Ostatni Element | Reylo

Rozdział I

Kylo Ren stał w boku frachtowca, lecącego na planetę Jaskiń Kyber. Frachtowiec prowadził najstarszy z rycerzy Ren – dowódca.

Młody Ren patrzył na okno, przez które widać było rozmazujące się białe gwiazdy i niebieską przestrzeń.

Nagle statek zwolnił i niebieskie tło zniknęło. Teraz dookoła nich była nieskończona, czarna toń kosmosu.
Przed nimi było widać małą planetę o niebiesko-białej powierzchni, a obok dwa księżyce i dwa blade słońca, które ledwo co oświetlały planetę.

– Dolecieliśmy – powiedział starszy rycerz, wciskając któryś z przycisków na panelu.

Ben, z miną nie wyrażającą żadnych uczuć, obserwował uważnie planetę – wydawało mu się, że widział jasny punkt podchodzący do lądowania.

Przywidziało mi się… – pomyślał i otrząsnął się z rozmyślań. Frachtowiec powoli lądował na autopilocie. Młodszy Ren założył pelerynę, po czym przypiął do pasa swój miecz świetlny, w którym brakowało tylko kryształu mocy.

Czarny frachtowiec wylądował powoli na niebieskiej, lekko przezroczystej skale.
– Idź, zobaczymy się jak wrócisz – rzekł, a Ben przytaknął skinieniem głowy.

Ruszył w stronę skalnej góry, w której widać było ciemne wejście do jaskiń Kyber. Znów coś zobaczył. Tym razem był to zarys ludzkiej postaci.

To tylko twoja wyobraźnia, idź dalej! – powiedział sobie w duchu i znów zaczął iść przed siebie.

Po chwili wszedł już do ciemnej jaskini, oświetlonej tak słabo, że Kylo prawie nic nie widział. Rozejrzał się po niej.

Zobaczył zejście do głębin jaskiń. Już chciał pójść w ich stronę, kiedy to usłyszał głośny ryk. Zrobił krok w tył. – Nie… Kylo, idź tam… Przecież nie boisz się byle zwierząt – mruknął sam do siebie i wstąpił do korytarza, który z każdym krokiem był coraz ciemniejszy.

W końcu doszedł do kolejnej jaskini. Tym razem usłyszał głośne dyszenie za plecami. Obrócił się i zobaczył białego stwora.

Wampa zamachnęła się na niego, a ten odskoczył do tyłu. Ledwo co obronił się przed kolejnym uderzeniem bestii, przed kolejnym jeszcze trudniej, a wskutek ostatniego oberwał i upadł na ziemię.

Wampa chciała go uderzyć ponownie, ale ten przeturlał się w bok i znów uniknął ciosu. Wstał i już chciał uciekać, kiedy stwór rzucił się na niego. Potem widział tylko ciemność.

×××

Minęła godzina… Dwie… Może trzy… Tego Kylo Ren nie wiedział i nigdy nie było mu dane się tego dowiedzieć. Leżał gdzieś pośród ostrych skał, wyższych od niego.

Z nadzieją, że Wampa go zgubiła i że leży teraz w ukryciu, wstał i wyjrzał przez szparę pomiędzy kolcami.

– Nie wychylaj się – odezwał się damski głos. Ren prawie podskoczył i obrócił się na pięcie.
– Kim… Kim ty…?

Dziewczyna położyła palec na ustach i wskazała na rozglądającą się po jaskini Wampę. Kylo niechętnie kiwnął głową.
– Kim jesteś? – zapytał cicho.

– To nie powinno cię obchodzić – powiedziała i spojrzała w górę, skąd spadł kawał lodu. Dopiero teraz, gdy do jaskini dopłynęło światło, Kylo zobaczył, jak wygląda dziewczyna.

Była to brązowowłosa dziewczyna o zielonych oczach. Miała na oko dziewiętnaście, może dwadzieścia lat.

Rozległ się głośny ryk Wampy.
– Dobra… Robimy tak – zaczęła dziewczyna, bardzo szybkim tempem. – Ty tam do niej idziesz i odwracasz uwagę, a ja oczyszczam wejście – wskazała na zasypane wejście do korytarza.

– Chyba ci się śni – powiedział oburzony. – Nie będę się narażał dla byle kogo – parsknął.

Dziewczyna westchnęła, jakby rozmawiała z małym dzieckiem.
– To ja odwracam uwagę, a ty oczyszczasz wejście. Może być?

Kylo niechętnie wydusił z siebie krótkie „może być” i obserwował dziewczynę powoli wychodzącą przez szczelinę.

– Ej, nie za ciemno tu masz? – zawołała dziewczyna. Stwór obrócił się w jej stronę. – Nie? A może jednak? – skoczyła w bok i mocą oderwała z sufitu olbrzymi kawał lodu. Wampa ryknęła tak, że Kylo musiał zatkać sobie uszy.

Po chwili przypomniał sobie o swojej misji, wyskoczył z kryształowego kręgu i pobiegł w stronę śnieżnej zaspy. Już prawie dotarł do jej końca, kiedy rozległ się krzyk dziewczyny.

Obrócił się i zauważył, że stwór zapędził ją w róg jaskini skąd nie było żadnego wyjścia. Nie wiele myśląc skoczył ku niej, zrzucił z sufitu kolejny kawał lodu, który spadł wprost na Wampę.

To co zrobił wymagało od niego dużego wysiłku, więc teraz stał i dyszał cicho.
– Chodź… – powiedział i podał jej rękę.

Dziewczyna spojrzała na niego trochę zdziwiona i chwyciła jego rękę, aby wstać z ziemi. Ruszyli w stronę prawie odkopanego przejścia. Ben przebił się przez resztę śniegu i pozwolił przejść towarzyszce.

– Jestem Rey – oznajmiła krótko dziewczyna. Kylo spojrzał na nią ogłupiały.
– Em… Co?

– Pytałeś mnie kim jestem. Jestem Rey – powtórzyła. Chłopak uśmiechnął się lekko, jednak szybko spoważniał.
– A ja Kylo Ren.

– Kylo Ren…? – zapytała. – Czy to jest imię? – teraz Ben zatrzymał się w milczeniu. – Nie, masz rację. To nie jest imię.

Rozdział II

Kylo Ren pierwszy raz odkąd opuścił rodzinę poczuł, że zaczyna komuś ufać. Choć znał Rey dopiero od kilkudziesięciu minut, czuł, że może jej zaufać… Jednak na razie wolał jej nie mówić niczego ważniejszego… Czuł też, że dziewczyna jest tu z tego samego powodu co on…

– Szukasz kryształu Kyber? – zapytał po kilku minutach ciszy. Dziewczyna kiwnęła głową.

– Gdzieś tu, jest pradawna świątynia Jedi, gdzie zostały schowane setki kryształów Kyber… Jedi musieli je schować setki lat temu, w czasach starej republiki – opowiadała – kiedy to po świecie chodziło setki Sithów, którzy walczyli z rycerzami Jedi… A więc tak. Szukam kryształu.

Ben kiwnął głową na znak, że rozumie. Jednak było zupełnie inaczej…
Jak mogłeś pomyśleć, że jest po stronie Porządku? Przecież byś o tym wiedział… – pouczał siebie w duchu.

Dziewczyna wyraźnie wyczuła, że coś go trapi, bo zapytała:
– Coś się stało? – mówiąc to, zatrzymała się. – Wyczuwam w tobie smutek… złość…

– Nic mi nie jest – prawie warknął Ren idąc ciągle przed siebie. Rey uniosła brew w górę.
– Smutek i gniew to uczucia Sithów…

Kylo zatrzymał się i obrócił w jej stronę.
– Co w związku z tym? – zapytał ostro, czując, że dziewczyna chce go oskarżyć o Sithostwo.

– Chyba nie jesteś Sithem…?

– Nie. Nie jestem nim – powiedział ze złością. Już miał iść dalej, jednak Rey mu przerwała:
– A więc kim? Jedi? – Ben spojrzał jej w oczy.

– Jedi wyginęli lata temu… Nastał Nowy Porządek! – rzekł. Dziewczyna odeszła od niego kilka kroków.

– A więc jesteś Sithem… – dopowiedziała Rey z przestrachem w głosie.
– Nie! Jestem Rycerzem Ren! To różnica!

Dziewczyna cofnęła się o kolejne kilka kroków.
– Nie podchodź! – krzyknęła.
Kylo spojrzał na nią z wyższością.
– Nie mam po co – rzekł, obrócił się i ruszył dalej korytarzem.

Rey stała tak i patrzyła na pusty korytarz. Nie wiedziała, czy dobrze zrobiła, każąc mu odejść. Teraz była sama… Przez chwilę w jej głowie gościła myśl, żeby pójść za Renem, ale szybko wyrzuciła tę myśl z głowy.

Nie! Jestem silna! Gdzie się podziała bezwzględna Rey, która nie dała się nabierać na sztuczki Rena?! – myślała.

W końcu uświadomiła sobie, że jeśli chce znaleźć kryształ dziś to musi się pospieszyć. Ruszyła przed siebie szukając świątyni.

×××

Kylo Ren bezskutecznie rozglądał się za kryształem w najmniejszym nawet kącie każdej jaskini. Nie wiedział, ile już snuł się sam po korytarzach i wolał nie wiedzieć.

Każdy najmniejszy blask przyciągał jego uwagę, a najmniejszy szelest sprawiał, że wyrywał sopel lodu z sufitu.

W końcu okazało się, że jego wysiłek się opłacił. Zauważył świątynię, wyglądającą jak te, które setki lat temu budowali Jedi. Pamiętając słowa Rey, udał się do środka. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Na samym środku głównej komnaty był lodowy stół, a na nim… kryształ Kyber.

Szybko ruszył w jego stronę i kiedy już miał go chwycić, podłoga się zapadła, a on razem z nią. Spadł do ciemnego pomieszczenia, które oświetlone było tylko od góry… Chociaż nie. Sufit był cały.

Więc teraz Ren stał po środku niczego. Zauważył coś świecącego na ziemi… To musi być kryształ… – podbiegł do niego, ale zanim zdążył się schylić, przy krysztale zapaliło się czerwone ostrze.

Kylo Ren odskoczył w tył przerażony. Słabe, czerwone światło oświetlało postać odzianą w czarną zbroję.

Ben wyraźnie widział każdy szczegół jego chromu… W końcu miał ten sam hełm w swojej kajucie na statku Huxa.
– Dziadku…?

Darth Vader kroczył ku niemu nie odzywając się. Zamachnął się na niego mieczem, a Kylo szybko go uniknął przewracając się.

Vader przyłożył mu miecz do szyi.
– Teraz zginiesz ty… – przerwał, bo w jego tułowiu zatopił się niebieski miecz świetlny.
– Rey? – zapytał Ben, próbując wyjrzeć zza pleców Vadera, który jednak zaraz upadł.

Tak jak Ren się spodziewał, była to jego towarzyszka. Już chciał wstać, kiedy ta rzuciła się na niego, a jej miecz świetlny wylądował na jego szyi…

Kylo Ren leżał na podłodze w Świątyni Jedi, powoli otwierając oczy. Kiedy w pełni odzyskał świadomość, usiadł i rozejrzał się dookoła.
– Obudził się nasz rycerz Ren.

Ben obrócił się i ujrzał Rey siedzącą po turecku na stołku, z którego zamierzał wziąć kryształ… Z którego wziął kryształ.

Dopiero teraz doszło do niego, że to wszystko to była tylko próba i że żadna podłoga się tu nigdy nie zapadła.
– Czyli znalazłaś swoją świątynię… – uśmiechnął się do niej.

Rey powoli kiwnęła głową i również się uśmiechnęła. Otworzyła klapkę w rękojeści swojego miecza i włożyła kryształ do środka. Kylo obserwował to w milczeniu, aż w końcu wyjął swój miecz i również to zrobił.

Kiedy już mieli się przekonać, jak będą prezentowały się ich miecze, usłyszeli jakieś odgłosy z podwórza świątyni.

Spojrzeli po sobie i powoli wstali kierując się do wyjścia. Kylo Ren był gotów zawalczyć o życie. Nie o swoje. Chciał za wszelką cenę wyjść z jaskini razem z Rey.

Rozdział III

Kylo i Rey powoli wyjrzeli na podwórze. Do świątyni zbliżało się stado Frynocków.

– Nic nie rozumiem… – rzekła zdumiona Rey. – Przecież one żyją tylko na asteroidach…

Kylo schował się za filar z kryształu. 

– Wychodzi na to, że kiedyś musiała to być asteroida… – powiedział i chwycił za swój miecz świetlny. – Dobra… Z tego co wiem, one boją się światła… My je mamy – pokazał na swój miecz świetlny.

Rey kiwnęła głową. 

– Na trzy… – powiedziała. – Raz… – Frynocki były coraz bliżej. – Dwa… – wyczuły ich obecność. – Trzy!

Rey i Kylo wyskoczyli na podwórze, oświetlając je ostrzami mieczy świetlnych. Kylo, zadowolony z tego, że bestie zaczęły się cofać, spojrzał na Rey.

– Nie skrwawiłeś swojego kryształu? – zapytała trochę zdziwiona. 

– Jak widać – uśmiechnął się. Nagle jednak coś im przerwało. Jedna z bestii podeszła bliżej światła… Nie zabolało jej to. Warknęła coś, a reszta stada zaczęła zbliżać się do dwójki.

– Przecież one nie mogą… – zaczął Ren, ale dziewczyna mu przerwała:

– Widocznie sztuczne światło nic im nie robi…

Kylo cofnął się kilka kroków.

– A więc… Plan B? – zapytał. Rey spojrzała na niego. 

– Żadnego nie ustalaliśmy… Ale chyba wiem o co chodzi…

Obydwoje wybiegli na plac wymachując mieczami. Frynocki zaczęły się oddalać. 

– Tak, uciekajcie! – zawołał za nimi Kylo.

– Zaczekaj… to nie nas się boją… – powiedziała Rey, kiedy ziemia zaczęła drżeć. – Tam gdzie są małe, tam jest i…

– Matka – przerwał jej, kiedy lód i kryształy wokół nich zaczęły się rozpadać. Cofnęli się do świątyni. Minęło kilka chwil, a kryształy rozpadły się tak, że teraz wokół nich było jeszcze więcej miejsca, a sufit się zawalił, co sprawiło, że cała jaskinia została oświetlona. 

Wielka bestia powoli zaczęła wyłazić spod ziemi. 

– Spróbuj oczyścić przejście… Ja zajmę się stworem – rzekł i pobiegł w stronę wyłażącego potwora. 

Zapalił miecz i spróbował wbić go w skórę Frynocka, jednak była za twarda… Bestia wynurzyła się już w całości i ryknęła tak przeraźliwie i głośno, że aż ziemia zadrżała. 

– A więc tak chcesz się bawić… – szepnął Ren, po czym wskoczył na grzbiet bestii i ponownie spróbował wbić miecz. Jednak skóra stwora była za twarda. 

Gdzie może mieć wrażliwy punkt…? – zastanowił się powoli.

Oczy…

Chłopak przebiegł po grzbiecie bestii, aż dobiegł do głowy. Nie mogąc utrzymać równowagi, skoczył, zawieszając się na uchu Frynocka, po czym wyciągnął miecz świetlny zza pasa. 

– Już nigdy nie zobaczysz światła dziennego, maluchu… – powiedział i wbił miecz świetlny w jedno jego oko… potem w drugie…

Stwór ponownie ryknął, ale tym razem zaczął machać głową jak opętany. Kylo nie mógł tego wytrzymać i został zrzucony w bok jaskini.

×××

Rey próbowała podnieść olbrzymi kawał lodu w górę, ale na próżno… Obróciła się zrozpaczona w stronę Frynocka. Przetarła oczy. Kylo’a nie było. Rozejrzała się po jaskini. Ben leżał zaledwie kilka metrów od niej.

– Kylo… Kylo… Obudź się! – błagała, a z jej oczu zaczęły spływać łzy. Rey chwyciła go za rękę i zamknęła oczy.  – Kylo… Proszę…

Ren powoli otworzył oczy i uśmiechnął się do przyjaciółki. 

– Jeszcze nie umarłem… – powiedział z lekkim uśmieszkiem. Rozpromieniona Rey szybko pomogła Renowi wstać i razem podeszli do bryły lodu. – Zapomniałaś, że masz miecz? 

Rey spojrzała na niego jak na dziecko. 

– Chcesz to coś przeciąć mieczem świetlnym? – zapytała. 

– Nie zaszkodzi spróbować – powiedział Ben i wbił ostrze miecza w kawał lodu. Po chwili Rey zrobiła to samo. Po sekundzie powstało przejście do korytarza.

Kylo i Rey szybko przekroczyli próg i udali się w głąb korytarza. 

– Pośpiesz się! – zawołał Ben, bo korytarz za nimi zaczął się zapadać – widocznie Frynock ich wytropił. 

Już było widać światło… Już prawie… Przejście się zawaliło… Teraz już się nie wydostaną. 

– Kylo… sufit zaraz się zawali… – powiedziała Rey, obserwując kruszące się sklepienie. 

Rycerz Ren spojrzał na swoją towarzyszkę. 

– Mów mi Ben – uśmiechnął się blado, na co dziewczyna powoli chwyciła go za rękę.  Co mniejsze kryształy zaczęły już spadać na ziemię…

– Rey… Muszę ci coś wyznać… – powiedział cicho. Jedi spojrzała na niego wyczekująco. Było widać, że też chce mu coś powiedzieć.

– Rey… Kocham cię… – mówiąc to objął ją w talii. Większe kawałki lodu zaczęły spadać na ziemię. 

– A ja kocham ciebie, Ben… – kiedy tylko to powiedziała, ich usta złączyły się w pocałunku, a lodowy sufit w całości opadł na ziemię.

Opublikowano
Kategorie Star Wars
Odsłon 648
6

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!