Najmniej krasnoludzka księżniczka ~ Część pierwsza

-Trina!…Córeczko!
-Tak, mamo?
To, czy królewna czuła się pewna siebie było wątpliwe. Często niejeden widzący ją z boku twierdził, że niczego jej nie brakuje i blisko młodej krasnoludce do ideału przyszłej żony i matki. Ona sama czuła, że nadal może być lepsza. Jeszcze lepsza niż jest teraz. Nie zatracała się w tych myślach nadal widząc swoje porażki i sukcesy. Wolała cały czas uczyć się, nawet jeżeli nabycie nowej umiejętności wiązało się ze zwiększeniem jej obowiązków. 
Natomiast jej brat Frein, młodszy od niej zaledwie rok, wolał wygodę i ereborskie służki. To drugie cenił w łożu i wtedy, gdy wykonywały jego obowiązki, a on mógł oddawać się przyjemnościom. Był dziedzicem tronu i to mimo wszystko zawsze usługiwano jemu i nikt nie śmiał się mu przeciwstawić. Prawie nikt.
-Przyjdź do sali tronowej, Trino.
-Kiedy?
-Za chwilę-Rozalia od momentu Bitwy Pięciu Armii zmieniła się
Była teraz matką i królową, królową Ereboru. Jej historia potoczyła się tak niespodziewanie, że ledwo ona sama ją okiełznała. Do tej pory bywają momenty, że nie wierzy w to, co się dzieje w jej życiu. Życiu, które otrzymała ponownie.
Królowa ubrana w długą chabrową suknię odwróciła się od córki i wróciła do skarbca Thróra. Nadal tam znajdowała się sala tronowa.

-Witaj córko.
-Jestem tato. Prosiliście, abym przyszła.-pięćdziesięcioletnia pół krasnoludka była zaciekawiona powodem jej wizyty w największej sali Ereboru
Chociaż nieznajomy widząc Trinę dałby jej co najwyżej dwadzieścia lat, bo na tyle wyglądała.
-Chcieliśmy ci z mamą przekazać…
-Że to jest posłaniec z Mrocznej Puszczy…-wzrok Triny pokierował się na trochę od niej wyższego ciemnowłosego elfa, który stał prawie nieruchomo przy tronie Thorina
-I elficki królewicz prosi o twoją rękę…
-To gdzie on jest? Jakoś go nie widzę. Ma za mało odwagi, by spytać mnie o to osobiście?
-…A my nie jesteśmy temu przeciwni.-król zlekceważył drwiące słowa Triny
Oakenshiel wiedział, że mimo definitywnego zakończenia zdania i podjęcia decyzji jasnowłosa królewna się z tym nie pogodzi
Chwila ciszy była w tym miejscu nieunikniona, ale była nieznośna, nawet jak trwała krótko.
-Ja nawet nie wiedziałam, że w Mrocznej Puszczy jest królewicz…mam wyjść za elfa?
-Kochanie, wszystko wskazuje na to, że odziedziczyłaś po elfach nie tylko wzrost, ale i nieśmiertelność. Najlepiej będzie, jak poślubisz elfa.
-Sam nie wierzę, że to mówię.-nie tylko Gandalf Szary wiedział, że Thorin nie lubił elfów-Ale zgadzam się z Lili.
-Teraz ma być ten ślub? Jeszcze przed naradą w Rivendell?
-Trino, twój brat razem z Gimlim synem Gloina będzie reprezentować Erebor na naradzie. Ty martw się teraz swoim przyszłym mężem.
Te słowa wytrąciły nadzieje Triny. Wcześniej wierzyła, że ma szansę pojechać do Rivendell. Teraz myślała tylko o ucieczce z królestwa. Nie dała tego po sobie poznać, ale nie zgadzała się z wolą swoich rodziców. Znała ich historię i oni nie byli zmuszeni do małżeństwa. Pozbyła się wyrzutów sumienia już dawno. Teraz pozostawało tylko wymyślić jak uciec.

Bez zbędnych słów opuściła salę tronową.

Do narady pozostał tydzień, a do ślubu krasnoludzkiej królewny tylko jeden dzień mniej. Cała ta ceremonia zaślubin miała być tylko ceremonią, a nowy mąż Triny, miał od razu po powiedzeniu “tak” wsiąść na konia i ruszyć na naradę. Nikt w takim planie nie widział przeszkód, a ważny był tylko sojusz Samotnej Góry i Mrocznej Puszczy. Każdy zdawał się nie zauważać, że Trina ucierpi na tym najbardziej. Każdy chciał tą sprawę przemilczeć, a sprawy korony były zawsze stawiane ponad sprawy uczuć. Dziewczyna miała tego dosyć i z chęcią zaginęłaby teraz przypadkiem.

Przygotowania z dnia na dzień były coraz bardziej nieprzyjemne. W całej tej plątaninie do komnaty Triny udała się Rozalia. Nie licząc na zbyt ciepłe przyjęcie weszła do pomieszczenia z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Chciałabym ci dać coś, co możesz w przyszłości przekazać swojej córce.-na jej ręce leżał mały czerwony woreczek, który mimo złości Triny przyciągał uwagę pół krasnoludki-Weź to.
Niepewnie, lecz z ciekawością dziewczyna sięgnęła po zapakowaną rzecz. Po otworzeniu woreczka zobaczyła znaną jej i bardzo cenną rzecz-pierścionek zaręczynowy Rozalii. Dowód miłości był cenny ze względu na klejnot. Był to bezcenny, jeden z dwóch pozostałych kawałków arcyklejnotu.
-Ale…-Trina nie liczyła, że kiedykolwiek otrzyma ten pierścionek
Czuła bezradność ze względu na ten ślub i jednocześnie radość z otrzymanego prezentu.
-Jest twój.-więcej słów królowej Trina już nie usłyszała, ponieważ jej matka wyszła z komnaty
Wydawałoby się, że Rozalia przekazała córce kawałek historii zaklętej z bezcennym przedmiocie, ale przekazała ona coś dużo więcej.

Autor Julaa
Opublikowano
Odsłon 450
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

Autor

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!