. Ledwo udało mu się zatrzymać i nie wpaść na otwarte przejście.

    — Nie pozwolę ci przejść. Idziesz się myć i ko-… 

    Niespodziewanie Tomura chwycił stojący na pobliskiej szafce wazon i rzucił nim we mnie, ale celując w przejście. Tak mnie to zaskoczyło, że nie zdążyłem zamknąć warp gate i wazon wleciał do łazienki. Chcąc, czy nie chcąc, przemieściłem się tam i złapałem naczynie. Wtedy uświadomiłem sobie, że Shigaraki został po drugiej stronie i najprawdopodobniej już jest w innej części mieszkania. 

    Taka przebiegła z niego bestia była. 

    Wróciłem do salonu i wyjrzałem na korytarz. 

    Zniknął. 

    — Naprawdę nie chcę się teraz bawić… — mówiłem głośno i wyraźnie, tak aby mnie usłyszał. — Proszę, gdziekolwiek przebywasz, Shigaraki, wyjdź stamtąd. 

    Ostatecznie zmusił mnie do przeszukania wszystkich pomieszczeń. Nie odzywał się, co tylko utrudniało mi zadanie. Szukałem go dziesięć minut, sprawdziłem wszystkie pokoje w barze, ale nigdzie go nie widziałem. Przeszukałem wszystkie najciemniejsze zakamarki. Zajrzałem w każdy możliwy kąt. Zniknął. 

    A wtedy uderzyła mnie pewna myśl. 

   Szybko skierowałem się w stronę łazienki. Usłyszałem dźwięk bieżącej wody, a byłem pewien, że nie odkręcałem żadnego kranu. Światła też nie zostawiłem zapalonego. 

    Zaczerpnąłem powietrze i zapukałem. 

    Dobiegł mnie jedynie uroczy, dziecięcy chichot zza drzwi oraz plusk wody z wanny.

    — Jak już się skończysz, to przyjdź na tort.

    — Dobrze, Kurogiri!

    I pomyśleć że to wyrosło na wiecznie rozdrażnionego, infantylnego seryjnego mordercę niszczącego wszystkie moje telefony w furii, który próbował zabić Symbol Pokoju Japonii — All Mighta, bohatera numer jeden. Jak widać ani ja, ani All for One nie nadajemy się na rodzica, choć sądzę, że ten drugi bardziej. 

    — Kurogiri, głodny jestem! Zrób coś do żarcia! — Przerwał na chwilę rzucanie metalowymi lotkami w plakat przedstawiający bohaterów z czołówki sprzed tegorocznego notowania.

    Westchnąłem cicho. 

    Pewnych nawyków jednak nie raczył zmienić nawet mimo dobrego humoru…

    Już planowałem udać się do kuchni i odgrzać zupę, gdy wtem rozległo się pukanie do drzwi. Odstawiłem wycieraną szklankę i utkwiłem wzrok w Shigarakim, niewerbalnie pytając, czy pozwala, by ten stukający człowiek wszedł do środka.

    — Kto to znowu, do cholery jasnej?! Wejść! — wydarł się Tomura i zmrużywszy oczy, cisnął rzutką. Trafił idealnie w czoło Endeavora. 

    Drzwi się otworzyły, a w nich stanął… All for One. 

  Ten widok uderzył we mnie niczym pędzący jak smuga światła ogromny meteoryt w powierzchnię planety. Co go tu sprowadza? Czy nie powinien uważać na swoje ciało, które zniszczyło wielokrotne wykradanie i wręczanie Quirków oraz walka sprzed pięciu lat? Nie lepiej byłoby, gdyby pozostał podłączony do swojej aparatury, która podtrzymywała bicie jego serca? Nasuwało mi się tyle pytań, lecz nie ryzykowałem ich zadania. Nie warto się pytać o takie błahostki, zajmując jego cenny czas.

    Przesunąłem spojrzenie w dół i zobaczyłem JĄ. 

  U boku All for One’a stała długowłosa na oko osiemnastolatka o bladej cerze. Lśniące, czarne kosmyki okalały twarz niezwykłej urody. Pełne usta i mały nos idealnie pasowały do delikatnie zarumienionych, gładkich policzków. Oczy zasłaniał skrawek materiału zawiązany z tyłu głowy. Zwiewna, błękitna sukienka powiewała w przeciągu, na ramiona założona skóra błyszczała w ciepłym, domowym świetle lamp. 

    Doprawdy, była piękna.

    — Sensei! — Tomura, ruszywszy, przewrócił zajmowane krzesło barowe. — Co, co Sensei tu robi? I… KIM ONA JEST?!

    — To prezent dla ciebie, Shigaraki.

    — Niby jaki? — Zmarszczył brwi, wpatrując się podejrzliwie w dziewczynę.    

   — Poznaj Hope. Pracowałem nad przygotowaniem jej kilka lat, aby funkcjonowała odpowiednio. Jest jednym z niewielu umiejących racjonalnie myśleć Nomu, które udało mi się stworzyć. Ma kilka potężnych Darów, ale zarazem będzie bezwzględnie tobie posłuszna. To najpewniej najpotężniejsze Nomu, jakie kiedykolwiek stworzyłem. Starałem się dopracować ją: nawet High-end nie równa się z nią mocą, jeśli mam być szczery. Pomoże ci ostatecznie zniszczyć All Mighta. Niestety, mój czas się kończy, Tomura. Kurogiri, czy mógłbyś mnie przeteleportować do mojego domu?

    — Sensei… — Jego oczy otworzyły się szeroko ze zdziwieniem.

    Jak mi polecił, tak też zrobiłem. 

   Szybko wróciłem do baru, albowiem nie chciałem zostawiać za długo Shigarakiego samego. 

   Taksował młodą Hope oceniającym wzrokiem. Czerwone tęczówki błyszczały jak cierpki sok grejpfruta o tej samej barwie lśniący w wysokiej szklance otulony gorącymi promieniami słońca. Bystre źrenice spoglądały podejrzliwie. 

   Wiedziałem, że jej nie ufał i nie dziwiłem mu się. Nie czuł się bezpiecznie, szczególnie że Sensei nic mu nie powiedział o jej posiadanych umiejętnościach. 

Tomura nie chciał, aby tu była, bo najpewniej skrywała różne nieznane Dary, a jak All for One mówił, miała umiejętność racjonalnego myślenia. A to oznaczało, że sprawiała zagrożenie nie tylko bohaterom, ale też i możliwe jego pozycji. 

    Musimy jak najszybciej dowiedzieć się, nad jakimi Quirkami panuje. Bez wątpienia. 

    — No dobrze… A teraz zaczynaj. Coś za jedna?

Autor Flames
Opublikowano
Kategorie My Hero Academia
Odsłon 369
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!