Wszystko czego potrzebuję to ty – Rozdział siódmy

Obudził mnie dzwoniący budzik, który ustawiłam na szóstą trzydzieści. Dziś poniedziałek. Te cztery dni spędzone w domu były ciężkie. Przez pierwsze dwa dni mogłam chodzić tylko wtedy kiedy braci nie było w domu, czyli kiedy byli w szkole. W sobotę poszliśmy do krawca, aby uszył nam stroje na koncerty. Będą gotowe za dwa tygodnie. Większość czasu i tak spędziłam na nauce. Mama wróciła do domu w piątek, więc to ona zajęła się domowymi obowiązkami, gdy bracia mnie pilnowali abym nie chodziła. Za każdym razem jak szłam gdzieś z braćmi zawsze któryś z nich nosił mnie na rękach. Oby tylko dziś nie wpadli na ten genialny pomysł. Chociaż kogo ja próbuje oszukać. Na pewno Drew zaniesie mnie na rękach do szkoły. Ehh… No cóż… Trzeba się przygotować do szkoły. Dziś jest ładna pogoda, więc założyłam czarne jeansy z dziurami, czarną bluzkę na ramiączka i beżową bluzkę z rękawem trzy czwarte oraz wzięłam kurtkę. Oczywiście posmarowałam nogę maścią i zabandażowałam. Jeszcze tylko dziesięć dni i zdejmą mi ten gips i mam nadzieję, że nie będę miała go ponownie. Wyszłam z pokoju w tym samym czasie co Mat i Drew.

– Śniadanie gotowe! – krzyknęła mama.

– Idziemy! – krzyknęliśmy.

Zeszliśmy do jadalni i na stole stały już gotowe omlety. Usiedliśmy do stołu.

– Smacznego. – powiedzieliśmy.

Po piętnastu minutach zjedliśmy śniadanie, mama wyszła już do pracy, a Drew posprzątał po śniadaniu. Chłopcy poszli jeszcze na górę po swoje rzeczy i wziąć mój plecak.

– Wszyscy są już gotowi? – zapytał Drew.

– Wszystko wzięliście? – zapytałam.

– Tak! – odpowiedzieli.

– A więc chodźmy. – powiedział Drew i wziął mnie na ręce.

– Ehh… – westchnęłam – Przecież mogę już sama chodzić. – powiedziałam.

– Lekarz kazał ci jeszcze na nią uważać. – powiedział Mat.

– Ale mogę już na niej chodzić. 

– Dziś jeszcze nie pozwalamy. I będziesz powoli szła. 

– Ale tylko dziś. Od jutra chodzę już sama. 

– Ale… 

– Nie ma żadnego ale. 

– I tak ci nie pozwolimy. – powiedzieli szeptem, ale usłyszałam.

– Mówiliście coś? 

– Nie, nic. – powiedzieli.

– Chodźmy. – powiedział Drew i wyszliśmy z domu.

– Masz oszczędzać nogę. 

– Nic mi nie będzie. – powiedziałam, ale mnie nie słuchali.

– Ale będziesz musiała zapewne wchodzić po schodach. – powiedział Mat.

– Będzie dobrze. – powiedziałam, ale oni nadal nie chcieli mnie słuchać.

– Może poproszę kogoś z twojej klasy, aby pomógł ci z twoimi rzeczami. – powiedział Drew.

– Ale wy jesteście uparci. 

– Jak zawsze. 

– Jeśli masz już kogoś prosić o pomoc, to poproś Rose. 

– No dobrze, a dlaczego akurat ją i jak wygląda? – zapytał Drew.

– Z dziewczyn znam tylko ją. Ma długie jasno brązowe włosy i wyróżnia się ubiorem. Lubi wiktoriański styl. Jak ją zobaczysz będziesz wiedział, że to ona. – powiedziałam i akurat weszliśmy na szkolny dziedziniec.

– No dobrze. – powiedział i zaczął się rozglądać – To ona? – zapytał i kiwnął głową pokazując na nią.

– Tak, to ona. – powiedziałam, a on zaczął iść w jej kierunku – Masz zamiar teraz ją o to poprosić? 

– Tak, a co? – zapytał.

– Nie widzisz, że rozmawia z przyjaciółmi? – zapytałam, gdyż nie chciałam, aby pytał o to przy chłopakach.

– To zajmie tylko chwilę. – powiedział.

– Przynajmniej postaw mnie na ziemi.

– Przecież ich znasz, więc mogę iść z tobą na rękach. – powiedział i podszedł do dziewczyny.

Andrew

– Cześć. – przywitałem się z nimi.

Cała czwórka spojrzała na mnie zdziwiona. Po paru sekundach spojrzenie czarnowłosego chłopaka zmieniło się na złowrogie. O co może mu chodzić?

– Czego chcesz? – warknął zły i na zmianę patrzył to na mnie, to na Kat.

Oho… Czyżby był zazdrosny? Hmm… Nieźle Kat, ale nie będzie miał z tobą tak łatwo.

– Chciałbym prosić o pomoc Rose. Ty jesteś Rose, prawda? 

– Tak, to ja. – powiedziała dziewczyna – O co chodzi? – zapytała.

– Mogłabyś pomóc Kat z jej rzeczami? – zapytałem.

– A co się stało? – zapytała zdezorientowana.

– Ma skręconą kostkę i złamaną rękę. – powiedziałem.

– Złamaną?! – krzyknął czarnowłosy chłopak.

– Tak. Musi uważać na kostkę, więc może mieć pewne problemy gdy będzie wchodziła po schodach. – powiedziałem i odstawiłem Kat na ziemię.

Gdyby wzrok mógł zabić, zapewne byłbym już martwy. Czyżby nie wiedział, że jesteśmy rodzeństwem? Może być ciekawie.

– Oczywiście. Z przyjemnością. – powiedziała Rose.

– Dziękuję ci. Nie chcę żeby znowu jej się coś stało. Jest dla mnie bardzo ważna. – powiedziałem i poczochrałem Kat po głowie.

– Drew! Przestań! Potargasz mi włosy. Czemu zawsze to robisz? – zapytała Kat.

– Bo cię kocham. – powiedziałem i pocałowałem ją w policzek. Jego mina… Ledwo powstrzymywałem się, aby nie wybuchnąć śmiechem.

– Tak, tak. Idź już na lekcje, bo się spóźnisz. – powiedziała.

– Muszę jeszcze coś zrobić. – powiedziałem i podszedłem do chłopaka z czarnymi włosami. – Mam prośbę. – powiedziałem szeptem.

– Drew co ty kombinujesz? – zapytała Kat.

– Ja? Nic takiego. – powiedziałem i spojrzałem na chłopaka.

– Mów czego chcesz. – powiedział zły.

– Chciałbym abyś pilnował dziś Kat. Nie chcę, aby znowu coś się jej stało. A jak będzie chodziła sama po schodach jest to możliwe. – powiedziałem.

– Zgoda. – powiedział od razu.

Catherine

– Chciałbym abyś pilnował dziś Kat. Nie chcę, aby znowu coś się jej stało. A jak będzie chodziła sam po schodach jest to możliwe. – powiedział Drew.

– Zgoda. – powiedział od razu Luke.

No nie wierzę. – pomyślałam.

Od razu do nich podeszłam. Uderzyłam ich otwartą dłonią w głowy. Reszta popatrzyła na mnie zaskoczona.

– Drew! Obiecałeś mi. Chcesz oberwać gipsem? Luke! Nie będziesz mnie pilnował, ani chodził za mną przez cały dzień. – powiedziałam.

– Nic ci nie obiecałem. – powiedział Drew.

– W domu mówiłeś coś innego. Przestań się tak o mnie martwić. – powiedziałam wkurzona.

– Jak mam się o ciebie nie martwić skoro jesteś moją młodszą siostrą? – zapytał i mnie przytulił.

– Siostrą?! – krzyknęła cała czwórka.

– No tak. Jesteśmy rodzeństwem. Nie mówiła wam, że ma brata? – powiedział Drew.

– Nikomu o niczym nie mówiłam. – powiedziałam i powoli odsunęłam się od niego.

– Nie zapomnieliście o kimś? 

– A tak rzeczywiście. – powiedziałam i się zaśmiałam.

– Ha ha. Bardzo zabawne. – powiedział sarkastycznie.

– Więc może po prostu przedstawię was wszystkich. – powiedziałam – Chłopak po prawej, to Andrew starszy brat. Ma 18 lat. Ten po lewej – Matthew, mój bliźniak. Jest starszy o kilka minut. – powiedziałam, a Luke odetchnął z… ulgą?

– Nie jesteście wcale podobni. – powiedział Alex.

– Jesteśmy bliźniakami dwujajowymi. 

– No dobrze, więc teraz nasza kolej. – powiedziała Rose – Ja mam na imię Rosalie, ale mówcie mi Rose. Chłopak z niebieskimi włosami to Alex, blondyn to Sam, a z czarnymi to Luke.

Po tym jak skończyliśmy się przedstawiać Drew zaczął się nagle śmiać i powiedział coś na ucho Mattowi, po czym także zaczął się śmiać. I w ten sposób oni się śmiali, a my nie wiedzieliśmy z czego.

– Z czego się śmiejecie? – zapytałam.

– Z min twojego chłopaka. – powiedział Mike.

– Jakiego chłopka? Przecież wiecie, że nie mam żadnego chłopaka i mieć nie będę.

Po paru sekundach Rozalia chyba domyśliła się z czego chłopcy się śmieją, bo powiedziała coś na ucho Alexemu i oboje zaczęli się śmiać. Luke delikatnie się zarumienił. Czyżby śmiali się z niego?

– Przestańcie się ze mnie śmiać! – powiedział Luke.

– A więc? Dlaczego się z niego śmiejecie? – zapytałam.

– Nie powiemy ci. Dowiesz się innym razem. – powiedział Drew.

– Niech będzie, a teraz idźcie na lekcje. Dzwonek za kilka minut. – powiedziałam, a oni przestali się śmiać.

– Pilnujcie naszej siostry. – powiedział Mike i poszli pod klasy.

– Będziemy! – odpowiedziała Rose z Alexem.

– My też już chodźmy pod klasę. – powiedział Sam.

Rozalia wzięła mój plecak, a ja zaczęłam powoli iść pod klasę. W pewnym momencie poczułam jak unoszę się do góry.

– Luke! Co ty robisz? Puść mnie! – powiedziałam.

– Jak będziesz szła w takim tempie, to dojście pod klasę zajmie ci kilka dni. – powiedział z wrednym uśmieszkiem.

– Wcale nie musisz z nami iść. Mogłeś pójść sam. – powiedziałam i wypięłam mu język. Tak, wiem. To bardzo dorosłe zachowanie.

– Wiesz Di… – zaczął Alex, a ja go zgromiłam wzrokiem, ale to zignorował i kontynuował – Luke po prostu chciał cię ponosić na rękach.

– Alex ma rację. Nie mógł wymyślić lepszej wymówki, więc wybrał tą. – powiedziała Rose i zachichotała.

– Zamknijcie się! – powiedział Luke – To nie prawda. Po prostu szła wolno, więc się nad nią zlitowałem.

– Tak, tak. Kogo jak kogo, ale nas nie oszukasz. – powiedział Alex.

– Nie masz z nami szans. – powiedziała Rose i oboje się zaśmiali.

– Chodźcie już na tą lekcję. – powiedział Luke, a Rose i Alex ponownie zaczęli się z niego śmiać.

– Z czego się teraz śmiejecie? – zapytałam.

– Bo Luke rzadko chodzi na lekcję. – powiedział Alex.

– A ostatnio zaczął na nie chodzić. – dodała Rose. – Chociaż chodził na nie ze smutną miną.

– Stało się coś? – zapytałam.

– To już nie ważne. Martwisz się o mnie? – powiedział Luke.

– Pff… Chciałbyś. – powiedziałam.

– Catherine. – powiedział Sam.

– Tak? Możesz mi mówić Kat. – powiedziałam.

– Mogę cię o coś zapytać? – spytał.

– Pytaj śmiało. – powiedziałam.

– Czy to prawda, że piszesz piosenki? – zapytał, a ja popatrzyłam na Alexa i Rose.

– Tak, to prawda. – powiedziałam – Co jeszcze ci powiedzieli? – zapytałam.

– Powiedzieli jeszcze, że śpiewasz i grasz na keyboardzie. – powiedział.

– Czyli prawie nic. – powiedziałam.

– Jak to nic? – zapytała Rose.

– Nie tylko piszę piosenki, śpiewam i gram na keyboardzie. – powiedziałam.

– Więc co jeszcze? – zapytał Luke jakoś dziwnie podekscytowany.

– Chciałbyś wiedzieć? – zapytałam.

– Chciałbym. – powiedział Luke.

– Więc ci nie powiem. – powiedziałam i Rose z Alexem zaczęli się śmiać z jego miny.

– Co to za mina Luke? – zapytał Alex.

– Takiej jeszcze u ciebie nie widziałam. – powiedziała Rose.

– Jaka mina? – zapytał.

– Jak u dziecka, któremu zabrano jego ulubioną zabawkę. – powiedziała Rose, a ja zaczęłam się śmiać z ich rozmowy. Popatrzyli na mnie zdziwieni.

Dawno się tak nie śmiałam przy kimś innym niż moi bracia.

– Ty się śmiejesz! – powiedziała Rose razem z Alexem.

Zakryłam szybko usta ręką.

Obiecałam coś sobie. Zapomniałam się na chwilę. Już raz się sparzyłam. – powiedziałam w myślach.

Niedługo będzie dzwonek, a to znaczy, że nie było mnie na pierwszej lekcji. Będzie dym.

– Cholera. – powiedziałam – Luke. Puść mnie.

Lucas

– Ty się śmiejesz! – powiedziała Rose razem z Alexem.

Kat od razu zakryła usta ręką i posmutniała. Po chwili chyba o czymś sobie przypomniała.

– Cholera. – powiedziała – Luke. Puść mnie.

– Nie ma mowy żebym cię puścił. – powiedziałem.

– Ehh… Czemu ty jesteś taki uparty? – zapytała.

– Taka moja natura. Na lekcję i tak już nie zdążysz. Niedługo będzie przerwa. – powiedziałem.

– Właśnie dlatego lepiej mnie puść. – powiedziała.

– Nie puszczę cię. Stało się coś? – zapytałem i zadzwonił dzwonek.

– Nie, ale zaraz przyjdzie huragan. – powiedziała.

– Co masz przez to na myśli? – zapytałem.

– Zaraz się przekonasz. – powiedziała.

Catherine

– Zaraz się przekonasz. – powiedziałam.

Zobaczyłam jak moi bracia rozglądają się dookoła i po chwili kierują się w naszą stronę.

– Luke. Postaw mnie na chwilę na ziemi. Szybko. Jeśli będziesz bardzo chciał to mnie jeszcze ponosisz. – powiedziałam.

– Dobra. Puszczę cię, ale tylko na chwilę. – powiedział i postawił mnie na ziemię.

Po chwili trójka prawie dorosłych mężczyzn uwiesiła mi się na szyi. O mało się nie przewróciłam, ale utrzymałam równowagę.

– Czemu nie było cię na lekcji? – zapytał Drew.

– Byłam z nimi. Trochę się zagadaliśmy i nie usłyszeliśmy dzwonka. – powiedziałam.

– Martwiliśmy się jak nauczyciel powiedział, że nie było cię na lekcji. – powiedział Mat.

– Myśleliśmy, że znowu coś ci się stało. – powiedział Mike.

– Jak widać jestem cała. – powiedziałam.

– Nie pozwoliłbym, żeby coś jej się stało. – powiedział Luke.

– Możecie mnie już puścić. Zaraz mnie udusicie. – powiedziałam.

Zrobiłam kilka kroków w tył. Postawiłam źle lewą nogę i prawie upadłam, ale ktoś mnie złapał. Spojrzałam do tyłu. Luke.

– Dzięki. – powiedziałam.

– Nie ma za co. – powiedział Luke – Chyba zacznę wszędzie za tobą chodzić, bo może znowu coś ci się stać. – dodał.

Rose z Alexem mieli uśmiechy od ucha do ucha.

– Długo będziecie jeszcze stać w tej pozycji? – zapytała Rose, a ja przypomniałam sobie, że Luke wciąż trzyma rękę na mojej tali, przytulając mnie do siebie.

– Możesz mnie już puścić. – powiedziałam.

– Nie mam zamiaru. Jeszcze upadniesz podczas stania. – powiedział z uśmiechem.

– I masz zamiar mnie tak ciągle trzymać? – zapytałam.

– Jeśli będzie trzeba, to tak. – powiedział Luke.

– Z nim nie wygrasz Di. Jest strasznie uparty. – powiedziała Rose.

– To prawda. Może być tylko gorzej. – powiedział Sam.

– Poddaj się Di. –powiedział Alex.

– Luke puść mnie. – powiedziałam – Moglibyście pomóc. – spojrzałam na braci.

– Nie ma mowy. Sama świetnie sobie radzisz. – powiedział Drew.

– Zabawnie jest na was popatrzeć. – dodał Mat.

– Nie będziemy wam psuć zabawy. 

– Widzisz? Nawet twoi bracia są po mojej stronie. – powiedział Luke.

– To, że nie chcą mi pomóc, bo uważają to za zabawne, wcale nie oznacza, że są po twojej stronie. 

– My jesteśmy po jego stronie. – powiedział Alex i wskazał na siebie, Rose i Sama.

– Was nie prosiłam o pomoc, bo wiedziałam, że i tak mi nie pomożecie. – powiedziałam – Luke powiem to ostatni raz po dobroci, bo później już nie będę taka miła.

– Luke powiemy ci coś co powinieneś wiedzieć o naszej siostrze i wtedy zdecydujesz czy ją puścić czy nie. – powiedział Drew.

– Ani się ważcie. – zagroziłam braciom.

Zignorowali mnie i kontynuowali.

– Przez pewne wydarzenia z przeszłości zaczęliśmy trenować Kat. – powiedział Mat.

– Jaki to był trening? – zapytała Rose.

– Nauczyliśmy ją gdzie ma uderzyć żeby zabolało. – powiedział Mike.

– To znaczy? – zapytał Alexy.

– Czułe punkty. – powiedział Drew.

– I musicie wiedzieć, że… – zaczął Mat.

– …całkiem nieźle jej to wychodzi. – dokończył Mike.

– Decyzja należy do ciebie czy ją puścić czy nie. – powiedział Drew.

– Ma skręconą kostkę i rękę w gipsie. Co może mi zrobić? – zapytał Luke.

– Twój wybór. Podenerwuj ją jeszcze trochę, to się przekonasz. – powiedział Mike i zaczął się cicho śmiać z Drew oraz Mattem.

Korzystając z małej nieuwagi Luke’a, wyślizgnęłam się z jego ramion i nadepnęłam mu zdrową nogą najpierw na jedną stopę, a potem na drugą przez co stracił równowagę i upadł na podłogę. Chłopaki z Rose zaczęli się z niego śmiać.

– Czemu potraktowałaś go tak łagodnie? – zapytał Mat.

– Mam oszczędzać kostkę. Pamiętasz? – powiedziałam.

– A więc musisz się cieszyć z tego powodu Luke. – powiedział Drew.

– Szczęściarz. – powiedział Mike i zaczęli się śmiać.

– Dobrze wiedzieć, że lepiej się do ciebie nie zaczynać. – powiedział Alex.

– Od teraz muszę być przy tobie ostrożny. – powiedział Luke.

– Lepiej dla ciebie. – powiedziałam i podałam mu lewą rękę, aby pomóc mu wstać.

Na moje nieszczęście pociągnęłam trochę za mocno, przez co się poślizgnęłam i prawie upadłam, ale Luke ZNOWU mnie złapał. Ehh…

– Chyba na mnie lecisz. Ciągle lądujesz w moich ramionach. – powiedział z uśmieszkiem.

– W twoich snach. – powiedziałam.

– Tam to nie tylko to. – powiedział i przyciągnął mnie bliżej siebie.

– Możesz mnie już puścić. – powiedziałam.

– Jaką mam pewność, że znowu nie będziesz starała się, aby upaść? – zapytał Luke.

Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu pomocy, ale nikogo nie było. Super. Zostawili mnie z nim samą.

– Jeśli tak się stanie zawsze możesz mnie złapać. Prawda? – powiedziałam.

– Racja. Możesz próbować dalej, bo ja i tak zawsze cię złapię, a to znaczy, że muszę być ciągle w pobliżu ciebie. – powiedział z chytrym uśmieszkiem i mnie puścił.

– Chciałbyś. – powiedziałam i skierowałam się w stronę klasy, aby udać się na lekcję.

Luke

– Chciałbyś. – powiedziała i skierowała się w stronę szkoły, aby udać się na lekcję.

– Nawet nie wiesz jak bardzo. – powiedziałem szeptem, sam do siebie.

Muszę wymyślić coś, aby się do niej zbliżyć. Bardzo mi na niej zależy. Chcę się dowiedzieć o niej jak najwięcej. Może zapytam jej braci, czy mi coś o niej opowiedzą.

po lekcjach…

Kat

Chłopacy skończyli lekcje wcześniej ode mnie, więc chcieli poczekać na mnie, ale kazałam im wracać od razu do domu. Na szczęście mnie posłuchali, ale postawili mi jeden warunek. Ktoś ma mnie odprowadzić pod sam dom. Przecież jeśli wrócę do domu sama, to się o tym nie dowiedzą. W jaki niby sposób mieliby się dowiedzieć. Ja im tego na pewno nie powiem. Skierowałam się w stronę bramy, ale zatrzymał mnie czyjś głos.

– Di! Poczekaj chwilę! – krzyczała Rose.

Odwróciłam się i co zobaczyłam? Rose idącą w moją stronę i oczywiście Luke’a, Alexa i Sama. Za jakie grzechy?

– Zapomniałam ci powiedzieć o czymś ważnym. – powiedziała Rose próbując złapać oddech.

– Spokojnie. Oddychaj. – powiedziałam.

– Dwudziestego pierwszego marca jest pierwszy dzień wiosny, prawda? – zapytała.

– Tak. I co to ma wspólnego ze mną? – zapytałam, nie wiedząc jaki ma to ze mną związek.

– No bo… Poleciłam ciebie do zaśpiewania piosenki na koniec przedstawienia. – powiedziała Rose.

Gdy to usłyszałam nogi zaczęły mi się trząść i gdy brakowało paru centymetrów do spotkania z ziemią ktoś mnie złapał. Zgadnijcie kto. Oczywiście Luke.

– Wszystko w porządku? – zapytał zmartwiony.

– Tak. W porządku. Dzięki. – powiedziałam – Możesz powtórzyć? Co zrobiłaś? – zapytałam Rose nadal nie dowierzając.

– Poleciłam ciebie do zaśpiewania piosenki na koniec przedstawienia. – powtórzyła.

– Dlaczego to zrobiłaś? – zapytałam, a Luke pomógł mi dotrzeć do ławki, na której usiadłam. 

– Ponieważ ślicznie śpiewasz. – powiedziała.

– Mogłaś najpierw zapytać mnie o zdanie i czy się w ogóle zgadzam. 

– Nie miałam jak, ponieważ nie było cię w szkole. – powiedziała.

– Niestety nie możesz się już wycofać. – powiedział Alex.

Sam tylko stał i się wszystkiemu przysłuchiwał. Luke siedział obok mnie na ławce i mi się przyglądał.

– Na pewno nic ci nie jest? – zapytał Luke po chwili.

– Wszystko w porządku. – powiedziałam – Niech będzie. Zrobię to. Wystąpię.

– Jeej! – krzyknęła Rose.

Była tak szczęśliwa, że mnie przytuliła. Odwzajemniłam delikatnie uścisk.

– Ja już idę do domu. Cześć. – powiedziałam.

Chciałam odejść, ale powstrzymała mnie czyjaś ręka na lewym nadgarstku. Odwróciłam się.

– Luke… Puść mnie. – powiedziałam.

– Nie ma mowy, żebyś szła do domu sama. – powiedział.

– Ach tak? – zapytałam.

– Tak. Idziemy z tobą. Odprowadzimy cię. – powiedział Luke.

– Chyba cię pogrzało. Idę sama. Nie jestem dzieckiem i nikt nie musi mnie odprowadzać. Trafię do domu. – powiedziałam.

– Twoi bracia kazali ci z kimś wrócić. – powiedział Alex.

– Możemy im powiedzieć, że wracałaś do domu sama, bo nie chciałaś wrócić z nami. – powiedziała Rose.

– To się nazywa szantaż. –powiedziałam.

– Nie prawda. Złożyliśmy ci tylko propozycję, której nie możesz odrzucić. – powiedział Luke z chytrym uśmieszkiem.

– Dobra… Niech wam będzie. – powiedziałam rezygnując z dalszej dyskusji na ten temat.

– Tak! – powiedział Alex i przybił piątkę z Rose.

Skierowaliśmy się w stronę mojego domu.

– A może podasz mi swój numer telefonu? – zapytała Rose, a Luke bardziej zainteresował się naszą rozmową i zaczął podsłuchiwać.

– A po co ci mój numer? – zapytałam.

– Może któraś z nas będzie potrzebować pomocy drugiej? Wtedy możemy po prostu do siebie zadzwonić. – powiedziała Rose.

– Niech będzie. Daj mi swoją komórkę. – powiedziałam.

Podała mi swoją komórkę, a ja wpisałam jej swój numer. Ona zrobiła to samo na mojej.

– A mi podasz swój numer? – zapytał Luke.

– Nie. Tobie nie jest potrzebny. – powiedziałam.

– A jeśli będę potrzebować pilnie twojej pomocy? – zapytał.

– Wtedy zadzwonisz do Rose, a ona do mnie i powie, że potrzebujesz mojej pomocy. – powiedziałam.

Rose i Alex patrzyli na nas z rozbawieniem.

– A co jeśli będę wtedy w niebezpieczeństwie? – zapytał.

– Jesteś już dużym chłopcem. Na pewno dasz sobie radę sam. A w takiej sytuacji, to raczej powinieneś zadzwonić na policję, a nie do mnie. – powiedziałam.

Po chwili byliśmy już pod moim domem.

– Już jesteśmy. Zrobiliście to co chcieliście, więc do jutra. – powiedziałam.

– Do zobaczenia. – powiedzieli.

Weszłam do domu.

– Wróciłam! – krzyknęłam.

– Witaj z powrotem! – powiedzieli.

– Obiad masz w lodówce. – powiedziała mama.

– Dobrze. – powiedziałam.

Odgrzanie obiadu zajęło mi pięć minut. Usiadłam do stołu i zaczęłam jeść. Skończyłam jeść po dwudziestu minutach. Trudno jeść lewą ręką, jeśli jest się prawo ręczną osobą.

Ciekawe czy wybrali już jakie przedstawienie będzie. Muszę zapytać o to jutro Rose. Gdy będę już wiedziała wezmę się za pisanie piosenki. A teraz trzeba jakoś odrobić lekcje lewą ręką i się pouczyć. Jest godzina szesnasta.

Skończyłam odrabiać lekcje po dwóch godzinach. Było ciężko, ale się udało. Jeszcze tylko się pouczyć i będę mogła odpocząć. Naukę skończyłam po trzech godzinach. Musiałam nadrobić wszystko z tych dni kiedy nie byłam w szkole. Jest dwudziesta pierwsza. Poszłam do łazienki się wykąpać. Wyszłam z wanny po trzydziestu minutach, bo usłyszałam przychodzącą wiadomość na telefon.

Nieznany: Hej księżniczko 

Ja: Kim jesteś?

To na pewno nie jest numer Victora, ponieważ jego numer sobie zapisałam, aby wiedzieć od kogo będę dostawać wiadomości.

Nieznany: Znasz mnie.

Ja: Mów kim jesteś albo więcej do mnie nie pisz.

Nieznany: To ja Luke.

Ja: Mogłam się domyślić. Skąd masz mój numer?

Zmieniono nazwę kontaktu na Luke.

Luke: Od dobrej wróżki.

Ja: Dostałeś go od Rose, prawda?

Luke: Zgadłaś. Dla mnie jest dobrą wróżką.

Ja: Więc czego chcesz? Skoro piszesz to chyba w jakiejś sprawie.

Luke: Chciałem z tobą porozmawiać również po za szkołą.

Ja: Jest już późno, a jutro do szkoły.

Luke: To prawda, ale chcę jeszcze z tobą porozmawiać.

Ja: Jeśli chcesz to możemy porozmawiać jutro w szkole.

Luke: Obiecujesz?

Ja: Tak.

Luke: W takim razie do jutra.

Ja: Dobranoc.

Luke: Dobranoc księżniczko 

Po przeczytaniu ostatniej wiadomości od Luke’a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Nie. Nie mogę się w nim zakochać. Raz się zakochałam i się sparzyłam. Nie chcę znowu tego przechodzić. Zablokowałam telefon i przykryłam się kołdrą. Po chwili zasnęłam.

Autor Iviena
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 392
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!