Manekin 7

Obudziłam się z zaschniętym gardłem, zupełnie jakbym popiła dzień wcześniej.
Następnie, przeciągnęłam się i przetarłam oczy i rozejrzałam po pokoju dostrzegając w ciemnościach zarys jasnych ścian i drogich mebli.

– Która to godzina?

Mruczę pod nosem siadając na meblu. Jak na kanapowe warunki, było mi tu całkiem wygodnie i gdyby nie wyschło mi w gardle nawet bym nie wstawała.

Podniosłam się chwiejnie na nogi, ale czując pod stopami coś włochatego wytężam wzrok. Gdy w końcu dociera do mnie, że to koc odruchowo pochylam się żeby go podnieść.

W nieoczekiwanym momencie trafiam jednak czołem o niski stolik przy kanapie, a odgłos jaki wydało z siebie to spotkanie, obudziłoby nawet niedźwiedzia z zimowego snu.

– Ja pierr… nolę!

Krzyczę z bólu, łapię się za czoło, odpadam na materac.

– Światło.

Słyszę i nagle wokół robi się jasno.

– Światło? Tak po prostu, światło?!

Grzmię zła na siebie, zła na Jeffa, zła na technologię!

Słyszę zbliżające się do mnie kroki. Próbuję więc zerknąć przez palce, mrugając aby pozbyć się łez.

– Żyjesz?

Jeff zatrzymuje się obok, następnie pochyla się i łapę za stolik aby choć trochę go odsunąć.

Na jego pytanie odruchowo spoglądam na dłoń. Czoło pulsuje mi bólem, ale przynajmniej go nie rozcięłam.

– A co to za życie?

Naburmuszam się jeszcze chwilę przed tym, nim jego ręce odgarniają mi włosy z czoła, aby on sam mógł przyjrzeć się guzowi.

Zaskoczona, pąsowieję na ten gest.

– Nie narzekaj, w końcu jesteś na wakacjach.

Przesuwam wzrokiem po jego twarzy, po czym przenoszę się na szyję i ramiona. Tylko po to aby już po chwili zlustrować jego nagą klatkę piersiową.

– Wynocha mi stąd, bo jeszcze oślepnę!

Gwałtownie się od niego odsuwam.

– Zwykle działam na zmysły, ale nikt jeszcze wzroku przez to nie stracił.

Obruszył się Jeff.

– Zawsze może być ten pierwszy raz.

Manekin odwraca się ode mnie i rusza do szafy aby coś na siebie włożyć. Zadowolona z takiego obrotu sprawy, zachłannie zerkam jeszcze na jego pośladki w bokserkach.

– Dlaczego w ogóle tu jesteś?

Zadaję to pytanie wstając ponownie na nogi. Podnoszę w końcu ten zakichany koc i udaję się do łazienki.

– Jak to? Przecież tu śpię. – Jeff ubrany już w podkoszulek, rusza w ślad za mną. – Wiem, że powinienem odstąpić ci łóżko ale przecież na kanapie i tak masz wygodniej niż u siebie w domu. 

Spoglądam na niego z pogardą. Nienawidzę gdy tak się wywyższa zaś on prawdopodobnie doskonale o tym wie. Bez słowa jednak odkręcam wodę w umywalce i obmywam twarz.

Jeff obserwuje mnie w milczeniu, do momentu w którym zaczynam pić kranówkę.

– Obrzydliwe.

Odwraca się na pięcie i szybko wychodzi z łazienki, ale nie chce mi się nawet spojrzeć w jego stronę. Spoglądam na swoje odbicie, w pozłacanym ogromnym na całą ścianę lustrze.

Mój guz jest już w rozmiarze śliwki węgierki, i nawet kolorystycznie ją przypomina.

Przymykam powieki nabierając więcej tchu. Muszę jakoś dojść do siebie i stawić czoło wyzwaniu. W końcu tu jestem. Jeff nie pozwolił mi odejść, a tym bardziej nie pozwoli się wycofać.

– Masz, nie pij tego gówna.

Otwieram oczy i napotykam przed sobą elegancką długą szklankę. Wypełnioną po brzegi wodą z kostkami lodu oraz miętą.

– W tych butelkach jest to samo co w kranie.

Biorę od niego naczynie i oboje opuszczamy pomieszczenie.

– To nie jest woda z butelek, tę sprowadzamy specjalnie z gór. Nie dostaniesz jej w supermarkecie.

– Ech… Szlachta. Gównem gardzi, a guanem się zachwyca.

Podchodzę i odstawiam naczynie na stoliku.

– Co takiego?

Jeff unosi lekko brew.

– Nie ważne. Idę spać.

Wchodzę na kanapę i układam głowę na jednej z poduszek, ale Jeff nie wraca do swojego łóżka.

– Będziesz teraz mi stróżował?

Pytam z ironią, nie jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś nade mną stoi.

– Nie. Tak sobie myślę, że lepiej byłoby gdybyś tu jednak została. -Unoszę brwi i opieram się na łokciach, zadzierając trochę głowę. – Miałem przygotować ci osobny pokój.

Wyjaśnia widząc moje pytające spojrzenie.

– I przygotujesz.

Mówię gdyż jestem tego więcej niż pewna.

– Nie sądzę. To, że śpimy razem urzeczywistni nasz związek, który w rzeczy samej jest umową.

Mimowolnie czerwienię się na te słowa. Jeff uśmiecha się tylko w odpowiedzi. Odwraca, a kierując się w stronę swojego łóżka mówi tylko.

– Światło, zgaś.

Po czym, ogarnia nas ponownie mrok.

***

– Wstawaj, wychodzimy.

Coś miękkiego ładuje mi na głowie. Otwieram niechętnie oczy i podnoszę się lekko.

Jeff kręci się po pokoju, nawet na mnie nie zerkając. Odwracam się więc na drugi bok i przytulam do kocyka.

Po kilku sekundach czuje, że znów odpływam, gdy czyjaś dłoń wślizguje się zgrabnie pod koc i moją obecnie za dużą koszulę nocną.

Szeroko otwieram oczy, gdy zatrzymuje się na moim brzuchu.

– Wstaniesz, czy sam mam się tobą zająć?

– Zabierz rękę!

Warczę ostrzegawczo.

– Mogę cię rozebrać i ubrać, jeśli zaraz się nie ruszysz…

– Zabierz tę swoją ŁAPĘ!

Jeff cofa dłoń, a kiedy się odwracam natrafiam na jego zimne spojrzenie.

– Nie będę się powtarzał, po prostu zedrę z ciebie te łachy. Zignoruj mnie raz jeszcze.

– Palant!

Podnoszę się do siadu i zbieram rzeczy które mi rzucił.

– Co to jest?

– Spódnica, a co?

Wytrzeszczam oczy na ubranie.

– Przecież będzie mi w niej dupę widać!

Mówię spoglądają z odrazą na ciuch.

– Tym się przejmujesz? Wszystkie w takich chodzą, to modne.

– Nie jestem wszystkie, nie założę jej. Nie masz czegoś na długość midi? Albo jakieś spodnie?

– Zapomnij o spodniach.

– Co, dlaczego?

Jeff wspiera ręce na biodrach i przygryza wargę.

– Bo lubię kiedy dziewczyna nosi sukienki.

Powoli podnoszę się z kanapy wbijając w niego wzrok.

– To znajdź sobie taką która je lubi.

Prycham, nie dowierzając własnym uszom.

– Mamy udawać parę, więc będziesz je nosić i zrobisz to, żeby mi się przypodobać.

Zaśmiałam się gorzko.

– To ty masz wokół mnie skakać, nie na odwrót! – Ciskam spódnicą o ziemię po czym, wychodzę zza stolika. – Wystarczająco już dla ciebie poświęcam!

– Robisz to też dla siebie.

– W ogóle! Mówiłam setki razy, że mi na tym nie zależy.

– Dobra! Jak chcesz załóż wczorajszą. Nic innego dla ciebie nie mam, musimy wyjść na zakupy.

Spąsowiałam. Spojrzałam na niego tak, jakbym widziała go po raz pierwszy.

– Mowy nie ma, nie będziesz mnie ubierał!

– Nie zaczynaj znowu.

Westchnął Jeff, odchylając głowę do tyłu. Sam zdążył się już wpasować w elegancki garnitur. Widać było, że go męczę.

– Więc co? Po tym wszystkim mam po prostu pójść z tobą na zakupy i pozwolić się ubrać w markowe drogie ciuchy, które w ogóle do mnie nie pasują?!

– Co z tobą jest nie tak? Każda inna dziewczyna skakałaby z radości na twoim miejscu!

– Nie jestem każda!

– Dalio!

Zaciskam zęby, robiąc groźną minę.

– Jedziemy do mnie po moje ubrania.

Widzę, że mój pomysł mu nie odpowiada.

– Wyślę kogoś po twoje rzeczy, ale do sklepu i tak pójdziemy.

***

Ubrana w białą sukienkę którą Jeff uparł się mi kupić, przekonując, że impreza na którą idziemy wymaga od kobiet białego stroju. I on chce mi go zapewnić.

Siedzę cierpliwie i czekam aż prywatna wizażystka, spec od makijażu, skończy nakładać tapetę na moje policzka.

Dziewczyna wyciska siódme poty aby zatuszować jakoś mojego guza. A teraz biadoli nad tym, że i tak nie da się go całkiem zakryć.

Moja skóra na twarzy jest naciągnięta już do granic możliwości od makijażu. Całe szczęście, że nie dałam sobie zrobić sztucznych rzęs i szponów, zamiast zadbanych paznokci.

Dochodziła godzina szesnasta i Jeff zaczynał się niecierpliwić.

Powinien się cieszyć, że odmówiłam wizyty u fryzjera i sama zadbałam o włosy. Inaczej nie zdążylibyśmy się w ogóle wyrobić.

Część z nich luźno opadała mi na plecy, podczas gdy drugą połowę, podkręciłam z obu stron i spięłam gumką.

Najlepiej znałam swoje włosy i wiedziałam w czym jest mi dobrze. Nie potrzebowałam fryzjerów, zresztą wcale im nie ufałam.

– No, nareszcie!

Uśmiechnęła się kobieta i podała mi małe lustro, abym mogła się zobaczyć.

– O kurcze!

Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Wyglądałam jak z bajki. Makijaż podkreślił wszystkie moje atuty. Usta, żuchwę i szyję a także ładne ciemne oczy. Wyglądałam pięknie.

– Ślicznie pani dziękuję. Dobra robota.

Wstałam z krzesła, chcąc przejść teraz do łazienki. Kobieta zarumieniła się lekko, po czym zaczęła zbierać i czyścić swoje pędzle.

Kiedy umyłam dłonie, usłyszałam dobiegające mnie męskie głosy. Spojrzałam na siebie ostatni raz z poważną miną.

– Tylko idiotka weszłaby do morza pełnego rekinów. – Mruknęłam do siebie z powagą. – Za tą maską wciąż jesteś tylko Dalią, nikim ważnym. Nie zapomnij o tym dziewczyno!

Przykazuję sobie. Nabieram więcej powietrza i wychodzę.

W pokoju pani od makijażu już nie ma, zastaję w nim jednak Jeffa, Rive oraz jakąś dziewczynę ubraną tak jak ja. Na biało.

Różnica polegała jedynie na tym, iż ma na sobie dopasowany letni kombinezon.

– Cześć.

Rzucam rozglądając się za butami na obcasie, które również kupił mi Jeff. Mimo iż mówiłam, że długo w nich nie wytrzymam.

– Dalia? Co, co zrobiłeś z tą dziewczyną? -Rive spogląda na mnie z uznaniem, ale gdy zauważa śliwkę na moim czole, wytrzeszcza oczy. – Co to jest?

Marszczy brwi zwracając się do brata z zatroskaną miną.

– Mały wypadek. – Wzrusza ramionami Jeff. – Z łóżka mi dziewczyna spadła.

Blondynka roześmiała się na te słowa, podczas gdy Rive, tylko głupio się uśmiechnął.  

– Witaj, jestem Wanesa. Mów mi Wan.

– Dalia. Miło mi.

Uścisnęłam jej delikatną dłoń, podchodząc z butami w jednej ręce.

– Rive, jestem Rive.

– Widzę, że próbujesz być zabawny.

Skrzywiłam się znacznie gdy i on uścisnął mi rękę.

– Złośliwa jak zwykle, naprawdę nie wiem jak z tobą wytrzymać.

– Może zwyczajnie zejdź mi z drogi a jakoś sobie poradzisz?

Rive spojrzał na mnie wyzywająco, po czym odchrząknął.

– Nigdy ci w drogę jeszcze nie wszedłem i lepiej żeby tak zostało.

– Pozwól, że to ja zadecyduję co będzie dla mnie lepsze.

Rive uniósł brwi zaskoczony moją śmiałością.

– No, poważnie?

– Wydawało ci się, że jej przegadasz? – Jeff uśmiechnął się z rozbawieniem. – Zostaw to na później, chodźmy już.

Widząc, że Rive miał ochotę jeszcze pociągnąć tę dyskusję, Jeff ponaglił ich do wyjścia. Sam zaś stanął przy mnie.

– Wyglądasz lepiej niż zwykle, przynajmniej nie straszysz innych pianą z gaśnicy.

Zakpił ze mnie i chwycił mocno moją dłoń.

– Jeśli reszta ma tak wspaniałe poczucie humoru jak ty, to ja już wolę w domu zostać.

Marszczę groźnie nos, ale mimo wszystko za nim podążam.

– Za późno, już z niego wyszłaś. A teraz bądź grzeczna, dobra?

Gdy odzywa się do mnie ponownie, wychodzimy na zewnątrz. Nie komentuję więc jego słów, a pozwalam się prowadzić do limuzyny w której planowałam jeszcze wczoraj zamieszkać.

W środku błyszczała od czystości, po pianie z gaśnicy nie było nawet śladu.

Wsiadłam do auta dociskając materiał sukienki do nóg. Tak, aby się nie podwinął. Nie miałam bowiem zamiaru świecić majtkami przed wszystkimi. Więc, starałam się być ostrożna.

Kreacja sama w sobie była prosta, ale zarazem piękna według mnie. Góra uszyta w ala gorset, zdobiona cekinami, które pięknie mieniły się w słońcu nadając mu lekko kremowy odcień.

Dół zaś lekko rozkloszowany, sięgał moich kolan, odrobinę pofalowany na krawędziach.

No i te białe matowe buty w szpic, były dopełnieniem wszystkiego.

– Możemy ruszać!

Jeff zawołał do kierowcy i jednym przyciskiem oddzielił nas szybą od niego.

– To jak? Podekscytowane? – zagadnął Rive, sięgając do barku po szampana i kieliszki. – Czeka nas naprawdę długa noc.

– Dokładnie, wreszcie możemy się zabawić, a przy okazji uczcić sukces Jeffa.

Wan uśmiechnęła się niewinnie do mojego ów chłopaka, który siedział naprawdę blisko mnie. Przez co, nie czułam się najlepiej.

Spojrzałam na Jeffa z wyrzutem. W końcu mamy udawać parę, a on nic mi o żadnych sukcesach nie gadał.

– Wan, zepsułaś niespodziankę.

Westchnął, spoglądając na mnie z ukosa.

– Dalio, trzymaj.

Rive podaję mi w tym czasie lampkę. W odruchu sięgam po nią, ale nie mam zamiaru pić.

Jeff po chwili także dostał swoją, po czym wszyscy wznoszą toast, a ja nieśmiało do niego dołączyłam. Udając, że upijam łyk ledwie zamoczyłam usta.

– Przepraszam Jeff nie miałam pojęcia, że Dalia nic o tym nie wie.

– Nie szkodzi, nie przeszkadza mi to.

Sztucznie się uśmiecham. Jestem zbyt spięta obecnością Rascala. Ściślej mówiąc, to dwóch Rascali aby zachowywać się w naturalny sposób.

– Nie żartuj sobie. – Wtrąca Rive. – Udało mu się odkręcić największy interes ojca, a ciebie to nie obchodzi?

– A no, jakoś nie specjalnie.

Odpowiadam zgodnie z prawdą. Wan posyła mi zdumione spojrzenie, ale wzruszam tylko ramionami.

– Dalio. – Jeff odchrząknął znacząco, poprawił się w fotelu i zarzucił mi rękę na ramiona. – Nie bądź zła, że dowiadujesz się o tym w ten sposób. Wiesz dobrze, że nie lubię się przechwalać, to Rive wszystko jej wypaplał.

– Ejże! Mam ogromny szacunek do tego co robisz, doskonale wiesz, że cię popieram. Jestem po prostu z ciebie dumny.

– Dzięki Rive.

– Nie ma za co.

Obaj uśmiechają się do siebie tajemniczo.

– Uwielbiam kiedy tak się dogadujecie. Aż miło na was patrzeć.

Odezwała się Wan, a następnie uśmiechnęła się do mnie.

– Powiedz Dalio, jak poznałaś Jeffa.

– Przez przypadek.

W nerwach obracam nietkniętego szampana, a jego zawartość niebezpiecznie buja się na boki.

– Tak, to był przypadek. Dosłownie wpadliśmy na siebie.

Odezwał się Jeff i zagarnął mnie bardziej ramieniem.

– I tak od razu zostaliście parą?

Wan nie mogła się temu nadziwić.

– Cóż, Dalia jest jedyna w swoim rodzaju. Od razu mnie oczarowała, to ja musiałem się bardziej wysilić.

Jeff uśmiechnął się wesoło, po czym nachylił nad moim uchem i szepnął.

– “Wypij go, trochę cię rozluźni.”

Odwracam głowę w jego stronę z paniką w oczach.

– “Byłoby lepiej gdybyś się do mnie nie kleił! Poza tym, nie było mowy o alkoholu!”

Odpowiadam na co Jeff zgrzyta zębami.

– “Niestety nie mogę zbyt wiele zmienić. Mamy wyglądać przekonująco, zapomniałaś?”

– “Blee… “

Wystawiam mu język, na co Wan parska śmiechem.

– Dobrali się, no nie?

Uśmiecha się Rive.

– W tym wypadku mogę się z tobą w zupełności zgodzić.

Odpowiada dziewczyna, uważnie śledząc każdy mój krok. Zupełnie jakbym była trędowata, lub naznaczona jakimś innym świństwem.

Ciężko westchnęłam i odstawiłam do barku swój kieliszek. Musiałam zachować trzeźwość umysłu, żaden alkohol tej nocy nie wchodził w grę.

Autor Szapita
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 1047
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!