Złote serce wiedźmy – Rozdział 1

“2 : Powrót do Glauvos”

– To ostatni. – Powiedziałem cicho łapiąc za kartonowe uchwyty. Ostatni karton był najmniejszy i zawierał moje ulubione książki. 

Teraz mam już wszystko, czego mi potrzeba. Oficjalnie mogę zamknąć się w pokoju i nie wyjść przez następne pół roku. 

A właściwie dwa dni, zanim znów pójdę do szkoły. Czyli jeśli jeszcze dziś wszystko rozpakuję, to będę miał około 17 godzin czytania. 

Spojrzałem w kierunku tego dziwnego domu i przekrzywiłem głowę ruszając z kartonem na ganek. To był nasz dom, od zawsze. Mieszkaliśmy tu jakiś czas, ale później stało się coś strasznego i mogliśmy wrócić dopiero teraz, po odbudowie części domu. Tata zrobił również remont i nie pozostało nic innego, jak powrót tutaj. Mimo to, czułem się dość niezręcznie. Nawet jeśli wszystko będzie dość znane, to jednak znaczna część rzeczy się zmieniła. Choćby fakt, że nie ma z nami mamy, a ja już nie mam pięciu lat. Nie byłem pewien czy zdołam się dopasować. A jeśli tak, to kiedy?

– Delle? – Słyszę głos ojca i poprawiając opaskę na głowie obracam się, po czym zauważam go przy garażu. Wnosił walizki z narzędziami. 

– Co? – Pytam i zamykam bagażnik busa, zaś on wzdycha i z uśmiechem rusza do garażu. – Wiesz co?! Mógłbyś odpowiedzieć, dobrze wiesz jak mnie to wkurza. – Mamrotam i wracam na ganek.

– Sprawdzałem czy już się zamknąłeś w sobie.

Prycham i zdejmuję z bandany moje okulary w kształcie skrzydełek ważek oraz wtykam je na nos. Chociaż nie poprawiają wzroku i nie chronią przed słońcem, nosiłem je prawie zawsze. 

– Ha ha ha, ale zabawne. – Znów łapię za karton i ruszam do środka. 

Dom nie był ogromny, ale nie był też mały. Miał parter, pierwsze piętro i strych oraz niewielką piwnicę i garaż. Prawie jak willa z basenem, brakowało tylko basenu. 

Część rzeczy się nie zmieniła. Pamiętałem prawie połowę wystroju jeszcze z bycia dzieckiem, zanim się wynieśliśmy. W końcu między tymi ścianami uczyłem się mówić i chodzić. To stąd pochodzą moje pierwsze wspomnienia. Najdalsze jakie pamiętam, to chyba śniadanie w naszej kuchni, gdy spalił się toster, a mama wyrzuciła go oknem. Ostatecznie straty oszacowano na jeden toster, trawnik oraz trzy gaśnice i nowe krzesła ogrodowe.

To miejsce było pełne takich wspomnień. Nawet skrzypiący panel między przejściem do kuchni z salonu był jednym z nich, ciekawe czy wciąż taki jest. 

Byłem przerażony na myśl, że teraz będę tworzył nową pamięć związaną z tym miejscem, co gorsza bez jednej z najważniejszych osób w moim życiu.

Tata opowiadał mi, że w domu wybuchł pożar i spalił połowę budynku. Właściwie nie wiem jak i dlaczego się nie obudziłem, nawet nie pamiętam, by coś takiego miało miejsce. Zaś następnego dnia byliśmy w drodze samolotem do ciotki mieszkającej w Norwegii, a to zmieniło naprawdę wiele.

Wchodząc po schodach zacząłem liczyć każdy krok, aż stanąłem na progu piętra i wsadziłem nogę między szczebelki w barierce. Więc wciąż była tam ta dziura. Może pozostało więcej rzeczy ze starego czasu.

Mój pokój był na końcu korytarza i zajmował jedną trzecią górnego piętra, więc nie był taki mały. Na moje życzenie dostałem czarny dywan na całą powierzchnię pokoju, a ponieważ sam go wybierałem, stawiając pierwszy krok boso poczułem tę miękkość pod palcami i uśmiechając się jak idiota zatoczyłem krąg czując chmurkowatą powierzchnię. 

Na przeciwko wejścia było okno, gdzie zamiast parapetu stała komodo-sofa w białym odcieniu, jak wszystkie meble. To zdecydowanie będzie najważniejsza część mojego pokoju zaraz po łóżku stojącym po lewej stornie od wejścia. 

Już widzę to, jak będę godzinami przesiadywał pod oknem czytając te wszystkie wspaniałe historie.

Odłożyłem karton na środek pomieszczania, gdzie stały inne pudła z resztą ubrań i książek z prywatnej biblioteczki.

Wszystko tu było nostalgiczne. Chociaż wystrój przypominał ten z mojego domu w Norwegii, to jednak samo pomieszczenie było pełne wspomnień z pierwszych pięciu lat życia. Choćby to okno przy wspomnianym regale. 

Gdy byłem dzieckiem to okno było moim ulubionym sposobem komunikacji z przyjacielem, głównie wtedy, gdy któryś z nas miał szlaban albo była zbyt późna godzina, by siedzieć u drugiego w domu. Właściwe po chwili namysłu wyjąłem telefon i wybrałem numer do gnojka, który wciągnął mnie w największe uzależnienia mojego życia. Odebrał po chwili, co naprawdę mnie ucieszyło.

– Witaj George… – mówię, gdy w końcu słyszę jego zirytowany oddech.

– Czego chcesz dupku? Dwa tygodnie milczałeś. 

– Byłem zajęty. – Mamrotam i wychylam się przez okno zauważając go, jak siada na swojej kanapie i chwyta za laptopa na blacie. – Ale już jestem cały twój.

– Nie, dzięki, nie jestem gejem. Przez ciebie przepadła nasza kampania. Ciekawe, co teraz zrobisz? Manep też jest wkurzona.

– Lepiej wyjrzyj przez okno.

– Ha? – Rozejrzał się po pokoju i podrapał po tej rudej czuprynie. – Co to za wyzwanie? Nie ma nic ciekawego za oknem, tylko jakiś facet wprowadził się do tego starego domu obok mnie. 

– Do mojego domu?

– Tak, a co? Nie mówiłem ci? – Odrzucił laptop, ruszył do okna i spojrzał w stronę busa, zaś ja uśmiechając się rozłączyłem się szybko.

Na dźwięk rozłączenia chłopak się skrzywił i wystawił telefon przed siebie, westchnął unosząc oczy w górę, a następnie skierował je w moją stronę, na co jego twarz pobladła, jakby ducha zobaczył. Wypuścił telefon na parapet i prawie wyskoczył otwierając okno.

– Dell? Co ty tu robisz… Albo czekaj, nic mi nie mów! – Pisnął i zaraz potem biegiem zgarnął parę rzeczy. Słyszałem tylko jak biegnie po schodach naprawdę głośno. A zaraz potem wyleciał z domu przeskakując przez płot i wylądował na moim podwórku. Byłem gotowy na zmasowany atak. Chociaż z drugiej strony to było straszne jak szybko biegł.

Wycofując się spod okna usiadłem bezpiecznie na łóżku. On zaś wpadł niemal wyrywając drzwi i zanim zdążyłem mrugnąć, leżał już na mnie ściskając mocno moje ramiona tak, że praktycznie zabrał mi oddech. Odchylając głowę po więcej powietrza zaśmiałem się lekko widząc jak to głupie, wielkie dziecko mnie tuli. Jednak odbierał też resztkę mojego tlenu, zmuszony wróciłem spojrzeniem do jego gęstej, czerwonej czupryny i przydzwoniłem w jego głowę, by ten zluzował uścisk.

– Ćwoku! Puszczaj mnie! – Odsuwam go lekko. – Oddychać nie mogę. – Uderzam go w plecy, a on podnosi się na łokciach, przez co już leżę całkowicie na prześcieradle.

Ale już mnie przynajmniej nie dusił. 

George miał tak na prawdę na imię Mark Tyson, ale nie lubił swojego imienia, dlatego dla bliskich osób był George’em, poza tym w naszej starej paczce był jeszcze jeden Mark. 

– Dell, będziesz tu mieszkał? Naprawdę? – Podniósł się i rozejrzał. – Wróciłeś, tak się cieszę! Musimy to opić, albo zrobić imprezę. Tak, zróbmy imprezę z wszystkimi z naszej grupy!

Potarł podbródek obserwując mój sufit. George miał chyba ADHD. I był też narwany.

Posiadał pakiet zalet, jak naturalnie czerwono ogniste włosy (choć nie wiem jak to możliwe), jasne, zielonkawe oczy i piegi. Mnóstwo piegów. Jak normalny człowiek w 75% ciała to woda tak u niego są to piegi. 

Przez swój wygląd “przypominał” też trochę niedźwiedzia. Miał dobrze zbudowane mięśnie i był naprawdę wysoki. Do tego był postrzegany jako  przystojny, dzięki wyraźnej linii szczęki, prostym nosie, bladych, wąskich ustach i długich, rudych rzęsach, co akurat jest zabawne. Przykładny mężczyzna, jakby nie patrzeć. Dla jego wyglądu nie jedna mogłaby ignorować fakt, że był na prawdę emocjonalny.

Na prawdę byłem szczęśliwy, że znów go wiedzę na żywo. On też, to pewne, łatwo z niego odczytać emocje.

– Tak, będę mieszkał… – Wystawiam do niego dłonie, a on sprawnym ruchem podnosi mnie i zaraz potem klepie po głowie zahaczając palcami o bandanę, którą nosiłem na swoim czupiradle. 

– W końcu! Sądziłem, że do końca życia będziemy gadać na kamerkach. – Uderzył mnie w plecy, aż poczułem mrowienie od uderzenia i śmiejąc się zrobiłem parę kroków w tył, biorąc pierwszy lepszy karton do wypakowania.

– Jak się rozłożę, mogę z tobą gdzieś pójść, myślę że tata nie będzie miał nic przeciwko. – Na pewno nie, ten człowiek był przeciwko mnie.

– A co masz? – Potrząsał głową otwierając kartony. – Ubrania i bibeloty, zajmie nam to do dwóch godzin na luzie. – Ruszył do szafy otwierając ją szeroko. Wyjąłem pierwsze ozdoby, podczas gdy on zaczął wywód życia na temat tego, jak się cieszy i co będziemy robić razem.

🌿🌿🌿

Kiedy skończyłem układać wszystko, nie miałem czasu nawet na odmówienie George’owi. Ten mimo moich sprzeciwów, przełożył mnie przez ramię i pół biegiem ewakuował mnie z domu. Uprzednio poinformował mojego ojca, że mnie porywa, a potem mnie odda całego i zdrowego. 

Oczywiście tata nie odmówił, mimo zdziwienia. To dlatego, że miejsce mojego pokoju opuszczam tak rzadko, że czasem upewnia się czy jeszcze żyję i nie brak mi odpowiedniego nawodnienia.  

Byłem jednak zażenowany faktem, że on niósł mnie jak wór ziemniaków, a musieli to oglądać nowi sąsiedzi, a właściwie starzy-nowi.

Zwołanie całej grupy nie trwało długo, w końcu mieliśmy grupowy czat, na którym pisaliśmy tylko w celach spotkania się gdzieś… Oczywiście w jakimś sensie, ponieważ pół życia spędziłem na innym kontynencie i byłem z nimi jedynie przez komunikatory. 

Część ludzi z naszej “ekipy” poznałem już za dziecka, było to około sześciu osób mieszkających najbliżej mojego domu. Cała reszta mieszka poza miastem, bądź na jego drugim końcu, albo wprowadzili się po tym gdy ja się wyniosłem. Tak czy owak, wszyscy byli moimi przyjaciółmi, nawet jeśli nie znałem ich od dziecka.

Ostatecznie na tym spotkaniu miała pojawić się tylko połowa grupy, co później się zmieniło. George zaniósł mnie do naszej drogocennej przyjaciółki z dzieciństwa, która swoją drogą przeszła metamorfozę.

Eli, inaczej Elizabeth Path, mieszkała pół ulicy dalej od mojego domu. Za dziecka była raczej typową księżniczką Disneya, teraz jednak przypominała “typową” buntowniczkę. Długie, brązowe włosy ścięła i zafarbowała na czarno. Zrobiła parę kolczyków w uszach i na ustach oraz zaczęła ubierać się na czarno. 

George wniósł mnie do domu, gdy tylko otworzyła nam drzwi i okazało się, że nasza grupowa kujonka też tu już była.

Hattie była afroamerykanką i cierpiała na bielactwo, przez co wyglądała jak dalmatyńczyk, co było dość ważną cechą jej wyglądu. Była na prawdę ładna, mimo że często jej wygląd otrzymywał okrutne obelgi, to ja miałem jedynie pozytywne myśli. 

Spojrzała na mnie i klasnęła w dłonie odrzucając włosy w tył, a następnie pomachała mi z uśmiechem.   

Hattie była bardzo ładna, miała duże brązowe oczy i długie do pasa ciemnobrązowe włosy, które wiązała w warkocze. Gdyby nie fakt, że jest moją przyjaciółką, umówiłbym się z nią.

Usiadłem przy okrągłym stole, spojrzałem w kierunku Eli, która wsypywała chrupki do ogromnej miski. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że wyglądała jakby właśnie cierpiała z tego powodu. Może naprawdę lubi te chrupki. Biedna.

Swoją drogą, to dziwnie widzieć ich na żywo. W sensie owszem, od dziecka nasi rodzice dbali, by nie utracili kontaktu ze mną, mój pierwszy czat online powstał jak miałem nie całe sześć i pół roku. Na początku było nas tam troje. Bawiliśmy się online klockami, jakkolwiek to brzmi. Z kolejnymi dniami pojawili się tam inni moi znajomi. Przez długi czas w sumie dorastaliśmy w taki sposób i po trzynastu latach znów tu jestem, starszy, zupełnie jak inni moi przyjaciele.

– Bobo przyjdzie z plastikowym pudłem. – Mówi Hattie odczytując wiadomość.

Bobo to inaczej Tommy Lee, chłopak dodany do grupy przypadkiem, ponieważ dosłownie wpadł na George’a i dostał wpierdol, a potem stał się najlepszym przyjacielem wszystkich. Osobiście nigdy go nie znałem, więc w sumie zobaczę go na żywo pierwszy raz. 

Chwila, czy ona powiedziała “z plastikowym pudłem”?

– To trzeba zawołać resztę, tak nie może być. Plus masz syf w domu. – Stwierdził George. 

Spojrzałem na niego jak na idiotę. Nikt normalny tak nie gada. To prawie jak z cyklu, mama wbija ci do pokoju mówi “co powiedzieliby twoi znajomi na taki syf, jeszcze nasrać tu na środku… ” i takie tam. Tak jakby faktycznie twój największy przyjaciel przyszedł do ciebie do domu upewnić się, czy aby na pewno twoja koszulka nie leży rozwalona na ziemi jak wczorajszy dzień, a jeśli tak leży, na pewno zerwie z tobą przyjaźń, bo jesteś fleja. Nie ważne, że ona sama ma w pokoju większy syf niż ty.

George jednak zabrał się za sprzątanie bibelotów, które zawadzają. Więc tak to wygląda. Niestety takie akcje większość życia mnie omijały. W Norwegii oczywiście chodziłem na imprezy, ale w ich towarzystwie nie miałem jak być na jakiejkolwiek. Gryząc paznokieć obserwowałem, jak poczynają się pierwsze porządki. Nie da się opisać, jak obawiam się tego, co będzie z nami wszystkimi. Na razie jest w porządku i traktują mnie, jakbym zawsze tu był. Jednakże sama przeprowadzka w mojej głowie robi mi chaos. Byłem szczęśliwy mogąc być z nimi na żywo, ale i przerażony tym, co nadejdzie. Raczej wróżką nie jestem i nie przewidzę zachowań niektórych osób. A może wcale nie muszę się obawiać i dopasuję się do ich trybu życia szybciej niż myślę. 

Moje rozmyślanie przerywa walenie w drzwi. Odrywam więc wzrok od Georg’a i zerkam w stronę wejścia. Już przyszedł? Przecież Bobo mieszka z drugiej strony miasta. Ta podróż trwała za krótko, coś jest nie tak. 

Ruszam do drzwi jako pierwszy i otwieram je, zaś moim oczom ukazuje się nieco wyższy ode mnie typ z dwoma plastikowymi kartonami? Pudłami? Jak to właściwe nazwać? 

Miał czarną bluzę z wielkim pączkiem i krótkie spodnie. Lato się kończy, a on lata w krótkich spodenkach. Ale z rozmów też go pamiętałem jako nieodpowiedzialnego. 

Był jak ja blondynem, jednak miał bardziej jasne, piaskowe włosy, wygolone po bokach. Taki europejski piłkarz. Chociaż z tego, co pamiętam oni tu preferują inny sport.

Cóż, sądząc po czapce z daszkiem, właśnie w takim stylu był i tak tym typowym graczem. To by wyjaśniało też wiecznie krótkie spodenki. 

Ale w baseball przypadkiem nie gra się w długich dresach?

– Trzeba przynieść towar z bagażnika. Daemon mnie zgarnął spod domu.

A tak. Już wiem.

Daemon i Tommy mieszkali z drugiej strony miasta, na najbardziej wysuniętej części. Daemon jest jedną z kilku osób, która ma prawko. Reszta zwykle go nie potrzebuje, bo mieszkają w tej samej miejscowości, wszędzie było blisko.

Daemon wyglądał bardziej jak typowy łamacz serc. Wiecie, stereotypowe kręcone włosy i aparat, który założył dwa lata temu. Mimo że był dwa lata starszy wyglądał młodziej niż my. Wysoki, przeciętnej budowy, lekko opalony jak Tommy i kochał piercing. Brew, warga, język i jego uszy już zakosztowały metalu, następny ma być pępek i jego… *sugestywny kaszel*. 

Miałem iść pierwszy po “bagaż”, ale ubiegł mnie nasz “goryl greezle”, który wystartował niemal taranując mnie po drodze. 

Eli wciągnęła mnie do kuchni, zanim znów to zrobił, tym razem wracając z trzema kartonami owoców na raz. Czy oni okradli sklep spożywczy?

– Chodź pokroimy to. 

– Czekaj… – Zacząłem łączyć wątki, ale olśniło mnie dopiero jak cztery plastikowe pudła niesione przez Tommi’ego i Daemon’a wylądowały za mną. – My robimy gigantyczne drinki!?

Pytam, a oni z wielkimi uśmiechami spojrzeli w moją stronę. Oni tak serio? Przecież taki zapas alkoholu starczyłby dla całego mojego starego akademika, a było nas tam dość dużo. Przecież po tej dawce alkoholu trafię do szpitala, zwłaszcza że jest tu George, który we mnie wmusi więcej niż jestem w stanie wypić. 

Poza tym, takie rzeczy nie zdarzają się pierwszego dnia przyjazdu do nowej miejscowości. To musi być sen, bo takie rzeczy normalnie się nie dzieją. Bardziej w scenach z filmu. Wiecie, Marry Sue trafia do miejscowości pełnej pięknych mężczyzn i strasznie wrednych kobiet, które w zasadzie jej nic nie robią, ale są straszne i złe. Taki typowy fanfik, gdzie główna bohaterka poznaje największego playboya w mieście i uprawia z nim seks po pierwszych trzech minutach znajomości, później go nienawidzi, a on ostatecznie i tak będzie z nią, i dla niej, potulny jak baranek. 

W rzeczywistości takie rzeczy się nie dzieją. Chociaż z drugiej strony, miałem tą jedyną niepowtarzalną szansę upić się, rozpoczynając nowy rozdział w życiu.

Jestem pewny, że w tym momencie moje oczy się rozlśniły czystą radością.

Dobrze, że na tym zapizdowiu nie ma jakoś wielu ludzi, i że wszyscy ex obecnie mieszkają na innym kontynencie. To się nazywa restart.

🌿🌿🌿

Cała reszta naszej drużyny dziwaków miała przyjść za jakiś czas. Eli kroiła truskawki, a ja słuchałem wszystkiego, co do powiedzenia mieli Tommy i Daemon, z którymi na żywo widzę się pierwszy raz. Chociaż właściwe może przez to, że rozmawialiśmy też przez telefon, nie czułem się jakoś dziwnie. Oni również zachowywali się tak, jakbym mieszkał tu całe życie. 

Dostałem również małe szkolenie co do rozpoczęcia w poniedziałek. Jak się okazało, teraz wiem, czemu nasza grupa składa się z typowych osobliwych charakterów. Po prostu stanowili tą standardową amerykańską szkolną grupę dziwadeł. W większości, ponieważ część tych osób nie chodzi już przecież do liceum, a reszta jest dość przeciętna, nie żeby to było coś złego. 

Tak czy siak, trzy kartony owoców wylądowały w pudłach, a potem przyszedł czas na wódkę i soki oraz energetyki. Obawiam się, że to będzie miało takiego kopa, że obudzimy się za dwa tygodnie. A przynajmniej ja, przecież nigdy nie piłem tak wiele. Picie w Norwegii się znacznie różniło od tego tu.

Następnie w kolejce pojawił się drugi Mark, z siostrą Fael. Oni jako rodzeństwo byli podobni, mimo różnicy wieku. Ciemne blond włosy z jasnymi, zielonymi oczyma i jasna, kremowa karnacja. Na szczęście nie mieli jakiejś bardziej wyraźnej osobowości, nie przeżyłbym, gdyby wszyscy w grupie byli tak osobliwi, jak na przykład Eli. Mark i Fael przynieśli więcej napojów oraz chrupek, od razu wzięli się też za pomoc, jak zamykanie innych pomieszczeń czy ustawianie kubeczków. 

Właściwe pojawiła się cała grupa, dodatkowo z rodzeństwem, jeśli ktoś miał. Nie przeszkadzało mi to, w końcu to okazja, by jeszcze łatwiej się wpasować do otoczenia. Najważniejsze, że byli wszyscy ci, z którymi chciałbym się zobaczyć. 

Ale wciąż nie zapowiadało się na to, że to koniec gości. Swoją drogą, imprezy nie powinny być legalne, nie żebym był święty.

Okazało się, że przyszli sąsiedzi, którzy przez lata się pobudowali, a raczej ich rodzice, bo tamci byli w naszym wieku, a ja nawet nie zamierzałem się starać, żeby zapamiętać ich imiona.

Wylądowaliśmy na “wielkim dywanie rzygów”. Dostałem streszczenie, iż ta specjalna wykładzina po prostu jest polem bitewnym dla wymiocin, które łatwo zmyć z owego dywanu.

Z tego co wiem, mają takich pięć i po grubszych melanżach najpierw trafia pod prysznic z szlauchem, a potem wysyłają go do pralni trzy miejscowości obok. Patrząc na to z drugiej strony, nie chciałbym pracować w pralni, gdzie muszą czyścić coś takiego. Na tych dywanach jest co najmniej pięć zestawów DNA z czyiś żołądków. Obrzydliwe bardzo.

Impreza się zaczęła w tym dużym-małym gronie, na początku były jakieś tańce, karaoke, ale po piątym drinku zaczęły się dziać przyzwoite-nie przyzwoite rzeczy. Na przykład George skończył macając się z bardzo ładną sąsiadką, Eli zaczęła stawiać pokerowe wyzwania, a cała reszta robiła rzeczy, które zaczęły wylatywać mi z pamięci. Wiem tyle, że ja i Hattie siedzieliśmy z jednym z rocznych zapasów wódki i piliśmy powoli, bo powoli, ale to było zabawne obserwować małpy w naturalnym środowisku. I mimo że moja głowa nie była taka znów słaba, czułem jak powoli wszystko zaczyna się rozlewać i tracić wyraz. 

Z drugiej strony było wrażenie, jakby to była moja normalność co weekend. Przebijała mi się ta myśl przez wszystkie inne. 

Z uśmiechem na ustach mogłem obserwować ich wszystkich nie tylko na płaskim ekranie. To była nowość, która ekscytowała moją nudną osobę. Książki nie są złe, naprawdę je lubię, ale bycie tutaj… to coś innego. Tu byłem sobą, nie tak jak w Norwegii. Tam nie miałem nawet do kogo się odezwać.

Siedząc w tym hałasie złowiłem kolejny kubeczek alkoholu i przyłożyłem do nosa upewniając się, że to na pewno alkohol. Biorę łyka, aż nastaje kolejne dzwonienie do dzwonka w ciągu dnia, a właściwie wieczora. Z jakiego powodu my pijemy od południa? Impreza nie powinna być dopiero wieczorem?

Odchyliłem się na fotelu i zacząłem obserwować sufit, kiedy jakiś czas później stało się cicho. Unosząc zdziwiony brew wróciłem spojrzeniem do tych kretynów i zobaczyłem jak ogarniają przestrzeń do grania. Widocznie to nie mój dzień i już teraz jestem senny, nie ogarniając co się dzieje na moim własnej pseudo powitalnej imprezie.

– Ummm… co robimy? – Wymruczałem w stronę Hattie, która obok mnie na fotelu leżała w podobnym stanie. Mam ewidentnie zły dzień do picia.

– Grają w butelkę… – oblizała usta i zaczęła dalej pić przez słomkę. Trochę jak zombie. Gra w butelkę?

To hasło mnie zaciekawiło, nawet bardzo. Można w ten sposób dowiedzieć się ciekawych rzeczy, albo pośmiać się i rozluźnić atmosferę. Jednak w obecnym stanie nie nadawałem się do gry, wolałem obserwować…Jednak George miał inne plany.

Trafiłem do tego małego kręgu zabójców godności i ledwo poruszając głową utkwiłem wzrok w butelce nawet się nie sprzeciwiając, bo nie mam na to siły. Może dadzą mi spokój jak będę brał tylko pytania. W tym tempie i tak usnę.

Opierając się o ramię rudzielca oglądam, jak inni siadają w kręgu. Gra się zaczęła dziesięć minut później i wszyscy, ale to wszyscy siedzieli już w kręgu, co jakiś czas rzucając sobie wyzwania. Za oknami zrobiło się już ciemno, a gra wciąż trwała, naprawdę się wkręcili w te wyzwania. Ale sam fakt, że siedziałem blisko, powodował że powoli się zatapiałem w to towarzystwo.

Jakiś czas później pięć par skończyło już w szafie lub składziku na wyzwaniu “siedem minut w niebie”, a George miał za wyzwanie striptiz, więc skończył pół nagi. Takie typowe, nastoletnie wyzwania niewyżytych młodych ludzi. Słyszałem też parę wyznań od serca i na razie w tym cudnym tłumie nie wypadło ani razu na mnie. Co mnie cholernie cieszyło, być może nie będę musiał mówić pijackim bełkotem w stronę bliskich mi osób. Trochę byłoby mi niezręcznie.

Wypadło za to na Nyx, która była ostatnią przedstawicielką naszej części grupy graczy, chociaż wśród nas było więcej niż trzy panny.

Niemal o niej zapomniałem. Głównie dlatego, że ostatnio miała operację i nie grała z nami, gdyż czas spędzała w szpitalu. 

Nyx ma długie, czarne włosy, na końcu zafarbowane na pastelowy błękit i w podobnym odcieniu oczy. I wylądowała na moich kolanach za pomocą zadania. Opierając o nią głowę spojrzałem kierunku butelki, która znów się kręciła. Szczerze mówiąc nie chciałem, żeby na mnie trafiło, ja się nie nadaję.

Kolejne pół godziny później, mówiąc szczerze, kontaktowałem jeszcze gorzej i prawie leżałem oparty o Georg’a, zaś dziewczyna na moich kolanach wcale się tym nie przejmowała. Wszystko trochę krążyło wokół mnie i zalewało się w kolorowe wiry. Może nie powinienem więcej dziś już pić.

– Selah! Twoja kolej! Pytanie czy wyzwanie?

Ale to było głośne… podnoszę wzrok z nad włosów Nyx i patrzę przed siebie na Hattie, która siedziała w moich okularach myśląc nad zadaniem. A chwilę potem wskazała kogoś w tym tłumie.

– Siedem minut w niebie. – Zaśmiała się i uderzyła głową w kubek, po czym podniosła się, jakby ją olśniło. – Możesz wybrać jedną osobę, ale płci męskiej… a jeśli nie zrobisz tego, to my ci wybierzemy… kogoś? Tak, kogoś.

Mamrota, a ja zauważyłem po jakimś czasie, że Nyx zniknęła z moich kolan i zrobiło się jakoś cicho, jednak tylko na chwilę.

Rejestrowałem już tylko najbliższe bodźce, jak fakt, że George zaczął do mnie coś mówić, ale był to bardziej bełkot. Zaraz potem przed moją twarzą pojawiła się gładka, jasna dłoń z palcami owiniętymi w bandaże. Chwyciłem ją lekko palcami, a po chwili pociągnęła mnie w górę. Na moim biodrze wylądowała druga ręka, a chwilę potem zostałem pociągnięty gdzieś, gdzie nastała ciemność. Zachichotałem jak dziecko czując dłonie na ciele. Dziwne uczucie.

– Hej… – słyszę przy uchu. Melodyjny głos, ale nie rozpoznaję go, nawet nie jestem pewny, kim jest ta osoba.

Poklepała mnie po policzku, a chwilę potem siedziałem na taborecie przed postacią o czarnych do ramion włosach. Kto to właściwie był? Chwyciła mocno moją twarz, a niebieskie, morskie oczy zabłyszczały jasno. 

– Nyx? – Pytam, ale nie słyszę odpowiedzi. W tamtej chwili wydawało mi się to najbardziej racjonalne. Nad nami świeciło małe światełko żółtego koloru. Było przyjemne dla oka, nie raziło moich zmęczonych oczu.

Patrząc w tamtą stronę wyczułem, jak miedzy moimi nogami pojawia się inna i dociska do mojego pasa. To dziwne uczucie, ekscytacja połączona ze zdziwieniem. W końcu czuję wszystko dokładniej, nawet jeśli w mojej głowie jest chaos i nie składne myśli. Byłem galaretką, która jest w stanie jedynie odczuć każdą wibrację. Nade mną pojawiła się na pół zasłonięta włosami twarz.

– Mamy siedem minut śliczna – słyszę cichy szept, ale nie trwa to długo. Zaraz, przecież byłem facetem… Czemu ona sądzi, że…

Na moich wargach pojawił się chłodny oddech, przypominający ten po miętówkach, ale zmieszany z alkoholem. Chłodny wydech miał naprawdę niepokojąco przyjemny zapach. Unosząc ledwo oczy zacząłem obserwować, co się ze mną dzieje. W końcu jak nie wyjdę stąd w przeciągu najbliższych minut, George na pewno po mnie wpadnie, więc nie miałem się niczego złego obawiać.

Twarz siedzącej na moich biodrach osoby była porcelanowa, chociaż lekko rozmazana. Powoli widziałem kształty, ale to było zbyt wolne, bym ją rozpoznał. Sweter miała podobny do mojego, przynajmniej w dotyku, ale wzory na nim były modne chyba za młodości mego ojca. 

Światło zostało zasłonięte. Skupiłem się na tym, co czuję, jak dłoń sunie pod moją koszulkę, a lodowy oddech pojawia się na uchu w moich najbardziej wrażliwych miejscach wywołując ciarki podniecenia.

Ciepła dłoń chwyciła mnie w okolicy tali i lekko zacisnęła, wywołując lekkie podniecenie. To było nowe, nie czułem czegoś takiego od na prawdę dawna. Może to tylko tania wódka z owocami, a może na prawdę potrzebowałem dotyku, ale osoby, z którymi się umawiałem, były dość nijakie w takich sprawach, jakkolwiek to brzmi. Reagowałem za mocno, po pierwszym dotyku. Może jednak to bardziej wina drinków.

Albo mogła mnie podniecać cała ta sytuacja, zamknięci w szafie, za drzwiami pełno ludzi. Ryzykowne sytuacje są często przyczyną podwyższonego libido. A ja jestem na etapie odkrywania tego, co “jara” mnie najbardziej.

Wtedy nastąpił dla mnie mały szok.

Osoba, z którą byłem zamknięty w tym niewielkim pomieszczeniu, otarła się lekko o moje krocze, aż syknąłem, ni to z bólu, ni to z podniecenia. To miało być coś na wzór jęku, który natomiast przyszedł chwilę później, gdy po moim uchu przejechał gorący, wilgotny język. 

Wywróciłem oczami, czując przyjemność nie do opisania i wsadziłem dłonie pod ten paskudny sweter mojej partnerki. Wolałem zamknąć oczy, ból głowy dawał już o sobie znać. Przynajmniej uczycie senności zniknęło i pozostała tylko ciężkość głowy.

Chciałem, ale trudno było mi się skupić, każdy ruch języka na moim uchu, każde przygryzienie i zassanie, które zeszło na moją szyję, efekty tych działań również się stapiały w jedność.

Moje kolana lekko zaczęły mnie mrowić, a to uczucie ruszyło w górę, do mojego krocza, na co zrobiłem się lekko zaniepokojony.

Problem był jednak w tym, że moje myśli zmieniały się dość szybko i wystarczył tylko jeden ruch jej biodrami, bym zmienił zdanie. A niepokój stał się pożądaniem. 

Przyparta do mnie siedziała całując moją, szyję podczas gdy ja jedyne co dałem radę zrobić, to wsadzić swoje dłonie pod jej koszulkę. 

Najgorsze było w tym to, że prawdopodobnie to Nyx właśnie siedzi na moich kolanach, a rano może żałować tego, co się tu dzieje.

– Nyx czekaj… – sapię lekko, chwytając mocniej jej biodra i zerknąłem w górę na odsuwającą się czarnowłosą. 

– Mogę coś zrobić? – Słyszę pytanie, a na moim pasku od spodni pojawia się ta sama,ciepła dłoń. W jednej chwili się rumienię, jednocześnie zostając niemal od razu wybudzony z transu wywołanym przez procenty.

Zadziałało to na mnie jak wiadro zimnej wody. Podskoczyło mi nawet ciśnienie tak, że słyszałem szum krwi w głowie, a może zdawało mi się. Ekscytacja? Wzrost podniecenia? A może coś innego zostało we mnie wywołanego w momencie, gdy trzymała klamrę mojego paska?

Po chwili jednak twarz Nyx zaczęła wyglądać nieco inaczej, niż pamiętałem.

Trzeźwiałem? Tak nagle?

Zamazane linie twarzy stały się bardziej wyraźne i… męskie. Usta wcale nie były takie duże, raczej wąskie i kremowe. Zmarszczyłem brwi widząc, że to wcale nie moja przyjaciółka próbuje się do mnie dobrać. Za długimi czarnymi rzęsami, kryły się groźne morskie oczy zupełnie inne niż te, o które chwilę wcześniej mi chodziło. Długie czarne włosy wylądowały bardziej z tyłu, odsłaniając brwi z blizną na środku łuku brwiowego. To na pewno nie była Nyx, raczej męska i nieco starsza wersja naszej słodkiej szesnastolatki. Powinienem mieć coś przeciwko już w momencie, jak zaczęła mnie dotykać, ale jakoś wyleciało mi to z głowy. Nie to, żeby była za młoda, ale jednak wolałbym, by ktoś w moim wieku traktował mnie w taki sposób.

Ale teraz to przecież nawet nie jest ONA. Co tu się dzieje, do cholery!? 

Osoba przede mną uśmiechnęła się groźnie, ukazując szereg białych zębów i kiełki.

Spojrzałem w dół. Widziałem swoje uwypuklenie w spodniach, ale nie tylko swoje. W jednej chwili dotarło do mnie parę wydarzeń. Na moich biodrach siedział facet. Nawet do końca nie wiem czy był w moim typie, gdyż moje racjonalne myślenie poszło w dal. Zażenowanie, jakie poczułem, równało się wielkości galaktyki, ale nie mogłem się nawet ruszyć.

Zsunął się z moich bioder i chwycił mocniej za klamrę paska.

– Tak czy nie…? – Melodyjny głos stał się znacznie bardziej wyraźny, groźny i oczywiście męski. Zadrżałem czując jego wpływ, a chwilę potem zobaczyłem jak chłopak opiera podbródek o moje dość szerokie udo. 

– Zaczekaj… ja jestem…

– Facetem? – Zaśmiał się i ugryzł przez spodnie moje udo, aż podskoczyłem jękając. Zaraz potem chwycił mnie mocno za koszulę i sam się podnosząc na kolanach przyciągnął do siebie przykładając usta do tego samego ucha, którego okolice zapewne były w malinkach. Zacisnąłem uda. – Wiem, zauważyłem, po chwili. Mogę coś zrobić czy nie? 

Powinienem być wściekły, że wziął mnie za kobietę. Ale czułem się zniewolony, a moje ciało odmawiało już współpracy. 

Warknął w moją szyję, lekko przygryzając ją. Zamknąłem oczy z rozkoszy, nie byłem w stanie w ogóle myśleć. Kiwnąłem jedynie głową chwytając swoje nogi i szybciej niż przypuszczałem, moje spodnie zostały zsunięte do kolan, a głowa czarnowłosego wylądowała między moimi wiotkimi udami. 

Ogarnęła mnie panika, próbowałem się odsunąć, myliłem się, nie chciałem tego. Tu nawet orientacja nie ma nic do rzeczy. On był mi obcym człowiekiem. Ale w jednej chwili złapał mnie mocniej, przyciskając do krzesła.

Chciałem się ruszyć, licząc że jednak jeszcze raz dam mu do zrozumienia, że już się wycofuję, ale to było na darmo. Dla pewności zasłonił nas ubraniami przy drzwiach, a moje nogi oparł na swoich ramionach podciągając mnie bliżej do siebie. Na tyle blisko, że trzymał teraz nos na przeciwko moich bokserek. Przerażenie, podniecenie i dreszcz podekscytowania, to nie dobre połączenie. W skrócie PPP. 

Szansa, że będzie się do ciebie dobierał chłopak 10/10, nie zależnie od płci, jest tak niska, jak spotkanie tańczącego niedźwiedzia. Takie rzeczy tylko w filmach lub cyrku. 

Chwycił palcami mocniej moje uda zsuwając lekko mój tyłek z krzesła, a chwilę później przyssał się jak pijawka do wnętrza mojego uda, tym samym czyniąc mnie już kompletnie poddanym na jego wpływ. Znów zmieniłem zdanie. Tym razem chciałem, by szedł na całość.

Ocierał wargami moje wrażliwe miejsca, całował i gryzł, po czym oblizywał z pasją, jakiej nigdy wcześniej nie mogłem odczuć w poprzednich związkach. Zresztą, o czym ja mówię? Przecież nikt wcześniej nie dawał mi takiej uwagi, a nawet nie wiem, jak on ma na imię. Mimo to pozwalam mu się dotykać.

Chwycił zębami moje bokserki i już miał je zsunąć pod podbródek, kiedy chwyciłem jego włosy i odsunąłem na parę centymetrów…

– Czekaj… – sapię, pocierając drugą ręką rumieniec. 

– Nie jesteś mną zainteresowany? – Spytał, wsuwając palec pod moje bokserki, aż syknąłem zaskoczony od nagłego dreszczu przyjemności. – Zrozumiem, nie każdy ma preferencje w tej samej…

– Nie, to nie to… ja nie wiem, czy to w porządku… – wysapałem, a chwilę potem moje spodnie były już na kostkach, zaś on umiejscowiony między moimi kolanami chwycił bandanę na mojej głowie i zaczął nasuwać ją w dół z dzikim uśmiechem. Miał podwinięte rękawy tego ohydnego swetra, a długie włosy opadały mu na twarz. Wyglądał jak taki biedny kujon i przystojny menel…Co to w ogóle za połączenie? 

– Więc wyobraź sobie, że to sen… – cmoknął mnie w policzek upewniając się, że już go nie widzę. – A ja będę jego mokrym spełnieniem…

Odchyliłem głowę w górę zaciskając oczy. A jeśli ktoś nagle miałby tu wejść? Jeśli ktoś nakryje mnie w tak krępującej i intymnej sytuacji? Będę spalony już na wstępie. A teraz nawet nic nie widzę.

Gdy wyszeptał do mnie już wszystko, chwyciłem mocniej ramę krzesła. Sam głos już działał jak narkotyk i eksplozja emocji. Może to impuls, ale może mieć on niebezpieczne zakończenie. 

Ciepłe dłonie wsunął pod gumkę bokserek i chwilę potem zsunął je nieco niżej, uwalniając moją męskość.

Dłoń z mojego biodra przesunęła się na bliższe okolice, a zaraz potem “trzymał mnie w garści”. Wypuściłem ze świstem powietrze, kiedy zaczął poruszać palcami po połowie długości. Zbliżył twarz do czubka mojego penisa i wypuścił ciepłe powietrze z ust, powodując tym samym ciarki na moim ciele. Drżałem już z podniecenia, a on nagle zwolnił… tak pomyślałem chwilę przed tym, zanim gwałtownie włożył połowę mojego przyrodzenia do ust. 

Wypuściłem głośny jęk, na co gwałtownie zasłoniłem usta dłonią. Czułem jego wzrok na sobie. Mogłem nawet domyślić się, że zrobił to czystą premedytacją i obecnie był zadowolony z siebie. Chciałem więcej, a nie zrobił jeszcze nic konkretnego. To naprawdę szalone, nie jestem takim typem osoby, a teraz proszę. Umieram z podniecenia i ekscytacji, jednocześnie nasłuchując, by nikt przypadkiem nie wszedł do tej przeklętej szafy tuż obok salonu pełnego moich znajomych.

Z lekkością zaczął poruszać głową wyczyniają cuda z językiem, których nawet nie mógłbym opisać. Przecież te siedem minut się dłużyło jak wieczność.

Oprócz ruchów ustami chwilę potem pojawiła się dłoń, dodatkowo poruszająca całą długością w przód i tył. Wypchnąłem bliżej biodra chwytając go za włosy, by tylko pogłębić lekko jego ruchy. Moje nogi oparte o ścianę drżały jak galareta od niewielkich skurczy. Zdjąłem z oczu opaskę zerkając w dół na chłopaka, który obserwował każde moje stęknięcie i drżenie. Z jego ust wypływała sporą ilość śliny. Czułem, że za chwilę koniec, że nie dam rady dłużej hamować wytrysku.

– J-ja… – jąkając odchyliłem głowę w tył, chcąc go lekko szarpnąć, żeby się odsunął, ale on chyba się domyślił. W jednej chwili chwycił mocniej moje biodra i zapchał usta wsuwając całego penisa do końca.

Otwierając szerzej oczy nie mogłem powstrzymać ani jego, ani siebie. Odsunąłem dłonie za siebie wiedząc, co zaraz się stanie, a chwilę potem strzeliłem w jego usta, jak napalony nastolatek, który robi to pierwszy raz. W jednej chwili było mi głupio, ale miałem jeszcze jeden problem… przyklejone palce do siedziska stołka z przyczyn, które tylko ja znałem.

Spojrzałem na czarnowłosego, który odsunął się oblizując usta i przeczesał włosy w tył patrząc prosto na mnie. Kiedy odsunął włosy z twarzy, już nie wyglądał na menela, a na naprawdę przystojnego faceta. Jednak włosy zaraz wróciły do przodu, a chwilę potem schylił się ponownie oblizując resztkę śliny i mojej spermy z powoli ustającej erekcji. 

Jeszcze raz zerknął na mnie i z diabelskim uśmiechem podciągnął moje bokserki do góry, a następnie spodnie. Ubierając mnie, za mnie.

W tej chwili zdałem sobie sprawę, że on przełknął i patrząc na niego z dołu zarumieniłem się, kiedy “układał” mnie do całości. 

W jednej chwili pomyślałem, że powinienem mu się odwdzięczyć. Już chciałem chwycić za jego spodnie, ale uprzedził mnie i złapał moje dłonie podciągając w górę.

– Nie musisz tego robić. – Przyparł mnie do ściany, wkładając głowę z zagłębienie mojej szyi. 

– A jeśli chcę? – Pytam cicho z drżącym głosem, czując że nogi to mam jak z waty i gdyby mnie nie trzymał, to bym upadł. Chyba wcześniej nie miałem tak silnego wytrysku, albo to po prostu efekt tego, jak dobrze to robił. Tak czy siak, nigdy nie czułem się tak wykończony, by nie móc stać.

– Może innym razem – warknął i ugryzł mnie mocno w szyję. – Zresztą czas nam się kończy. – Oblizał dokładnie to miejsce i chwycił mój podbródek, po czym zerknął na mnie i uśmiechnął się. Każde zadane mi ugryzienie, to potwierdzenie faktu, że mam duszę masochisty.

– Nie obrażę się, jeśli zapomnisz. Piłeś na prawdę dużo. – Chwycił mnie pod udami i podciągnął w górę, opierając się swoim kroczem o moje. Przymknął oczy, a ja zaciskając dłonie czułem, jak się kleją. Nie powinien tego widzieć, to byłoby za wiele pytań, których nie wytłumaczę.

Wykonał mocny ruch biodrami, lekko sapiąc w moje ucho. Jego mocny zapach mięty i wody kolońskiej już mnie przesiąkł, a kolejne minuty zamknięcia z nim doprowadzą mnie do szału. Zaczął się ocierać o moje ciało, dość mocno dociskając mnie do ściany.

– To ci wystarczy? – Pytam cicho wiedząc, że w tej chwili próbuje dogodzić też sobie. Ale nie powinienem był pytać.

Uśmiechał się, jakbym był spełnieniem jego sprośnych pomysłów, ale nim zorientowałem się co to oznacza, ugryzł mnie w obojczyk, znacznie mocniej dociskając moje ciało do swojego. Sapiąc cicho oparłem czoło o jego ramię. Nie było już przerwy, był tak blisko, jakby zaraz miał się wtopić w moją skórę.

Zarzuciłem ręce na jego kark, zaś on zadowolony z tego, zjechał dłońmi na moje pośladki i zacisnął dłonie. Wydałem z siebie kolejny jęk, prosto w jego ucho, tym samym podnosząc głowę i to był jedyny moment, kiedy uchwyciłem, że to on zadrżał. 

Jego bicie serca było silne i zagłuszało moje.

– Zrób to jeszcze raz… – wymamrotał oblizując moje ucho, ale to miało być na tyle.

Głośne łupanie w drzwi błyskawicznie sprowadziło go na ziemię. Obrócił się, lekko puszczając mnie i zasłonił mój kołnierz, by przypadkiem nie było widać malinek.

– Ej! Zakochańce! Siedem minut minęło jakieś pięć minut temu, co wy tam robicie…? – Głos Georg’a sprawił, że byłem już praktycznie do końca trzeźwy. 

– Umm, sora! Zatrzasnął się zamek, możesz otworzyć? – Spytał czarnowłosy, podczas gdy ja poprawiałem bandanę na włosach. Szafy nie mają zamków… 

Usiadłem też na krześle, szybko pocierając dłonie o siebie, by cała klejąca maź się odczepiła. Zaraz potem drzwi zostały brutalnie otworzone, a czarnowłosy wyszedł, zaś George spojrzał na mnie i ruszył do środka.

– Ty chyba masz dość alkoholu… Odprowadzę cię do domu…

– Nie! – Mówię, a raczej prawie krzyczę. – Jest okej, posiedzę z wami, nie będę pił.

Ta, w dupie.

Wróciliśmy do kręgu, gdzie Nyx podała mi wzmocnionego drina, po którym uciął mi się film. W ten sposób oficjalnie powróciłem do Glauvos.

Oh god 6305 słów. Wszystkich przepraszam za raka oczu od opisu scen intymnych, poprawię się. 

Rozdział poprawiony przez torka24

Autor StarsFiel
Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 450
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!