One-shot – Kael’thas Sunstrider

Młoda Quel’dorei powolutku przycinała kwiaty do wazonu. Było to zajęcie spokojne, a zarazem relaksujące. Lubiła wykonywać takie czynności, przy tak drobnych rzeczach czuła się potrzebna. Nie było łatwo robić tu cokolwiek w Dalaranie. Miasto czarodziejów i magii było piękne, trawa tu zawsze była zielona, a plony bardzo dobrej jakości. Magowie w większości sami wykonywali obowiązki służby. To nie było trudne, tylko jedno kiwnięcie palcem. Mimo to ona chciała mieć zajęcia, obowiązki. Znając jej naturę i potrzeby, jej pan – książę dumnego i równie pięknego Quel’Thalas, Kael’thas Sunstrider – dawał jej to.

Jako służka zajmowała się praniem, ścieleniem, sprzątaniem i przynoszeniem strawy i trunków. Książe Kael’thas lubił dobrze wypić, co oznaczało wizytę dobrych trunków na jego stole. Będąc jego osobistą służką, często gościła na różnych balach i ucztach, gdzie pomagała sługom czarodziejom. Zdarzało się jej pomagać przy jego nauce sztuki magicznej. Do dziś pamiętała jak po raz pierwszy została przemieniona w owcę. Ta żenująca sytuacja nie zraziła jej jednak, dalej mu obsługiwała.

Pomimo tej niefortunnej roli obiektu testowego, dbał o nią. Od czasu do czasu kupował nowe ubrania, aby wyglądała schludnie. Starał się, aby jej praca była też przyjemnością. Ponadto pozwolił jej się do siebie zbliżyć. Gdy byli sami, nie tytułowała go księciem Kael’thasem, ale Kaelem. Mało było osób, która mogła tak go nazywać. Rozmawiali też ze sobą, w ten sposób dowiadywali się o sobie coraz to nowszych rzeczy, a i też stała się mu bliska, jak przyjaciółka. Kael’thas często też jej się zwierzał ze swoich rozterek i problemów, pytał o radę. 

Kiedyś można ją było nazwać rodzinną, ale po tak długim czasie mieszkania z daleka od domu, będąc blisko niego, ta cecha zanikła. Czuła, że się zauroczyła, coraz częściej o nim myślała i jak najbardziej zależało jej na jego szczęściu i sukcesach. Dodawała mu otuchy i troszczyła się o niego tak bardzo jak tylko się da. Z czasem to kiełkujące w niej uczucie przerodziło się w silną miłość do niego. Nie wiedziała co się z nią dzieje, ale wiedziała, że to jego sprawka. Jego i uczucia, którym go darzyła. Bała się mu jednak powiedzieć tego wprost, bała się odtrącenia. Poza tym, co powiedzieliby ludzie, gdyby w tej optymistycznej wizji, zostaliby parą? Służka i książę? To brzmi jak piękne zakończenie jednej z bajek na dobranoc opowiadanej przez jej Minn’da(mamę). Dlatego milczała i cierpiała. Nie chciała myśleć o szczęściarze, która miała zostać jego żoną. Nie chciała wiedzieć o żadnej dziewczynie, którą Kael darzyłby uczuciem. Modliła się do wszystkich bogów świata Azeroth, aby nigdy nie wiedziała lub nie musiała cierpieć. Bała się, że nie zniesie tego psychicznie, a jest przecież elfką. Należy do rasy żyjącej wiecznie, jej cierpienie trwałoby i trwało. Poza tym, jej przeznaczeniem jest służba rodowi Sunstriderów oraz poślubienie mężczyzny, którego wybierze dla niej Ann’da(tatę).

Odłożyła przycięty kwiat na bok i spojrzała na widok przed sobą. Często, jak pogoda dopisywała, przysiadywała do stolika na tarasie i wpatrywała się w Dalaran. Fioletowe miasto wyglądało niemal tak samo pięknie o zachodzie słońca jak Silvermoon, stolica ojczyzny elfów. Po tak długim czasie mieszkania tutaj, ten widok stał się dla niej normalny, jednak wciąż potrafił ją zachwycić i zatrzymać na dłużej. Nie mogła jednak cieszyć się ostatnimi promieniami słonecznymi.

Ciężkie, misternie zdobione drzwi otworzyły się i zamknęły z hukiem za sprawką Kael’thasa. Złotowłosy książę przeszedł przez swe komnaty niczym burza, nie zwracając nawet uwagi na siedzącą na tarasie służkę. Podnosząc głowę, na jej twarzy zagościł śliczny, perlisty uśmiech. Szybko jednak zgasł, gdy oczy ujrzały jego zły humor. Wstała, przerywając dotychczasowe zajęcie. Wytarła, wilgotne od wody, dłonie o fartuch, ściągnęła go następnie i zawiesiła na krześle. Pobiegła za swym panem do jego sypialni. Przystanęła w progu pomieszczenia i splotła dłonie przed sobą.

– Anaria shola, Kael(Czego potrzebujesz, Kaelu)? – zapytała uprzejmie, lekko marszcząc brwi. Nie podobało jej się zachowanie księcia.

Kael’thas w szale przerzucał różne rzeczy, po książki, zwoje aż po drobne przedmioty, jak pióra do pisania czy zbiornik z atramentem. Quel’dorei nie potrafiła zachować obojętnej miny, była lekko podłamana. Wczoraj Kael’thas zrobił bałagan i dziś go posprzątała, teraz znowu go robi. Może i ona lubi czuć się potrzebna i mieć obowiązki, ale bez przesady! Gdyby chciała cały czas sprzątać, to poszłaby do swojej kwatery i tam bawiła się w robienie bajzlu i sprzątanie.

– Powiedz mi, moja droga, co kobiety widzą w tym śmiertelniku, księciu Arthasie? – również zapytał, ale nie zrobił tego w ich ojczystym języku, dlaczego? Ton głosu i tytuł członka rodu Menethilów, jakby wypluł te słowa. Dlaczego spytał o  następcę Lordaerońskiego tronu? Jego bystre oczy dostrzegły jej niezrozumiałość. – Ludzka czarodziejka, Jaina Proundmoore, jest niezwykle nim zainteresowana, zauważyłaś?

A teraz jeszcze uczennica arcymaga Antonidasa? Teraz rozumiała, jej ukochany zakochał się w innej. Lady Proundmoore była utalentowaną maginią, słyszała o niej wiele dobrego i od mistrzów oraz samego Kaela. Pamiętała jak się zachwycał jej talentem, ale wzięła to jako niewinną fascynację umiejętnościami adeptki, która znajdowała się również i pod jego skrzydłami. Jak bardzo się pomyliła… Skinęła lekko głową i zadała mu pytanie, które w jej wykonaniu musiało brzmieć pokracznie. Dużo się nasłuchała ludzi, ale rzadziej używała ich mowy, wolała mówić w języku thalassiańskim. Jednak jej pan porzucił Thalasyjski, dlatego postanowiła kontynuować tą rozmowę w mowie śmiertelników.

– Czy moga ci jakos pomóc, Kael?

Spojrzał na nią. Pod wpływem jego spojrzenia, zarumieniła się. Podszedł do niej i chwycił za nadgarstki, pociągnął ją do siebie i objął ramieniem. Druga dłoń podniosła jej podbródek do góry. Cała czerwona patrzyła się na niego, jej usta były lekko otwarte, a niespokojny oddech łaskotał jego skórę na szyi i dłoni.

– Vendel’o eranu(Pomóż mi zapomnieć) – wyszeptał, pochylając się nad nią.

Pocałował ją, delikatnie i powoli. Zesztywniała cała, na chwilę zapomniała jak się oddycha, a nogi zrobiły się nagle takie słabe. Pewnie by upadła, gdyby nie ramię Kael’thasa. Czuła się jak w transie, odwzajemniła pocałunek, ale robiła to nieporadnie, strasznie drżała jej warga. Serce biło jej tak szybko jakby chciało za chwilę wyskoczyć z piersi. Jako elfy mieli wyostrzone zmysły, zwłaszcza słuchu, Kael na pewno słyszał, widział i czuł, to do jakiego stanu ją doprowadził.

Cichy pomruk rozbawienia opuścił usta Kael’thasa. Domyślał się, że to pierwszy pocałunek jego służki. Prawda jest taka, że to też i jego pierwszy pocałunek, ale obecne emocje i brak głębszych uczuć do niej, były powodem jego dobrego całowania… A przynajmniej miał nadzieję, że wywarł na niej dobre wrażenie. Dzisiaj chciał zapomnieć o Jainie, Arthasie i ich potajemnej schadzce, której był świadkiem. Ten śmiertelnik nie potrafił nawet zrozumieć, jak cudowną kobietę właśnie udało mu się zdobyć. Cieszył go fakt, że nie obściskiwali się publicznie, ale to obraza dla jej urody i pozycji w Dalaranie, Jaina cieszyła się dużą popularnością wśród silnych magów z rady Kirin Tor, miała fanów i wrogów, ale zawsze powodem był talent magiczny. Arthas powinien nie kryć swoich uczuć do niej i pokazać ją światu.

Przerwał pocałunek, zdał sobie sprawę, że za bardzo daje się porwać myślom o złotowłosej córce admirała, o kobiecie, która nigdy nie będzie jego. Spojrzał z błyskiem w oku na służkę, oddychała ciężko, ale w jej spojrzeniu znalazł czystą miłość. Pociągnął ją za rękę do siebie, na drżących nogach szła za nim. Zatrzymała się, gdy byli przy łóżku. Zerknął na nią leciutko zdziwiony.

To nie jest odpowiednia chwila, on jest zdenerwowany, a ona nie czuje się gotowa na to co za chwilę ma nastąpić. Pokręciła delikatnie głową, to nie może tak się skończyć. Nigdy nawet nie śmiała myśleć o Kaelu jako kochanku, jej skryte uczucia do niego starała się tłumić pod maską służki i przyjaciółki.

– Vendel’o eranu(Pomóż mi zapomnieć) – powtórzył głośniej, głosem pełnym cierpienia. Cała jej bariera pękła, jak mogła mu odmówić.

Nadrobiła dwa kroki, a następnie znów się pocałowali, tym razem Kael’thas zrobił to gorliwiej, lekko brutalnie. Pociągnął ją i opadł na łóżku, leżała mu na jego szerokiej piersi. Ręce jakby instynktownie powoli rozpinały misterny, czerwony płaszcz. Na odsłoniętej szyi składała szybkie pocałunki.

Dalsza część tej sielanki była snem, o której nie śmiała marzyć, pomimo całej sytuacji, czuła się szczęśliwa, że on miał być jej pierwszym. Przestała się przejmować sytuacjami sprzed chwili, światem wokół nich, zapomniała o wszystkim, gdy naznaczał jej odsłoniętą skórę. W tamtym momencie, oddała mu się bezgranicznie.

~*~

Przeczesała włosy szczotką. Od tamtej pamiętnej nocy minęły trzy miesiące, nie czuła się nadzwyczajnie, dzień jak każdy inny. Posprzątała, pościeliła łóżko i wyprała jego ubrania. Popołudnie minęło jej mniej pracowicie niż poranek, ale to było normalne. W Dalaranie nie łatwo było znaleźć zajęcie przy otaczającej ze wszystkich stron magii. Ciężkie westchnie opuściło jej usta, które natychmiast zamknęła mocno. Znów czuła narastające mdłości, towarzyszą jej dość długo, a ona domyślała się powodu. Tylko… Jak tu powiedzieć Kaelowi?

Od ich wspólnie spędzonej nocy, czas jakby cofnął się o dzień. Kael’thas, gdy tylko słońce zaczęło wędrówkę po niebie, wstał i ubrawszy się, opuścił komnaty. Po kilku godzinach wrócił, ale nie zwrócił na nią szczególnie uwagi. W następnych dniach sytuacja unormowała się, ale nie zrobił żadnego romantycznego gestu. W jej głowie narodziła się myśl, żeby zrobić pierwszy krok i go zaskoczyć, ale powstrzymała ją jedna rzecz, istotna, o której zapomniała. Jej pan – i kochanek – prawdopodobnie nie chciał wiązać z nią przyszłości, nie chciał nawiązywać z nią głębszego romansu, zależało mu tylko na tej jednej nocy, po której miał zapomnieć o Jainie. Po prostu ją wykorzystał.

Łzy zbierały się do oczu, pomogła mu zapomnieć o złotowłosej pannie, a ona nie chciała pamiętać jego podstępu i jej naiwności. Obiecała sobie, że jak tylko wrócą do Silvermoon, zwolni się z posady osobistej służki i wróci do domu, do rodziny. Jakoś przeboleje rozczarowanie ojca i gniew matki na jej wybryk w postaci dziecka. Już teraz modliła się o niepodobieństwo do Kaela. Książę był przystojnym Quel’dorei o charakterystycznych, złotych włosach, każdy kto nawet widział Kael’thasa na oczy, bez problemu rozpoznałby elfickiego księcia. Już teraz miała nadzieję, że jej maleństwo nie odziedziczy tych włosów.

Jej myśli były burzą, chciała powiedzieć Kaelowi o prawdopodobnej ciąży, ale też bała się tego momentu. Jak on zareaguje? Wściekle? A może zabierze ją do swojego pałacu i tam uczyni swoją żoną, aby dziecko nie miało wadliwego pochodzenia? O nie! Ta opcja będzie fatalna w skutkach, jak ona zniesie królewskie życie i plotki na je temat? Poza tym nie wiedziała, czy chce wyjść za Kael’thasa, ale jeśli zadecyduje, to nie będzie mieć wyboru. A jak zareaguje król?! Być może będzie mu faktycznie zależało na ślubie, ale wtedy jej plany o powrocie do domu szlag trafi. Ona nie chce takiego życia! Nigdy już nie zapomni o Kaelu, nosi w brzuchu owoc ich pomyłki, błędu. Jednak wciąż chciała wieść szczęśliwsze życie.

Więc… jaką powinna podjąć decyzję?

Autor Aven
Opublikowano
Odsłon 350
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!