Ustawienia. Opcje. Sprzedaj. || Levi x Reader – Roztopić się w kilka sekund

Roztopić się w kilka sekund

Obudziło mnie bolesne spotkanie z drzwiami samochodowymi. Rozejrzałam się dookoła z nadzieją, że jestem w aucie matki. Jak się okazało, często używane przez nas przysłowie – “nadzieja matką głupców” udowodniło mi, jak niemądra jestem.
-Stało się coś?-zapytał mężczyzna.
Jego głos jest tak melodyjny i przyjemny dla ucha, coś jak ulubiona piosenka w najlepszej kawiarni – chce się słuchać i słuchać do póki się nie znudzi.
-Jest dobrze. Jak jegomość widzi, krwią nie tryskam.-odpowiedziałam z nutą rozbawienia. 
-Entuzjazmem oraz kulturą również. Naprawdę nie wiem, co ci wszyscy zapluci faceci w tobie widzą.-odrzekł z dezaprobatą – I nie mów tak do mnie.
-Skoro mnie kupiłeś i to nie po to, bym ci umiliła dni, to także jesteś jednym z tych, jak to ująłeś “zaplutych facetów”. – mówiąc to czułam się jak królowa.
-Jeśli nie zaczniesz odzywać się w odpowiedni sposób, zostaniesz ukarana. – warknął już wyraźnie zdenerwowany. 
-O, rozumiem, że będziesz mnie karał i nagradzał jak psa? Dokładnie jak domowe zwierzątko? Wychłostasz? – to co mówiłam, wydawało mi się śmieszne, ale na samym początku. Z każdym słowem, z każdym spojrzeniem mężczyzny, zdawałam sobie sprawę coraz bardziej z tego, że on nie żartuje.-Przepraszam. – wyrwało mi się. 
Nie wierzę w to co powiedziałam. Czy ja go przeprosiłam? 
Zerknęłam na niego ukradkiem. Jego oczy wyglądają jak wielkie góry lodowe. Muszę kierować statkiem na tyle dobrze, aby ominąć zagrożenie, aby nie zginąć i nie pójść na dno razem z okrętem. 
-Brawo kruszynko, powoli uczysz się manier. Szkoda tylko, że trzeba Ci przy tym grozić. – machnął na mnie ręką, po czym teatralne przewrócił oczami. 
-Kiedy będziemy na miejscu?-zapytałam, ucinając wcześniejszy temat. 
-Już niedługo. Została nam mniej niż godzina jazdy.
Kiwnęłam tylko głową na znak, że rozumiem, żeby po chwili wrócić do oglądania krajobrazu za oknem. Drzewo, kolejne, dwa drzewa, więcej drzew. Nic innego nie czekało na mnie za szybą samochodu. Przeczekałam resztę czasu w ciszy. Nie poruszałam żadnych nowych tematów. Facet obok nie wydaje się zbyt rozmowny. No cóż, lepiej dla mnie. Brak dyskusji jest najlepszą dyskusją. 
-Jesteśmy na miejscu kruszyno. – powiedział na tyle przejrzyście, abym zrozumiała, że mam opuścić jego wóz. 
Przysięgam, że jeśli usłyszę w dniu dzisiejszym jeszcze raz słowo “kruszyna”, wybuchnę, a to skończy się tylko jego krzywdą. 
-Boisz się psów? – zapytał, gdy zmierzaliśmy w stronę wielkiego domu. 
-Nie, nie bardzo. – szepnęłam zachwycona widokiem, który zastałam. 
Biała willa, której towarzyszy ogromny ogród. Kwiaty były posadzone w odpowiedniej kolejności, tak aby wyglądały jak wielka, kwiatowa tęcza. Po prawej znalazłam ławki, stołki i grilla. W oddali stały jeszcze postawione hamaki, aby w słoneczny dzień można było przyjemnie spędzić popołudnie. Już miałam wrócić wzrokiem na budynek, ale moją uwagę przykuł wielki basen w kształcie okręgu. Pomyślałam sobie, że lato tu, będzie najlepszą porą roku.
Cały ten obraz, znaleźć można w lesie, nie wiem czy w jego środku, ale sądząc po ogromnej ilości drzew, wiem, że znajdujemy się w nim, a nie gdzieś obok. 
-W środku spodoba Ci się bardziej. Zaczniemy od parteru, potem pokaże ci piętro i na samym końcu twój pokój. – opisał mi plan według którego będziemy się kierować. 
Kiedy przekręcił klucz w drzwiach, a konstrukcja posłusznie mu się poddała, moim oczom ukazał się duży przedpokój w kolorze jasnego beżu. Meble były wykonane z największą precyzją, z najlepszego drewna. Ten facet musi być obrzydliwe bogaty, to pewnie wyjaśnia jego apodyktyczne podejście do wszystkiego. 
Ściągnęłam buty niemal natychmiast, by móc jak najszybciej zwiedzić całe mieszkanie. Ciekawi mnie, jak wygląda reszta. Spojrzałam jeszcze raz na Leviego, który stał w bezruchu. Zauważyłam, że przygląda mi się z największą ostrożnością. Patrzyliśmy tak na siebie przez jakiś czas, który jak się zdawało zatrzymał się specjalnie dla tej jednej chwili. Gdy przyłapałam się na gapieniu na niego, speszona odwróciłam wzrok. Nie czekałam nawet długo na parsknięcie jegomościa, który znowu dał mi jasno do zrozumienia, jak bardzo go irytuje. Czemu mnie kupił, skoro już ledwie ze mną wytrzymuje? Ja nie mam już chyba nic do stracenia, więc brnijmy w to dalej. Poczułam nagły ucisk na dłoni, zmieniający się w czuły gest. Wplótł swoje palce między moje, wywołując kolejne dreszcze, biegające po całym mym ciele. Czułam jak się czerwienię, jak przybieram koloru soczystego pomidora, o ile nie buraka. 
-Wyglądasz tak uroczo, kiedy się rumienisz. – wyszeptał mi do ucha, muskając przy tym ustami jego płatek. 
To był tak krótki kontakt, trwał zaledwie parę sekund, a czułam, jak dosłownie roztapiam się pod wpływem jego dotyku. Jego wargi są takie ciepłe i delikatne. 
Z rozmyśleń wyrwało mnie uderzenie pięścią w ścianę. Moje plecy niemal natychmiast na niej wylądowały. Co tym razem zrobiłam? 
-Nie wytrzymam już dłużej. – warknął, po czym przybliżył swoje usta do moich. 
Zetknęły się niemal w tym samym momencie, w tej samej sekundzie. Jego wolna ręka owinęła się zgrabnie wokół moich bioder, sprawnie przyciągając tym do siebie. Nie chciałam oddawać tego pocałunku, naprawdę nie miałam na to najmniejszej ochoty. Mój mózg cały czas krzyczał i rzucał wyzwiska w moim kierunku. 
Z początku lekko muskał moje wargi swoimi. Poczułam w pewnym momencie na nich język, jakby chciał dać mi przedsmak tego, co zaraz się wydarzy. Miałam rację, nie czekałam długo, żeby pojedyncze muśnięcia zamieniły się w nachalną walkę o wstęp. Czułam, jak łzy powoli spływają mi po policzkach, a kolana uginają się pod ciężarem tej chwili. Ackerman był przy tym strasznie łapczywy i nachalny, w pewnych momentach nawet brutalny, ale cholernie mi się przy tym podobał. Stałam jednak jak wryta, nie potrafię oddać tego pocałunku, przerwać go również.

Opublikowano
Kategorie 18+ Attack on Titan
Odsłon 484
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!