Korytarz

Obudziłam się wyspana, chociaż była wczesna godzina, bo szósta dziesięć. Zdecydowałam się ubrać granatowe jeansy, fioletowo-białą koszulę w kratę, uczesałam włosy w kucyka, chwyciłam plecak, zamknęłam dom i udałam się na przystanek. Na miejscu spotkałam swoją przyjaciółkę, Nelly. Znamy się praktycznie od zawsze, spotkałyśmy się kiedyś na placu zabaw i tak do teraz jesteśmy nierozłączne. Jak zwykle rozmawiając z nią, nawet nie zauważyłam nadjeżdżającego autobusu. Usiadłam z Nelly koło wyjścia, by szybko później wyjść. Moim ulubionym zajęciem w każdym transporcie jest patrzenie przez okno, uprzyjemnia mi to każdą podróż. Zapatrzona zobaczyłam stado saren. Pozostała droga minęła mi na rozmowie z przyjaciółką i czytaniu książki na telefonie. Po pożegnaniu się z nią, bo musiała skoczyć do sklepu po drugie śniadanie, udałam się w stronę starego budynku naszej szkoły. W nim byłam już w pół do ósmej. Z tego co pamiętam pierwsze zajęcia to W-F. Pobiegłam do piwnicy, gdzie mieści się szatnia dla dziewczyn. Przywitałam się z koleżankami i zaczęłam się przebierać. Założyłam czarne leginsy i tego samego koloru bluzkę z krótkim rękawem. Dziś miałyśmy lekcje na boisku obok szkoły. Pan sprawdził obecność i parę dziewczyn nie ćwiczyły, bo miały swoje dni albo udawały. Standardowo zrobiłyśmy trzy kółeczka wokół boiska, następnie wybierałyśmy składy do gry w piłkę ręczną. Nie za bardzo dobrze czuję się w sportach i jestem w nich słaba, dlatego zostałam wybrana na końcu. Ustawiłam się na swojej pozycji obrońcy, bo tylko na niej radzę sobie tak chociaż trochę. Mecz toczył się okropnie wolno, więc spojrzałam w bok, na boisko zajęte przez chłopaków. Jak zwykle Axel co chwile strzelał gole, jego drużyna miała świetnego bramkarza, Marka. Dlatego zawsze na początku kłócili się kto weźmie Axela, a kto Marka. Zagapiłam się na grę w piłkę nożną i nie zauważyłam nadchodzących dziewczyn z przeciwnego składu. Za późno skoczyłam, nie odbiłam piłki rzuconej w stronę bramki, na dodatek źle stanęłam na prawą nogę i upadłam. Nauczyciel obserwujący to wydarzenie od razu przybiegł do mnie.

-Możesz wstać? 

-Chyba tak…

Próbując wstać znów bym upadła, gdyby Sylvia mnie nie złapała.

-Chyba jednak nie możesz. Axel chodź tu, zaniesiesz ją do pielęgniarki.

Wymieniony wyżej chłopak porzucił mecz piłki nożnej i w dwóch sekundach już tu był.

-Proszę pana, on prędzej zrzuci ją ze schodów!

Odezwała się jedna z moich przyjaciółek, Nelly.

-Nic się jej nie stanie, nie Axel?

-Tak, proszę pana.

-Widzicie nic jej nie będzie.

Chłopak podszedł do mnie i wziął mnie na ręce “na księżniczkę”. Wszedł ze mną do szkoły po sporej ilości schodów i podziwiam go za to. Mijaliśmy klasy, korytarze, które były puste, co przeciwnością było przerw. Droga wydawała mi się coraz dłuższa. Nie odzywaliśmy się do siebie, ale mogłam go obserwować. Jest chyba najprzystojniejszy w naszej szkole, ma blond włosy, wysoki, umięśniony, popularny i wybitny w sporcie. A ja to taka szara myszka, ciemne blond włosy za ramiona, nawet chuda, ciamajda, kujon, okularnik, a on nigdy nawet nie powiedział mi cześć. Resztę drogi rozmyślałam o wszystkim i o niczym. Z zadumy wyrwało mnie dopiero nagłe zatrzymanie się chłopaka na korytarzu, na przeciwko gabinetu pielęgniarki.

-Naprawdę nie możesz stać?

-A czy dałabym ci się nieść, gdyby tak nie było?

-Mam nadzieję.

Nagle chłopak obrócił mnie, tak bym była przodem do niego i oparł mnie o ścianę.

-Axel, co robisz?

On przysunął się jeszcze bardziej i wyszeptał mi do ucha.

-To na co zawsze miałem ochotę.

To mówiąc pocałował mnie. Zarzuciłam mu ręce na szyję i odwzajemniłam pocałunek, który stawał się coraz bardziej namiętny. Oderwaliśmy się od siebie, dopiero gdy zabrakło nam powietrza.

-No, teraz możemy iść już do pielęgniarki.

-Axel! Najpierw mnie całujesz, a później obojętnie oznajmiasz, że trzeba iść do pielęgniarki!

-Nom.

-To co się przed chwilą stało, nic dla ciebie nie znaczy?! Jestem tylko kolejną zdobyczą do kolekcji?!

-To nie tak, po prostu nie umiem wyznawać swoich uczuć.

-Nie umiesz? Czy to wszystko? Widzę, że kręcisz!

Chłopak odwrócił ode mnie wzrok i złapał się za kark jedną ręką.

-Dobra powiem ci, ale nikomu ani słowa.

-Nikt się ode mnie nie dowie.

-Mój przyjaciel jest w tobie zakochany, a obiecałem, że ciebie mu nie zabiorę.

-Co to za przyjaciel? Znam go?

-Nie wiem, czy znasz, nazywa się Jude. 

-Dobra kojarzę go, a przy okazji ja go tylko lubię.

-Próbowałam mu powiedzieć, ale jak się spodziewasz nic nie dociera do niego.

-To znaczy, że zapomnisz, o tym co się zdarzyło?

-Nie będę mógł zapomnieć.

-Dobrze, daje ci dzień na zastanowienie, później o wszystkim zapominamy, rozumiesz?

-Ok, teraz do pielęgniarki.

Podniósł mnie, zapukał i zostawił w środku. Pielęgniarka patrzyła się na nas wszystkowiedzącym wzrokiem. Czyżby wszytko słyszała? Zaczerwieniłam się z zażenowania.

-Dzień dobry.

-Dzień dobry, co ci się stało?

-Mały wypadek… Graliśmy w piłkę ręczną i źle stanęłam na prawą nogę.

-Dobrze, pokaż tą nogę.

Usiadłam na krześle, by pani mogła sprawdzić czy wszystko z mięśniami i kością w porządku. Po krótkim czasie, kazała mi stanąć na tej nodze i tylko troszkę mnie bolało.

-Na szczęście to tylko niegroźne stłuczenia, ale i tak na nią uważaj.

-Dobrze, mogę już iść?

-Poczekaj chwilę, co to był za chłopak? Twój?

-Nie…

-Widzę, że na niedługo…

-Teraz mogę iść?

-Tak, teraz tak.

Wyszłam od pielęgniarki i udałam się do piwnicy, na religię. Schody zajęły mi trochę czasu i byłam pod klasą równo z dzwonkiem na przerwę. Usiadłam na ławce i od razu otoczyły mnie koleżanki. Nelly od razu zasypała mnie pytaniami.

-Nic ci się nie stało?

-Nie, to tylko stłuczenie.

-Spakowałam, przyniosłam ci plecak i kupiłam żelki na ból.

-Dziękuje.

-Nie ma za co.

-Jest za co.

-Axel nic ci nie zrobił?

-Nic, a nic.

-Mam nadzieję, bo inaczej ten paskudny robak mnie popamięta.

-Nie obrażaj go!

-Dlaczego?

-Dlatego.

To mówiąc wstałam z ławki i chwiejnym krokiem podeszłam do blondyna, który stał koło szafek i słuchał naszej rozmowy. Oczywiście potknęłam się i wylądowałam w jego ramionach, co uchroniło mnie od następnego upadku.

-Boże, jak oni razem słodko wyglądają!

Rzuciła jakaś dziewczyna do swoich przyjaciółek. Zaczęliśmy rozmawiać szeptem.

-Hej, lecisz na mnie?

-Może, namyśliłeś się?

-Tak, nie obchodzi mnie nic oprócz ciebie.

-Jak mnie, nie mogę wyrzucić ciebie z moich myśli.

-Co teraz zrobimy?

-To samo co na korytarzu?

-Czyli pocałunek na oczach wszystkich?

-Dokładnie o to mi chodzi.

Zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam.

Opublikowano
Kategorie One-shot Romans
Odsłon 1021
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!