Najmniej krasnoludzka księżniczka ~ Część druga

-Gdzie jest moja córka?-głos królowej był bliski załamania się, ze złości
-Nie wiemy, pani. Nie możemy jej znaleźć…-ten głosik był za to tak przestraszony, że po samych ruchach warg służki można było się domyślić, jak bardzo przerażona była zaistniałą sytuacją
-Teraz?! Uciekła?! Kogo ja wychowałam…-złość Rozalii powoli zamieniała się w smutek, a całą winę zrzuciła na siebie, co zrobiła niesłusznie
-Kochanie-z kąd na tym korytarzu Thorin? Nawet ja nie mam pojęcia-Wychowaliśmy silną krasnoludkę. Nie myślałaś chyba, że tak prosto da się wrzucić do życia z obcym jej elfem.
-Ciebie to nawet nie słucham. Ci na rękę, że nie będziesz miał elfa jako zięcia.-i tym jednym faktem Rozalia każde kolejne słowo swojego męża ma prawo obrócić przeciwko niemu-A co z sojuszem?
-Jest już podpisany, przed obydwie strony.-spokój w jego głosie wpływał pozytywnie na królową
-…Wiedziałeś?…Specjalnie podpisałeś to przed ich ślubem, bo wiedziałeś, że może wcale się nie odbyć?…
-Dokładnie, moja piękna i inteligentna.-uśmiech powoli wkradał się także na usta Lili-Odejdź.-rzucił w stronę służki i nie powstrzymując się dłużej otworzył drzwi najbliższej komnaty, całując pół elfkę z taką namiętnością, z jaką ona odwracała jego uwagę na balu po koronacji

Czy była na to przygotowana? Nie, zupełnie nie. Była przygotowana, ale do ślubu, a nie do długiej konnej podróży. Na początku co prawda i tak musiała na pieszo dojść do Dale, bo branie konia z królewskiej stajni było, jak wydanie na siebie wyroku. Trina przestała przejmować się już tymi wszystkimi koronami, klejnotami, etykietami i kulturą. Z kapturem na głowie była już teraz zwykłym poszukiwaczem przygód. 
-Dobry wieczór. Macie gospodarzu konia dla mnie? Zapłacę.-królewna była rozpoznawana w mieście ludzi, ale większość tam nie wiedziała o jej ślubie
Czekając na odpowiedź rozejrzała się po karczmie. Zwykłym gestem trafiła na okazję, która zmieniła całkowicie jej przyszłość.
-Tak, pani. Wierzchowiec czeka na podwórku.-karczmarza lekko dziwiła obecność królewny w tego typu miejscu, choć jej brat nie gardził tanim piwem z jego karczmy
Teraz też był tam obecny. Frein pijany spał na jednym ze stołów. I to właśnie była ta okazja Triny. Wyglądała dość żałośnie, ale właśnie tak wyglądać miała.
-Długo tu jest?-Trina kryjąc entuzjazm w głosie, eksplodowała nadzieją w środku
-Królewicz? Zaledwie kilka godzin.
-Idealnie.-bez większej zapowiedzi wyciągnęła z kieszeni woreczek ze złotem i postawiła go przed oczami karczmarza, które na dźwięk monet zaczęły wręcz błyszczeć-Dopilnujesz, by do następnej niedzieli, albo dłużej mój brat został tutaj. Dogadzaj mu, dawaj, co tylko będzie chciał. Jak trzeba będzie zatrzymaj go siłą. Dowiem się, jakby ci się nie udało.-plan idealny. Po co? Zaraz wszystko wyjaśnię-Najlepiej jak dasz mu takie ubrania, w których go nikt nie pozna.-dodała po chwili i po tych wszystkich tłumaczeniach zostawiła karczmarza samego z jednym, “niewielkim” krasnoludzkim problemem na najbliższy tydzień

Lubiła konie i szybko przekonywała te zwierzęta do siebie, nawet jak jej nie znały. Po przypięciu wszystkich bagaży i zrobieniu odpowiedniego “makijażu”, na niebie zaczęło robić się coraz jaśniej, co było wyraźnym ostatnim momentem na ucieczkę. Chociaż bardziej na oficjalną podróż do doliny Rivendell, na naradę, już jako królewicz Frein.
Planem idealnym było udawanie Freina tak długo, jak to będzie konieczne. Nie wiedziała, co tak naprawdę może się stać. Podróżując sama mogła zostać napadnięta przez grupę orków już chwilę po wyruszeniu, albo zgubić się po kilku zakrętach. Ponad wiele zalet królewny każdy jej nauczyciel wiedział, że geografii ona nie umie i już się chyba nigdy nie nauczy.

Mimo możliwości napotkania orków i wyraźnego nadłożenia drogi Trina ominęła Mroczną Puszczę. Nie lubiła tamtego miejsca, mimo że bywała tam nieczęsto. Dodatkiem była możliwość spotkania jeszcze nadal narzeczonego królewny, co zniechęcało ją w tej puszczy jeszcze bardziej. 

Po dość długiej podróży, nie będąc sobą, Trina zdążyła na naradę. Do Rivendell dotarła dzień wcześniej o zachodzie słońca. Sama pół krasnoludka uważała, że to był najlepszy czas, tak by jej nikt nie poznał.

Gościnność mieszkańców Rivendell nie miała sobie nic do zarzucenia, oprócz jednego, krasnoludzkiego problemu- sama zielenina. O braku mięsa w tutejszych posiłkach Trina wiedziała od małego. Nie zapominając o tym, że była po części elfem, można było zauważyć, że posiłki ją zadowalają.

-Mam już serdecznie dosyć tych liści. Nie jestem królikiem, żeby się tym najeść!-jeden z dwóch krasnoludów siedzących blisko Triny idealnie pokazał ich kulturę-było potrzebne mięso
-Mój drogi Gimli…dali nam taką samą zieleninę, nawet jak pojawiliśmy się tu z Oakenshieldem, choć jeszcze wtedy nie miał tych bogactw, co teraz.
Królewna nie wtrącała się w tą rozmowę, która śmieszyła i jednocześnie uczyła. Uczyła skrawka historii odzyskania Samotnej Góry. Pokazywała poświęcenia i wartości, które prowadziły śmiałków przez najciemniejsze lochy. 
-Panie, narada rozpocznie się za chwilkę w komnacie obok. Pan Elrond już czeka.-delektujący(a) się lembasami Frein(Trina) usłyszał(a) głos jednej z elfkickich służek za sobą

Nie chcąc czekać, dziewczyna wstała i nie kończąc posiłku poszła prosto na naradę. Na sali było obecnych już dość dużo ważnych osobistości oraz przedstawicieli. Trina tak szczerze to nie wiedziała zupełnie nic o temacie rozmów, co ją zaczynało dopiero wtedy stresować. Wiedziała, że jedno potknięcie i wyrzucą ją z powrotem na ten “ślub”.
-Jak są już wszyscy to możemy zaczynać. 
Cała rozmowa wydawała się pół krasnoludce nie istotna, choć słuchała uważnie każdego wypowiedzianego słowa. Po wyjaśnieniu mocy czarnomagicznego pierścienia zaczęło się dziać coś, co uwadze Triny nie mogło uciec. Zaczęli mówić o wyprawie.
-Masz mój miecz.-czarnowłosy zwrócił się do małego, lecz dużo znaczącego tam Froda
-I mój łuk.-jasnowłosy elf gestem przekazał broń temu samemu niziołkowi
Trina nie miała pojęcia, że to właśnie był książę Mrocznej Puszczy.
-I mój topór.-tego krasnoluda “Frein” spotkał już wcześniej

Wtedy zrobiło się przez chwilę cicho. Cisza ta nie była zła, wręcz potrzebna całej reszcie na podsumowanie myśli. Dla jednej postaci chwila ta była godziną. Wszyscy milczeli długimi minutami w odczuciu emocji Triny. Serce musiało pracować szybciej, a myśli gubiły odpowiednie szuflady. Ale już dawno podjęła decyzję.
-I moje sztylety.-głosem musiała manewrować, ale nie żałowała tego, co robiła
-Jesteście od teraz Drużyną Pierścienia.-władca Rivendell wypowiedział te słowa z wyraźną ostrożnością
Wcześniej gościł już u siebie małych Freina i Trinę. Czuł zmianę w zachowaniu tego “Freina”, ale nie chciał ze swoich jedynie przeczuć wzniecać alarmu. Elf uważał, że szybciej straciłby szacunek fałszywymi podejrzeniami niż wykrył tak nagle oszusta. I niesłusznie.

Autor Julaa
Opublikowano
Odsłon 368
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

Autor

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!