Kapłanka Pięciu Żywiołów – Rozdział 10

Od samego rana Wioska Ukrytego Liścia była żywa. Od dwóch dni gościła Kazekage, a teraz przybyli też pozostali Kage, poza Tsuchikage. Hashirama obawiał się, że przywódca Wioski Kamienia może nie przybyć. W końcu Madara trochę namieszał, a też sześć lat temu starli ze sobą ostrza. Pokonani shinobi z Kamienia ze wstydem wrócili do siebie.

Hashirama nie raz próbował nawiązać z nimi kontakt i spróbować załagodzić napięte stosunki z wioską. Bał się, że to może w przyszłości doprowadzić do wojny, a też miał teraz wątpliwości, co do Ogoniastych Bestii, które podarował na pierwszym szczycie Kage. Ale skąd on mógł wiedzieć, że te potężne, ale też majestatyczne, bestie posiadają w sobie tak potężną moc, że nawet zapieczętowane w ciałach swoich naczyń, potrafią stworzyć kłopoty.

Zamknął oczy i wdychał świeże powietrze na tarasie budynku administracyjnego. Potrzebował tego, od początku całej tej sytuacji czuł się strzępkiem nerwów. Chciał działać, ale nie wiedział jak. Tak naprawdę to jedyne, co mógł, to poinformować wszystkich o nadchodzącym zagrożeniu i poproszenie o współpracę. Innego wyboru nie było.

Poczuł na przedramieniu dłoń. Spiął się lekko, a po chwili rozluźnił. Była delikatna, gdy ją chwycił, drobna. Nie miał wątpliwości, że należała do jego żony. Odwrócił się w jej stronę ze zmęczonym uśmiechem.

— Przeziębisz się — powiedziała, machając delikatnie jego płaszczem. Narzuciła go na jego ramiona. — Nie stój tutaj za długo… proszę.

Skinął głową i ją objął, wtulając twarz w zagłębieniu jej szyi. Było to nieprzyzwoite, ale w ciągu dwóch dni mijali się, a nawet w łóżku nie mówili za dużo, tylko od razu starali się zasnąć. Westchnął, pogłębiając uścisk. Mito zaśmiała się cicho, głaszcząc go po plecach.

— Jesteś dzisiaj wyjątkowo cichy — zażartowała.

— Dobrze wiesz, dlaczego — odparł szeptem.

— Wiem, ale próbuję rozładować napięcie.

Podniósł głowę i spojrzał na nią.

— Za bardzo wszystko przeżywasz — stwierdziła. Potarła leciutko jego klatkę piersiową. – Doprowadziłeś do pokoju między klanami, zakończyłeś erę wojen, a też stworzyłeś pierwszą wioskę shinobi.

Widziała, że się krzywi, gdy powiedziała ostatnie.

— Nie powiedziałam, że to pojedyncze osiągnięcie. Tobirama ci pomógł… — Podniósł brew, pobladła, ale dokończyła imieniem, które wiedziała, że chce usłyszeć. — i Madara.

Hashirama nie miał za złe mieszkańcom wioski i nikomu na świecie, że nienawidzili tego potężnego shinobi, Uchihy i groźnego wroga. Jednak pomimo okoliczności śmierci, on miał w głowie dobre chwile pełne radości i serdecznej przyjaźni. Ponadto uważał, że wbrew jego ostatnim wybrykom, nie powinno się wymazywać jego dobrych osiągnięć z kart historii. Gdyby nie on, to nie podpisałby traktatu pokojowego, to dzięki poddaniu się i przyjęciu ugody przez Madarę, Hashirama teraz chodził po osadzie pełnej różnych klanów. Zza życia Uchihy walczył o jego wkład w historię Konohy i teraz też to robił. W ten sposób nie tylko oddawał szacunek drugiemu przywódcy, ale też bronił byłego przyjaciela. Nawet jeśli to jest naiwne, dla niego ma to wielkie znaczenie.

Senju westchnął, kręcąc głową.

— Przepraszam, nie powinienem wymuszać na tobie jego imienia. Próbuję załagodzić w mieszkańcach ich nienawiść, a zapominam, że niepotrzebnie też otwieram rany, które niektórzy wciąż próbują wyleczyć.

Chyba czas zakończyć walkę i pogodzić się z tym, że dla wszystkich Madara jest skreślony. Mito nie raz krzywiła się przy dobrych wspomnieniach Uchihy, ale zawsze milczała i nie próbowała wymuszać na nim, aby więcej tego nie robił, od tego był Tobirama. Ale Hashirama nie był głupi, był egoistą i ignorantem. Dopiero teraz, gdy rozmyślał nad Wioską Kamienia i ich epizodzie z udziałem Madary, uświadomił sobie, jak bardzo ranił Mito.

Wioska Ukrytego Liścia niszczona przez Dziewięcioogoniastego, następnie jego walka z Madarą, a na końcu ona — przerażona możliwością utraty ukochanego. Przebyła w kimonie ciężką drogę, po drodze kilka razy się wywróciła, kalecząc sobie nogi i ręce, aż dotarła i nim stracił kontrolę nad ogromną bestią, zapieczętowała ją w sobie.

Jaki on był zły na nią, że dopuściła się czegoś takiego, a potem jak on bardzo się bał, że jeśli wypuszczą lisa, ten znów coś zniszczy. Ponadto nie wiedział, czy uwolnienie go z niej, nie przyniesie okropnych skutków.

— Jakoś to udźwigniemy — powiedziała wtedy łamiącym głosem, kiedy na nią nakrzyczał, cała się trzęsła.

Westchnął ciężko i położył dłonie na jej ramionach.

— Teraz już nie mamy wyjścia.

Uśmiechnął się smutno, tamto wspomnienie było straszliwym kawałkiem szkła, które nie mógł wyciągnąć z serca. Poczuł, że w tamtej chwili został ciężko zraniony przez Madarę — nie podczas ich walki — ale w momencie kiedy ona została naczyniem dla “Lisiego demona”, jak nazwali go mieszkańcy wioski.

Przytulił ją do siebie i spojrzał na drzwi prowadzące do środka budynku administracyjnego. W progu stał jeden z shinobi.

— Kazekage się nie cierpliwi, panie Hashiramo — odezwał się, kłaniając się delikatnie. — Nalega, aby już zacząć spotkanie.

Mito uwolniła się z jego objęć i zerknęła na niego ze współczuciem.

— Chyba Wioska Kamienia nadal ma żal.

— Na to wygląda — odparł i następne słowa skierował do przybyłego mężczyzny — nie ma sensu tego odkładać. Przekaż pozostałym przywódcom, że za chwilę…

W tym samym momencie na barierkę wskoczył następny shinobi.

— Czcigodny — zaczął, a potem zrobił się cały czerwony. Szybko zeskoczył, ukłonił się pospiesznie i dopiero zakończył — pierwszy Tsuchikage już przybył, jest pod bramą.

Hashirama odetchnął lekko. Ulżyło mu, że Ishikawa jednak przybył. Wiedział, że czeka go ciężka rozmowa ze wszystkimi przywódcami, ale jego przybycie to i tak małe zwycięstwo.

— Dobrze, pójdę go przywitać i przyprowadzę tutaj. Nie ma już czasu, aby mógł sobie odpocząć po podróży. — Spojrzał na Mito, a następnie na poprzedniego rozmówcę. — Przekaż, że nasi goście będą musieli się wykazać jeszcze odrobiną cierpliwości, ale mamy już komplet.

~*~

— To jest absurd!

 Proszę, czcigodny Tsuchikage o spokój…

 Spokój?! Rozdaliście nam ogoniaste bestie i teraz nam mówicie o niebezpieczeństwie, jakie te bestie powodują!

 To jeszcze się nie wydarzyło — wtrącił Mizukage.

Tsuchikage uderzył pięścią o stół.

 Owszem, zdarzyło! Przedwczoraj dwa wzgórza niedaleko naszej wioski tak bez powodu zaczęły pękać i osuwać się na osady bezbronnych ludzi. Połowa tych niewinnych osadników nie żyje.  Wskazał palcem na Hashiramę.  I to twoja wina!

Reto westchnął ciężko. Spojrzał na Senju, który nie znosił najlepiej oskarżenia i wyładowanie Tsuchikage. Zrobiło mu się aż żal tego potężnego shinobi, ale dobrego przywódcy. Coś czuł, że gdy nie nosi na barkach miano Kage, to jest to beztroski człowiek, z którym poleciałby na balet po barach. Postanowił zainterweniować.

Z całym szacunkiem, ale Hokage nie jest temu winny. Rozdał bestie, aby cała potężna moc nie była w jednym miejscu. Poza tym gdyby wiedział, to uważasz, że tym bardziej je by dał.

 Oczywiście, że tak! W końcu naszym światem króluje wojna i dominacja!

 Ale nie światem czcigodnego Hokage — odparł Raikage  Ze wszystkich obecnych, on jest najbardziej powściągliwy w przypadku wojny i bardziej od niej miłuje pokój…

Burzliwa wymiana zdań trwała, a Hashirama czuł coraz to bardziej narastający wstyd. Nie potrafił się postawić Tsuchikage, nie dawał sobie rady z argumentami i jeszcze inni przywódcy musieli go bronić. I on śmiał się nazywać przywódcą? Pierwszym, który powinien postawić autorytet i emanować szacunkiem do siebie?

Po wielu latach posiadania u swojego boku Tobiramy narzucającego swoje zdanie za każdym razem, gdy jemu wydawało się, że Hashirama popełnia błąd w podjęciu decyzji, uodpornił się na czyjś wpływ. Owszem jego brat nadal miał swoje parę groszy, które zawsze dorzucał, ale fakt — gdyby nie on, starszy Senju nie dałby rady rozbudować wioski do tego stopnia. Bezlitosny przeciwnik, którego strategie w wielu przypadkach były bezbłędne. Gdyby to on zarzucił Hashiramie taki tragiczny błąd, jakim było rozdanie bestii, to by się o to z nim pokłócił.

Ale Tobirama również uważał to za dobry pomysł, z pewnością teraz się stałby murem za nim i brał bardzo aktywny udział w “rozmowie” z przywódcami.

Zamknął oczy, właśnie sobie zdał sprawę, jak bardzo był uzależniony od niego. Zawsze był przy nim przy tego typu spotkaniach. Rozwijał myśl, a on się pod tym podpisywał. To brzmi okrutnie, ale Hashirama nie potrafi być samodzielny, gdyż mu ją zabrano. Tak, potrafi podejmować decyzje, przy starszyźnie Konohy, swojej rodzinie i shinobi z wioski, ale nie przy Tobiramie i innych Kage, czy daimyō.

Nigdy nie był przesądny, ale ta wyprawa do Świątyni, to chyba też test dla niego. Czy da radę poradzić sobie bez swojej prawej ręki?

Westchnął głośno, wziął kilka wdechów i spojrzał na zgromadzonych. Klasnął kilka razy, aby zwrócić na siebie uwagę.

 Gdybym nie czuł odpowiedzialności za swój błąd, nie zwoływałbym tutaj spotkania — zaczął dość nerwowo — Nie wiem, co czeka nas w przyszłości, ale wiemy, że to nie jest pierwsza taka sytuacja i znamy osoby, które potrafią ten chaos powstrzymać. Mój brat i jego drużyna już do nich wyruszyli prosić o pomoc.

Spojrzał na Tsuchikage.

 Chcę naprawić błędy z przeszłości, ale Wioska Kamienia nie daje mi żadnej okazji i możliwości. Poza tym próbujecie się w dziwny sposób mścić.

 Trzeba było przemyśleć, z kim się bratasz, Hokage. Madara…

 To był mój przyjaciel. Najpierw między nami była przyjaźń, ale era wojen była bezlitosna — przerwał i postukał palcem kilka razy w stół — Wojna zmusiła nas do walki, do stanięcia naprzeciw siebie z bronią. Trwało to latami, aż w końcu udało mi się namówić Madarę do podpisania pokoju i spełnienia naszego wspólnego marzenia o wiosce. Wtedy to było niewinne życzenie dwójki dzieciaków na skale za nami, na której została wyrzeźbiona moja twarz. Na przestrzeni lat żałuję wielu rzeczy, bo można było zapobiec konfrontacji Madary z twoim wnukiem, Tsuchikage, atak na Konohę z Dziewięcioogoniastym również… Ale z pewnością nie żałuję podpisania z nim traktatu pokojowego. Uchiha i Senju zaprzestali przelania krwi, podjęliśmy pierwszy krok ku nowej, lepszej przyszłości, a za naszym przykładem poszła reszta klanów. Owszem, nie jest, to może idealna przyszłość, ale cokolwiek by się nie zrobiło, nigdy taka nie będzie. Jedynie, co możemy zrobić, to starać się naprawiać błędy i dążyć do stabilności.

Spojrzał po kolei na reakcje przywódców. Tsuchikage wciąż gromił go wzrokiem, Raikage kiwał głową, Mizukage miał minę, z której ciężko było wyczytać emocje, a Kazekage otworzył lekko usta, nie spodziewał się po Hashiramie, że wspomni w taki sposób o Madarze.

 Dlatego proszę was o współpracę w ratowaniu nowego jutra dla przyszłych pokoleń.

Autor Aven
Opublikowano
Kategorie Naruto
Odsłon 210
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!