One-shot – Illidan Stormrage

Młoda kaldorei zachichotała  na widok kwiatu dzikiej róży. Zakochany elf z delikatnym rumieńcem wsunął podarek we włosy wybranki i ucałował jej policzek. Wdzięcznie zatrzepotała rzęsami i odbiegła od niego, machając dłonią.

Chociaż należała do rasy niemal wiecznej, lubiła się bawić mężczyznami. Jej uroda działała na nich jak magnes, a ona to sprawnie wykorzystywała. Biedak był jej kolejną ofiarą. Jeszcze nie wiedziała w jaki sposób go wykorzysta, ale wiedziała, że jego rola, jak i kilkunastu innych kaldorei, będzie kluczowa w wywołaniu zainteresowania jej osobą u jej ukochanego, Illidana Stormrage’a. Była w nim zakochana od dziecka. Kochała go, mimo że on darzył głębokim uczuciem inną. Miała nadzieję, że jej plan zadziała. Na realizację całej tej szopki poświęciła bardzo dużo czasu. Teraz, gdy zgromadziła wystarczająco dużo adoratorów, może przystąpić do zaplanowania “przedstawienia”.

Nagle na kogoś wpadła. Upadła z głośnym hukiem na ziemię wraz z kilkoma starymi zwojami i księgami. Z zadziornym wyrazem twarzy i płonącymi oczami spojrzała na sprawcę zamieszania. Był nim, jak na zawołanie, Illidan. W jednej chwili zmiękła i zapomniała języka.

– Przepraszam, mam nadzieję, że nic ci się nie stało. – powiedział grzecznie, podając dłoń. Lekko drżąc ze zdenerwowania, przyjęła ją, próbując uśmiechnąć się czarująco, z marnym skutkiem. Illidan, gdy tylko postawił ją na nogi, schylił się z zamiarem pozbierania rzeczy. Przykucnęła z chęcią pomocy, lecz ją powstrzymał. – Poradzę sobie.

Dalsza część zdarzenia została przemilczana przez oboje. Chociaż ona nie odezwała się ani jednym słowem od samego początku. Po prostu stała i obserwowała go w ciszy. Krzyczała na siebie w myślach i oskarżała za nieśmiałość. Illidan spojrzał na nią, gdy odzyskał upuszczone przez niego książki, skinął głową i poszedł dalej. Próbowała za nim sięgnąć ręką, a następnie uderzyła się nią w czoło.

Wiele razy wyobrażała sobie, jak rozmawiają, jak się całują i… Dużo o nim myślała, jako swoim ukochanym, gdyby ją przyjął do swojego serca. Nagle wpadła na pomysł śledzenia Illidana, ale z bardzo bezpiecznej odległości. W końcu ona jest zwykłą kaldorei, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, nie zamierzała i nie chciała się szkolić do walki, czy służyć bogini księżyca Elune, jako kapłanka. To nie było dla niej. Poza tym za dobrze się bawiła. Miała dopiero na karku osiemnaście wiosen, to za mało, by zrezygnować z beztroskiego życia, pełnego prezentów od zaślepionych jej pięknem elfów. Mimo że z żadnym nie chciała się związać, to podobało jej się bycie adorowaną i obdarowywaną.

Westchnęła głośno i pokręciła głową. Jej obecna sytuacja była ciekawa, ale co się stanie, gdy zwiąże się z tym jednym, jedynym? Tęsknym wzrokiem patrzyła, jak jej ukochany znika za drzewami. Pragnęła mieć go dla siebie, a też lubiła być w centrum uwagi innych. Nie wiedziała, co powinna zrobić.

Tak wyglądało ostatnie jej wspomnienie, związane ze Stormragem. Zanim na Azeroth spadła inwazja Płonącego Legionu, a Illidan został uwięziony na dziesięć tysięcy lat za swoje czyny. Przez ten czas zdążyła też dojrzeć emocjonalnie, zrobić sobie tatuaże na twarzy – symbol przeistoczenia się w dorosłą elfkę; symbol reprezentujący związek kaldorei z naturą – i wyszkoliła się na łowczynię. Dołączyła do wojny z demonami i Archimondem, by ochronić swój świat przed końcem.

Teraz jednak siedziała opatulona kocem i wpatrywała się w wschodzące słońce. To był jej zwyczaj, gdy czuła przygnębienie, a jej myśli były splątane i nie mogła z nimi nic zrobić. Siedząc na zielonej trawie, wpatrywała się w piękny horyzont, który znajdował się obok Nordrasilla, potężnego drzewa, które zapewniało elfom nieśmiertelność. Dar od Smoczych Aspektów był wspaniały, często przychodziła, by zachwycić się pięknem natury i porozmyślać nad swoim wiecznym życiem.

– Nie sądziłem, że ktoś zajmie moje miejsce do pobycia w samotności. – Zadrżała, nie usłyszała kroków za sobą. Syknęła cicho, obecnie Azeroth znów znajdowało się w niebezpieczeństwie ze strony Płonącego Legionu, mogli ją teraz zajść od tyłu i zabić. Odwróciła się powoli w stronę Malfuriona i zaczęła wstawać.

– Wybacz mi, shan’do, nie wiedziałam – powiedziała i pokłoniła mu się delikatnie. Czuła się dziwnie, rozmawiając z nim, nie potrafiła ukryć niepewności. Malfurion dopiero co został przebudzony ze swojego snu i każdy kaldorei reagował tak na jego widok. Uśmiechnął się do niej lekko.

– Trudno byś wiedziała – odpowiedział jej i gestem dłoni dał znak, by podążyła za nim. – Przychodziłem tu nim zapadłem w Szmaragdowy Sen, a wtedy też miałaś inne zainteresowania oprócz łuku i wojny.

Zarumieniła się z zażenowania. Żyła już tak długo… Tak bardzo świat się zmienił i ona sama się zmieniła.

– Jak zauważyłeś, shan’do, byłam młoda – odparła spokojnie i delikatnie się skrzywiła – i głupia. Wtedy nie sądziłam, że możemy stracić nasz świat. Poza tym minęło dziesięć tysięcy lat, przez ten czas zdążyłam chyba wystarczająco dojrzeć. – Zaśmiała się, ale szybko spoważniała. – Znowu toczymy wojnę o nasz świat, z tym samym wrogiem.

– Nie pozwolimy, by łatwo go wziął, a jeśli nam się uda… to go ochronimy przed zagładą, jaka zaczęła go pochłaniać. – Poklepał ją delikatnie po ramieniu. – Jednak nie o tym chciałem z tobą porozmawiać. Skoro już nadarzyła mi się okazja, to zrobię to teraz.

Zmarszczyła brwi, nie miała ochoty na rozmowy, zwłaszcza teraz, po powrocie Malfuriona i Tyrande z misji przebudzenia druidów. Arcykapłanka, którą na przestrzeni lat zaczęła szanować i podziwiać, uwolniła Illidana, jej cichą i dawną miłość, nie zapomnianą przez te ostatnie lata. Właśnie dlatego tu przyszła, by poukładać sobie myśli krążące wokół jego osoby i demonów.

– O co chodzi, shan’do? – zapytała. Chociaż nie chciała z nim teraz rozmawiać, to nie powinna mu odmawiać, była elfią wojowniczką, a on arcydruidem. Odkąd zaczęła traktować Tyrande za przywódczynię, służyć jej – uważała, że również i Malfurionowi należy się ten sam szacunek i uwaga. – Coś cię niepokoi?

– To dość delikatna sprawa – powiedział i zatrzymał się, by pogłaskać po grzbiecie młodego jelonka, skubiącego sobie trawę. Zwierzę podniosło do góry głowę, ukazując przy tym ledwie wyrastające z łepka poroże. – Gdy tylko wróciliśmy z Illidanem, zauważyłem twoją reakcję… – Westchnęła ciężko – To nie jest moja sprawa i możesz odmówić, ale chciałbym wiedzieć. Byłaś zdumiona, ale w twoich oczach znajdowało się wiele emocji, wśród nich była… miłość? Co tak naprawdę sądzisz o… moim bracie?

Ostatnie słowa ledwie przeszły mu przez gardło. Pokręciła głową, opatuliła szczelniej kocem i zwróciła swoje spojrzenie, bolące i smutne, na niego.

– Nie wiem – odpowiedziała. – Zanim Illidan został uwięziony, byłam nim oczarowana. Ci wszyscy kaldorei, którzy starali się moje względy, mieli mi pomóc wywołać u niego zainteresowanie mną. – Zaśmiała się. – Głupio to brzmi, prawda? Zamiast normalnie podejść i porozmawiać, to czaiłam się jak tygrys na ofiarę i brnęłam w głupie przedstawienia i szopki! – Pokręciła głową, zdając sobie sprawę, że jej głos stał się nerwowy, a w oczach zaczęły zbierać się łzy. – Próbowałam o nim zapomnieć, na spokojnie brnąc naprzód. Jednak nie mogłam ot tak wyrzucić go ze wspomnień, nawet teraz moje myśli krążą wokół niego. Nie wiem, czy to co do niego czuję, to miłość, czy zwykłe zauroczenie. Nie mam pojęcia, co mam o nim sądzić po tych wszystkich latach…

Na jej ramieniu znów znalazła się jego dłoń, w drugiej trzymał chusteczkę, którą przyjęła z wdzięcznością. Wytarła oczy, ale nie mogła zatrzymać łez, które spływały po twarzy.

– Przez te dziesięć tysięcy lat naprawdę dojrzałaś i mam nadzieję, że przez Illidana nie spadniesz na dno. – Uśmiechnął się pokrzepiająco, ale dla niej ten gest był jeszcze bardziej przygnębiający.

Nagle jeleń uciekł, odwrócili się, gdy usłyszeli, jak coś do nich biegło. W ich stronę jechała, na swojej szablobestii nocy, Tyrande Whisperwind. Na ich widok lekko spochmurniała, ale nie był to dobry moment na robienie scen. Przeniosła swoje oczy na Malfuriona.

– Coś plugawi las na zachodzie!

~*~

Nie dołączyła do arcykapłanki i arcydruida. W cieniu zepsutych spaczeniem drzew, obserwowała, jak Malfurion Stormrage wypędza swojego brata, który znów zawiódł. Z trudem utrzymywała spokój, jej dolna warga drżała, a oddech był ciężki. Kiedy Illidan przechodził obok jej drzewa, czuła narastającą furię. Za dobrze pamiętała, jakie straty ponieśli podczas pierwszej wojny z Płonącym Legionem. Ból i cierpienie pobratymców, którzy stracili swoich bliskich. O swoich własnych bliznach nie wspominając. Nim przybiegła tutaj, wróciła do domu, by ubrać swój skórzany pancerz i zabrać broń. Ścisnęła mocniej łuk, gotowa oddać strzał, nie wiedziała dlaczego, ale coś jej mówiło, że mogła się zdradzić, a też nie chciała, by zwrócił na nią swoją uwagę. Na jej szczęście przeszedł, nie odwracając się za siebie i na boki.

Przez te dziesięć tysięcy lat naprawdę dojrzałaś i mam nadzieję, że przez Illidana nie spadniesz na dno“.

Przez tyle lat żyła samotnie, nie założyła rodziny, nie znalazła też osoby na tyle wyjątkowej, by poczuła coś głębszego niż przyjaźń. Ta bolesna prawda doszła do niej, gdy skończyła pierwsze sto lat. Illidan Stormrage miał coś w sobie, co ją ciągnęło do niego. Wiedziała, że powinna odejść, wrócić do swojego domu i dalej przygotowywać się do wojny. Nie mogła jednak odwrócić od niego wzroku. Znikał z każdym następnym drzewem, a ona? Stała w miejscu, bijąc się z myślami, czy zacząć go gonić, czy odpuścić. Pokręciła głową, ona, tak jak Malfurion, chciała też znać odpowiedzi na pytania, które ją zawsze nurtowały.

Zaczęła za nim biec, nie starała się nawet chować – być może Malfurion i Tyrande jeszcze tam stali  i ją widzieli. Zbliżała się do niego, słyszał ją, ponieważ odwrócił się do niej.

– Dlaczego to wszystko zrobiłeś? – zapytała, dysząc ciężko. Na pewno nie było to zmęczenie, bardziej zdenerwowanie. Cokolwiek za chwilę zrobi, powie, nie było już odwrotu.

– Czasami dla dobra sprawy trzeba coś poświęcić – odpowiedział spokojnie. – Płonący Legion jest potężny i nieobliczalny, samą chęcią i determinacją ich nie pokonacie. Nawet, jeśli uda wam się znowu go powstrzymać, to on zaatakuje ponownie za kilka tysięcy lat.

Jej oczy lekko się rozszerzyły. Archimonde zaatakował raz już Azeroth i teraz znów ponowił próbę, Illidan miał rację. Ale czy ta ścieżka, obrana przez niego, była prawidłowa w tym przypadku?

W jego oczach zabłysła szybka myśl, zwrócił się do niej, nawet się nie zastanawiając:

– Dołącz do mnie, bądź pierwszą w moich szeregach…

Dołączyć do niego? Miała się skazać na zostanie wyrzutkiem oraz broń kierowaną w jej stronę ze strony pobratymców, którzy z pewnością nie wybaczą jej tego występku. Rozum nakazał jej odmówić, ale jej naiwne serce chciało podążyć tą samą drogą, którą wybrała miłość jej życia. Teraz wiedziała na pewno, że to co czuje, to właśnie miłość. Gdyby tak nie było, już dawno odpuściłaby sobie go i żyła z innym elfem u boku, może miałaby też dziecko. Zdała sobie sprawę, że skończył mówić i wpatrywał się w nią, oczekując zapewne odpowiedzi.

– Jeśli do ciebie dołączę, zapewnisz mi troskę i będziesz dbał o mnie?

Zdziwił się, widziała to na jego twarzy.

– Byłem uwięziony przez dziesięć tysięcy lat, już zapomniałem, co to znaczy mieć towarzysza – przyznał – ale masz moje słowo. – dodał i wskazał palcem za nią. – O ile nie zdradzisz mnie i nie odwrócisz ode mnie, tak jak mój rodzony brat.

Odwróciła się, by zobaczyć stojących na wzgórzu Malfuriona i Tyrande. Arcykapłanka i arcydruid obserwowali całą scenę, domyśliła się, że na ich twarzach teraz może znajdować się rozczarowanie. Mogła odmówić i do nich wrócić lub podążyć za Illidanem, a oni będą świadkami jej zdrady. Wróciła wzrokiem do niego, w jej środku panowała walka między rozumem a sercem, nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Jej matka zawsze jej mówiła, że powinna słuchać serca, a w tym przypadku, wyrzekłaby się własnej córki, jeśli poszłaby za nim. Zgoda równała się z nienawiścią ludu, nie mogłaby już nigdy wrócić do swojego starego życia. Z drugiej strony, może miał rację. Już teraz zastanawiała się, czy jego ścieżka jest dobrą w tej sytuacji. Być może, tak jak on, będzie musiała coś poświęcić, ale czy jej dom, lud i świat nie są tego warte?

Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko, odwróciła się do niego spojrzała ze zdecydowaniem.

– Nie wiem, co przyniesie jutro, ale jeśli to ma uratować Azeroth… to zgadzam się na wszystko, Illidanie.

Autor Aven
Opublikowano
Odsłon 383
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!