Uczuciowy rollercoaster

Tekst z Ethanem. Mega długi, ale jakoś miałam wenę. Dziękuję dziewczynom z Moonlight bitches,  bo bardzo mi pomogły i motywowały do pisania. Nie przedłużając, bo sam tekst jest długi, zapraszam do czytania.

 

— Czy do ciebie dociera, że jesteśmy ze sobą powiązani i nic nie da się z tym zrobić? — wrzasnął Ethan.
— A czy do ciebie dociera, że nie mam zamiaru się ciebie słuchać? Nie będziesz, mi mówił, co mogę robić, a czego nie!
— A właśnie, że będę. Jesteś moim kielichem. Trzeba było mnie nie wybierać!
— Ty naprawdę myślisz, że zrobiłam to świadomie? Nie moja wina, że stałeś akurat tam, gdzie pokazywałam. Trzeba było postawić swój zadek w innym miejscu.
— Więc trzeba było nie wypadać z okna!
— Trzeba było mnie nie gonić!
— Czy możecie się już zamknąć? Głowa mnie boli od waszych wrzasków — jęknął Beliath, zaglądając do pokoju Ethana, w którym toczyła się nasza dyskusja.
— Nie wtrącaj się! — krzyknęliśmy oboje w tym samym czasie. Beliath westchnął męczeńsko i wyszedł.
— Więc po co tu przyłaziłaś? Jesteś kolejną z tych kretynek, które podniecają stare opuszczone rezydencje — zawołał, wracając do tematu naszej dyskusji.
— Uważaj na słowa — warknęłam — Bo tak się składa, że mówisz do prawnej właścicielki tej rezydencji. Więc jeśli nie będziesz uważał na słowa to…
— Złotko, ty nawet nie możesz palcem kiwnąć, bez mojej zgody, więc łaskawie przestań pieprzyć takie głupoty — zakpił.
— Mam cię po dziurki w nosie — warknęłam.
— A myślisz, że ja nie? Ciągle tylko jęczysz i narzekasz jak to ci bardzo źle. To ja mam tu najgorszą sytuację. Muszę niańczyć rozwydrzonego bachora! – krzyknął. Słysząc jego słowa, nie byłam w stanie powstrzymać gniewu, złapałam za pierwszą rzecz, która nawinęłam mi się pod rękę, którą okazał się jakiś ciężki tom i cisnęłam nim w Ethana, który w ostatniej chwili zrobił unik i spojrzał na mnie ze zdezorientowanie, a ja odwróciłam się na pięcie i wyszłam z jego pokoju, głośno trzaskając drzwiami.

***

— Większej ciamajdy nigdy nie spotkałem — warknął Ethan, zaklejając mój skaleczony palec. — Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie miałaś szczęście, że byłem obok.
— Przestań dramatyzować. Nic wielkiego się nie stało. To tylko skaleczenie.
— Tak, to tylko skaleczenie, z którego płynie krew, którą mógł wyczuć ten zwierzak Ivan. Przypominam ci, że twoja śmierć spowoduje też moją, więc z łaski swojej, użyj swojego małego móżdżku i przestań być taką idiotką — powiedział, patrząc na mnie ze złością. Znowu nie wytrzymałam i z całej siły uderzyłam go w twarz z otwartej ręki. Ethan powoli odwrócił się w moją stronę. Tak złego jeszcze go nie widziałam.
— Uważaj, co robisz myszko, bo twoje czyny mogą bardzo rozzłościć kota — wysyczał, a potem złapał mnie mocno za ramię i przyciągnął do siebie. — Nigdy więcej tego nie rób. Jasne? — dodał, a jego jasnobłękitne oczy, aż pociemniały od wściekłości. Przełknęłam głośno ślinę, dziękując w duchu za to, że moja śmierć spowoduje również jego i skinęłam głową. A on puścił mnie i bez słowa wyszedł z kuchni.

***

— Poważnie musimy tam iść? — zapytałam, patrząc na Ethana piorunującym wzrokiem.
— Tak złotko. Musisz nauczyć się mojego życia, a to najlepszy sposób na to.
— Świetnie! Całą noc będę siedziała jak ostatnia idiotka, podczas gdy ty będziesz podrywał dziewczyny? O niczym innym nie marzę. — powiedziałam. On tylko uśmiechną się kpiąco i podszedł do mnie. Wziął kosmyk moich włosów w palce i cały czas się nimi bawiąc, powiedział mi prosto do ucha.
— Schlebiasz mi moja droga, ale nawet ja nie jestem takim dupkiem, żeby olać kobietę, którą zabieram na imprezę. — po chwili odsunął się ode mnie i bez słowa wyszedł z mojego pokoju. Prychnęłam pogardliwie i rzuciłam butem w drzwi. Kilka godzin później stałam razem z nim i Beliathem w kolejce. Udając niesamowicie szczęśliwą, że mogę tutaj być.
— Hej Gaston! — zawołali do bramkarza.
— Jedna laska na was dwóch? Coś mnie ominęło? — zarechotał, a mi zrobiło się niedobrze.
— Nie, ta mała jest ze mną. — oznajmił Ethan, a po jego minie widziałam, że komentarz mężczyzny również nie przypadł mu do gustu. — Beliath postanowił zapolować w środku.
— Rozumiem. Ja naprawdę nie wiem, jak wy to robicie, że żadna wam nie odmawia. Chociaż ta twoja nie wygląda na zbyt szczęśliwą.
— Nigdy jeszcze nie była w tym klubie, ale potrafi pokazać pazurki, kiedy chce. — powiedział, spoglądając na mnie z zawadiackim uśmieszkiem. —Prawda myszko? — zapytał, wyciągając rękę w moją stroną, a ja trzasnęłam go w nią.
— Rączki przy sobie kotku — powiedziałam, uśmiechając się do zdezorientowanego wampira.
— No faktycznie ma pazurki. — zaśmiał się i przepuścił nas do środka.
— Uważaj sobie mała. Pamiętaj, że to ja tu żądzę — powiedział mi do ucha.
— Jasne, skoro to podłechtuje twoje ego, to możesz tak sobie mówić.
Ethan spiorunował mnie wzrokiem, ale nie skomentował tego.
— Posadź tam swój tyłeczek, a my pójdziemy dla nas po drinki.
Nie chcąc kłótni, usiadłam we wskazanym, przez białowłosego miejscu i czekałam, aż chłopaki wrócą od baru. Po kilku minutach wrócił Ethan, ale Beliatha z nim nie było. Szybko jednak odnalazłam go wzrokiem. Stał przy barze i bajerował jakąś laskę. Szybki jest.
— Obiecuję, że się nie zawiedziesz — powiedział Ethan, stawiając przede mną jednego z drinków. — No dalej. Nie pamiętasz, że nie mogę cię otruć, jeśli chcę żyć? — powiedział, uśmiechają się szeroko.
— Jesteś naprawdę upierdliwy. — stwierdziłam, ale mimo wszystko spróbowałam drinka, który okazał się naprawdę smaczny.
— Zwracam honor. Ten drink jest przepyszny.—
— Mówiłem. Wszystko dla mojej małej myszki — powiedział, szczerząc zęby w uśmiechu.
— Interesująca zmiana frontu — powiedziałam, patrząc na niego.
— Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Słyszałaś kiedyś tę maksymę? — zapytał, opierając się o oparcie kanapy, na której siedzieliśmy.
— Czyli jestem twoim wrogiem? Dobrze wiedzieć — powiedziałam, biorąc kolejny łyk.
— To nie zupełnie tak. Jesteś irytująca, ale potrafisz mi odpyskować. Podobne tobie, które spotkałem wcześniej, mogę policzyć na palcach jednej ręki. Lubię, kiedy nie jest nudo, a z tobą nuda zdecydowanie mi niegroźna.
— Okey, nie tego się spodziewałam, ale dziękuję.
— Wiem, że masz mnie za dupka i chama i nie przeczę, że taki jestem, ale… — urwał, myśląc, co ma powiedzieć. A ja skorzystałam z okazji, żeby mu się lepiej przyjrzeć, bo zdałam sobie sprawę, że tak właściwie nigdy nie spojrzałam na niego tak po prostu, jak na faceta, tylko zawsze widziałam w nim drania, który postanowił uprzykrzyć mi życie. Idealne rysy twarzy, przenikliwe błękitne oczy, pełne usta… Ethan naprawdę jest bardzo przystojny. Śmiem nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest najbardziej atrakcyjnym facetem, jakiego spotkałam.
— Ale, nie chcę być twoim wrogiem, Eloise. — powiedział, wyrywając mnie z zamyślenia.
— Rozumiem. I postaram się też lepiej przystosować do tej sytuacji. — odpowiedziałam, a on uśmiechnął się.
— Skończyłaś już swojego drinka? — zapytał, a kiedy potwierdziłam, poszedł kupić nam kolejne napoje. “On wcale nie jest taki zły” – pomyślałam. “Kiedy chce, potrafi być naprawdę fajnym gościem. No i jego atrakcyjność aż bije po oczach. Jak ja mogłam tego wcześniej nie zauważyć?” Po chwili Ethan wrócił z naszymi drinkami, a kiedy i je wypiliśmy, rozmawiając i śmiejąc się. Białowłosy zaproponował mi taniec.
— Z chęcią, pójdę tylko do toalety i możemy pójść potańczyć.
— W porządku. Poczekam na ciebie. — odpowiedział, a ja skierowałam się w stronę toalet. Ustawiłam się w kolejce i czekałam.
Kiedy załatwiłam swoje potrzeby i wyszłam z toalety, zobaczyłam jakąś laskę, kręcącą się obok Ethana. Wyginała się przed nim, próbując być seksowną. Ethan był wyraźnie tym rozbawiony i przyglądał się wszystkiemu z uniesioną brwią. Zacisnęłam dłonie w pięści. Powiedzieć, że byłam wściekła to mało, ale tak właściwie nie miała pojęcia, dlaczego jestem zła. Nie mogłam przecież być o niego zazdrosna! Mimo wszystko wzięłam głęboki oddech i podeszłam do nich. Kiedy byłam wystarczająco blisko, rzuciłam się Ethanowi na szyję i pocałowałam jego policzek.
— Już jestem kotku — powiedziałam, uśmiechając się szeroko-Kim jest twoja towarzyszka? — zapytałam, starając się brzmieć normalnie. Ale chyba kiepsko mi to wyszło, bo mój wampir spojrzał na mnie z zawadiackim uśmieszkiem.
— Nowa znajoma. Wpadliśmy na siebie, kiedy poszłaś do toalety. A to właśnie moja dziewczyna, o której wspominałem ci kilka razy — powiedział, wskazując na mnie i uśmiechnął się kpiąco na widok szoku wymalowanego zarówno na mojej twarzy, jak i na twarzy tej wywłoki.
— Ale ja… Ja myślałam…
— Że on kłamie? – zakpiłam. Samo patrzenie na nią, nie wspominając już o tym, że próbowała ukraść mi mojego faceta, sprawiało, że miałam ochotę ją uszkodzić — Zjeżdżaj stąd, bo nie ręczę za siebie — warknęłam do dziewczyny.
— A niby co ty mi możesz zrobić? Jestem o wiele lepsza od ciebie.
— Dla facetów, którzy chcą jedno nocnej przygody, to może. Innych takim strojem nie przyciągniesz — powiedziałam, używając najbardziej kpiącego tonu, na jaki było mnie stać.
— Dobra mała. Wystarczy tego. Idziemy zatańczyć — powiedział widocznie rozbawiony całą sytuacja Ethan i odciągnął mnie od tej dziewczyn.
— Co to było? To z tą dziewczyną. — zapytał kiedy, tamta dziewczyna zniknęła nam z oczu.
— Ratowałam cię. Nie udawaj, że byłeś z tego zadowolony. Inaczej nie wykręcałbyś się, że masz dziewczynę.
— Obiecałem, że cię nie zostawię. — powiedział, przyciągając mnie bliżej siebie. — Rozluźnij się mała. I zatańcz ze mną — zawołał, a ja poddałam się jego słowom. Spędziliśmy razem fantastyczny czas, bawiąc się jak nigdy wcześniej. Było nam tak dobrze, że prawie zapomnieliśmy o tym, że musimy wrócić. Weszliśmy do domu na krótko przed świtem i padliśmy na łóżko w moim pokoju.
— I co nie było wcale tak źle, prawda? – zapytał, szeroko uśmiechnięty Ethan.
— Muszę przyznać, że fantastycznie się bawiłam. Ale tylko dlatego, że ten klub jest fajny. Ty nie miałeś z tym nic wspólnego.
— A więc tak chcesz się bawić? —- zapytał i rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. — Przyznaj, że dobrze się bawiłaś, dzięki mnie.
— Nigdy! — zawołałam, jeszcze głośniej się śmiejąc. Ethan na moje słowa zdwoił swoje wysiłki. — Dobra, dobra. Poddaję się. Bawiłam się tak dobrze, bo byłeś ze mną.
— W końcu to przyznałaś — powiedział i pochylił się nade mną, żeby mnie ugryźć. Ciche westchnienie wyrwało mi się z ust. Pierwszy raz nie bolało, kiedy pił moją krew, a wręcz przeciwnie odczuwałam z tego przyjemność.
— Dzisiaj dobrze się razem bawiliśmy, ale nie myśl, że zacznę być miły chłoptasiem — powiedział, kiedy się oderwał od mojej szyi.
— Jeśli byś się tak zachowywał, to zaczęłabym się zastanawiać, czy przypadkiem nie jesteś chory — powiedziałam, a on tylko cicho się zaśmiał i ułożył głowę na moim brzuchu, lekko się do mnie przytulając. Niepewnie położyłam rękę na jego włosach i zaczęłam je przeczesywać. Były miękkie i puszyste. On tylko mruknął coś niewyraźnie i schował twarz w mojej koszulce. Po kilku minutach jego oddech zwolnił, a jego uścisk stał się lżejszy. Zasnął. Ja natomiast nie mogąc spać, cały czas bawiłam się jego włosami i sama nie wiem, kiedy zasnęłam.

***

Siedziałam w bibliotece i czytałam książkę, kiedy do pomieszczenia wszedł Ethan. Bez słowa zabrał mi książkę z rąk.
— Jakbyś nie zauważył, to właśnie ją czytałam.
— Mało mnie to obchodzi złotko. Słuchaj, w ten piątek Beliath organizuje przyjęcie, masz na nim być, wyglądać przyzwoicie i nie narobić mi wstydu.
— Mhm, jasne jak sobie chcesz — powiedziała dla świętego spokoju. — Mógłbyś mi już oddać tę książkę? — zapytałam.
— Tak po prostu się zgodziłaś? Bez żadnych sprzeciwów? — zapytał zdziwiony, oddając mi tom.
— Nie mam dziś nastroju na kłótnie z tobą — powiedziałam.
— Zdradzasz mnie? — zapytał, teatralnie łapiąc się za serce.
— Kretyn — mruknęłam pod nosem, jednocześnie powstrzymując uśmiech cisnący mi się na usta.
— Aha! Czyli jednak masz ochotę się podroczyć — powiedział, ponownie zabierając mi książkę.
— Ethan, proszę cię!
— Dobra, już dobra. Zostawiam cię i powiem Beliathowi, że zgadzasz się na organizację przyjęcia tutaj. — powiedział, ponowne oddając mi książkę.
— Zaraz, zaraz. To przyjęcie będzie tutaj?
— No tak…
— I reszta nie ma nic przeciwko?
— Nie, Beliath zawsze wcześniej pyta wszystkich o takie sprawy.
— Mnie nie zapytał — stwierdziłam, odkładając książkę i podchodząc do Ethana.
— Przykro mi złotko, ale ty masz tu najmniej do gadania — powiedział, spoglądając na mnie z góry. Uśmiechnęłam się kpiąco i powiedziałam.
— Żebyś się nie zdziwił złotko — odpowiedziała, wyminęłam go i skierowałam się do salonu. Tuż za mną kroczył Ethan i wyraźnie czułam jego zaintrygowanie tą całą sytuacją. Tak jak podejrzewałam, w salonie był Beliath, szykujący wszystko do przyjęcia.
— Ach Ethan, Eloise moja piękna, co was do mnie sprowadza? Ethan przekazał ci informację o przyjęciu?
— Ja właśnie w tej sprawie. Nie wyrażam zgody, żeby ono się tutaj odbyło.
— Co?! — wykrzyknął zdezorientowany Beliath. Oglądanie szoku na jego twarzy było nie mal tak samo satysfakcjonujące, jak kłótnie z Ethanem.
— Jako prawna właścicielka tej rezydencji nie wyrażam zgody na to przyjęcie — oznajmiłam. Beliath otwierał i zamykał usta jak rybka wyjęta z wody, a stojący za mną Ethan wył ze śmiechu.
— Zrób coś! — zwrócił się do niego czarnowłosy. — Ona jest twoim kielichem.
Spojrzałam na mojego wampira, otarł łzy śmiechu i powiedział.
— Spodziewałem się naprawdę wszystkiego, ale nie tego. — wziął głęboki wdech i dodał — Wybacz przyjacielu, ale jeśli coś z tym zrobię, to zaczniemy się kłócić, a z tego, co wiem, ty bardzo nie lubisz naszych małych sprzeczek — powiedział, a na jego ustach pojawił się szeroki, złośliwy uśmiech.
— Dzięki stary — mruknął pod nosem Beliath, a potem zwrócił się do mnie. — No weź! Elosie! Goście już zaproszeni!
— Więc będziesz musiał ich przeprosić i wyjaśnić, że przyjęcie się nie odbędzie. Przykro mi, ale to mój dom i to ja decyduję o sprawach z nim związanych. Ciesz się, że w ogóle pozwoliłam ci tu zostać.
— Jedziesz mała! — zawołał Ethan, który najwyraźniej całkiem nieźle się bawił, słuchając nas.
— Po czyjej ty jesteś stronie, co? — zapytał wściekły Beliath.
— Po stronie rozrywki — odpowiedział białowłosy, na co drugi wampir przewrócił oczami.
— Eloise, proszę cię. Nie mogę odwołać tego przyjęcia. Co ludzie sobie o mnie pomyślą? Zrobię dla ciebie, co zechcesz. Nawet pomogę ci się pozbyć tego kretyna.
— Ej! — zawołał oburzony Ethan.
— Mogę się zgodzić na to przyjęcie, pod warunkiem, że będziesz na przyszłość konsultował takie spawy ze mną.
— Jasne, oczywiście. Nie ma sprawy.

***

Stałam przed lustrem i właśnie kończyłam robić makijaż. Dziś było przyjęcie Beliatha, na którym miałam się pojawić, na prośbę Ethana. Zaczynaliśmy się już lepiej poznawać i nawet dogadywać, ale mimo tego, że ostatnio spędzaliśmy ze sobą dużo czasu i inny sposób niż kłótnie, to dalej daleko nam było do normalnej relacji. On był niezadowolony, bo musiał, jak sam to nazwał “niańczyć” mnie, a ja byłam wściekła, bo traktował mnie jak małe dziecko. Praktycznie cały czas się kłóciliśmy. Wszyscy mieli nas dosyć, ale co poradzić, że oboje mamy mocne charaktery. Mimo wszystko te kłótnie były zupełnie inne niż na początku, miały zupełnie inny wdzięk i w pewien sposób, je lubiłam. A już na pewno lubiłam Ethana. Może to dziwne, ale gdybym miała możliwość, nie zmieniłabym mojej decyzji. Uśmiechnęłam się pod nosem, wyobrażając sobie reakcję Ethana. Uznałby, że jestem głupia, że nie chcę wolności. Jednocześnie wściekając się, że dalej chcę go torturować swoją obecnością. Przejrzałam się w lustrze, kiedy skończyłam się malować. Poprawiłam jeszcze tylko włosy i byłam gotowa. Ciekawe czy Ethanowi się spodoba? Nie rozumiałam jeszcze dlaczego, ale bardzo chciałam mu się podobać. Wiedziałam, że na przyjęciu będzie mnóstwo dziewczyn, ale ja chciałam być tą jedyną, na którą białowłosy będzie zwracał uwagę. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Z jakiegoś powodu wiedziałam, że to Ethan.
— Proszę! — zawołałam, choć zupełnie niepotrzebnie, bo białowłosy wampir sam udzielił sobie pozwolenia i tuż po puknięciu wszedł do pokoju.
— No wyglądasz znośnie — oznajmił, a ja zarumieniłam się.
— Z twoich ust to prawie komplement — odpowiedziałam, patrząc na niego. Uśmiechnął się pod nosem.
— Gotowa już jesteś? — zapytał, a ja skinęłam głową i podeszłam do niego. Otworzył mi drzwi i razem wyszliśmy. Z satysfakcją zauważyłam, że kiedy schodziliśmy po schodach, wzrok wszystkich spoczywał na mnie. Na samym dole czekał na nas Beliath.
— Ktoś się tu nieźle odstawił. Ciekawe dla kogo? — zapytał, złośliwie się uśmiechając.
— Beliath mój drogi przyjacielu, jeszcze jedno niewłaściwe słowo, a obiecuję ci, że przyjęcie skończy się szybciej, niż się zaczęło i już nigdy żadnego innego nie będzie. — oznajmiłam, podchodząc do niego.
— A niby co taka mała dziewczynka jak ty może zrobić?
— Prowokuj mnie dalej, a się przekonasz — wysyczałam. Poczułam, jak Ethan obejmuje mnie w pasie i odciąga od niego. Przyjemny dreszcz przeszedł mi przez kręgosłup, kiedy moje plecy spotkały się z jego torsem. Beliath już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale białowłosy mu nie pozwolił.
— Nie chcesz tego robić. Uwierz mi Beliath. Widziałeś już przecież, na co ją stać — powiedział, a potem zwrócił się do mnie — Idź do salonów, ja zaraz do ciebie dołączę, muszę tylko coś obgadać z Beliathem.
Skinęłam głową i wysunęłam się z jego objęć. Kiedy weszłam do jednego z salonów, zauważyłam, że jest tam mnóstwo ludzi. Zaczęłam się między nimi przepychać w nadziei, że znajdę jakąś znajomą twarz. Nawet jednego z wampirów, ale nikogo nie widziałam. Zrezygnowana podeszłam do baru. Byłam ciekawa, co Beliath wymyślił.
— Eloise? To naprawdę ty? — usłyszałam nagle. Odwróciłam się w stronę głosu i zobaczyłam mojego dobrego znajomego z sierocińca.
— Mike! Nie spodziewałam się ciebie tu zobaczyć. — powiedziałam, a on wyciągnął ręce i mocno mnie przytulił.
— Mógłbym powiedzieć to samo o tobie. Nie wiedziałem, że przyjaźnisz się z Beliathem. On raczej nie jest w typie ludzi, za którymi przepadasz.
— Owszem i to nie ze względu na niego tu jestem. — postanowiłam mu nie mówić, że ta rezydencja jest moja i że tu mieszkam. Dla normalnych ludzi to będzie się wydawać dziwne i nienaturalne, że mieszkam w domu z 6 facetami, tym bardziej że żaden z nich nie jest dla mnie nikim bliskim.
— Więc skąd wiesz o przyjęciu?
— Ethan mnie zaprosił. Poznaliśmy się parę miesięcy temu, dobrze nam się rozmawiało i o to tu jestem.
— Mówiąc Ethan, masz na myśli tego gburowatego, złośliwego dupka, który wszystkich obraża? — zapytał, a ja cicho się zaśmiałam. To idealne podsumowanie białowłosego, przez kogoś, kto go dobrze nie poznał.
— Dokładnie tego. Ale wiesz, kiedy bliżej go poznasz, jest o wiele milszy, niż może się to wydawać.
— Poważnie? — zapytał. — To może spotkamy się kiedyś na kawie i powiesz mi, co takiego zrobiłaś, że jest dla ciebie milszy niż dla reszty świata.
— Wiesz… Nie sądzę, żeby… — zaczęłam mówić, kiedy poczułam, jak ktoś obejmuje mnie w pasie. Nie musiałam nawet sprawdzać kto to. Będą kłopoty.

Ethan

Wszedłem do salonu i zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu Eloise. W końcu zobaczyłem ją przy barze z jakimś facetem. Przytulał ją. Poczułem taką wściekłość jak jeszcze nigdy. Jak on śmie ją dotykać i jak ona może mu na to pozwalać?! Ruszyłem w ich stronę, dokładnie ją obserwując. Zaśmiała się z czegoś, co powiedział. Jestem przekonany, że to nawet nie było śmieszne. Furia, jaka mną zawładnęła, gdy zobaczyłem ich razem, była niczym, w przyrównaniu do tego, co poczułem, gdy byłem wystarczająco blisko, żeby usłyszeć, jak zaprasza ją na randkę. Muszę się uspokoić! Zachowuję się, jakbym był zazdrosny. A wcale zazdrosny nie jestem! Wziąłem głęboki wdech, przywołałem sztuczny uśmiech na twarzy, objąłem ją w pasie i powiedziałem.
— Tu jesteś złotko. Wybacz, że tak długo to trwało. — ucałowałem jej policzek. Zamarła. Uśmiechnąłem się pod nosem. — Ale widzę, że znalazłaś sobie towarzysza. — posłałem mu mordercze spojrzenie.
— Ethan! Tak, to mój stary znajomy z sierocińca. — powiedziała, uśmiechając się.
— Tak, mieliśmy okazję wcześniej się poznać — powiedziałem z wymuszonym uśmiechem. — Ale chyba wam w czymś przerwałem? — zapytałem, piorunując ją wzrokiem.
— Och! Mike zaprosił mnie na kawę i właśnie miałam mu udzielić odpowiedzi. — powiedziała, a potem zwróciła się do niego. — Wiesz, Mike nie wiem, czy…
Ale ja nie pozwoliłem jej dokończyć. Złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem za sobą.
— Dzięki, że się nią zająłeś — zawołałem, ponownie wymuszając uśmiech. Kiedy odciągnąłem ją wystarczająco daleko, spojrzałem jej w oczy i zapytałem.
— Czy nie wyraziłem się wystarczająco jasno, kiedy powiedziałem ci, że jako mój kielich nie możesz być z innym facetem? — byłem wściekły i kompletnie nie rozumiałem dlaczego.
— Zrozumiałam za pierwszym razem. I wcale nie miałam zamiaru z nim być! To tylko przyjaciel z sierocińca. Zresztą, dlaczego ja ci się w ogóle tłumaczę! To, że jestem twoim kielichem, nie oznacza, że jestem twoją własnością! I dla twojej wiadomości wyjdę z nim do miasta. Może nie i nie mogę się z nim związać, ale wyjście z kumplem nie oznacza, że jesteśmy parą. — warknęła i odwróciła się na pięcie, na tyle gwałtownie, że jej włosy uderzyły mnie w twarz.
— Nie pozwalam ci nigdzie z nim wychodzić! – zawołałem, łapiąc ją za nadgarstek. Powoli odwróciła się w moją stronę i spojrzałam mi wyzywająco w oczy.
— Podaj jeden dobry argument, dla którego miałabym tego nie robić — zażądała. — Tego, że jestem twoim kielichem, nie uznaję, za wystarczające uzasadnienie.
— Nie ma na to argumentu. Po prostu się nie zgadzam, żebyś spędzała czas z jakimś innym facetem! — krzyknąłem i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, jak to zabrzmiało. Widziałem rozszerzające się w szoku oczy Eloise.
— Ty jesteś zazdrosny! Och jak słodko.
— Nie jestem zazdrosny — wysyczałem.
— Więc mogę pójść do Mika i powiedzieć mu, że jednak wyjdę z nim do miasta?
— NIE!
— Czyli jesteś zazdrosny.
— Ja wcale nie jestem… — urwałem w połowie zdania, zdając sobie sprawę, że dalsza dyskusja z nią nie ma sensu. No i faktycznie, choć nigdy bym tego przed nią nie przyznał, kiedy do nich podchodziłem, kierowała mną zazdrość.

Eloise

Wpatrywałam się w Ethana, czekając, aż coś powie. Ale on uparcie milczał.
— Posłuchaj Eloise, jesteś moim kielichem i czy tego chcesz, czy nie musisz mnie słuchać. Nie możemy ciągle sobie tego utrudniać. Wiem, że mnie nie znosisz i uwierz, że ja również nie jestem zachwycony takim obrotem spraw, ale musimy sobie z tym jakoś poradzić. Możesz swobodnie rozmawiać i wychodzić ze wszystkimi z tej rezydencji, ale nie chcę, żebyś spotykała się z kimś spoza niej. W porządku?
— Niech będzie. I tak nie miałam zamiaru się z nim umawiać. Chciałam się po prostu trochę z tobą podroczyć.
— Jesteś niemożliwa — powiedział, ale uśmiechną się lekko. — Jednak myślę, że właśnie to sprawia, że nie jesteś tak beznadziejna, jak się na początku wydawało.
— Mówił ci już kiedyś ktoś, że prawisz kiepskie komplementy? — zapytałam, chcąc brzmieć na obrażoną, ale nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. Spędziłam z Ethanem już tyle czasu, żeby nauczyć się sposobu, w jaki wyraża swoje uczucia.
— Wiesz, ładnym dziewczyną mówię inne komplementy. Tylko z tobą jest inaczej.
— Och, czyli sugerujesz, że mam czuć się wyjątkowo? — zapytała, nie odrywając od niego wzroku.
— Tak, dokładnie to chciałem powiedzieć. Jesteś najbardziej specyficzną osobą, jaką kiedykolwiek poznałem, a trochę już chodzę po tym świecie. — powiedział, uśmiechając się do mnie. Ale nie kpiąco czy złośliwie. To był najprawdziwszy, szczery uśmiech. Przez chwilę naszła mnie ochota, żeby go pocałować, ale powstrzymałam się.
— Dziękuję. Chyba — powiedziałam, odwzajemniając uśmiech.
— Skoro już wyjaśniliśmy sobie kwestię komplementów, to może zatańczymy? — zapytał, wyciągając do mnie dłoń, którą ja ujęłam. Ethan natychmiast mocno nie do siebie przyciągnął i objął w pasie, a ja położyłam mu dłonie na ramionach. Kołysaliśmy się delikatnie w rytm muzyki.
— Czyżbym właśnie doczekał się drugiej sytuacji, odkąd się poznaliśmy, kiedy pozwalasz mi sobą kierować?
— Nie psuj chwili swoim gadaniem — mruknęłam, kładąc głowę na jego torsie. On tylko cicho się zaśmiał i oparł brodę na czubku mojej głowy. Tańczyliśmy tak przez dłuższą chwilę, zupełnie nie zwracają uwagi na innych. Chyba pierwszy raz od imprezy w Moondance czułam się tak dobrze w jego obecności. Nagle Ethan uniósł jedną dłoń i pogłaskał mnie po szyi, w miejscu, gdzie jeszcze niedawno była blizna po jego kłach. Odsunęłam się lekko od niego i odgarnęłam włosy z ramienia, odsłaniając mu szyję.
— Jesteś tego pewna? — zapytał cicho, ustami muskając skórę w miejscu, które sobie wybrał. Delikatnie skinęłam głową i odchyliłam ją jeszcze bardziej, ułatwiając mu dostęp. Poczułam, jak jego usta stykają się z moim ciałem. Złożył na mojej szyi delikatny pocałunek, a potem ugryzł mnie. Cichy jęk wyrwał mi się z ust. Przesunęłam jedną rękę z jego ramienia do jego włosów i wplotłam w nie palce. To było tak inne od poprzednich ugryzień, mogłam to porównać jedynie do tego ugryzienia po imprezie. Tak jak wtedy nie czułam bólu, ale niesamowitą przyjemność. Po kilku chwilach Ethan oderwał się od mojej szyi, dokładnie oblizał ranę i spojrzał mi w oczy. Minęło zaledwie kilka sekund, zanim gwałtownie mnie pocałował. Zaskoczona przez chwilę nie wiedziałam co mam robić, ale po chwili odwzajemniłam pieszczotę. Całowaliśmy się zachłannie i dziko zupełnie jakby świat miał się skończyć, gdy przestaniemy. W końcu zabrakło mi tchu i musiałam odsunąć się od niego. Patrzyłam na niego kompletnie zdezorientowana.
— Ethan! Mógłbyś tu podejść? — zawołał nagle Beliath, niszcząc całą atmosferę.
— Tak, już idę! Zaraz do ciebie wrócę.
— Będę w ogrodzie. Muszę się przewietrzyć — odpowiedziałam i oboje odeszliśmy w swoich kierunkach. Kiedy byłam już na zewnątrz, usiadłam na ławce i złapałam się za policzki, które były gorące. Wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić, ale niewiele to dało. Wciąć czuła usta Ethana na swoich. Co on ze mną robi? Nie wiem, ile siedziałam na tej ławce, czekając na Ethana, kiedy nagle usłyszałam głośny krzyk. Natychmiast pobiegłam do środka. W drzwiach wpadłam na mojego wampira.
— Nic ci nie jest? — zapytał, pospiesznie przesuwając dłońmi po moim ciele, szukając jakichś ran.
— Nie. Wszystko w porządku. Co się stało? Słyszałam czyjś krzyk.
— Mieliśmy mały wypadek. Zaprowadzę cię do twojego pokoju i potem dołączę do reszty pomóc im z tym — odpowiedział, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc za sobą.
— Nie ma mowy, chcę wam pomóc Ethan. Powiedz mi, co się stało! — zażądałam. — Ethan!
-—Ktoś zamordował dziewczynę i uprzedzając twoje pytanie, to nie był nikt z nas.
— I ty to nazywasz małym wypadkiem? — krzyknęłam.
— Jestem lekarzem i brałem udział w wojnie, widok czyjeś śmierci już dawno przestał mnie zaskakiwać. A wracając do tematu Vladmir i Beliath zajmują się już modyfikacją pamięci gości, a Aaron i Raphael pilnują Ivana.
— Macie podejrzenia kto był mordercą? — zapytałam, całkowicie przerażona tym, co usłyszałam.
— Prawdopodobnie jakiś dziki wampir. — oznajmił i otworzył drzwi do mojego pokoju. — Zostań tu, proszę, przyjdę najszybciej, jak się da. Lepiej, żebyś tego nie widziała. — dodał, a potem wyszedł z mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i starałam się przetrawić, co usłyszałam od Ethana. Po około 30 minutach do środka wszedł Ethan. Bez owijania w bawełnę powiedział.
— Idę razem z Beliathem wynieść ciało bliżej miasteczka. Wrócę tak szybko, jak się da i od razu do ciebie przyjdę, dobrze?
— Dlaczego akurat ty? — zapytałam, wiedząc, że niedługo wstanie świt i będą mieli bardzo mało czasu.
— Znam kilka klubów o szemranej opinii. Podrzucimy tam ciało i odsuniemy od siebie podejrzenia.
— Rozumem, tylko Ethan uważaj na siebie — powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
— Aww jaka słodka. Nie musisz się o mnie martwić złotko. W przeciwieństwie do ciebie potrafię się bronić i mam siłę, by to zrobić. Ale doceniam twoją troskę. — pochylił się nade mną i pocałował moją szyję — Bądź grzeczną dziewczynką i nie wychodź z pokoju, dobrze?
— Ja zawsze jestem grzeczna — odpowiedziałam. On tylko się uśmiechnął i pocałował mnie delikatnie w usta i wyszedł. Spojrzałam przez okno, wciąż było ciemno, ale za kilka godzin miał wstać świt. Bałam się, że nie zdążą wrócić. Mimo początku naszej historii naprawdę zaczęło mi na nim zależeć. Mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że jest najbardziej zaskakującym i przyciągającym facetem, jakiego spotkałam. W końcu odwróciłam wzrok od okna i położyłam się na łóżku.
— Wróć szybko Ethan. — wyszeptałam i zamknęłam oczy, starając się zasnąć. Obudziłam się w środku dnia. Rozejrzałam się po pokoju i dostrzegłam, że nigdzie nie ma Ethana. A obiecał, że przyjdzie. Serce podeszło mi do gardła. Tak bardzo się o niego martwiłam. Nie mogąc już zasnąć, wzięłam swoje rzeczy i poszłam do łazienki wziąć zimny prysznic, żeby przestać się zamartwiać, ale nie potrafiłam. Wszyscy ciągle powtarzają, że łączy nas więź, więc powinnam chyba coś poczuć, jeśli groziłoby mu niebezpieczeństwo, albo co gorsza… Nawet nie chciałam o tym myśleć. Kiedy skończyłam się kąpać, wróciłam do swojego pokoju i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Postanowiłam więc posprzątać trochę w pokoju. Ale szybko porzuciłam mój plan, bo nie miałam czego sprzątać. Zaczęłam więc chodzić po rezydencji, ale jej przerażająca pustka sprawiła, że jeszcze bardziej odczułam brak Ethana, więc wróciłam do siebie i spróbowałam ponownie zasnąć, ale mogłam tylko kręcić się na łóżku. W końcu postanowiłam po prostu leżeć i ciągle powtarzać sobie, że nic mu nie jest i że gdyby działo się coś złego, to na pewno bym to odczuła. Leżałam tak, ucinając sobie raz po raz krótkie drzemki, aż słońce schowało się za horyzontem i nagle poczułam coś dziwnego. To było dokładnie to samo uczucie, gdy Ethan wszedł do mojego pokoju, żebyśmy razem poszli na imprezę Beliatha. Wrócił! Rzuciłam się biegiem do schodów. Coś mi mówiło, że będą w salonie i rzeczywiście tam ich znalazłam. Był z nim Beliath i Aaron.
— Co ty tu robisz? — zapytał.
— Przyszłam sprawdzić jak bardzo z tobą źle z nadzieją, że będę mogła cię dobić i w końcu się uwolnić. Ale widzę, że masz się nie najgorzej, więc z moich planów nici. Dzięki.
— Cała przyjemność po mojej stronie — odpowiedział, uśmiechając się szeroko. Lubiłam, kiedy się uśmiechał. Jego już i tak piękne oczy wyglądały jeszcze ładniej. Odwzajemniłam uśmiech i podeszłam do niego, lekko go przytulając. Objął mnie ręką w pasie i powiedział mi do ucha.
— Pójdziesz potem ze mną do mojego pokoju. — skinęłam głową i wysunęłam się z jego objęć, siadając na oparciu kanapy tuż obok niego.
— Czekaj… Nie rozumiem. To wy się w końcu lubicie czy nie? — zapytał Beliath.
— Skąd to pytanie? — zapytałam zdezorientowana.
— Ciągle na siebie wrzeszczycie — wtrącił Aaron. — A teraz nagle się przytulacie. To dziwne.
— My po prostu lubimy się kłócić.
— Dokładnie. Byłoby strasznie nudno, gdybyśmy się cały czas ze sobą zgadzali. A tak nigdy nie wiadomo, czym rzuci we mnie Eloise — dodał, puszczając mi oczko.
— Ej! To było tylko jeden raz! Zresztą i tak nie trafiłam. — powiedziałam.
Po chwili dołączyli do nas Vladimir, Ivan i Raphael. A Ethan i Beliath opowiedzieli, co im się przydarzyło.
— Kolejne morderstwo? Myślicie, że są ze sobą powiązane? — zapytał Vladimir.
— Za duży zbieg okoliczności. To musi być ta sama osoba. — dodał Raphael.
— Więc co zrobimy? — zapytał Ivan.
— Czy to nie jest oczywiste? Musimy się go pozbyć! On zagraża naszemu spokojowi. Mamy nad nim przewagę, dlaczego niby mamy się tu kryć i czekać aż wymorduje połowę miasta — zawołał Ethan.
— Ale co dokładnie masz na myśli? Chcesz go szukać i z nim walczyć?
— Ethan ma rację, przez niego możemy utracić możliwość mieszkania tutaj, a to miejsce jest bardzo dla nas wygodne. — oznajmił Beliath.
— Czyli mamy dwa do jednego — wtrącił Aaron. — Ja również jestem za tym, żeby do przemocy sięgać tylko w ostateczności. Powinniśmy rozwiązać to pokojowo. Vladimir?
— Pokojowe rozwiązanie.
— A ja uważam, że powinniśmy się go pozbyć — dodał Ivan. — Macie już dosyć problemów ze mną. Kolejny krwiożerczy wampir jest nam niepotrzebny.
— Przynajmniej raz mówisz z sensem — mruknął Ethan, za co zarobił ode mnie kuksańca w żebra.
— A ty Eloise? Jakie jest twoje zdanie? — zapytał mój wampir, ignorując szturchańca. Patrzył mi prosto w oczy, oczekując odpowiedzi.
— Ja nie chcę mieszać się w wasze sprawy. Nie powinnam decydować w tak ważnej spawie — powiedziałam, posyłając Ethanowi błagające spojrzenie.
— O moim przyjęciu, jakoś chciałaś decydować — wtrącił wyraźnie urażony tamtym wydarzeniem Beliath
— Nie porównuj głupiego przyjęcia z decyzją o tym, czy będzie woja z dzikim wampirem, czy nie!
— Ale Ethan ma rację. Jako jego kielich jesteś jedną z nas i masz takie samo prawo do decydowania, jak i my — wtrącił Raphael.
— W takim razie uważam, że trzeba się go pozbyć, ale starać się unikać przemocy. To może nam tylko zaszkodzić, jeśli będziemy zbyt pewni siebie.
— Czyli decyzja podjęta. Musimy coś zrobić, żeby go wytropić i pokonać — stwierdził Ethan.
— Na to wygląda. Ty i Beliath idźcie odpocząć, a my opracujemy plan działania i przekażmy go Wam, kiedy będzie gotowy. – oznajmił Aaron. Czarnowłosy i Ethan podnieśli się, przy czym ten ostatni złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
— Jestem z ciebie dumny. Rozegrałaś to w taki sposób, żeby mnie poprzeć, ale jednocześnie nie dawać im do zrozumienia, że robisz to ze względu na mnie. Jednak jesteś mądrzejsza, niż może się to na początku wydawać.
— Dziękuję za komplement — oznajmiłam, uśmiechając się do niego szeroko. On tylko odwzajemnił uśmiech i wpuścił mnie do swojego pokoju
— Naprawdę się o ciebie martwiłam — powiedziałam, kiedy zamknął za nami drzwi swojego pokoju. Spojrzał mi głęboko w oczy i uniósł kącik ust do góry.
— Ja o ciebie też. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby stała ci się krzywda, a mnie nie byłoby przy tobie.—- powiedział, a mi zabrakło tchu. Nie spodziewałam się takich słów z jego ust. Niby wiedziałam, że od mojego życia zależy również jego, ale sposób, w jaki to powiedział, dawał do zrozumienia, że nie miał na myśli strachu o siebie. On martwił się o mnie. Tylko o mnie. Uśmiechnęłam się do niego ciepło i nie kontrolując się, wtuliłam się w niego. Mocno mnie objął i ponownie spojrzał mi prosto w oczy. W jego widziałam, że jest zmęczony i głodny. Odsunęłam się delikatnie i nadal pozostając w jego objęciach, odgarnęłam włosy, osłaniając szyję i odchyliłam głowę w bok, dając mu do niej większy dostęp. Spojrzał na mnie kompletnie osłupiały.
— Pij, zanim zmienię zdanie.
— W tej kwestii i tak nie masz nic do powiedzenia — wyszeptał i delikatnie wgryzł się w moją szyję. Z ust mi się ciche westchnienie. Im więcej pił mojej krwi tym przyjemniejsze były dla mnie te ugryzienia. Po kilku łykach oderwał się ode mnie i dokładnie oblizał okolice ugryzienia, tak aby nawet kropelka się nie zmarnowała. Potem uniósł wzrok i ponownie spojrzał mi głęboko w oczy. Jak ja mogłam wcześniej nie zauważyć, jak przystojny jest? Dlaczego zajęło mi to tyle czasu i dopiero w Moondance dostrzegłam, jak atrakcyjny jest?. Lustrował mnie swoimi błękitnymi oczami, a ja poczułam ucisk w podbrzuszu. Staliśmy w milczeniu, patrząc na siebie. Serce waliło mi jak szalone i doskonale wiedziałam, że je słyszy.
— Wyglądasz na zmęczonego. Powinieneś się położyć. Pójdę już — powiedziałam i chciałam odejść, ale on mocniej mnie do siebie przyciągnął.
— Nigdzie cię nie puszczę — oznajmił, wziął mnie na ręce i po chwili leżeliśmy na jego łóżku wtuleni w siebie. Czułam się przy nim po prostu dobrze i nagle zrozumiałam. Moją zazdrość o niego, moja reakcja na jego bliskość i dotyk, mój strach, że coś mu się stało, kiedy nie wrócił do rezydencji. Odpowiedź była tuż pod moim nosem, a ja ją najzwyczajniej w świecie zignorowałam. Zakochałam się w nim. Podskoczyłam lekko, czując, jak Ethan wsuwa rękę pod moją bluzkę i rysuje wzorki na mojej skórze.
— Ethan… Co ty… — zaczęłam, ale przerwał mi, namiętnie mnie całując. Jęknęłam zaskoczona, ale odwzajemniłam pocałunek. Obrócił się tak, że byłam pod nim. Objęła go za szyję i przyciągnęłam do siebie bliżej. Jedną rękę wplotłam w jego jasne włosy i delikatnie za nie pociągnęłam. Odezwał się od moich ust i zaczął pieścić moją szyję.
— Ethan dlaczego? — zapytałam w końcu. Podniósł głowę i spojrzał na mnie.
— Irytujesz mnie niemiłosiernie, ale to nie znaczy, że mnie nie pociągasz. Więc łaskawie zamknij się i pozwól mi sprawić ci tyle przyjemności, ile jeszcze nie sprawił ci żaden inny facet.
— A co jeśli nie chcę, żebyś to zrobił? — zapytałam, chcąc się nim podroczyć.
— Skarbie, jestem wampirem. Słyszę, jak szybko bije twoje serce i widzę, jak reagujesz na mój dotyk. — oznajmił, przesuwając ręką po moim nagim udzie. Wciągnęłam głośno powietrze. A on się cicho zaśmiał. Mogłam się domyślić, że go nie oszukam. Pragnęłam go. Jego dotyku, jego pocałunków. Wciąż patrzył mi w oczy. A ja zaczynałam odczuwać brak jego ust. Przyciągnęłam go więc do siebie i zachłannie pocałowałam. Poczułam, jak uśmiecha się. Odwzajemnił pocałunek i przygryzł delikatnie moją wargę, domagając się wejścia. Natychmiast uchyliłam usta i pozwoliłam, żeby jego język spotkał się z moim. Jęknęłam cicho, kiedy poczułam, jak jego dłoń wsuwa się pod moją bluzkę i odpina mój stanik. Odsunął się na chwilę i podniósł się, ciągnąc mnie za sobą, żeby pozbyć się górnej części mojej odzieży. Wpatrywał się we mnie przez chwilę, bez słowa, po czym spojrzał mi głęboko w oczy i wyszeptał.
— Jesteś taka piękna.
Poczułam, jak się rumienię i rzuciłam mu się na szyję, żeby wpić się w jego usta. Wsunęłam ręce pod jego płaszcz i zdjęłam go. Odrzucił go na podłogę, a chwilę później dołączyły do niego również rękawiczki Ethana. Nie przerywając pocałunku, przyciągnął mnie do siebie tak mocno, jak to tylko było możliwe, a potem usiadł w taki sposób, że wylądowałam na jego kolanach. Ponownie jęknęłam, czując, jak jego skóra styka się z moją. Przesunął palcami w górę moich pleców, by po chwili zacisnąć je na moich piersiach. Delikatnie je masował, co jakiś czas szczypiąc lekko moje sutki. Ciche jęki ciągle uciekały mi z ust. Nagle odsunął się ode mnie, położył mnie na swoim łóżku, zdjął swoją koszulkę, odsłaniając idealnie wyrzeźbiony brzuch i rzucił się na mnie niczym wygłodniały zwierz. Krótko mnie pocałował, a później zaczął wyznaczać ustami mokrą ścieżkę do moich piersi. Kolejny jęk wyrwał mi się z ust, kiedy przygryzł mojego sutka.
— Ethan! — jęknęłam, a on tylko się uśmiechnął. Nie przestając pieścić moich piersi. Zabrał się za ściąganie moich spodenek, które podobnie jak reszta naszych ubrań wylądowały na podłodze.
— Tak bardzo cię chcę — wyszeptał, odrywając się ode mnie i patrząc mi prosto w oczy.
— Więc mnie weź. Wiesz przecież, że jestem cała twoja. — wyszeptałam, a on tylko się uśmiechnął i wpił się w moje usta. Jedną ręką się podpierał, a drugą wsunął pod moją bieliznę i zaczął pocierać moją łechtaczkę. Jęknęłam mu głośno w usta, czując tam jego palce. Odsunął się ode mnie i zdjął ostatni skrawek materiału, jaki na mnie pozostał. Rozsunął moje nogi i pochyli się, aby językiem i ustami zacząć jeździć po moim kroczu. Mocno złapał moje uda, żebym mu nie uciekała i wsunął we mnie język. Krzyknęłam jego imię w ekstazie. Złapałam za jego włosy i mocniej go do siebie przycisnęłam. Puścił jedną moją nogę i do języka dołożył palce. Wygięłam się w łuk, czując, jak rozsuwa moje wargi sromowe, by dostać się głębiej. Kompletnie straciłam orientację. Jedyne co teraz czułam to jego usta i dłoń tam między moim nogami.
— Ethan! Błagam! Chcę cię. — wysapałam między kolejnymi ekstatycznymi jękami. Odsunął się ode mnie i patrząc mi prosto w oczy, oblizał usta.
— Skoro błagasz — wyszeptał i podniósł się, żeby odpiąć spodnie i zdjąć je razem z bokserkami. Sapnęłam cicho, widząc go całkiem nagiego i mimo drżących nóg podniosłam się i stanęłam tuż przed nim. Jedną ręką złapałam go za kark, przyciągając do pocałunku, a w drugą ujęłam jego penisa i zaczęłam delikatnie pieścić go dłonią. Teraz to on jęczał mi w usta. Podobał mi się fakt, że mój dotyk sprawia mu tyle przyjemności. Jego ręce zacisnęły się na moich pośladkach, kiedy zmusił mnie od objęcia go nogami w pasie. Cichy jęk rozkoszy wyrwał mi się z ust, kiedy moja łechtaczka otarła się o jego penisa. Ułożył nas na łóżku i wszedł we mnie tak mocno, że aż zabrakło mi tchu. Dał mi chwilę na oswojenie się z nowym uczuciem, a potem zaczął się poruszać, najpierw powoli, a później stopniowo przyspieszał. Za każdym razem, kiedy z impetem się wchodził we mnie, z moich ust wyrywały się jęki rozkoszy. Mocniej docisnęłam jego biodra do siebie, chcąc czuć go w sobie nieustannie. Czułam zbliżające się spełnienie. Ethan najwyraźniej też, bo nachylił się i czule mnie pocałował. Wykonał jeszcze kilka pchnięć i oboje doszliśmy. Ponownie krzyknęłam w ekstazie, zostawiając ślady paznokci na jego plecach. Opadł na mnie i mocno się we mnie wtulił.
— Kocham cię — wyszeptał. Spojrzałam na niego kompletnie zbita z tropu. Po raz kolejny dzisiaj zaskoczył mnie swoim wyznaniem. Po chwili jednak uśmiechnęłam się i powiedziałam.
— Ja też cię kocham.

Autor PaniCienia
Opublikowano
Odsłon 981
2

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!