One-shot – Varian Wrynn

Stęknęła cichutko, przygryzając przy tym wargę, doszła z błogim westchnieniem. Varian wykonał jeszcze kilka mocnych pchnięć, następnie opuścił jej ciasne wejście i spuścił się na pościel. Opadł ciężko na materac i przygarnął do siebie swoją kochankę. Wtulił twarz w zgięciu jej szyi i część włosów, uspokajał oddech po ich małym spółkowaniu.

To miała być jedna noc bez zobowiązań, tak ją określili. Chodziło tylko o jedną chwilę, w której dali się ponieść emocjom. Chcieli tylko na tą jedną chwilę zapomnieć o otaczającym ich świecie, będącym również zepsutym i brudnym od władzy i wojny, i przede wszystkim zapomnieć o problemach, które obecnie na nich ciążyły.

Trząsł się delikatnie. Nie sądził, że ta drobna kobieta, którą trzymał w swoich ramionach, będzie energiczna. Ich mały akt grzechu i niegodziwości, jakiej mógł się dopuścić król, był wyczerpujący. Dawno nie czuł się tak wykończony, nawet największa bitwa przeciw Hordzie, tak go nie zmęczyła. Przykrył ich kołdrą i zamknął oczy, zmęczenie powoli nim zawładnęło i po krótkiej chwili zasnął. Cicho pochrapując, oddał się objęciom krainy marzeń i snów.

Leżąc, wciąż przytulona do jego piersi, koniuszkiem palca jeździła po jego klatce piersiowej. Była to jej malutka zabawa, gdy smutek ogarniał ją coraz bardziej. Jednorazowa noc… Ona tego nie chciała. Pragnęła go bardziej i więcej, jej miłość do niego rosła z każdym dniem, ale dla niego ich dzisiejsza igraszka była nic nieznaczącym wątkiem. Westchnęła cichutko, chciała zostać dłużej i napawać się tą intymną chwilą, jak najdłużej. Jednak nie mogła znieść myśli, że jutro obudzi się i ona, i Varian, wrócą do szarej rzeczywistości, do codzienności, gdzie znów będzie cierpieć i ukrywać dalej swoje skryte uczucia do potężnego króla Stormwindu.

Wstała powoli, starając się nie obudzić śpiącego kochanka. Już chciała założyć swoje ubrania, ale powstrzymał ją zmęczony, zachrypnięty głos.

– Już mnie opuszczasz? – zapytał, podnosząc się. Obrócił się na bok i oparł się na łokciu. Przez to, że zostawili zapalone trzy świece w różnych kątach sypialni, bez problemu ujrzała zawód i zdziwienie na twarzy Wrynna. Próbowała udać obojętność.

– To miała być jedna noc bez zobowiązań – powiedziała cicho, prawie że szeptem. Podejrzewała, że gdyby powiedziała to głośniej, jej głos drżałby z emocji. Czuła wielki smutek, ale też i wstyd. Miała o sobie lepsze zdanie, a teraz… Brak jej było słów na jej własne zachowanie, powinna odmówić. – Prześpię się u siebie.

– Możesz zostać, nie wyganiam cię – rzekł. Miał nadzieję, że zmieni zdanie, ale ku jemu zdziwieniu pokręciła głową. Zmarszczył delikatnie brwi. – Wiesz…

– Po co kontynuować temat? – spytała ostrzej niż zamierzała. Z nerwów nie mogła się ubrać. Wiedziała, że właśnie się kompromituje, ale chciała, jak najszybciej opuścić komnaty Variana i u siebie wypłakać się w poduszkę. Gotowa do wyjścia, podeszła do drzwi. – Pójdę już, dobranoc, mój królu.

Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, zatrzasnęły się za nią drzwi. Varian westchnął ciężko i opadł na plecy. Dłonią przetarł twarz i spojrzał na sufit. Czy już jest tak beznadziejny, że nawet przyjaciółka, i kochanka, nie chce mu dotrzymać towarzystwa w tym ciężkim okresie? Jego własny syn odwrócił się od niego i odszedł, nie potrafił go powstrzymać, przekonać do zmiany decyzji. Teraz i ona… Może zrobił coś co ją skrzywdziło? Kiedyś miał żonę, ale to było lata temu, teraz kobiety stały się dla niego czymś obcym, nie rozumiał ich i nie pamiętał, jak powinien z nimi rozmawiać, jak się z nimi obchodzić. Może to właśnie tu leżał problem. Jednak teraz był zbyt zmęczony, by o tym głębiej pomyśleć. Powieki same się zamknęły, a klatka piersiowa znów oddychała spokojnym, regularnym tempem. Odpłynął – przez ich igraszkę nie wziął eliksiru na sen – do krainy snów. Tym razem jednak, wyjątkowo, nie niepokoiły go koszmary.

W tym czasie, przeszła kilka metrów i zdała sobie sprawę, że zapomniała butów. Nagie stopy dotykały chłodnej, kamiennej posadzki twierdzy Stormwindu. Drżąc z zimna i nerwów, przemierzała puste korytarze, ponure i mroczne, ale nie ma co się dziwić, słońce już dawno zdążyło schować się za horyzontem i na niebo wstąpił księżyc w towarzystwie wielu gwiazd. Zatrzymała się przed kwaterami doradców, gwardzistów i innych osób, pełniących ważne stanowiska dla Przymierza i samego króla. Upadła na kolana, obejmując dłońmi klatkę piersiową i szyję. Z jej gardła wydobył się koszmarny szloch, a po policzkach płynęły łzy. Poczuła do siebie wstręt i obrzydzenie. Powinna odmówić i dalej cierpieć w sekrecie, ten ból byłby dla niej mniejszy do zniesienia. Od początku mieli uzgodnione warunki, co można i czego nie, na liście zakazów znalazł się pocałunek w usta, uważany przez Variana za gest pokazania uczuć do drugiej osoby. Już przy tym stwierdzeniu dał jej do zrozumienia, że nic do niej nie czuje. Jednak jej głupie, naiwne serce chciało brnąć w ten chory układ. Za głosem serca poszła, dała mu się prowadzić do swojego łoża, tak samo brudnego, jak oni. Oparła się o ścianę, łkała cicho. Czuła się taka malutka, słaba i złamana.

~*~

Obudziła się, ale nie otworzyła oczu. Czuła, że nie jest ubrana w odpowiednią odzież do snu, zastanowiła się nad tym i wspomnienia z dzisiejszej nocy nawiedziły ją ze zdwojoną siłą. Przewróciła się na bok i otworzyła w końcu oczy. Pech chciał, że jej wzrok spotkał się z błękitnymi oczami Wrynna.

– Co, wasza wysokość, tutaj robi? – zapytała cicho. Miała nadzieję, że to tylko koszmar, z którego zaraz się obudzi, a jeśli nie, to za chwilę Varian opuści jej kwatery.

Mężczyzna siedział na brzegu łóżka, ubrany w spodnie i koszulę, która ukazywała dość sporo jego ciała, przeczesał rozpuszczone włosy i obrócił głowę na bok.

– Jeden z wartowników mnie obudził, powiedział, że znalazł cię nieprzytomną na korytarzu. Myślał, że ktoś cię napadł lub źle się czułaś – wyjaśnił, kątem oka obserwując jej reakcję. Zaczerwieniła się, nie chciała, aby wiedział co się wydarzyło, co robiła i dlaczego. Próbowała się uśmiechnąć.

– Dziękuję za troskę, mój królu. Jak widzisz, nic mi nie jest. – Delikatnie się jąkała, ale chciała się go jak najszybciej pozbyć. Podniosła się i oparła na łokciach.  – Jakbyś mógł, wasza wysokość, opuścić moje komnaty.

Nim skończyła mówić, Varian pochylił się nad nią i wyciągnął dłoń, którą dotknął jej policzka.

– Płakałaś. – Stwierdził niż spytał. Nie mogła tego widzieć i wiedzieć, ale on to widział. – Czy to… z mojego powodu? Zrobiłem coś nie tak? – zadawał pytanie za pytaniem aż padło to, które jej zdaniem było najtrafniejsze. – Skrzywdziłem cię?

Popatrzyła na niego, czuła narastające łzy. Skinęła leciutko głową.

– Oboje mnie skrzywdziliśmy, wasza… Varianie. – Pomyślała o przestaniu go tytułować, skoro już mieli zacząć rozmawiać na poważnie, to formalności niech zostaną odłożone na bok. – To co się wydarzyło między nami, to nie powinno się wydarzyć.

Podniósł brew, chciał już coś powiedzieć, ale przerwało mu pukanie do drzwi. Spojrzał na nie, a następnie swój wzrok przeniósł na nią. Uwolniła się z łagodnej dłoni, w nocy silnej i dominującej, przełknęła ślinę i wysiliła się na spokojny ton.

– Wejść.

Usłyszeli otwieranie się drzwi i szybkie kroki pancernych butów wartownika. Stanął w progu sypialni i zasalutował szybko.

– Wasza wysokość, moja pani, oboje jesteście proszeni do sali tronowej. To pilne – powiedział na jednym tchu.

Varian skinął mu głową i odprawił ręką, ignorując kompletnie zdziwienie mężczyzny. To nie jego sprawa, co się tutaj działo. Odczekał chwilę, aż znów usłyszał dźwięk drzwi do kwater. Przeniósł swoje niebieskie oczy na nią. Momentalnie jej spojrzenie powędrowało w dół, zaczęła bawić się skrawkiem kołdry, zawsze tak robiła, gdy się denerwowała, i Varian doskonale o tym wiedział. Sama mu o tym powiedziała przy pewnej okazji, wtedy za zabawkę służyły jej włosy. Pochylił się odrobinę w jej stronę.

Zestresowała się, wtedy było jej łatwiej mówić, ponieważ nie była przygotowana, ale teraz? Po przybyciu obcego człowieka z ważną wiadomością, wiedząc też o czym będą rozmawiać, nie była na to gotowa. To będzie ciężka przeprawa przez rany, jakie oboje jej zadali. Zastanawiało ją, czy on też cierpi lub ma wyrzuty sumienia. Co prawda… Umówili się i uzgodnili warunki, ale to właśnie był błąd. Przez to właśnie zabili w niej jej poczucie godności, a on? Czy on nic nie czuł? Żadnej nienawiści do siebie? A może jest zadowolony? W końcu przez tą wspólną noc zapomniał o problemach z synem i szlachtą. Dwie rzeczy, które go dobijały. Anduin zranił go, odchodząc wraz z Draenei, a szlachta? Oni zawsze mają jakiś problem.

Może źle myśli, może to jej zdaniem on też powinien cierpieć, ale to indywidualna sprawa. Ona cierpi, a jego odczucia to dla niej zagadka, za którą, miała nadzieję, że kryje się taki sam ból jak jej. Być może tak, ale nie powinna się nad tym tak zastanawiać. Nie zaciągnął ją do łóżka, zapytał o zgodę. Wszystko odbywało się na luzie. W każdej chwili jedno z nich mogło zrezygnować.

Odpuściła dalsze rozmyślania. Skąd mogła wiedzieć, co on sobie myślał o tej sytuacji? A czym bardziej o tym myślała, tym bardziej się stresowała.

– No cóż, chyba będziemy musieli przesunąć rozmowę – powiedział, wstając. Ciekawiło ją, czy to chciał powiedzieć, czy coś zupełnie innego. Skinęła głową, wciąż miętoląc materiał. – Może za kilka godzin wrócimy do tematu?

Kiedy podniosła na niego wzrok, widziała tylko jego plecy. Opuścił jej komnaty. Podniosła się, rozciągając przy tym. Nie wiedziała, ile czasu leżała na niewygodnej podłodze twierdzy. Trzepnęła się w głowę, jak podłoga może być wygodna? Pokręciła głową nad swoją głupotą i podeszła do szafy. Przy wykonywaniu kroków czuła efekty Variana. Musiała przyznać, że jako kochanek, spisywał się wyśmienicie, ale z drugiej strony… Skąd mogła o tym wiedzieć? Varian był jej pierwszym. Nie miała czasu zbytnio na kąpiel, dlatego tylko się przebrała. Kiedy się rozbierała, jej oczom ukazywały się czerwone ślady, a i też kilka siniaków się znalazło. Król Stormwidu był szorstki i przez pierwsze kilka minut nieporadny. Jego usta wędrowały po każdej krzywiźnie i badały każdy skrawek jej skóry, ale nigdy nie spotkały się w “intymnym” pocałunku z jej wargami. Jak teraz o tym wszystkim myślała, to właśnie pocałunek w usta był jej skrytym marzeniem. Nie potrzebowała wcale jego ciała i silnych doznań cielesnych. Chciała tylko, by odwzajemnił jej uczucia.

“Oboje mnie skrzywdziliśmy, wasza… Varianie.” Nie, to ja się skrzywdziłam, zgadzając się na jego propozycję… Nic nie zrobił bez mojej zgody, sama brnęłam w to szaleństwo.

Poskładała ubrania i położyła je na łóżku. Jedna ze służących zabierze je do prania. Podeszła do kotary na końcu pomieszczenia, za nią znajdowały się miska z wodą. Chociaż pełniła funkcję doradcy króla, nie chciała kwatery z kilkoma pomieszczeniami, jakie zazwyczaj dostają osoby zajmujące owe stanowisko. Jej komnaty to sypialnia i salon, a jak chciała się umyć to mogła to zrobić z pomocą miski, w której woda była wymieniana co jakiś czas, lub z łazienek dostępnych dla służby. Luksusów może nie było, ale jej to odpowiadało, tym bardziej, że wywodziła się z małej szlacheckiej rodziny z Westfall.

Zmoczyła twarz, ochładzając ją i orzeźwiając, wytarła ją ręcznikiem i wzięła do rąk szczotkę, by rozczesać potargane włosy. Przejrzała się w małym lustrze, wiszącym na ścianie, i uznała, że w takim stanie może wyjść na spotkanie z królem i innymi osobistościami ze Stormwindu. Spokojnym krokiem – to znaczy, nie za szybkim i nie za wolnym – przemierzała korytarze twierdzy. Nie miała humoru do uśmiechania się i udawania, że wszystko jest w porządku. Patrząc pod nogi, wpadła przez przypadek na jednego z wartowników.

– Wszystko w porządku, pani? – zapytał uprzejmie. Spojrzała na niego niezrozumiale, rozszerzyła lekko oczy i wysiliła się na przyjazny ton oraz minę.

– Tak – zaczęła głośno – jak najbardziej. Dzisiaj jestem troszkę zakręcona, przepraszam.

Skinęła mu głową i wyminęła zręcznie. Nie chciała ciągnąć rozmowy, do której nie miała ochoty. Dalszą część drogi przebiegła lekkim truchtem, w sali tronowej znalazła się dość szybko, ale…

– Marcusie, przygotuj oddział. Wyjedziemy Hordzie na przeciw.

– Co się dzieje? – spytała, podchodząc do zdenerwowanego Variana i generała Jonathana. Mężczyzna zasalutował krótko i odszedł, a Wrynn nie zwrócił nawet na nią uwagi. Zwrócił swoje kroki do sali obrad, poszła za nim. – Co się dzieje?

– Horda atakuje! To się dzieje – warknął Genn Greymane z rękami założonymi na piersi.

Poczuła się jakby coś ją trafiło. Atak? Teraz? Przecież to… Niemożliwe? Nie, stosunki między Przymierzem a Hordą są ciężkie, atak jednej z stron mógł się zdarzyć w każdej chwili, jednak ciężko było jej myśleć, gdy jej własne myśli znajdowały się wokół jej relacji z królem. Miała nadzieję, że dziś się przemęczy, a wieczorem zakończą tą szopkę. Spojrzała przestraszona na Variana, jego wzrok był chłodny, idealny dla jego niebieskich oczu, ale mimika twarzy to gniew i szał.

Od najmłodszych lat nienawidził orków, zabrali mu dom, a teraz wraz z innymi rasami, które znajdują się pod tym sztandarem, atakują ich. Ich! Cywilizowane państwa, również zjednoczone, znające pojęcie honoru. Wojownicy Hordy to najeźdźcy, obcy. Wielu członków Przymierza z nienawiścią o nich mówiła i najchętniej wyrżnęła ich w pień. Ona nie za bardzo pamiętała straszliwy atak na Stormwind, ale część dzieciństwa na ziemiach Lordaeronu już tak. Tam nie czuła się jak w domu, tylko uchodźca, którym zresztą była.

– Coś jeszcze? Wiem, że nie znasz się na strategiach i wojnie. Jakbyś mogła nas opuścić?

Jego ton był ostry, ranił ją. Skinęła mu jednak głową i opuściła pomieszczenie.

~*~

Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Była mulem książkowym, kochała dobre powieści, w bibliotece nie mogła jednak znaleźć nowej historii dla siebie. Wszystko przeczytała, wszystko oprócz książek z nienawidzonego gatunku. Poszła na spacer, snuła się w płaszczu przez ulice stolicy, słuchała obaw ludzi, plotek i obraz majestatu. Cały poranek i południe spędziła nieciekawie, a brak skupienia jej nie pomagał. Wciąż myślała o tej nocy, o ich igraszce, jej pierwszym razie, który był pomyłką.

– A matka mówiła: Nie z byle kim, nie byle gdzie i nie byle jak – prychnęła. Varian nie był “byle kim”, “byle gdzie” tego też nie zrobili, ale “byle jak” już tak. Przede wszystkim jedna strona kochała, a może dalej kocha. Jej serce biło dla niego przez ostatnie dwa lat, a i teraz potrafiło mocniej zabić na jego widok. Co on takiego w sobie ma, że tak ją do niego ciągnie?

Jej przemyślenia przerwała trąbka sygnalizująca powrót króla. Zawróciła i szybkim krokiem powędrowała do zamku. Była ciekawa jak poszło. Na korytarzu spotkała zirytowanych doradców Variana.

– To jakaś kpina! Drwią sobie z nas w żywe oczy! – wykrzyczał Genn. Zdenerwowany minął ją i nawet nie zwrócił na nią uwagi. Na co ona liczyła? Dzisiejszy dzień był tak nerwowy, że nawet ona ignorowała ludzi wokół siebie. – Dezerterzy… Jeszcze czego.

Zmarszczyła brwi, o co mu chodzi? Za starszym mężczyzną szedł Marcus. Uniósł brwi na jej widok, chciał już się odezwać, ale ubiegła go.

– Gdzie jest król?

– W sali treningowej. – Machnął ręką, kompletnie zapominając o manierach. Wyminął ją i poszedł w tą samą stronę, co władca Gilneas.

Przechyliła głowę w bok. Co się z nimi dzieje? Stała tak jeszcze i myślała nad dziwnym zachowaniem Greymane’a i Jonathana. Potrząsnęła głową i powędrowała do miejsca wskazanego, gdzie miała nadzieję spotkać Variana.

Drzwi do pomieszczenia były otwarte, z daleka słyszała ciche warknięcia i uderzenia drewnianego miecza o manekin. Na wejściu zaparło jej wdech w piersiach.

Co on takiego w sobie ma, że ją tak ciągnie?

Varian uderzał treningową bronią, precyzyjnie wykonywał cięcia, pchnięcia, a czasem też udawał obronę przed wrogiem. Jego praca nóg i rąk była bez zarzutów, a dzięki ściągniętej koszulce, mogła zobaczyć napinanie się mięśni pod wpływem wykonywanych ruchów. Nie wiedziała, jak długo ćwiczy, ale na jego skórze zaczęły pojawiać się pierwsze kropelki potu. Patrzyła jak zahipnotyzowana na jego trening.

Zaczął okrążać kukłę, aż kątem oka ujrzał postać przy drzwiach. Wyprostował się i odchrząknął.

– Tak? – zapytał, zarumieniła się lekko. – Coś chciałaś?

– Porozmawiać. – Uniósł brew – O… sytuacji z rana.

Westchnął ciężko, odłożył drewniany miecz i założył z powrotem koszulę. Na wszelki wypadek wolał, by nie widziano go półnagiego z kobietą – jedna taka sytuacja wystarczy – z którą nie łączy go nawet nic więcej niż przyjaźń i wzajemna współpraca dla dobra Przymierza i Stormwindu. Przywołał ją gestem dłoni i usiedli na jednej z ławek w pomieszczeniu.

– Słucham zatem, co chcesz mi powiedzieć? – spytał i przetarł rękawem pot z czoła. Po dzisiejszej szopce z Hordą chciał się wyżyć na czymś i manekin treningowy jest najlepszym kandydatem do bycia ofiarą złości króla Variana Wrynna. – Jak to “oboje” cię skrzywdziliśmy?

Zadał, ostrzej niż zamierzał, pytanie. Zrobiło jej się słabo. Był zdenerwowany, czuła, że jego furia przenosi się na nią, a przecież nic mu nie zrobiła. Otworzyła usta, chcąc zacząć, ale je zamknęła. Nie potrafiła wydobyć z siebie słowa, a Varian się coraz bardziej irytował. Nie panował już nad sobą.

– Najpierw mnie oskarżasz, a teraz jeszcze marnujesz mój czas! – podniósł głos. Wstał gniewnie z ławki i machnął ręką. – Od rana mam ciężki dzień, daj mi święty spokój.

Znów uzbrojony w oręż treningową, wrócił do ćwiczeń. Patrzyła, zawiedziona jego postawą i spuściła wzrok na ręce, trzęsły się niewyobrażalnie. Po policzkach znów płynęły łzy, skryła twarz w dłoniach i zaczęła cicho szlochać. Podniosła się z siedzenia i opuściła pomieszczenie. Dla niej to było za wiele. Sytuacja między nimi była ciężka i sam Varian nie pomagał, tylko dolewał oliwy do ognia.

Varian widział to i ponownie przerwał swoje wyżywanie się. Warknął i rzucił miecz na ziemię. O co im chodzi? Najpierw przywódcy Przymierza zarzucają mu brak dyscypliny i agresję, teraz ona uważa, że on ją skrzywdził. Przecież to są jakieś absurdy! Ona się zgodziła, a on wyzbył się swojej zwierzęcej natury. Z pomocą gilnean, dotkniętych klątwą worgenów, znów był uzdrowiony. Więc co jeszcze z nim było nie tak!

~*~

Następnego dnia nie wychodziła ze swoich kwater. Varian też jej nie wzywał, by służyła mu radą. Przeleżała prawie cały dzień w łóżku, kuląc się i łkając do poduszki. Czuła się okropnie, jej wczorajsza kąpiel w końcu się nie odbyła, a i jedynie co zjadła to śniadanie. Czy on zawsze taki był?, zapytała siebie w myślach. Zamknęła oczy, by przenieść się do swoich wspomnień. Jaki był Varian przed tą wielką zmianą?

Koronacja była wspaniała, on osiemnastoletni mężczyzna, wchodzący w dojrzałość. W końcu się doczekał. Nałożono na jego skronie koronę, oficjalnie wrócił do domu i mógł przewodzić swoim poddanym. Szczęśliwy posyłał uśmiech i machał z tarasu do ludzi. Na uczcie dziękował każdemu z monarchów za pomoc, wypowiadał się przemiło do zgromadzonej szlachty.

Jakiś czas później ożenił się z wybraną przez jego rodziców szlachcianką, Tiffin Ellerian. Byli przepiękną parą, tacy szczęśliwi i się kochali. W pewnym momencie swojej krótkiej przygody małżeńskiej doczekali się dziecka, małego chłopca, upragnionego przez Variana. Nadał księciu imiona po bohaterze Drugiej Wojny i swoim ojcu – Anduin Llane.

Po śmierci Tiffin był kompletnie załamany. Biedna królowa zginęła, o ironio, przez kamień, rzucony przez jednego ze strajkujących ludzi, walczących o swoje prawa, a ona była jeszcze po ich stronie! Anduin był jedyną silną podporą, która trzymała go nim upadł całkowicie złamany, przegrany. Był najlepszym, samotnym ojcem, jakiego można sobie wymarzyć. Mały książę kochał go bezgranicznie.

W końcu trafiła do punktu kulminacyjnego. Onyxia i jej intryga. Był podzielony na dwie osoby, jedna była urodzonym wojownikiem, porywczym i agresywnym, posiadał też zmysł dobrego stratega i przywódcy, drugi zaś kompletne przeciwieństwo, marionetka czarnej smoczycy. Pomimo trudności wrócił, silniejszy i bogatszy o nowe doświadczenia. Nawet dorobił się przydomka Lo’gosh, przyznanego, gdy był gladiatorem u orka Rehgara Earthfury’ego i walczył na arenie. To tutaj zaczął się psuć jej idealny król.

Podniosła się ociężale, wzięła ze sobą ubrania i poszła do łazienek dla służby, by zażyć kąpieli. Odświeżona zjadła posiłek, a następnie udała się na poszukiwania Variana, nie chciała dziś z nim rozmawiać, ale miała nadzieję, że jak go przeprosi, poczuje się lepiej. Może też poprosi o urlop? Kilka dni z dala od Stormwindu powinno ją orzeźwić i uleczyć rany. Według wskazań wartowników, król znów ćwiczył fechtunek w sali treningowej. Na miejscu widziała, że trening był kolejnym wyżywaniem się na manekinie. Wciąż jednak trzymał poziom i skupiał się na swoich ruchach. Odchrząknęła kilka razy aż podniósł na nią wzrok. Widziała gniew na jego obliczu.

– Znowu ty? – zapytał jakby wypluwając z siebie te słowa. – O co znowu chodzi? Będziesz mnie oskarżać i marnować mój czas?

Spochmurniała, domyśliła się, że dziś znów ktoś go zdenerwował lub wciąż trzymały go emocje z poprzedniego dnia. Zrobiła krok do przodu, odważając się do niego przemówić.

– Przyszłam przeprosić.

– Niesamowite – powiedział bez ogródek. – Jeśli to tyle, to możesz odmaszerować, jak widzisz… jestem zajęty.

Jej twarz przybrała soczysty kolor czerwieni. Olał ją i dalej tłukł kukłę. Zdenerwowała się, nie da sobą pomiatać bez powodu. Podeszła do stojaka i wybrała jeden z drewnianych mieczy, który nie był dla niej za ciężki. W końcu ona była tylko doradcą, ale nie wojskowym. Skierowała swe kroki do niego i uderzyła swoim oręże w jego. Zmarszczył straszliwie brwi.

– Co ty wyprawiasz, głupia kobieto?

– Niech, wasza wysokość, uważa, bo na stare lata nabawi się straszliwych zmarszczek – syknęła, wykonując cięcie z lewej. Odparował jej uderzenie. Zaatakowała go znowu, znów ją zablokował. Ponowiła czynność, wymigał ją, za jego skuchą wykonała pchnięcie i poleciała na podłogę. Jęknęła żałośnie, wypuszczając broń z ręki, upadła na podłogę.

– To wszystko na co cię stać? – zapytał arogancko. Podniosła się, chwyciła miecz mocniej i spojrzała na niego w taki sposób, że otworzył usta. Była zdeterminowana, widział iskry ambicji w jej oczach.

Wykorzystała moment jego nieuwagi i ponowiła próbę ataku. Szybko się otrząsnął i odparował atak, wciąż jednak został przy defensywie. Ich sparing, a może to była walka? Dla niej na pewno, on był urodzonym wojownikiem, na jego ciele znajdowało się wiele blizn. Nawet nie przyjął dla niej odpowiedniej postawy, lekceważył ją.

– Po co ta szopka? Nie widzisz, że do niczego nie prowadzi? Pogrążasz się?

Zamachnął mieczem, odparowując kolejne cięcie, okręcił swój oręż dookoła i uderzył w jej dłoń. Zawyła z bólu. W jej oczach pojawiły się łzy. Nie była wojowniczką, jej ojciec i brat byli, zginęli w wojnie przeciwko Królowi Liszowi. Pamiętała jednak ich porady i lekcje z zajęć szermierczych, które dla niej zorganizowali, była ciekawa i chciała spróbować czegoś nowego. Nigdy nie znajdzie się na wojnie, boi się krwi i śmierci, ale to nie przeszkadzało, by potrenować fechtunku. Nie wiedziała, czy dobrze walczy, ale nie obchodziło ją to.

Jeszcze parę razy oberwała od niego, w miejscach uderzeń z pewnością pojawią się siniaki. Upadała raz za razem. Był moment, że sam Varian chciał zakończyć tą bezsensowną walkę. To wszystko wymykało się spod kontroli. Koniec miecza pochylił ku dołu, wyciągnął rękę do niej i złapał za jej ramię.

– Wystarczy…

– Nie!

Wyszarpała się z jego uścisku, wzięła zamach i  pech chciał, że zmęczenie i pot na dłoniach, spowodowały, że drewniany oręż wyślizgnął jej się i spadł na jej głowę. Varian uniósł jedną brew na tą scenę i zaśmiał się. Jej wzrok przez chwilę był skupiony na broni, a potem spojrzała na niego. Była sfrustrowana, dyszała ciężko i nie wiedziała co ma teraz zrobić z rękami, a on? Śmiał się w najlepsze. Gniew opanował ją ze zdwojoną siłą. Już nie podniosła miecza, szybkim susem doskoczyła do Variana i popchnęła go.

– Egoista! – Poleciał do tyłu, ale nie upadł. Zmarszczył brwi na jej występek wobec monarchy. – Próbuję cię przeprosić za moje błędy, za to, że jestem głupią, naiwną idiotką, wierzącą, że kiedyś odwzajemnisz moje uczucia. A ty? Myślisz tylko o własnej nienawiści i problemach, nie starasz się nawet, by wysłuchać rady doradców i… przyjaciół.

Wypluła niemal ostatnie słowo. Schyliła się po broń i znów zaatakowała. Złość ją oślepiła. Próbowała atakować mocniej i szybciej, ale przez wyczerpanie nie mogła. Teraz swoim zachowaniem pokazywała mu jego prawdziwą naturę. Zawsze był porywczy, często tracił nad sobą panowanie, ale od niedawna jego sojusznicy zaczęli zwracać mu na to uwagę. Poślizgnęła się i zaczęła lecieć w dół. Złapał ją i przyciągnął do siebie, zaczęła uderzać pięścią w jego pierś.

– Przestań! Puszczaj! – wykrzyczała, szamotając się i bijąc go. Znosił jej negatywne emocje, w końcu przestała, wybuchając płaczem.

Wypuścił z dłoni swoją broń, jej też zabrał i odrzucił na bok, obie zastukały o podłogę. Objął ją ramionami, dając jej czas na uspokojenie. Nie spodziewał się, że ona, tak złamana, odwzajemni uścisk. Czuł się dziwnie i głupio. Po zostaniu Lo’goshem, i wędrówce po Kalimdorze oraz Wschodnich Królestwach, wyzbył się skrępowania, ale po tym co mu powiedziała, zrobiło mu się wstyd. Podczas ich wspólnej nocy nie czuł się dziwnie, że się rozebrał, a teraz? Nie mając na sobie koszuli, tuląc ją do nagiej piersi i słysząc od takie wyznanie, czuł skrępowanie.

Ona go kocha? Kiedyś miał żonę, ale nie potrafił jej czasem rozgryźć. Tiffin czytała emocje i jego własne myśli jakby czytała książkę, nie potrafił nic przed nią ukryć. Minęło dużo czasu odkąd znów był z kobietą. Płeć piękna była dla niego zawsze czymś niezrozumiałym, nadal ich nie rozumiał, a przez swoje problemy i porywczość, zapomniał, że nie tylko jego uczucia liczą się na tym zepsutym, brudnym świecie.

“Oboje mnie skrzywdziliśmy”… On z nią współżył, bo chciał dać upust swoim emocjom, zwierzęcym instynktom, chciał zapomnieć o swoich problemach. Ona wciąż się łudziła, że może coś między nimi być, dlatego się zgodziła. Ma rację, oboje skrzywdziliśmy… Nie tylko ją, ale też mnie i mój honor.

Było mu wstyd. Wiedział, że on również musi ją przeprosić i mimo bycia spiętym i skrępowanym w mówieniu o uczuciach, choć raz zachowa się, tak jak powinien honorowy człowiek i prawdziwy mężczyzna. Tym bardziej, że jedną bliską osobę już stracił przez swoje głupie postępowanie, nie chciał tracić kolejnej. Przygarnął ją bliżej siebie i powiedział dwa słowa, które cały czas cisnęły mu się na usta, odkąd wziął ją ramiona:

– Wybacz mi…

Autor Aven
Opublikowano
Odsłon 462
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!