Cisza Duszy, 2

Rozdział 2

Rano zostałam brutalnie obudzona. Nikt nie powinien być oblewany lodowatą wodą, kiedy sen był cholernie przyjemny.

– Masz dziesięć minut laleczko i widzę cię na placu. – westchnęłam głośno, kiedy usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami. Nie marnując czasu, wstałam z niewygodnego łóżka. Wzięłam suche ubrania, czyli czarny potargany T-shirt i dresowe spodnie, po czym poszłam do łazienki. Prysznic zajął mi niecałe pięć minut, szybko się wysuszyłam i ubrałam. Jeżeli nie wierzycie, że można się tak szybko wykąpać, to mam wyzwanie. Spróbuj wytrzymać dłużej niż pięć minut, biorąc prysznic w lodowatej wodzie. Spojrzałam w pęknięte lusterko nad umywalką. Nie jestem wysoka. Mam piwne oczy i czarne, proste do pasa włosy. Nigdy nie mam problemów, aby je rano ułożyć. Wysoki kucyk wystarczy. Gotowa wyszłam z łazienki. Pościeliłam łóżko, dziękując temu na górze, że wilkołak postanowił ściągnął kołdrę na podłogę, nim oblał mnie wodą. Ogarnęłam jeszcze wzrokiem pokój, po czym go opuściłam. Wyszłam na dwór i upajając się promieniami słońca, które padały na moją twarz, skierowałam się na plac. Zazwyczaj odbywają się tam apele, mające uświadomić nam, ludziom, jakimi to jesteśmy robakami. Tak, wilkołaki czują się o wiele wyższe od nas. Okazało się, że brakowało tylko mnie. Stanęłam w rzędzie, obok dziesięcioletniej Emily. Musimy ustawiać się w kolejności, według numerów na drzwiach naszych pokoi. Lily miała numer pięć, więc stała na początku. Kiedy wszyscy już byli, w ciszy czekałyśmy ciekawe, po co nas tu wezwano. Zawsze na początku nowego miesiąca musimy się tu ustawiać i słuchać obelg w naszym kierunku, ale to już było. Stałyśmy wyprostowane. Pilnowało nas dwójka wilkołaków.

– Witam ścierwa! – usłyszałam krzyk. Przełknęłam głośno ślinę, słysząc ten głos. Beta. Nigdy go nie widziałam, nigdy nie prowadził naszych zbiorowisk, nigdy się do nas nie zbliżał. Słyszałam, że jest bezlitosny i przeprowadza najgorsze tortury.

– Pierwszy raz mnie widzicie. Bardzo dobrze. Nie było mnie przez jakiś czas, a dzisiaj to ja niestety muszę was o czymś powiadomić. Od dzisiaj każda dostanie bransoletkę. Wystawić prawą rękę przed siebie. – rozkazał. Wszystkie zrobiłyśmy, co kazał jednocześnie. Nie mogłyśmy podnieść wzroku, dlatego swój miałam cały czas wbity w ziemię. W pewnym momencie poczułam na nadgarstku zimno. Czekałam, aż będziemy mogły upuścić ręce, jednak taki rozkaz nie nadszedł.

– Spójrz na mnie. – zmarszczyłam brwi, gdy usłyszałam cichy rozkaz bety. Nie był on skierowany do mnie. Po długiej ciszy mogłyśmy opuścić ręce. Miałam na ręce zapiętą metalową bransoletkę. Ciężka, ale będę musiała się do niej z pewnością przyzwyczaić.

– Pilot do tej bransoletki ma sam alfa. Ma ona jedno zadanie. Zadawanie bólu. Jaka to będzie moc, zależy od samego alfy. Nie będziecie wiedzieć, kiedy i gdzie poczujecie… pewien dyskomfort. Same zobaczycie. Jeśli ktoś zdejmie ją na noc, poniesie tego srogie konsekwencje. A teraz macie na mnie spojrzeć. – powiedział ostrym głosem. Podniosłyśmy głowę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przy jego boku stała Lily. Od razu spojrzałam na jej ręce, jednak bransoletki nie zauważyłam.

– Od dzisiaj ta dziewczyna dla was nie istnieje. Nie macie prawa do niej mówić, kiedy ją zobaczycie. Od dzisiejszego dnia zachowujecie się w stosunku do niej jak do wilka. Lily Randcraw jest moją mate. Jeśli zobaczę lub poczuję, że moja przeznaczona została przez was obrażona, nikt was przede mną nie obroni. Przed śmiercią, która wtedy na pewno nastąpi, będę miał zaszczyt tą osobę torturować. Koniec zebrania. Rozejść się do swoich obowiązków. – powiedział. Ukłoniłyśmy się i każda ruszyła w swoją stronę. Zamknęłam oczy, aby nie uchronić ani jednej łzy. Może i mnie wkurzała, ale była moją przyjaciółką. Płakałyśmy razem. Pracowałyśmy razem i się wzajemnie wspierałyśmy. Mam nadzieję, że beta jej nic nie zrobi. Lecz po jej minie nie widziałam, aby była zrozpaczona. Westchnęłam i poszłam do ogrodu. Przez cały tydzień moim zadaniem jest pielęgnowanie ogrodu. W każdy poranek nowego tygodnia dostajemy kartkę, co mamy robić przez tydzień. Krótko mówiąc – odpoczywamy tylko w nocy. Nagle usłyszałam głośny krzyk. Spojrzałam szybko w stronę domu. Przed schodami leżała Emily i krzyczała z bólu. Moim pierwszym odruchem było pobiegnięcie do niej, aby pomóc. Jednak czułam, że alfa nas obserwuje. Właśnie pokazał, jaką ma nad nami moc, kiedy mamy te cholerne bransoletki. W nocy pójdę do Emi i sprawdzę co z nią. Teraz muszę zająć się zadaniem.

Weszłam do szopy, gdzie znajdują się wszystkie potrzebne nam narzędzia. Co my tu mamy? Narzędzia do pielęgnacji ogrodu czy do przycinania gałązek. Spojrzałam na ogród. Dzisiaj jest słonecznie, ale jutro ma padać. Wezmę się za kwiaty. Gdzieś powinny być nowe sadzonki. Wyszłam z szopy i rozejrzałam się powoli po “zielonym polu”. Są! Ile tego… Westchnęłam i wróciłam się po narzędzia. Mamy wszystko, ale nie mamy rękawic. Bo po co nam one? Wzięłam wszystko, co jest mi potrzebne i skierowałam się do niewielkiego kawałka ziemi, gdzie muszę posadzić kwiaty. Zaczęłam od wyrywania chwastów. Zajęło mi to dużo czasu. Nie spieszyło mi się, mam na to cały dzień. Otarłam pot z czoła, kiedy wyrwałam ostatni niechciany chwast. Wyprostowałam się i skrzywiłam, czując jak bluzka lepi mi się od potu. Mogłoby słoneczko schować się za chmurami. Wzięłam łopatę i zaczęłam przekopywać ziemię. Później poszło jak z płatka. Wyrównałam ziemię grabiami a kwiaty, które musiałam przesadzić, przeniosłam obok siebie. Zaczęłam je sadzić po kolei, aby żadnego nie uszkodzić. Luna ma fioła na punkcie ogrodu i kwiatków, dlatego trzeba na nie uważać.

– Skończyłam. – mruknęłam, wstając. Otrzepałam kolana, wiedząc, że to i tak nic nie da. Schowałam wszystkie narzędzia i wolnym krokiem skierowałam się do pokoju. Kiedy mijałam wejście do części alfy, ten akurat wychodził. Stanęłam w miejscu i pochyliłam głowę.

– Witaj alfo. – powiedziałam. Mężczyzna nie odpowiedział jak zawsze i kiedy się oddalił, szybszym krokiem ruszyłam do swojej części domu. Zanim zaszyję się u siebie, muszę sprawdzić co z Emily. Stanęłam przed drzwiami do jej pokoju, zapukałam trzy razy i lekko uchyliłam drzwi.

– Emi, to ja Courtney. Mogę wejść? – zapytałam na wstępnie. Dziewczyna kiwnęła głową cichutko, pochlipując. Zamknęłam za sobą drzwi i podbiegłam do niej, przytulając ją mocno do siebie.

– Obiecuję, że to się kiedyś skończy. Że będziemy wszystkie wolne, a alfa już nam nic nie zrobi. – powiedziałam cicho, kołysząc nami na boki.

– To tak strasznie bolało… W jednej sekundzie poczułam, jak zaczął razić mnie prąd. Ja nie chcę więcej. – poczułam łzy pod powiekami. Zostałam z Emily, dopóki ta nie zasnęła, po czym poszłam do swojego pokoju. Nigdy nie wiemy co, przydarzy się nam następnego dnia.

Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 408
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!