Prawo serii, część I

CZĘŚĆ 1
,,GDZIE JA JESTEM?”

Rozdział 1
“Coś strasznego”

Młoda dziewczyna pewnym krokiem zmierzała do rozległego budynku, ukrytego za parunastoma drzewami. Głowę miała zatartą wysoko ku górze i wyglądała jakby niczego się nie bała.
Ubrana była w elegancki brązowy płaszcz aż do samym kolan, w białą koszulę z kołnierzykiem i sweterkowym bezrękawnikiem na nią nałożony. Do tego miała krawat tego samego koloru co płaszcz ukryty za swetrem bez rękawów. Nie zapomnijmy o spodniach, przypominających kolorem zgniłą zieleń, przyozdobionych kratą. Gruby ciemno brązowy pasek podtrzymywał jej dolną część garderoby, ponieważ było widać, że są nieco za luźne. Na stopach zaś miała również brunatne pantofle z małą kokardką.
Zarzuciła swoje rozpuszczone czekoladowe włosy do tyłu, długością sięgające jej aż do ramion. Kiedy ktoś stanąłby, naprzeciwko niej zauważyłby piękne ciemnoniebieskie oczy wpadające już powoli w ciemny odcień, karnację nie za bladą ani za ciemną, nie obdarzoną żadnym niechcianym trądzikiem. Na twarzy miała tylko lekki makijaż, takie dopełnienie jej całej stylizacji, z której była doprawdy dumna.
Sam jej wzrost był również dobrze wyważony, ani nie za mały, ani nie za duży. Dziewczyna nie mieściła się w przeciętną wysokość płci damskiej. Mierzyła sto siedemdziesiąt cztery centymetry, z którego również była zadowolona
Budynek, który został już wspomniany wcześniej to publiczne liceum nr 5 im. Pantofelka. Szkoła to zajmowała duże połacie terenu. Miała maksymalnie jedno piętro, ale za to wiele dobudówek, z których wynikało, że nie raz była przerabiana czy remontowana. Kurnik ten,( jak to czasem prześmiewczo nazywa się szkołą) posiada liczne fundusze, którymi dyrekcja dobrze rozporządza, oferując prestiżowe stypendia, nagrody czy ogólne wyposażenie placówki. Już z daleko było widać cały majątek szkolny:dookoła wysprzątane, hebanowe ławki oraz każdy centymetr był jak nowy. A trawnik równiutko przystrzyżony. Żaden skrawek nie był skażony niepotrzebnymi śmieciami, ponieważ dyrektorzy dokładali starań, by upilnować porządek
Takie bogactwa, nie każda osoba mogła dostąpić. Trzeba było być szczególnie uzdolnionym lub/i wiele pracy włożyć w własny rozwój, aby zdobyć minimum 135 punktów. Liczba ta otwierała dla osoby wiele drzwi, tak zwanych “dobrych szkół”, gdzie wiele ludzi ląduje na wymarzonych studiach. O ile nie zawalą nauki, a o to było dosyć trudno. Gdy ktoś zawalał przedmioty był natychmiast usuwany, ponieważ obawiano się o zaniżania szkolnej średniej
Taką ambitną osobistością właśnie była dziewczyna, potocznie nazywana Adą lub Ad przez bliskich i innych bytów ludzkich, mającą problem z wymówieniem jej prawdziwego imienia. Na swoim koncie posiada okrągłą liczbę 149 punktów, tak więc bez problemu dostała się tam gdzie chciała.
Poruszała się po chodniku, prowadzącym do wrót piekła, znaczy szkoły, otoczonymi wysokimi drzewami z zielonkawymi liśćmi. Dopiero był początek jesień, dlatego roślinność jeszcze nie zdążyła zmienić barw .
Czwarty września, będzie dla Ady pierwszym dniem w nowej szkole, pomimo tego nie stresowała się, ani trochę. Wcześniej nie pojawiła się na rozpoczęciu roku oraz na kolejnych dniach, z powodu rodzinnej wycieczki, która odbyła na samo zakończenie wakacji. Nie było jak wrócić wcześniej
Pewnym krokiem weszła do budynku i kierowała się do sali numer 25, gdzie miała odbyć się jej pierwsza lekcja- matematyka. Pomimo krętych i zawiłych korytarzy odnalazła to czego szukała. Przy drobnej pomocy sprzątaczki
Nie miała w klasie tutaj żadnych znajomych. Nikt z podstawówki nie poszedł do jej klasy, a jeśli już to do równoległych klas czy techników. Nie przejmowała się tym za grosz. Uważała, że poszukiwanie kumpli wcale nie może być trudne i na pewno kogoś odnajdzie wśród 32 osobowej klasy. Była tego pewna.
Do jej charakteru nie należała nieśmiałość czy antyspołeczność, lecz odwaga i otwartość. Według Ady posiadanie jakiekolwiek sojusznika jest ważne, by przetrwać w tym świecie. Samemu jest trudno, bo w końcu nie ogarniesz wszystkiego sama. Nikt ci nie pomoże podczas kłótni, nikt nie spędzi z tobą przerw, nikt nie da ci notatek albo powie co było na lekcji. Zdecydowanie posiadanie kogokolwiek jest przydatne
Chciała się zaprzyjaźnić z osobą, choć podobną do niej. Z żadną patologią nie chciała się trzymać. Papierosy, narkotyki i alkohol to nie była jej bajka. W końcu to szkoła z progiem 130 punktów, więc dewiacja powinna zostać wyplemiona. Tak przynajmniej sądziła.
Otworzyła drzwi do pokoju numer 25 i na samym wstępie spytała czy jest to klasa pierwsza biologiczna.
Połowa ją zignorowała, a reszta oceniającym wzrokiem na nią spojrzała.
W samej klasie było równo 32 osoby. Każdy siedział jak chciał i wyglądał jak chciał. Przywitała ją gromada najróżniejszych osób. Od razu można było stwierdzić kto z kim trzyma, ale już trudniej byłoby ocenić charakter tych grup. Czy byli to sportowcy, kujony i tak dalej. Taki stan rzeczy był typowy dla amerykańskich filmów.
Naliczyła jakieś 5-6 grup trzymających się ściśle blisko siebie.
W końcu ktoś się nad nią zlitował i odpowiedziała jej najbliżej znajdująca się osoba obok drzwi. Była to brunetka z dość mocnym makijażem, gdzie kreski zajmowały jej dosłownie pół twarzy.
-Tak to tutaj- rzuciła niedbale i wróciła do swoich zajęć.
Ad nie poczuła żadnego zainteresowania jej osobą. Nikt się nie kwapił, aby chociaż poznać imię dziewczyny. No tak po co się męczyć i wykazać choć dozę sympatii dla nieznajomej, jak można być dziunią czy inną wredną jegomością. Ale żeby od razu cała klasa taka była?
Dziewczyna postanowiła nie skreślać od razu całej grupy i dać jej jeszcze szansę. Przecież ile razy to się okazywało, że ktoś był o wiele lepszy niż na początku.
Pewnym siebie krokiem ruszyła w głąb klasy w poszukiwaniu wolnego miejsca.
Ten kto obserwował nowoprzybyłą, oderwał się od niej i wrócił do tego co robił wcześniej. Jakby wejście czekoladowo-włosej w ogóle nie miało miejsca.
Dziewczyna w ogóle się tym nie przejęła, nie dała po sobie poznać, że te “ciepłe przywitanie” w jakikolwiek sposób ją ruszyło. Jej zdaniem za bardzo wyolbrzymiła swoje nadejście. Bo przecież, dlaczego miała nastąpić jakieś poruszenie? Była kolejną nieznajomą laską, tylko z tą różnicą, że będzie laska chodzącą z nimi do klasy przez 4 lata. Sama musiała wziąć się w garść i kogoś poznać. Nie mogła tego pozostawić innym bo bardzo prawdopodobne, że zostanie wyrzutkiem klasowym, a do tego nie mogła dopuścić. Nikt nie miał obowiązku bliżej się z nią poznawać. Chociaż nie musieli patrzeć się tak wywyższający sposób.
Skanując wzrokiem teren pomieszczenie i mijając rząd ławek zobaczyła samotnego młodego chłopaka, siedzący w rogu sali na samym końcu. Ze spuszczoną głową siedział na krześle, gdzie jego blond, przydługie końcówki włosów, zakrywały jego twarz. Na sobie miał białą oversize bluzkę z krótkim rękawem i czarne bezpalcówki. Na nogach miał szerokie jeansowe spodnie i czarne buty. Ad nie mogła określić koloru jego oczu przez jego skulenie. Już na pierwszy rzut oka dziewczyna stwierdziła, że ów chłopak był bardzo ładny.
Zdziwiło ją, że siedział sam i nie otaczał go żaden wianuszek kobiet, które lubiły takie perełeczki. Wyjaśnienia były dwa tego zajścia albo był bardzo nieśmiały, albo bardzo wrogo nastawiony do świata. Obstawiała bardziej opcję pierwszą bo nawet z daleko nie wyglądał na pewnego siebie, a jego mowa ciała ewidentnie mówiła o jego uległym charakterze.
Domniemany antyspołeczność nieznajomego nie wystraszyło Ad ani przez chwilę. W końcu to nie było coś strasznego ani trudnego z czym by sobie nie mogła poradzić. Nieśmiałość nie była końcem świata, a ona nie lubiła się poddawać.
Dziewczyna stanęła przed blondynem. Wybrała swój najlepszy uśmiech o numerze 44 i spojrzała na niego z sympatycznym wyrazem twarzy.
-Hej, mogę się dosiąść?-zapytała miło, a jej kąciki ust powędrowały ku górze jeszcze wyżej.
-Tak, tak pewnie…- oznajmił ledwo słyszalnie zapytany, nie spoglądając nawet na dziewczynę.
Ad nie była nawet do końca pewna czy to właśnie powiedział, ale postanowiła spróbować nawiązać nić konwersacji raz jeszcze.
-Możesz mi mówić Ad Wojnar- przedstawiła się i wysunęła w jego stronę rękę na powitanie.
-Charles Fido- powiedział cicho, ale bardziej zrozumiałe niż na początku.
Złapał za dłoń niebieskookiej i uścisnął ją lekko. Wtedy to właśnie dostrzegła intensywną zieleń jego oczu. Nie pomieszaną z żadną inną barwą.
Blondyn odwrócił się od niej i wbił swój wzrok w ręce, którymi się bawił, uznając rozmowę za zakończoną. Możliwe, że nawet chciał ją kontynuować, ale nie potrafił. Ad również stwierdziła, że konwersacja dobiegła końca, nie chcąc za bardzo męczyć chłopaka, gdzie było widać aż na wylot, że dialog z nią go męczy.
Nawet taki krótki, gdzie raptem powiedział dosłownie pięć słów.
Wojnar westchnęła głęboko i podparła swoją głowę ręką, wlepiająć swoje oczy w zieloną tablice naprzeciwko niej.
W sali rozbrzmiał dzwonek informując o rozpoczęciu lekcji.
Nie wpadła w żadną rozpacz czy rezygnację, dobrze wiedząc, że to dopiero pierwszy dzień i pierwsza lekcja w nowej szkole. Miała masę czasu i masę możliwości na poznanie kogokolwiek. Czasu może tak nie zupełnie bo im dłużej zwlekała tym było trudniej przebić się w grupach społecznych utworzonych w jej klasie. Ale za to możliwości jej pozostały. Całe calutkie 31 osób do poznania po odjęciu Charlesa Fido.
Zaciekawiła się imieniem chłopaka. Wymówiła je kilka razy w głowie. Brzmiało na zagranicznie. Ciekawiło ją czy blondyn ma jakieś powiązania z innymi narodowościami i czy jego imię pisze się spolszczoną wersją czy tą zagraniczną. Miała nadzieję, że tą drugą opcją opcją bo jednak literki układajace sie w słow ,,Czarles”, wyglądają jak wynaturzenie.
Kiedyś się go zapyta o to. Może kiedyś.

Rozdział 2
“Sekret”

Nie udało się.
Nie udało, nie udało, nie udało
NIE UDAŁO!
Właśnie te zdaniem krążyło po głowie młodej Ady, gdy kończyła dzisiejsze lekcje i szła szkolnymi korytarzami w celu udania się do swojego domostwa. Jej mina pokazywała totalne zrezygnowania, rozpacz i niechęć do życia. Wyglądała jak typowy nastolatek wracający ze szkoły po nieprzespanych kilku dniach. Do całego efektu brakowało jej jeszcze worów pod oczami
Czuła się tak przez kolejne niepowodzenie w misji zwanej ,,Znajdź kogokolwiek żeby nie zostać przegrywam życia, odrzutkiem klasowym czy totalną odklejką” I pomimo wielu starań i chęci brunetki, ponosiła porażki raz za razem. Gadała już z wieloma osobami :Litwinką, brunetami, blondynkami, z creepy osobami, alternatywkami, zodiakarami, Białorusinem, z pseudo macho chłopem, Rosjanami a nawet z dziuniami próbowała. A dalej z nikim nie nawiązała głębszego relacji czy choćby cienia sympatii. Ostatnie osoby mówiły do niej z kpiną, więc się lekko pożarły ze sobą.
Po tylu zwiadach zdała sobie jedną rzecz.
Jej szkoła naprawdę była światowa, emanowała niezłą mieszanką różnych środowisk, a mimo to nie polubiła się z nikim. Pytanie nasuwało się czy to w niej był problem czy w otoczeniu.
Minął już tydzień, a ona dalej tkwiła w swoich punkcie wyjściowym, zwanym przez nią ,,samotne przerwy w koncie przegrywowym” bo dosłownie siedziała w koncie. W miejscu dosyć cichym jak na standardy głośnych przerw i gdzie nikt się nie zapuszczał.
Zeszła po schodach w dół i mięła salę gimnastyczną. W zwyczajnym dniu nie zwróciłaby na nią szczególnej uwagi, ale teraz z niej zaczęły wydobywać się niezdezynfekowane okrzyki i krzyki mężczyzny, wydającego polecenia.
Dlatego cofnęła się kilka kroków i przykleiła nos do szyby od drzwi, aby móc zobaczyć jak najwięcej. Kto wie jakie tam koło okulistyczne się odprawia, a w razie czego trzeba być gotowym na dzwonienie po pały lub inne służby. A nawet może do egzorcyzmy. Wprowadziłoby to miłą odmianę dla jej rutynowego tygodnia.
Za szkłem Ad dojrzała kilkunastu młodych ludzi, mniej więcej od 15 do 20 lat, ubranych w białe, zwiewne szaty, przewieszone pasem, gdzie każdy miał inny kolor. Wykonywali oni różne ruchy rękoma lub nogami. Dziewczyna stwierdziła, że musiały być to ruchy do jakiejś sztuki walki, ale nie wiedziała jakiej. Totalnie się na tym nie znała.
Nagle wszyscy zaczęli obracać się w 4 różnych kierunkach, wykonując szybką serię kombinacji. Przy każdej zmianie krzyczeli, krótkie słowo w obcym języku, brzmiącym ze wschodu.
Nagle w tym tłumie Ada ujrzała blond czuprynę wyłaniającą się z pierwszego rzędu. Był zaczerwieniony na twarzy, a pot pokrywał jego całe lico. Chłopięcy wyraz twarzy wyrażał pełne skupienie i zmęczenie. Można byłoby wysunąć wniosek, że ćwiczenia były niebywale męczące albo po prostu bardzo długo trenował. Mimo tego wszystkiego, można było zauważyć pewien spokój i radość wymalowany na jego twarzy.
Dziewczyna zdała sobie sprawę, że był to Charles Fido. Ten nieśmiały chłopak z jej klasy.
Zaczęła śledzić jego ruchu, podczas gdy on wykonywał zadania i nie zauważył dziewczyny przyklejonej do szyby zbyt skupionym na wykonywaniu zadania przeznaczonego od trenera. Ad była zafascynowana chłopakiem, któremu wszystko wychodziło gładko i precyzyjnie. Nie spodziewała się takiej siły u, na pierwszy rzut oka, kruchego ciała. Była zaskoczona tą druga stroną Charlesa. Każdego dnia w szkole zachowywał się jakby szedł przez stado wygłodniałych wilków, czekających tylko na to, aby go zniszczyć (i może miał rację bo to w końcu było licem z bandą nabuzowany młodzieży). Przecież jego głos był tak cichy na lekcjach, że nauczyciele nie dawali mu czasem obecności na swoich przedmiotach przez to, że go nie słyszeli. A tutaj mówił z pełna para te swoje dziwne słówki, a pewność siebie oblała aż wylewała się z jego ciała. W jego ruchach nie było żadnego zawahania. Dobrze wiedział co robi.
-Nie wiedziałam, że Charles ma przyjaciół- odezwał się spokojny, męski głos tuż za pleców Ad.
Dziewczyna wystraszyła się nagłym pojawieniem się osoby trzeciej. Była zbyt skupiona na tym co się dzieję za drzwami, że nie spostrzegła nieznajomego dosłownie za sobą. Miała szczęście, że nie okazał się żadnym typem spod ciemnej gwiazdy bo możliwe, że już nikt nie śledziłby jej losów.
Mężczyzna był na pewno starszy od niej, ale wyglądał jakby uczęszczał do ich szkoły. Posiadał potężną budowę, ale nie aż taką, że mięśnie miał większe od głowy. Było po prostu widać, że dużo trenuje. Gdy Ad stała naprzeciwko niego poczuła jak jej marne 174 wzrostu jest niczym w porównaniu do niego. Patrzył na nią lekko z góry spod swoich brązowych kosmyków, które zakrywały lekko ciemną twarz. Resztę włosów miał spięte z tyłu w małego kucyka. Cały ubiór mogłaby porównać do typowego stylu teachwear’u. Ubrany cały na czarny w bucketa, koszulkę z krótkim rękawem, długie luźne spodnie z różnymi paskami i kieszeniami oraz zwykłe trampki. Czekał na odpowiedź brunetki, śledząc jej poczynania swoimi brązowymi oczami.
-Nie powiedziałabym, że jestem jego przyjaciółką- stwierdziła.
-A to nie wiedziałem, że ma dziewczynę. Zawsze myślałem, że jest-
-Oczywiście, że nie!-wcięła mu się w zdanie Ada, lekko poirytowana, że ktoś wysunął takie wnioski- Chodzimy do jednej klasy i tyle
-A rozumiem-powiedział krótko znowu tym swoim spokojnym głosem. Niezrażony niczym
Nastała chwilowa cisza, w której żaden z nich nic nie mówił. Nowo poznany mężczyzna patrzył na nowo poznaną dziewczynę. Obydwoje lustrowali się wzrokiem.
Ad czekała na dalsze rozwinięcie jego wypowiedzi albo chociaż zaprzestania lampienia się na niej. Zaczęła się na niego patrzeć kiedy on zaczął, dlatego trwali w tej dziwnej bitwie. Ciemna brunetka miała nadzieje, że zrobi mu się głupio i spanikuje, jak każda normalna osoba, że poczuję ten zew krępującej ciszy. Niestety w tej bitwie to ona poczuła to co jej “wróg” miał doświadczyć. Dlatego chciała jak najszybciej się ewakuować.
-Dobra to ja już idę. Cześć-rzuciła szybko i już miała wyminąć jegomość kiedy to on wypowiedział:
-A przepraszam zamyśliłem się. Często mi się to zdarza
– Przyzwyczaisz się -dodał po chwili, gdy ta nic nie odpowiedziała, zamrożona w pół kroku.
Nadal nie odwrócił od niej wzroku, który wyczuwała na swoich plecach. Odwróciła się z powrotem do niego i założyła ręce na piersi. Zmarszczyła brwii.
Nie rozumiała co chłopak miał na myśli poprzez ,,przyzwyczaisz się”. Jakiś stalker czy coś?
-Spoko rozumiem. Każdemu może się to przytrafić- odparła, przewracając oczami.
-Eryk Malanek jestem- przedstawił się- Naprawdę nic nie miałem złego na myśli
Ad nie potrafiła go rozszyfrować. Nie ważne co mówił brzmiał albo jakby był na haju albo brał jakieś mocne leki nasenne. Jego twarz nie zdradzała żadnych większych emocji. Po prostu patrzył się na nią kamienną twarzą bez ani jednego uśmiechu. Tylko oczy wyrażały jawne zainteresowanie.
Mimo tego postanowiła dać mu szansę.
Jak to mawiała “trzeba mieć jakikolwiek sojusznika w tym wielkim świecie”. A skoro nie udało się z jej klasa to chętnie spróbuję trochę dalej. Okazja nadarzyła się sama, że aż żal byłoby nie skorzystać, a nawet z jej strony byłoby to niewdzięczny w stosunku do losu, który postanowił się zlitować nad nią. Skoro ktoś pokwapił się o tego, by ją poznać to nie mogła wybrzydzać po tylu porażkach. Trzymała się nadziei, że niejaki Eryk okaże się chociaż dobrym znajomym.
-Mów do mnie Ada. Na nazwisko mam Wojnar – uśmiechnęła się lekko i wystawiłam rękę do przybicia żółwika.
Ostatnio podała rękę i nie wypaliło z nawiązaniem relacji. Może jak okaże się oryginalniejsza to doceni ją ktoś w końcu za ten gest. Dziunie ostatnio tylko spojrzały na nią z odrazą.
Niech spadają.
Eryk przybił jej żółwika i również się uśmiechnął, ale jego wyraz twarzy był bardziej czuły od tego, który przyległ do twarzy dziewczyny. Uśmiechał się tak jak starsze rodzeństwo czy rodzice, gdy patrzą na swoje młodsze rodzeństwo czy dzieci.
Na ten wyraz twarzy, kąciki ust brunetki poszerzyły się jeszcze bardziej.
-Powierz, skąd znasz Charlesa? – zagadnęła zaciekawiona.
-Można powiedzieć, że to mój kumpel, ale nie z klasy. Zagadałem do niego kiedy wychodził z treningu karate i jakość tak wyszło, z się trzymamy
-ZDRADŹ MI SWÓJ SEKRET! – rozkazała mocnym, twardym głosem Ad, łapiąc chłopaka za jego koszulkę i przybliżając się do niego. Zatarła wysoko głowę do góry, by móc chłopakowi spojrzeć w oczy.
-Eee jaki sekret? – zapytał zdezorientowany.
-No ten, który pozwolił Ci na utrzymanie relacji z tym nieśmiałym bytem ludzkim! – wyjaśniła zniecierpliwiona.
-Sekret? – przechylili głowę na bok – Toż to nie sekret
-Jak zwał tak zwał – rzuciła.
-No ten to wyjaśnię Ci całą historię jak to się wydarzyło – odparł, a nuta w głosie Eryka nadal pobrzmiewała w szoku.
-Super, potrzebuje tej wiadomości, by wiedzieć jak ci się to udało- oderwała się od ,,wieżowca” i stanęła już naprzeciwko niego w niemałym uśmiechu zadowolenia.
-Urodziłem się dnia…
-Holalla – weszła mu w słowo Ada – Nie chce twojej historii życia znać tylko jak poznałeś Charlesa
-Myślałam, że cała moja historia przyda Ci się by rozwikłać zagadkę, jak by to byś ujęła – objaśnił bardzo spokojnie.
-Nie mam czasu na Twoje 16 lat życia
-17 – poprawił ją brunet
-Jesteś starszy? – zdziwiła się bardzo
-A nie widać? – podniósł jedną brew do góry.
-Wiesz w tych czasach to nawet dwunastolatki wyglądają starzej ode mnie – rzuciła z przekąsem.
-No to racja. Dziwne czasy nastały
-Dobra, a teraz mów to co miałeś – ponagliła chłopaka.
-Był to piękny poranek dnia…
-Bez zbędnych epitetów poproszę – znowu mu się wcięła w zdanie.
Ręce włożyła do przedniej kieszeni swoich spodni, a młody chłopak nadal stał niewzruszony, mimo kilkukrotnie przerywanej historii.
-Zobaczyłem go podobnego dnia co dzisiaj kiedy przyglądałem się im podczas treningu. Nie znałem tej sztuki walki, więc postanowiłem się tego dowiedzieć. Złapałem pierwszego lepszego chłopaka, który okazał się Charlesem. Zapytałem go o ten sport. Wyraźnie się ożywił, bo wcześniej to o mało nie wyzionął ducha, gdy mnie zobaczył. W sumie dużo tak ma
Chłopak na chwilę zamilkł. Zaczął wpatrywał się w jeden punkt przed sobą nieobecnym wzrokiem trwało to niewiele, ponieważ zniecierpliwiona dziewczyna machała mu przed twarzą, aby ten w końcu się obudził. Poskutkowało. Natychmiast powrócił do ,,realnego świata ” i spojrzał na niższą dziewczynę, która z założonymi rękami czekała niecierpliwie na niego. Wpatrywał się w nią po czym nagle już totalnie oprzytomniał, co można było zauważyć po jego nagłej zmianie wyrazu twarzy, która mówiła ,,Dzień jak codzień”.
-No to przyszedłem na trening i na mojego pecha mieli sparingi, czyli takie walki. Zamyśliłem się na samym początku i dostałem kopniaka w twarz. Poleciała mi krew. A tego kopniaka to dostałem od Charlesa. Nawet nie wiesz jak przepraszał. Wróciłem do szatni, zamyśliłem się znowu i pech chciał, że zagapiłem się na jakiegoś samce alfa. Popłynęło słynne ,,Masz problem?!” i znowu krew mi poleciała
-Co za sebix jeden! – oburzyła się Ad na usłyszane zachowanie jednego faceta- Mam nadzieję, że wylali go stamtąd. Nie mogę uwierzyć, że cię uderzył
-Nie no co ty. Nic mi nie zrobił. Sama sobie poleciała. Wiesz miałem wtedy nos osłabiony
-I tak jakoś niebezpieczny ten koleszka- prychnęła.- Nie chce mi się nawet z takimi rozmawiać
-To spoko ziomek. Teraz dobrą mamy relacje. Wtedy akurat miał zły dzień, a tak sobie radzi z nerwami – wybronił kolegę Eryk.
-Z problemami z agresją powinno się udać do specjalisty
-Właśnie zaczął chodzić i jest coraz lepiej
-Dobra zaufam Ci- wykonała ponaglający gest – Kontynuuj
-Później mnie przepraszał-zaczął – Było mu serio głupio. Gadaliśmy i tak znamy się już rok. Wtedy był już w 8 klasie, a ja w pierwszej liceum
-Czyli z twojej historii wynika, że muszę zapytać go o to o czym nie boi się mówić, taak? – zapytała przeciągając ostatnie słowo.
-W sumie to tak – przyznał jej rację.
-E to wspaniałe! Wielkie dzięki! – ucieszyła się, a szeroki uśmiech wpłynął na jej twarz.
-Nie ma sprawy – odparł spokojnie.
-Dobra to ja lecę bo zaraz spóźnię się na mój pociąg!-zakomunikowała, patrząc na godzinę na swoim telefonie. Zdała sobie wtedy sprawę,że za bardzo zagadała się z ciemnym brunetem i jak się nie pospieszy to może pożegnać się ze swoim środkiem transportu.
Wyminęła chłopaka i pobiegła w stronę wyjścia ze szkoły. Na pożegnanie zdążyła jeszcze do niego się odwrócić i pomachać mu, zanim zniknęła za szklanymi drzwiami.
Eryk nic nie powiedział, tylko uśmiechnął się nieznacznie i odmachał jej na pożegnanie

***

Następnego dnia w szkole Ad, uzbierawszy wystarczający informacji, postanowiła ponownie podbić do nieśmiałego chłopaka, siedzącego właśnie w ostatniej ławce od sali polonistycznej. Oczywiście sam, co dziś szczególnie odpowiadało dziewczynie. Nie chciała by ktokolwiek jej przeszkadzał, a czasami ktoś próbował zagadać do blondyna, męcząc go niemiłosiernie. Wygląda wtedy jakby miał paść na zawał.
Podeszła do niego, usiadła obok i położyła swój plecak pod ścianą. Obróciła się w idealnym tempie, nie za szybkim, ani wolnym, tak by nie zdradzić swojej ekscytacji. Nie przewidywała żadnej przegranej. Ona już wiedziała,że wygrała to starcie z pechem, nękającym ją od początku szkoły.
-Widziałam cię wczoraj w sali gimnastycznej-zaczęła bez żadnego powitania.
Starała się nie zabrzmieć tak jakby to było przesłuchanie, choć zaczynanie od takiego zdania nie kończy się inaczej niż odczuciem u drugiej osoby, że zrobiła coś złego. Dlatego też, Charles wzdrygnął się na te słowa i zaczął odtwarzać swoje pobyty w sali. Doszukiwał się tego co mógł zrobić źle.
-I zastanawiałam się co to za sport, który uprawiasz właśnie wczoraj w tej sali- doprecyzowała Ad, uśmiechając się sympatycznie.
Wtedy niebieskooka zauważyła widoczną zmianę u chłopaka.
Odwrócił się do niej i spojrzał na dziewczynę. Nie patrzył się jej jeszcze prosto w oczy, ale mimo tego Ad mogła blizej przyjrzec się jego twarzy. Jego niesforne kosmyki zakrywały niemal całego czoło i niejeden zasłaniał mu widoczność. Intensywny zielony kolor w jego tęczówkach nadal robił takie same zdumiewające wrażenie jak za pierwszym razem. Jego oczy wyrażała stres przed zaistniałą sytuacją i jednocześnie ekstytacje.
Sam on był ubrany w bardzo duży brunatny sweter w poziome ciemne paski, gdzie spod spodu wychodziła biała koszulka. Jako spodnie miał jasnoniebieskie szerokie jeansy. A na szyi mały srebrny wisiorek przedstawiający księżyc z niebieskim, mieniącym się kamieniem.
-To było karate- odpowiedział nieśmiało, a na jego twarz wpłynął taki sam uśmiech.
-Opowiesz mi coś o nim?- spytała delikatnie, podnosząc kąciki ust do góry- Wydaje się naprawdę ciekawe
-Pewnie- zgodził się z rezerwą- O ile nie zanudzi cię moje gadanie
-Gdybym podejrzewała, że mogłoby mnie zanudzić to nawet bym nie podchodziła
Charles tylko uśmiechnął się na to stwierdzenie i zaczął opowiadać. Wypowiadając każde słowo uważnie przyglądał się swoimi rozmówczyni, szukając znudzenia na jej twarzy czy niemej prośby żeby przestał. Nie znalazł nic takiego i był rad z tego powodu.
Odpowiadał na pytania i tłumaczył jej zasady jego sztuki walki aż do końca przerwy. Kiedy zadzwonił dzwonek Ad powiedziała mu, że z pewnością muszą skończyć tą rozmowę na drugiej przerwie. Poprosiła też go o numer telefonu. Podał jej swój, a ona uczyniła to samo.
Obydwoje teraz siedzieli na ławkach z wyraźnym zadowoleniem.

Rozdział 3
“Poprawka”

Minęło kilka spokojnych dni, w których Ad i Charles powoli oswajali się ze swoją obecnością. Choć to głównie chłopak musiał przyzwyczajać się do dziewczyny i nie stresować się przy niej. Czekoladowo-włosa miała dużo cierpliwości i zrozumienia dla swojego nowego kolegi. Czekała bez nerwów aż wydusi to co chce i wiedziała kiedy najbardziej czuł niepokój, a było to zazwyczaj wśród tłumów podczas przerw. Wtedy najczęściej ulatniali się na dwór, żeby bez nerwów móc porozmawiać lub po prostu nacieszyć się swoją obecnością. To też zauważyła Ad, że Charles pomimo całego stresu przebywania z nią, bardzo lubił z nią siedzieć. Dziewczyna wiedziała, że to kwestia czasu zanim blondyn bez przeszkód będzie w pełni czuł się z nią komfortowo.
Przeczuwała, że to co się działo z jej nowym znajomym nie brało się znikąd. Takie zachowania były oparte na różnych wcześniejszych wydarzeniach czy traum. Postanowiła, że pomoże uporać się z tym blondynowi bo nikt nie jest nigdy zadowolony z fobii społecznej.
Sam chłopak nigdy nie mówił, niepytany. Gdy dziewczyna zadawała pytania mu to mówił wyraźnie zadowolony, że ktoś spytał go o zdanie. Jednocześnie bacznie obserwował reakcje drugiej osoby, próbując wyczuć moment kiedy będzie miała go dosyć i przestanie być tak miło. Oczywiście Ad pokazywała zainteresowanie i słuchała go uważnie przez co zyskiwała zaufanie u zielonookiego i spokój jego duszy.
Fido starał się nie zepsuć tej relacji, chciał by ona przetrwała i Ad nie zmęczyła się jego osobą. Dobrze wiedział, że nie był dobrym rozmówcą, ale lęk przed mówieniem był naprawdę mocno zakorzeniony w jego naturze. Dlatego cieszył się i był pod wrażeniem starań dziewczyny. Był jej naprawdę wdzięczny, że zagadała właśnie do niego po raz drugi, gdy to za pierwszym razem nie pokazał klasy i już myślał, że to koniec wszystkiego. Długo się za to obwiniał za spaprane sprawy i zniszczenie humoru dziewczyny. Na szczęście Ad okazała się być bumerangiem i do niego wróciła wraz z nową energią.
Jeśli chodzi o Eryka to Charles czuł się komfortowo przy nim. Był to jego ,,comfort friends”, choć czasami i przy brunecie czuł stres, ale był o wiele mniejszy niż przy randomowej osoby. W sumie przy wszystkich czuł stres, na co załamywał się nad samym sobą.
Dlatego wszyscy trzej dosyć często razem spędzali przerwy, a nawet raz wyszli na dłuższy pobyt, kiedy to nagle odwołali im ostatnie lekcje. Wtedy było naprawdę miło co tu mówić więcej.
Podczas tych spotkań w trójkę Ad poznała bliżej Eryk i faktycznie przyzwyczaiła się do jego zaciniek. Wiedziała nawet kiedy one następują i skutecznie wybudzała chłopaka, szturchając go w ramię.
Sielanka, można tak to nazwać te kilka dni, oczywiście nie trwało długo, a to wszystko za sprawą jednego incydentu. Może nie groźnego, ale bardzo dziwnego.
,,Dobrze, że to się wydarzyło. Przynajmniej życie mi wyszło z rutyny”
Stwierdziła Ada po wszystkim z nostalgicznym uśmiechem.

***

,,Zanim do kogoś zagadasz, ogarnij czy w ogóle czy to twoj znajomy”
Te oto zdanie stało się nowym mottem życiowym i nauczką dla Ad.
A wszystko zaczęło się od feralnego poranka przed lekcjami, tuż obok szkoły.
Szła sobie najspokojniej w świecie, dróżką prowadzącą do jej budynku
Ubrana była w długi brązowy płaszcz z podwiniętymi rękawami, brunatny prosty golf oraz beżową spódnicę aż po kolana. Na stopach miała również beżowe, niskie obuwie, przypominające baletki. Miała ze sobą czarny plecach.
W pewnym momencie zauważyła w oddali, wysoką postać z długimi ciemnymi włosami, przyodzianą w długi ogromny czarny płaszcz. Z postury wydawał się bardziej męski niż kobiecy, a znajomy mały kucyk przypominał jej o wysokim brunecie.
Dlatego ucieszyła się na ten widok i przyspieszyła kroku by jak najszybciej dogonić chłopaka. Kiedy już była wystarczająco blisko, klepnęła go w ramię z niemała mocą i wyminęła Eryka, po czym stanęła obok niego w niemałym zadziornym uśmiechu.
-Hej!-przywitała się.
Ale to nie był Eryk tylko turbo podobna do niego osoba.
Nie był to żaden chłopak tylko młoda dziewczyna, przypominające złudnie jej znajomego. Miała rysy podobne do tych erykowskich z tą różnicą, że były bardziej łagodniejsze, ale tak to były identyczną kopią Eryka. Ta sama niesforna fryzura, zawiązana w ten sam sposób co u bruneta, zadziorny nos czy ciemne brązowe oczy, które teraz wściekle mierzyły Ad. Nawet ten sam wzrost miała co u Maleaka. Ubrana była w podobny styl co do bruneta z tą różnica, że u niej był to bardziej moda alternative, a u chłopaka teachwear. A jeśli chodzi o kolorystyka to pozostawała taka sama. Miała na sobie czarną bluzkę z krótkim rękawem i jakimś białym niezidentyfikowanym białym wzorem wzorem, krótką spódniczkę w szaro-białe paski, czarne zakolanówki oraz jak można się było spodziewać czarne, krótkie botki. Na rękach miała bezpalcówki w biało-czarne paski, a na ramieniu czarną dużą torebkę.
-Co to kurwa było?!-warknęła, mierząc ją wzrokiem grozy.
Na twarzy Ad dosłownie malowało się na twarzy dosadnie ,,słucham?!”, którego nie wypowiedziała. Tylko się pomyliła, rzecz najbardziej ludzka. Nie trzeba od razu chcieć ją zabić. Dlatego zdenerwowała się zachowaniem brunetki. Fakt, mogła przesadzić z tym mocnym klapnięciem jej w ramię, ale gdyby wiedziała, że okaże się to wredna istota to nie zawahałaby się zrobic tego mocniej. Teraz żałowała, że nie pokazała więcej siły.
-Przepraszam, pomyliłam cię z kimś innym!-powiedziała to nadwyraz zbyt przesłodzonym głosikiem i uśmiechnęła się fałszywie.
Specjalnie tak to uczyniła bo wiedziała, że to rozwścieczy bardziej nieznajomą dziewczynę, z której czytało się jak z otwartej księgi.
-Pewnie znowu z tym debilem Erykiem!-huknęła- Szmata pewnie znowu wygląda jak ja
Popchnęła Ad na bok, po czym odeszła zdenerwowanym krokiem, nie mówiąc już nic więcej. Czekoladowo włosa zachwiała się delikatnie, ale nie przejęła się tym w ogóle.
Może i ta ciemna brunetka skończyła, ale Ada jeszcze nie zupełnie. Przecież poziom irytacji nieznajomej mógł podnieść się jeszcze wyżej.
-To do zobaczenia Eryku!-krzyknęła w stronę odchodzącej dziewczyny, a jej kąciki ust poszybowały w akcie zwycięstwa, ponieważ nagle brunetka się zatrzymała i w mechaniczny sposób obróciła się w jej stronę z takim wzrokiem, że bachorki dawno by zaniosły by się płaczem. Z prędkością światła pojawiła dosłownie tuż obok niej, kilka centymetrów przed jej twarzą. Musiała znacznie pochylić głowę, by być na podobnym poziomie co Ada. Nawet wzrost miała podobny do bruneta. Może była tylko odrobinę niższa od niego.
Wpatrywała się w jej oczy, rzucając nieme wyzwanie, które druga dziewczyna przyjęła i nie odwróciła wzroku w drugą stronę, tylko stanowczo patrzyła się w brązowe tęczówki swojej przeciwniczki.
-Nie jestem Eryk-zaakcentowała słowa twardym, mocnym głosem. A każdy wyraz to był jeden cios palcem wskazującym w klatkę piersiową niebieskookiej- Eryka, nie Eryk. Zrozumiane?-warknęła.
-Oj przepraszam znowu się pomyliłam- zachichotała w bardzo irytujący sposób i uśmiechnęła się niewinnie, choć tej niewinności nie było ani grama -Eryka, zapamiętam. Takiej osoby jak ty nie trudno będzie spamiętać
-A spróbuj tylko się pomylić po raz trzeci- ostrzegła i ponownie wbiła palec w jej pierś.
-Spokojna głowa-strzepnęła kończynę ze swojego ciała- Wszak Eryk jest o wiele lepszy
Uśmiech, uśmiech tego złego przyozdobił twarz Ad, choć ona nie uważała się za takiego.
Eryka w tym czasie, normalnie aż się zapowietrzyła. Szykowała się do okrzyczenia brunetki lub użycia wielce potężnego pocisku na dziewczynę, kiedy to nagle wypuściła powietrze z ust, zarzuciła swoim płaszczem i odwróciła się plecami do Ady. Odchodziła od niej nerwowym krokiem z schowanymi mocno rękami w kieszeniach.
-Nie będę o nim rozmawiać z kimś obcym- powiedziała Eryka cicho do siebie.
Niebieskooka stała zamurowana i patrzyła jak dziewczyna idzie w tylko znanym sobie kierunku, ponieważ nie szła prosto do ich szkoły tylko przeszła przez pasy i wędrowała dalej, oddalając się coraz bardziej od ciemnje bruentki.
Nie spodziewała się takiego obrotu spraw u takiej nieokrzesanej persony.

***

-Kto to jest Eryka!-zapytała pretensjonalnym tonem Ad, uderzając w ławkę swoimi dłońmi.
Przed nią siedział jak zawsze spokojny Eryk, a tuż obok niego Charles jedzący jabłko. Ten drugi nic sobie nie robił z nagłego wybuchu agresji u dziewczyny. Inne sprawy miały się u blondynka, która na huk wzdrygnął się i przestraszył. Prawie upuścił swoje jedzenie, gdyby nie jego szybki refleks.
Aktualnie odbywała się u nich długa przerwa tego samego dnia co spotkanie z agresywną dziewczyną. Wszyscy tróje przebywali na podwórku tuż obok boiska szkolnego, siedząc na drewnianej ławce z stolikiem. Pod sobą mieli kolorowe kamienie, które tworzyły krąg rozpościerający się aż za ławkę. Niedaleko stało wysokie drzewo liściaste.
Pogoda była idealna na takie jesiennie posiedzenia, a trzeba było z niej jak najwięcej skorzystać bo mogła szybko ulec pogorszeniu przez zbliżający się pażdziernik, który niósł za sobą chłodniejsze temperatury. Promyki słońca oblewały ich twarze przez co mogli zrezygnować z zewnętrznego odkrycia i cieszyć ciepłem słońca.
Charles dziś postanowił ubrać zielonkawą koszulę z białym wystającym kołnierzykiem i beżowe spodnie wraz z grubym czarnym paskiem, zwisającym mu luźno na kilka centymetrów. Zaś drugi chłopak miał zwykłą białą koszulkę, włożonych do czarnych przewiewnych spodni.
Zanim brunet cokolwiek odpowiedział swojej towarzyszce to postanowił zjeść marchewkę w bardzo fascynujący sposób. Nie, nie mógł ją ugryźć i przełknąć jak każdy normalny człowiek. On musiał się wyróżnić nawet w takiej czynności, ponieważ jadł warzywo jak typowy królik. Marchewka szybko znikała w jego ustach z charakterystycznym chrobotaniem.
Ad patrzyła na całe to wydarzenie w milczeniu z otwartą buzią i zdziwieniem namalowanym na twarzy, a nawet z czymś jeszcze czego nie dało się po prostu opisać. Charles tak jak brunetka patrzył na to wszystko, przerwawszy wszystko co dotychczas robił, zastygł w bezruchu trzymając w jednej ręce nadgryzione jabłko.
-Moja siostra bliźniaczka- odpowiedział stoickim tonem, po zjedzeniu tego co miał.
-I nie mogłeś najpierw mi odpowiedzieć, a potem przeżuć?-spytała z taką sama konsternacją na twarzy co chwilę wcześniej.
-Nie, bo nie lubię mówić kiedy jem
-Nie powiedziałeś żadnej dłuższej wypowiedzi, więc dobrze równiez mogłeś najpierw mi powiedzieć te dwu sekundowe zdanie, a potem zjeść
-Kto przychodzi do kogo, co?-mruknął i tym samym zgasił ciemną brunetkę.
-Dobra nieważne- machnęła ręką i usiadła na przeciwko nich- Lepiej mi wyjaśni jak takie coś, ktoś . Czekaj jak ona miała?-zamyśliła się na sekundę, a następnie wystawiła palec wskazujący w ich kierunku w geście olśnienia- A Eryka. Tak miała na imię ta zołza!
-Ona nie jest zołzą- zmarszczył brwii w geście niezadowolenia starszy.
-Kiedyś jak pomyliłem ciebie z nią to tak mnie okrzyczała, że moja samoocena poszybowała w dół o kilka dobrych stopni- dołączył się do rozmowy cichym głosem Charles.
Nie patrzył się na pozostałą dwójkę, tylko utkwił wzrok w owocu, trzymającego w dłoniach. Widać było, że pomimo minionego czasu chłopak nadal to przeżywał.
-O patrz mnie też!-oznajmiła Ada z sztuczną ekscytacją- Myślę, że możemy założyć koło pokrzywdzonych przez Erykę- zaśmiała się sarkastycznie- Choć trochę też zalazłam za skórę- przyznała z dumą.
-Bo Eryka bardzo nie lubi jak nas się myli- wyjaśnił brązowooki- To naprawdę super osoba. Uwierzcie!-próbował ich zapewnić chłopak, a w jego głosie można było usłyszeć pewność siebie, która ustąpiła miejscu melancholii kiedy rozpoczął druga wypowiedź- Fakt, faktem często mnie wyzywa od najgorszych, wykorzystuje, czasem okrada, oczernia, bierze ubrania i biję mnie, gdy tylko spostrzeże, że skopiowałem jej fryzurę,ale nie jakoś mocno…Mimo tego jest dobrą osobą!-pod koniec zabrzmiał tak samo, jak na początku.
-Drodzy państwo mamy tu niezwykły przypadek masochizmu połączony z toksyczną relacją- skomentowała Ad z założonymi rękami na piersi.
Kiwnęła kilka razy głową, a Charles jej zawtórował.
-Do kogo ty to mówisz?-zasępił się najstarszy- Jesteśmy tylko tutaj my
-Takie powiedzonko- wyjaśniła.
-Pierwsze słyszę, żeby ktoś tak mówił oprócz prowadzących
-U mnie często tak gadali w ramach humoru -rozłożyła ręce.
-U mnie też w sumie- dodał blondyn.
-W jakich w środowiskach się wychowaliście- westchnął.
-Wiesz, aż mi się przypomniała historia tego kolesia co chciał cię pobic za to, że się patrzył na ciebie- rozpoczęła temat z zamyśloną miną- I dochodzę do wniosku, że powinnam trzymać się od niego z daleka
-A to niby dlaczego?- podniósł jedną brew Eryk.
-Bo to same słowo użyłeś w stosunku do niego i twojej siostry, a twoje siostra okazała się wiedźmą, więc boję się pomyśleć kim ten facet się okaże- zaśmiała się lekko.
-Nie gadam z wami więcej- fuknął urażony.
Położył swoje ręce na stół i ułożył na nich swoją głowę.
-Ale przecież ja nic nie mówię!- próbował się wybronić Fido.
-I tak cię uznaje za współwinnego- wymamrotał.
-Fajnie- powiedział z ironią drugi rozmówca.
-No właśnie niefajnie
-Ja wiem, że masz problemy z odróżnieniem sarkazmu dlatego ci to powiem- zrobił pauzę niebieskooki- To był sarkazm
-A dobra- uspokoił się najstarszy- W zamian, że mi to powiedziałeś to wybaczam ci wszystko, ty mój przyjacielu -poczochrał dużo niższego chłopaka po głowie, a ten tylko się krótko zaśmiał. Sam nie wiedział z czego. Gdy starszy się odsunął blondyn zaczął układać swoje włosy na stan przed dewastacją.
-Dobra, ale do rzeczy chłopaki!- klasnęła raz w dłonie Ad- Ja chce wiedzieć dlaczego taka jest, by wiedzieć czy mam się powstrzymywać przed poskładaniem jej następnym razem
Eryk momentalnie posępiał. Stal się bardziej poważny niż zazwyczaj, a jego dobry humor zniknął szybko. Utworzył koszyczek z dłoni i postawił je na ławce. Ada wyczuwając napięcie, uczyniła to samo co chłopak znad naprzeciwka. Brunet patrzył się prosto na swoją rozmówczynię, a ona tak samo. Charles w tym samym czasie zachowywał się tak jakby wiedział co zaraz powie jego przyjaciel, dlatego obserwował mimikę twarzy ciemnej brunetki, by dowiedzieć się jak zareaguje na nową usłyszaną informację
-Eryka kiedyś była naprawdę inna- zaczął, a jego głos brzmiał bardzo melancholijnie- Byliśmy ze sobą zżyci i zawsze mieliśmy te same fryzury. Gdy jeden chciał mieć krótkie to drugi obcinał się również na krótko. Robiliśmy wiele rzeczy razem i gadaliśmy o wszystkim. Zmieniło się to wtedy kiedy chcieliśmy obrać inne ścieżki w życiu, Zgodnie uznaliśmy, że nie ma sensu, aby jedna strona męczyła się na tym kierunku co nie chce. Poszła do technikum architektonicznego, a ja no tutaj. Później wpadła w jakieś złe towarzystwo i zaczęła się staczać. Coś tam nagadali jej ci znajomi przez co mnie nienawidzi i robi wszystko by się nie przyznawać do mnie. Od tego czasu stała się bardziej agresywna i jak sie denerwuje to robi się nieciekawie…
Charles zauważył, że chłopak pominął szczegół o swoich rodzicach, którzy mieli ogromny wpływ na rozwój wydarzeń. Choć obydwoje byli bierni w tych poczynaniach. Sam dowiedział się o całej sytuacji u przyjaciela stosunkowo niedawno w porównaniu do czasu od, którego się znali. Maleanek był typem osoby zamkniętej w sobie i mówił kiedy wymagała tego sytuacji. Wyjawiając ten fakt dziewczynie sądził, że pomoże jej zrozumieć Eryki i powstrzymać ją przed zmasakrowaniem swojej siostry albo Ad. Obie były groźne, więc nie wiadomo jak by się skończyło takie starcie.
-Rozumiem w pełni sytuację- przemówiła Ad czułą, spokojną intonacją- Jest mi przykro, że tak się dzieje, ale co już próbowałeś, aby zmienić ją?
Eryk westchnął i podparł głową dłonią.
-Próbowałem z nią pogadać. Gadałem z jej znajomymi, żeby dali jej spokój, ale to tylko jeszcze bardziej pogorszyło wszystko…
-A może trzeba znaleźć jakieś haki na tych jej znajomych?-zaproponowała ciemna brunetka-Taki szantaż, wiesz
-Nie wiem czy przypadkiem jej to by nie zaszkodziło…Nie mam wystarczająco dużo dowodów na to, że łamią prawo, jeśli łamią. A gdybym znalazł coś osobistego na nich i kazałbym im zmienić szkołę lub odczepić się do Eryki to wiadomo byłoby, że jest to moja wina. Nie wybaczyłaby mi tego i byłoby gorzej
-Ale może po czasie zrozumiałaby swój błąd. Zbiegiem czasu w końcu obudziłaby się i miałaby takie “Co ja robiłam ze swoim życiem?”-oznajmiła Ad.
-To tylko domysły-stwierdził.
-Ale jak narazie jedyny pomysł, który ma szansę się udać-nie ustępowała dziewczyna.
-Przemyślę to
Ostatecznie i tak tego nie przemyślał. I tak nie miał siły na ponowne użeranie się z jej znajomymi.
Dźwięk dzwonka oznajmił wszystkim uczniów, że czas przerwy się skończył i trzeba się udać na męczarnie- to znaczy lekcje. Wszechobecni ludzi zaczęli z ociąganiem zbierać się na zajęcia. Co niektórzy nawet biegli zestresowani. Mogło to tylko znaczyć, że mają lekcje u nauczycielka, u którego nikt nie ma łatwo. Nawet najwięksi podlizywacze.
-Jakby co to masz moje wsparcie-powiedziała brunetka i uśmiechnęła się do niego delikatnie.
Wraz z innymi zaczęła wstawać z ławki i powoli iść w kierunku budynku.
-Dziękuję ci- uniósł kąciki ust w smutny uśmiech.
-Moje też!-podniósł głos Charles, jakby chciał wszystkim zakomunikować, że on tutaj też jest.
-Wiem, młody-ponownie poczochrał chłopaka po głowie.
-Ja wiem, że jestem niski, ale nie trzeba mi na każdym kroku to przypominać!-fuknął z udawaną złością zielonooki, co można było zauważyć po jego uśmiechu.
-Co ty gadasz?-zdziwił się najwyższy- Ja po prostu lubię twoje włosy
Ponownie zatopił swoje dłonie w jego kosmykach delikatnie się nimi bawiąc.
-Poprawka. Ty lubisz mi niszczyć fryzurę
Uciekł od dotyku chłopaka i zaczął znowu doprowadzać się do porządku z małym grymasem na twarzy.
-Jak to dziwnie zabrzmiało z twojej strony, Eryk-zaśmiała się Ad.
-Bez kitu!-zauważył Charles.
-Jak zawsze nie wiem o co wam chodzi-rzekł zdezorientowany.
̷͇͇ ̷̶̷͇͇͇͇b̷̶̷͇͇͇͇ę̷̶̷͇͇͇͇d̷̶̷͇͇͇͇z̷̶̷͇͇͇͇i̷̶̷͇͇͇͇e̷̶̷͇͇͇͇ ̷̶̷͇͇͇͇d̷̶̷͇͇͇͇o̷̶̷͇͇͇͇b̷̶̷͇͇͇͇r̷̶̷͇͇͇͇z̷̶̷͇͇͇͇e̷̶̷͇͇͇͇

Rozdział 4
“Umrę ze wstydu”

Charles siedział na jednej z ławek w środku budynku, naprzeciwko klasy, tuż obok wielkiej liściastej rośliny, która robiła wówczas za jego przyjaciela. Za sobą miał tylko okno, a w ręce włączony telefon, którym się w ogóle nie interesował. Jego uwagą przykuwał ktoś bardziej ciekawy i o wiele bardziej ładniejszy niż zwykły komunikator. Wpatrywał się on ukradkiem, na pewną dziewczynę.
Wspomniana dziewczyna miała rozpuszczone włosy w kolorze ciemnego blondu, które długością sięgały aż za piersi. Jej czoło zostało przykryte równo przyciętą grzywką. Karnacja owej osoby, była bardziej opalona i przyozdobiona kilkunastoma piegami. Kobiece oczy w kolorze zielonego brązu patrzyły roześmiane na swoją koleżankę z klasy. Tak samo jej różowe małe usta, wyrażały czysty śmiech i radość. Zaś małego rozmiaru nos był zatarty ku górze. Na sobie miała strój inspirowany polskim folklorem: czerwony golf, czarną długą spódnicę, która posiadała wokół jeden pasek z kwiecistym wzorem, czarne grube korale, ciemne rajstopy i czarne botki na wysokim obcasie.
Chłopak nie był zakochany po prostu pragną ją bliżej poznać. Zainteresowała go bardzo i chciał jej zadać mnóstwo pytań, które bał się wypowiedzieć. Wiedział do jakiej klasy chodzi i kiedy ma lekcje, więc często przychodził pod jej klasę i obserwował ją. Ale naprawdę nie był stalkerem. Tak przynajmniej uważał bo dla osoby postronnej tak to wyglądało. On po prostu wyczekiwał dnia kiedy będzie gotowy zapytać się jej o imię. Pomimo wiedzy, w której jest klasie i jaką ma wychowawczynię, i paru innych jeszcze rzeczy to nie wiedział nawet jak ma na imię. Nie chciał się dowiedzieć tego od kogoś tylko od samej nieznajomej. Gdyby spytał się po prostu Eryka o imię to czułby zawód i złość na samego siebie. Pragnął się zmienić i stać się bardziej otwarty, ale przez paraliżujący strach nie potrafił tak prostych rzeczy jak rozmowa z nieznajomymi. Do dziś pamięta smak wstydu, gdy obcy pan zapytał go o drogę, a on nie potrafił wykrztusić nic sensownego. Obcy facet odszedł z pewnym zażenowaniem, a on został z nieprzyjemnym wspomnieniem.
-Ulala ktoś tu na kogoś chyba leci- wymruczał damski głos.
Blondyna przeszył zew strachu przez wyrwanie go z natłoku myśli. Odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że to tylko Ad, która usiadła obok niego.
-Mówiłem ci nie strasz mnie- poprosił stanowczo.
-Nawet nie próbowałam- wyjaśniła, wzruszając ramionami- Gdybym chciała to byś już wyzionął ducha
Charles tylko westchnął, nie chcąc się kłócić bo dobrze wiedział, że dziewczyna ma rację.
– Może faktycznie to moja wina- przemknęło mu przez myśl.
-No to może powiesz mi co to za paniusia, na którą się tak lampisz- poruszyła brwiami sugestywnie
Chłopak spalił buraka.
-To nie tak jak myślisz- wydukał i odwrócił wzrok w stronę jego przyjaciela kwiatka
-Typowa reakcja u osoby zabujajanej-uśmiechnęła się rozmarzona.
-Przecież ci mówię, że to nie tak- żachnął się.
-To jak?-podniosła jedną brew.
-Chce ją tylko poznać…-odparł zrezygnowany i oparł się o parapet za sobą, który zakuł go w plecy. Wtedy to powrócił do poprzedniej pozycji.
-No to to zrób- poleciła.
-Wow-odpowiedział ironicznie- To naprawdę fascynujące i takie proste. Jak na to nie mogłem nie wpaść
-A zapomniałam, przecież to ty -powiedziała prześmiewczo.
-Dziękuję- przewrócił oczami.
-Nie martw się bo o to ja ci pomogę w tym!- pacnęła go w plecy z całej siły przez co Charles odchylił się do przodu i zakaszlał kilka razy.
-Sorry- rzuciła.
-Dobra zdarza się- wykrztusił.
-Tak więc plan jest banalnie prosty- zaczęła tłumaczyć wyraźnie dumna z siebie- Zagadam do niej i już
-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł- zmarszczył brwii- Nawet też mi nie o to chodzi
-Spokojnie bo ty będziesz obok mnie!- rozentuzjowała się.
-Nie, nie, nie, nie!-wyraził dobitnie swój sprzeciw, a na jego twarzy odmalowało się przerażenie- Nie dam rady!
Złapał się za włosy, a głowę spuścił na dół.
-Nadal chcesz zostać frajerem, co?- mroczny, donośny dźwięk rozległ się w uszach Charlesa. Nie patrzył na nią bo jego wzrok utkwił w podłogę.
Nie był pewny czy to jej słowa czy tylko wytwór własnej wyobraźni. W końcu te słowa miały w sobie tyle racji , a i tak były łagodniejszą wersją tego co zawsze słyszał.
A głos Ad tak nie brzmiał.
Ad tak się nie zachowywała i na pewno mu by tak nie powiedziała.
Ad była radosna i zawsze pomocna.
Uniósł powoli wzrok skierowany najpierw w dół, a potem na widok naprzeciwko siebie i zamarł bo zobaczył nie jedną osobę, której się obawiał, a kilka. Osób na, które nie miał siły. Na żadną konfrontację w aktualnej sytuacji, a na spotkanie z nimi to już nigdy.
Dlatego postanowił wybrać mniejsze zło.
-Dobra, zgadzam się, ale nie teraz-powiedział na jednym wydechu- Naprawdę to zrobię, ale nie w tej chwili!- w jego głosie było słychać taką samą desperację, jaka przejawiała się w jego wystraszonych oczach.
-O to super!- ucieszyła się bardzo na te słowa- Tak się mocno cieszę!
Radość i ekscytacja odmalowywała się na jej śniadej cerze, a kąciki ust poszybowały wysoko ku górze, dzięki czemu stres chłopaka nieco zelżał widząc uśmiech u dziewczyny, ale tylko trochę bo nadal prawdziwe niebezpieczeństwo czaiło się na horyzoncie.
Na pierwszy rzut oka, osoba nie mogłaby dostrzec coś ukrytego w wyrazie oczu ciemnej brunetki. To “coś” nie było niczym pozytywnym, a raczej czymś co każdy chciałby trzymać na dystans. Czymś na prawdę odpychającym, ale nie w rozumieniu obrzydloiwym, a przerażającym.
Ale może się tylko wydawało, że tak jest?
-Chodźmy na dół- poprosił- Teraz
-Nie ma problemu!
I pomknęli na niższe piętro zanim ludzie przed, którymi umykał Charles zdążyli zareagować.

***

Trzech bliskich znajomych siedziało w swoim upodobaniem miejscu, gdzie spędzali czas na każdej długiej przerwie. Każdy z nich przedstawiał inna paletę emocjonalną.
Chodziło dokładniej o ławkę ze stołem na uboczu. Mieściła się za boiskiem szkolnym na otwartej przestrzeni oprócz jednego drzewa obok, rzucającym czasami swoim cieniem. Pod ich stopami znajdowały się kolorowe kamyki tworzące wokół siedziska okrąg.
Zacznijmy najpierw od Charlesa, siedzącego obok Eryka naprzeciwko Ady. Nie można było wywnioskować jaką minę miał dokładniej, ponieważ została ukryta w jego ramionach, ale sądząc po jego mowie ciała było to zmęczenie i wstyd jednocześnie. Chciał wypróbować zasadę ” Jeśli cię nie widzę to ty też mnie nie widzisz”. Jak można się domyślić, nie działa.
Brunet wpatrywał się w dziewczynę, analizując to co właśnie przedstawiła. Dezorientacja się jawiła się na męskim, młodym obliczu, a jego jedna brew podniosła się ku górze, pokazując tym samym lekko zaakcentowanie niedowierzanie.
Ostatnia z nich, czyli Ad wyrażała pozytywna emocje. Z jej ciała aż biło poczucie dumy i zadowolenia. Blask z dziewczyńskich oczu mógłby służyć jako oświetlenie podczas ciemnych nocy. Prawa ręka czekoladowo włosej ułożona była na lewej piersi, a druga schowana za plecami. Wyglądała jakby salutowała, co jeszcze bardziej utwierdzało w tym fakcie, ponieważ stała jako jedyna z nich.
-Potrzebuję chyba wolniejszych wyjaśnień-zaczął niepewnie najstarszy.
Złożył ręce jak do modlitwy przed twarzą, a potem powoli je odsunął i jednym palcem wskazał na przyjaciela obok siebie.
-Charlie, ten tutaj Charlie Chce z własnej woli do kogoś obcego zagadać?
Zdrobnienie stosowane dla najbliższych chłopaka.
-Tak!- rozpromieniła się niebieskooka.
-I ty chcesz mu pomóc?
-Tak!
-Ty się na to zgadzasz, Charlie?-zwrócił się do blondyna.
Odburknął coś niezrozumiałego, nadal pozostając w tej samej pozycji co wcześniej.
-Widzisz zgodził się!-oznajmiła radośnie.
-Jak dla mnie było to coś innego…
-Będzie miał jeszcze aż 2 tygodnie na to, by móc przygotować się psychicznie na zapoznanie się z nią- próbowała przekonać Eryka do swojego pomysłu.
Pomysł polegał na tym, że najpierw ona poznaje ową tajemnicą pieguskę, która później przez zaplanowany przypadek pozna Fido.
Pomimo, że brązowooki nie wyglądał na rowszczecionego czy bardzo zmartwionego to Ad i tak wyczuwała w jego tonie głosu troskę o młodszego kolegę. Po kilku spotkaniach niebieskooka spostrzegła, wyraźne zamknięcie na emocje ze strony bruneta. Wszystko skrywał za maską spokoju lub wyłączenia ze świata. Mocniej nie pokazywał tego co czuł, więc albo było można się domyślać jego uczuć albo pozostało zwracać uwagę nawet na najmniejsze szczegóły i zmiany w jego nastroju.
-Nawet jeśli nie będzie gotowy to nie będzie musiał się z nią widzieć- próbowała dalej przekonać chłopaka. Wiedziała, że jest bliska tego.
-Racja to już będzie zależeć od niego…-zamyślił się.
-Ale może niech sam zdecyduje w końcu to jego sprawa- dodał po chwili.
Obie osoby spoczęły swój wzrok w mniejszym chłopaku, wyczekując jego odpowiedzi.
Powoli blondyn wyszedł ze swojej kryjówki i popatrzyła raz to na bruneta, raz to na dziewczynę, po czym spuścił wzrok i wyprostował się.
-Ja mam… zdecydować?-zapytał bez śmiałości.
-Tak ty-odpowiedzieli w tym samym czasie.
-No to…-urwał i przeczesał włosy rękoma.
Charles analizował wszystkie za i przeciw temu pomysłowi, aby poznać nową dziewczynę, do której chce zagadać od dłuższego czasu w czasie przyszłej wycieczki szkolnej. W ich szkole została zorganizowana wycieczka dla nowych pierwszych klas, tak by mogli się lepiej poznać. Zostało kilka wolnych miejsc, więc chętni mogli się zapisywać z innych profili. Dlatego Eryk też na nią jechał, tak samo jak dziewczyna Fido. Ta informacja została wystalkowana.
Blondyn za to określenie pewnie by wszystkich pozabijał.
Zielonooki westchnął.
-Przepraszał, nie jestem przyzwyczajony do podejmowania decyzji-zaśmiał się nerwowo- Ale zgadzam się na twój pomysł, Ad. Pora przejść jakiegoś umysłowego glow up’a
-Jestem z ciebie dumny- uśmiechnął się w swoim zwyczaju Eryk- Ale pamiętaj, by nic nie robić wbrew sobie- przestrzegł go.
-Wiem, wiem- odparł.
-Nie zawiodę cię!!
Podniosła jedną pięść ku górze, a jej oczy na nowo rozświetlił blask.
-Kiedyś umrę ze wstydu przez was- prychnął śmiechem.
-Chyba nie da się umrzeć przez śmiech- skwitował brunet.
-Sarkazm- odpowiedzieli w tym samym czasie pozostała dwójka.
-Cholera znowu dałem się na to nabrać- burknął.

Rozdział 5
“Za co ty mi dziękujesz?”

Dwa tygodnie później.
Nastał dzień wyjazdu w miejscowość Murzasichle, mieszczącą się w górach.
Nikt nie wiedział jak to wypowiedzieć, ani jak zapamiętać taką nazwę. Wiele osób sądziło, że wyjazd jest w stronę niemieckich terenów. Każdy zrobił wielkie oczy, gdy okazało się, że to leży w Polsce. Nawet nauczyciele, ale to na marginesie. Dlatego często padały takie słowa jak “Murzacośtam”, “Muzaszashle”, “Murzasiszle” lub “Murzagówno” Po wielu niesnaskach, wszyscy zgodnie doszli do wniosku, że będą mówić Murza i nie będę łamać sobie języków. Pewien odłam chciał nawet znaleźć tych sadystów i osobiście dowiedzieć się jaki towar brali wymyślając taką nazwę i czy to nie jest jakiś spisek obcokrajowców, chcących zemścić się za polski język, niby osiągalny do nauki, niby nie.
Zgodnie z ustaleniami Ada zapoznała się z blondynką na 3 dni przed wyjazdem. Polubiła dziewczynę za jej ekspresję i szczerość. Była nieco niezdarna i przesądna, co nie często się spotykało. Nie przeszkadzało to czekoladowo- włosej, wręcz przeciwnie. Uważała, że dodaje jej to uroku oraz oryginalności do jej osobowości. Nic dziwnego, że Charles chciał się z nią zapoznać skoro nawet Ad coś przyciągało do pieguski.
Cała ich klasa znajdowała się w połowie drogi do miejsca docelowego. Wszyscy znajdowali się w autobusie i zajmowali się swoimi sprawami. Było wcześnie rano, dlatego w pojeździe panowała wszechobecna cisza, spowodowana zaśnięciem pasażerów. Nieliczni w tym Charles i Ad siedzieli bardziej z przodu busa i słuchali na jednych słuchawkach muzykę. Na przemian decydowali oni, kto z nich jaką puści piosenkę. Eryka z nimi nie było, ponieważ podróżował z innym autobusem wraz z pozostałymi uczniami.
W pewnym momencie, Ada nagle zdała sobie z czegoś sprawę. Nie czekając długo, szturchnęła swojego kolegę palcem, by ten zwrócił na nią uwagę.
Ten podniósł na nią wzrok za swojej czarnej czapki z rodzaju bucket. Spojrzał na nią pytająco i wyciągnął jedną słuchawkę z uszu.
-W ogóle tak się zastanawiam-zaczęła- Jak się pisze twoje imię?
-Skąd nagle takie pytanie?-zapytał zaintrygowany.
-Bo ciekawi mnie odkąd je usłyszałam i dopiero teraz mi się przypomniało, że miałam się ciebie kiedyś o to zapytać
-A to akurat śmieszna historia-parsknął śmiechem- Mój stary miał jedno zadanie. Pójść do urzędu i nadać mi imię, które ustalili wraz z moją matką. No, ale nawet to musiał spierdolić. Miałem się nazywać Czarek, ale mojemu ojcu coś tam się pomieszało w głowie i myślał, że mam być Charles. Babeczka z urzędu nie wiedziała jak to zapisać. Sprawdziła w necie i jej wyszło Charles przez ,,ch”, więc tak wpisała. To tyle koniec
-Sorry, ale Charles jest lepsze od Czarka
-Ale i tak planuje je zmienić-oznajmił.
-Dlaczego?-zdziwiła się- Nie podoba ci się? Jak dla mnie jest urocze i nie tandetne jak na przykład Maciek
-Nie, nie o to chodzi- przymknął oczy i oparł się o fotel, a następnie zaraz je otworzył i spojrzał na swoją rozmówczyni-Tylko, że każdy je źle pisze i pyta się mnie sto razy jak ma to brzmieć. A tak to serio uwielbiam swoje imię, choć jest problematycznie- wyjaśnił zmęczonym głosem.
-Totalnie cię rozumiem! Mojego nikt nie potrafi wymówić, więc wszyscy używają zdrobnienia. Nie rozumiem w czym jest trudność. Tylko nadanie mi takiego imienia było celowe- wzruszyła ramionami.
-To się rozumiemy, hah- uśmiechnął się delikatnie.
Miał już wkładać z powrotem słuchawkę do uszu, uznając rozmowę za zakończoną, ale brunetka miała inne plany.
-Chciałam się też ciebie zapytać, dlaczego akurat do tej dziewczyny chciałeś zagadać?
Charles spuścił wzrok i przeczesał włosy jedną ręką, po czym zaczął bawić się odtwarzaczem muzyki w swoich palcach.
-To ten- zabrał cicho głos- Wydaje mi się, że to ktoś kogo znałem…
-Czyżby miłość z dawnych lat?- poruszyła sugestywnie brwiami i uśmiechnęła się frywolnie.
-Weź przestań!- zaśmiał się- Byłem wtedy w pierwszej klasie, gdy ją poznałem! Nie mogłem wiedzieć wtedy co to miłość i nie odczuwałem tego bo w końcu byłem małym kidem- ściszył głos, ale uśmiech pozostał tylko wydawał się bardziej nostalgiczny.
-Mów jak to było, ale natychmiast!-podekscytowała się niebieskooka i szturchnęła chłopaka łokciem.
-Kiedyś…-znów ten sam ruch ręką w jego włosach- Byłem bardziej śmielszy, zwłaszcza w klasach jeden, pięć. Nasze szkoły były bardzo blisko siebie i co roku na dzień sportu organizowali nam imprezę dla obu szkół. Raz jednej raz w drugiej. Zagadałem do-
-Przepraszam, ale co zrobiłeś?!-wytrzeszczyła oczy czekoladowo włosa- Ale, że tak z własnej woli?! O kurde. Jestem w szoku
-Zauważyłem- stwierdził- Wtedy byłem no…odważniejszy. Nie wiem co się stało, że teraz tak panicznie boję się ludzi
-Dojdziemy kiedyś do tego- powiedziała pewnym głosem i uśmiechnęła się czule- Ale nie teraz. Teraz muszę wiedzieć co się wydarzyło i poznać ciebie od niespotykanej strony!-zabłysły jej oczy.
-Dobrze, dobrze- przystopował koleżankę- Jestem zdziwiony, że tak to cię interesuje
-Oczywiście, że interesuje!
-Nie jestem aż tak bardzo przyzwyczajony do takiej uwagi- wyjaśnił nieśmiało.
-Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze będąc ze mną?-zapytała prześmiewczo.
-Proszę cię, jesteś jak wulkan codziennej dawki niespodzianki- parsknął śmiechem.
Ad popatrzyła na niego wyczekująco, a Charles nic już nie pytał bo dobrze znał odpowiedź.
Mimo luźnej rozmowy i tego, że sama dziewczyna dociekała treści historii to nadal chłopak czuł się nieswojo mówiąc o sobie. Wciąż obawiał się, że to co opowie zanudzi rozmówczynię i padnie kilka niemiłych słów. Najbardziej nienawidził, gdy ktoś mówił do niego ,,kto pytał”, nawet w żartach odczuwał to jako atak. Strasznie obawiał się odzewu na jego wypowiedzi, dlatego wolał siedzieć cicho niepytany.
-No to zagadałem to pewnej dziewczyny, bo nie miałem z kim grać, a potrzebowałem wielu osób. Zgodziła się bo akurat jej psiapsi robiły co innego. Zaprzyjaźniliśmy się. Spotkaliśmy się w następnym roku i dwa lata później. W klasie piątej, jak i szóstej się nie pojawiła. Nie wiem czemu. Między tymi latami również czasami się spotykaliśmy, ale to rzadko i raczej głównie przypadkiem. Nie wymieniliśmy się numerami telefonów bo sami ich nie mieliśmy. Wysyłaliśmy sobie listy nawet czasami, ale jak to czasem bywa kontakt się urwał
-Ooo to naprawdę urocza historia-zasłodziła się- Trochę jak z typowym romansideł
-Mówiłem ci..
-Tak wiem, wiem- wcięła mu się szybko- Jesteście tylko przyjaciółmi
-Dzięki
-Za co ty mi dziękujesz?- parsknęła śmiechem, ale uśmiech pozostał przyjazny
-A nie wiem sam…
Naprawdę nie wiedział.
-Więc przyjmuje podziękowania na zaś, a teraz pozwól, że to ja wybiorę teraz piosenkę
Wzięła swój telefon do ręki i zaczęła klikać.

Rozdział 6
“Walnięta wariatka”

Dojechali na miejsce późnym wieczorem, gdy już zupełnie było ciemne, a gwiazdy zaczęły powoli migać na nocnym niebie.
Wszyscy byli padnięci. Nauczyciele starali się jak najszybciej podać ważne informację i rozdać pokoje każdemu z pokolei, by móc w końcu paść na łóżka. Na jeden profil przypadało troje lub czworo opiekunów, którzy byli odpowiedzialni za jedną klasę. Tak, więc szło to w miarę sprawnie bo uczniowie starali nie narobić kłopotów bo chcieli jak najszybciej się rozpakować i obejrzeć swoje nowe lokum na całe 5 dni. Wokół i tak rozlegały się żywe rozmowy na temat ich nowego pensjonatu. Mówili cicho tak, aby nie nie zagłuszać nauczycielów, wywołujących ich imiona.
Ich nocleg nie był żadnym prestiżowym hotelem z wieloma gwiazdkami. Był to zwykły dom wycieczkowy w kolorze brudnego białego. Dach był pokryty licznymi dachówkami w barwie bordowym, a sam kompleks był schowany w głąb posesji i ukryty za wysokim choinkami. Mimo tego, nie trudno było go dostrzec z oddali. Sam budynek posiadał dwa piętra, ogromne połacie zielonego terenu, mały basen, miejsce na ognisko oraz boisko do grania w różne gry sportowe. Obok wejścia do noclegu widniała wyłożona jasnymi cegłami ścieżka, która wiła się i znikała za wielkimi krzewami. Prostopadle do drożki stał drewniane ogrodzenie. Wszyscy stali przed wejściem do domu wycieczkowego, które składało się z dwóch szklanych drzwi, ganku i 3 schodków, żeby móc wejść na podest. Całość była skryta za dodatkowym dachem.
W końcu Ad dostała swój kluczyk do pokoju i wraz z pozostałą trójką dziewcząt z jej klasy weszła do budynku w poszukiwaniu swoich drzwi.
Czekoladowłosa z pewnością nie była zadowolona z reszty współlokatorów, ale nie było możliwości zmiany na innych, ponieważ każdy dobrał się w grupy z kim chce być. Sama dziewczyna orientowała się kto z kim trzyma w klasie. Ad była tylko sama, więc łatwo było ją można dodać tam, gdzie było wolne miejsce. Gdyby chciała zmiany wywołało, by to poruszenie w grupie: “a czemu nie chcesz, być z nimi” “nie nie miejsca, a nasza paczkę nie rozbijesz” i wiele innych tego typu tekstów.
Wkurzało ją też niemożliwość bycia z chłopakiem w pokoju. Przecież nic by razem nie zrobili. Nie jej winą było to, że jedyni znajomi jakich się trzymała byli płcią przeciwną. Gdzieś miałą zdanie innych, że nie jest to etyczne czy coś w tym stylu. Dlatego zacisnęła zęby i postanowiłą wytrwać te 5 dni w pokoju z nimi. Zazdrościła strasznie Charlesowi i Erykowi tego, że są razem w pokoju i jeszcze z jednym chłopakiem z ich klasy, który nie jest wcale problemowy zbytnio. Dwójce chłopakom udało się zdobyć przedział razem, ponieważ sprzyjało im szczęście oraz zapytali się wychowawczyni czy mogą być razem. Choć co prawda to Eryk mówił, a Charles robił za ozdobę.
Nasuwa się też pytanie, dlaczego Ad tak strasznie przeżywa wieść o jej współlokatorkach. Pomijając fakt, że były głośne i zachowywały się jak zwykłe dziunie to one po prostu byłe wredne i… niewyobrażalnie irytujące. Gadały tylko o chłopakach, modzie i malowanie sobie mord. Przykładowy opis wyżej wspominanej dziuni. Tylko, że w pokoju nie będzie mieć jednej dziuni, a aż trzy. O trzy za dużo. Dobrze, że w klasie takie charakterki były tylko tyle bo więcej by nie wytrzymała. Nie wie jak przetrwa tą wycieczką. Już przeczuwała walkę o toaletę i niemożność dostąpienia tego zaszczytu, by się ogarnąć z samego rana w łazience. Pozostałoby jej pewnie wstawać wcześniej niż te paszczury albo wiecznie się spóźniać na śniadanie. Obie opcje nie były zachęcające. Chyba, że włamie się za zgodą Charlesa i Eryka do ich toalety i sprawa będzie łatwiejsza. Jeszcze nad tym pomyśli.
Ostatnio dowiedziała się dlaczego na jej profilu jest taki wysyp bezmózgów i nie zamierzała ukrywać, że jest inaczej. Jej w klasie było dużo debili. Fakt stwierdzony. Znalazła również kujonów, ale byli zbyt nadęci by móc się z nimi gadać czy chociażby zaprzyjaźnić. Uważali się za ważniejszych od innych i gadali wprost irytujący sposób. Ad do dziś nie zapomni opowiedzianego nurtu filozoficznego świętego Augustyna w tak nudny sposób, że miała ochotę zostać głuchoniemą, ślepą i w ogóle wyparować z tego świata.
Ale wracając do meritum sprawy. Charles powiedział Adzie, że szkoła miała problem z poborem uczniów przez zbyt duży nacisk na młodzież, która często lądowali w szpitalach psychiatrycznych lub po prostu zostawała wyrzucona z budynku. Czasami też sami odchodzili bo nie wytrzymywali psychicznie. Dyrekcja chcąc naprawić zszarganą opinię i nie stracić licznych dotacji obniżyła próg zdawalnośći do swojej szkoły, co skutkowała zalew uczniów o niskich ambicjach czy zdolnościach. Dlatego na profilach klas pierwszych dużo było takich typów jak sebixy, lalunie i ludzie z mrocznych sekt, co przynosiło jeszcze więcej problemów z takimi uciążliwymi grupami. Ad oczywiście nie zauważyła tego mankamentu wcześniej
Wchodząc do budynku rozpościerał się przed nimi średniej wielkości hol, wyłożony białymi kafelkami i przyozdobiony dużą ilością obrazów na pomarańczowych ścianach. W pomieszczeniu stały dwie duże czarne kanapy oraz tego samego koloru trzy fotele z szklanymi stołami do kompletu. Na przeciwko nich była recepcja, gdzie nie zastali żywej duszy, a obok tego znajdowały się stare, świerkowe schody, prowadzące na górę.
Udali się nimi wraz z resztą, rozgadanych uczniów.
Oczywiście nie obyło się bez zbędnych komentarzy ze strony 3 pozostałych dziun.
Pierwsza z nich blondynka o jasnej cerze i niskim wzroście obserwowała otoczenie z nieukrywanym zawodem. Miała grubo pomalowane brwii kredką i pokreślone usta czerwoną śminką. W uszach miała złote kolczyki w duże okręgi, a na piersi naszyjnik w serduszko. Ubrana była w biały top i beżowe dzwony. Mając jasne buty na obcasach, próbowała wyglądać na choć ciut wyższą niż było naprawdę. Na ramieniu miała przewieszoną czarną dużą torebkę, a dłoń pokryta złotymi pierścionkami ciągła dużych rozmiarów różową walizkę.
Druga z nich, brunetką z włosami aż za piersi i grzywką na czole, cmoknęła niezadowolona. Jej wiszące kolczyki w białe perły, szalenie latały na różne strony, gdy tylko dziewczyna raz po raz zmieniała położenie głowy. Na jej mocny makijaż nakładało się, doklejane długie rzęsy, różowe usta, podkreślone brwii i cień do powiek tego samego odcieniu co usta. Na sobie miałą blado różową koszulkę z długim rękawem, wyciętym mocnym dekoltem i odsłoniętym brzuchem. Dół jej stroju to były czarne, szerokie spodnie z dziurami i białe pantofle. W przeciwieństwie do pierwszej dziewczyny jej karnacja była o wiele ciemniejsza, a wzrost nie taki niski. Jej ekwipunek to fioletowa walizka z średniej wielkości torbą
Ostatnia z nich, czyli dziewczyna z ombre o bardzo długich włosach i brązowych oczach, była połączeniem pozostałych dwóch, ponieważ za każdym razem wtórowała dwóm pozostałym. Jej karnacja, pomiędzy ciemną skórą a jasną błyszczała za każdym razem, gdy wychodziła na słońce. Na jej twarzy znajdowała się mała czarna kropka po lewej stronie, wielkich czerwonych ust. Oczywiście brwii były mocno podkreślone, a sztuczne rzęsy znajdowały się na jej brązowej powiece. Ubrana była krótką koszulkę na ramiączkach w kolorze ciemnego brązu i wszytą białą koronką u góry; niebieskie, krótkie jeansy w dziury. Na stopach miała białe baletki. Na ramieniu przewieszoną białą, malutką kopertówkę, a za sobą ciągła wielką wściekle, różową walizkę
U żadnej z nich nie pamiętała imienia, ale miała nieodparte wrażenie, że ta pierwsza nazywa się Jessica.
-Nie no chyba, aż tak stereotypowo nie może być- przemknęło jej przez myśl i przewróciła oczami widząc jak dziewczyny próbują wznieść te walizki po schodach.
Najśmieszniejsze było w tym wszystkim, że Ad miała rację.

***

Po wielu jękach i zmaganiach trzech gwiazdeczek odnalazły swój pokój i pokonały stopnie. W pokonaniu tej drogi przez schody, pomogli trzem dziunią również trójca ,,mężnych i dzielnych” mężczyzn, którzy zaproponowali swoją pomocą, napinając przy tym swoje bicki. Targali oni każdą torbę bez żadnego sprzeciwu, czując należytą chlubę i zaszczyt kiedy to dziewczyny im kibicowały i mówiły jakie to oni silne.
Nasza Ad w tym samym czasie minęła całe te zbiorowisko, ciągnąć za sobą średnich rozmiarów walizkę. Nie była jakoś specjalnie silna przez co z pewną trudnością niosła swój bagaż, ale nie chciała żadnej pomocy, chcąc zrobić to sama.
Wiedziała, że to czas najwyższy zacząć jakiś sport bo jak tak dalej pójdzie ̶ ̶̶̶ ̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶͟͟n̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟ḭ̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶͟͟͟͟ḛ̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶͟͟͟͟ ̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟r̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟z̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟ṵ̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶͟͟͟͟c̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟ḭ̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶͟͟͟͟ ̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟k̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟ḭ̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶͟͟͟͟l̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟o̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟g̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟r̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟a̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟m̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟ó̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟w̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟ ̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̶̷̶̶̶̶̶̶̰͟͟͟͟.
Była tylko kilka chwil szybciej od swoich przyszłych współlokatorek i natychmiast pognała w poszukiwaniu swojego przyszłego pokoju, mieszczącego się na końcu korytarza na pierwszym piętrze
Całość tego korytarza nie odbiega wyglądem od partera. Wszystko było zachowane w jednym stylu. Tutaj również było pełno obrazów zawieszonych na beżowych ścianach, gdzie tylko się dało. W rogu, tuż obok schodów stał malutki drewniany stolik z czajnikiem oraz jedną czarna kanapa.
Ad stanęła przed drzwiami i włożyła kluczyk do otworu. Przekręciła kilka razy i weszła do środka.
Jej oczom ukazał się malutki pokoi. Przestrzeń była w kolorze białego z czarnymi kafelkami, a sama jedna ściana pod skosem z oknem dachowym. Dwa łóżka uplasowane były w dwóch kontach, a reszta tuż za nimi. Między łóżkami, pod oknem mieścił się mały brązowy stolik z jedną czarną pufą. W samym pokoju stała jedna, ciemna szafa. Nad łóżkami wisiały również zwykle półki.
W pomieszczeniu znajdowała się również łazienka, mikroskopijnych rozmiarów, ale przynajmniej prywatna. Co tu dużo mówić o niej. Jakiś prysznic, brodzik, umywalka i kibel, gdzie ledwo dało się tam wejść. Wszystko zachowane w beżu. Widać, że właścicielka uwielbia ten kolor albo po prostu był wtedy w promocji.
-Jessica ty to widzisz?! – wykrzyknęła oburzona brunetka, wchodząc jako pierwsza do lokum. Stanęła w przejściu i pokazała ręką na pokój w oskarżycielskim geście.
-Posuń się Marcelina. Chcę zobaczyć – odparła lekko gniewnie blondynka, przeciskając się przez brunetkę. Swoją walizkę zostawiła na korytarzu, ponieważ już poprzednia dziewczyna stała w przejściu ze swoim bagażem. Tamta usunęła się lekko, ale i tak niższa miała problem z dostaniem się.
-O M G – przesylabowała, zatrzymując się na środku tego pokoju i wybałuszając oczy- No tragedia!
Cmoknęła niezadowolona.
-Kochaniutkie co się dzieje?-zagadnęła ostatni z nich.
Stała na korytarzu i tylko wychyliła głowę. do środka, by móc spojrzeć na to i owo.
-Wejdź tu i zobacz sama!-rozkazała wyraźnie przejęta najniższa
-Marcelina, weź te walizki z drogi i daj nam spokojnie przejść- poprosiła stanowczym głosem, który wyrażał jawne oburzenie tą całą sytuacją.
-No już, już. Czekaj chwilę-prychnęła dziewczyna w przejściu.
Zabrała swoje rzeczy i próbowała je przetransportować w miejsce, gdzie nikomu by nie przeszkadzały, co było to dosyć trudne. Miejsca było mało, a bagaży wszystkich lokatorek zbyt dużo.
Postanowiła jednak dać je na pobliskie łóżko, a walizkę dać pod ścianą.
Ad nie patrzyła na to całe zamieszanie. No może kątem oka, bo chciała widzieć ich cała mimikę twarzy bo była wprost zabawna i przypominała tą z teatru, gdzie ekspresja musi być bardzo wyraźna u aktorów, a czasami nawet jest przesadzona.
Pomijając fakt, przyglądania się im to zajęła się swoimi sprawami. Powoli wypakowywała najważniejsze rzeczy i przyjęła na własność jedno z łóżek, stojące z prawej strony obok ściany z małym stoliczkiem obok.
Za 15 minut mieli udać się na kolację i jeśli ta trójka nie ogarnie w ciągu tego czasu to Ad postanowiła najzwyczajniej w świecie ich zamkną w pokoju lub wygonić ich stamtąd. Kto ma kluczyk, ten ma władzę, z której należałoby skorzystać.
-Ten standard jest za niski dla nas- oznajmiła Amelia, po dostaniu się do pomieszczenia.
Stanęła obok Jessicy i również jak ona założyła ręce na piersi. Dołączyła do nich jeszcze Marcelina i teraz wszystkie we trzy patrzyły z rozdrażnieniem na cały pokój. Marszczyły brwii i po raz setny wyrażały bezaprobadę.
-A ty co sądzisz o tym pokoju, co?- zagadnęła któraś z trójki dziun do ciemnej brunetki leżącej na łóżku.
Ad rozgościła się już w całym lokum i aktualnie czekała na rozpoczęcie kolacji. Swoje rzeczy postawiła na półce nad posłaniem, a swój plecak schowała pod stołem, by jej nie przeszkadzał. Najpotrzebniejsze rzeczy schowała do najwyższej półki, mieszczącej się w szafie, a samą walizkę ukryła pod łóżkiem. Wyjęła także z niej zwykłe, niebieskie laczki, które czekały przed łóżkiem.
Siedziała ona na telefonie i zabijała czas, oparta o ścianę. Gdy usłyszała, że zdanie zostało wypowiedziane do niej, podniosła wzrok na współlokatorki. Nie zarejestrowała, która z nich to wypowiedziała bo każda z nich niemiłosiernie jej się myliła. Nawet głosy miały podobne. Tylko jeden z nich wyróżniał się na tle pozostałych, a należał on do blondynki. Był bardziej piskliwy i wyższy.
Miała już odpowiedzieć na pytanie kiedy to druga brunetka weszła jej w słowo.
-Nie pytajmy jej bo znając życie jej się podoba- prychnęła, spoglądając na nią z góry.
Patrzyła na czekoladowo-włosom z wyższością, a brwii podniosła ku górze.
-Racja- odezwała się kolejna.
-To kujonka, zostawmy ją- szepnęła dziewczyna z ombre w stronę blondynki, ale na tyle głośno, że Ad ją usłyszała- Nie zna się na niczym, tylko by się uczyła
Uśmiechnęłą się perfidnie, a niższa próbowała zdusić śmiech.
Ciemnoniebieskie oczy zabłysły ponuro na usłyszane słowa.
Ada znała swoją wartość i nie pozwalała nikomu sobą pomiatać. Niezależnie od statusu osoby czy jej liczebności. Zawsze pokazywała, kto tak naprawdę ma władzę nad drugą osobą i przestawała być milutka dla takich ludzi. W jej mniemaniu istoty ludzkie nie okazuje szacunek innym i zachowujące się jak gówno, nie są ludźmi, a skoro nimi nie są to można je traktować jak się chce. Nie ma respektu już dla nich i zamierzała im go dobitnie pokazać.
Nie była ani jak Charles czy Eryk.
Nieśmiała czy spokojna.
Była przeciwieństwem tego i potrafiła utrzymać swoje nerwy na wodzy, które aktualnie buzowały się w niej.
Postanowiła im na razie przedstawić swoją naturę, choć w małym ułamku. Żeby nie obsrały swoje obciachowe wdzianka tak od razu.
Uśmiechnęła się szeroko i niby niewinnie. Było widać, że ten uśmiech był wymuszony. Popatrzyła teraz na nich z góry, kiedy wstałą z łóżka i podeszła do nich. Była wyższa od każdej z nich, a blondynka ledwo sięgała jej do ramion i to dzięki tylko wysokim obcasie.
Trójka dziewczyn nagle poczuła się nieswojo, a ich wesoły nastrój powoli zaczął przygasać, gdy zaczęły wyczuwać niepokojącą aurę Ady, przyprawioną jej szerokim uśmiechem. Żadna z nich nie potrafiła jej spojrzeć w oczy.
-Proponowałambym już się zbierać- zabrała głos ciemna brunetka. Mówiła bardzo spokojnie i tajemniczo. W jej tonacji pobrzmiewało ostrzerzenie- Jeśli w ciągu 10 sekund nie wyjdziecie zaraz za mną zamykam pokój wraz z wami
Odsunęła od siebie stojące na jej drodze grono osób i bez nerwów wyszła z pokoju, delikatnie przymykając drzwi.
-Walnięta wariatka- odezwała się Amelia po chwili ciszy, jaka zapanowała.
Reszta jej zawtórowała z grymasem na twarzy.

Rozdział 7
“Kontekst sytuacyjny ”

-Słuchaj, kontekst sytuacyjny – zapewniła niestrudzona czekoladowo-włosa – Kontekst sytuacyjny załatwi wszystko!
-Jaki kontekst sytuacyjny?! – spanikował Charles – Ja nawet nie wiem co to jest?!
Złapał się za włosa w typowy dla siebie sposób.
Za niedługo miała odbyć się zbiórka na wycieczkę w pobliskie góry. A oni wszyscy chcieli jeszcze przed tym wszystkim na spokojnie i przede wszystkim na osobności pogadać między sobą. W swoich pokojach nie było takiej możliwości, by omówić bieżące sprawy. Dlatego zorganizowali się na nieznanej dróżce, którą wczoraj wieczorem zauważyli.
Owa dróżka była wyłożona jasnymi, dużymi kamieniami i prowadziła do kompleksu drewnianych domków na wynajem. Na razie nie było wiadomo co się w nich znajduje, ale postanowili to kiedyś sprawdzić. Dokoła nich znajdowało się liczne drzewa i krzewu, które zabierały większość wolnej przestrzeni.
Trójka znajomych rozmawiała tuż obok drewnianej barierki. Duży dąb spowijał ich swoim cieniem, a lekki wiatr tarmosił ich włosy, tak samo jak zielonkawą koronę drzew.
-Zespół czynników współistniejących, powiązanych z czymś – wyjaśnił Eryk.
-Przeczytałeś to w internecie? – spytała zdziwiona, unosząc jedną brew do góry.
-Nie z głowy – odparł.
Ad machnęła tylko ręką, stwierdzając, że nie chce dalej tego kontynuować.
-Ale ja nadal nie rozumiem czego oczekujecie ode mnie – westchnął blondyn.
-Żebyś w końcu..
-Wyrwał
-Zaliczył
Odpowiedzieli w tym samym czasie Charlesowi z tobą różnica, że koniec zdania znacząco się różnili. Głosy nałożyły się na siebie i nie sposób było stwierdzić kto z nich powiedział, które słowo.
Nie zauważyli nawet tego, że synchronizowali się ze sobą tylko uparcie wpatrywali się w swojego kolegę. Eryk z swoją typową miną, mnicha spokojnego mimo wszystko. Ad patrzyła zaś na niższego, wzrokiem karcącej matki. Sam Charles westchnął przeciągle i popatrzył w niebo. Powoli zaczął opuszczać wzrok, a gdy zrównał się z dwójką pozostałych to natrafił na jeszcze jedną osobę, która nie powinna być ani w tym czasie ani w tym miejscu.
Przestraszył się i podskoczył ze strachu, a panika przeszła jego ciało.
Eryk i Ad nie wiedzieli o co mu chodzi, ale zaraz zdali sobie sprawę z sytuacji kiedy to dziewczęcy głos dopadł do ich uszu. Wtedy to dziewczyna zareagowała tak samo jak Charles, nie spodziewając się tego w ogóle. Zaś brunet tylko przeskakiwał z jednej osoby na drugiej. Było widać od razu, że wiedział o zbliżającej się osobie.
-To tutaj jest zbiórka?-zapytała nowoprzybyła, uśmiechając się przy tym szeroko.
Była to blondynka, która ostatnio była gorącym tematem rozmów trójki dobrych znajomych. Ubrana była w zielony sweter z bordowymi paskami z długim rękawem, szerokie spodnie z dużą ilością kieszeni oraz w zwykłe ciemne trampki. Włosy miała związane w niskiego kucyka.
-Matko święta co ty tutaj robisz?-odpowiedziała pytaniem na pytanie niebieskooka w jeszcze lekkim szoku.
-No przecież mieliśmy iść na zbiórkę
-Ale masz jeszcze 20 minut- oznajmiła Ad.
-Właśnie mamy przecież 20 minut- powiedziała podejrzliwie, zauważając tą nieprawidłowość, którą chcieli jej wcisnąć, a sami postąpili tak jak ona.
-Gadamy tylko sobie…-wypowiedziała wymijająco.
-Tak a o czym?-zainteresowała się.
– Tak w sumie to o t…- zaczął mówić Eryk, ale wyższa dziewczyna była szybsza bo już wiedziała co ten drugi chce palnąć i wszystko zaprzepaścić w otchłań prawdy oraz cringu. Dlatego też z całej siły nadepnęła mu na stopę, dociskając ją bolesne.
Eryk zmarszczył brwii i popatrzył z wyrzutem na swoją koleżankę, która usilnie go zignorowała. Podniosła kąciki ust do góry.
Charles stanął blisko Eryka, chcąc wtopić się w jego cień.
-A mogę z wami, skoro mamy tyle czasu jeszcze?- zadała pytanie z przepełnioną nadzieją i podekscytowaniem.
-Tak, pewnie czemu nie -zgodziła się bezproblemowo Ad.
-Łoj, dziękować!- rzuciła się na drugą dziewczynę i objęła ją w całości z całych sił.
Nieświadomie przeszła na swoja rodzimmą gwarę, jak to miała w zwyczaju robić pod wpływem emocji, czego już doświadczyła czekolado-włosa podczas jednej z rozmów z nią.
Dziewczyna mocno przytuliła drugą z całych sił, tak mocno, że druga aż wstrzymała oddech z wrażenia i braku powietrza.
-To nic takiego-wydusiła z siebie.
-Ni tak, ale ja czyżyk rzeczy cieszę jek chwost!-przyznała radośnie, nadal nie puszczając swojej koleżanki i nie przestawiając się na bardziej zrozumiały język.
-Dobrze, zapamiętam- powiedziała z trudem- I polski, prosze
Druga dziewczyna odsunęła się od Ad, która wypuściła głośno powietrze z ust i poczuła, że w końcu może oddychać.
-Przepraszam, ja tak zawsze mam. Po prostu nie potrafię powstrzymać emocji i mówienia w swojej gwarze!
Popatrzyła na dwójkę chłopaków, których jeszcze nie znała. Stanęła naprzeciwko nich i wystawiła rękę najpierw w stronę, bliżej jej stojącego Eryka.
-My się chyba nie znamy, więc jestem Helen Żurawska- przedstawiła się z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Eryk Maleanek- uścisnął jej dłoń.
-Ile ty masz wzrostu, wieżowcu!- skwitowała zdziwiona.
Podskoczyła kilka razy obok niego, a ten śledził ją wzrokiem lekko rozbawiony. Rozbawiony oczywiście w stylu erykowskim. (Czytaj, lekkie parsknięcie śmiechem, delikatny uśmiech i rozbawione oczy. Tego nie widać na pierwszy rzut oka)
-185
-Na sterydach cię karmili
-Nie no, co
-I tak wiem swoooje- wyszeptała cicho, oddalając się od niego,a podchodząc do blondyna, z którym się jeszcze nie witała.
-Helen Żurawska, miło mi!
Podała mu rękę, a jej kąciki ust ponownie się uniosły.
-Cześć..-przywitał się cicho Charles i drżącą ręką złapał tą drugą.
-Czy mi się nie znamy przypadkiem?- założyła ręce na biodra- Masz podobny vibe co mój stary znajomy z podstawówki!
-Tak, mi się też tak wydaje- przyznał rację koleżance, nieco już pewniej.
Jego oczy zabłysły i poczuł tą nadzieję.
Przyjrzała mu się raz jeszcze z zamyślonym wyrazem twarzy. Skanowała jego sylwetkę raz po raz i próbowała sobie przypomnieć skąd zna tą facjatę. Nastała wyczekująca chwili pośród nich.
Nagle dostała olśnienia.
-Jesteś Charles pisany przez “C” i “H”, a czytany jak “cz”?- zapytała szybko.
-Tak to ja!- ożywił się po całości chłopak.
-Ty żyjesz, towarzyszu jeszcze!!!- wykrzyknęła i rzuciła się w jego stronę stronę, by przytulić go z całych sił tak jak miało to miejsce z Ad.
Charles przestraszył się takiej nowej interakcji. Od dawno nikogo nie przytulał. Nawet jego rodzina stroiła od takiej bliskości. Poczuł dziwne ciepło, rozpływające z strony Helen i serio było to… miłe. Nie żeby kiedykolwiek tą czynność uważał za coś okropnego. Oczywiście nie znaczy to, że nagle przestał odczuwać stres z tym związany, ale starał się go zignorować, poprzez powolne odwzajemnienie przytulasa.
Poczuł ogromną ulgę, że najgorsze ma już za sobą. Jeszcze wiele przed nim, ale teraz powinno być w miarę łatwo. Tak przynajmniej sądził bo chciał wierzyć, że wkrótce rozmowy z kimkolwiek będą tak łatwo jak lenistwo.
Tak lenistwo jest okropnie łatwe.
Fakt, faktem kontekst sytuacyjny wiele mu pomógł bo sam, by pewnie nigdy nie podszedłby. Prędzej musieliby mu robić szybkie RKO niż wydusiłby coś sensownego. Może i to by przyczyniłoby się do poznania blondynki. Teraz już się o tym nie dowie, bo jego cel został osiągnięty, a teraz będzie próbował tego nie zawalić.
I w końcu zrozumiał o czym tak nagminnie mu tłumaczyli mu Eryk i Ad.
Pozostała dwójka stali prawie obok nich z miną dumnych rodziców, patrzących jak Charles stawia pierwsze kroki wśród społeczeństwa. Przybili sobie żółwika, nie odrywając wzroku od pary.
Helen puściła chłopaka widząc, że ten prawie nie oddycha i zaczęła coś do niego mówić, co nie zwrócili uwagi obydwoje bruneci.
-W ogóle czemu nie przestraszyłeś się nagłej obecności Helen? Gościu ja nawet nie wiedziałam, że nagle jest obok nas -rzuciła oskarżycielsko i w zadziwieniu.
-Od dawna wiedziałem, że się zbliża. Widziałem ją nawet na korytarzu
-Czemu nic nie powiedziałeś?
-Charles, by pewnie szybciej spieprzył niż byśmy mu kazali zostać i z nią pogadać. A tak to nawet nie miał możliwości ucieczki. Powstał tak zwany kontekst sytuacyjny
Spojrzał na nią znacząco.
-Stary ty to masz łeb na karku!- pochwaliła kolegę, będąc pod wrażeniem jego zagrywki.
-Cokolwiek to znaczy- rozłożył ręce w geście zrezygnowania.
-Naucz się w końcu frazeologizmów- westchnęła.
-Naucz się mówić normalnie

Rozdział 8
“Wieża widokowa”

– I tak to jest…- westchnęła przeciągle Ad.
Helen i Charles jej zawtórowali. A Eryk tylko popatrzył na ich zmęczone i przygnębione twarze.
Wszyscy z nich siedzieli w równym rządku na ziemi obok ogromnej kamienistej drogi pod wzniesieniem. Głowy mieli oparte na swoich rękach.
Byli w górach.
Sami.
A ciemne chmury na niebie, nie zwiastowało nic dobrego oprócz deszczu czy burzy, ale mieli chociaż nadzieję na mały łut szczęścia. Oczekiwali tylko małej, skromnej ulewy, a nie deszczu z piorunami i takimi kroplami wody, że zmiotłoby ich z tych gór.
Przynajmniej nie musieliby się męczyć z schodzeniem, jak to raz po raz się pocieszali
Powtórnie jeszcze raz wszyscy westchnęli

***

-Chłopcy mówiłam wam, że macie nas nie wyprzedzać – upomniała po raz kolejny polonistyka.
-Nie nasza wina, że wszyscy się wleką -sarknął najwyższy z nich, brunet z włosami sięgającymi do ucha i wysportowanym ciele. Nosił imię Paweł.
-Właśnie. My i tak idziemy już wolno – poparł kolegę Ernest, również zbulwestrowany co poprzedni.
Był niższy od poprzedniego, a jego grzywa była w kolorze blondu. Sam on był obcięty na krótko.
W ich ekipie znajdowało się jeszcze dwójka osób płci męskiej. Jeden z nich nazywał się Jan i posiadał ciemne, rude kręcone loki. Kilka piegi przyozdabiały jego twarz wraz z wystającymi kośćmi policzkowymi na bladej cerze.
Drugi miał wygolone boki, które już zaczęły powoli odrastać. Reszta czarnych, grubych włosów została. Oczy tego chłopca były mieszanką granatowego z zielonym, a przez wielu uważany za najładniejszego chłopaka w klasie humanistycznej. Nosił imię Ernest.
-Wraz problem szczególnie mnie poruszył, dlatego wymyśliłam rozwiązanie dla waszych jakże niespokojnych umysłów o znaczącym ilorazie inteligencji – zaczęła pani Gorzałka zmęczonym głosem, przyprawionym nutką irytacji. Potężna nutką irytacją.
-Proponuje, abyście zaczekali na koniec grupy, ale to chyba nie przejdzie z waszą cierpliwością, dlatego idźcie w stronę przeciwną niż nasza. Czy biegnijcie. Do wyboru, obojętne mi to- przewróciła oczami- A gdy tam dotrzecie to zawróćcie z powrotem do mnie i tak w kółko. Możecie meldować mi ile kółek zrobiliście. Jeśli mnie zachwycicie, niebotyczną miarą wielkości to możliwe, że pogadam z waszą panią wuefistką o jakąś dodatkową ocenę
-Dobra to my tak zrobimy!- prychnęli dumnie i zawrócili.
-Dobra to tak róbcie- odpowiedziała polonistka takim samym tonem jak oni.
Nie spojrzała nawet na nich kiedy ci gnali się w dół.
Była młodą nauczycielką o średnim wzroście i chudym ciele. Swoje blond włosy zawiązywała w niski kucyk, a grzywkę zaczesywała na bok. Nosiła czerwone okulary, które często poprawiała podczas swoich przemówień. Swoją przygodę z nauczaniem zaczęła ledwo 6 lat temu. Znana była ze swoich sarkazmów i ciętych ripost wśród uczniów. Nigdy nie potrafiła być super miła, gdy to ludzie zwyczajnie byli męczący. Rzadko podnosiła głos na uczniów kiedy źle się zachowywali. Zamiast tego posyłała im kamienne spojrzenie i rzucała takim tekstem, że każdy wiedział gdzie jego miejsce. Jej słynne riposty rozpowszechniły się wśród uczniów. Są wykorzystywane, i w ramach żartu, i na poważnie. Przez co większość uczniów darzyła ją szacunkiem. Jej wsparcie oferowane dla uczniów również spotęgowało sympatię dla tej młodej kobiety. Pani Małgorzaty Gorzałka.
Choć nic nie mogła zrobić z faktem, że jej nazwisko kojarzyło się tylko z jednym: alkoholem. Wiele żartów usłyszała na ten temat, ale nic sobie nie robiła. Wręcz przeciwnie, przyłączała się do salwy śmiechów i zawsze chętnie czytałaś memy na swój temat czy innych nauczycieli. Tym drugim się już tak jawnie nie chwaliła bo dobrze wiedziała, że niektórzy to to nie mają dystansu

***

-Co oni robią…-wysapała ciężko Ad.
Obok niej właśnie przeszła grupka uczniów z klasy humanistycznej i jej własnej. Nie zmęczeni ani za grosz. Tryskali energią, która można było zauważyć po ich szybkim kroku. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że szli naprzeciw prądowi. Dotarli oni do nauczycieli, zamykających pochód i zaczęli z nimi rozmowę. Para wychowanków również była zdziwiona ich zapytaniem. Dlatego wesoło postawili pytanie z treścią ,,co wy odwalacie”. Kiedy z ust uczniów padło słowo o pewnej nauczycielce to wszystko stało się w miarę zrozumiałe. Chłopcy długo nie zastali z starszą parą tylko ruszyli w drogę powrotną do panny Małgorzaty.
-Dlaczego oni mają tyle siły. To nie fair!- rzuciła z zarzutem, widząc jak szybko poruszała się ta grupa.
-Dlatego, że to są mężczyźni, którzy cokolwiek trenują. A z tego co mi wiadomo ty nic nie robisz w tym kierunku- wyjaśnił Eryk swojej towarzyszce podróży przyczynę zaistniałego zjawiska – Możliwe też, że mieli lepsze predyspozycje genetyczne. Dlaczego patrzysz na mnie spod byka?
Dziewczyna posłała mordercze spojrzenie chłopakowi, tasując go wzrokiem. Jej polika były w kolorze czerwonym, a cała twarz pokryta potem. Ciężko łapała powietrze, a to wszystko przez marsz pod górą od półtora godziny.
-Dziękuje, że mi to…wszystko podsumowałeś- odparła ironicznie, przewracając oczami.
-To był sarkazm,…tak?- zapytał nieświadomy irytacji niebieskookiej.
-Nie, wiesz- powiedziała przez zaciśnięte zęby na granicy cierpliwości.
-Oh..
-O czym gadacie?- dołączył się do rozmowy Charles, również nieobeznany w nastroju czekoladowo-włosej co drugi chłopak.
Przed chwilą czekał na dwójkę swoich przyjaciół. Miał szybsze tempo od swojej towarzyszki i niekontrolowanie co jakiś czas zostawiał w tyle pozostałą dwójkę. Wtedy albo do nich wracał, albo oczekiwał ich przyjścia. Akurat w tej sytuacji, gdy zrównali się z nim to wesoło zaczął iść wraz z nimi, nie zdający sobie sprawę z złego humoru Ad. Eryk również nie wlókł się, ale postanowił bez żadnego pośpiechu i spokojnym tempem pokonać ten marsz. Do tego chciał też dotrzymać kroku i pilnować dziewczyny, aby przypadkiem gdzieś nie zemdlała. Według jego uznania tak mogło się stać. ̷ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟W̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟k̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟o̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ń̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟c̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ṳ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ṳ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤͟͟c̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟z̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟e̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟n̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟n̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟i̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟c̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟a̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟n̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟i̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟e̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟n̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟a̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟l̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟e̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ż̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟a̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ł̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟a̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟d̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟o̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟n̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟a̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟j̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟c̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟h̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ṳ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤͟͟d̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟s̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟z̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟y̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟c̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟h̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟.

-Wyjaśniam zjawisko szybkiego pędu u ludzi- odpowiedział zrównoważonym i spokojnym tonem Eryk.
-I do jakich wniosków doszliście?
-Że ludzie mają silniki w dupie- wymamrotała dziewczyna, wchodząc w zdanie wyższemu. Otwierał już usta, by przekazać swoją wiedzę młodszemu. Zamiast tego spojrzał z wyrzutem na Ad.
-O..-zbiło Charlesa z tropu- Ciekawa hipoteza
Pogadali jeszcze chwili, w której to głównie dziewczyna milczała. Nie miała już siły, by dalej iść, a co dopiero by mówić. W końcu westchnęła zdenerwowana i z impetem usiadła na ziemi, a następnie położyła się, podkładając swój plecak pod głowę. Ludzie spojrzeli na nią i zaczęli szeptać między sobą. W tej chwili Ad całkowicie ich zlała, jak to miała w zwyczaju. Gdyby nie jej zmęczenie to coś odpowiedziałaby im wszystkim, że w końcu zamknęli by jadaczki. Sprawa wyglądała inaczej, dlatego też zasłoniła swoje oczy ręką.
-Czemu ty leżysz?-zagaił pierwszy Eryk.
Dziewczyna odsłoniła swój widok i ujrzała nad nią dwóch chłopaków, którzy utkwili swój zdziwiony i jednocześnie zmartwiony wzrok.
-A czemu ty stoisz?- mruknęła.
-Myślę, że powinniśmy już ruszać. Zaraz będą tu nauczyciele i zaczną nas popędzać- oznajmił sposępniały blondyn.
-To idzie, serio
Zakryła ponownie oczy ręką.
-Nie chcemy cię tu zostawić…-oznajmił Charles.
-Potrzebuje chwili wytchnienie w samotności. Nie chcę, abyście dostali opieprz tylko przeze mnie. Obiecuje, że do was dotrę. A teraz sio
Machnęła wolną dłonią na nich.
-A co jeśli…-zaczął nieprzekonany brunet.
-Nie nie zemdleję, a nawet jeśli to i tak już leże
-No dobra, ale i tak wątpię, że dasz radę do nas dołączyć- przyznał nadal niepocieszony Eryk.
-Więcej wiary we mnie, co?- zaśmiała się krótko.
-Powiedział bezbożnik- prychnął śmiechem wyższy.
Nastąpiła chwila ciszy, przerywana odgłosami innych rozmów i marszu.
-Przeszkadzacie mi w mojej samotni- powiedziała Ad.
-Dobra już idziemy- poddał się Charles- Chodź Eryk
Złapał drugiego chłopaka za nadgarstek i lekko zaczął go ciągnąć w kierunku celu grupy.
-Nie zdechnie ci przecież- roześmiał się blondyn, widząc zmartwiony wyraz twarzy przyjaciela.
Nie odpowiedział nic tylko powoli oderwał wzrok od dziewczyny i w końcu podążył za chłopakiem. Zaczęli się oddalać od Ad, aż dzieląca ich odległość była znacząca przez szybkie tempo obu uczniów
Dziewczyna zdjęła swoją rękę z głowy i ulokowała ją nad czołem. Obserwowała niebo, przesłonięte szarymi, kłębiastymi chmurami. Zapowiadało się na deszcz, ale w pogodzie mówili, że nastanie to dopiero późnym popołudniem. Wszyscy mieli nadzieję na poprawność tych doniesień. Nikomu nie chciałoby się wędrować w górach w trakcie ulewy, a zwłaszcza Ad, który najchętniej wszystko by olała. Nienawidziła takich sytuacji, kiedy świat pokazywał jej jaka jest słaba w porównaniu do innych.
-Myślałam, że nie wytrzymam- zaczęła po cichu do siebie.
Chwila przerwy dla ciszy, nie zmąconej jej słowami.
-Chciałam wszystkich roznieść. Wygarnęłam bym wszystkim to co nie mogę
Ponowna przerwa.
-Czasem jestem sama pod wrażeniem, jak dobrze potrafię to wszystko rozegrać i jak jestem blisko…
Tajemnicy uśmiech wpełzł na twarzy Ad, a cichy chichot zaczął wydobywać się z jej ust.

***

Eryk i Charles szli spokojnym krokiem do wyznaczonego celu. Szczytu, którego nazwę przegapili, a żaden z nich nie pokwapił się by zapytać kogokolwiek o informację. Rozmawiali na typowe ludzkie tematy, ciesząc się podróżą. Chociaż powoli nawet im doskwierało zmęczenie. Zauważyli też, że szychy sportowe również zaczęli tracić siły, ponieważ męska czwórka już nie tak ochoczo pokonywali wyznaczone im okrążenie. Ich główną motywacją było dostanie dodatkowe oceny z wuefu, dlatego zawzięcie trzymali się swego i truchtali dalej. Godne podziwu, nawet.
-Jak myślisz, które to już ich okrążenie?- spytał blondyn, idący w ramię w ramię przy brunecie.
-To nie będzie już 12?- odpowiedział, a jego wzrok odprowadzał wspomnianą grupę.
-Możliwe, ale że oni dają radę tak iść. Przecież nasza grupa rozwarstwiła się na kilka kilometrów. Zanim dojdziemy do celu to pod koniec będą się czołgać.
-Dadzą sobie radę
Nagle najwyższy z nich, Paweł potknął się o wystający korzeń i runął jak długi na ziemię. Oczywiście po upadku przeklął dostanie, a reszta ferajny zaczęła śmiać się na całego. Gdy podniósł swoją głowę to wszyscy dostrzegli oblepiony policzek z błota, a kiedy powoli wstawał to reszta jego ciałą równiez była brudna. Lojalni przyjaciele nie zaprzestali swoich chichotów tylko dorzucali bardziej to pieca, denerwując tym bruneta. Pokazał im środkowego palca, a w jego z nich rzucił szyszką. I tak zaczęli nawalać się rośliną i wszystkim innym co było pod ręką. Poszybował nawet plecak jednego z nich.
-Tak, dadzą sobie radę- rzucił niedbale.
-O stary!- odezwał się nowy głos w rozmowie- Szukałem cię!
Młody chłopak, niższy od Eryka pojawił się wśród nich. Poklepał ramię bruneta i uśmiechnął się szeroko. Jego uroda była typowo wiejska. Włosy w odcieniu jasnego brązu na pograniczu z blondem, długie i niesforne. Pyzata i rumiana twarz, a także haczykowaty nos. Na imię miał Stanisław Mieczyński, co nie raz spotykało się z śmiechem, ale nie tym złośliwym, lecz pozytywnym. Dla każdego takie imię bywało dosyć memiczne. Był kolegą z klasy Eryka, co później dowiedział się Charles w wolnej chwili. W obecnej nie znał typa, co przyprawiło go o niezły strach. Zamilkł i zaczął przysłuchiwać się rozmowie. Unikał wzroku nowego przybysza.
-Co tym razem?- mruknął- Znowu nie dałeś taką emotkę jak trzeba i przez przypadek wyzwałeś jakiegoś kulturystę na pojedynek?
-Patrz, jak ty mnie dobrze znasz!- ucieszył się i poklepał go kilka razy.
-Dobra daj mi to- wystawił rękę w jego kierunku- Załatwię to
-A trzymaj, trzymaj!- podał mu wspomniany przedmiot. Stary srebrny telefon, poprzedniej generacji.
-A mi mówią, że jesteś odklejony- wybełkotał.
-No bo to prawda
-Mam ci to odkręcić czy nie?- zagroził, choć jego głos należał do spokojnych.
-Rób to co do ciebie należy- złożył ręce jak do modlitwy i skłonił się lekko.
Charles w tym czasie usunął się lekko w bok, z dala od rozmawiającej dwójki. Nie chciał im przeszkadzać, a wychylać również nie zamierzał. Nie czuł się swój w towarzystwie nowego, który tylko powodował dyskomfort oraz strach. Postanowił zaczekać aż sobie pójdzie. Jeśli pójdzie bo mogą dobrze również się zagdać i gadać tak do końca wycieczki. Wtedy zielonooki byłby skazany na taką beznadziejną sytuację. Głupio byłoby mu odejść i poszukać Ad, która pewnie dalej zdychała na tej drodze albo kłóciła się z nauczycielami. Ale wstydził się też cokolwiek powiedzieć, zapytać. Wolał już pozostać niezauważony niż odpowiadać na zadane pytania. Bałby się, że zostanie źle zrozumiany lub co gorsza wyśmiany. Dlatego wybrał opcję bycia cichociemnym.
-Charles furt spotykam iż tym gąszczu ludu!- wykrzyknął znajomy, miły dla ucha głos. Choć mało co zrozumiały dla chłopaka to mniej więcej mógł domyślać się co powiedziała.
To była Helen wraz z jej koleżankami. Maszerowali w bliskiej odległości tuż za Charlesem. Obok jej prawej strony szła dziewczyna z długim warkoczem, gdzie od nasady zaczynał się brąz a powoli przechodził w różowy kolor . Była wzrostu tego co Helen, a jej żółtawe oczy błyszczały. Po jej lewej truchtały jeszcze dwie inne osoby. Pierwsza z nich, płeć żeńska z bardzo krótkimi wystrzyżonymi włosami w czarnym odcieniu. Jej styl można byłoby określić jako alternative. Dominujący kolor ubrań:czarny. Nawet na twarzy miała miała ciemne elementy w postaci grubych, lecz stylowych kresek, a na uszach ogromne złote pierścienie. Ostatnia z nich miała włosy do ramion i w niestandardowym kolorze, ponieważ był to niebieski. Kosmyki jej włosów były pocieniowane, tak samo jak jej grzywka na bok. Jej twarz była śniada, a na powiekach znajdował się niebieskawy kolor.
Każda z nich uśmiechała się zachęcająco, ale blondyn poczuł jak nagle robi mu się gorąco i duszno. Oczywiście, że cieszył się z spotkania. Czuł się przy niej nawet swobodnie, jak na kogoś kto prawie nie znał. Pewnie dawne odczucia i zaufanie zostawiło po sobie ślad. Pragnął odbudować dawną przyjaźń, ale nie w tej chwili. Nie w tym czasie kiedy jedyne co pragnął to uciec gdziekolwiek. Nie do domu, bo nawet w domu nie czuł się za dobrze.
Kiedy usłyszał głos na początku, zatrzymał się z wrażenie. Dziewczyny go dogoniły i tak zaczął truchtać obok pierwszej nieznajomej zachowując przy tym należytą odległością. Nie za daleko, by nie pomyślały, że ich się boi i nie za blisko bo Charles faktycznie ich się bał.
-Też się cieszę, że cię widzę…-wydukał i uśmiechnął się nieśmiało.
Nie chciał pokazać swojego stresu. Nie chciał, by pomyślały, że nie chce ich widzieć. Trzeba poudawać, że jest się super ekstrawertykiem kochającym ludzi. Na miarę swoich możliwości.
Plan idealny tylko Charles psuje go w całości.
-Masz zajebisty styl kolego- odezwała się nagle dziewczyna z ciemnymi włosami.
Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów. Ręką złapała się za brodę i cmoknęła z uznaniem.
Faktycznie wyróżniał się stylem ubioru na tle innych chłopaków. Bardziej przykładał do tego wagę niż inni przedstawiciele jego płci. Nie nosił jak to przysłowiowo się mówi ,,co szafa wysra” tylko starannie dobierał stylizacje. Sprawiało mu to nawet frajdę. Niestety stworzyło to dla niego wiele nieprzyjemności. Nie mówiąc nawet o aktualnej sytuacji.
-Dziękuję, starałem się- zaśmiał się nerwowo i przeczesał swoje włosy.
Dzisiaj faktycznie był dumny ze swojego ubioru, choć bał się, że zniszczy swoje luźne beżowe spodnie. Na sobie miał jeszcze czarny płaszcz z kapturem i zielony sweter z białymi paskami.
-Jaśmin znowu zaczepiasz ludzi- zareagowała stanowczo Helen- Ale w sumie to masz rację. Masz zajebisty styl, Charli
Lekko się zarumienił na te słowa. Odwrócił wzrok.
Nie liczni zdrabniali jego imię, a jego rodzeństwo zazwyczaj robiło to w ironicznym charakterze. Wolał, aby używali go tylko jego najbliższy i nie chodzi tutaj o rodzinę. Tylko, żeby było to osoby, z którymi czuję się dobrze
-I cudowne imię- wyznała rozmarzona uczennica z warkoczem.
-Ogólnie dziesięć na dziesięć jesteś- dodała ostatnia, kolorowłosa- Szukasz może dziewczyny?- Uśmiechnęła się dwuznacznie.
Blondyna zalała fala atencji i uznania dla jego osoby. Było to może nie nowego bo czasami ktoś z jego klasy próbował do niego zagadać, tudzież poderwać, ale dosyć szybko się poddawali bo nie wykazywał inicjatywy.
-Dziewczyny zostawcie mi go!-obruszyła się Żurawska.
-Trzeba było powiedzieć, że jest twój- zachichotała Jaśmin.
Helen przewróciła oczami i westchnęła załamana zachowaniem swoich koleżanek, które zachowywały się jak napalone i nabuzowane hormonami nastolatki.
-Wróćmy do tematu- kruczoczarna obeszła grupę od tyłu i zajęłą prawą stronę chłopaka- To jesteś wolny?
Przystawiła się bliżej niego, a fala ciepła zalała blondyna, ale nie taka jaką moglibyście pomyśleć. Ta była z gatunku stresujących.
Zaczął powoli przyspieszać.
-Nieee..-zadrżał jego głos.
Stanowczo była za blisko, stykali się ramionami.
-Słuchaj brakuje takich jak ty- zaczęła bez ogródek brunetka z różowymi końcówkami- Wszędzie tylko samce alfa
-A tfu samce alfa- wyrzuciła z obrzydzeniem następna, a reszta jej zawtórowała.
-Więc wybacz naszą nachalność- zaczęła trzecia.
-Zrozum, zrozum chwytamy się wszystkiego!-krzyknęła zdesperowana obcięta na krótko.
-Nawet nie zna waszych imion, kretynki- burknęła Żurawska.
-Liwia Darłoń- przedstawiła się osoba z warkoczem.
-Jaśmin Aleksandrów- powiedziała kruczoczarna.
– Konstancja Zielińska- zakończyła ostatnia z nich.
-Patrz teraz to zna nawet nasze nazwiska!- parsknęła śmiechem.
-Ręce załamuje…- skwitowała załamana Helen.
Potem zaczął się grad pytań w stronę Charlesa. Starał odpowiadać na wszystkie z pełnym uśmiechem, ale z każdym było tylko gorzej. Czuł, że jego głos się tylko jąkał. Próbował mówić głośno i wyraźnie. Nic to nie dało bo i tak musiał kilka razy powtarzać dziewczyną. Mimo to nie odpuszczały i nie wygladały na zniechęcone. Chichotały na przemian z frywolnymi uśmiechami. Blonydnka próbowała je uspokoić, ale te ją ignorowały, skupione tylko na jednej rzeczy.
Charles potrzebował przestrzeni, by móc zaczerpnąć powietrza do płuc. Był przytłoczony obecnością tylu nieznajomych i nie widział dla siebie ucieczki bo nie chciał im robić przykrości swoim odejściem i byłoby bardzo możliwe, że poszłyby za nim. Wyglądały naprawdę na bardzo nachalne i zdesperowane, by go zdobyć.
Ale do cholery on był sam, a one trzy. Jakim cudem chcą się z nim podzielić. Jeszcze będzie musiał wybierać pomiędzy nimi.
A tego nie chciał. Tak samo jak nie chciał tu być. Tak bardzo.
Czuł się źle w znaczeniu psychicznym i fizycznym.
Bo ciężko mu się oddychało, ból głowy rozsadzał mu skronie, a cała droga i drzewa wydawały się za mgłą.
I, że spada, ale przecież dalej trzymał się na swoich nogach, które już nie tak pewnie stawały kolejne kroki.
Coś ktoś mu powiedział, ale on nie zarejestrował co. Potem znowu Helen się odezwała, a jej głos rozpoznał od razu, ale nie treść słów. Chyba mówiła do niego albo znowu ochrzaniła swoje koleżanki.
Widoczność u niego była jak oglądana przez telewizor z niewyraźnymi obramowaniem wokół. Czuł się jak w jakimś śnie, że to się nie dzieje naprawdę. Miał wrażenie, że to co robiło jego ciało, nie było jego ciałem, że oglądał jakiś film. To wszystko było jakiś chorym transem, czymś przerażającym. To uczucie go ogarnęło. W tym momencie widział wszystko tak oddalone. Nawet własną ręką. To było jego ręka? Widział ją, a nie czuł. To musiała być jego ręka.
Usłyszał głos. Mówił mu, by uciekł.
,,Uciekaj, uciekaj, uciekaj”
Zaraz to był jego własny głos, w jego głowie.
Miał ochotę sobie strzelić za te wariacje i za zachowywanie się jak postrzelony.
Nagle wybudził się z tego, za pomocą czyjegoś dotyku, który podziałał jak kubeł zimnej wody.
To co uważał. Całe te wydarzenia, nie trwało nawet jednej minuty. Dosłownie parę sekund. Nie wiedział co to było. Miewał podobne epizody, ale nie w takiej rozdzielczości. Nie z taką mocą.
Rozgrzaną dłoń, którą poczuł na swoim nadgarstku należała do Ad. Złapała go od tyłu i zatrzymała, a wraz z nim cała reszta dziewczyn, które wyglądały na zdezorientowane, a sama blondynka była zaniepokojona. Mimo to można było u niej dostrzec ulgę, że ktoś zatrzymał tą nieśmieszną farsę. Trzymała rękę na piersi.
Dziewczyna miała zaróżowione policzki. Stała hardo, spoglądając w szkliste oczy chłopaka, z których mogła wyczytać naprawdę wiele.
A on patrzył na nią błagalnie i jednocześnie przestraszony.
Był również tak wkurzony na siebie, że robi wokół siebie szum, ale tego nikt już nie zobaczył.
-Sorry, kochaniutkę, ale muszę porwać Charlesa- przerwała ciszę pomiędzy nimi.
Kilka osób odwróciło się w stronę ich. Minęli ich i ruszyli dalej.
-Siostra czy dziewczyna?- spytała podejrzliwie Liwia, wyczuwając nową rywalkę.
-Przyjaciółka- odpowiedziała spokojnie.
-A jaka sprawa, że musisz nam go porwać?- zadała pytanie Konstancja- Tak dobrze nam się gadało!
Ciemna brunetka chciała rzucić uwagę, że jednostronna rozmowa nie należy do gatki, a bardziej do monologu, ale postanowiła zachować to dla siebie.
-Mieliśmy ich razem do wychowawcy, żeby coś się zapytać- oznajmiła i rzuciła mu znaczące spojrzenie, żeby dołączył się do ściemy.
Charles pokiwał tylko głową.
-No skoro musicie iść…-stwierdziła, że smutkiem brunetka.
-No to cześć!- rzuciła z prędkością światła niebieskooka i porwała chłopaka w dół zbocza.
-Miło było was poznać i znowu cię zobaczyć Helen!- krzyknęła na odchodne, przeskakując olbrzymie konary.
Blondynka na pożegnanie zdołała wykrzyczeć szybkie “cześć” i pomachała im na do widzenia. Była już bardziej spokojniejsza niż wcześniej
-Mamy do porozmawiania, drogie panie- warknęła.
Zamrszczyła brwii i założyła ręce na piersi.
-No nie, znowu mamo?-wymamrotała Jaśmin.
Reszta dziewczyn zaśmiała, a Helen zmierzyła je spojrzeniem, które stanowczo doprowadziły je do porządku.
Zaczęła je ochrzaniać w swojej gwarze, gdzie gdyby nie ton głosu Żurawskiej, reszta zaniosłaby się ponownym śmiechem.

***

-Skąd wiedziałaś?-zaczął jako pierwszy blondyn, gdy usiedli wspólnie na pniu drzewa obok ziemistej drogi.
Oddalili się już od grupy dziewcząt i postanowili chwilę odpocząć po szaleńczym biegu. Na horyzoncie jawili już się opiekunowie, którzy poganiali ostatnich uczniów, idących zbyt wolno. Wznowią pochód dopiero wtedy kiedy pojawią się niebezpiecznie blisko.
Już to Ad nasłuchała się ich narzekań i tekstów, by ruszyła dupsko. Dlatego wolała trzymać się daleko od dorosłych. Nie rozumiała dlaczego początek marszu nie poczeka na tych na końcu. Przecież ich kolumna rozpościerała się na dobre dwa kilometry. Dziewczyna mogła uciąć sobie rękę, że tak było.
Ale dobra to byli nauczyciele i jeden przewodnik. Przecież oni wiedzą lepiej. Cała śmietanka inteligencji.
-Skąd wiedziałam o czym?- podniosła brew ku górze.
-No…że chce się….wyrwać od nich- wydusił z siebie wyznanie.
-Instynkt macierzyński
-Którego nie posiadasz- doprecyzował.
-Ech..-rzuciła, machnięciem ręki- Siła dedukcji i przeczucia
Po tym jak dostała kazanie od opiekunów przyspieszyła natychmiast kroku, nie mogąc powstrzymać się przed czymś czego będzie żałować. Szukała ich na trasie i w oddali zobaczyła jako pierwszego swojego przyjaciela otoczonego przez sporą grupkę, jak na niego. Wyglądało to podejrzewane, a gdy podeszła bliżej już wiedziała co się święci.
-Dziękuje
***

-Witajcie, drogie dzieci na szczycie Śnieżnik!- krzyknęła uradowana panna Beata Paszkowska, nauczycielka od geografii.
Była już czterdziesto siedmioletnią kobietą, która przez całe życie pracowała w szkole. Była dosyć niska i miała nadwagę. A jej ciemne długie włosy zaczęły pokrywać już lekka siwizna od nasada.
Znajdowali się na płaskim szczycie, pokrytym niską trawą i kamieniami. Dalej rozpościerały się inne góry schowane w głownie za masą szarych chmur i mgły.
-Sądzę, że w tym momencie każdy z nich ma ochotę nas zamordować, więc nie powinniśmy mówić z takim entuzjazmem- powiedziała obojętnym głosem pani Małgorzata, przystopując na chwilę swoją koleżankę z pracy.
Ale dosłownie tylko na chwilę po nauczycielka była prawdziwa optymistką i emanowała radością. Do swoich uczniów odnosiła się luźno i zwracał się często do nich “no co tam dziubusie” “cześć, co tam słychać?”. Przyprawiając początkowo, nowych uczniów o zmieszanie, nieprzyzwyczajonych do takiego zachowania. Mimo tego, nikt nie potrafił zwrócić się do niej na ty i nikt tego nigdy nie zrobił z uczniów. Chyba, że przez przypadek z automatu odpowiedzieli “cześć”. Gdy takie wpadki się zdarzały to dla naszej geografistki nie robiły one żadnego wrażenia, a nawet bardziej się cieszyła.
-Oj cichaj tam…-machnęła ręką na polonistkę- Tylko popatrz na ich twarze!
Obraz udręki i zmęczenia malował się na twarzy większości uczniów. Wszyscy pragnęli być w końcu w pensjonacie, a nie na jakiejś górze po czterogodzinnym marszie w górę. Jeszcze na nich czekała droga powrotna. Podobno miała być ona krótsza niż poprzednia, ale wiele osób przeczuwało w tym jakiś podstęp, by nie marudzili.
Reasumując, każdy miał dosyć. Choć co niektórzy odczuwali satysfakcję, że dali radę i nie skonali w połowie drogi.
-Na niektóre twarze- doprecyzowała geografistka.
-Słyszałeś Eryku?-zwróciła się do kolegi Ad urokliwym głosem, patrząc na niego znacząco.
-Byłem blisko- próbował się wybronić- Powiedziałem Sznieżnik
-Jedna literka różnicy AŻ jedna literka
-Ech..
Niebieskooka wystawiła w jego kierunku wyprostowaną dłoń i czekała, ponaglając go wzrokiem by się pospieszył. Brunet wyciągnął zwinięty banknot 10 złotowy i wręczył go dziewczynie.
-Z tobą interesy to czysta przyjemność- uśmiechnęła się złośliwe i schowała pieniądze do plecaka.
-Śnieżnik, będę już pamiętać- mruknął od niechcenia- Drugi raz się nie dam
-A ja zapamiętam, by się z tobą nie zakładać – dodał na sam koniec Charles, przyglądający się temu wszystkiego.
-Pffff
-Dobrze, że najgorsze przed nami- powiedział blondyn z utkwionym wzrokiem przed siebie.
Czy miał rację to inna kwestia.
-Hmmm kocham góry- rzuciła sarkastyczną uwagę podziwiając biały widok.
Teraz mało było co widać przez nadmiar mgły i chmur.
-Serio?- spojrzał na nią Eryk.
-Ubić cię to za mało- prychnęła.
-Dobra zrozumiałem

***

Zeszli na dół do schroniska na obiad, mieszczącego się nadal wysoko, ale zawsze to było bliżej końca trasy. Później udali się na metalową konstrukcję- wieżę widokową. Znajdowała się tuż obok schroniska.
Szli wijącą się trasą wokół słupa przytwierdzonego na środku. W połowie drogi został przytwierdzony swego rodzaju tunel, łączący dolny odcinek drogi z tym górnym, tak by szybciej pokonać trasę. Był zrobiony z mocnym, grubych lin i nawet silny wiatr nie potrafił nim zakołysać, więc wielu śmiałków spróbowało tego rodzaju atrakcji, spoglądając w dół. Na przepaść bez żadnego rodzaju zabezpieczenia. Nie było ono potrzebne skoro sam sprzęt był wystarczająco wytrzymały. Charles, Eryk i Ad pokonali tą atrakcję.
Kiedy dotarli na sam szczyt, rozpostarło się przed nimi niesamowity widok. W końcu odsłonięty przez szare chmury i mgłę. Pod nimi był las, gęsty utkany z sosen. Dalej tuż za drzewami ulokowana była mała wioska, w której działo się życie. Rozgałęziona sieć ulic, przy której stał dom przy domie. A dalej widniały zarysy odleglejszych szczytów. Za sobą widzieli drogę na Śnieżnik.
Podziwiali to wszystko. Wykonali kilka zdjęć razem we trójkę i ruszyli na dół.
Kiedy wracali minęli jednego nauczyciela. Tym razem był to mężczyzna uczący historii i wychowania fizycznego. Swoim wyglądem przykuwał każdego i niekiedy opowiadał jak to inny chcieli zrobić sobie z nim zdjęcie. Powoli zbliżał się do czterdziestki, ale mimo tego jego gęste lekko kręcone brązowe włosy nie zostały naruszone żadnym śladem siwizny. Pod nosem zapuścił wąsy, które podkręcał do góry. Do tego jeszcze miał gęstą brodę. Do spodni zawsze miał przyczepione różnokolorowe szelki. Przypominał postać wyjętą z kreskówki, jego wygląd był niecodziennie i tworzył już wcześniej wspomnianą furorę..
-Szybka sprawa- zaczął stając naprzeciwko nim- My z nauczycielami idziemy szybką na most zwodzony nad przepaścią. Program nie objął tej atrakcji, ponieważ jest ona za droga. Siedemdziesiąt złoty jakbyście pytali
Ad i Charlesowi się to nie spodobało bo w końcu powinni z nimi zostać, a nie sobie iść. Eryk akurat również się skupił na słowach mężczyzny. Jego twarz wyglądała na spokojną.
-Na dole będzie stał przewodnik i opiekun od waszych rodziców- kontynuował- Udajcie się tam do niego. Pokieruje was najpierw do schroniska, a później na dół. Nie jest tam daleko. Półtorej godzinki i będziecie na miejscu, gdzie będzie czekał na was autokar. Zrozumiane?
Pokiwali twierdząco głowami.
-Nie mogliśmy wybrać tej drogi krótszej przy wchodzeniu, co?- rzuciła cierpko.
-Nie ja tworzyłem plan- wzruszył ramionami- To ja lecę dalej przekazywać wiadomośc. Strzałka
Zasalutował i ruszył dalej.
Pożegnali się krótko i ruszyli w dalszą drogą. Wszystkim doskwierał dobry humor i prowadzili najróżniejsze dyskusje. Byli też poirytowani, że opiekunowie ich zostawiają i sobie leżą na jakieś atrakcje bez nich. Do tego wiadomość, że istniała krótsza trasa nie poprawiała nastroju. Ad uznała, że psychopaci tworzyli cały plan wycieczki, a to był dopiero pierwszy dzień. Nie wiadomo co wymyślili na resztę, ale zapewne znowu coś super męczącego bo oni wprost uwielbiali tak katować swoich uczniów. Nowe hobby sobie znaleźli.
Wiał mocny wiatr, który niesamowicie targał ich włosy i kurtki. A ciemne chmury maksymalnie zasłoniły niebo. Było chłodne popołudnie i zapowiadało się na deszcz. Oprócz ich grupy szwendały się też liczni turysci, zwiedzający całą wieże widokową w kolorowych narzutach.
Kiedy w końcu dotarli na sam dół do wyjścia, nie zastali nikogo znajomego. Miał na nich czekać, jak i na całą resztę stary, łysy przewodnik w czerwonej kurtce. Bardzo charakterystyczny nie sposób go przeoczyć, a dziada nie ma.
Czekali najpierw kilka minut, które przerodziło się w 15 i nie ubłaganie zbliżało się do 20. Zaczęli się niecierpliwić i obawiać, że zostali pozostawieni na pastwę losu.
-Ej, a może pomyliliśmy miejsca?- wypalił nagle blondyn, gdy poprzedni temat rozmowy dobiegł końca.
-Nie, no na bank to tutaj przecież kazali nam czekać przy w y j ś c i u – podkreśliła Ad ostatnie słowo.
-Może to nie jest czas zbiórki?- próbował wyjaśnić Eryk.
-Kurde, nie powiedzieli nam o której jest tylko, że mamy czekać. Co za nieprofesjonalni i niekompetentni nauczyciele- zaczęła się denerwować dziewczyna.
-A mogliśmy zapytać się naszego wuefisty o szczegóły, gdy mijaliśmy go ponownie na trasie- westchnął zielonooki.
-Teraz możemy tylko chcieć- mruknęła i założyła ręce na piersii- Musimy znaleźć rozwiązanie
-O cześć Helen- powiedział nagle Eryk, zwrócony w stronę dziewczyny.
-Łoj boże!- zawołała zrozpaczona blondynka.
Dziewczyna zaczęła biec z wyciągniętymi rękami przed siebie. Po czym niespodziewanie rzuciła się na wysokiego chłopaka i wtuliła się w jego brzuch, ponieważ tylko ten obszar był dla niej dostępny. Różnica wzrostowa między nimi była ogromna. Nie całe metr 60 kontra około metr 90, właśnie się spotkało. Chłopak, cofnął jedną nogę do tyłu dla zachowania równowagi, wytrąconej przez siłę rozpędu. Wyciągnął dłonie z kieszeni i położył je na ramionach rówieśniczki.
-Co się- zaczął, ale Helen już się odpaliła i zaczęła gaworzyć w swojej gwarze, przerywając mu tym samym.
-Hetyj jełopy i szajbusy mne pokinuły!- odsunęła się od chłopaka i zaczęła energicznie gestykulować- Apiać hledzieć, a tu ichni ni ma! Poślim! Poślim bez mnie!- krzyknęła nie dowierzając.
Charles, jak i Ad stali już obok Eryka i przeglądali się zamieszaniu powstałemu dzięki zdenerwowanej, bardzo zdenerwowanej dziewczynie, która energicznie chodziła w koło i machała rękoma.
-Ichni ocipiali. Biedy sobie naputali! Ichni tylko jestuj chłopi! Skołowaciałam, ja biedna! Wsio letko ichni. Możno ni słychowałam? Ni! Ja ukatrupić ichni temu żeb ni zamaniło ni chłopów. Chwacit! Przylimonić ichni. Kicha, kicha! Poszedł w bołoto!
Blondyn zakrył swoje usta dłonią, aby jego zdradziecki uśmiech nie wyszedł na jaw. Nie mógł poradzić, że słowa dziewczyny były po prostu śmieszne. A zaśmiać się nie wypadało skoro było widać, że pieguska to przeżywa.
Dziewczyna pogadała tak jeszcze sama ze sobą, chodząc te i wewte. Potem opadła zmęczona na ziemię i oparła swoją głowę o dłoń.
-Lepiej?- zapytała ciemna brunetka, podchodząc do niej i siadając obok.
Dziewczyna nabierała łapczywie powietrza do płuc, a jej twarz została przyozdobiona czerwonym rumieńcem.
-Cipier da- powiedziała wyczerpanym tonem.
-Dobrze, cieszymy się- dołączył się do rozmowy blondyn, ulokowując się naprzeciwko dziewczyn wraz z brunetem- Ale teraz prosimy o wytłumaczenie w troszku bardziej zrozumiały sposób -Pokazał dwoma palcami, coś małego.
Blondynka westchnęła krótko.
Wzięła w ręce mały kamień i zaczęła nim rysować po ziemi nieokreślone kształty.
-Bo moje koleżanki są straaaasznie zdesperowane, by kogoś mieć fajnego- zaczęła opowiadać Helen- Są zazdrosne, że dziewczyny z gorszym charakterem mają zawsze kogoś i jak tylko widzą w oddali samca to biegną do niego, by go upolować. Plus rodzina cisnię z nich bekę, że nikogo nie mają i ciągle pytają “a gdzie masz swojego kawalera?” Byliśmy na górze wieży widokowej i coś do mnie powiedziały. No, ale tego nie słyszałam bo wiał straszny wiatr i zrobił się tłum ludzi. Gdy krzyknęłam, aby zaczekały na mnie to tylko coś krzyknęły i zniknęły mi sprzed oczu. Normalnie, by mnie nie zostawiły, więc podejrzewam, że znowu chodzi o jakiegoś biedaka, którego pewnie męczyły. Mam nadzieję, że był to jakiś obcokrajowiec i ich nie zrozumiał- fuknęła na końcu.
-No to słabo…-powiedziała Ad- No, ale przynajmniej masz nas!
-Nie wiem czy to jakieś pocieszenie- zasępił się Charles.
-Oczywiście, że jest to pocieszenie!- nie zgodziła się blondynka z chłopakiem- Nawet nie wiecie jaki był to strach kiedy zauważyłam, że nikogo nie ma znajomego pośród mnie. Wiem, że miałam szukać naszego przewodnika, ale go nie mogłam znaleźć
-Spoko, my też – odparł niewzruszony Eryk.
-ALE JAK TO?!- wstała Helen- ZOSTAWILI NAS NA PASTWĘ BIESÓW?!
Zaczęła nerwowo chodzić dookoła wszystkich, a oni śledzili jej trasę.
-Nie, na pewno nie – zaczęła się uspokajać zanim ktokolwiek to zrobił- Pozytywne myślenie przede wszystkim!- zacisnęła wysoko wystawioną pięść .
Reszta wstała, otrzepując się z ziemi.
-Widzę naszych ludzi- oznajmił brunet, patrząc w dal.
-GDZIE?!-rzuciła się najniższa do chłopaka i zaczęła potrząsać jego ręką, ponieważ nie potrafiła sięgnąć do jego ramion.
-No tam- wskazał palcem na dół. Podążyli wzrokiem we wskazanym kierunku.
Spostrzegli dosyć sporą grupę młodych osób idących wzdłuż szerokiej, kamienistej ścieżki. Znajdowali się dosyć daleko od nich, ale mimo tego byli pewni, że musieli być to ich znajomi. Nie natrafili wcześniej na żadną wycieczkę szkolną się. Ten fakt, jeszcze bardziej podbudował ich pewność. A do tego jeszcze usłyszeli krzyki Alki, niesione przez echo. Pewnie znowu chłopcy coś jej zabrali, tak jak zwykle. Wprost uwielbiali ją zaczepiać.
-Na co jeszcze czekamy?-zapytała retorycznie czekoladowo-włosa- Ruszamy bo jeszcze ich zgubimy!
Wszyscy rzucili się do biegu, a Helen o mało co nie wyrżnęła głową o ziemie.

***

-Chyba ich zgubiliśmy- wydyszał Eryk po szalonym biegu, jakim przed chwilą odbyli.
-Wow… Po…czym…to stwierdziłeś?- rzuciła sarkastycznie Ad, ciężko oddychając.
-Nie odpowiadaj jej…Eryk- poleci całkowicie poważny Charles z nierównomiernym oddechem.
Niebieskooka wyglądała jakby miała zaraz paść na ziemię. Podpierała się o kolana, skulona i łapała łapczywie powietrze do płuc. Blondynka stała tuż obok niej, tak samo zmęczona jak inni. Rozglądała się na boki.
-Rzućmy monetą, a los zdecyduje którędy mamy iść- zaproponowała Helen po dłuższej chwili.
Stali na rozdrożu dróg. Po ich lewej stronie zaczynały ścieżkę porastać średnich rozmiarów choinki, a po drugiej stronie był tylko spad. Jeden z szlaków prowadzil w głąb lasu, a prawy jakby szedł dokoła niego. Był bardziej wąski i z więcej wystającymi korzeniami. Pomiędzy drogami stała turystyczna tabliczka przedstawiająca czas przejścia i kierunek trasy.
-Lepiej kierujemy się znakami- stwierdziła Wojnar.
-Ja bym zaczekał tutaj na opiekunów, skoro zgubiliśmy naszych, a nie ma sensu iść nie tą drogą co trzeba, jeśli się pomylimy- powiedział Charles.
-A mi w sumie wisi co zrobimy- wzruszył ramionami Ery.
Spiorunowali go wzrokiem.
-No co- zdziwił się chłopak- Dla mnie ważne jest, aby być razem w obojętnie jakiej decyzji
-Oooo to słodkie!- rozczuliła się blondnka, a ręce złożyła w koszyk i przyłożyła do piersi.
-Bardzo- przewróciła oczami Ada- Ale dalej nie wiemy co robić!
-Nie możemy po prostu do kogoś zadzwonić?-padło pytanie ze strony Żurawskiej.
-Brak zasięgu- odpowiedział jej Fido, wzruszając ramionami.
Rozpoczęli gorącą dyskusję, w której każdy chciał, aby reszta zrobiła tak jak polecali. Głównie to obie dziewczyny się ze sobą wadziły, a Eryk negował każdy z ich pomysłów. Charles na początku też się udzielał, ale umilkł, gdy zaczął być ignorowany. Cała uwaga została skupiona tylko na żeńskich rozmówcach, które czasem zauważyły obecność Eryka. Jego spokój szargał nerwy obu kobiet, a dezorientujące wtrącenia nie pomagały. W końcu wszyscy umilkli. Wyższa prychnęła i usiadła na trawie po lewej stronie drogi. Reszta z braku innych zajęc ruszyła jej śladem. Siedzieli w równym rządku zatopieni w swoich rozmyślaniach, każdy z złym humorem. No dobra brunet znowu był wyjątkiem. Jak można się spodziewać był niewzruszony i nie przejmował się ogólnym stanem. Uważał, że skoro byli bezpieczni to wszystko gra, a sytuację da się rozwiązać.
– I tak to jest…- przerwała ciszę Ad, przeciągłym westchnieniem.
Helen i Charles jej zawtórowali. A Maleanek tylko popatrzył na ich zmęczone i przygnębione twarze
Blondynka popatrzyła w górę i oznajmiła:
-Będzie padać
-Super- burknąła dziewczyna.
-Ciekawe co jeszcze nas spotka- zapytał niższy chłopak.
-Może burza?- rzuciła z przekąsem niebieskooka.
-Zabronione jest, aby wychodzić gdziekolwiek z wycieczką kiedy jest zapowiedziana burza- wtrącił się do rozmowy Eryk.
-Taak?- rzuciła zdenerwowana czekoladowo-włosa- Zabronione jest też zostawianie młodzieży bez żadnej opieki
-Może jak będzie burza to stoczymy się z tej góry do ośrodka- próbowała rozluźnić atmosferę blondynka, co ewidentnie się jej udało bo wszyscy parsknęli krótkim śmiechem.
-Może dla zabicia czasu opowiem wam co nieco o demonologii słowiańskiej?- dodała ożywiona.
-Nie sądze, aby to dobry pomysł gadać o demonach teraz- wyjawił swoje obawy Fido.
-Mnie tam ciekawi czemu nie ma żadnych turystów na tej drodze…- powiedział brunet, wpatrując się w widok naprzeciwko niego- Przecież było ich tak dużo
Przed chłopakiem jawił się krajobraz wysokich, zielonych gór i ciemnych chmur nad nimi. U podnóża szczytów znajdowała się wioska i las.
-Boisz się co?-zaczęła się droczyć Helen, przysuwając się do chłopaka.
-Nie- odparł spokojnie.
-Tak- uśmiechnęła się łobuzersko.
-No mówię ci, że nie
-Ryby i Charles głosu nie mają- zatrajkowała.
-Idź się doedukować bo tak to nie brzmiało- skwitował.
-Co za bachory…-rzuciła pod nosem Ad.
-Słyszeliśmy to!- krzyknęli jednocześnie.
Nagle w pobliskich krzakach zaczął wydobywać się szelest liści i łamanych gałęzi. Zamarli na ten dźwięk i wytężyli słuch. Wstali z ziemi.
-Co to było?- zapytał czujnie blondyn.
-Wiatr?- zasugerowała niska dziewczyna.
Odgłosy zaczęły się coraz bardziej zbliżać.
-A może to turysta jednak?- próbowała dalej wyjaśniać.
-To czemu nie słychać go z ścieżki tylko z środka lasu?- odpowiedział jej Charles.
Podniósł kamień z ziemi i zacisnął go w pięści.
Nastała chwilowa cisza przerwana nagłym trzaskiem złamanego drewna.
-Łoj boże jestuj kudłacz!!!-krzyknęła z całych sił wystraszona Helen i zerwała się do biegu.
Biegła nie oglądając się za siebie w stronę powrotną do wieży widokowej. Pomimo wcześniejszego zmęczenia i wniesienia poruszała się niebywale szybko.
-Helen do cholery po polsku miałaś mówić!- rzuciła głośno zdenerwowana druga dziewczyna i również ruszyła do biegu, byleby nie zgubić blondynki. Jeśliby oni wszyscy się pogubili to w ogóle krzyżyk na drogę im i wielka biada.
-Mieliśmy się trzymać razem przypominam!- wykrzyczał Eryk za nimi- Charles ruszamy za tymi dwiema szajbuskami
Machnął ręką w kierunku reszty przyjaciółek i pobiegł za nimi.
-Nie no kolejny zaczyna gadać po gwarze- załamał się Charles. Obrócił się jeszcze tylko w stronę dziwnych dźwięków i rzucił w tamtą stronę kamieniem, który wcześniej trzymał w ręce. Następnie ruszył za pozostałymi bo nie chciał zostać tutaj sam.

***

-Ma cela ten dzieciak- jęknął męski, niski głos.
Mężczyzna na około 20 lat, wyłonił się za znaku turystycznego. Ubrany cały na zielono i pokryty liśćmi, trzymał się za głowę. Na jego policzku widniał mały siniak, spowodowany innym uderzeniem niż tym, którym dostał w łepetynę. Patrzył jak w popłochu ucieka młodzież, którą właśnie wystraszył.
– Lubię ich straszyć, ale chyba mam dosyć na jakiś czas bo wszyscy ostatnio dostali magicznego cela- odparł z grymasem na twarzy przez spowodowany ból.
-I pora zmienić w ogóle szlak bo już wszyscy wiedzą, że tu jestem i omijają go szerokim łukiem- mruknął niezadowolony.
Nagle z nieba zaczęło powoli kapać, a mężczyzna zniknął skąd przyszedł.

***

Drzwi od łazienki otwarły się i wyszła z nich starsza kobieta. Jej twarz pokryta była już kilkoma zmarszczkami, a brązowe włosy były spięte w kok. Ubrana była w kurtkę przeciwdeszczową i zwykłe spodnie.
Przemieszczała się wśród zapełnionych stolików w schronisku, mieszczącego się w górach tuż obok wieży widokowej, słynnej na te strony. Za okien już kropiło, dlatego budynek był wypełniony aż po brzegi ludźmi, czekającymi aż się przejaśni. Według prognoz pogody deszcz nie miał trwać długo.
Wypatrywała kogoś wzrokiem. Omijała tłumy ludzi i przeciskała się przez nie, aż w końcu odnalazła swojego współpracownika. Siedział przy stoliku i pił parujący napój. Był to mężczyznę wyraźnie po 50 z kilkoma białymi włosami na głowie i wielką okrągłą łysiną na środku. Zmarszczki okalały jego twarz. Na sobie miał czerwoną kurtkę.
-Zebrałeś wszystkie dzieci jak cię prosiłam, Benedykcie?- zapytała na wstępie i przysiadła się do stolika.
-Tak- odpowiedział krótko i przyłożył kubek do ust.
-A przeliczyłeś?
Nic nie odpowiedział, ale nie wyglądał na zestresowanego tylko spokojnie pił płyn.
– Prawda?- naciskała nadal, by uzyskać odpowiedź. Twarz pokryła się zmarszczkami niezadowolenia.
-Zabrałem tyle ile widziałem
Zamrugała kilkakrotnie.
-Że co zrobiłeś, przepraszam?- wypaliła zszokowana.
-No mówię ci przecież- zdenerwował się i odłożył kubek- Zabrałem je tutaj i powiedziałem, że mają tutaj poczekać. Potem do mnie przyszli i zapytali czy mogą sobie iść na dół to powiedziałem, że dobrze. Wyjaśniłem im wszystko i nawet dałem im mapę- wyjaśnił dumny ze swoich poczynań.
Kobieta zbladła i opadła bez sił na drewniane siedzenie.
-A mówiła mi siostra, abym nie brała żadnych dzieci pod swoją opiekę…-wydusiła blada jak ściana.
-Oj nie przesadzaj- machnął ręką- Jeszcze nikomu się tu nic nie stało. Nawet powiedziałem im, jaką drogę mają obrać, by ominąć pana Dareczka co lubi straszyć turystów
-No psychol…
-Wiem, dlatego kazałem im się trzymać daleko od niego i rzucić kamieniem jeśli go zobaczą
-Mówiłam o tobie- syknęła.
Przewodnik zmarszczył brwii w zdenerwowaniu.
-Na co czekasz?!- krzyknęła nagle i zerwała się z siedziska- Musimy ich znaleźć! Jestem za młoda na to, by iść do więzienia za nie upilnowanie ich!
-Jak wypiję herbatę- powiedział niewzruszony.
Brunetka chwyciła szybko jego napój, zanim włożył go sobie do ust i wypiła całą zawartość na jednym oddechu. Starszy pan tylko przyglądał się temu z rozdzabiszonymi ustami. Gdy wypiła to wypuściła głośno powietrze z ust, po czym zgniotła papierowy kubek w dłoni i zostawiła go na stole.
-To był praktycznie wrzątek…-zbladł.
-Jak się nie ruszysz to zrobię ci piekło o równej temperaturze, a nawet wyższej- zagroziła, mierząc go wściekłym wzrokiem.
-Dobrze, dobrze już idziemy- dał za wygraną.
Wstał i razem z kobieta wyszli ze schroniska w poszukiwaniu zaginionych podopiecznych.

***

Biegli tak pod górkę, aż w końcu pojawili się z powrotem obok wieży widokowej. Ludzie, którzy tam się znajdowali, szybko znikali szukając schronienia przed padającym deszczem.
Eryk i Charles powoli doganiali wystraszoną Helen podczas całej tej ulewy. Wyprzedzili dawno Ad, która mimo, że wystartowała jako druga już była na samym końcu. Adrenalina dodała blondynce jakiejś nieziemskiej siły przez co poruszała nogami z niebywałą prędkością.
Zielonooki nie potrafił wydusić żadnego słowa, by powiedzieć przyjaciółce, aby się zatrzymała. Zamiast tego chciał ją chwycić za rękę, ale nie potrafił bo ta szybko mu umykała. Zdenerwowany tym wszystkim, postanowił wykonać pierwszy pomysł jaki przyjdzie mu do głowy. Możliwe, że najskuteczniejszy w jego mniemaniu.
Odbił się od ziemi i skoczył na plecy dziewczyny. Obydwoje runęli na kamienistą drogę. Najgorzej miała Helen bo sam Charles miał nawet miękki upadek, spadając na blondynkę.
Reszta dobiegła do nich, wystraszona tym całym zamieszaniem i stanęli naprzeciwko ich przodu.
-Nic wam nie jest?-zapytał zmartwiony brunet.
Leżący chłopak podniósł głowę i zaczął powoli wstawać, uważając przy tym na dziewczynę pod nim.
-Auuuł…-wysyczała blondynka i uniosła wzrok na całe to towarzystwo. Leżała tak z wyciągniętymi do przodu rękami.
Charles już stanął na nogi i zaczął otrzepywać dłonie z brudu, po czym jedną wystawił w kierunku koleżanki.
-Przepraszam cię…-wyszeptał i odwrócił wzrok.
-Niby bym powiedziała, że nic nie szkodzi, ale chyba mam rozwalone ręce
Pokazała mu swoje dłonie unosząc je do góry z ziemi. Fido złapał ją za nadgarstki, tak by ominąć rany i pomógł jej wstać.
-I coś z brodą- dodał brunet, oglądając ją od stóp aż do głowy.
Palcem pokazał na sobie wspomnianą część ciała.
-Widzę też coś na kolanie- wtrąciła swoje trzy grosze Ada.
-Coś jeszcze?- spytała rozbawiona.
Niespodziewanie zaczęła się niekontrolowanie śmiać. Tak mocno, że musiała złapać się za brzuch, nie mogący przezwyciężyć ogromnej padaczki rozbawienia.
Trójka z nich spojrzała najpierw na roześmianą dziewczynę, a później na siebie i również zaniosła się gromkim śmiechem. Eryk trochę mniej bo ciągle widział przed sobą zranioną przyjaciółkę. Śmiali się nawet wtedy, gdy Charles powiedział:
-Ale jesteśmy w dupie!
Głośniej się zaśmiali, jakby powiedział bardzo dobry żart.
-No bez kitu!- załamała się czekoladowo-włosa przez chichot.
Po chwili zaczęli cichnąc i stali się bardziej posępni. Eryk włożył ręce do kieszeni, a reszta włożyła kaptury na głowie. Ktoś z nich kopnął przydrożny kamień. Stali tak na tym deszczu, a krople spływały po ich ciałach.
-Może cię opatrzymy?- zasugerował blondyn.
-Dobry pomysł- odpowiedziała mu z lekkim uśmiechem Helen.
-Halinko czy to ty!- zabrzmiał czyjś głos.
Wszyscy odwrócili się w stronę źródła dźwięku. Ujrzeli biegnącą starsza kobietę w brązowych włosach i zwykłym stroju. Na głowie miała kaptur, który został ściągnięty przez podmuch wiatru. Teraz jej włosy mokły na deszczu. W końcu dotarła do nich i przyjrzała im się wszystkim. Na jej twarzy pojawiła się ulga i z powrotem włożyła przedmiot na jego miejsce.
-Eeee kim pani jest?- spytała się podejrzliwie Ad.
-Jak to nie wiesz… Matko Halina co ci się stało?!
Kobieta stanęła na przeciwko Helen i złapała ją za twarz, odwróciła zadrapaną brodę do góry. Przyjrzała mu się dokładniej, coraz bardziej blednąć.
-Pani jaka Halina?- wydusiła z siebie blondynka, zniekształconym głosem przez to, że nadal brunetka ją trzymała- Mam na imię Helen
Charles strzepnął rękę kobiety szybkim ruchem i stanął obok swojej przyjaciółki, mierząc nieznajomą ostrzegawczym spojrzeniem. Starsza pani cofnęła się, otwierając szeroko oczy.
Wszyscy się zaskoczyli niespodziewaną interwencją blondyna, która nie pasowała zupełnie do jego nieśmiałego charakteru. Sam chłopak zdał sobie sprawę z tego co zrobił dopiero po chwili, kiedy przejechałem wzrokiem po swoich przyjaciołach i zobaczył ich miny. Zmieszał się, ale nadal trzymał się blisko dziewczyny.
-Nie no dzieci kochane to ja!- przyłożyła ręce do piersi- No matka Staśka Mieczyńskiego z twojej klasy, Eryku. Maria Mieczyńska
Nagle wszyscy dostali olśnienia i wokół rozległo się głośne “aaaa”. Napięcie zeszło z każdego i rozluźnili swoje napięte z nerwów mięśnie. Faktycznie została im przedstawiona na samym początku wycieczki, ale jakość nie szczególnie wpadła im w pamięć. Nie wcale nie dlatego, że byli zajęci czymś innym. Wcaaale….Teraz do w ogóle zrobiło się Charlesowi.
-A faktycznie- dodał od siebie brunet- Znam przecież panią
-Czekaj niech zgadnę- zwróciła się z wyrzutem do starszego czekoladowo-włosa – Zamyśliłeś się i nawet nie spostrzegłeś, że przyszła
-Nie tym razem- zaprzeczył- Nie skojarzyłem jej po prostu
-Przepraszam, że na was tak naskoczyłam- przemówiła nagle uspokajającym głosem kobieta – Myślę, że gdybym przyszła tu z waszym przewodnikiem to byście się zorientowali kim jestem. O o wilku mowa- syknęła na koniec, patrząc na mężczyznę idącego do ich małego zgromadzenia.
-Nie patrz tak na mnie- fuknął na starcie, gdy już był obok nich- Sama wystrzeliłaś jak z procy, gdy ich zobaczyłaś. Jestem za stary na taki bieg
-To po co nadal jesteś przewodnikiem?- zapytała pretensjonalnie.
-Słuchałaś mnie czy nie stara prukwo- warknął- Na b i e g a n i e, nie na chodzenie jestem za stary
Rozmówczyni tylko przewróciła oczami. Miała ważniejsze rzeczy do roboty niż ponownie użeranie się z starym dziadem i na pewno zrobi, by odpowiedział za swoją niekompetentność.
Później wszystko jakoś poszło z górki. Najpierw zajęli się skaleczeniami Helen i Charlesa bo jak się okazało miał rozwalone kolano, które krwawiło. Na szczęście ich opiekunka miała całkiem pokaźnych rozmiarów apteczkę. W dalszym postępowaniu postanowili poszukać reszty wycieczki. W tym celu ruszyli drogą jaką wcześniej wskazał przewodnik dla grupy.
Odnaleźli ich po około 20 minutach w lesie na jednej z ścieżek, gdzie niedawno nasza główna czwórka tam stała i zastanawiała się nad wyborem dróg. Tamtejsza młodzież włączyła wsteczne myślenie na poziomie neandertalczyk. W niecałą godzinę zaprzepaścili całe tysiące lat ewolucji i cofnęli się do prehistorii. Krótko mówiąc zdziczeli. Na swoich twarzach mieli wymalowane dwie kreski na każdym z policzków, ale nie błotem tylko pomadką do ust. Dzikusy, ale higieniczni dzikusy, które za broń miały kamienie i badyle. Gdy tylko ich zobaczyli, wnieśli jakieś okrzyki, zaczęli śmiesznie podskakiwać z przykurczonym ciałem. Wysoko w dłoniach mieli przyszykowaną broń.
Starsza brunetka nie zlękła się ich tylko z kamiennym wyrazem twarzy zaczęła dawać ich reprymendy i prawić ostre kazania na temat BHP, zakłócania spokoju i przeszkadzania innym turystom, których skutecznie przeganiali. Z skruszoną miną utrzymywali wzrok i cicho przepraszali. Wytłumaczyli, że nie chciało im się dalej iść przez strach zagubienia się w tych nieznanych terenach, a wracać też im się nie chciało. Spowodowało to wszechobecną nudę. W pewnym momencie z lasu zaczęły dobiegać jakieś opętane, dzikie dźwięku. Krótko mówiąc zesrali się, ale postanowili nie dać się złu i bronić należycie swoich ziem (Przy okazji niwelując nudę).
Kiedy skończyli wyjaśniać sobie wszystko nasza opiekunka zalała się łzami i wszystkich przytuliła. Ewidentnie stres i emocje z niej zeszły, ale nie na długo bo jak się okazało, po przeliczeniu, brakowało jeszcze pięciu osób. Na nowo stała się podenerwowana i groźna, a swoją frustrację przelewała na przewodnika. Było to jak najbardziej uzasadnione, ponieważ mężczyzna grał na nerwach starszej pani, pokazując swoją ignorancję i nie widząc żadnego problemu. Chłopaki musieli nieraz przytrzymywać panią Marię przed wydłubaniem oczu panu Benedyktowi, który patrzył na to wszystko znudzonym wyrazem twarzy. Od czasu do czasu ziewając.
Dwójkę zaginionych osób odnaleźli obok bocznego wejścia do schroniska. Przewodnik wraz z opiekunką nie zauważyli ich wcześniej, ponieważ wychodzili głównymi drzwiami, a same one siedziały przykucnięte na dworze pod parasolem. Obie były dziewczynami, a jedna z nich była bardzo zapłakana i spanikowana. Druga po zobaczeniu nas, miała wypisaną ulgę i zmęczenie na twarzy. Powiedziała do nas na przywitanie: “No w końcu jesteście. Myślałam, że się zastrzelę przy tej panikarze” Jej koleżanka rzuciła jej nienawiste spojrzenie i zaczęły się kłócić. Panna Maria obie przytuliła mocno.
Ostatnie trzy osoby były znajomymi Helen i nawet nie spostrzegły, że się zgubiły. Dorwały jakieś biedaka. Młodego azjatę, który ledwo mówił po polsku. Nie potrafił wykręcić się z rozmowy, a gdy tylko odchodził na kilka kroków, te podchodziły do niego jeszcze bliżej. Nerwowo potakiwał nawet kiedy nic nie zrozumiał przez co dziewczyny myślały, że chce się z nimi umówić. Uwolnił się od dręczycielek dopiero, kiedy zaczęły się kłócić o niego, a cała ich późniejsza uwaga spoczęła na przybyłych szkolnych znajomych. Zajęte nie spostrzegły, że chłopak zaczął powoli wycofywać się do tyłu aż w końcu zerwał się do biegu i już nikt go nie widział. Nie ubolewały nad tym długo bo nowe zagrożenie pojawiło się na horyzoncie w postaci Heleny Żurawskiej.
-Wy- rzekła mrożącym głosem.
Wyszła przed grupę i wskazała na nie oskarżycielskim palcem.
Pani Mietczyńska nie wtrąciła się do sytuacji, ponieważ dobrze wiedziała, że ktoś za nią właśnie dobrze odwala robotę.
-H-ej- powiedziały wszystkie i dały jeden krok do tyłu.
Za bardzo nie orientowały się dlaczego blonydnka jest na nie wkurzona, ale jej ton głosu skutecznie powiadomił je, że mają ewidentnie problem. Dość duży problem.
-Miło cię widzieć- dodała Jaśmin, próbując zachować spokój.
-Biedy sobie naputaliśćie- zapowiedziała swój gniew i zaczęła je gonić, a one zaczęły uciekać w popłochu.
-No, ale dlaczego nas gonisz!- krzyknęła Liwia, nie zwalniając ani na sekundę.
-Skołowacieliście!- odpowiedziała im dziewczyna groźnie.
Charles zaśmiał się cicho pod nosem. Eryk zaś zaczął liczyć okrążenia jakie pokonywały wokół całej grupy. Ada po prostu oglądała to wszystko z uśmiechem i uwieczniałą pradawny moment na telefonie.
Z ciekawych rzeczy jakie się wydarzyło było jeszcze przekoziołkował kilka razy w dół przez przewodnika w trakcie schodzenia z góry. Niefortunnie się potknął i zaliczył kilka przewrotów po zboczu. Uczniowie patrzyli na to z satysfakcja wypisana na twarzy, a starsza kobieta podeszła do niego, by sprawdzić czy żyje. Kiedy pomagała mu wstawać, powiedziała do niego słodkim, jadowitym głosem ,,Karma wraca, sukinsynie”. A ten przeklął na nią.
Nic poważnego mu się nie stało, ale o jego nieodpowiedzialnych poczynaniach dowiedziało się reszta opiekunów, którzy solidnie go opieprzyli i zagrozili niezapłaceniem. A nauczycielom zostało wytknięte hipokryzja i musieli wysłuchiwać zdenerwowaną młodzież oraz panią Mieczyńską. W ramach przeprosić wychowawstwo pozwoliło uczniom zostawać na ile chcą w różnych pokojach po ciszy nocnej, a opiekunka dostała ładny kubeczek z napisem ,,Spisałaś się na medal” i kilka butelek dobrego piwa.
***

Nastała ostatnia noc.
Zielona noc.
Ad leżała w swoim łóżku, przykryta kołdrą aż po same uszy. Niemal natychmiast zasnęła, kiedy jej głowa opadła na materac.
Mieli dzisiaj wyczerpujący dzień na kajakach i na dyskotece pożegnalnej, ponieważ jutro z samego rana wyjeżdżali w drogę powrotną.
W czasie całego pobytu czekoladowo-włosa nie raz sprzeczała się między trzema pozostałymi dziewczynami z jej pokoju. Po prostu nie potrafiła każda z nich odpuścić w jakiejś sprawie i grała na nerwy tej drugiej. Tylko raz ostro się posprzeczały w ciągu całej wycieczki. Chodziło o zbyt długie siedzenie w łazience, kiedy Adzie naprawdę się spieszyło bo impreza miała zacząć się tuż, tuż a one uporczywie w niej siedziały. Sama nie była gotowa, a nie mogła się przyszykować w łazience chłopaków, ponieważ ktoś ją już zajął. Dlatego padło kilka niemiłych słów z strony Wojnar, która zaczęła bawić się światłem od toalety. Tamte natychmiast podniosły głos w niebogłosy i uruchomiły swoją wiązankę obelg. Sytuacja dobiegła końca, kiedy to Ad zimnym głosem zaczęła im grozić. Dopiero wtedy wyszły i już w pokoju skończyły swój makijaż.
Po tamtej sytuacji planowały zemścić się za taką zniewagę i złe zachowanie koleżanki z klasy. Okazja nadarzyła się natychmiast bo dzisiaj akurat wypadała zielona noc, więc mogły łatwo zwalić winę na kogoś innego. Tak przynajmniej sądziły. W planach miały jeszcze jej pochować kilka rzeczy, by z rana miała trudniej w ich odszukaniu.
Wszystkie z nich były przebrane i przyszykowane do snu. Między sobą cicho szeptały, stojąc niedaleko łóżka niebieskookiej.
-Jesteście pewne?- cicho zapytała Marcelina- A co jeśli się obudzi?
Na głowie miała różową opaskę na oczy, wyszywaną futerkiem. Swoje ręce założone na piersi i raz po raz tarła nimi swoje ramiona przez doskwierające zimno
-To się obudzi i tyle- prychnęła zniecierpliwiona Jessica- Musimy pokazać tej ̶̷̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟g̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟r̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟ṳ̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤͟͟b̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟a̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟s̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟c̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟e̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟ gdzie jej miejsce
Mimo chłodu w pomieszczeniu stała w samej bordowej sukience na ramiączkach.
-Właśnie- przyznała rację koleżance Amelia- Jak chcesz to ja mogę ją wysmarować, a ty możesz zająć się jej ubraniami na jutro, które ma na półce
Wskazała kciukiem za sobą.
Sama na sobie miała koszulę nocną w panterkę, a na ramiona narzucone białe futerko.
-Stoi- zgodziła się blondynka i podała jej tubkę- Głupia ̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟g̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟r̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟ṳ̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤͟͟b̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟a̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟s̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟c̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟e̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟ pożałuje.
Zaśmiały się piskliwie, po czym zaczęły siebie uciszać nawzajem.
Wszystkie zaczęły podchodzić do posłania czekoladowo-włosej. Powoli stąpała po drewnianej podłodze, starając się nie narobić żadnego hałasu. W końcu stanęły przed łóżkiem z śpiącą dziewczyną. Popatrzyły na siebie i uśmiechnęły się satysfakcjonująco.
Amelia otworzyła pastę do zębów i powoli, przesuwała ją w stronę Ady. Marcelina w tym czasie trzymała w ręce włączony telefon i czekała na moment, kiedy będzie mogła zrobić idealne zdjęcia. Ostatnia z nich przyglądała się temu wszystkiemu, powstrzymując chichot, który rwał się z jej ust.
Nagle stało się coś nieoczekiwanego przez co z garda Jessicy wydobył się krótki okrzyk, a reszta dziewczyn zamarła w przerażeniu.
Ada wcale nie spała. Otworzyła szybko oczy i chwyciła nadgarstek brunetki, boleśnie go wykręcając w drugą stronę. Amelia skrzywiła się i syknęła z bólu. Ciemna brunetka powoli stanęła na zimną podłogę na bosakach, nie uwalniając przy tym drugiej dziewczyny. Reszta się odsunęła.
Zmierzyła ich wszystkich chłodnym i wyrachowanym spojrzeniem.
Nastała chwila ciszy, w której żadna z nich się nie poruszyła.
-Co to ma znaczyć?- syknęła czekoladowo-włosa i zacisnęła mocniej swoje palce na nadgarstku.
Można było przysiąc, że jej niebieskie oczy, pociemniały.
-Z-zielona noc?- zająkała się Jessica.
-Ach tak?- podniosła jedną brew do góry.
-Możesz mnie puścić?- zapytała nagle Amelia, a w jej tonie jawiło się błaganie.
Wojnar spojrzała na nią z wyższością, po czym puściła jej dłoń. Dziewczyna zaczęła ją masować.
Ad na każdą spojrzała z wielką pewnością siebie i zimnym wyrachowaniem. Tylko Marcelina wytrzymała jej wzrok, a reszta stanęła obok niej, odwracając głowę gdzie indziej.
-Idę spać- zakomunikowała, kładąc się do łóżka- Jeśli przyjdzie wam jakiś jeszcze głupi pomysł do głowy i go zrealizujecie to przysięgam, że nawet nie zdążycie pomyśleć o tym, że żałujecie
I przykryła się kołdrą.
Tej nocy reszta dziewczyn nie umiała zasnąć.

Rozdział 9
“Charles Fido”

Pierwsze zaczepki rozpoczęły się na początku roku szkolnego, a nasiliły się po ostatniej wycieczce szkolne.
Charles nie był lubiany w swojej klasie. Teraz nawet poza nią nie był. Głównie chłopaki go nie lubili i trójka jeszcze innych dziewcząt.
Idąc szkolnym korytarzem w tych nielicznych monetach kiedy był w nich sam, wyczuwał te wszystkie nienawistne spojrzenia. Wpatrujące się w chłopaka z wyższością. Może do co najmniej połowy z nich miał zwykłą paranoję. Zwyczajnie wydawało mu się, że każdy na niego patrzy, ale był pewny do chociaż jednego wzroku nienawiści skierowanego do niego.
Starał się trzymać swoich znajomych przez co nie raz miał wrażenie, że narzuca im się swoją osobą. Eryk w końcu miał swoich znajomych z klasy, a Ad czasami wymieniała parę zdań z innymi ludźmi. Mimo wszystko wolał to uczucie niż przejmujący strach, gdy spotyka ich, będąc całkowicie sam.
Nie wiedział czemu trzymali się od niego z daleka, gdy bywał ze swoimi. Tylko słyszał ciche naśmiewanie i obelgi, gdy przechodził obok nich. Zawsze w tym momentach był niebywale czujny. Nigdy nie wiadomo kiedy zmienią zdanie i rzuca się na niego
Nie mówił o tym nikomu. Stwarzał pozory, że wszystko jest okej bo nie chciał się z nikim zwierzać. Po prostu nie i koniec.
Chciał rozwiązać to sam między Nikodemem, Pawłem a Ernestem, którzy po wycieczce szkolnej zacisnęli więzi przyjaźni. Dołączyły się też do nich Jessica, Marcelina i Amelia. Te trzy dziunie, będące byłymi współlokatorkami Ad. Mimo to nie naprzykrzały się aż tak bardzo. Po prostu jak zawsze irytowały swoją osobowością, nawet bez niepotrzebnych docinków.
Nie reagował na ich zaczepki. Nie odpowiadł, starał sie ignorować.
Kiedyś jego trener powiedział podczas jednego z treningów, że to czego tutaj się nauczą nie powinni wykorzystywać przeciwko słabszym. Dobrze wiedział, że te osoby, które go zaczepiają są gorsze od niego i może dlatego nie protestował przeciwko nim, nie chcąc zrobić im krzywdy. Często śmiał się w duchu, przypominając sobie właśnie te słowa kiedy znowu zaczynali coś do niego paprać.
Tak siebie pocieszał.

***
Kiedy wrócił do domu po niedawnym wyjeździe szkolnym, pragnął niezauważenie czmychnąć do swojego pokoju, zanim ktokolwiek go zauważy.
Z rodzicami miał dosyć… skomplikowane stosunku. Nie umieli ze sobą rozmawiać. Odkąd Charles pamiętał nie liczyło się nigdy jego zdanie, a cokolwiek robił było to na miejscu bagatelizowane i wykonywane według uznania opiekunów. Później ich sytuacja ekonomiczna pogorszyła się przez co byli zmuszeni do większej ilości godzin w pracy. W tym okresie głównie chłopakiem zajmowało się jego starsze o kilka lat rodzeństwo, którzy byli dla niego okropni. Najstarszy brat blondyna- Edward miał wówczas 17 lat, a jego siostra Bianka, 15. Nigdy im się nie podobało, że muszą opiekować się młodszym bratem, które wtedy miało tylko 8 lat. Nie raz podnosili na niego głos czy kazali spadać, żeby im nie przeszkadzał. Zaczął się ich bać i starał się im zawsze schodzić z drogi. Nigdy o tym nie powiedział rodzicom bo grożono mu, że zrobią coś jego rzeczą czy jemu. Na potwierdzenie tych słów spalili raz jego rysunki.
Na szczęście później wyjechali na studia i w tym samym czasie zaczęło powodzić się opiekunom Chalesa.
Zapisali go nawet na i karate. Zauważyli, że jego syn jest dziwnie wyobcowany i zamknięty w sobie. Uważali, że musi być twardy jak na mężczyznę przystało, dlatego wykupili mu lekcje sztuk walki z myślą, że coś to poprawi.
W pierwszych dniach zajęć blondyna sparaliżowało i nie potrafił zrobić nic, a cała grupa patrzyła na niego wyczekująco. Instruktor zadzwonił do rodziców, którzy w domu zafundowali mu przemowę z kategorii ,,Nie możesz się bać”; ,,Dasz radę”; ,,Zapłaciliśmy to masz chodzić”. Później było lepiej bo jakość zdołał się przystosować, a nawet to polubił z czasem.
-Nie przywitasz się z matką?- spytał znajomy, twardy głos.
Chłopak już był na schodach, kiedy usłyszał zdanie i dobrze wiedział do kogo ono należało.
Do jego matki.
Westchnął, a następnie przeklnął swoje szczęście.
-Wróciłem- orzekł zmęczony.
-Zejdź na dół- rozkazała bez cienia sprzeciwu.
Posłusznie wykonał to o co go poprosiła i stanął przed jej obliczem ze spuszczoną głową, którą podniósł natychmiast, gdy przypomniał sobie, że jego matka tego nie znosi.
Znajdowali się w salonie, obok wyjścia z domu. Cały urządzony był w ciepłych kolorach z czarnymi, skórzanymi siedzeniami oraz dekoracjami w takim samym kolorze. Meble były ciemno brązowych barwach, a na środku stał ceglany kominek, w którym jasno palił się ciepły ogień. Nad nim stał powieszony wielki portret rodzinny, przedstawiający ich wszystkie, gdzie rodzeństwo Charlesa, jak i sam on byli w młodym wieku. Osobiście blondyn nie przepadał za nim bo idealnie pokazywał jego główną cechę: nieśmiałość. Jego młodsza wersja, uśmiechała się niepewnie, stojąc blisko matki na uboczu fotografii.
Charles uważał za żałosny fakt tego, że dobrze wiedział w czym tkwi jego problem, a i tak nie potrafił go naprawić.
Wprawiało go to w zimną furię.
Siedziała w swoim ulubionym czarnym fotelu z książką w ręku. Nie patrzyła na niego tylko śledziła na spokojnie tekst kartek. W drugiej ręce trzymała filiżankę z czarną herbatą, z której upiła jeden łyk. Odłożyła ją na szklany stolik obok niej, zamknęła książkę. Spojrzała na syna.
Mimo upływu lat i 44 lat na swoim koncie, Lucyna wyglądała na młodą i silną kobietę, również o takim samym charakterze. Nieustępliwa i twarda. Na swoich blond włosach nie miała żadnych niechcianych białych odrostów. Były spięte w wysokiego koka, z którego wyłaziła pojedyncze kosmyki. Miała jeszcze zrobioną grzywkę na bok na swojej białej cerze, pokrytej pojedynczymi zmarszczkami, ledwo widocznymi. Charles w duchu zawsze się śmiał, że to pewnie zasługa tych wszystkich podejrzanych specyfików, które stosowała. Na sobie miała zwykłe czarne dresy i bluzę.
-,,Hamlet”- przeczytał w myślach chłopak- Idealnie obrazuje mój stan emocjonalny- dodał sobie w myślach.
Zmusił się do ukrycia uśmiechu.
Obawiał się czasem matki i jej wybuchowego temperamentu. Raz była super miła, a raz potrafiła na ciebie się wydrzeć bo czegoś nie umiałeś znaleźć. Jej osąd i tak był gorszy.
-No synu opowiadaj!- przemówiła do niego urokliwym głosem, a jej kąciki ust poszły do góry- Siadaj co tak stoisz
Wskazała kanapę naprzeciwko siebie.
Usiadł i uśmiechnął się nieśmiało. Zaczął opowiadać cały przebieg wycieczki, dosyć cicho przez co jego rodzicielka nie raz kazała podnieść mu głos.
-Nie mam aparatu na uszy, Charlie. Mów głośniej- docinała niedbale.
Jednak przy takich długich dialogów nigdy nie będzie czuł się swobodnie bo zawsze w jego głowie rozbrzmiewał głos mówiący, że i tak to co opowiada jest cholernie nudne. Dlatego automatycznie cichł. Nie raz, gdy coś opowiadał przerywano mu lub rzucano niemiłe uwagi.
Najlepiej czuł się w domu, będąc w nim sam na sam.
-Zapomniałabym ci powiedzieć- rzekła w pewnym momencie, gdy skończył zdawać relacje na temat wycieczki- Edward i Ewa za niedługo przyjadą
Upiła spokojnie kolejny łyk naparu.
Na twarzy Fido pojawiło się przerażenie i nerwowo przeczesał ręką swoje, przydługie blond włosy. Natychmiast spuścił wzrok na beżową podłogę, żeby kobieta nie zobaczyła jego oblicza oraz nie domyśliła się, tego czego nie powinna.
-Nie cieszysz się?- zapytała, patrząc na niego z przymrużonych oczu.
-Dlaczego miałabym się nie cieszyć?- odpowiedział pytaniem na pytanie matce.
Nic mu nie powiedziała na to, a on uważał za rozmowę za zakończoną. Pożegnał się z nią, a następnie udał się do swojego pokoju.

***

Ada z rana napisała mu, że nie będzie jej w szkole bo musi coś pozałatwiać. Nie wysłała żadnych konkretnych szczegółów,
Gdy to zobaczył na swojej komórce od razu stracił wszelkie siły i przykrył swoją twarz poduszką, krzycząc.
A będąc już w budynku szkolnym, wiedział, że pan niejaki Paweł ma niebywale zły humor.
Usłyszał to siedząc w ławce od grupy dziewcząt, że jego dziewczyna go rzuciła bo inny jej się spodobał. Do tego dostał burę od rodziców i dwójkę z matematyki. Cała nadzieja pozostała w Eryku

,,Nie będzie mnie bo jestem chory”
,,E.M”

Była to wiadomość od Eryka. Uwielbiał się podpisywać inicjałami w sms oznajmujących cokolwiek.
Teraz to blondyn miał ochotę rzucić się pod pociąg.

***

Wrócił do klasy po bojowej misji od pani Beaty Paszkowskiej- nauczycielki geografii.
Najpierw został zmuszony do zebrania ankiet od całej klasy, co przyprawiło go o mocne bicie serca i niezdolność chwytania kartek. Dwa czy trzy razy opuścił arkusze papieru na podłogę. Było mu tak strasznie głupio i na dodatek słyszał ciche śmiechy reszty uczniów. Głównie trójcy dziuń. Czuł na sobie wzrok wszystkich, kiedy tak przechadzał się po pomieszczeniu i odłożył ankiety na biurko nauczycielki.
Niestety nie było to koniec jego tortur, ponieważ geografka poprosiła go o zaniesienie ich do pedagoga. Wyboru nie miał, więc wykonał to.
W trakcie drogi zastanawiał się jaka boska czy nie boska siła uwzięła się na niego i rzuciła na niego potężnego pecha. Zapytałby o to Helen bo znała dużo przesądów i amuletów, czy czort wie co jeszcze, co by mu pomogło odegnać to zło.
Zapytałby, gdyby została w tej przeklętej szkole.
Spotkał ją, wychodzącą ze szkoły. Wyglądała blado i źle. I też tak się czuła jak, później mu powiedziała.
Wsiadła do samochodu, w którym siedział ktoś z jej rodziny i odjechała. Na pożegnanie machała Charlesowi, dopóki nie musiała zasłonić sobie usta ręką przez odruch wymiotny.
Napisał do niej, czy wszystko w porządku, ale do teraz nie dostał odpowiedzi. Podejrzewał ją o zaśnięcie po takim osłabieniu organizmu niż jeżeli pojechanie do szpitala. Tak też się uspokajał.
Nie koniec było jego nieszczęść, bo gdy tylko wrócił już do klasy po dzwonku na przerwę, nie zastał swojego plecaka.
No chłopak się załamał.
-Przepraszam- zwrócił się do nauczycielki, która nadal siedziała przy biurku i pakowała swoje rzeczy do czarnej, obszernej torby- Um nie widziała pani może mojego plecaka?
Zaczął bawić się sznurkiem od swojej białej bluzy.
-Kochaniutki, twoi koledzy zabrali go dla ciebie i to z własnej woli!- wyjaśniła uradowana i pod wrażeniem uprzejmości uczniów- Nie sądziłam, że masz tak miłych kolegów bo zawsze siedzisz sam albo z tą dziewczyną
Strach wkradł się do jego serca i zawładnął nim. Nawet nie chciał myśleć co mogło się stać z jego rzeczami. Jeśli zainspirowali się tymi amerykańskimi filmami to musiał mieć nieźle przewalone.
-Dziękuje- wydusił i odwrócił się w stronę wyjścia, nerwowym krokiem.
Na odchodne rzucił szybkie do widzenia i zaczął kierować się w stronę schodów, by dostać się na parter.
Cieszył się, że zabrał ze sobą telefon, wychodząc wtedy z klasy. Tylko szkoda było portfela, który zostawił w plecaku. W aplikacji bankowej szybko zablokował swoją kartę kredytową.
Nie mieli więcej lekcji.
Musiał szukać na chybił trafił.

***
Chłopak nerwowym krokiem przemierzał szkolne korytarze w czasie trwania lekcji. Było pusto i tylko, co jakiś czas ktoś przechodził. Mijając otwarte sale, widział w nich siedzących przy biurku nauczycieli oraz kawałek uczniów.
Zszedł na parter i włożył ręce do kieszeni.
-Naprawdę potrzebuje to odzyskać?- zastanawiał się- Może jeśli będę mieć na to wywalone to sobie odpuszczą
Mocne uderzenie, rozległo się i zaniosło echem po budynku.
Charles odskoczył przerażony do tyłu i wyrwany ze swoich myśli, przybrał pozycję bojową.
Stanął nisko na nogach z przygotowanymi dłońmi złożonymi w pięść.
Odruch wyrobiony po tylu latach chodzenia na sztuki walki i jego własny instynkt przetrwania, uruchomiły się, myśląc, że jego życie jest zagrożone. Nie był w niebezpieczeństwie w znaczeniu fizycznym. Jego psychika zaś, wpadała w coraz gęstą sieć niestabilności i to właśnie ją należało bronić.
Znajdował się naprzeciwko okna, gdzie huk został stworzony. Za niego zobaczył trójcę chłopaków. Dwóch z jego klasy: Ernesta i Pawła oraz Nikodema, chodzącego do klasy humanistycznej, tam gdzie Helen.
Najwyższy z nich brunet- Paweł, wciąż miał przyłożone ręce do szyby, a jego uśmiech był złowieszczy. Reszta jego kolegów, śmiała się wniebogłosy, stojąc niedaleko bruneta. Parodiowali wcześniejszą reakcję blondyna, który spalił buraka z wstydu i opuścił gardę. Spuścił wzrok, a włosy przeczesał ręką.
Chłopak przy oknie, pokazał palcem, aby ten podszedł bliżej i otworzył okno. Tak też uczynił Charles, podchodząc do niego z przygaszoną miną i z drzącymi dłońmi.
-Chcesz swoje rzeczy?- zapytał kpiąco Paweł, gdy szyba została uchylona.
Ernest i Nikodem podnieśli wysoko czarny, prosty plecak do góry.
-To spotkajmy się pod mostem, tam na palarni- warknął- Jeśli nie przyjdziesz wrzucimy ci go do rzeki na pożarcie ryb
Zaczęli powoli odchodzić. Wysportowany, wysoki chłopak nadal uważnie obserwował tego niższego, a reszta jego przyjaciół pokazywała radośnie wulgarne gesty z wielkimi bananami na twarzy.
W końcu odeszli.
-Czy ja mam serio coś tam wartościowego?- zapytał melancholijnie, sam siebie, a desperacja wkradła się na jego twarz.
Postanowił iść po swoją własność, a raczej ją niepostrzeżenie wykraść, gdy nadarzy się temu okazja. Jeśli to nie wypali to wyłowi swój plecak i przyjdzie w nim jeszcze jutro, aby pokazać im, że nie da się złamać.
-Nie dobra to głupi pomysł- zbeształ sam siebie w myślach, powoli kierując się w miejsce, gdzie miał się udać- Wtedy w ogóle nie dadzą mi spokój, hołota jedna
Próbował wymyślić wyjście z tej sytuacji, wybrać to co najlepsze. Głos rozsądku mówił mu, aby powiadomić kogoś o tej sytuacji lub spróbować im się postawić przez co już nie będzie tak łatwą ofiarą. Niestety dawne lęki i echa przeszłości dawały o sobie znać, przyćmiewając to co mądre.

***

Kilka ciemnych kawek poszybowało w górę i zaczęło lecieć nad spokojną rzeką.
Słońce powoli zachodziło za horyzont, a jego jasne barwy rzucały cień na wszystko wokół. Za niedługo zapadnie noc, a już bez niej było wystarczająco chłodno przez jesienny wietrzyk, bawiący się wszystkim wokół.
Nieprzyjaciele Charlesa, znajdowała się pod mostem, w miejscu brudnych od wyrzucanych na ziemię fajek i śmieci. Plecak stał bardzo blisko nich, tuż obok nogi Ernesta. Czekali na niego, rozmawiając cicho na jakiś temat. Byli zniecierpliwieni i powoli planowali wyrzucić przedmiot do rzeki, uprzednio zabierając cenne rzeczy.
Gruba, ceglana ściana za nimi podtrzymywała konstrukcję mostu, cała wymalowana sprejami, następna już była zanurzona w wodzie. Brzeg tejże rzeki w tym odcinku wodnym były bardzo płytki, wchodząc do niej nawet nie miało by się wody po kostki. Dopiero idąc dalej, głębokość była większa. W wodzie wystawały duże kamienie, a mniejsze były idealne widoczne.
Blondyn zszedł po schodkach na dół, na zielone połacie terenu, gdzie była rzeka. Skrecił w lewo i już ich zobaczył z daleko, a oni jego. Nawet gdyby chciał wykonać inny ruch to nie było żadnej możliwości. Kradzież nie wchodziła w rachubę.
Przyśpieszył kroku, by mieć to za sobą.
W trakcie drogi tutaj, uzmysłowił sobie, że nie może wrócić bez swoich rzeczy bo jego rodzice zaczęliby pytać i miałby jeszcze więcej problemów z tym, że nie potrafi postawić się nikomu. Narzekaliby jeszcze, że pieniądze idą w błoto, a on nic nie wynosi z lekcji sztuk walki.
-No w końcu jesteś ty przebrzydły pedale- wysyczał wściekle Paweł, kiedy Charles stanął przed nimi z kamiennym wyrazem twarzy.
To było ulubione wyzwisko rzucane w stronę Fido.
-Co tak stoisz?- warknął za nim Nikodem- Nic nie powiesz?
Nie wiedział nawet co niby miałby odpowiedzieć.
-Trzeba się z tobą rozprawić, rozumiesz?- fuknął najwyższy i uderzył go w ramię.
Charles zrobił krok do tyłu. Tak niedaleko wody.
-Moja dziewczyna się w tobie zakochała- rzucił oskarżycielsko po tym.
Z jego oczu biło niebywały gniew i wyrzut. Nie potrafił pogodzić się z decyzją dziewczyny, ani tym kogo wybrała na jego miejsce. Uważał chłopaka przed sobą za nic nie wartego śmiecia. Zwykłą pizdę bez honoru. Nawet nie prawdziwego chłopaka, tylko tego z kolorowej zarazy, którą tak bardzo gardził z swoimi przyjaciółmi. Sami sobie ubzdurali ten fakt o Charlesie. Nigdy nie słyszeli żadną informację na ten temat. Uznali po prostu, że skoro wygląda jak wygląda i zachowuje się inaczej to NA PEWNO, należy do nich.
-I to moja wina?- zapytał cicho blondyn
-KURWA, A KOGO- ryknął- Bo wy musicie tak bardzo afiszować się z swoją odmiennością i jeszcze kradniecie innym dziewczyny. Jakby co ona w tobie widzi, co?
-Jesteście obrzydliwi- syknął za nim Ernest, a drugi pokiwał głową na znak zgody z odrazą.
-Nie możecie po prostu na przykład zniknąć?- oznajmił wściekle, popychając go z całej siły do tyłu przez, która potknął się i upadł wprost do zimnego strumienia.
Przeszył go lodowaty dreszcz i zacisnął mocno zęby. Jego całe spodnie były mokre, a ręce zanurzone w cieczy. Chciał wstać, ale skutecznie uniemożliwili mu to blondyn z grzywką, który warknął na niego, by się nie ruszał, a następnie ochlapał go jeszcze wodą. Kilka kropel spłynęło po jego włosach na twarz.
Nikodem cicho parsknął śmiechem.
-Jeszcze trzymasz z tymi wybrykami natury. Jak widać ciągnie swój do swojego- zabrał głos Paweł i zaśmiał się krótko, ironicznie
Blondyn uniósł wzrok na te słowa. Ostrzegawczy i czujny.
Przypomniał sobie słowa trenera i te wszystkie pocieszające zdania, którymi się karmił.
-Są gorsi, gorsi-myślał gorączkowo- Pamiętaj
W głębi jego duszy, obudziło się coś nieznanego. Chciało, by każdy dowiedział się o niskiej wartości, stojących przed nim chłopaków bo dobrze wiedziało, że nieświadomie ustalona granica, właśnie jest przekraczana.
Reszta nie zauważyła pewnej zmianu u chłopaka, dalej kontynuowali to co zaczęli.
-Nie wiem, który z nich jest gorszy- dodał coś od siebie czarnowłosy.
-Ja obstawiam kujonkę, tą ̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟g̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟r̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟ṳ̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤͟͟b̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟a̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟s̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟c̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟e̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤̤͟͟ z mojej klasy- powiedział Ernest i założył ręce na piersi- Wkurwia mnie to, że myśli, że jest lepsza od nas
-Nie zapominajcie o Eryku- zwrócił się do nich Paweł i uśmiechnął się kpiąco- Chłop serio ma nie tak coś z głową. To szkoły specjalnej go wysłać i tyle
Zaśmiali się.
Pora złamać te słowa, już nic nie warte, gdy pewna granica została przekroczona.
Zacisnął mocno zęby.
-Dobra to chyba nie poznaliście Helen. Cofnięta w rozwoju również tylko, że do takiego średniowiecznego. Łazi w tych kiczowatych strojach, gada dziwnymi słowami i myśli, że jest fajna
Zanieśli się śmiechem, który został natychmiast przerwany bo jeden z nich- Nikodem dostał w twarz szarym, dużym kamieniem. Idealnie wycelowanym w lewy policzek, przyozdobiony teraz lekką szramą.
Syknął z bólu i złapał się za niego.
Wszyscy byli zaskoczeni tym atakiem i spojrzeli na Charlesa, który już nie siedział w wodzie, lecz stał lekko schylony. Pięści trzymał mocno zaciśnięte i łapał ciężko powietrze do ust. Drżał z nerwów, z zimna i patrzył na nich z mordem w oczach. Głowę miał wysoko.
Z niebywałą szybkością, podbiegł do pierwszego z nich- Pawła, pomysłodawcę tego wszystkiego. Zamachnął się prawą nogą i uderzył go w udo z całych sił. Chłopak ugiął się i wytrzeszczył oczy w szoku i bólu.
Dwójka z nich stała wryta, nie ruszyła się z miejsca. Dopiero, kiedy Charles podszedł do nich, próbowali się zasłonić, ale na próżno. Blondyn skutecznie, rozbroił ich nikłą obronę i najpierw zamachnął się na Ernesta, celując w splot słoneczny.
Trafił.
Skulił się w sobie i przeklął cicho.
Trzeba wiedzieć, gdzie dobrze uderzyć, by zadać jak najwięcej bólu. Charles posiadał tą wiedzę i teraz skutecznie zamierzał ją wykorzystywać.
Dla Nikodema przyszykował coś specjalnego, za pochlebne słowa o Helen.
Odbił się od ziemi i w powietrzu kopnął chłopaka w głowę. Tak, że odchyliła się do tyłu, a sam dał kilka kroków wstecz. Złapał się za nos, z którego zaczęła lecieć krwista ciecz.
Podszedł do niego Ernest, obudziwszy się po pierwszym szoku i zaczął pomagać koledze z tamowaniu krwotoku.
Wyraz twarzy zielonookiego nie zmienił, widząc to wszystko. Żadnego poruszenia, tylko zimna furia i gniew bijący z jego oczu.
Dopiero ból w jego plecak, spowodował lekkie skrzywienie na obliczu.
Szybko nastawił się na kolejny cios, ustawiając się w stronę Pawła, który w jednej ręce trzymał grubą, prostą gałąź.
Jednak cios nie nadszedł, dlatego Charles upuścił trzymającą rękę nad głową na dół. Obie teraz znajdowały się równolegle do ciała. Jedna noga do przodu, głowa wysoko i pusty wyraz twarzy.
Przeciwnik odrzucił roślinę na bok. Biło od niego czysta złość i coś na wyraz szyderstwa. Całe jego ciała mówiło, że jest gotowa do ataku.
Obydwoje chcieli zetrzeć tego drugiego na proch, żeby ich przeciwnik b ł a g a ł o przebaczenie.
-No dawaj pedale- sprowokował go.
Charles nic nie odpowiedział na to tylko spróbował uderzyć Pawła w głowę. Zrobił unik, ale i tak otrzymał to co miał tylko w innym miejscu, ponieważ blondyn obrócił się i uderzył go w udo. Te same co wcześniej.
Przeklął głośno.
Rozpoczęli sekwencję ciosu, bloku i kolejnego uderzenia.
Paweł dotrzymywał kroku temu niższemu i nie tak łatwo było go już trafić, tak jak przedtem. Był bardzo wysportowany i umięśniony przez codzienne treningi. Do tego kolejną przewagą dla niego był wzrost. Fido sięgał mu ledwo do ramion przez co miał utrudniony dostęp do wyprowadzenia ataku na jego głowę. Co prawda brunet, dobrze radził sobie z blokowaniem uderzeń od pasa w górę, ale już z obroną nóg miał problem. Skutecznie wykorzystywał to drugi chłopak, mający ogromne doświadczenie w walce. Trenował już kilka lat i nie jednego pokonał podczas sparingu. To było dla niego ogromną korzyścią, która dała o sobie znać kiedy to w końcu trafił tam gdzie chciał: w splot słoneczny. W miejsce, gdzie poprzednio uderzył Ernesta.
-Ty mała gnido- wydyszał Paweł, trzymając się za brzuch.
Blondyn tylko popatrzył z góry na niego i już miał to zakończyć, idealnym ciosem w głowę, kiedy to reszta przeciwników dała o sobie znać.
Złapali zielonookiego za ramiona i rzucili go o ceglaną ścianę do, której niebezpiecznie się zbliżyli podczas potyczki. Osunął się po niej, ale natychmiast zaczął wstawać. Umożliwili mu to dwójka chłopaków. Ernest kopnął go w głowę z całej siły przez co odchyliła się na bok. Charles poczuł cieknącą krew z nosa.
Nikodem uśmiechnął się satysfakcjonująco. Jego krwotok został zatamowany i jedyne ślady po nim były widoczne w zaschniętej cieczy w nozdrzach.
-Fajnie mieć rozwalone nos, nie?- zapytał ironicznie i uderzył go jeszcze raz tylko, że w brzuch, gdy zobaczył ponowne próby wstania na równe nogi przez chłopaka.
Złapał się za bolące miejsce, a na jego twarzy namalowała się udręka.
-Leż kurwo jebana- warknął.
-Teraz masz przejebane- orzekł Paweł groźnie, gdy doszedł do siebie.
Podszedł do całej trójki, niespiesznym krokiem. Ernest i Nikodem zrobili mu miejsce. Złapał za bluzę Charlesa i przygwoździł go mocno do ściany w taki sposób, żeby chłopak był na równi z nim. Blondyn obrzucił go groźnym spojrzeniem i złapał za dłonie bruneta, by móc spróbować się wyrwać. Ten mocniej zacisnął uścisk i spoglądał na jego twarz. Drugi zrobił to samo.
-Jesteś zjebany tylko tyle ci powiem- prychnął wyższy, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało.
Krew zielonookiego zaczęła powoli kapać na bluzę i ręce dręczyciela.
-Że niby ja jestem?!- obruszył się.
Paweł ponownie uderzył nim o ścianę. Charles zamknął na chwilę oczy przez ból i znowu je otworzył, by móc dalej mierzyć tego drugiego.
-I co ja mam zrobić z nim chłopaki- zwrócił się do swoich przyjaciół Paweł, nie odrywając spojrzenia od blondyna.
-Wszystkie sposoby, jakie bym chciał zastosować dadzą nam bilet w jedną stronę do kicia- mruknął Ernest.
-Jak pokonać tęczową zarazę, Google- przemówił do swojego telefonu Nikodem.
Paweł pokręcił z niedowierzaniem głową, uśmiechając się przy tym, a czarnowłosy parsknął śmiechem na głupotę kumpla.
-A niech was diabli wezmą- syknął Charles.
Brunet popatrzył na niego spod byka.
-Chyba już wiem co zrobimy z naszym, małym pasożytem…- oznajmił najwyższy.
Nagle zaczęli słyszeć ciche syreny, które powoli nabierały na sile. Syreny należały do tych policyjnych i z każdą sekundą nabierały na sile. Jakby byli coraz bliżej.
Wszyscy zamarli i nadstawili uszy.
-Policja?-zdziwił się Nikodem, unosząc brew do góry.
-Tutaj jestem!!-krzyknął z całej siły blondyn- Halo maltretują mnie!!
Zaczął się wiercić w uścisku Pawła.
To była szybka decyzja, aby jak najszybciej stąd uciec. Wyglądało to jakby ktoś obcy zobaczył to co wyprawiali i postanowił zadzwonić po pomoc.
-Spadamy stąd- rozkazał.
Odrzucił niższego na ziemię i zaczęli powoli się wycofywać, uprzednio zabierając swoje rzeczy z ziemi, które wcześniej Charles nie zauważył.
Próbował wstać, gdy oni byli już daleko.
Dopiero za trzecim podejściem zebrał wszystkie siły i podniósł się chwiejnie. Dawał krok za krokiem po wyjałowionej trawie niestabilnie i wolno w kierunku trzech biegnących chłopaków.
-Jeśli wspomnicie o kimkolwiek kogo znam…!- zaczął, ciężko nabierając powietrze do płuc- To was zniszczę rozumiecie! Z N I S Z C Z Ę
Paweł przystanął. Odwrócił się do niego. A bezczelna prowokacja biła z każdej komórki jego ciała wraz z niesamowitą nienawiść skierowaną do Charlesa Fido. Oderwał się od swojego wroga i wznowił bieg doganiając swoich przyjaciół. Z każdą chwilą zaczęli być coraz mniej widoczni.
-Zniszczę was…!- wykrzykiwał, ale już bez takiej samej siły co na początku
Zakręciło mu się w głowie, po czym runął na ziemię w pół kroku. Obraz w jego głowie, chybotał się na boki. Pomimo tego próbował znowu stać na nogi. Gdy to mu się nie udało to wyciągnął prawą rękę w ich kierunku, jakby miało mu to pomóc w złapaniu uciekinierów.
Frustracja, gniew, czysta furia.
To wszystko aż kipiało w ciele blondyna, pragnęło znaleźć swoje ujście po tylu latach ucisko. Nie chciało ponownie zamilknąć skoro w końcu zasmakowało wolności i to jeszcze w tak pięknej postaci, jaką jest przeciwstawienie się swoim oprawcą.
Chciał więcej.
Więce, więcej, więcej krzyczało coś w nim.

***

Nikt nie zauważył nieznajomej postaci, skrytej bo przeciwnej stronie wejścia do miejsca, w którym odbyła się cała potyczka. Stała po drugiej stronie, niewzruszona i spokojna zza pomalowanym murkiem. Ukryta pośród krzaków. W ręce trzymała telefon, a w drugiej mały głośnik. Obie rzeczy schowała do kieszeni i odeszła jak nigdy nic. Na jej obliczu nie można było wyczytać żadnych emocji.
Wiedziała, że zadanie zostało wykonane, a chłopak już sobie sam poradzi. Tajemnicza osobistość nie interweniowała bo dobrze wiedziała, że blondyn powinien sam się postawić. Zmienić się w końcu z tchórza na coś ostrzejszego. Jeszcze wiele przed nim pracy czekało, ale te wydarzenie było dla niego impulsem do działania.
Postanowiła dopomóc blondynowi dopiero, kiedy zrobiło się niebezpiecznie.
A ten blondyn miał na imię Charles Fido i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.

***
Cichy dźwięk dotarł do jego uszy, ostudzając zamiary Fido. Kubeł zimnej wody to nic w porównaniu do tego.
Nagle zrobiło się dziwnie cicho i obco bo dźwięki policyjne ustały.
Ponownie rozległ się. Tym razem głośniej, jakby chciał ponaglić swojego właściciela.
Poczołgał się do źródła, do swojego telefonu, który wypadł mu z kieszeni w jakimś momencie podczas całej tej sytuacji. Wydawała mu się teraz tak odległa i nic nieznacząca.
Wziął swoje urządzenie do ręki, odwrócił się na plecy i odblokował go.
Nagle ten cały ból i zawroty w głowie magicznie minęły. Całą swoją koncentrację skupił na białym ekranie komórki, która wyświetlała czarny tekst.
Tylko do jednego powiadomienia miał ustawiony te melodyczne brzdęknięcie. Grało w swój ustalony rytm, przypominający trochę dzwon.
“Dzyń, dzyń”

UWAGA!
Program antywirusowy Siya wykrył próby dostania się do systemu i zaatakowania go. Nieznany wirus osłabił osłonę. Uprzejmie prosimy o zachowanie ostrożności.

Zmarszczył brwii na swojej zaniepokojonej twarzy i odłożył telefon na bok.

Rozdział 10
“Mam znajomych”

Eryk, Charles i Ad jak zwykle siedzieli w swoim ulubionym miejscu, nawet pomimo powolnego końca października. Chodziło dokładniej o ławkę ze stołem na uboczu. Mieściła się za boiskiem szkolnym na otwartej przestrzeni oprócz jednego drzewa obok, rzucającym czasami swoim cieniem. Pod ich stopami znajdowały się kolorowe kamyki tworzące wokół siedziska okrąg.
Nie zamierzali zmieniać miejscówki dopóki im tyłki nie zmarzną, a śnieg nie pokryje wszystkiego wokół. Dla nich to miejsce było zbyt dobre, by je opuszczać z tak błahego powodu jakim było niskie temperatury. A tak naprawdę to w szkole było głośno, tłoczno i nie było gdzie grać w karty na długich przerwach.
Pamiętajcie karty to rzecz ważna, a czekoladowo-włosa to niepostrzeżona oszustka.
-Dwie damy- odparła wcześniej wymieniona dziewczyna i rzuciła karty na mały stosik na stole. Tak, by nie było widzieć ich wartości.
Grali w ulubioną grę Ady, a mianowicie w ,,Kłamcę”. Karcinaka w skrócie polegała na szukaniu oszusta, tym samym nie dając się przyłapać innym.
Charles siedzący tuż obok niej, zmrużył oczy i popatrzył na koleżankę podejrzliwie.
-Jak chcesz to sprawdź- rzekła spokojnie, wzruszając ramionami.
Popatrzył sceptycznie na swoją ilość rozgrywającego papieru, którego było za dużo. W tej grze chodziło o pozbywanie się swoich kart, a jak widać blondynowi totalnie to nie wychodziło. Karty ledwo potrafił utrzymać w dłoni.
-Eryku?- zagadnął z nadzieją w głosie do chłopaka na przeciwko niego, który był w nie lepszej sytuacji co on.
-Nie- padła krótka odpowiedź.
Brunet nawet na nich nie spojrzał tylko wpatrywał się w swoje papierki, usiłując znaleźć klucz do zwycięstwa.
Ad i Charles parsknęli krótkim śmiechem na jego odpowiedź.
-Jak zwykle pomocny- mruknął zielonooki z uśmiechem, kręcąc głową.
-Król- rzucił kartę wyższy.
-Wiem, że mówisz prawdę- próbowała sprowokować kolegę.
-To sprawdź sobie czy na pewno- odparował.
Mierzyli siebie wzrokiem.
-LUDZISKA!-krzyknęła, urokliwa blondynka z niezwykłą ekscytacją w głosie, która niespodziewanie przybyła do ich towarzystwa.
Uderzyła w stół rękoma, robiąc przy tym wiele hałasu. Na jej zaróżowionej twarzy, widniał ogromny uśmiech, przekraczający fizyczne możliwości człowieka. Z jej oczu biły iskierki ekscytacji i niecierpliwości.
Za nim ktokolwiek zdołał coś wydusić, zapytać Helen nie pozwoliła mu na to i szybko wyjaśniła powód swojego humoru.
-Urządzam weselicho!
-To św- zaczął już Charles.
-Z wami, z wami go urządzę!- uprzedziła go dziewczyna, podskoczyła kilka razy i pisnęła.
-Co- wydusiła z siebie Ad.
Zamurowało ją.
Eryk popatrzył na nią i również wyglądał na zaskoczonego, a to już wielkie osiągnięcie.
-Chyba powtórzę to co Ada- zamrugał kilka razy blondyn- Co
-Nie cieszycie się?- przechyliła głowę na bok, a jej ekscytacja wyparowała.
-Czekaj, czekaj, czekaj- powiedziała na jednym wydechu czekoladowo-włosa- Powoli wytłumacz. Zrozumiale przede wszystkim.
– Bo siedzę sobie na TikToku- podjęła opowieść.
-Nie potrzebnie ci go pokazałam- mruknęła Ad.
Rzuciła w jej stronę, mierzące spojrzenia.
-Siedziałam- wpatrywała się w drugą dziewczynę, która przewróciła oczami ze śmiechem- i widziałam dosłownie m a s ę filmików z ślubami, ale takimi wiecie. Robionymi z przyjaciółmi! Imprezka, dobry alkohol, tańce i w ogóle świetna zabawa!!
Na nowo entuzjazm rozgrzał w jej ciele.
-I tak sobie pomyślałam. Mam znajomych
-Przepraszam, ale kogo masz?- wtrąciła się Ad z złośliwym uśmieszkiem.
-Eryku proszę zdzierzyj naszą kochaną przyjaciółeczkę po głowie- rozkazała opanowanym głosem w stronę kolegi.
Chłopak bez sprzeciwu wstał, podszedł do niej i pacnął ją po łepetynie. Na tyle mocno, by to dobitnie poczuła, ale jednocześnie nie tak silnie, aby z jej mózgu zrobił się placek. Dziewczyna skrzywiła się i złapała za bolące miejsce.
-Ej! Ty zdrajco!
-Trzeba było nie wygrywać w grę, oszustko- zadrwił Eryk i wrócił na swoje miejsce.
-Przypominam ci tylko, że o to chodzi w grze- prychnęła.
-Więc pomyślałam, że skoro ma, znajomych- rozpoczęła na nowo, rzucając przy tym ostrzeżenie Adzie za pomocą niewerbalnych znaków, by siedziała cicho- I miejsce do tego, a dokładniej starą szopę!
-Nie jestem do tego przekonany…- powiedział sceptycznie Charles, który do tej pory milczał, przysłuchując się rozmowie.
Ciemna brunetka wykorzystała moment nieuwagi Fido i ukradkiem rzuciła spojrzenia na jego karty. Tak przez przypadek. Przez przypadek też zapamiętała ich wartość. W końcu nie jej wina, że dosłownie są na widoku i ich nie chroni za grosz. Nawet ich nie położył na stół, tak jak reszta tylko nadal trzymał je w dłoniach.
-Ale no proszę waaaaaas!- wyjęczała, składając dłonie jak do modlitwy.
-No nie wiem, nie wiem…- podniosła kąciki ust do góry w figlarny sposób.
Postanowiła trochę się podroczyć z koleżanką, ale nawet się dobrze nie rozkręciło, gdy już się zakończyło. Blondynka ją przejrzała i tylko z słodkim uśmieszkiem odpowiedziała jej:
-Dziękuję Ad, że się zgodziłaś!
-Nic jeszcze nie powiedziałam
-Ale i tak wiem, że się zgodziłaś!
-Ja też nie mam nic przeciwko- przekazał swoje stanowisko Eryk.
-Eryk zawsze cię uwielbiałam
Brunet uciekł wzrokiem, ale na jego twarzy było widać zawstydzenie.
-Charles- zwróciła się do Fido Helen.
-Nie- wyrzucił z siebie.
-Charli- rozpoczęła ponownie, rozkosznym głosem i przystanęła na przeciwko niego. Chłopak odwrócił głowę i założył ręce na piersi.
-Kazaliście mi trenować asertywność, więc to robię. Powinniście się cieszyć
Dwójka pozostałych osób spojrzała na niego z wyczekiwaniem. Zignorował ich, a przynajmniej starał się.
-Charlisiu ty mój
Usiadła okrakiem na ławce, by jego twarz była obok niej.
Odłożył karty.
-Nie- twardo się trzymał.
-Czaruś
Złapała za chłopięce policzki i nakierowała jego głowę na swoje spojrzenia, ponieważ była odwrócona w prawo i skupiał się na bliżej nieokreślonym punkcie. Wlepiła wzrok w jego zielone oczy.
Nabrał do ust ogromnegp hausta powietrza i znieruchomiał. Twarz miał czerwoną. Nagle zrobiło mu się ciepło i nieswojo. A oczami uciekał wszędzie, byleby nie spotkać tych z nad naprzeciwka, a było to niebywale trudne bo w końcu były tak blisko.
Na myśl stanęły mu te wszystkie denne filmy romantycznie, których obejrzał mało w swoim życiu i za to dziękował Bogu. Pary robiły podobne rzeczy na ekranach.
Zaraz jednak zganił siebie w myślach, że przekłada fikcję nad ,,rzeczywistość”. A przecież jest to tylko wymysł twórców. Nie realia życia prawdziwego.
Rozluźnił mięśnie, lekko. Jego twarz nadal była zaróżowiona przez szereg różnych powodów.
W tle usłyszał nagle ciche pstryknięcie telefonem i serio chciał obrócić się, by sprawdzić czy się nie przesłyszał, ale Helen trzymała go bardzo mocno.
-Charles kochaniutki- przemówiła ponownie dziewczyna tym swoim spokojnym i miłym dla ucha głosem- No zgódź się…
Policzył już wszystkie piegi blondynki, aż w końcu westchnął i powiedział:
-Niech będzie
-Serio!?
Rzuciła się na niego i z całej siły przytuliła go przez nadmiar tych emocji. Fido chciał odwzajemnić przytulasa, ale zamiast tego syknął z bólu i skrzywił się.
Helen słysząc to, odsunęła się i położyła ręce mu na ramionach.
Reszta popatrzyła z martwieniem.
-Skatowali mnie na ostatnim treningu- wyjaśnił szybko, widząc te całe zamieszanie.
-Ty mój biedaku!- objęła go, ale już w bardzo delikatny sposób- Kiedyś ich dorwę!
Charles zaśmiał się, ale nie brzmiało to wybitnie naturalnie. Wyczuwało się pewną sztuczność. Na jego twarzy wdarł się gniew, gdy przypomniał sobie o niedawnym wydarzeniu. Nikt tego nie zauważył, ponieważ siedział teraz do wszystkich odwrócony tyłem, a Helen przytulała go delikatnie. Przez zatracenie się w wspomnienie zapomniał nawet, że powinno być mu nieswojo na tego rodzaju bliski dotyk. Pomimo notorycznego tulenia go przez blondynkę, nie przyzwyczaił się. Racja, już nie wywołało ten szok i odrętwienie co na początku, ale przywołało inne uczucie. Bliżej nie określone.
Jak widac frystacja maskuje wszystko inne.
Eryk nie uwierzył w tłumaczenie swojego przyjaciela, ale nie dał po sobie poznać nic, a nic. Głęboko ukrył swoje wątpliwości i uczucia w sobie. Tak jak zawsze robił, stając się niewzruszony.
-W ogóle dziękuję, że zgodziłeś się też zostać moich mężem- oznajmiła radośnie Helen odsuwając się od chłopaka.
-Co- zamurowało po raz kolejny blondyna.
Ad zdusiła śmiech, a Eryk wyglądał na równie zszokowanego co przyjaciel
-Ty się nie śmiej bo jesteś pierwszą druhną. Tą wiesz od obrączek- zakomunikowała i pokazała dłoń.
Mimo tego nadal uśmiechała się zawadiacko.
-Eryku zostałeś księdzem
-Znowu?- jęknął, wróciwszy do przyziemnego świata.
-Jak to znowu?!- zapytali wszyscy jednocześnie, wlepiając w niego gały.

***
Jak się później okazało te całe wesele wypadało w urodziny Helen, która nic nie pisnęła choć słówko o tym. Sami się dowiedzieli z zaproszenia, gdy była wypisana data i połączyli sobie fakty. Oczywiście poskarżyli się dziewczynie, że dlaczego nic im nie powiedziała. Blondynka zrobiła wielkie, smutne oczy i odparła:
-Chciałam mieć otoczkę weselna, a nie urodzinową
Przeprosili ją wszyscy i przyrzekli dołożyć starań, by wszystko wyszło jak najlepiej. Tak naprawdę zdali sobie sprawę, że sami powinni się zorientować ile czasu zostało do jej urodzin, ale głupio im było przyznać się do tego. Spychnęli ten fakt, głęboko na dnie ich podświadomości i zaczęli przygotowania. A w międzyczasie ustalili, że kto będzie miał dostęp do telefonu dziewczyny to ma jej zablokować TikTok, żeby więcej nie wpadała na jakieś dziwne pomysły.
Oprócz ich czwórki pomagali jeszcze inni znajomi Żurawskiej, w tym wielbiciele Charlesa.
Od samego początku chłopakowi się nie podobał te wydarzenia, zwłaszcza gdy będzie w centrum tego wszystkiego jako pan młody. Chciał rzucić tą odpowiedzialność na Eryka, ale Helen stanowczo zaprotestowała. Powiedziała, że chłopak jest za wysoki dla niej i potrzebuje kogoś w swoim wzroście. Fido nawet próbował przekabacić Ad, żeby zamieniła się miejsca z nim, ale ta odmówiła kategorycznie. Oznajmiła z złośliwym uśmieszkiem, że w tej roli nada się lepiej od niej.
Ustalili miejsce pierwszego spotkania w domu panny młodej. Mieszkała ona około 20 minut jazdy autobusem od szkoły, więc stosunkowo nie daleko, ale i tak ten czas się wydłużył przez liczne korki. Charles, Ad i Eryk przyjechali z Helen po szkole wprost do jej nietuzinkowego domu. Chyba ona, jak i jej rodzina nie lubiła wpasowywać się w standardy społeczeństwa, ponieważ mieszkała w skansenie.
Dosłownie w skansenie. Nie, że jest skansen, a oni rezydendują obok.
Blondynka albo zapomniała wspomnieć o tym, gdzie mieszka, albo zrobiła to z premedytacją. Wpatrywała się w swoich oszołomionych przyjaciół z nieukrywaną dumą.
-I jak?- spytała na wstępie, kiedy prowadziła ich przez parking wzdłuż wiejskiego płotu.
Rozglądali się, podziwiając wszystko wokół. Jeszcze tutaj nigdy nie byli, choć nie raz przejeżdżali obok obiektu.
-Serio tutaj mieszkasz?- odpowiedziała pytaniem na pytanie Ad, nie odrywając wzroku od odległego starego wiatraka z XIX wieku, widniejącego na terenie skansenu.
-No tak!- odparła radośnie, a na jej twarzy odmalowała się dziki triumf bo za każdym razem jak kogoś tu przyprowadzała reagowali podobnie.
Przystanęli przed jednopiętrowym i średnich rozmiarów nieruchomością o białych ścianach z licznymi oknami. Na parapetach przy szybach znajdowały się doniczki z chryzantemami. Sam dach był stylizowany na ubiegłe czasy, zrobiony z brązowych płytek. Nad wejściem wisiała tabliczka z wygrawerowanym napisem ,,Muzeum wsi z przełomu XIX i XX”
-Budynek główny- wyjaśniła Żurawska, zapraszając ich ręką do środka.
Kiedy znaleźli się za drzwiami ujrzeli nad sobą zwisający żyrandol, który nie został włączony, ponieważ światło padające z okien na razie idealnie wystarczało. Na ścianach były poprzyklejane pełno zdjęć przedstawiające najczęściej uśmiechniętych ludzi przy jakiś starych obiektach. Przy nich znajdowały się ozdobne ławki, a z prawej strony tuż za ciemną ladą siedziała młoda kobieta, która akurat czytała książkę. Za nią znajdowała się masa pamiątek.
-Hej Laura!- przywitała się Helen.
Reszta powitała kobietę mówiąc dzień dobry.
-Powiedz, że to są klienci, a nie kolejny twoi znajomi- mruknęła, unosząc znudzony wzrok na całe zbiegowisko -Nudzi mi się cholernie, a zrobiłam wszystko co miałam
-I tak zaraz kończysz- rzuciła pieguska- I niestety muszę cię zmartwić, ale to są moi przyjaciele
-Mogłabyś czasem przyprowadzić klienterię…
-Kiedyś przyjdą może z rodziną i reklama sam się zrobi, mówię ci!- stwierdziła uporczywie.
-Chcecie może kupić magnes?-zwróciła się sprzedawczyni do nowo przybyłych.
-Nie mam lodówki na magnes- odpowiedziała jej Ad
-Skończę jak powieszony magnes na lodówce, gdy siostra go zobaczy- oznajmił Eryk.
-Ja też- spostrzegł do jakiej wypowiedzi odpowiedział Charles i szybko zreflektował się – Eeee znaczy nie zbieram…-wyjaśnił szybko.
-Nie zgaduj nas- ostrzegła ją Helen, grożąc pracownikowi palcem.
-Tak, tak- machnęła ręką i wróciła do czytania- Pamiętaj tylko mnie na wesele zaprosić
-I tak wiem, że zrobisz to tylko i wyłącznie dla ciasta
-Jak każdy gość- prychnęła.
-Dobra idziemy- ponagliła ich Żurawska, praktycznie wypychając ich z budynku.
Kiedy wyszli na plac, zamykając za sobą szklane drzwi, ujrzeli całe połacie zielonego terenu, jakby wylądowali w lesie. Było naprawdę cicho i usłyszeć można było śpiew ptaków. Było to przedziwne, zważywszy na fakt, że tuż obok była główna ulica. W oddali już było widać różne stare obiekty, a przed nimi stały w równym rządku tablice, a także ogromna mapa przedstawiająca cały skansen i co można było znaleźć. Zaczęli podążać ziemistą ścieżką i Helen zaczęła opowiadać, co nieco o tym miejscu. Mijali różne budynki: stary młyn wodny z płynącą rzeką, domy mieszkalne, nawet kościół.
-W którym ty mieszkasz?- zagadnął blondyn w pewnym momencie.
-Na końcu- pokazała palcem na jedną z ścieżek- Mamy dom odgrodzony płotem i z tabliczką, aby nie wchodzić bo nie raz mieliśmy już turystów w kuchni- Parsknęła śmiechem.
-A w ogóle bym zapomniała się zapytać- olśniło Helen- Co miałeś na myśli mówiąc, że znowu będziesz księdzem
Spojrzała na Eryka pytająco, a reszta ruszyła jej śladem. Nie odpowiedział nic, mając wzrok wbity w przestrzeń, więc kroczący obok niego Charles stuknął lekko go w ramię i powtórzył słowa Helen. Brunet rozejrzał się po wszystkich wokół.
-Eee no ten- zastanowił się- Kiedyś byłem na ślubie koleżanki matki i był w pewnym momencie problem z księdzem, ponieważ spóźniał się na zdjęcia przed kościołem, ale tak z dobrą godzinę już, a mieli przecież jechać na weselicho i zalać się w trzy dupy. I ja się napatoczyłem im i para młoda z kilkoma jeszcze osobami uznali, że przebranie mnie za księdza to będzie fantastyczny pomysł bo przecież jestem tak do niego podobny. Co z tego, że wtedy byłem w podstawówce, a ksiądz ewidentnie po 30. No i wzięli strój z tego eee
-Konfesjonału?- próbowała naprowadzić go na dobrą drogę Ad.
-Chyba- odrzekł niepewnie Eryk- Tak czy siak wzięli ten strój, jakiś czarny i wrzucili mnie do niego. Myślę głównie, że zrobili to po to by mieć ubaw bo wszyscy się śmiali. Nawet babcia Halinka, matka panny młodej, która wcześniej krzyczała, że to niemoralne tak robić i spłoniemy w piekle, się zaśmiała i potem gadała ,,no, no, no widzę, że w naszej rodzinie księdza nie zabraknie” Miałem nadzieję, że jakaś boska kara na nich spadnie
-Powiedz proszę, że zostały jakieś zdjęcia z tego wydarzenia- dusił śmiech blondyn, a reszta osób miała również dobry ubaw.
-Nie martw się bo nie musisz się inspirować moimi. Jesteś mężem, zapomniałeś?- dogryzł drugi chłopak i poklepał przyjaciela po ramieniu, który na przypomnieniu o jego roli, przestał się już tak szczerzyć.
-Miałam dobre przeczucie wybierając cię na księdza- stwierdziła dumnie, dając rękę na swoją pierś.
Eryk przewrócił oczami z lekkim uśmiechem na twarzy.
Następnie minuty upłynęły im na wzajemnym dogryzaniu sobie i gadaniu na inne tematy, aż w końcu dotarli na miejsce, co oznajmiła sama gospodyni. Stanęła przed obiektem z rozłożonymi rękoma i ogromną dumą.
Przed ich oczami znajdowała się przysadzista stodoła w ciemnym kolorze, cała zrobiona z drewna. Dach został wyłożony gontem, który w niektórych miejscach był zielony. Szerokie drzwi pozostałe zamknięte. Sciany miały tylko dwa okno po bokach. Już z daleka emanowało starością i mówiła ,,będziecie mieć dużo roboty”
-Hm sama chciałabym się tu ożenić- rzuciła ironicznie Ad.
-Przecież jest cudowna!-broniła Helen swojego miejsca- A w środku na pewno jest lepiej
Podeszli do masywnych drzwi, przy których była przyczepiona karteczka ,,Wstęp wzbroniony”. Blondynka wyciągnęła klucze i otworzyła nimi kłódkę. Wspólnymi siłami otworzyli wrota.
Zakaszlęli kilka razy, gdy tona kurzu dotarła do nich nozdrzy. Machali rękoma by ją przegonić.
W środku walały się różne graty, trochę cuchnęło, a na dodatek nie było dużo światła. Rozmiarowo zaś było okej, by pomieścić wszystkie osoby.
Ad popatrzyła na nią karcąco. Na jej język już się cisło kilka zdań.
-Wywietrzy się- uprzedziła dziewczynę zanim ta cokolwiek powiedziała i spojrzała na nią pewnym siebie wzrokiem.
-Przecież nim nie mówię- wzruszyła ramiona i zaczęła oglądać środek.
-Ktoś mi przypomni ile mamy czasu na organizację?- zapytał znienacka Eryk.
-Trzy dni- odpowiedziała mu blondynka z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Nie wierzę…- jęknęła cicho czekoladowo- włosa, masując nasadę nosa.
-Chciałabyś, żeby było to trzy dni- wtrącił się Charles- Dwa tygodnie mamy
-Masz mnie- zachichotała.
-Masz szczęście, że cię lubię- skwitowała niebieskooka- Nawet
-Kochasz mnie nie udawaj- zaczęła się droczyć druga dziewczyna.
-W ogóle jakim cudem rodzice pozwolili ci na takie przedsiębiorstwo?- zapytał niższy chłopak, tym samym uciszając zatargi dziewcząt.
-Biznes słuchaj, czysty biznes- pokazała ręką znak pieniędzy.- To idealna reklama na to, by przyciągnąć klientów. Zobaczą, że można u nas zrobic imprezy okolicznościowe i sami zechcą takie coś
-A nie lepiej zrobić takie coś od razu?- dopytywał dalej blondyn.
-My jesteśmy królikiem doświadczalny. Czy wszystko będzie okej i czy goście nie porobią zniszczeń jakiś. Do tego od razu wstawimy fotki, że u nas wszyscy się dobrze bawią i pieniążki same się zrobią
Zatarła ręce z szatańskim uśmieszkiem.

***

Zabrali się do pracy, zaczynając najpierw od sprzątania całego wszechobecnego syfu.
W połowie pracy przyszli znajomi Helen: Liwia, Jaśmin i Konstancja, których okazję miał poznać już Charles jak i Ad.
Na jego widok ich uśmiechy się poszerzyły i już miały pognać do blondyna, kiedy to gospodyni odciągnęła ich na bok na parę słów. Charles odetchnął z ulgą i wrócił do roboty, W tym czasie zaczęła im zawzięcie, żeby przestali zachowywać się jak psychofanki i straszyć biednych ludzi. Kiwali głową na znak zrozumienia, a kiedy Helen zostawiła ich to między sobą zaczęli po cicho zmieniać taktykę podboju i przekonania do siebie Fido.
Później przyszła jeszcze dwójka kolegów z klasy humanistycznej. Jeden z nich miał na imię Jacek i na kilometr było widać, że simpuje do swojej koleżanki. Urodę miał przeciętną i trochę wyglądał jak typowy technik informatyki tylko, że w lepszej wersji. Drugi z nich miał na imię Maciek. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak stereotypowy bad boy, ale było to mylne spostrzeżenie, ponieważ chłopak był naprawdę spoko.
Zostali wszyscy sobie przedstawieni i natychmiast wzięli się do pracy oraz do planowania całej uroczystości.
Każdy z nich miał już przydzielone zadanie. Erykowi przypadło place plastyczne, gdzie miał stworzyć dekorację. Przyjął do bardzo dobrze. Nie obojętnie, ale widać było skrywaną radość.
Podczas wykonywania białych łabędzi z papieru, nucił sobie. Było to coś niecodziennego i nie pasującego do jego natury. Bywał zawsze opanowany i zamyślony, wiecznie odetnięty od świata ,,realnego”. A tu nie dość, że wiedział co się wokół niego dzieje to do tego uśmiechał się pogodnie.
Jako pierwsza zauważyła zmianę u chłopaka Ada, kiedy to przechodziła obok niego z pudełkiem w dłoni. Cofnęła się kilka kroków do tyłu i jeszcze raz spojrzała na bruneta, upewniając się czy, aby na pewno to on. W jej oczach mignęło jej jeszcze breloczek w kształcie skrzypiec, przyczepiony do czarnego piórka chłopaka.
-Coś potrzebujesz?- zapytał Eryk, nie przerywając składania papieru.
-Eeee- wybełkotała dziewczyna, wybita z tropu.
-Nic w sumie- dodała zaraz i uciekła z miejsca zdarzenia.
Nikt nie miał serca mu powiedzieć, że w ciągu dwóch godzin zrobił wystarczająco dekoracji i może już przestać. Już powoli zastanawiali, co oni poczną z tym wszystkim, a nie zamierzali nic wyrzucać bo było im szkoda włożonej pracy Eryka.

Rozdział 11
“Eryk Malanek”

Było już późny wieczór, gdy dotarł przed swój dom.
Siedział w aucie byłego chłopaka jego mamy. Mężczyzny powoli zbliżającego do czterdziestki o ostrych rysach twarzy i kilkudniowym zaroście. Arthur miał, krótkie ciemne włosy, a jego twarz była pokryta kilkoma zmarszczkami, najprawdopodobniej wywołanymi przez stres. Pod oczami miał lekkie sińce. Jedna z jego umięśnionych dłoni trzymała kierownicę, druga spoczęła na rączce od biegów. Inteligentnymi oczami, spoglądał na bruneta siedzącego obok niego, którego twarz była niezwykle spokojna. Znał go na tyle długo, by wiedzieć, że w środku wcale taki nie jest jak na zewnątrz. Ewidentnie się denerwował.
Mężczyzna z zawodu był policjantem i pomimo niekontaktowania się z matką Eryka to nadal utrzymywał kontakt z Erykiem. Traktował go w sumie jak własnego syna, którego nie miał. Nie znalazł sobie nigdy żony, ponieważ żadna kobieta nie potrafiła w pełni zaakceptować jego zaangażowania w pracę, którą uwielbiał, chociaż nie raz dawała mu w kość. Z Eryką, siostrą bruneta niezbyt rozmawiał, nawet w czasie związku z Malanek. Unikała go jak ognia. Jeśli mowa już o związku to zakończył się już prawie dwa lata temu i był nieco…burzliwy. Wytrzymywali ze sobą ponad pół roku, po czym z hukiem go zakończyli.
Bardzo było mu szkoda tych dzieci i robił co mógł, by zapewnić coś w rodzaju wsparcia oraz opieki. Czasem coś im podrzucał i odbierał ze szkoły. Choć głównie korzystał na tym sam Eryk, ponieważ jego siostra ani myślała, żeby go widzieć. W towarzystwie starszego mężczyzny zachowywała się cicho i spokojnie.
Przez ogrom pracy czasami mu się nie udawało i potrafili się nie widzieć nawet kilka tygodni. Mimo tego, młody chłopak zawsze mógł liczyć na jego towarzystwo czy pomoc w najpotrzebniejszych momentach. Czasami Eryk obawiał się w tych dłuższych odstępach czasowych, że coś mu się stało lub zwyczajnie go zostawił. Wtedy zawsze przychodził do jego pracy i czekał na niego przed wyjściem. Policjant w takich chwilach miał na twarzy zmęczony uśmiech po całym dniu roboty i zabierał chłopaka na kolację, jeśli nie było zbyt późno. Kiedy wszystko inne było zamknięte to zapraszał go do siebie, gdzie często jedli razem zupki chińskie bo najczęściej tylko to było w jego domu.
-Dziękuję, że mnie odebrałeś- powiedział brunet, podnosząc lekko kąciki ust do góry.
-Nie ma żadnego problemu- machnął na to ręką mężczyzna- Ale muszę ci przekazać, żebyś omijał główną drogę na stację PKP. Patrol będzie tam stał, a losu lepiej nie kusić
-Pewnie, będę uważać albo przejazdem się tym razem autobusem z Eryką- oznajmił bez nerwów.
Eryk nie był pełnoletni i nie posiadał prawo jazdy, ale mieszkanie na zadupiu z matką, która miała na swoje dzieci wylane, zmuszało go i jego siostrę to poradzenia sobie z tą sytuacją. Chłopaka nauczył jeździć jeszcze w podstawówce jego ojciec. Już od dwóch lat martwy. Kiedy rozpoczęli naukę w szkołach wyższych mieli ogromny problem z dojechaniem do szkoły. Problem nadal jest obecny. Najbliższe miasto dla uczniów po podstawówce jest oddalone aż o 30 kilometrów, a jedyny transport do niego jest tylko jeden autobus z rana, który wyjeżdża z miejscowości o 15:30. Lekcje mieli do 16:30, a dostanie się na przystanek zajmowało około 15 minut. Oczywiście, gdy się biegło. Nadzieją dla nich pozostały połączenie kolejowe, tylko tutaj wystąpił kolejny problem. Do stacji mieli 7 kilometrów. W zimie ciężko byłoby tam się dostać rowerem.
Wtedy Eryk postanowił wykradać auto ojca, nie używane od jego śmierci i samemu się wozić.
Łaski bez jak to mówił. Sam sobie da radę.
Obydwoje nikomu o tym nie mówili i starali się zawsze jechać bocznymi drogami, ale pech, a może i szczęście, chciał by właśnie tego dnia spotkali Artura, obecnego wówczas chłopaka mamy, z którym aktualnie siedział Eryk w samochodzie. Udawał się do pracy, wyjątkowo na późniejszą godzinę, a oni pędzili jak szaleni byleby tylko zdążyć na pociąg, który i tak się potem spóźnił pół godziny. Policjant zatrzymał ich, dzwoniąc na komórkę chłopaka. Dostali niezłą reprymendę, ale rozumiał ich w zupełności i powiedział, że załatwi to z ich mamą.
Pokłócili się wtedy ostro. Były to początki ich związku. Ich sprzeczka rozwiązała tymczasowo problem rodzeństwa. Mama zawiozła i odbierała ich z pociągu, kiedy było trzeba. Robiła to niechętnie, ponieważ musiała wtedy wstawać wcześniej czasami z kacem.
Trwało to do klasy pierwszej. Później nastąpiły wakację i nie było żadnej potrzeby na to. W czasie wakacji Artur i Marzena, czyli matka Eryka rozstali się. W powietrzu poszybowało kilka rzeczy, padło stanowczo za dużo i posypało się coś, co nigdy nie było trwałe.
Kiedy zaczął się rok szkolny, rodzicielka bruneta machnęła na to wszystko i zajęła się swoimi sprawami. Kazała im transportować się za pomocą busa lub się zwalniać z lekcji.
Na wszystko machała ręką.
Dlatego Eryk tak bardzo ją nienawidził, za jej egocentryzm i brak odpowiedzialność, że przechodzenie jej żałoby jest niszczące dla nich wszystkich.
Eryka już wtedy wpakowywała się w kłopoty i sidła manipulacji, a on sam do dziś nie potrafił nic z tym zrobić.
Każdy inaczej radził sobie z rozpaczą. Dobrze o tym wiedział.
Tylko dlaczego on wyszedł z tego o zdrowych zmysłach, a reszta staczała się coraz w dół?
Zastanawiał się po dziś dzień i próbował skleić proch w całość.
-Będę już leciał- dodał zaraz młodszy- Na pewno na mnie czekają
Kłamstwo.
Nikt na niego nigdy nie czekał.
-Pewnie leć
Eryk wysiadł z samochodu i przytrzymał jego drzwiczki, nachylając się do środka.
-To zobaczenia- uśmiechnął się lekko.
-To zobaczenia- zawtórował mu mężczyzna.
Zamknął za sobą i zaczął kierować się w stronę domu. Artur w tym czasie odjechał sprzed bramy.
Przed nim stał nieduży budynek z oliwkowymi ścianami i bordowymi dachówkami. Wokół panował chaos zieleni, która rosła jak chciała. Malutki ogród z boku był zarośnięty przez chwasty, a krzaki przerośnięte i wymagały szybkiego przycięcia. Okna oraz parapety były pokryte grubą warstwą brudne.
Kiedyś jego mama się tym zajmowała. Uwielbiała zajmować się ogrodnictwem, ku uciesze jej męża. Również lubił wszelaką zielę, ale nie miał do tego ręki i zawsze zawalał sprawę. Dlatego pałeczkę przejęła żona.
Eryk próbował w wolnych chwilach, jakość to wszystko doprowadzić do porządku. Problem w tym, że nie posiadał czasu. Szkoła, dojazdy, nauka i inne obowiązki domowe zabierały mu wolną chwilę na inne sprawy. A chłodniejsze i coraz krótsze dni nie ułatwiały mu sprawy.
Wracając do domu zawsze spoglądał z pewnym bólem na ogród. Przypominały mu się te momenty, gdy roześmiani rodzice w nim siedzieli. Cali brudni błotem, ale wyraźnie zadowoleni.
Otworzył drzwi od domu, przetarł buty o wycieraczkę i wszedł do środka.
-Jestem już- zawołał.
Odpowiedziała mu cisza.
Dobrze wiedział, że będzie sam. Był początek weekendu, więc nie było opcji, żeby dwójka bliskich mu kobiet siedziała grzecznie w domu. Pytaniem było tylko, która wróci jako pierwsza i czy w ogóle raczą się zjawić.
Z tą wiedzą i tak zawsze mówił, że wrócił. Bo była ta cicha nadzieja, że mu ktoś odpowie. Nawet w tygodniu nie słyszał żadnego powitania. Eryka czasami wracała z nim, ale od jakiegoś czasu sama potrafiła dostać się do ich wioski bez pomocy bruneta. Pewnie ma jakiegoś chłopaka. W takich sytuacjach powracała do domu niezwykle późno. A jeśli chodzi o matkę to albo odsypiała noce, albo była pochłonięta pracą.
Ściągnął buty, odwiesił kurtkę i skierował się do kuchni.
Było to pomieszczenie w jasnych barwach, z białymi ścianami i meblami. Próby stylizowania go na wiek wiktoriański, dały efekt nieokreślony. Jedyne elementy, które mogłyby pasować do tej mody były zdobienia wokół okrągłego stolika przy ścianie, klamek czy krzeseł z zielonymi podszyciami. Z kuchni można było spojrzeć na świat zewnętrzny, dzięki trzem szerokim oknom przez, które sąsiedzi również dobrze widzieli domowników. W pokoju była zmywarka, do której skrupulatnie cała rodzina wsadzała naczynia zamiast pozostawiać je w zlewie. Dziękował za to Eryk, bo dobrze wiedział, że gdyby tego nie robili on musiałby to pozałatwiać.
Nastawił wodę do czajnika elektrycznego. Wybrał herbatę ze stosu innych i wrzucił saszetkę do kubka.
Czekał cierpliwie aż będzie gotowe, zatapiając się głęboko w myślach.
Wyrwał go z tego stanu, ciche pyknięcie. Zalał kubek wrzątkiem i wziął go ze sobą, siadając na jednym z ,,wiktoriańskich krzeseł”, opierając się o ścianę.
Tępym wzrokiem zaczął wpatrywanie się w czarny zegar stojący naprzeciwko niego na parapecie. Wydawał z siebie ciche tykanie.
Tik, tak, tik, tak.
Chłopak dobrze zdawał sobie sprawę, że ma jakiś uraz czy inną traumę, nie pozwalającą mu zasnąć, gdy nie ma reszty jego rodziny w domu. Po prostu nie potrafił spać bo cały czas nasuwały mu się myśli, że kiedy zaśnie może przegapić coś ważnego. Coś co powinien dowiedzieć się jako pierwszy, a nie leżeć bezmyślnie, niczego nieświadomy. Przypominał mu się ten pierwszy raz, kiedy się obudził, a wokół było inaczej. Kiedy przed pójściem spać było dobrze, a gdy się obudził w jego życiu rozpoczął się nowy etap. Gdyby nie zasnął to ciepłe wspomnienia trwałyby jeszcze kilka godzin dłużej, a on może zauważyłby, że coś długo jego ojciec nie wraca.

***

Czternastoletni, młody chłopak przecierał zmęczone oczy. Leżał w łóżku w swoim pokoju, owinięty w granatową kołdrę. Już wtedy miał przydługie włosy, które powoli zachodziły mu na włosy.
Nagle usłyszał otwieranie drzwi i pomyślał o tym, że to może jego tato w końcu wrócił po niedawnej kłótni z mamą. Ucieszył się i natychmiast wstał i pobiegł na korytarz.
Jak to bywa z małżeństwie, nawet tym dobrym, dochodziło do zgrzytów i nieporozumień. Ostatnimi czasami u państwa Malanek spory zdawały się coraz częściej niż tylko czasami. Kłócili się o głupoty, o pieniądze i wychowanie dzieci. Nic szczególnego, ale i tak doprowadziło do tego, że Henryk, ojciec Eryka, trzasnął drzwiami i nie wrócił na noc. Miał dość i chciał ochłonąć. Tym razem poszło o coś innego.
Na korytarzu brunet nie zobaczył swojego ojca, tylko zapłakaną matkę. Włosy miała w nieładzie oraz ogromne sińce pod oczami, w które pokazywały ogromny ból i rozpacz.
Zobaczyła syna i zaniosła się szlochem.
Eryka nie widziała tego wszystkiego, nie było jej w domu, ponieważ spała u koleżanki.
Chłopiec nie rozumiał o co chodzi. Zląkł się i miał ogromne złe przeczucie. Powolnym krokiem podszedł do matki, która złapała go w objęciach i mocno przytuliła.
Juz wtedy był wysoki, poniewaz był niemal na równi z rodzicielką
-Gdzie tata?- wydukał.
-Tak mi przykro, Eryku…- wyszeptała i mocniej wtuliła się w syna.
-Mamo?
-G-gdzie tata?-dodał, niespokojnie.
-Nie żyje
Nie żyje
Nie odpowiedział nic.
Utkwił swój martwy wzrok w bliżej nieokreślony punkt. Z jego oczu popłynęło kilka łez, ale w ogóle ich nie czuł. Nawet ciepła bijącego od matki.
-Z-złapał poślizg. Chyba-a zasnął- jąkała się na przemian, połykając gorzkie łzy- T-tak mi przykro

***

Eryk zobaczył swój problem nie od razu.
Jego matka zatapiała smutki w alkoholu. Siostra zaś zamykała się w pokoju i wychodziła wtedy, kiedy musiała. Dopiero po kilku dniach przychodziła do Eryka i siadała obok niego w ciszy. Tak siedzieli jedno obok drugiego.
Sposobem bruneta na poradzenie sobie z tym wszystkim było zamyślanie się tak bardzo, że traciło się poczucie realności. Praktykował to do dziś, a dwie najbliższe mu kobiety postanowiły zmienić taktykę na bardzo sobie podobną.
Matka szukała pocieszenia w ramionach obcych mężczyzn, pracoholizmie, już wcześniej wspomnianego alkoholu oraz głośnych imprezach w klubach.
Eryka znalazła sobie towarzystwo w nowej szkole, wulgarne i patologiczne. Zaczęła się staczać, ale przynajmniej nie myślała o starych problemach, ponieważ zostały przyćmione tymi nowymi.
Wszyscy coraz bardziej oddalali się od siebie. Eryk próbował i próbuje nadal ratować ich relację. Znienawidził swoją rodzicielkę za to, że nie reaguje na zachowanie jego siostry, za bycie dzieckiem. A najbardziej za to, że nie ma jej kiedy wszyscy ją potrzebują.
Tamtego dnia, 4 stycznia nie tylko ojciec chłopaka umarł.
Dlatego pamiętał tą pierwszą noc bez nikogo. Jego serce wówczas wypełniała czysta furia, a pod jej fasadą niepokój. Uważał, że ma gdzieś gdzie wszyscy są teraz i najchętniej połozyłby się spać i zapomniałby o wszystkim.
Tak też zrobił.
Ale nie zasnął tylko kręcił się z boku na bok. Zbagatelizował to, mówiąc sobie, że tak czasem jest, ludzie maja problem z bezsennością. To nic wielkiego.
Zasnął dopiero, gdy po raz drugi usłyszał przekręcanie zamku w kluczach i wszyscy znajdowali się w domu.
Bezpieczni.
Zrozumiał i tak po kilku nieprzespanych razach, że nie ma sensu siedzieć w łóżku. I tak musi czekać na Erykę i jego matkę.
Nienawidził tego dłużącego się czasu, który określał mu, kiedy może łaskawie iść spać, chociaż dosłownie padał. A zwłaszcza, gdy czasami czekał aż do 7 rano. Czasami jego organizm nie wytrzymywał i padał, nie ważne gdzie był wówczas.
Spał wtedy niespokojnym snem, po którym wstając, czuł się tylko bardziej zmęczonym. Zasypianie po takich godzinach, niepewnym powodowało u niego paraliż senny. Ten nieposkromiony strach i niemoc do zrobienia absolutnie niczego. Kiedy nie mógł się poruszać i stał i wpatrywał się w rozgrywającą scenę.
W końcu nauczył się z tym żyć i kiedy lądować w łóżku, zamiast na podłodze. Najgorzej i tak było w tygodniu kiedy chodził ledwo żywy do szkoły i zasypiał na lekcjach.
Jego gniew i inne emocje nie wyparowali.
Martwił się o Erykę, miał wyrzuty do matki, ale nienawidził je obie za to, że dla nich nie istnieje.
I, że musi czekać na nie dwie do cholerne, nieludzkich godzin. Dlatego też czasami chodził zmulony do szkoły.
Oczywiście, że próbował się do nich dodzwonić nie raz z zapytaniem ,,Kiedy jaśnie pani chce wrócić?”, ale nie odbierały. A jak już to jedna z nich pijackim bełkotem odpowiadała niezrozumiałe słowa, a druga kazała mu spadać. Mówiąc łagodniej bo Eryka rozmawiając z brunetem, używała niezłych sformułowań.
Dochodziła powoli 3:00, a on nadal siedział tam gdzie wcześniej z nieobecnym wzrokiem.
Potrafił tak przesiadywać całe nocy w swojej głowie. Lubił to robić i wykonywał to niekontrolowanie. Nawet nie wiedział, kiedy a już był oderwany od ,,rzeczywistości”. Zwłaszcza w stresie ten mechanizm mu się uaktywniał. Ktoś potrafi na niego wrzeszczeć, a on nawet nie będzie wiedzieć co gada.
Totalne wyłączenie.
Groźna i przydatna umiejętność zarazem.
W ten przypomniała mu się pewna sytuacja z Adą, która jako z niewielu osób wiedziała, że Eryk jeździ bez prawka.
Wydarzyła się kilka dni po ich wycieczce szkolnej przed pomysłem Helen.

***

Brunet siedział za kierownicą ze skupionym wyrazem twarzy i obserwował drogę, w poszukiwaniu patrolu policyjncyh czy innych obiektów wartych ominięcia.
W radiu leciało ciche wiadomości o niedawnym porwanym mężczyźnie.
Wracał z stacji PKP bez swojej siostry, która oznajmiła mu tylko, że sobie da radę. Tylko tyle. Na reszty jego wiadomości już nie odpisywała, a on nie zamierzał dociskać bo wiedział, że może to tylko pogorszyć.
Z jego prawej strony powoli zaczynał się las. I tam na wjeździe do niego dostrzegł jakąś osobę. Wychodziła z ciemnej puszczy, powolnym i czujnym krokiem.
Eryk nie przejąłby się nią, gdyby nie spostrzegł, że jest to znajoma twarz. Zahamował nagle. Nie wiele myśląc, cofnął swojego srebrnego passata do Ady.
Dziewczyna na plecach miała czarny plecak, z którego wychodziła zabrudzona, mała łopata. Jej czekoladowe włosy miała związane w niski kok, z którego powychodziły kosmyki. Ubrana była w te same rzeczy, co w szkole. Bluza i zwykłe czarne jeansy były z brudy. Do tego na spodniach można było zauważyć podłużną dziurę, która wcześniej nie była. Pod nią widniało otarcie. Jej ręce też były lekko poranione czerwonymi kreskami oraz daleko im było do czystości.
Chłopak zmierzył ją od stóp do głów i zauważył wszystkie niepokojące szczegóły. A dziewczyna wbiła w niego srogie spojrzenie. Wydawało się jakby jej niebieskie tęczówki stały się bardziej ciemne.
-Co ty tutaj robisz?- zapytał na przywitanie brunet.
Ada uniosła delikatnie kąciki ust do góry.
-Mama kazała mi pozałatwiać tutaj sprawy
Rozmówca nie odpowiedział od razu bo właśnie analizował treść słów swojej koleżanki.
Ona wspomniała coś o swojej rodzinie!
Jeśli ktokolwiek uznałby, że Eryk czy Charles niechętnie mówiąc coś o krewnych to ewidentnie nigdy nie miał do czynienia z Ad. Nie było sytuacji, kiedy by padło z jej ust słowo “matka” czy “rodzice” Gdy porusza się temat rodziny to skutecznie milczy lub zgrabnie omija temat. Nawet na zapytanie nauczycieli o jej opiekunów, kiwała tylko głową na znak, że rozumie. Nigdy nie mówiła, a cały nastrój wokół dziewczyny stawał się dziwnie nieznośny i niepokojący. Każdy wtedy miał nieodparte wrażenie, że zrobił coś co nie powinnien i chciał się jak najszybciej ulotnić z dala od Ady. Sama ona wydawała się przerażająco rozmarzona i parskała krótkim urywanym śmiechem lub wpatrywała się w ciebie milcząco. Jej wyraz twarzy nigdy nie należał do przyjemnych.
Teraz jej uśmiech też był nieco niepokojący.
-Ale jak tu się dostałaś?- dopytywał dalej.
Dziewczyna przeniosła obiekt zainteresowań na pozostałe siedzenia w aucia, które były puste. Eryk śledził jej poczynania aż ich spojrzenia się zrównały i Ad przechyliła głowę na bok.
Dobrze wiedział co sobie pomyślała i sama ona dała mu wyraźny znak, żeby nie dopytywał dalej bo może źle się to skończyć.
W końcu każdy z nas ma jakieś tajemnicy, z którymi nie chce się dzielić.
Dopiero kilka lat później, Eryk jej wyjawił dlaczego jeździł nielegalnie. ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟γ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ɿ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟Ɉ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ƨ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟o̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟i̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ƨ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟o̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ϱ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ǝ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟į̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟i̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ɔ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ɿ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ǝ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟i̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟m̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ƨ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟o̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟q̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟o̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟Ɉ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟o̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟l̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟γ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ꓭ̷̷̷̷̶̷̷̷̷̤̤̤̤͟͟ ̷,
Nigdy nie poruszali tego tematu, spychając go na dalszy plan, mając poważniejsze zmartwienia niż to.
-Podwieźć cię?- zaproponował.
Nagle rozpędzone auto przyjechało drogę, mijając ich i powodując podmuch wiatru oraz hałas. Włosy i ubrania Ad zafalowały. Stała niewzruszona.
-Pewnie!- odparła, uśmiechając się radośnie i miło.
To co przedtem było w dziewczynie nagle zniknęło i na powrót stała się tym kimś kogo znał Eryk.

***

W niektórych momentach wracał myślami do tamtego wydarzenia, zastanawiając się co się wtedy tam stało. Sama Ad była kimś zupełnie innych. Kimś…niepokojącym. To słowo często używał, gdy miał opisać dziewczynę podczas jej odchyleń społecznych, jak to sobie nazywał. Oczywiście, całą tą sytuację zachował dla siebie.
Nagle usłyszał kroki i wycieranie butów o wycieraczkę.
Nastawił uszy i w głębi serca odetchnął, że ktoś się w końcu pojawił. Wstał i oparł się o ścianę wyjściową z kuchni. Naprzeciwko siebie miał drzwi do wyjścia z domu.
Osoba otworzyła drzwi, zamknęła je i stanęła w progu, ściągając z siebie buty.
-Hej- przywitał się krótko Eryk.
Była to jego siostra, która rzuciła mu przelotne, znudzone spojrzenie. Kierowała powoli do swojego pokoju, mijając przy tym brata. Nie obeszła jego uwadze, zakrwawione oczy Eryki. Natychmiast złapał ją za ramię i odwrócił ją ku sobie.
-Gdzie byłaś?- wysilił się na spokój.
Dziewczyna skrzywiła się, a chłopak przyjrzał jej się dokładniej.
Podkrążone oczy, które były całe zaczerwienione. Źrenice były bardzo rozszerzone. Oddychała przez usta, wypuszczając z siebie zapach papierosów i alkoholu. Cała śmierdziała tymi rzeczami. Jej skóra była zimna w dotyku. Musiała pewnie zmarznąć w tej krótkiej czarnej sukience.
Wiedział, że na procentach i nikotynie się nie skończyło dzisiaj.
-Czemu ty kurwa zawsze pytasz-warknęła na niego.
-Przyznaj się co brałaś- zignorował jej odpowiedź.
-Ja?- udała zdziwiona, ale niezbyt jej to wyszło- Nic
Chłopak był na granicy furii, ledwo utrzymywał spokój. Tylko dwie kobiety w jego życiu potrafiły tak szybko wyprowadzać go z równowagi: siostra i matka.
-Nie denerwuj mnie nawet- warknął nawet- Dobrze wiem…
-Gówno wiesz- przerwała mu- Tylko udajesz, że wiesz jak jest, ale nic nie wiesz. Zrozum, że nasz ojciec nie żyję i możesz przestać próbować być jak on? Nawet marną podróbą nie jesteś. Rzygam, gdy na ciebie patrzę
-Przynajmniej nie zachowuje się jak nasza kochana matka- syknął- Staczasz się jak ona. Nawet gorzej
Głośne plaśnięcie odbiło się echem w pustym domu.
Eryk miał odchyloną głowę na bok, a na policzku odciśniętą dłoń Eryki, który ciężko łapała powietrze do ust.
Zdarzało się, że dziewczyna uderzyła brata w ramię, popchnęła czy rzuciła w niego na przykład poduszką, ale nigdy nie zrobiła tego co zrobiła. Dla obydwu było to szokujące. Uderzenie było dosyć mocne. Nie wiadomo skąd brunetka znalazła na to siły w swoim wychudzonym ciele.
Chłopak delikatnie uniósł się wzrok. Patrzył na siostrę niedowierzając, a z jego oczu bił niewyobrażalny ból i smutek. Dziewczynie zaszkliły się oczy. Szybko to przegoniła. Zacisnęła zęby i natychmiast pobiegła do swojego pokoju, zatrzaskując drzwi.
Brunet zastrzygł. Prawdopodobnie jego siostra również bo z jej pokoju nie wydobywały się żadne dźwięki. Wokół rozlegało się tylko ciche tykanie zegara. Dotknął rozgrzanego policzka swoją zimną dłonią. Nabrał głośno powietrza do ust.
Miał ochotę krzyczeć w niebogłosy i zniknąć z tej ,,rzeczywistości”.
Czuł się tak mentalnie rozbity.
Dopadł się do swojego plecaka, leżącego pod ścianą w kuchni. Przeszukał go, chwycił za słuchawki bezprzewodowe. Podniósł się natychmiast i ze stolika zabrał jeszcze swój telefon. Narzucił na siebie czarną kurtkę i szybko ubrał buty.
Kiedy wyszedł na dwór, poczuł jak zimny dreszcz oblewa jego ciało. Było przeraźliwie chłodno, ale i tak nie zamierzał wracać.
Miał ochotę rozpłakać się i zniszczyć cokolwiek. Na to pierwsze nawet sił nie miał bo skutecznie coś go blokowało przed tym od kilku lat. Trzymał wszystko w środku.
Zaczął biec przez opustoszałe ulice, oświetlone jedynie przez latarnie. Mijał domy z ciemnymi oknami w środku bo było już naprawdę późno, dlatego mieszkańcy Suchodołów już dawno pogrążyli się we śnie.
Wiedział dokąd biegł. W to samo miejsce udał się po pogrzebie. Wtedy zalał się łzami i krzyczał dopóki nie ochrypł zupełnie. Nawet jego mama zmartwiła się długa nieobecnością syna.
Za towarzysza nie miał nawet gwiazd i księżyca na niebie. Zostały ukryte przez grubą warstwę ciemnych chmur.
Pozostał tylko on.

***
Młody chłopak otworzył delikatnie drzwi i zajrzał do środka.
Jego brązowe włosy zostały przystrzyżone na krótko. Miał delikatne rysy twarzy, nieukształtowane jeszcze przez dorosłość. Patrzył z zaciekawieniem swoimi brązowymi oczami na siostrę siedzącą przy biurku na fioletowym obrotowym fotelu, które było o wiele niższe od niego. Już wtedy rósł jak szalony, a dziewczyna w tym mu nie ustępowała
-Co robisz, Eryko?-zapytał dziecięcym głosem. W tamtym czasie miał nieco wyższą intonację niż obecnie.
Dziewczyna obróciła się do niego i uśmiechnęła się szeroko. Jej długie brązowe włosy zafalowały.
W młodości obydwoje byli bardzo podobni do siebie. Mieli te same tęczówki, patrzące na wszystko z niemym pytaniem, łagodne linie twarzy, nawet odcień skóry się zgadzał.
W ręce trzymała zieloną kartkę papieru, poskładaną w różne strony.
-Origami- oznajmiła dumnie.
-To te składanie papieru, tak?
Wziął od siostry przedmiot i zaczął przyglądać mu się z każdej strony, obracając go w dłoni. Przypominał mu łabędzia.
-Mogę z tobą?-zapytał i oddał jej papier- Nudzi mi się strasznie
-Pewnie- przesunęła się na fotelu, robiąc mu nieco miejsca- Możemy też zrobić inne plastyczne rzeczy, choć nie sądze, aby twoje dwie lewe ręce potrafiły coś zdziałać- rzuciła żartobliwie
-Wredna
-Jesteśmy bliźniakami. Skoro ja jestem wredna to ty też
Wystawił jej język, a ta odwzajemniła gest.

***

Zwolnił bieg, dopiero gdy asfaltowa droga zamieniła się w tą piaszczystą, pełną dziur i kamieni.
Kiedy to postawił kilka kroków na polniaku o mało co się nie przewrócił. Nie chciał ryzykować obicia sobie twarzy i innych części ciała, dlatego szedł powoli, uważając przy tym gdzie stawia stopy.
Oddech mu się już unormował po szaleńczym, nagłym biegu. Czuł tylko lekkie zmęczenie, ale gdyby nie przeszkody na trasie biegł by tak dalej. Miał w zwyczaju biec dłuższe dystanse, co robił często hobbistycznie. Pomagało mu otrząsnąć się z irytujących myśli i poukładać sobie je w głowie.
Było przeraźliwie zimno i wiał chłodny wiatr, mimo to nie zawrócił. Uparcie szedł do celu. Wolał już siedzieć na dworze niż jeżeli w swoim domu. I tak przeczuwał, że jego matka dziś nie wróci. Podejrzewał, że zaszyła się zapewne u jednych ze swoich facetów.
Pamiętał jak się zdenerwował na nią, że przyprowadza ich do domu i wyprawia z nimi różne zbereźne rzeczy. Nakrzyczał na nią oraz zagroził, że jeśli kogokolwiek przyprowadzi jeszcze raz to wymieni wszystkie zamki w drzwiach i zwyczajnie zostawi ją na dworze. O dziwo posłuchała, jakimś cudem. Każdy jej kochanek wydawał mu się tak cholernie podejrzany i stuknięty, że przebywanie w ich towarzystwie bywało męczące. Ciągle myślał, że jak tylko straci czujność to dostanie w tył głowy. Tylko Arthur, pierwszy i ostatni normalny chłopak matki, był pozytywny.
Po kilku minutach marszu zobaczył w końcu korony drzew, wyglądające jak bramy do lasu. Widział tylko ich ciemny zarys.
Podszedł do ogromnych roślin i spojrzał na ich sam czubek, a przynajmniej podejrzewał, że patrzy na koniec drzew.
Gdzieś w oddali rozległ się dźwięki ptaków.
Eryk nie zamierzał wchodzić do środka lasu. Było zbyt późno na taki ryzykowny krok, ponieważ nie zamierzał zgubić się w odmętach drzewach i napotkać na jakiegoś wkurzonego dzika przed, którym musiałby uciekać. Znając jego szczęście uderzyłby w korę i nabiłby guza. Byłoby to świetnie zakończenie nocy.
Zamiast tego o czym rozmyślał to usiadł na trawie, na której znajdowało się dużo liści. Przejechał ręką po nich przez co wydały z siebie odgłos cichego szelestu. Później położył się na podłożu, zakładając wcześniej na głowę kaptur.
Wyjął z kieszeni telefon, a światło wyświetlacza oświetlało jego twarz. Zmrużył oczy i odczytał godzinę, która pokazywała 5:03. Wystukał kilka razy w ekran i wyciągnął swoje słuchawki. Włożył je do uszu i puścił piosenkę o spokojnym, melancholijnym brzmieniu. Nie zawierała ona dużo słów.
Wpatrywał się w czarne niebo.
Leżał tak, zamyślony, gdy nagle rozległo się na pełnej głośności słuchawek brzdęknięcie.
“Dzyń, dzyń”
Eryk skrzywił się z bólu i natychmiast ściągnął je z uszu, siadając. Odrzucił je obok siebie i utkwił w nie swój wzrok. Nagle łapanie powietrza stało się trudniejsze, a zimne powietrze kłuło go w płuca.
“Dzyń, dzyń”
Nawet tak daleko od siebie słyszał wyraźnie ten melodyjny dźwięk. Wystukiwał on się powoli, ale z natarczywością.
Brunet dobrze znał ten dźwięk i wiedział do czego należy.
Chwycił telefon i odblokował go. Jego oczom ukazała się wiadomość na cały ekran.

UWAGA!
Nieznany wirus zniszczył osłonę programu antywirusowego Siya. Program nie ma żadnego zabezpieczenia zewnątrz, a odbudowana osłony zajmie około 36 godzin. Czas może zostać przedłużony przez ciągłe ataki. Prosimy o wzmocnienie obrony wewnętrznej.

Wstał natychmiast z ziemi i zaczął szybko biec.
Chmury rozstąpiły się ukazując gwiazdy i księżyc, które swoim blaskiem oświetliły mu drogę. Już nie dziurawą ani kamienistą. Była gładka i łatwo się po niej biegło.
Wszystko wokół tylko ułatwiało bieg Erykowi, dobrze wiedząc, że to nie pora na odgrywanie swoich ról. Cel stał się inny, a zagrożenie poważniejsze.
Chłopak był świadom tego, że musi skontaktować się jak najszybciej z Helen i Charlesem. Obydwoje również dostali taką samą wiadomość co brunet. Kwestią zostało co robić dalej bo niebezpieczeństwo było poważne, a cały bezpieczeństwo świata, jak i Ad zostało zachwiane.
Bo ona nie może się o niczym dowiedzieć.
Już po chwili go nie było, a polna droga na powrót stała się opustoszała.

Rozdział 12
“̶̷̶j̶̷̶u̶̷̶t̶̷̶a̶̷̶r̶̷̶ ̶̷̶e̶̷̶i̶̷̶N̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̶̷̶̤̤̤͟͟ ̶̷̶ ̶ bo wszystko jest w porządku”

-Eeee dajcie mi chwilę rozczytać się nie potrafię- oznajmił wszechobecnym gościom i parze młodej Eryk.
Trzymał w ręce kawałek papieru i mrużył oczy próbując odgadnąć co na nim pisze. Obracał go na różne strony i przybliżał go do siebie.
-Mówiłeś, że masz doświadczenia w tym- szepnęła do bruneta nerwowo Helen.
Nie odwróciła się do niego, tylko nerwowo się uśmiechnęła.
Stojący naprzeciwko Charles westchnął, ale zdał sobie, że zrobił do za głośno na oczach wszystkich i zrobiło mu się głupio. Jego twarz wyrażała to samo co u blondynki.
Dziś wypadał dzień urodzin Helen, która na tą okazję zorganizowała ślub przy pomocy swojej rodziny i przyjaciół.
Wszyscy znajdowali się w małym kościele, mieszczącym się na terenie skansenu. Była to budowla zrobiona z ciemnego drewna o jednej wysokiej wieży, zakończonej spiczastym dachem, która łączyła się z kwadratowym budynkiem. W środku wisiał złoty żyrandol z zapalonymi świecami, z niego zwisały białe kwiaty. Takich kwiatków było pełno w samym kościele. Wisiały na ścianach i ławkach, które zostały zajęte przez grupy ludzi, ubranych idealnie do okazji. Można było zauważyć elegancję w ich strojach.
Gości przybyło naprawdę dużo i nikt nie spodziewał się, że Helen zna takie pokaźne grono osób. Podobno nawet miało być więcej, ale dużo się pochorowało. W końcu był aktualnie sezon chorób.
W pierwszym rzędzie siedziało rodzeństwo dziewczyny, liczące aż trzech chłopaków i jedną młodziutką dziewczynę, mającą zaledwie 8 lat. W ręce trzymała czerwony samochodzik. Kręciła się zniecierpliwiona na krześle, a najstarszy brat Helen- Piotr, próbował uspokoić siostrę Marię. Tuż obok niego zajmował miejsce Władysław. Jedenastolatek siedział z przymkniętymi oczami i powoli jego głowa opadała. Ostatni brat Helen, Antoni był najmłodszy z ich wszystkich i miał tylko 6 lat. Siedział obok Marii i próbował nie zasnąć.
Piotr był bardziej podobny do swojej siostry Helen. Również posiadał blond czuprynę i piegi. Zaś Maria i Antoni wdali się w swojego ojca, który posiadał czarny odcień włosów. Sam Władysław odbiegał od reszty rodzeństwa przez swoje kasztanowe włosy przez, które nie raz bracia i siostry podawali wątpliwością ich wspólne pochodzenie.
Na samym środku pomieszczenia, na piedestale tuż za bramką, odgradzającą od zdobionego ołtarza, stali Fido z Żurawską, a pomiędzy nimi, trochę z tyłu był Eryk.
Panna młoda wybłagała u niego, prawie na kolanach, żeby ubrał czarną sutannę. Tak naprawdę nie była to żadna sutannę tylko czarny długa szata, niewiadomego pochodzenia i należąca do całkiem pokaźnych rozmiarów kolekcji starych ubrań nawiązujących do minionych epok.
Sam ubiór był nieco maławy na Eryk i strasznie go podduszał oraz opinał jego ciało. Znienawidził go od pierwszej sekundy. Niestety nie tylko Helen zaczęła błagać go o przywdzianie tego stroju. Zrobili też to Charles, Ad i nawet jeden z braci blondynki. Nie widząc wyjścia z tej sytuacji wcisnął się w kusawą suknię.
Później każdy chciał zrobić sobie z nim zdjęcie. Na każdej fotce widać jego niezadowolony wyraz twarzy i roześmiane miny reszty osób. Każda fotografia była strasznie memiczna.
Dziewczyna zaś dała z siebie wszystko by wyglądać oszałamiająco. Co ewidentnie jej się udało. Cały strój był lekko przerobiony z sukienki folklorowej, pochodzącej z Mazowsza. Biała koszula z kołnierzykiem i szerokimi rękawami, dochodzącymi do nadgarstek blondyny. A do tego czarny gorset, świetnie podkreślający jej talie. U dołu miała czarną spódnicę do kostek, a na niej był następny materiał- kolorowe paseczki. Na stopach miała czarne półbuty, a na głowie wianek z malutkimi, białymi kwiatami, z którego odchodził długi, przezroczysty biały materiał. Welon sięgał jej aż za łopatki. Usta podkreśliła czerwoną szminką, które teraz wyrażały zniecierpliwienie.
Charles uważał, że nie dorównywał Helen bo po prostu to co kazała mu ubrać, nijak pasowało do niego. To był styl blondynki, który idealnie dopasowywał się do niej, nie do niego.
Chłopak miał białą koszulę również z długimi rękawami, a na nią nałożony czarny, długi bezrękawnik, przepasany cienkim brązowym paskiem. Jego spodnie były w kolorze brązu i bardzo szerokie. Na nogach miał czarne długie buty, prawie do kolan. Miał mieć jeszcze na głowie czarny kapelusz, ale w nim wyglądał zupełnie jak idiota i na to się nie zgodził bo drobne pokłady kreatywności w końcu się przebudizły.
Cały komplet ubioru był pożyczony od Piotra, ponieważ wzrostowo byli podobni. Chłop miał dopiero trzynaście lat, a był wzrostu Charlesa. Ten fakt, uwierał go i przeklinał losy niesprawiedliwości oraz swoje marne 170 centymetry. Przynajmniej chociaż Helen jest od niego niższa. O całe 6 centymetrów, choć coś gadała ostatnio, że urosła.
-Dobra walę to- powiedział poirytowany Eryk.
Zgiął kartkę w kulkę i rzucił za siebie. Jego niski kucyk zafalował, gdy odrzucił kartkę.
-Ad podaj obrączki- spojrzał na dziewczynę.
Wspomniana dziewczyna nie zareagowała, zajęta robieniem czegoś na telefonie.
Usta miała pomalowane bordową szminką. Na powieki nałożyła sobie lekko cień w taki samym kolorze. Włosy upięte w niski, luźny kok. Na szyi widniał jej czarny choker, a na ramiona zarzuciła sobie czarny długi płaszcz. Pod nim miała bordową sukienkę do kolan z dekoltem w kształcie litery ,,v”. Na na stopach miała czarne, zawiązywane buty do połowy łydek.
– Ad, obrączki- ponowił prośbę, twardym głosem, nieznoszącym sprzeciwu.
Dziewczyna drgnęła i schowała swoją komórkę do swojej czarnej, małej torebki przewieszonej na ramieniu. Przykucnęła i podniosła z ziemi białą poduszeczkę, niewielkich rozmiarów, na której znajdowały się dwie różne od siebie obrączki. Wstała i podeszła z wyciągniętymi rękoma do Eryka, a następnie stanęła obok niego.
-Dziękuję- zwrócił się do niej.
-Na mocy danej mi przez siebie- przemówił do wszystkich- Mianuje Charlesa Fido, przez “ch” na eeee przyjaciela Helen Żurawskiej
Wspomiane osoby podniosły brwii w zdziwieniu na słowa ,,księdza”, ponieważ plany początkowe były zupełnie inne.
-Weź obrączkę Helen i nałóż mu- szepnął do niej.
Dziewczyna wykonała polecenie bez żadnego sprzeciwu, a reszta sali obserwowała ją w ciszy zagłuszanej robieniem fotek. Najgłośniejszy był aparat siostry Helen, Elżbiety. Cykała zdjęcia jak oparzona, latając w tą i wewte by odnaleźć dobre ujęcie, a jej czarne włosy ledwo nadążały za nią.
Zielonookiemu było nieźnośnie gorąco przez to wszystko, a najgorzej było wytrzymać z myślą, że jest się obserwowanym przez kilkanaście par oczu naraż. Był nieco przyzwyczajony do tego, a wszystko za sprawą treningów, gdzie jego trener pokazywał na nim jak wykonywać ćwiczenia. Wtedy każdy śledził poczynania Charlesa, by jak najlepiej wszystko zapamiętać i powtórzyć ćwiczenie w jak najlepszym wykonaniu.
Tamte sytuacje różniły się od tej obecnej. Teraz każdy cykał mu fotki i był ubrany w jakiś cudaczny strój, w którym nie zamierzał przesiedzieć do końca impreza. I tak już przeklinał wszystkie siły boskie i bogów za to, że poskąpiły mu asertywności i zgodził się na to wszystko.
Helen jakby widząc gonitwę myśli chłopaka i cały jego stres, uśmiechnęła się pocieszająco.
Kiedy zakładała pierścionek mu na palec wskazujący, zatrzymała jego dłoń dłużej niż powinna i spojrzała mu w oczy, jakby chciała mu przypomnieć tamte słowa kiedy po raz wtóry prosiła go o zostanie jej mężem
,,Coś się w tobie zmieniło i to na dobre. Chcę temu czemuś dopomóc”
Uniósł nieśmiało kąciki ust do góry na wspomnienie słów. A następnie miał już minę skwaszoną kiedy przypomniał sobie resztę wypowiedzi dziewczyny. Oznajmiła mu z wielką radością, że to właśnie dlatego rzuci go na głęboką wodę bo to mu na pewno pomoże.
Tym bardziej trzeba było jej zablokować dostęp do TikToka, ponieważ ewidentnie spaczał jej mózg.
Obrączka, którą włożyła blondynowi na palec była zwykłym okręgiem, który w aktualnej chwili miał kolor niebieski. Pierścień zmieniał kolory w zależności od humoru użytkownika. Tak przynajmniej podawał chiński producent, a dobrze wszyscy wiedzą, że na zmianę barwy wpływa temperatura, a nie emocje.
Dziewczyna ukradła ją swojemu najmłodszemu bratowi, ponieważ musiała zrobić cięcie kosztów w budżecie. I do tego jej się trochę zapomniało o potrzebie drugiej obrączki. Nie wcale nie wczoraj wieczorem.
Miała tylko nadzieję, że Władysław niczego nie zauważy.
-A Helen Żurawska mianuje na przyjaciela Charlesa bo mam taką moc- dokończył wypowiedź Eryk.
Blondyn nałożył na jej palec wskazujący czarny pierścień z wygrawerowanymi na srebro runami.
Helen szeroko się uśmiechnęła widząc ponownie prezent od niego.
Chłopak podarował jej podarunek z samego rana. Obydwoje wiedzieli, że poświęcenie Charlesa jak i innych jej przyjaciół jest wystarczające. Nie trzeba było dawać więcej od siebie bo blondynka i tak już była szczęśliwa. Bardzo, bardzo szczęśliwa. Mimo tego i tak czuli potrzebę, by coś jej podarować. Choć coś małego.
-Dobra teraz się pocałujcie czy coś- machnął ręką brunet.
-Chwila, a to nie miało być…-zaczął protestować Charles.
Nie dokończył tego co miał na myśli, ponieważ Helen zbliżyła się do niego i ucałowało szybko jego policzek nim ten zdążył jakkolwiek zareagować. Wstrzymał powietrze i oniemiał. Na jego policzkach wdarł się rumienić.
Dziewczyna parsknęła śmiechem, a w jej roześmianych oczach zatańczyły iskierki, gdy spostrzegłą reakcje przyajciela.
Nie takie był plan. Mieli się tylko przytulić. Nie, żeby taki obrót spraw chłopakowi nie odpowiadał, ale teraz plotki popłyną w szkole i staną się głównym tematem szkolnym dla dzieciaków bez życia, którzy wsadzają nos w nie swoje sprawy.
Cała sala wydała z siebie głośne ,,ach” i inne podobne dźwięki. Ktoś nawet powiedział, że to urocze.
-Drodzy państwo!- zabrała głos panna młoda i wsunęła rękę w ramię nieoficjalnego męża, odwracając się tym samym do gości- Idziemy teraz zrobić to co najbardziej czekacie, czyli chlać i żreć!
Po sali rozległy się wiwaty i oklaski.
-W KOŃCU!!- ryknęła na cały głos Laura, pracowniczka skansenu.

***

Wszyscy usadowili się przy długim stole w stodole, która teraz została wysprzątana na błysk i udekorowana kolorowymi kwiatami oraz zrobionymi białymi łańcuchami z papieru. Wszystko utrzymywało się w białych barwach z kolorowymi akcentami, gdzieniegdzie. Nad sufitem zostały zawieszone lampy, rzucające na otoczenie ciepłe światło. Lampiony ustawione w kontaktach sali i na stoliku również stanowiły źródło oświetlenia. W środku nich paliły się jaśminowe świecie, by zatuszować nieprzyjemny zapach budynku. Na ścianach została przyczepione szpilkami kolorowe origami wykonane przez Eryka.
Na środku stołu siedziała para młoda, na którym widniało już tonę jedzenia i picia. Na każdym miejscu zasiadali już goście, częstując się przekąskami i rozmawiając między sobą. Danie główne miało przybyć po występie Eryka.
Z prawej strony Helen siedziała Ad, wystukując uparcie coś w telefonie. Krzesło obok Charlesa na razie stało puste, przyszykowane było dla bruneta.
Blondyn zdołał w tym czasie szybko się przebrać na coś bardziej odpowiedniego dla siebie.
Na sobie miał biała koszulę, a na nią czarną kamizelkę. Jako dolną część odzieży ubrał czarne dosyć luźne spodnie. Na ramiona zarzucił sobie czarną peleryną długością sięgającą mu do końca żeber. Zapinana była pod szyją, dzięki metalowym łańcuszkiem.
Podobną peleryną kupiła Ad Helen, ponieważ zauważyła, że dziewczynie strasznie się podoba. Trafiła w sedno. Żurawska aż krzyknęła z zachwytu, tak samo zareagowała na podarunek od Charlesa. Prezent od Eryka na razie pozostawał tajemnicą.
-Super wyglądasz- szepnęła Helen do chłopaka siedzącego obok.
-Dzięki- odparł krótko z delikatnym uśmiechem- Mógłbym też tak wcześniej wyglądać
-Oj tam, oj tam- machnęła leniwie ręką- Wtedy też wyglądałeś bosko
-Tylko ty tak twierdzisz- westchnął.
-Potwierdzam- wtrąciła się do rozmowy czekoladowo- włosa.
-Jak zawsze kochana- przewrócił oczami, parskając śmiechem.
Na drewniany, kilkucentymetrowy piedestał na przeciwko stołu wdrapał się Eryk. On również przebrał się w inny strój. Teraz miał na sobie ciemną czerwona koszulę, czarną kamizelkę podobną do tej, która nosił jego przyjaciel, krawat wepchnięty za kamizelkę i ciemne, proste spodnie. W ręku trzymał brązowe skrzypce i smyczek.
Stanął na środku obok przygotowanego mikrofonu. Za sobą miał parę głośników na obu końcach platformy oraz stolik z laptopem oraz kablami pałętającymi się na podłodze.
Za nim na podwyższenie wdrapał się Stanisław Mietczyński, jego kolega z klasy. Ubrany w zwykłą białą koszulę z czarnym krawatem usadowił się na krześle przed laptopem i zaczął sprawdzać do niego przytwierdzone kable.
W tym samym czasie Maleanek postukał kilka razy w mikrofon. Dźwięk stukania wydobył się z głośników. Dobrze i wyraźnie.
-Dedykuję to Helen- przemówił do sprzętu- Bo dobrze wiem, że uwielbiasz grę na skrzypcach. Wszyscy zaś musicie wybaczyć mi za fałsze, które popełnię. Dawno nie grałem
Wzruszenie wkradło się na twarz Helen. Uśmiechała się w ten sam sposób i nie odrywała wzroku od swojego przyjaciela. Dłonie zacisnęła w koszyczek na wysokości serca.
Ada zaś włączyła szybko nagrywanie w komórce z niemałym zdziwieniem, jak i zniecierpliwieniem na występ.
Fido popatrzył na dziewczynę obok siebie, upewniając się czy zaraz, aby się nie rozpłaczę z całego tego nadmiaru szczęścia. Później, gdy miał pewność, że blondynka się nie rozklei, przeniósł wzrok na bruneta i nie oderwał go aż do końca gry.
Żadne z nich nie wiedziało że Eryk potrafi korzystać z skrzypieć. Nigdy się im tym nie pochwalił, nawet kiedy został poruszony temat gry na jakimś instrumencie. To właśnie wtedy brunet musiał wpaść na pomysł zagrania dla niej, gdy Helen oznajmiła, że uwielbia jak ktoś gra na skrzypcach lub fortepianie.
Obrócił się za siebie w stronę Stanisława, czekając na potwierdzenie, że wszystko jest gotowe i może już zacząć przedstawienie.
Chłopak poklikał kilka razy w klawiaturę laptopa, rozsiadł się wygodnie na krześle i dał znać kciukiem w górę, że sprzęt, jak i on jest przygotowany. Uśmiechał się szeroko, że o mało co jego kąciki ust nie dotknęły oczów. Wyraźnie chciał dodać otuchy swojemu kumplowi.
Brunet z powrotem spojrzał na wszystkich gości, którzy wlepiali w niego gały i czekali z niemałym zniecierpliwieniem na zaczęcie występu. Po sali rozbrzmiały jeszcze ciche rozmowy, a niektóre komórki były skierowane na niego, śledząc każdy jego ruch.
Położył skrzypce na ramię, a smyczek przyszykował. Przymknął oczy, wziął głęboki wdech i ponownie otworzył.
Zaczął grać.
Utwór był spokojny i powoli. Najpierw rozbrzmiewał głośno, a z każdą sekundą zaczął cichnać aż w końcu umilkł. Nastały dwie chwile ciszy aż nagle muzyka z głośników popłynęła z głośników z pełną mocą, a Eryk ponownie przesunął smyczek po instrumencie, tworząc tym razem szybszą i mocniejszą melodię. Muzyka puszczona w tle nie zagłuszała gry chłopaka, była jej tłem, idealnie współgrającym z nim. Była rytmiczna z basami, przypominała remixy piosenek.
Chłopak przesuwał smyczek z niebywałą precyzją i starał się jak najlepiej zagrać. Nie raz się pomylił i wtedy skrzywił się lekko. Potem w następnych nutach starał się zatuszować swoje błędy, robiąc wszystko w swojej mocy, by wyszło lepiej.
Jego twarz była pełna skupienia i chłodnego opanowania, nie licząc tych momentów kiedy na ułamek sekundy przemykał na jego obliczu grymas podczas pomyłek.
Wybrał dosyć trudny utwór, jak na taką długą przerwę od korzystania z skrzypiec, ale nie mógł się powstrzymać, by go nie zagrać. Brzmiał najlepiej w uznaniu Eryka i nie wydawał się mocno oklepany. Oczywiście, że mógł zagrać jakiegoś Beethovena czy Chopina, ale jakże to było nieoryginalne. Wydawało mu się, że każdy zna te nazwiska i choć raz słyszał ich utwory. Co było poniekąd prawdą.
Melodię, którą aktualnie wygrywał skomponowała jego babcia wraz z dziadkiem na ślub swoich dzieci.
Ta sama starsza kobieta nauczyła go czytania nut i grania na skrzypcach. Dziadka pamiętał z mglistych wspomnień, które bardziej przypominały wyobraźnię niż faktyczną ,,rzeczywistość”. Gdy byli wraz z Eryką bardzo mali, zmarł. Na nic konkretnego, ale czasem w życiu starców tak już jest, że się umiera tak o.
Babcia również próbowała nauczyć siostrę Eryka korzystania z tego instrumentu, ale całkowicie poległa na tym. Dziewczyna w ogóle nie miała do tego smykałki ani żadnego samozaparcia czy cierpliwości do nauki. Porzuciła to wszystko mówiąc z hukiem po kolejnej zawalonej próbie odczytania nut. Z tym miała ogromny problem i nie potrafiła tego przeskoczyć, dlatego zostawiła grę i nigdy do niej nie wróciła.
Na szczęście brat dziewczyny miał nieco mniej pecha i więcej wytrwałości w tym. Chciał też bardzo nauczyć się tworzyć muzykę na skrzypcach tak jak jego babka. Podziwiał ją i jej perfekcyjne używanie instrumentu. Sam on grał dosyć przeciętnie i daleko mu było do swojej nauczycielki.
Będąc w siódmej klasie jego babcia zmarła w wieku 72 lat. Również na nic konkretnego.
Po jej śmierci i tak starał się kontynuować naukę bo wiedział, że kobieta, by tego chciała. Skrzypce przypominały mu o niej, a ojciec chłopaka uwielbiał, gdy grał. Niekoniecznie może sama Eryka, której to przypominało o jej beztalenciu w tym czasie. Czasami rodzice bruneta prosili, by zrobił dla nich mini koncert czy też dla ich znajomych, by mogli się pochwalić jacy to mają uzdolnionego syna.
Później tato Eryka zmarł, a on sam nie myślał o użyciu skrzypiec. Następnie potoczyły się kolejne problemy. Kiedy chwycił sprzęt i wygrał pierwsze nuty z myślą, że może to przyniesie mu ukojenie, to dwójka kobiet mieszkająca z nim zaczęła na niego się drzeć, żeby przestał fałszować. Pomyślał wtedy dwie rzeczy: że nie może aż tak fatalnie grać oraz, że ewidentnie im przypomina o stracie. Dlatego porzucił ukochaną grę. Schował sprzęt za szafę i zapomniał o nim całkowicie. Dopiero wzmianka o skrzypcach ze strony Helen przypominała mu, że przecież je ma i chyba nadal potrafi z nich korzystać.
I tak ani jego matki, ani Eryki nie było prawie w domu, żeby mogły jakkolwiek zaprotestować. Kiedy się pojawiały wtedy on się ulatniał do swojego kolegi Stanisława, który pomagał mu w przygotowaniu. Nie chciał mówić nic na ten temat swoim przyjaciołom, pragnąc zrobić im niespodziankę i zobaczyć ich zszokowane miny.
Oczywiście po prawie dwóch latach przerwy na początku jego granie przypominało żarżynanie, bogu winnych kociąt, ale później podłapał to i owo, i ponownie melodia rozbrzmiewała już dobrze.
Aktualny utwór został nieco zmieniony niż był pierwotnie utworzony. Dodał od siebie piosenkę w tle bo wcześniej jej oczywiście nie było.
Koniec grania chłopaka kończył się tak jak się zaczynał, czyli powoli milknął, a utwór w tle rozbrzmiewał coraz spokojniej i wolniej, aż w końcu ucichł, robiąc miejsca całkowicie dla dźwięku skrzypiec, które po kilku chwilach zakończyły swoją pięść.
Eryk był nieco zmęczony, nawet można by rzecz, że bardzo zmęczony. Oddychał ciężko, a jego policzki były lekko zaczerwienione. Wzrokiem patrzył na publiczność, która wywiatowała głośno i klaskała.
Uśmiech wkradł się na jego oblicze. Czuł się niesamowicie. Zastanawiał się czy jego babcia i dziadek nie czuli tego samego stojąc na scenie i słuchając zadowolenia widowni.
Złapał mikrofon, uspokoiwszy oddech i przemówił do niego:
-Mam nadzieję, że wybaczycie mi parę fałszych
-Nie pierdol bo było niesamowicie!!!- ktoś krzyknął, że stołu. Chłopak nie zdążył zarejestrować kto.
-Chłopie i taką muzykę klasyczną rozumiem!- powiedziała kolejna osoba. Tym razem była to dziewczyna w granatowej, błyszczącej sukni.
Na stoli rozbrzmiewało teraz niemałe poruszenie i każdy z nich wychwalał występ Eryka, komentując jego grę i dyskutując na temat utworu.
W tym czasie chłopak zeskoczył na ziemię i natychmiast rzuciło się na niego kobiece ciało, obejmując go z całej siły. Eryk odwzajemnił przytulasa i poklepał niską blondynkę po głowie z czułością.
-To- było- genialne!- między słowami, pociągała nosem.
-Ty płaczesz?- wystraszył się wyższy i odsunął od siebie dziewczynę, by obejrzeć jej twarz.
Oczy miała szkliste, a po policzku spłynęło kilka łez.
-Wiedziałem, że do tego dojdzie!- wtrącił się do rozmowy Charles, który stanął obok nich z Adą.
Nowo przybyła dziewczyna jedną ręką miała na boku, a głowę kręciła na boki. Jej reakcję można określić jako ,,no nie wierze”.
-No przepraszam, wzruszyłam się!- przetarła oczy rękawem, by otrzeć łzy.
-Pacy, pacy ci zrobię- oznajmiła niebieskooka, poklepując jej głowę i za każdym razem mówiąc ,,pacy”
-Lepiej?-spytała, gdy skończyła klepać blondynkę.
-Lepiej- podciągnęła ostatni raz nosem.
-Idziemy chlać?
-Idziemy
I cała czwórka pognała do stolika z wielkim czarnym kociołkiem, stojącym na uboczu sali.

***

Charles i Eryk podpierali ściany i obserwowali razem, kręcącą się na parkiecie w samym środku solenizantkę. Tańczyła z jakimś młodym chłopakiem, zapewne z jej klasy. Ani blondyn, ani brunet go nie znali.
Każdy z nich trzymał kieliszek z białym napojem. Nie było to żadne procenty tylko zwykła woda.
Niższy obawiał się, że jego rodzice wyczując nawet minimalne ślady alkoholu, a starszemu po prostu źle się kojarzyło. W jego domu, najczęściej od sypialni mamy dochodził smród trunków.
Przyjaciele Helen nadal byli w szoku, że rodzice dziewczyny pozwolili jej na samej roboty bimber. Oczywiście znali przypadki, gdzie opiekunowie zezwalali, by ich pociechy zamoczyły języki w jakiś alkoholach. Przeważnie były to wina czy piwa, ale nie wysokoprocentowe trunki. Kiedy spytali o to blondynkę ta odpowiedziała całkowicie poważnie, że prawdziwy ślub powinien mieć choć trochę procentów oraz rodzice nie pozwalają schlać się jej się, ale nie wypić kilka łyków. Prosili ją także jej znajomi i pytali gorączkowo czy coś będzie. Nie miała serca im odmówić. Dodała jeszcze, że jest to w celach marketingowych, ponieważ umieszczą to w ogłoszeniu, że samorobione alkohole można u nich wykupić. Jak wiadomo Polacy uwielbiają swojskie jedzenie, więc na pewno rzucą się na to jak na ciepłe bułeczki. Tak to określiła Helen.
A czarny kocioł z nalepką ,,Domowy bimber” niedawno stał się atrakcją dla fotografki, która cyknęła mu zdjecie z każdej możliwej strony. Obok trunku znajdowały się inne samorobione wina i swojskie żywności. Kiełbasy, sery, kolejne kiełbasy, szynki, schaby, znowu kiełbasy, W skrócie strasznie dużo mięsa. Oczywiście i one stały się modelem dla siostry Helen.
Przy całym tym zastawionym stole stała dwójka wcześniej wspomnianych chłopaków. Postanowili przyjąć rolę stróżów procentów i pilnować kto ile sobie polewa, ponieważ zgadywali, że będa nielicznymi trzeźwymi osobami. A takie osoby nie miały łatwo, bo cała odpowiedzialność za niańczenie nieznośnych pijaków spadała na nie. Sprzątanie również jeśli trzeba było.
Dlatego też kiedy widzieli, że ewidentnie komuś wystarczy to reagowali natychmiast. Tak naprawdę to blondyn dawał znać swojemu przyjacielowi, wiecznie zamyślonemu, który nie orietował się kto ile już wziął kieliszków, by ten powiedział delikwentowi, że jemu już wystarczy.
Podchodził do gościa, stawał bardzo blisko niego, a niekiedy nawet kładł swoją rękę na ramię temu drugiego. Zdecydowana większość była niższa od Eryka i musiała zadzierać głowę go góry. Chłopak patrzył na osobę spokojnym wyrazem twarzy, ale w jego głosie, jak i oczach czaiło się ostrzeżenie. Ci odważniejszy protestowali, ale później i tak uciekali z podkulonym ogonem, słysząc groźne ,,powiedziałem coś”.
Od jakiegoś tygodnia Eryk, był nieco drażliwy, a jego spokój ulatniał się szybko.
Na razie nikt nie poskarżył się solenizantce na te oburzające zachowanie, ale podejrzewali, że było to już kwestia czasu bo odsyłanych delikwentów było coraz więcej.
Z tłumu ludzi, stojących pod sceną wyłoniła się Ad, która zmierzała w ich kierunku, mijając przy tym stojące osoby. Piosenka właśnie się skończyła i wszyscy czekali, aż kolejny utwór popłynie z głośników. Jako DJ został mianowany Stanisław.
-Zatańczysz?-zapytała dziewczyna.
Wyciągnęła w stronę chłopaków rękę, a drugą schowała za plecy. Pytanie nie kierowała to żadnego konkretnego z nich. Na jej twarz wpłynął figlarny uśmiech.
-Idź ty- popchnął delikatnie kumpla Charles- Ja mam dosyć bycia w centrum uwagi, jak na całe życia
Co prawda Helen oszczędziła mu pierwszego tańca. Nie był pewny czy potrafiłby się przygotować na to mentalnie bo co innego stać jak słup soli na środku na oczach wszystkich, a co innego wywijać jakieś ruchy, które w jego wykonaniu wyglądałyby jakby połknął kij. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek tańczył. Nie dociekał dlaczego Żurawska zrezygnowała z tego pomysłu, ale nie zamierzał drążyć, poniewaz dziewczyna mogłaby się jeszcze rozmyślić.
-No dobrze, ale nie jestem pewny czy ja potrafię tańczyć- oznajmił z rezerwa.
-Proszę cię każdy potrafi wywijać się w kółku, gdy trzyma drugą osobę- prychnęła roześmiana czekoladowo- włosa.
Eryk ujął jej dłoń i razem pognali na parket.
Charles zobaczył, że do stolika z trunkami rzuciło się parę gości, jak normalnie wygłodniałe hieny. Wyczuły okazję i postanowili zaatakować. Nie zamierzał reagować bo po pierwsze i tak, by się go nie wystraszyły, gdyby poprosił ich swoim delikatnym głosem o zostawienie butelek w spokoju. Po drugie nie wyglądał nawet groźnie. Bardziej jak zagubione dziecko bez ojca, który postanowił wybrać się na tańce.
Aktualnie jeden chłopak z krótkimi włosami wziął do ręki jedno wino, a później jeszcze następnie. I tak brał aż w końcu miał ich z 4. Następnie szybko czmychnął z miejsca z broni.
Niski blondyn westchnął zrezygnowany. Jeśli ktoś będzie miał posprzątać ten syf alkoholowy to na pewno nie będzie to on.
Każdy wiedział, że i tak się zlituje nad biedakami i pomoże im trochę się pozbierać.
W tle leciała piosenka ,,Ona by tak chciała”.
Ad wywijała na parkiecie ze swoim przyjacielem w najlepsze. Na początku nie wiedział co ma robić i ruszał się trochę za sztywno. Dziewczyna skutecznie go rozruszyła i nauczyła kilka podstawowych kroków. Teraz obydwoje kręcili się trzymając się za dłonie to w jedną stronę to w drugą. Czasami nawet chłopak zakręcał swoją partnerką. Za pierwszym razem o mało co się nie przewrócili, gdyby nie szybkie złapanie Ad. Za kolejnymi razami było coraz lepiej.
Rozbrzmiewał ostatni refren piosenki.

Ona by tak chciała być tu ze mną
Kręcić blanty, po czym liczyć bankroll
̶O̶n̶a̶ ̶b̶y̶ ̶t̶a̶k̶ ̶c̶h̶c̶i̶a̶ł̶a̶,̶ ̶ż̶e̶b̶y̶ś̶ ̶c̶i̶ę̶ ̶u̶r̶a̶t̶o̶w̶a̶ł̶a̶

Nie tak szedł ostatni wers utworu.
Nie pasował do reszty.
Nie zgadzało się coś.
Nagle wszystko się zatrzymał i znieruchomiało. Nastała głucha cisza, którą nikt nie przerywał. A świat zafalował, jakby będąc tylko zwykłym złudzeniem czy fatamorganą na pustyni.
Ad przeszył zimny dreszcz. Chciała się poruszyć, ale nie potrafiła. Nie wyczuwała swojego ciała.
Ujrzała tylko swoją dłoń, którą podniosła. Miała wrażenie, że nie należy do niej. Migotała i traciła ostrość.
Chciała zobaczyć co z resztą. Co z Erykiem, który przecież był obok niej, co z Charlesem stojącym nieopodal i co z Helen, która wirowała na parkiecie.
Nie rozumiała całej tej sytuacji. Strach przeszył jej serce. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyła.
To nie mogło być zwykła derealizacja.
To nie było to. Nie było.
Bo nawet nie działała w stresie.
Potem wszystko ruszyło, ale nie w normalnym tempie. Tylko w przyśpieszeniu. Ludzie wokół znikali i pojawiali się w innych miejscach. Słyszała nałożone na siebie głosy, nie mogąc wyłapać pojedynczych słów. Wszystko przypominało laga jak w wielkiej grze. Czasami tak miała, gdy grała na bardzo słabym internecie.
Ale przecież to nie mogło być to bo znajdowała się w ,,rzeczywistości” do cholery!
Dźwięki stały się do niezniesienia. Raniły jej uszy i były za głośne. Zasłoniła sobie rękami narząd słuchu bo w końcu odzyskała zdolność całkowitego poruszania, choć nadal nie wyczuwała swojego ciała.
Próbowała nabrać powietrza do ust. Skupić na oddychaniu i uspokoić umysł. Problem polegał na tym, że nie czuła, nie słyszała jak pobiera tlen. Nie było nawet pewna czy w ogóle to robi.
Wszystko wokół tak dziwnie migotało i wirowało. Raz po raz pojawiały się dziwne poziome, kolorowe fale, przypominające te z starych telewizorów, kiedy straciły sygnał.
Z wszystkich odgłosów zaczęła słyszeć jeden dominujący.
Było to brzęczenie, grające tak głośno. Miała wrażenia, że stoi obok głośników włączonych na maksa.
Po tym nieznośnym dźwięku usłyszała zniekształcony damski głos. Brzmiał mechanicznie i bezuczuciowo. Nie mogła zrozumieć co do gada.

UWaGaAA!
YNWOLG NEZDR CINORHC .UMETSYS OD EIS LRADW SURIW
HDVghVghfCBnmmmMMMmm….

Dla pozostałej trójki był również ledwo zrozumiały, ale domyślali się, że jest to coś bardzo złego, a skutki widzieli aktualnie na własne oczy.
Eryk pojawił się przed dziewczyną i położył ręce na jej ramionach.
A może jednak był to Charles?
Nie chyba ostatecznie to Helen się zjawiła.
Czekoladowo-włosa nie mogła ustalić tożsamości osobnika bo co chwila według niej zmieniał twarze, jakby coś nie mogło się zdecydować na wybranie postaci.
Chyba nowo przybyły coś do niej krzyczał albo mówił?
Potrząsnął ją mocno, próbując przywrócić do porządku.
Według niej to nie ją trzeba było przywracać do porządku tylko świat wokół niej, który ewidentnie zwariował przyprawiając Ad o przerażenie i zawroty głowy bo teraz wszystko w zasięgu wzroku wirowało. Później pojawiły się mroczki przed oczami. Na koniec sceneria migotała. Raz po raz znikała.
Dalej nie mogła ustalić kto stoi przed nią, ale raczej obstawiała bruneta. Na jego twarzy malowało się tona negatywnych emocji. Czysty strach i panika.
Dlatego to nie mógł być Eryk bo on by w życiu nie pokazałby taką paletę emocji.
Ostatecznie obstawiła, że był to Charlesa.
Osunęła się na ziemię i dalej nie wiedziała co było potem. W uszach nadal jej huczało, a świat ustatkował się już tylko w czerń.

sazc an eis ezdubO

***

Otworzyła powoli oczy.
Mrugnęła kilka razy, a ostre światło poraziło ją. Przymknęła powieki i ponownie je otworzyła.
,,Rzeczywistość” raz zafalowała niebezpiecznie.
Gdziekolwiek teraz aktualnie się znalazła to usłyszała szepty rozmów, które umilkły natychmiast kiedy zorientowały się, że ich przyjaciółka odzyskiwała powoli przytomność.
Wszyscy trzej pochylili się nad nią z zmartwionymi twarzami.
-Bogu dzięki, że żyjesz!- uratowała się Helen, a w jej oczach namalowała się ulga.
-Ciii- upomniał dziewczynę Charles- Ciszej bo jeszcze zemdleje po raz drugi
-Cieszę, że nic ci nie jest- dołączył się do rozmowy Eryk ze swoim zmęczonym, zachrypniętym głosem- Nie wytrzymałbym, jakbym i ciebie też stracił…- dodał cicho.
-Co..się stało?- wycharczała ciężko poszkodowana- Przecież wypiłam tylko jeden kieliszek wina
-Zemdlałaś- odpowiedział jej blondyn- Tańczyłaś z Erykiem. Pamiętasz?
Próbowała przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia. Były urodziny Helen, koncert Maleaneka i …tańce. Poprosiła wtedy bruneta o dotrzymanie jej towarzystwa na parkiecie.
Czyli to co się działo później w tych ostatnich chwilach to co to było?
Ból głowy zaatakował Ad, gdy sięgnęła pamięcią po tą sytuację.
-Tak, pamiętam raczej wszystko – odpowiedziała cicho.
-A mówiłem ci nie raz, że masz odżywiać się normalnie- rzucił z wyrzutem najstarszy.
Wszystkim opanowało zdziwienie. Helen i Charles wytrzeszczyli oczy na chłopaka, który zamknął sobie usta ręką. Był również w szoku tak jak pozostali. Blondyn rzucił mu gniewne, ostrzegawcze spojrzenie.
-O czym ty mówisz- urwała bo kłujący ból w głowie przybrał na sile. Tak bardzo, że wszystko znowu zafalowało.
-Jesteśmy w szpitalu, jakby co- oznajmiła Helen, zmieniając temat.
-Co?- wymamrotała sennie- Serio? No nieee
Faktycznie jak się teraz przyjrzała leżała na szpitalnym białym łóżku w małej sali. Na przeciwko siebie miała ustawiony wysoko telewizor, a z prawej strony jeszcze inne ustawione łóżka. Ściany o dziwo nie były stereotypowo białe tylko kremowe. Jej posłanie znajdowało się obok okna zza, które słońce powoli chowało się ku horyzontowi.
Na twarzy Eryka było widoczne ogromne zmartwienie oraz strach o młodsza przyjaciółkę. Wszyscy mieli możliwość po raz pierwszy ujrzeć aż taką barwną i widoczną paletę emocji u przyjaciela. Zazwyczaj był opanowany i spokojny, a teraz zamienił się w nerwowy kłębek, który w czasie nieprzytomności dziewczyny chodził w te i wewte. Nie potrafił usiedzieć w miejscu, ale za to skutecznie odcinał się od świata i pogrążył się w myślach, wymyślając nieprzyjemne scenariusze, które nie podobały mu się ani za grosz. Reszta próbowała go jakoś uspokoić. Zrobił to dopiero wtedy, gdy zobaczył jak powieki Ady się powoli otwierają.
-Ja nie umieram Eryk- powiedziała stanowczo niebieskooka, marszcząc przy tym czoło.
-Wiem- odpowiedział cicho i odwrócił wzrok od niej.
-Cieszę się- wysiliła się na lekki uśmiech- Ktoś mi powie ile byłam nieprzytomna?
-Kilkanaście godzin. Jest już prawie wieczór
-Gdybym miała siłę to bym krzyknęła donośnie ,,co”
-Ktoś już przyszedł ode mnie?- spytała czujnie.
Ad nie chciała by jej opiekun prawny poznał jej przyjaciół. Czas ani trochę nie był na wygodny, a to było za wcześnie.
-Raczej tak, ale my nie widzieliśmy nikogo od ciebie- powiedział uspokajająco Charles- My niedawno przyjechaliśmy
Dziewczyna odprężyła się na tą wiadomość.
-Wtedy nie mogliśmy pojechać od razu z tobą, ponieważ nie mogliśmy zostawić gości, którzy dorwali się do mojego zapasu alkoholowego. Nie wiem jakim cudem odnaleźli moją spiżarnię i wiedzieli, że trzymam więcej towaru, ale no dorwali się do niego i niezłą połowę wychlali- skróciła Żurawska w kilku zdaniach co się działo u nich -I trzeba było ich ogarniać biegać za nimi. Takie tam
-Myślałem, że ich uduszę- wymamrotał starszy.
-Tak też wyglądałeś- parsknęła śmiechem blondynka.
-To trzeba było zobaczyć bo nie da się tego opisać- podekscytował się niższy chłopak- Żądny mordu Eryk. Tego jeszcze nie grali!
Brunet złapał się za czoło i westchnął zrezygnowany.
-Potrzebuję więcej szczegółów- zaaferowała się leżąca.
-I je dostaniesz!- odpowiedzieli równocześnie obydwoje blondyni.
-Moim faworytem jest moment kiedy złapał za fraki jakiegoś gościa i trzymał go w powietrzu i ten aż przebierał nogami. Był tak obsrany widząc minę Eryka. To była zimna furia!- zrelacjonował Charles.
-Słuchaj ja tam wolę kiedy rzucił w gościa badylem z drzewa, gdy tamten uciekał z piwem i nie posłuchał Eryk, który kazał mu się zatrzymać- odparła śmiejąc się lekko- I wyrwał gałąź z drzewa bez żadnego problemu i trafił w tego biedaka!
-Nie ja wychodzę- oznajmił zrezygnowanie chłopak- Wy sobie tam gadajcie
Odwrócił się na pięcie i zaczął iść w stronę drzwi.
-Już wiem czemu trzymasz emocje na wodzy bo gdyby one wszystkie wyszły to klękajcie narody!- rzucił żartem drugi chłopak.
-Więcej tego nie ujrzycie!- wsadził ręce do kieszeni.
-Szkoda- rzucili krótko, a ich dobry humor nie opuszczał.
-Mógłbyś dla mnie zrobić powtórkę z rozrywki, Eryku- dogryzła mu Ad
-Nie gadam z wami więcej- oznajmił i wyszedł z pokoju- ̶e̶i̶s̶ ̶e̶i̶c̶j̶a̶m̶y̶z̶r̶t̶
Minęła sekunda i ponownie otworzył drzwi, za których się wychylił.
-Tak naprawdę idę po coś do jedzenia i nic wam nie kupię- zgromił ich spojrzeniem- Chyba, że tobie Ad
-Wodę poproszę
-Ej jak tak sobie myślę to chyba powinniśmy powiadomić lekarza, że Ad wyzdrowiała, nie?- powiedziała Helen.
-O cholera faktycznie- złapał się za czoło Charles, a jego całą postawę mówiła ,,ale z znasz debile”
-Dobra to lecę go znaleźć i przyniosę ci wodę- zadeklarował brunet i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Kiedy przyszedł Eryk przyprowadzając lekarza ze sobą to podał wodę dziewczynie i razem wyszli na korytarz, ponieważ mężczyzna w białym kitlu ich o to poprosił.
Czekali dosłownie kilka kilka minut, kiedy to znowu lekarz z swoimi czarnymi wąsami pojawił się obok nich. Niestety na pytania co z nią zasłonił się tajemnicą lekarską i nie odpowiedział nic konkretnego poza zapewnieniami, że wszystko jest w porządku. Wyjaśnił im, że tylko rodzinie może udzielać takie informację, po czym zniknął w swoim gabinecie.
Pozostali ponownie weszli do pomieszczenia i zaczęli zasypywać swoją przyjaciółkę najróżniejszymi pytaniami.
Dowiedzieli się, że przytrzymają dziewczynę jeszcze na badania kontrolne, które mogą potrwać około 3 dni. Wyjawiła im też, że to wszystko jest spowodowane ̶ ̶̷̶ ̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟d̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟ł̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟u̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟g̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟o̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟t̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟r̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟w̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟a̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟ł̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟y̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟m̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟ ̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟g̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟ł̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟o̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟d̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟z̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟e̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟n̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟i̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟e̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟m̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟ ̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟s̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟i̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟ę̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟ ̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟i̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟ ̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟p̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟r̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟z̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟e̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟m̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟ę̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟c̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟z̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟e̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟n̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟i̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟e̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟m̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟ ̶̷̶̶̷̶̶̶̷̶̶̷̶͟͟
Nie, tylko przemęczeniem.
Porozmawiali jeszcze kilka minut, a następnie musieli się zwijać do swoich domów. Obiecali, że będa ją odwiedzać każdego dnia i nie dadzą jej od siebie odpocząć.

Rozdział 13
,,Helen Żurawska”

Dziewczyna weszła po schodach na ganek, otworzyła drzwi i weszła do środka budynku. Od razu poczuła uderzenia ciepła w twarz i zrobiło jej się lepiej. Na dworze było zimno, a słońce powoli chyliło się ku horyzontowi. W końcu był już listopad.
Kiedy odkładała kurtkę na wieszak usłyszała głosy swoich rodziców dochodzące z kuchni. Postanowiła tam podejść.
Minęły drewniane, kręte schody i już miała wychylić się za beżowej ściany, kiedy to zamarła na dźwięk jednego słowa.
-Franceska znowu dzwoniła- warknął jej ojciec.
Helen naprawdę nie pamiętała kiedy ostatni raz słyszała to imię. Wyparła je z pamięci, tak samo jak reszta rodziny. Jej najmłodsze rodzeństwo pamięta ją jak zza mgły. Wszystkie jej zdjęcia zostały zniszczone i żadne nie wisiało na ścianach domu.
Blondynkę przepełnił gniew i zacisnęła mocno pięści, by zaraz nie zrobić czegoś głupiego bo to mogła być jedyna okazja kiedy dowie coś się na jej temat. Nie powinno ją to w ogóle interesować, a mimo to nadal stoi.
Franceska przecież porzuciła rodzinę i okryła ją hańbą. Prawie jej matka poroniła przez nią.
Poczuła ukłucie w sercu na wzór tęsknoty. Kiedy jeszcze z nimi mieszkała obie dziewczyny były bardzo zżyte. Szybko zdusiła w sobie te uczucie, na nowo zastępując je gniewem do siostry.
Postanowiła, wcale nie podsłuchiwać, a tylko zbierać korzystne informację, stojąc cicho zza ściany. Przecież rodzice unikali tematu Franceski jak ognia, a chciała czegoś dowiedzieć się na jej temat. Nawet nie do końca wiedziała dlaczego wyjechała. Była wtedy mała, by zakumać co się dzieje wokół niej. No nie aż bardzo miała bo wówczas miała 10 lat, a teraz ma 15.
-Uparta dziewczyna- skomentowała matka Helen.
-Ciekawe po kim to ma- mruknął mężczyzna.
-Oczywiście, że po tobie!- zaśmiała się.
-Miałem na myśli ciebie, moja droga- prychnął.
-Po to co zawsze dzwoniła?- w głosie kobiety można było usłyszeć powagę.
-Tak
-Zadziwia mnie fakt, że zawsze dzwoni do nas z innego numeru- kontynuował- Skąd ona ich tyle ma? Co zaczepia obcych ludzi, pytając czy może zadzwonić z ich telefonu? Bo nie wydaje mi się, aby zmieniała numery za każdym razem w dniu urodzin Helen czy Elżbiety
Dziewczyna poczuła się zbita z tropu. Bo to nie było przypadkiem tak, że jej siostra zrobiła coś bardzo, bardzo złego i trafiła za kraty? A przecież w więzieniu nie można tak o sobie dzwonić kiedy się chce, zwłaszcza kilka razy w roku z powodu urodzin rodzeństwa. Raczej to nie jest wystarczający duży powód, by pozwolono skazanemu korzystać z telefonu.
Helen nie wiedziała jakimi prawami rządzi się więzieni, ale postanowiła później doedukować się w tej kwestii. Zapyta też Elżbiety o to wszystko bo nie była już przekonana co do słuszności słów jej rodziców.
Jeśli faktycznie Franceska porzuciła dom to dlaczego dzwoni do nich? Ewidentnie coś się nie zgadzało.
Matka Helen zaśmiała się krótkim, smutnym śmiechem.
-Pasowałoby do niej
–Dalej tęsknisz?- zapytał kpiąco mężczyzna.
-W takim samym stopniu jak ty- zarzuciła mu z wyrzutem.
-Nie mogę zaakceptować jej wyborów życiowych, które zrujnowały naszą reputację, jak i swoją. Dalej mi szkoda naszego pięknego domu, do którego nie wchodzili żadni turyści…
-Może zmiana numeru byłaby lepszym wyjściem?- zaproponowała.
-Nie chce mi się zmieniać numeru na każdej stronie, dokumencie i cholera wie gdzie jeszcze- sarknął
-Nie rozmawiajmy już o tym- dorzucił po chwili.
Faktycznie kiedy była w siódmej klasie wyprowadzili się z Białej Wodzie, wsi nieopodal Suwałk. Helen i Elżbieta wprowadziła się do dziadków, a rodzice wynajęli szybko jakieś mieszkanie i zamieszkali z małą Marią, Władysławem i Piotrem. Nie było mowy, aby cała siódemka zmieściła się w bloku, a i tak było to rozwiązanie tymczasowe, ponieważ szybko ruszyły prace remontowe nad domem na terenie skansenu, rodzinnego interesu przekazanemu dla jej ojca od dziadków jej matki. Kiedyś mieszkali tam rodzice rodzicielki dziewczyny, ale gdy oddawali nieruchomość swojemu zięciowi to wyprowadzili się do osiedla, wybudowanego w mieście. Prace remontowe nie trwały długo, nie cały rok. Nawet mniej.
W całym tym zamieszaniu kontakt z Charlesem urwał się, a adres zapisany w listach zaginęły w całym tym armagedonie. Później powoli zapomniała o chłopaku, przytłoczona nową ,,rzeczywistością”.
Rodzice Helen nie rozmawiali już więcej o Franciszce, więc to był idealny moment na wychylenie się z kryjówki i przywitanie się, a także na zjedzenie czegokolwiek bo w brzuchu aż jej burczało.
-Cześć!- przywitała się z uśmiechem na ustach, wchodząc do ogromnego przestronnego pomieszczenia.
Z lewej strony zastała swoją matkę, opierającą się o wyspę kuchenną. Miała, krótkie kręcone czarne włosy. U nasady głowy można było zauważyć lekką siwiznę. Zazwyczaj farbuje swoje kosmyki, ale najwyraźniej nie miała ostatnio na to czasu. Na jej twarzy widniało kilka zmarszczek, spowodowanych wiekiem. W końcu kobieta było tuż przed 50. Posiadała prosty nos i duże usta. Oczy matki Helen były zielone z domieszką żółtego. Na sobie miała zwykły czerwony sweter i wytarte jeansy.
Ojciec siedział przy stole, siedząc na zielonym fotelu bez oparcia na łokcie. Swoje krótkie, już całkowicie białe włosy miał postawione do góry. Na twarzy posiadał znacznie więcej zmarszczek niż swoja żona, a także siwy zarost. Nos miał falisty oraz jasne brwii, jedyny znak, że kiedyś był blondynem. Ubrany był w zwykłą jasna koszulę i ciemne, szerokie spodnie. Obok niego stał pusty talerz i kubek parującego napoju. Popatrzył na córkę swoimi piwnymi oczami.
Helen zawsze zazdrościła matce jej kręconych bujnych włosów. Ona posiadała proste i długie. Do tego za bardzo nie chciały się kręcić i utrzymywać za długo efektu falowania.
-Potrzebujesz czegoś?- zapytała czule rodzicielka.
-Jedzenia- uśmiechnęła się.
-Siadaj, przygotuje ci coś- oznajmiła kobieta i ruszyła do lodówki.
-Dzięki, nie mam siły na gotowanie
Odsunęła zielony fotel obok ojca i usiadła obok niego.
-Matka nie chce po prostu żebyś jadła śmieciowe żarcie- stwierdził żartobliwie mężczyzna.
-Nadal nie wiem co macie do płatków z mlekiem- rzuciła pretensjonalnie.
-Tym się nie najesz. Mówiłam ci- westchnęła jej matka, po czym zaczęła kroić chleb.
Rozmawiali już na typowe tematy. O szkole, o tym czy wszystko w porządku z Ad i o innych przyziemnych tematach. Po skończonej kolacji blondynka pożegnała się z rodzicami i ruszyła krętymi schodami do pokoju, ale nie swojego tylko należącego do Elżbiety.
Przeszła długim korytarzem, mijając wiele zdjęć zawieszonych na ścianach. Fotki były oprawione w ramkę, a niektóre po prostu przyklejone zwykłą taśmą. Wiele z nich, jak nie wszystkie zostały zrobione przez jej najstarszą siostrę, która zajmowała się fotografią. Jeszcze nie tak profesjonalnie, bardziej hobbystycznie.
Stanęła przed jej drzwiami i zapukała. Było to rzecz święta, by zawsze pukać zanim się wejdzie. Musieli to praktykować wszyscy, jeśli nie chciało się dostać krwotoku z uszów przez wrzaski mówiące o poszanowaniu prywatności.
-Wejdź- wydała polecenie jej siostra za drzwi.
Otworzyła je i zamknęła za sobą.
Pokój Elżbiety był średnich rozmiarów z jednym oknem na nachyleniu i drugim naprzeciwko drzwi. Przez co pomieszczenie było bardzo oświetlone naturalnym światłem. Wszędzie były poprzyklejane zdjęcia na jej turkusowej ścianie. W rogu stało łóżku z czarną pościelą.
Siedziała przy biurku i robiła coś na laptopie. Swoje długie, bardzo długie ciemne włosy miała spięte w niski kucyk. Były dłuższe niż u Helen i sięgały jej tyłka. Na nosie miała okrągłe okulary. Ubrana była w zwykłe codzienne ubrania, niewyróżniające się niczym konkretnie. Skupiona była na tym co robi. Nie popatrzyła na swoją siostrę ani razu. W tle leciało cicho ,,Carlo of the bells”.
-Mam nadzieję, że to ważne bo jestem zajęta- powiedziała.
Dziewczyna przeniosła wzrok na sprzęt czarnowłosej. Zobaczyła, że obrabia zdjęcie z jej urodzin. Kiedy to wszyscy wirowali na parkiecie i nikt nie zauważył nawet, że zdjęcie zostało wykonane.
Elżbieta zajmowała się stroną reklamową skansenu i pilnowała, by wszystko chodziło jak w zegarku. Wrzucała na media społecznościowe zdjęcia czy wpisy, które miały przyciągnąć klientów. Oprócz tego wykonywała różne zlecenia dla znajomych rodziców, a sami oni dawali jej pieniądze za zajmowanie się stroną.
Zbierała na mieszkanie, gdy zda maturę i pójdzie na studia. Wspomniała o tym rodzicom, że chce studiować dalej niż ich miasto nieopodal przez co się posprzeczali. Zabronili jej gdziekolwiek jechać daleko. Rodzice lubili kontrolować życie swoim dzieciom. Dziewczyna śmiała się, że narobili sobie tyle bachorów po to, by któreś z nich wyszło i wykonywało posłusznie ich rozkazy.
Myśleli, że ustawili swoją drugą najstarszą córkę i zrobi tak jak oni chcą po długich bojach. A tak naprawdę to Elżbieta udawała przed nimi, że się zgadza. Za ich plecami zbierała powoli fundusze i planowała wyjazd. Patrzyła też na oferty prac w terenie. Dodatkowo poprosi rodziców o pieniądze na pierwsze miesiące wynajmu mieszkania w Suwałkach, gdzie w ,,rzeczywistości” przeznaczy je na pokój w Warszawie. Po skończonych studiach chciała wyjechać z kraju, którego nie za bardzo lubiła. Tutaj też opiekunowie polegli, próbując wbić patriotyzm córce. Nawet za bardzo nie była katoliczką. O tym też nie wiedzieli.
Wspominała o tym pomyśle tylko Piotrkowi, któremu jako jedynemu ufała z całej rodziny toksycznych, drani. Helen uważała za konfidenta, który ma przysłonięte klapki na oczach i wierzy we wszystko co powiedzą rodzice.
-Chciałam…-urwała bo nagle wymówienie tego imienia przyszło jej z trudnością
-No co- naburmuszyła się druga.
-Opowiedz mi o Franciszce- wypowiedziała na jednym oddechu dziewczyna. Napięła wszystkie mięśnie i czekała na odpowiedź.
Starsza znieruchomiała. Powoli odwróciła się do niej na swoim fotelu na kółkach. Zeskanowała ją od dołu do góry i zmarszczyła brwii.
-Nie mogę- odparła spokojnie.
-Co to ma znaczyć, że nie możesz?- zirytowała się lekko.
-Rodzice mi zabronili- odpowiedziała bardzo cicho i rozejrzała się na boki.
-Nie rozumiem…
-Bo nie masz rozumieć- burknęła- Słuchaj rodzicie mnie wyjebią na zbity pysk, gdy się dowiedzą, że ty to wiesz cokolwiek ode mnie. Jesteś ich oczkiem w głowie i mają do ciebie ogromne obiekcje i nie chcą by ich wielkie plany runęły co do ciebie.
-Co?- zapytała głupkowato.
Dziewczyna mentalnie uderzyła się w czoło, ganiąc siebie za debilny błąd. Powinna udawać głupią i nie wyjawiać wszystkiego za dużo bo jeszcze będzie mieć problemy. Zdecydowanie za dużo pracuję, a rodzice za mało płacą. Jeszcze z nimi pogada o premii.
-Jeśli chcesz z nimi o niej porozmawiać to spytaj się ich, a nie mnie- warknęła i wróciła do swojej pracy.
-Dobrze wiesz, że nic mi nie powiedzą!
-Może mają powód, co?- prychnęła- A w ogóle powinnaś co nie co wiedzieć też
-Za nim się obejrzałam było już po wszystkim…-westchnęła.
-Więc skąd pomysł, że i ja coś wiem?- syknęła, odwracając się do niej i rzucając wściekłe spojrzenie.
Helen dobrze przeczuwała, że Elżbieta ma większe rozeznanie w sytuacji, która miała miejsce wiele lat temu. To było jak na tacy widać, że wie.
-Tylko pytałam do cholery- burknęła blondynka.
Odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju czarnowłosej, nie zamykając przy tym drzwi.
-DRZWI!- ryknęła starsza.
Helen wróciła do siostry i z całej siły trzasnęła przedmiotem. Nie miała w planach wywołać takiego huku. Nerwowym krokiem ulotniła się z miejsca zdarzenia i zaczęła kierować się do swojego pokoju.
-Kto tak trzaska drzwiami!?- zapytała zdenerwowany mężczyzna- Mówiłem wam tyle razy, że nie macie tego robić!
-Przepraszam, ale Elżbieta ma zły humor coś dzisiaj!- odkrzyknęła blondynka ojcu, kiedy pojawiła się przed schodami.
Dziewczyna jeszcze usłyszała jak mówi coś, czego nie zrozumiała, ale na pewno nie było to coś dobrego. Szybko schowała się we wnętrzu swojego pomieszczenia.
Jej pokój był mniejszych rozmiarów od jej starszej siostry. Wszędzie wały się rośliny, a suszone zioła były zawieszone na oknie. Na białych ścianach miała przyklejone pełno plakatów i zdjęć. A na jej ciemnych półkach stały pełno książek i różnych figurek, a także świec zapachowych, różnego rozmiaru. Na biurko, stojącego obok okna walały się różne rzeczy, które nie wyglądały jak przypadkowo porzucone przedmioty, lecz raczej jakby pasowały tam gdzie akurat stały.
Helen rzuciła się na swoje czerwone łóżku, które nijak nie pasowały do reszty wystroju pokoju. Ukryła głowę w tonie kolorowych poduszek i maskotek. Po chwili przewróciła się na plecy i wpatrywała się w sufit.
Nagle dostała olśnienia, a nowy plan wykiełkował w jej głowie. Nie od dziś wiadomo, że jest mistrzynią doskonałych planów.
Skoro Franceska dzwoniła do jej ojca to na pewno jest w rejestrze ostatnich połączeń. Nawet jeśli dodał numer do czarnej listy to będzie on widnieć. Zadzwoni do niej i dowie się wszystkiego od siostry. Problem rozwiązany. No prawie bo jeszcze musi dostać się do komórki swojego taty, a to już może być trudniejsze. Postanowiła, że poczeka aż pójdzie spać i wtedy go sobie weźmie.
Nie potrzebuje nikogo, by dać sobie rady.
***

Dochodziła powoli pierwsza kiedy to Helen przebrana już w piżamę, cichym krokiem zmierzała do sypialni rodziców, mieszczącej się na dole. W jednej dłoni trzymała telefon z włączoną latarką.
Największą przeszkodę stanowiły stare, skrzypiące schody. Stawiała na każdy stopień powoli stopę i odczekiwała chwilę zanim wykona następny ruch. Mogłoby się wydawać, że odgłosy jej kroków rozbrzmiewają strasznie głośno w pogrążonym we śnie domu.
W końcu po dłuższym czasie zeszła na parter. Pokój rodziców Helen mieścił się na końcu korytarza po lewej stronie. Zaczęła do niego iść powoli.
-Co ty robisz?- zapytał męski, młody głos.
Blondynka podskoczyła przestraszona i o mało co nie krzyknęła ze strachu. Na szczęście w porę zamknęła sobie usta rękami. Spojrzała w stronę kuchni, skąd dochodziło pytanie, a także białe światło, które oślepiło jej oczy.
-Zgaś to światło- rozkazała, mrużąc oczy.
Chłopak skierował źródło blasku na podłogę, dzięki czemu Helen mogła mu się przyjrzeć bo po samym głosie nie mogła rozpoznać, który z braci to był. W biały dzień może nie miałaby problemów z tym, ale aktualnie była bardzo zmęczona i był środek nocy. Na dodatek jutro miała do szkoły.
Dziewczyna delikatnie uniosła telefon na brata tak, aby go nie oślepić, ale jednocześnie móc się przyjrzeć.
Przed nią stał Piotr. Jego faliste, blond włosy były w nieładzie. Posiadał grzywkę, która teraz była ułożona w dziwny sposób. Pod swoimi czysto zielonymi oczami miał wory. Oznaka kilku nieprzespanych nocy. Na nosie, które zresztą nienawidził i uważał za psujący element jego urody, miał przyklejony beżowy plasterek. Był nieproporcjonalnie duży i prosty. Gdzieniegdzie widniały u niego piegi. Na brodzie, policzku i na łuku brwiowym znajdowały się zacięcia po ostatnim wypadku. Miał na sobie jeszcze dużą oversize koszulę oraz niebieskie, krótkie spodenki. W ręce trzymał kubek z parującym napojem.
Wypadek o, którym była mowa został spowodowany przez młodszego brata Władysława. Postanowił wystraszyć brata z maską na twarzy przez co ten drugi cofnął się, potknął się i wpadł do krzaków z kolcami, które dotkliwie zraniły jego ciało. Oczywiście blondyn nie był dłużny swojemu głupiemu braciszkowi i przywalił mu prosto w twarz. Teraz chodził z śliwą pod okiem.
Blondynka już zazdrościła mu urody w tak młodym wieku. Piotr nie raz już mówił, że dziewczyny się oglądają za nim i nie raz został poproszony o chodzenie. Oczywiście wszystkim grzecznie odmawiał. W jego wieku Helen nie była aż taka urodziwa. Bardziej porównywano ją do małej, wiejskiej wiedźmy.
Mimo pochlebstw to chłopak posiadał kompleksy, a raczej jeden duży. Chodziło tutaj o jego nos, którego nienawidził z całego serca i nie wiedział jak takie coś uhodowało się na jego twarzy, skoro nos ojca nie był tak duży. A na pewno odziedziczył go po nim.
-A to ty- powiedziała bardziej do siebie niż do brata.
-Więc co ty robisz?- ponowił pytanie Piotr i zmierzył ją przenikliwym wzrokiem.
-A ty?- odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Chyba coś niedobrego, skoro tak unikasz odpowiedzi- odparł- Ja robię to co zawsze
Uniósł kubek i nakierował na niego światło.
-Jak widać przyszedłem po coś do picia
-Idę do szafy mamy bo zapomniałam wcześniej wziąć biżuterię od niej- wyjaśniła na szybko.
Nachyliła się i spojrzała na zawartość naczynia. Do jej nozdrzy dostał się aromatyczny zapach parzonej melisy i rumianku.
-I nie mogłaś zrobić tego rano bo?- zagadnął nieufnie.
W myślach Helen przeklęła jego przenikliwość i dobre rozumowanie nawet w środku nocy. Miał dopiero trzynaście lat, a wydawać się mogłoby, że wiekiem dorównuje Elżbiety. Nawet wzrostowo prześcignął dziewczynę, a był od niej o cztery lata młodszy.
Jak dla niej mógłby oddać trochę inteligencji dla ich drugiego brata Władysława, który rozumem nie grzeszy. Piotrkowi nie zaszkodziłoby to ani trochę, a drugiemu chłopakowi może by pomogło.
-Bo bałabym, że zapomnę jutro rano, a i tak nie mogłabym zasnąć. Nie raz miałam taką sytuację- odpowiedziała mu lekko poirytowana.
Czuła się jak na jakiś przesłuchaniu. Chciaciała szybko załatwić to co ma i iść w końcu spać.
-Witam w klubie- poklepał ją po ramieniu i minął ją.
Zaczął iść po schodach. Jak na złość jemu aż tak bardzo nie skrzypiały, jak wcześniej Helen.
-Jak ty to robisz, że chodzisz tak cicho po tym starociu?- rzuciła za nim.
-Po trzeba wiedzieć, gdzie stawiać kroki inteligencie- postukał się kilka raz w czoło i zniknął z pola widzenia blondynki.
Dziewczyna wznowiła swoją mozolną wędrówkę do pokoju rodziców.
W końcu stanęła przed drzwiami i przyłożyła ucho do nich nasłuchując cichego chrapania ojca czy innych odgłosów. Spojrzała na dół, szukając łuny światła wydobywającego się za szpary. Nic nie znalazła. Usłyszała tylko charczenie swojego taty.
Powoli otwierała drzwi i weszła do pomieszczenia. W środku było ciemno. Tylko okno dawało jakąkolwiek widoczność, zarysowując kształty przedmiotów.
Podeszła do małego stolika nocnego od strony ojca i zaczęła wymachiwać powierzchnię mebla w poszukiwaniu jego komórki.
Serce biło jej niemiłosiernie. Bała się, że zaraz zostanie przyłapana i będzie musiała się ze wszystkiego tłumaczyć. Powiedziałaby wtedy calą prawdę. Nie ukryłaby nic. Przed nimi nie umiała kłamać i nawet nie chciała. Zaczęła się nawet zastanawiać czy to wszystko to dobry pomysł bo skoro rodzice przed nią ukryli ten fakt to ewidentnie mieli powód. Przecież wszystko robili po to by ją chronić i zapewnić wszystko co najlepsze. Byli starsi, bardziej doświadczeni, więc na pewno wiedzą lepiej.
Przed oczami Helen stanął obraz roześmianej Franceski. Jej wzrok błyszczał.
Nigdy nie do końca wierzyła rodzicom w prawdę, jaką jej podali. W wspomnieniach dziewczyny jej najstarsza siostra dbała o nią i uczyła różnych rzeczy. To ona zaszczepiła w niej miłość do roślin i mitologii słowiańskiej oraz greckiej. Tego drugiego jej opiekunowie nie pochwalali, więc musiała w ukryciu pogłębiać swoją wiedzę. Nie miała po prostu serca tego porzucić, choć źle się czuła ukrywając to.
Była zdenerwowana czynami Fran, że wszystkich porzuciła i popełniła okropne rzeczy. Wiedziała tylko, że były to jakieś haniebne czyny, ale nigdy nie wiedziała jakie konkretnie. Do tego widziała jak jej siostrę zabiera policję w ich własnym domu.
Odnalazła w końcu telefon swojego taty. Znajdował się w rogu szafki nocnej. Chwyciła go i zaczęła się wycofywać.
Postanowiła, że odkryje wszystko sama. Na pewno komuś wygarnie za lata kłamstw, ale jeszcze nie wiedziała komu.
Dostrzegła ruch w łóżku rodziców. To była jej matka, która zaczęła się kręcić. Na chwilę znieruchomiała obserwując rodzicielkę. Po kilku sekundach, które dla Helen były nieznośne i dłużące, jej matka znieruchomiała, a sama ona szybko zamknęła drzwi i pognała na górę. Nie przejmowała się zbytnio starymi schodami, które po każdym jej kroku skrzypiały bo chciała jak najszybciej znaleźć się w swoim łóżku.
Uzmysłowiła sobie jeszcze jedno.
Po spisaniu numeru będzie musiała odnieść telefon z powrotem na miejsce jeszcze tej nocy.

***

Helen zaraz po przekroczeniu progu pokoju runęło na swoje łóżku jak długa. Była zmęczona całym dniem szkolnym, a wczoraj spać poszła dopiero około 2 nad ranem. Najchętniej to zdrzemnęła by się na kilka dobrych godzin, ale jutrzejszy sprawdzian i jeszcze ważniejsza sprawa skutecznie zaprzątały jej głowę. Jeśli by przymknęła oczy to już nic by nie zrobiła.
Wstała z niechęcią i wyciągnęła telefon ze swojego plecaka, wcześniej rzuconego gdzieś w kąt. Usiadła na swoim fotelu i dała na niego jeszcze nogi, kuląc się.
W nocy przepisała wszystkie zablokowane numery od dnia swoich urodzin. Nie było ich jakoś specjalnie dużo, ale mało też nie było. Na samej zaś liście znajdowało się tona pozycji, z którymi ojciec dziewczyny nie miał zamiaru rozmawiać.
Blondynka była ciekawa ilu z nich to są sprzedawcy fotowoltaiki.
Zaczęła oddzwaniać zaczynając najpierw od tych najwcześniejszych, ponieważ z rozmowy rodziców wynikało, że Franceska musiała dać o sobie znać nawet tego samego dnia. Mężczyzna raczej by powiedział swojej żonie o tej informacji tego samego dnia bo później mógłby o tym zapomnieć.
Po pierwszym telefonie blondynki nikt nie odebrał. Na wszelki wypadek zadzwoniła drugi raz, ale efekt był ten sam. Kolejne telefony to byli sławni już sprzedawcy fotowoltaiki i innych niepotrzebnych nikomu gadżetów.
Został jej przedostatni numer.
Najpierw rozbrzmiewały sygnały połączenia i dopiero za kolejnym słuchawka podniosła się. Helen zabiło mocniej serce, gdy usłyszała głos niepodobny do maszyn i nie odczytujący ze znużeniem formułkę. Może nie był to żeńskie tonacje, ale zawsze mógł być to jakiś znajomy jej siostry. Kto wie jak sobie ułożyła życie.
-Halo?- zapytał charczący głos- Kto mówi?
W jego tonie można było wyczuć zmęczenie, jakby dopiero przed chwilą się obudził i nie do końca jeszcze kontaktował.
-Helen Żurawka- odpowiedziała na szybko.
Wstała z fotela i zaczęła nerwowo chodzić po pokoju.
-Jestem siostrą Franceski i chciałabym się z nią skontaktować, jeśli jest taka możliwość
-Yhym- powiedział niewyraźnie- Chwila
-Okej, nie ma sprawy- siliła się na spokojny głos.
-Kto? O kogo chodzi?-spytał zdziwiony.
Na linii można było usłyszeć szelest kołdry .
-No o Franceskę Żurawską dzwoniła do nas-do mnie z tego numeru- poprawiła się nawet do końca nie wiedząc dlaczego uznała za niestosowane wspomnieć o swoich rodzicach- Zna pan ją może?
-Nieee..- odparł przeciągle- Ale wczoraj jakaś laska mnie zaczepiła i zapytała czy może skorzystać z mojego telefonu bo chce zadzwonić do rodziny i, że na pewno nie potrwa to długo, więc jej dałem. Może to o nią chodzi
-Serio?- zapytała głupkowato.
Była ciekawa jak by zareagował jej tato na wiadomość, że miał rację odnośnie swoich przypuszczeń bo faktycznie jego pierworodna zaczepia obcych ludzi i dzwoni do nich z ich telefonów.
-Nie na niby- rzucił ironicznie. -Pewnie, że tak było. Laska serio była fajna i chciałem nawet poprosić ją o numer, ale szybko się ulotniła po rozmowie- westchnął.
-Nie sądzę, aby ci się udało. Moja siostra jest raczej lekkoduchem- wyznała.
-Na moje oko nie widziałaś chyba od dawna swojej siostry skoro prosisz o kontakt do niej, więc możliwe, że nie wiesz jaka jest teraz. Może zmieniła się, nie?- dogryzł Helen.
-A na moje oko- przedrzeźniała mężczyznę- Jesteś dla niej za stary
-Wypraszam sobie- prychnął za słuchawki- Mam tylko 28 lat
-Był tylko o 3 lata starszy od Franceski- przemknęło przez myśl Helen.
-A może ty jesteś dla niej za młoda i dlatego uciekła bo nie mogła wytrzymać z taką gówniarzerią- dodał- Ile masz lat, co? 10?
-Chciałbyś żebym tyle miała stulejarzu- warknęła.
Nie miał prawa obwiniać ją o zniknięcie Fran skoro nic nie wie bo to nawet ona nie była powodem. Nieznajomy ewidentnie działał jej na nerwy. I to bardzo.
Już miała nacisnąć czerwoną słuchawkę uważając rozmowę za zakończoną, kiedy uzmysłowiła sobie, że nie wyciągnęła jeszcze paru istotnych informacji.
-Hohoho- zaśmiał się krótko- Widać ktoś tu ma niezły poziom językowy. Jednak obstawiam, że masz 12 lat
-15- przewróciła oczami.
Powstrzymywała się, aby nie zacząć wyklinać tego gościa w swojej gwarze.
Usiadła z powrotem na fotelu, który delikatnie odjechał do tyłu.
-Więc sorry, ale nie umówię się z tobą skoro z moją siostrą ci nie wyszło- przygadała mężczyźnie.
-Proszę cię- prychnął.
-Słuchaj, gdzie dokładniej zobaczyłeś moją siostrę- zmieniła temat.
Chciała jak najszybciej wyciągnąć z nieznajomego wszelkie informacje, a później zakończyć tą irytującą rozmowę. Następnie wykuć na sprawdzian i iść w końcu spać.
-Widzę, że zaczyna się przesłuchanie- rzucił złośliwie.
-No mów rzesz- ponagliła rozmówcę.
-We Wrocławiu
-CO!- krzyknęła do telefonu.
Był to drugi koniec Polski. Dosłownie Fran znajdowała się naprzeciwko ich województwa tylko, że po drugiej stronie mapy.
-Nie drzyj mi się do ucha. Nie dość, że głowa mnie boli to jeszcze małolata mi się drze- sarknął zdenerwowanie.
-Sorry, sorry- przeprosiła na szybko- Tylko mocno się zdziwiłam
-No co ty nie powiesz- powiedział ironicznie.
-Powiesz mi dokładnie gdzie?
-Dworzec główny Wrocławia
-Jak wyglądała?
-Panie policjancie była to około kobieta po 20. Białe kręcone włosy i takie no oczy piękne. Nie wiem jaki to kolor- wytłumaczył piskliwym głosikiem.
Helen zignorowała to całkowicie.
-Zadowolona?- zapytał już normalnym głosem.
-Eeee chyba tak. Nie mam więcej pytań
Po ostatnim zdaniu poczuła, że nastrój i docinki mężczyzny i jej się udzieliło przez co zaczęła gadać jak typowy policjant z filmów. Tak samo się też poczuła.
-To dobrze bo nie mam siły więcej na rozmowę
-Dzięki ci ogromnie- oznajmiła z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Powiedziałbym, że nie ma za co, ale jest za co
-Kac morderca nie ma serca, co?
Zakończyła rozmowę tymi słowami i zakończyła połączenie. Na sam koniec mogła jeszcze usłyszeć jak nieznajomy mówi ,,co?”, ale tylko tyle zdołała usłyszeć.
Z małego pudełeczka na kwadratowe, kolorowe karteczki, stojącego na biurku, wyciągnęła jedną z nich i zapisała wszystko czego zdołała się dowiedzieć.
Oparła się o fotel i przechyliła głowę do tyłu. Miała idealny widok na sufit.
Cała ta rozmowa z gościem wyciągnęła z niej każda pozostałą siłę witalną, którą i tak nie było dużo. Poczuła jeszcze mocniej jak łóżku wzywa ją do siebie.
Gdyby nie przeklęta chemia na jutro! Była na profilu humanistycznym, nie rozumiała po jaką cholerę jest jej potrzebna chemia czy fizyka, która i tak miała już w podstawówce. W liceum nie przerabiają nic nowego tylko co było w latach ubiegłych. O ile jeszcze rozumiała mieć takie przedmioty w podstawówce bo wtedy uświadamiasz sobie co chcesz rozszerzać w szkołach średnich. Tak posiadanie tych lekcji już w liceum czy technikum jest niepotrzebne. Przecież nie stwierdzi w połowie nauki, że jednak kocha chemię. Co z tego, że wcześniej ją nienawidziła bo teraz ją ubóstwia i rzuca wszystko to na co pracowała w obecnej szkole obecnej. Zmienia kierunek i jest wdzięczna systemowi oświatowemu za szansę, która jej podarował dają chemię na profilu humanistycznym.
Marnotrawstwo czasu.
W pokoju rozbrzmiało brzdęknięcie.
Helen zastygła i spochmurniała.
Po kilku sekundach ponownie rozległ się ten sam dźwięk, który już nie przestawał grać. Cicho, lecz uporczywie dawał o sobie znać.
Dziewczyna sięgnęła po swój telefon, leżący na jej biurku i odblokowała go.
Brzdęknięcie zamilkło, a na ekranie zostanie wyświetlona wiadomość na czarnym tle z białymi napisami.

UWAGA!
Program nie jest w stanie odbudować osłony. System znaduje się bez ochrony zewnętrznej. Wykryto liczne usterki, które mogą spowodować problemy z odbiorem danych. Prosimy o pilnie strzeżenie rdzenia głównego.

-No pięknie- skomentowała ironicznie.
Wstała z fotela i zniknęła za drzwiami.

-No pięknie- skomentowała ironicznie.
Wstała z fotela i zniknęła za drzwiami.

Rozdział 14
,,Strzeż się”

Nastał ulubiony dzień praktycznie każdego, uplasowany się zaraz po sobocie. Mowa tutaj oczywiście o piątku, początku weekendu.
Helen, Charles, Ad oraz Eryk tego jedynego dnia kończyli podobnie swoje lekcje. Tylko starszy chłopak miał szybciej wolne od reszty, ale i tak zawsze musiał czekać na swój pociąg, który dodatkowo jeszcze się spóźni, jak już sprawdzał na stronie PKP. Ogólnie wszystkie dzisiejsze linie kolejowe miały ogromne opóźnienia, dlatego ani Eryk, ani Ad nie spieszyli się nawet.
-Słuchajcie sprawa jest- przemówił do reszty blondyn dosyć poważnym głosem.
Chciał przejechać ręką po swoich włosach, ale zamiast tego ściągnął swoją czarną czapkę do tyłu.
Ten odruch miał już tak we krwii, że nawet nie wiedział kiedy to robił. Niestety wykonując go z nakryciem na głowie, zdarzała się takie sytuacje jakie miała miejsce przed chwilą. Były dosyć irytujące bo wtedy wypadały mu wcześniej ułożone kosmyki włosów. Właśnie jeden taki zagubiony włos stanął mu przed oczami. Szybko schował go za prawe ucho.
Zdecydowanie jego włosy były za długie i wymagały przycięcia bo nie dość, że przeszkadzały mu strasznie to jeszcze jego rodzina czepiała się o ich długość. Docinali mu mówiąc, że wygląda bardziej dziewczęco niż jego własna siostra. Czasami leciały teksty, że facetom tak nie przystoi i pytali go czy będzie zapuszczać włosy aż po kolana. Były to głupie i niepotrzebne słowa.
Ostatnio dostał niezłego kopniaka w brzuch podczas ostatniego treningu przez tą długość. Oczywiście bardziej skupił się na ułożeniu włosów zamiast na odpowiednim zasłonięciu własnego ciała tarczą przez co dostał to co dostał.
Nie rozumiał tylko jakim cudem Eryka nie denerwowały jego latające kosmyki, które nie raz zasłaniały mu widoczność. W ogóle nie krzywił się kiedy dawał je za ucho, co było i tak już rzadko bo wolał żeby jego czupryna żyła własnym niesfornym życiem. Cała fryzura pasowała do chłopaka, a mały niski kucyk dodawał mu uroku. Gdyby tylko nie rodzina Charlesa i jego brak cierpliwości to sam by pewnie zapuścił podobną długość.
-A co ty nagle w poważne takty wszedłeś, co?- zagadnęła Ad krocząca tuż obok niego.
Szli wzdłuż chodnika obok małego terenu zieleni z kilkoma gołymi drzewami. Po swojej lewej stronie mieli ruchliwą drogę. Odprowadzali Charlesa i Ad na przystanek autobusowy, który był już niedaleko.
-Próbuje was o to poprosić od tygodnia- wymamrotał, wpatrując się w chodnik.
-Co mówisz?!- zapytała blondynka głośno do ucha niższego chłopaka- Tu jest ulica ruchliwa. Nie słyszę cię!
-Za to ja ciebie dobrze i wyraźnie- skrzywił się i zasłonił ucho przed mową dziewczyny.
Przystanęli obok małego czerwonego przystanku. W środku jak i dookoła niego roiło się masa młodych ludzi zajęta swoimi sprawami. Głównie siedzieli na telefonach i czekali na swój autobus. Zaczynały się godziny szczyty, a dopiero było po 14. Najgorzej i tak robiło się po godzinie później. Wtedy to PKS nawet potrafiły się spóźniać pół godziny. Teraz elektroniczna wysoka tablica wskazywała, że autobus Żurawskiej pojawi się za jakieś 10 minut, a Fido 5 minut później.
-Halo, halo panie Malanek prosimy o zejście na ziemię, którą jak wiemy pan uwielbia- zaświerkotała czekoladowo- włosa tykając palcem ramię bruneta, zapatrzonego daleko przed siebie- Bo pan Charles chce o coś nas poprosić
Eryk odwrócił się do niej i zmarszczył brwii.
-Nie będę nawet komentować jak to beznadziejnie brzmi- mruknął.
-Ale jakie skuteczne!- oznajmiła dumnie.
-To co to za sprawa, Charles?- zwrócił się do swojego przyjaciela.
-Tylko się nie śmiejcie, dobra?- poprosił zmęczonym głosem.
-Zobaczymy- parsknęła śmiechem Ad.
-Możecie ze mną wejść dzisiaj do opuszczonego domu pogrzebowego?- powiedział na jednym wydechu blondyn.
Eryk przechylił lekko głowę na bok w geście niezrozumienia.
-Co?- podniosła jedną brew wyższa dziewczyna.
-Co?!- druga po niej powtórzyła, ale za to głośniej niż poprzednia- Mówiłam ci, abyś głośniej mówił bo nic nie było słychać! Jakaś baba trajkocze obok mnie i ciebie zagłusza
Wskazała kciukiem za siebie.
A tam była jakaś młoda kobieta mniej więcej w ich wieku. W ręce trzymała telefon i strasznie donośnie mówiła, wręcz na granicy krzyku. W ustach miętosiła głośno gumę do żucia.
-Okej- westchnął- Potrzebuje waszej pomocy żebyście pojechali ze mną jeszcze dzisiaj do opuszczonego domu pogrzebowego bo inaczej nie odzyskam pieniędzy
-Przecież w takich miejscach aż się roi od złej energii i duchów!- wykrzyknęła przestraszona Helen- Gorsze są chyba tylko psychiatryki i cmentarze o północy
-Niby taka wierząca, a w duchy wierzy- pokręciła głowę niedowierzając, a na jej twarzy jawił się złośliwy uśmiech.
-Nie rozumiem co jedno wyklucza drugie- fuknęła i założyła ręce na piersi.
-Jednak trzeba było ci usunąć całkowicie tego TikToka, a nie jedynie ustawić blokadę czasową- wybełkotał jakby do siebie Charles.
-A więc to byłeś ty!- fuknęła i wskazała oskarżycielskim palcem w chłopaka- A ja obwiniałam o to moją rodzinę, a zwłaszcza Władysława!
-Nie tylko ja!- próbował się wybronić Fido, a ręce wystawił do góry.
-Nie pora na to- brunet położył swoje dłonie na ramiona Helen i Charlesa.
W jakimś momencie przemieścił się z miejsca pomiędzy blondynem, a Adą na aktualną pozycję
– Zaraz autobusu wasze przyjadą
-Jeszcze do tego wrócimy!- zmarszczyła czoło blondynka.
Dwoma palcami wskazała na swoje oczy, a później na swoich towarzyszy.
-Dobra to ja wam streszczę co i jak bo zostało nam 3 minuty- oznajmił Charles, spoglądając na tablicę elektroniczną- Moje rodzeństwo w skrócie są ogromnymi debilami i wpadli na genialny pomysł jak ponownie uprzykrzyć mi życie. Przyjechali ostatnio w odwiedziny, niestety i wykradli moje pieniądze z portfela. Powiedzieli, że mi je oddadzą jeśli im wyślę zdjęcie z opuszczonego domu pogrzebowego, mieszczącego się niedaleko nas. Przelewem mi oddadzą bo już wyjechali, a czas na przekazanie im tych głupich zdjęć mija dzisiaj bo wspaniałomyślnie dali mi trochę czasu na realizację
-Myślałam, że w pewnym wieku się wyrasta z głupich zabaw- skwitowała Helen.
-Proszę cię niektórzy to mają takie zabawy we krwii- prychnęła Ad, przewracając oczami.
-No właśnie i niestety padało na moje rodzeństwo, które jeszcze odziedziczyło najgorsze cechy moich rodziców- powiedział z przejęciem blondyn- Głupotę mojego ojca i czepialstwo matki
Nagle autobus obok nich zahamował. Drzwi otworzyły się, a z niego wyszło kilka ludzi. Znacznie więcej za to do niego zaczęło wchodzić.
Blondynka spojrzała na pojazd, który miał zabrać ją do domu. Przeskakiwała spojrzeniem raz na autobus, a raz na błagalnie spojrzenie Charlesa.
-Pomogę. Oczywiście, że pomogę tak jak i ty mi wcześniej!- oznajmiła stanowczo, a w jej oczach jawiła się determinacja.
Drzwi transportu zaskrzypiały lekko podczas zamykania. Autobus wydał z siebie kilka ciężkich dźwięków po czym odjechał zapełniony aż po brzegi.
-Ja też bo i tak wątpię, że mój pociąg przyjedzie o planowanej godzinie- zgodziła się Ad, a dłonie wsunęła w kieszenie od swojego długiego brązowego płaszcza- Pewnie ten o 15 przyjedzie dopiero pod wieczór- prychnęła poirytowana.
-I tak jest weekend- rzucił niedbale Eryk- Pomogę
-O to super bo według miejskich legend tam straszy- odparł już uspokojony Charles- Nawet nie wiecie jak długo się zabierałem za rozmowę z wami o tym
-Nie no kolejny co wierzy w duchy!- przykryła czoło swoją ręką, która powoli zaczęła zjeżdżać z jej twarzy- Wystarczy już nam Helen gadająca o przesądach i demonach
-Mówiłam ci, że czasami są prawdziwe!- oburzyła się wspomniana dziewczyna.
-Już, już dziewczyny- zaczął powoli brunet- Nasz autobus zaraz odjedzie
Kiedy spojrzeli na podjazd autobusowy ujrzeli stojący pojazd z wyświetlonym u góry cyferką 18. Drzwi do niego zostały zamknięte i powoli szykował się do odjazdu. Na drogach zrobił się nagle ruch przez co miał problem z wjechaniem na pas.
Cała czwórka pobiegli do pierwszych par wejściowych do autobusu, tych bliżej kierowcy i zaczęli energicznie stukać w szybę, a także w zielony, okrągły przycisk otwierający drzwi.
Mężczyzna siedzący za kierownicą spostrzegł ich i przez sekundę wahał się czy, aby na pewno im otworzyć. Ostatecznie wygrała u niego ta dobra strona mocy i otworzył im wejście do pojazdu. Wskoczyli do niego natychmiast, po czym zaczęli gorączkowo przepraszać, jak i dziękować kierowcy za okazaną łaskę. Ten tylko pokręcił z uśmiechem głową i powoli ruszył autobusem na pas, który w końcu postanowił się zwolnić.
Podeszli do biletomatu, uprzednio przeciskając się przez ludzi oraz próbując zachować równowagę. Zakupili bilety, a następnie je skasowali w odpowiednim urządzeniu. Stanęli na środku pojazdu w ciasnym przejściu, które było pokryte falowaną ścianą. Sami nie do końca wiedzieli co to jest, ale podczas skręcania autobus, zginało się pod odpowiednim kątem.
-Daleko jest ten zakład pogrzebowy w ogóle?- zapytała trochę za głośno Helen przez co najbliższe starsze panie spojrzały się na nie dziwnym wzrokiem. Kilka młodych oczu rzuciło ciekawskie, ukradkowe spojrzenie,
-Ciii!- upomniała ją druga dziewczyna- Nie chcemy, aby każdy wiedział, że idziemy na urbex z jednych z najstraszniejszych miejsc
-Ciesz się, że nie kazali mu iść do opuszczonego psychiatryka czy cmentarza- dołączył się do rozmowy Eryk- Wtedy to byłaby sytuacja jak z horrorów i na pewno nie wyszlibyśmy z tego cało
-Eryk zwariowałeś?!- krzyknęła na niego blondynka, a jej twarz momentalnie zbladła.
Ponownie te same osoby zwróciły uwagę na Helen. Tym razem starsze panie popatrzyły na dziewczynę z oburzeniem.
-Bądź ciszej, Helen!- upomniał ją tym razem Charles.
-Czemu mnie?- rzuciła poirytowana, ale już o pół tonu ciszej- Przecież to wy cały czas mnie straszycie
-Ja tylko stwierdziłem fakt…
-Dobra ogarnijmy się wszyscy- rozkazała zdenerwowana Ad- Koniec z straszeniem i żadnych legend lokalnych i żadnego gadana o demonach. Zrozumiano?
Wszyscy pokiwali głową na znak zgody.

***

-Ile ty tam miałeś tych pieniedzy, co?- powiedziała nerwowym głosem Helen.
Dotarli do wskazanego miejsca przez rodzeństwo Charlesa.
Był do stary betonowy budynek. Posiadał dwa piętra, a swoje ściany miał wymalowane białą farbą i w niektórych miejscach odpadał tynk. Okna gdzieniegdzie były wybitne, ale w wyższych partiach w całości się zachowały. Już z daleka było widać, że pokrywały je gruba warstwa brudu. Wejściem do starego domu pogrzebowego były dwuparowe drewniane, drzwi znajdujące się na podwyższeniu, aby wejść do środka należało pokonać kilka schodów z powyginaną barierką. Nad drzwiami znajdował się słabo widoczny napis po, którym zostały ledwo zarysy. Całość budynku otaczała siatka, nie stanowiąca żadnej przeszkody by wejść na teren. Sama czerwona furtka prowadząca do środka, była uchylona. Wszędzie walały się śmieci, a krzewy były przerośnięte. Trawa i mech zaczęły porastać żwirową ścieżkę. Wokół było słychać tylko szelest roślinności i niedalekie śmiechy dzieci, bawiących się niedaleko na placu zabaw.
Byli praktycznie na końcu miasta, ale w ogóle nie można było poczuć, że się tam znajdują. Bardziej by pasowało określenie miasteczko czy duża wieś. Wokół stały tylko rozległe osiedla bliźniaków i domów rodzinnych, które mieściły się wokół głównej drogi. Za nimi dalej były już tylko pola.
-300 złotych- odparł blondyn, a swój wzrok utkwił w punkcie przed sobą.
-Dam ci je tylko chodźmy!- zaproponowała nalegająco Żurawska- Mam wrażenie, że ktoś nas obserwuje…
-Nie mogę wziąć tych pieniędzy od ciebie, proszę cię to jest duża kwota- odmówił kategorycznie Fido.
-Na co w ogóle były te pieniądze?- zapytał Eryk.
-Na karate, które nie było opłacane od trzech miesięcy- westchnął.
Ad zagwizdała przeciągle.
-Ot co zwykły budynek- wzruszyła ramiona Ad.
-Czemu nie poskarżysz się rodzicom?- spytała blondynka, która nadal nie czuła się pewnie.
-Zabronili mi, mówiąc, że wtedy zrobią coś innego z tą różnicą, że będę mógł pomarzyć o odzyskaniu tego- wypuścił głośno powietrze z ust.
-Psychole!- skomentowała niska dziewczyna.
-Wolę uzywać określenie socjopaci- rzucił z lekkim, ponurym uśmieszkiem.
-Próbowałem pójść tutaj sam…- zabrał ponownie głos. Podniósł rękę przy przygładzić swoje włosy na szczęście w porę się powstrzymał bo przecież nadal miał na głowę czapkę- Ale przyznam szczerze, że stchórzyłem bo w oknie zobaczyłem ruch, a jeszcze następnego dnia wieczorem światło w oknach
-Przypominam, że mieliśmy nie straszyć!- poskarżyła się Helen, a z jej twarzy uleciały kolory.
-Helen oddech pamiętaj, oddychaj!- przemówiła do przyjaciółki Wojnar, widząc stan dziewczyny.
Złapała ją za ramiona i zaczęła nimi trząść.
-Nic nam nie grozi! Mamy karatekę i starszego chłopa, wyglądającego jak dąb!- wykrzyknęła jej to w twarz.
-Aaaaa taaaaak!- powiedziała przeciągle blondynka, będąca nadal poruszana przez Ad- Moooooożesz mnieee puuuuuścićććććć
Czekoladowo- włosa wykonała polecenie i podeszła do czerwonej, wygiętej furtki. Postawiła kilka kroków za nią i obróciła się do reszty towarzystwa.
-Co tak stoicie? Miejmy już to za sobą
Zaczęła dalej iść, a podczas marszu oglądała wszystko wokół. Żwir wydawał chrobotanie na każdym jej kroku.
-Ma rację- powiedział Eryk i dołączył do dziewczyny, trzymając się za nią w małym odstępie.
Charles westchnął i pobiegł do dwójki przyjaciół, równając się z niebieskooką.
Helen nadal nie wyglądała na przekonaną przez ciągły strach, trzymający ją w ryzach. Ganiła siebie w myślach za te lata oglądania horrorów, czytania creepypast i demonologii. Teraz z pewnością miała za swoje bo jej rozwinięta wyobraźnia, działała aktualnie na pełnych obrotach, tworząc różne niepokojące scenariusze.
Nabrała powietrza do ust, a wydalając go postawiła pierwsze kroki za furtką.
Znajdując się na obcym terenie, mając jeszcze przed sobą na drzwiach przyczepioną żółta kartka z napisem “Wstęp wzbroniony”, poczuła się jeszcze bardziej obserwowana oraz nieswojo. Helen nie wiedziała czy to tylko paranoja czy naprawdę było coś nie tak.
Podniosła z ziemi blady patyk tuż obok krzaczora i uniosła ją jak broń. Przyspieszyła kroku, aby dogonić swoich przyjaciół, którzy powoli szykowali się do otwarcia drzwi.
-Żywcem nikt mnie nie weźmie- mruknęła do siebie.
-Po co ci ten patyk?- zapytał Eryk kiedy to dziewczyna stanęła obok nich na schodach.
-Jak to po co? No do obrony!
-Już widzę jak się nim zamachujesz- parsknęła śmiechem druga.
-Zamknięte- oznajmił Charles.
Złapał za klamkę i mocno na nią nacisnął, a także szarpnął kilka razy. Nie pomogło to, ponieważ drzwi nie uchyliły się nawet na centymetr.
-To co teraz?- spytała Ad.
-Teraz to domu!- ucieszyła się radośnie Helen i odwróciła się, by zejść z schodów.
Daleko nie zaszła bo stojący obok niej brunet złapała ją za ramię i postawił na dawne tory. Nie musiał nawet nic mówić, by wiadomo było co jego wyraz twarzy przekazywał. Mówił, że nigdzie się nie ruszy.
-Pójdziemy na około. Jest jeszcze drugie wejście- odpowiedział Charles i zeskoczył gładko z piedestału- Chodźcie
Reszta posłusznie ruszyła za nim, trzymając się blisko murów budynku. Po ich prawej stronie rosła dosyć wysoka trawa, a tam gdzie przemieszczali została wyłożona wąska ścieżka z betonowych klocków. Nie byli pewni jej funkcjonalności w dawnych czasach, ale na pewno teraz spełnia się świetnie.
Mijali okna, niektóre z nich były zabarykadowane deskami, ale do większości można było zajrzeć do środka, co też robili oprócz Helen, która obawiała się jakiegoś wyskakującego ducha. Nie powiedziała im tego wprost, ale odpowiedź była wymalowana na jej twarzy.
Zza szyb widzieli walające się śmieci i puste ściany, a także ku ich zdziwieniu zobaczyli meble: obdarty fotel i prosty stół. Było to co najmniej dziwne bo przecież ludzie nie zostawiliby takich rzeczy. Może i właściciele tak, ale z pewnością okolicznie złodzieje nie obeszliby się smakiem widząc coś do sprzedania.
Dotarli do tylnego wejścia, będącego otworem na drzwi. Na nim zostały postawiony wcześniej wspomniany przedmiot. Miał wyrwane zawiasy i ogromne wgłębienie na środku. Wystarczyło tylko przesunąć je na bok, aby wejść do środka.
Za sobą mieli tylko wysoką trawę, krzewy, a w oddali polę. Dalej rozciągała się tylko droga z jeżdżącymi samochodami i iglasty las.
Dwójka chłopaków odsunęła wyrwane drzwi i położyła je na ścianę obok.
Kiedy weszli do środka od razu uderzył w nich zapach pleśni i wilgoci. Było tam chłodniej niż na zewnątrz. A na ścianach w średnich rozmiarach pokoju można było dostrzec przegnicie.
W budynku było cicho, można było usłyszeć tylko szelest liści podczas stawiania kroków. Wydawać się mogło, że dźwięki zewnątrz są przytłumione.
Helen zacisnęła mocniej palce na swojej prowizorycznej broni. Intuicja podpowiadała jej, że na pewno nie są sami bo ciągle miała wrażenie, że są obserwowani. Dlatego nerwowo rozglądała się na boki i starała uspokoić bicie swojego serca, mówiąc sobie, że to wszystko jest tylko w jej głowie.
Rozsunęli następne drzwi przy, których musieli użyć siły, ponieważ zawiasy były zardzewiałe.
Weszli na długi korytarz, gdzie na końcu można było dostrzec główne drzwi. Po lewej ich stronie stały betonowe schody, a po prawej stronie były wejścia do następnych pomieszczeń. Naprzeciwko rzędu zamkniętych drzwi były okna.
-Idziemy na górę?- zapytał Eryk, pokazując na miejsce.
-Ja się tutaj jeszcze rozejrzę- oznajmiła Ad, kierując się do pierwszych drzwi.
Nacisnęła na klamkę, ale wejście pozostało zamknięte. Ruszyła do następnych.
-Mowy nie ma o rozdzieleniu przecież tak się zaczynają horrory, proszę was!- zaprotestowała stanowczo Helen- Mam złe przeczucie. Zróbmy to co mamy i zabierajmy się stąd
-Dawno nie byłam na urbexsach daj się nacieszyć- rzuciła druga dziewczyna, sprawdzając już 4 drzwi. Wszystkie jak na razie były zatrzaśnięte.
Charles wyciągnął z tylnej kieszeni czarnych spodni swój telefon. Nastawił apart na selfie i cyknął fotkę, stojącym za nim przyjaciół, jak i sobie.
-Piękne- mruknął do siebie,patrząc na zrobione zdjęcie.
Na fotce można było dostrzec Ad, która ciągnęła z całej siły klamkę. Obok niej stał Eryk z założonymi rękami na piersi i obserwował poczynania dziewczyny z małym uśmiechem na twarzy. Helen stałą czujnie ze swoim badylem niedaleko blondyna, któremu zostało zrobione zdjęcia od nosa w górę. Patrzył się w obiektyw swoimi zielonymi oczami.
Czekoladowo- włosa znalazła się na końcu korytarza, a reszta grupy powoli posuwała się za nią. Rozglądnęła się po otwartej przestrzeni przy głównych drzwiach. Na ścianach wisiał jeden obraz przedstawiający krajobraz, a w prawym rogu stała lada. Na podłodze dostrzegła odciśnięte na kurzu ślady stóp. Wyglądały jakby należały do mężczyzny i prowadziły od drzwi do połowy korytarza, gdzie z każdym krokiem powoli traciły wyrazistość. Przydeptała je swoimi odciskami butów. Nie chciała niepotrzebnie wprowadzać paniki bo nawet nie wiedziała czy te ślady są dzisiejsze czy może sprzed kilku dni, a nawet lat.
Reszta dotarła do niej i rozglądnęła się po pomieszczeniu, po czym postanowili ruszyć na pierwsze piętro po schodach. Poręcz była metalowa i chłodna w dotyku.
W międzyczasie blondyn robił kilka zdjęć sobie i reszcie. Czasami ustawiali się przed telefonem i wygłupiali się przed obiektywem, a czasami po prostu Charles cykał im fotki z ukrycia.
Pierwsze piętro nie różniło się za bardzo od partera. Korytarz najpierw szedł prostopadle do schodów, a na końcu skręcał w prawo. Tam też znajdowały się szereg zamkniętych pokoi. Jedno z nich było otwarte na oścież. Na podłodze był narysowany czerwoną farbą pentagram, a na ścianie czarny, krzywy napis ,,Strzeż się” Pod nim były już napisane inne zdania, typowe dla graficiarzy m.in ,,Arek tu był 10.03.15”; ,,Mati kocha Monikę”; ,,Monika ty głupia” oraz sprośne rysunki.
Ewidentnie ten Mati dawał upust swojej złości bo niezły kawałek ściany był obsmarowany tekstami obrażający dziewczynę. Same zdania ,,Mati kocha Monikę” było przekreślone, grubym wgłębieniem.
Do pokoju pierwsza weszła Ad i widząc narysowany pentagram i największy napis, przewróciła tylko oczami. Uważała to naprawdę za słabą próbę przestraszenie i głupi żart. Mimo to i tak poczuła dziwny niepokój. Miejsca i jej się udzieliło. Tak samo jak nerwowe zachowanie blondynki.
Eryk zagwizdał cicho widząc to wszystko. Wszedł do pokoju i zaczął czytać napisy. Szybko jednak zaniechał tą czynność bo widząc obrzydliwe rzeczy, skrzywił się i wyszedł z pokoju, a tuż za nim Ada. Charlesa zamiast tego wszedł do pomieszczenia i wyszedł z niego tak szybko jak wszedł z przestraszoną miną. Wsunął swoją rękę pod łokieć Helen, która zmierzała do środka i zawrócił wraz z nią.
-Śmierdzi tam strasznie. Nie idź tam lepiej- uśmiechnął się nerwowo.
-Eeee no dobra- powiedziała zdezorientowana, ale nie protestowała.
-W ogóle musisz im jakieś z konkretnego miejsca wysłać te zdjęcie?- zapytała blondyna ciemno włosa.
-Tak. Powiedzieli, że mam im wysłać zdjęcia z ostatniego piętra na tle drzwi
-A nie może być to pierwsze lepsze zdjęcie na drzwiach?- spytała z nadzieją Helen.
-Jak bym tak mógł to byśmy tu nawet nie wchodzili. Niestety cwaniacy tu byli i pamiętają jak wygląda ostatnie piętro, a do tego te drzwi mają mieć napis ,,Bianka i Edward tu byli lol”- westchnął.
Weszli ponownie na schody i zaczęli się piąć nimi na górę. W międzyczasie Charles puścił ramię dziewczyny, kiedy zorientował się, że coś za długo tak razem idą. Uśmiechnął się nerwowo i przez przypadek ściągnął swoją czapkę, którą po chwili ponownie założył na głowę. Helen zaśmiała się krótko.
Ostatnie piętro miało rozmieszczenie kropka w kropkę tak samo jak parter. Stawiając pierwsze kropki na podłodze, zaskrzypiała niemiłosiernie. Smród wilgoci tutaj nie był aż tak wyczuwalny jak na dole.
-Nie wydaje wam się, że ten układ pomieszczeń nie przypomina czegoś innego niż domu pogrzebowego?- zadała pytanie Ad- Jakby bardziej bym powiedziała, że to jakieś noclegi kiedyś tu były
-W sumie nie wiem- wzruszył ramionami Fido- Nigdy nie byłem w domu pogrzebowym
-Ani ja- przyznała Helen.
-Ja byłem- powiedział cicho Eryk bardziej do siebie niż do nich.
-Co mówiłeś?- zapytała bruneta, idąca obok niego Żurawska.
-Nic, nic- odparł szybko.
-Są!- krzyknął rozentuzjowany blondyn.
Stał w miejscu przed białymi prostymi drzwiami, drugimi w kolejności. Wpatrywał się w dużych rozmiarów czarny napis. Pod nim widniało liczba 20 wyrysowana w systemie rzymskim.
-Ale originali- prychnął widząc zapisany wiek.
-To co fotka i spadami?- rzuciła uśmiechnięta Helen.
Na samą myśl o wyjściu z tego miejsca jej humor się polepszył.
-Masz, zrób kilka- podał dziewczynie swój telefon.
Ustawił się przed drzwiami, tak by nie zasłaniać napisu. Helen odsunęła się jak najdalej, by dobrze uchwycić całość. Ad i Eryk stanęli obok niej.
-Pokaż im to- powiedziała wyższa dziewczyna i ukazała środkowego palca.
Charles parsknął śmiechem i właśnie wtedy Żurawska nacisnęła przycisk do robienia zdjęć. Idealnie załapała moment szczerze roześmianego chłopaka. Na ten widok sama podniosła kąciki ust do góry.
Porobili też kilka sobie zdjęć, a także z bliska słowom wyrytym na drzwiach.
Przeglądając zdjęcia w telefonie usłyszeli niepokojący dźwięk, jakby szuranie czegoś ciężkiego o podłogę. Natychmiast zamarli w pozycji jakiej stali. Odgłos nie umilkł.
-Słyszeliście też to?- szepnęła wystraszona Helen.
-Tak- odpowiedzieli cicho wszyscy.
Stanęli do kierunku, z którego dochodził dźwięk, czyli naprzeciwko końca korytarza i przygotowali się na atak. Powoli wycofywali się do tyłu w kierunku schodów. Blondynka uniosła swojego badyla do góry i zacisnęła mocno na nim palce. Siłą woli powstrzymywała siebie, aby nie zerwać się do dzikiego biegu. Charles za to zacisnął swoje pięści z całych sił.
Najpierw pojawiły się duże palce, które złapały się ściany. To właśnie wtedy wszyscy wstrzymali oddech. Później szybko wyłoniła się twarz starszego mężczyzny pokrytego licznymi zmarszczkami i z siwą, długą brodą. Włosy miał niemalże białe i pokryte brudem. W oczach czaiło się szaleństwo i gniew. A źrenice były nienaturalnie zwężone.
-TO MOJE BAGNO!- ryknął na całego i obszedł ścianę, pokazując się w całej menelskiej okazałości- WYJAZD
Zwykła czerwona bluza z odpadającym materiałem na brzuchu, będącym kiedyś kieszenią. Szerokie brunatne spodnie i zwykłe zajechane buty były strojem, jak się okazuje, pana całego przybytku. W ręce trzymał łom, który ciągnął się po ziemi,
Nikt nie słyszał groźby starszego mężczyzny który skutecznie został zagłuszony przez okrzyk Helen i całej reszty. Najdłużej krzyczała blondynka. Eryk tylko patrzył z wytrzeszczonymi oczami na całą tą sytuację, stojąc jak wryty w ziemię.
Żurawska po swoim krzyku pełnym grozy, zamachnęła się swoją bronią i rzuciła w kierunku właściciele prawnego czy nieprawnego, swoim badylem. Niestety mężczyzna okazał się mieć dobry refleks i uniknął rzut. Rozwścieczyło go tylko i zawarczał na nich.
Nie czekając długo zerwali się do szaleńczego biegu, a tuż za nimi menel albo ćpun. Sami nie byli do końca czy mężczyzna jest w pełni rozumu, ale nie chcieli nawet tego sprawdzać.
Pokonali długie schody o mało co się na nich nie zabijając. W tle słyszeli wrzaski i groźby nieznajomego. W końcu wyszli na podwórko, ale nawet wtedy nie zwolnili. Skręcili w inną stronę niż w tą, którą przyszli i natrafili na wysoką, wyłowioną trawę. Nie mieli czasu na zawracanie. Zaczęli się przez nią przedzierać.
Facet był tak blisko już nich, a ta cholerna trwa w niczym im nie pomagała.
U każdego z nich zdenerwowanie rosło, słysząc coraz wyraźniejsze słowa menela. Mieli tylko nadzieję, że nie postanowi rzucić swoim łomem w ich kierunku bo wtedy dopiero mieli problem.
Usłyszeli głośne przekleństwo należące o dziwo do Ad. Charles i Helen będący na początku. Spojrzeli się za siebie i zobaczyli leżącą na ziemi dziewczynę. Podnosiła się z pewnością za wolno, a nie mieli na to czasu już. Twarz Wojnar wyrażała grymas bólu. Trzymała się za prawe kolano.
W ten to przyszedł zbawiciel sytuacji, czyli Eryk. Porwał dziewczynę w ramiona i przyspieszył całkowicie równając się z przodem. Teraz wycisnęli z siebie wszystkie siły i pokonali furtkę. Mimo to nie poczuli się w żaden sposób bezpieczniejszy pokonując tą granicę. Nadal biegli nie odwracając się nawet na sekundę. Nie mieli ochotę oglądać pieniącego się ze wściekłości jakiegoś ćpuna, który po kilku metrach od swojego budynku zwolnił i powoli przestawał gonić uciekinierów. Ale siłę na dalsze wrzaski posiadał bo ani na sekundę nie przestawał cisnąc w nich wszystkie obelgi świata.
***
Świat niebezpiecznie zafalował i stracił ostrość.
Po chwili wrócił na dawne tory.
Z ziemi obok starego budynku, tego samego, który zwiedzali Ad, Charles, Helen i Eryk leżała młoda dziewczyna. Jej ciało migotało, raz po raz stawała się przezroczysta. W końcu jej stan się ustabilizował i powoli podniosła się na nogi.
Złapała się za głowę, na której były czarne krótkie włosy. Niektóre kosmyki włosów opadały jej na czoło.
Nabrała powietrza po raz pierwszy w tej dziwnej ,,rzeczywistości” i otworzyła swoje jasno niebieskie oczy. Rozejrzała się dookoła.
Jej niezdrowo chuda sylwetka ostatni raz zamigotała. Wtedy też dziewczyna zamknęła oczy i wyglądała na skupioną. Otworzyła je ponownie dopiero, gdy jej stan się ustabilizował.
Mocny, niespodziewany wiatr porwał jej białą, za dużą koszulę i czarne dresy. Wyglądało jakby swoimi siłami chciał przepędzić niechcianego gościa ze swoich ziem.
Dziewczyna machnęła na to ręką i uspokoiło się momentalnie. Zdziwiło ją to.
-Udało się- wymruczała do siebie.
Jej głos skrzekliwy, robotyczny. Brzmiał jak zepsuty odbiornik.
Na twarzy nieznajomej powstał szyderczy uśmiech, pełen poczucia zwycięstwa.
Popatrzyła tam, gdzie jeszcze niedawno stała Ad, że swoimi przyjaciółmi.
Zaczęła iść w jego kierunku.
***

Siedzieli na ławce na przystanku autobusowym, łapiąc ciężko powietrze.
Eryk, Helen i Charles patrzyli na siebie znacząco. Nie musieli nic mówić, by każdy z nich wiedział co drugi ma na myśli, zwłaszcza, że wszyscy trzej dostali te same komunikaty, niewidoczne dla samej Ad. Sama ona zdziwiła się widząc ich razem z takimi minami. Szybko zapomniała o całym tym zamieszaniu. Tępy ból, taki sam jaki dopadł ją po obudzeniu się w szpitalu, skutecznie jej w tym pomógł.
-Mam deja vu- oznajmił brunet po ciszy jaka nastąpiła po szaleńczej ucieczce.
-Ty ja też- rzuciła blondynka olśniona.
-To się wydarzyło na wycieczce szkolnej kiedy też uciekaliśmy- powiedział Fido.
-Tylko wtedy to Helen była poszkodowana, a nie ja- zaśmiała się krótko Wojnar.
Jej dwie ręce były brudne od zieleni, spodnie rozerwane w okolicach kolana. Sama część ciała była lekko opuchnięta i delikatnie krwawiła.
-Jak to mówią do trzech razy sztuka, nie?- skwitowała blondynka.
Nie wiadomo było czy się śmieje czy bardziej płacze.
-Błagam cię nawet nie kracz, że jeszcze raz będziemy musieli takie coś przeżyć- mruknęła ciemna brunetka.
-Chodźmy lepiej do mnie- podał swój pomysł Charles- Jest nie daleko
Wszyscy podnieśli się z ławki. Ad zajęło to trochę dłużej. Syknęła z bólu.
-Wziąć cię znowu na ręce?- zaproponował Eryk, patrząc troskliwie na dziewczynę.
-Mój honor stanowczo przeczy temu pomysłowi, aaaale że nie chce mi się kuleć to tak. Możesz mnie wziąć
-Ale nie na pannę młodą- dodała szybko, widząc do czego ruchy bruneta zmierzają.
Widząc niezrozumienie na twarzy przyjaciela wyjaśniła, żeby wziął ją na po prostu na plecy. Dlatego też Eryk przykucnął, a ona wdrapała mu się plecy. Objęła rękoma jego szyję.
-Wiem co sobie myślisz, Helen- rzuciła prześmiewczo, widząc szeroki uśmiech dziewczyny.
-Nie wiem o co ci chodzi- odwróciła głowę i udawała, że komin jednego z domu stał się nagle interesujący.
-Charli widzę, że robisz te zdjęcia- prychnęła śmiechem.
-Eeee nie- schował telefon za siebie.
-Dobra, a teraz w drogę!- rozkazała i uniosła rękę do góry.
Eryk ruszył wzdłuż chodnika, śmiejąc się krótko.
-Dobra, a teraz w drogę!- rozkazała i uniosła rękę do góry.
Eryk ruszył wzdłuż chodnika, śmiejąc się krótko.
Charles i Helen, będący tuż za plecami dwojga pozostałych przyjaciół, rzucili porozumiewawcze spojrzenie. Dobrze wiedzieli co właśnie sekundę się temu wydarzyło. Tak samo jak Eryk.
Byli w niebezpieczeństwie.
-Ale gdzie wy idziecie?!- krzyknął na oddalających się przyjaciół- Nawet nie wiecie gdzie iść
-Proszę cię tutaj jest tylko jedna droga!- odkrzyknęła mu niesiona dziewczyna.
Obydwoje blondyni podbiegli do reszty, aby za bardzo się nie oddalić i przypadkiem nie rozdzielić.
Szli tak po chodniki kierowani przez Fido dogryzają sobie i wzajemnie się śmiejąc.

***

Dotarli do domu Charlesa, który faktycznie był niedaleko. Budynek był cały biały z dwoma podpierającymi balkon kolumnami. Wchodziło się do niego najpierw przez ozdobną ścieżkę, mijając fontannę i dekoracyjne krzewy. Później pokonywało się białe schody i stało się przed bezowymi drzwiami.
Charles otworzył je za pomocą srebrnego kluczyka i znaleźli się w małym przedsionku, gdzie pozostawione były równo ułożone buty oraz zawieszone kurtki na haczyki, przytwierdzone do ściany.
Rozebrali się i udali się do następnego pomieszczenia. Naprzeciwko nich stała szara kanapa zwrócona do nich bokiem tuż obok szklanych drzwi prowadzących na taras. Po lewej stronie stał długi stół wraz z jasnymi krzesłami. Bliżej nich, po tej samej stronie znajdowała się biała kuchnia. Calutka biała.
-Nie ma moich rodziców jakby co – oznajmił Charles wszystkim, otwierając przy tym lodówkę i sprawdzając czy cokolwiek jest. Nie było nic wartego uwagi i z powrotem ją zamknął.
Zajęli się ranami Ad, a blondyn w tym samym czasie wysłał wszystkie zrobione zdjęcia do swojego porąbanego rodzeństwa. Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
Jego telefon zawibrował i puścił piosenkę ,,Drag me down” od One Direction. Charles wstał z kanapy, na której wszyscy siedzieli i nerwowym krokiem podszedł do swojego urządzenia na stole. Wyglądał jakby miał zaraz kogoś rozszarpać bo dobrze wiedział, że to nie on ustawił ten dzwonek, znienawidzonego przez niego utworu.
Zapewne była to Bianka. Był tego 100% pewien.
-Halo- zapytał do telefonu, gdy sobie przyłożył go do ucha.
-Stęskniłeś się?-zapytał uroczy głosik.
Helen podeszła do chłopaka i nasłuchiwała rozmowy z przybliżonym uchem do urządzenia. Reszta obserwowała rozwój wydarzeń znad siedziska.
Charles na słowa siostry miał ochotę powiedzieć ,,Nie, nie stęskniłem się, a teraz daj mi pieniądze i nie dzwoń do mnie nigdy więcej i w ogóle zniknij z mojego życia”, ale zamiast tych słów odparł:
-Co się stało, że dzwonisz
-No jak to po co?- udała zdziwienie- Chciałam zobaczyć czy mój braciszek żyje po spotkaniu z panem Mariuszkiem
Ad zobaczyła zdziwiona minę blondynki, dlatego wstała i podeszła do pozostałej dwójki bo nie usłyszała słów, które spowodowały taką minę u dziewczyny. Eryk widząc przemieszczenie się niebieskookiej również ruszył jej śladem. Teraz wszyscy kleili się do Fido, by usłyszeć jak najwięcej.
-Wysłałem ci zdjęcie przecież- westchnął zmęczony.
Rzucił wszystkim spojrzenie, które pytało ,,co wy robicie do cholery”.
Włączył telefon na głośnomówiący i oddalił go od siebie na swojej dłoni. Wokół niego zrobiło się nieco lżej, ponieważ reszta odsunęła się w stronę komunikatora. Wcześniej nie było nawet jak łapać powietrza bo wszyscy otoczyli go ze wszystkich stron.
-Oj tam, oj tam- rzuciła beztrosko- Możesz wszystkim powiedzieć, że właśnie pokonałeś lęk praktycznie każdego dzieciaka i wszedłeś na teren opuszczonego psychiatryka, pokonując przy tym miejscowego narkomana
-Co- wydał z siebie tylko.
Żurawska wyglądała jakby miała zaraz zemdleć na słowa siostry Charlesa.
-Ale w sumie to spoko gościu tylko się denerwuje jak ktoś wchodzi na jego teren
-Przecież on był niebezpieczny! Mogło nam się coś stać!- skwitował zdenerwowany.
-Zagwarantowałam wam rozrywkę. Nie musisz dziękować
-Ty jesteś…
-Wspaniała wiem- dokończyła za niego- Pieniądze dojdą ci jutro
-Czemu nie powiedziałaś prawdy co to było za miejsce, co?
-Tak było ciekawiej!- odparła radośnie- A teraz buźki!
-Czekaj no
Rozłączyła się.
-Ja nie wierzę- wyrzuciła z siebie przejętym głosem Helen- Muszę zrobić oczyszczającą kąpiel bo tym wszystkim!
-Niereformowalni- powiedział Eryk, a w jego tonie wyczuwało się złość

Rozdział 15
,,Powiedzcie choć raz coś co jesteście w stanie wykonać ”

Według Ady zmieniło się wiele od ostatniego piątku. Niestety tylko ona podzielała ten pogląd.
Wszyscy, Charles, Eryk i Helen zachowywali się jak nie oni. Stali się bardziej podobni względem siebie przyjmując podobne sobie cechy. O ile już wcześniej brunet był troskliwy, co można było dopiero zauważyć po głębszym poznaniu, to dla pozostałej dwójki były to nieco dziwne stać się nagle z dnia na dzień opiekuńczym. Można byłoby się pokusić o użycie pojęcia ,,nadopiekuńczy”.
Nie rozstawali się z dziewczyną nawet na krok i odprowadzali zawsze ją pod peron, bacznie obserwując wszystko dookoła. Stali się czujni i poważni, choć skutecznie próbowali zakładać maski i mówić, że wszystko jest w porządku.
Kwestią było czy próbują siebie oszukać czy jeszcze Ad bo sama dziewczyna nie wierzyła im nawet przez sekundę bo nikt nagle nie zmienia się tak nagle bez wyraźnego powodu.
Innym problemem i nurtującą sprawą były ciągłe nawroty bólu głowy, które nie raz zaburzały jej pole widzenia, tak że wszystko wokół niej falowało i wibrowało. Niczym pustynny miraż.
Stała wraz z Charlesem przy szafkach szkolnych tuż obok klasy na parterze. Rozmawiali sobie o przyziemnych sprawach, a sam chłopak zachowywał się w typowy dla siebie sposób.
W pewnym momencie spojrzał znad ramienia ciemnej brunetki i posępiał na ułamek sekundy. Po chwili znowu przywdział ten sam wyraz twarzy co wcześniej.
Nie umknęło to uwadze dziewczyny. Chciała odwrócić się za siebie, żeby spojrzeć co tak przykuło uwagę blondyna, ale nie zdążyła tego zrobić kiedy to chłopak złapał ją za ramię, skutecznie uniemożliwiając jej obrót.
Podniosła jedną brew do góry i powędrowała wzrokiem najpierw na uchwyt Charlesa, a później na jego twarz. Uśmiechnął się nerwowo.
-Chodź ze mną- wydał ciche polecenie i pociągnął ją za sobą dalej wzdłuż korytarza.
Przeciskali się między ludźmi, którzy zasłonili jej widok dookoła siebie. Nie zobaczyła już nic dziwnego kiedy rzuciła szybkie spojrzenie do tyłu bo nawet jeśli coś tam było to zostało skutecznie zasłonięte przez sylwetki innych uczniów. Charles dalej prowadził, trzymając delikatnie za jej nadgarstek.
Pokonali schody i znaleźli się na pierwszym piętrze, gdzie panował mniejszy ruch niż na parterze. Dalej szli, tym razem obok siebie, a chłopak puścił jej dłoń. Nie zawstydził się. Obeszło go to totalnie, a było to już co najwyżej dziwne.
-Charli możesz wyjaśnić mi o co chodzi?- zapytała Wojnar, twardym stanowczym głosem.
-Jest tam ktoś kogo nie chce widzieć- rzucił tajemnico.
-Charles- zaczęła groźnie- Mów rzesz. Dobrze wiesz, że nie jestem głupia ani ślepa
Skręcili w bok, mijając przy tym kilku ludzi, co dało dodatkowy czas dla blondyna na odpowiedź.
-Wiem, naprawdę wiem, ale nie mogę ci powiedzieć na razie
-Jaka szczerość- prychnęła- Powiesz mi za to chociaż gdzie idziemy?
-Szlag- zaklął pod nosem.
-To nie jest moja odpowiedź- zdążyła tylko tyle powiedzieć, kiedy to Fido pociągnął ją za sobą do jednej z otwartych klas i zamknął drzwi.
Same drzwi miały jedno szklane okienko przez, które można było zobaczyć wszystko po drugiej stronie. Chłopak przekręcił w zamku kluczyk. Nie wiadomo było skąd, ani kiedy go wytrzasnął. Po prostu nagle pojawił się w jego dłoni. Następnie chwycił zdezorientowaną przyjaciółkę i poszedł z nią na koniec sali. W koncie tuż za rzędem biurek z komputerami przy ścianie, kucnął. Złapał za dłoń Ad i pociągnął ją na dół, tak by znalazła się w takiej samej pozycji co on.
Dziewczyna miała ochotę coś powiedzieć, kiedy to nagle blondyn zakrył usta swoją ręką. Drugą nakazał zachować milczenie i odchylił głowę w stronę drzwi. Nasłuchiwał.
Ad miała tylko nadzieję, że nikt ich nie nakryje ich klasy w tej dwuznacznej pozycji, będąc sam na sam w pustej sali z blondynem. Inni twierdzą, że jest z Helen, a jeszcze inni, że właśnie z nią. Gdyby zobaczyli ten moment na pewno by wszyscy jednoznacznie stwierdzili, że są razem.
A to wszystko było bzdurą totalną.
Po obserwacji jego zachowań mogła śmiało stwierdzić, że nie jest w kręgu jego zachowań, ani żadna inna dziewczyna. Nie mówiła o tym nikomu, ale nie dlatego by oszczędzić przykrości koleżanką, które lecą na Charlesa. O nie, zdecydowanie nie o to chodziło. Po prostu jeśli chłopak będzie chciał się z tym faktem z kimś podzielić to będzie jego sprawa kiedy to zrobi i czy w ogóle. Sama ona nie chciała się wtrącać i niepotrzebnie utrudniać jeszcze bardziej mu życia.
W pewnym momencie ostry ból głowy zaatakował Ad. Zakręciło jej się w głowie i myślała, że zaraz odpłynie. Powoli już osuwała się w tył. Na szczęście w porę złapał ją blondyn, a przynajmniej tak myślała po poczuciu obcej skóry na sobie. Nic nie widziała. Na moment straciła widoczność.
Powinna udać się z tym do lekarza, ale problem polegał na tym, że jakaś obca jej siła na to nie pozwalała. Czasem w ogóle zapomniała, że ma takie ataki bólu.
Poczuła się po chwili lepiej i zauważyła, że siedzi oparta o ścianę, a naprzeciwko niej klękał blondyn ze zmartwioną miną.
-Lepiej?- zapytał troskliwie.
-Myślałam, że odlecę- w jej głosie można było usłyszeć drwinę.
-Chodźmy do Eryk. Da ci jakieś tabletki
Podniósł się z ziemi i pomógł wstać Adzie, które nie potrafiła złapać równowagi. Odczekali chwilę aż się jej polepszy i dopiero wtedy ruszyli.
Fido otworzył drzwi swoim kluczykiem i najpierw wyjrzał za próg, i rozejrzał się na boki. Dziewczyna nawet nie pytała o to wszystko bo dobrze wiedziała, że chłopak odpowie jej wymijająco. Obserwowała tylko blondyna, jak i później otoczenie kiedy wyszli z sali. Może dzięki jakimś dedukcją dojdzie do sedna prawdy.
Bo nie zbliżały się jej urodziny, ani nawet pozostałej trójki. Inne opcję w głowie też wyeliminowała.
Przeszli przez jeszcze jedno piętro i dotarli do sali 312, gdzie stał już tam Eryk z innym nieznanym im chłopakiem.
Dzisiejsze włosy miał jak zawsze związane w niskiego kucyka, a cały jego strój wpadał w ciemne barwy, jak i styl teachwearu. Jego ulubionego.
Brunet kiedy ich zauważył uśmiechnął się delikatnie i niezauważalnie dla dziewczyny, skinął krótko głową w stronę Charlesa. Porozumiewali się bezgłośnie.
-Masz może tabletki na ból głowy?- zapytał na wstępie blondyn bez żadnego powitania.
-A pielęgniarka nie ma?
-Jest rano, jej wtedy nigdy nie ma- westchnął.
-Poczekajcie
U swoich nóg miał ciemny, duży plecak. Schylił się ku niemu i zaczął grzebać w poszukiwaniu opakowania leków. Znajomy Eryka w tym czasie rzucił coś do chłopaka i oddalił się do innych swoich kumpli. Po sekundzie wstał z paczką i podał ją w stronę dziewczyny.
-Skąd wiesz, że ja ich potrzebuję?- zdziwiła się i zabrała tabletki z jego dłoni.
-Ewidentnie widać, że ich potrzebujesz- wzruszył ramionami.
-Dzięki- uniosła lekko kąciki ust do góry.
Posiedzieli do końca przerwy razem, gadając na różne nieistotne tematy. Charles nawet przytrzymał Ad, która chciała wrócić pod ich klasę, kilka minut po dzwonku. Wrócili do siebie dopiero, kiedy Eryk wszedł wraz ze swoją klasą do środka sali.
Podczas samej rozmowy obal zdawali się czegoś wyciekiwać, uważać na coś bo niespokojnie spoglądali znad ramienia dziewczyny i rozglądali się czasami dookoła.
Niebieskookiej strasznie się to nie podobało i denerwowało niemiłosiernie. Sama przez to wszystko już nie czuła się tak bezpiecznie i spokojnie.
Odwróciła się gwałtownie w stronę okna podczas trwania jednej z lekcji, siedząc obok jednego z nich wraz z blondynem. Serce biło jej szybko, a ręce drżały. Zaczęła łapać ciężko powietrze.
-Co się dzieje?- zagadnął Charles, widząc stan dziewczyny.
-Wydawało mi się…- nie odrywała wzroku od szyby- Że coś jest obok i mnie obserwuje

***

Po kilku dniach niespokojnych dniach nastał weekend. A dokładniej sobota. Dzień, w którym miała się spotkać z Helen na babskim wieczorze (jak to określiła sama) oraz jeszcze z jej jedną koleżanką. Nie pamiętała jej imienia i nie cieszyła się z faktu, że to właśnie ona będzie na nocce, dobrze pamiętając jak obficie kleiła się do Charlesa podczas przygotowań do imprezy urodzinowej Żurawskiej. Nie rozumiała jak sama dziewczyna potrafiła się z nią przyjaźnić. Na to pytanie Helen oznajmiła, że to jest naprawdę spoko osoba tylko, że za bardzo jej zależy na zdobyciu chłopaka. Dlatego właśnie Ad wylądowała z zaproszeniem na babski wieczór, aby bliżej poznać koleżankę blondynki. Dziękowała w duchu, że nie wspomniała jeszcze o dwóch innych jej koleżankach, które również nie trawi. Nie dałaby radę powstrzymywać żądzę uduszenia tej trójki. Oczywiście też nie pamiętała jak wszystkie koleżanki Helen się nazywają bo jakoś nie specjalnie ją to interesowało. Nie miała w planach się więcej z nimi spotkać.
A tu jednak taka niespodzianka.
Stanęła przed drzwiami do domu swojej przyjaciółki i nacisnęła przycisk przy furtce. Czekała cierpliwie na otwarcie.
Nagle ujrzała czyją sylwetkę idącą za tyłów domów, która powoli zbliżała się w jej kierunku.
Dziewczyna z pewnością nie była Helen, ponieważ posiadała mocno niebieskie włosy, a jej grzywka w odróżnieniu do blondynki była ułożona na bok. Ubrana była w czarną luźną koszulę i szerokie beżowe spodnie.
Ad tylko z czystej kultury pomachała koleżance Helen. Tego samego nie można było powiedzieć o drugiej dziewczynie, która nie oznajmiła gestu. Można było stwierdzić, że niebieskowłosa nawet nie zauważyła ciemnej brunetki u, której irytacja wzrosła.
Założyła ręce na piersi i postanowiła zaczekać aż tamta się zbliży, wystarczająco by można było zapytać się czy matka natura obdarzyła ją ślepotą. Z pewnością nie zamierzała podnosić głosu.
Czekała i czekała, a dziewczyna dalej nie podeszła do niej. Uniosła na nią wzrok z wcześniej wbitym spojrzeniem w telefon i zaczęła się na nią patrzeć, a im dłużej to robiła tym dłużej wydawało jej się, że niebieskowłosa się nie porusza. Wyglądała bardziej jakby zawisła w czasie i przestrzeni, a jej nogi poruszały się bez żadnego skutku. Na twarzy samej dziewczyny nie widniały oznaki strachu, lecz pogodny wyraz twarzy.
Ad przestraszyła się i cofnęła się kawałek do tyłu.
Po chwili zganiła się za to w myślach za bezsensowny strach i za wyimaginowaną ,,rzeczywistość”. Bo przecież niemożliwe byłoby, aby to działo się naprawdę. Mowy nie było o czymś takim. Pewnie były to objawy jej ostatniego omdlenia. Możliwe było, że zachorowała na coś.
Powolnym krokiem ruszyła w stronę koleżanki Helen, a z każdym krokiem jej niepokój rósł, a serce przyspieszało. Przy chowaniu telefonu do kieszeni swojej czarnej kurtki, mogła wyczuć drzeznie swoich rąk. Starała się uspokajać w myślach.
Stanęła najbliżej furtki jak się dało i nie odrywała wzroku od dziewczyny. Między jednym mrugnięciem a drugim owa dziewczyna znikła. Tak po prostu, jakby jej nigdy tam nie było. Dezorientacja dopadła Ad, która zaczęła rozglądać się na wszystkie boki.
Wyczuła na sobie dotyk cudzej ręki i skamieniała momentalnie. Jej ciało oblał zimny pot. Nabieranie powietrza do ust stało się nagle utrudnione.
Obca dłoń obróciła ją ku sobie powoli. Nie odwracała się dopóki nie stanęła w twarzą w twarz ze swoją Helen.
Poczuła jak jej całe ciało się rozluźniło. Westchnęła głęboko, czują ogromną ulgę, że to ktoś zupełnie jej przyjacielski.
Swoje blond włosy miała spięte w ciasny długi warkoczyk. Usta zostały pomalowane krwistym kolorem, a rzęsy poprawione. Wpatrywała się w Ad spokojnym wzrokiem, z którego nie dało się wyczytać nic konkretnego. Jej twarz była blada, różniła się zupełnie od typowej karnacji Helen. Na sobie miała haftowaną białą sukienkę z rękawami, sięgającą jej do kolan. Była boso.
Wojnar przyszło do głowy, że jej przyjaciółka wygląda jak Marzanna, pani zimy i śmierci. Sama była zdziwiona sobą, że do głowy wpadło jej takie określenie, które bardziej by pasowało paść z ust samej Helen, a nie Ad.
-Dobrze cię widzę, naprawdę- odparła uradowana.
Poczuła się strasznie zmęczona, jakby cały ten stres wysysał jej wszystkie siły witalne.
-Obudzisz się na czas- nałożyła swoją dłoń na oczy ciemnej brunetki.
Nie wiedziała dlaczego znienawidziła słowa wypowiedziane przez dziewczynę. Przyprawiły ją o dreszcze i niepokojące uczucie deja vu.
Jej głos był inny, nie pochodzący zupełnie z tego świata. Nie emanował inflantywnoscią i żywiołowością, cech typowych dla Helen, a jednocześnie nie był przerażający. Ad czuła się bezpiecznie w jej towarzystwie.
Ada wyczuła, że spada. Wolno delikatnie, otulona ciemnością, okalającą ją dookoła. Nie wiedziała, w którym momencie straciła przytomność.
Obudziła się w swoim łóżku, w swoim domu i ubrana w swoją piżamę, w szarą koszulkę z nadrukiem i czarnymi krótkimi spodenkami. Choć wiedziała, że przyśnił jej się koszmar to nie spostrzegła żadnych typowych cech po przebudzeniu się z niego. Żadnej fali gorąca, utrudnienie oddechu czy roztrzęsienia. Czuła się zwyczajnie. Nie mogła sobie nawet przypomnieć, co dokładnie jej się śniło, choć wiedziała, że nie było to nic miłego.
Wstała z łóżka i postawiła swoje nogi na zimnej podłodze. Podeszła do okna i zamknęła go. Trzymając rękę na chłodnej szybkie i wpatrując się w puste pole za szybą, zalała ją natychmiastowa fala wspomnień ze snu, która wytrąciła ją z równowagi. Zakołysała się w tył i złapała się za głowę.
Poszła do Helen na nocowanie z jej koleżanką, która imienia nie pamiętała, choć dokładnie pamiętała jej wygląd. Niebieskie włosy do ramion, szczupłą sylwetka i średni wzrost. I z tą dziewczyną działy się niepokojące rzeczy. Następnie pojawiła się blondyna i się obudziła.
Skoro to wszystko nie wydarzyło się naprawdę to oznaczało, że aktualnie był piątek rano. A skoro był piątek rano to był to czas na pójście do szkoły, do której z pewnością była spóźniona. Nawet budzik zaspał w ten dzień i jej nie obudził.
Cholerny budzik.
Pognała szybko do swojego telefonu i ujrzała coś co zbiło ją z tropu. Nie odrywała wzroku od swojego wyświetlacza, wskazującego godzinę 9:12 w poniedziałek.
Faktycznie była spóźniona, ale nie w ten dzień co myślała.
Telefon wypadł jej z ręki i spadł, koziołkując kilka razy o ziemię. Nic sobie z tego nie zrobiła, zajęta analizowaniem nowej fali wspomnień, która uderzyła w jej świadomość, jak grom z jasnego nieba.
W sobotę była na nocowaniu u Helen wraz z jej koleżanką, które imię zaczynało się na K. Próbowała nie udusić poduszką niebieskowłosą, a pozorna zabawna w bitwę na poduszki wcale nie była wtedy tylko zwykłą grą. Gotowały, wykonywały spa i po prostu robiły to co zwykle się robi na nocowaniach. Irytowała ją dziewczyna z imieniem na K, ale w mniejszym stopniu niż na początku. Nawet dobrze się bawiła. Po tym wszystkim wróciła do siebie wieczorem i więcej nic ciekawego się nie działo.
Zapomniała o tym, a cała jej świadomość zrestartowała sobie cały weekend cofając się do jego początku. A to nie należało do małych rzeczy bo w końcu to były aż dwa dni różniące się od zwyczajnej rutyny. Dwa dni!
Teraz już pamiętała wszystko, choć jak za mgłą.
Zaczęła podejrzewać się o rozwój demencji, alzheimera i pamięci krótkotrwałej.
Kto wie może zrobiła sobie coś czego nie pamięta.
̷̰̰̰̰͟͟ ̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟b̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟o̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟ ̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟z̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟r̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟o̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟b̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟ḭ̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟ł̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟a̷̶̷̰̰̰̰̰̰̰̰͟͟͟͟

***

Młoda dziewczyna z czarnymi krótkimi włosami, opadającymi lekko na czoło siedziała pochylona z tlącym się papierosem w ręku.
Zbliżał się wieczór. Panowała jesień, a wraz z nią szybkie zachody słońca. Znajdowała się w małej alei z ogromnymi liściastymi drzewami, aktualnie pokrytymi złotymi barwami. Wokół nie było żywej bo samo miejsca mieściło się obok szkoły, która o takich godzinach nie była już obleganą placówką. Dopiero przy drodze na chodniku, raz na jakiś czas przemykał jakiś człowiek. Nie mógłby zauważyć kobiety, zbyt oddalony był od niej.
Od chwili pierwszego pojawienia się w opuszczonym budynku zmieniła swoje ubrania. Z zwykłych dresów nosiła teraz obszerną czarną katanę z wieloma kieszeniami, ciemne spodnie mogące pomieścić wiele rzeczy oraz szary golf. Na stopach miała glany z utwardzanym przodem.
Szukała kogoś i znalazła.
Była tak bliska swojego celu, tak blisko tej osoby, a i tak nie mogła się do niej zbliżyć. Dotknąć czy chociażby pogadać. Jej wszystkie starania były skutecznie udaremnione przez trójkę młodzieży. Nie zamierzała się poddać mimo to. Nie miała nic do stracenia, a jej jedynym celem było odzyskanie Ad.
Zaciągnęła się dymem papierosowym i powoli wypuściła go ze swoich ust, tworząc obłok szarego dymu.
-Powinnaś stąd odejść, Mis
Pomimo, że nie słyszała kroki zbliżających się osób, ani nie widziała to z pewnością wyczuwała nadchodzącą ich obecność.
Spojrzała znad dołu na chłopaka przed sobą.
Był to Charles Fido, blondyn o dłuższych włosach niż nieznajomej. Swoimi zielonymi tęczówkami wiercił dziurę w dziewczynie znad naprzeciwka. Całą swoją postawą mówił, że jest opanowany i gotowy do walki. Swoje ręce założył na granatowym swetrze, na którym była narzucona czarna, długa kurtka. Do tego miał szerokie beżowe spodnie i niebieskie trampki.
-Czasem się zastanawiam czy nienawidzę swojego imienia czy jego zdrobnienia- odparła spokojnym głosem, w którym można było wychwycić jeszcze dźwięki nie nastrojowego radia.
Z pewnością jej mowa brzmiała o wiele lepiej niż za pierwszym razem, już nie była tak całkowicie skrzecząca i charcząca.
-Dlaczego chcesz zrujnować to nad czym pracujemy i nad czym pracowaliśmy- do rozmowy dołączyła kolejna osoba o delikatnej, damskiej barwie.
Helen w białej haftowanej sukni, pojawiła się za Mis. Powoli i subtelnie stawiała kroki, a swoją ręką przejeżdżała po oparciu ławki. Gruby warkocz podążał za nią.
-Proszę was- prychnęła i oparła się o siedzenie. Zaciągnęła się po raz kolejny, a dym wypuściła do góry, odchylając przy tym swoją głowę- Dobrze wiemy, że to ją niszczy od wewnątrz. To nie jest sposób na ucieczkę. Chcemy jej bardziej pomóc niż karmić ją kłamstwami.
-Z tymi kłamstwami, na które sama się zgodziła. Pamiętaj- powiedziała zmysłowo blondynka.
Stanęła obok chłopaka. W jej oczach czaiło się coś niebezpiecznego, trzymającego stanowczo na wodzy.
Druga dziewczyna przewróciła oczami. Zgasiła papierosa i rzuciła go na ziemię, następnie go deptując.
-To, że ty tak twierdzisz nie oznacza, że każdy powinien robić to co ty uważasz za słuszne- zaakcentował Charles słowo ,,ty”- Są różne prawdy i twierdzenia, a my nic nie robimy złego…
-Pamiętaj kto tu jest tak naprawdę tym złym. Nawet posiadając swoje dobre intencje, są nadal twoimi dobrymi intencjami. Nikomu nie przeszkadzamy, nie krzywdzimy…-dodała blondynka.
Wplątała dłoń w tył włosów blondyna. Zamknął oczy rozkoszując się tą małą przyjemnością. Po chwili Helen zabrała rękę i mijając go od tyłu stanęła obok jego drugiego ramienia. Charles nie spuszczał oczu z Mis.
-Nie wiem nawet po co z nią gadacie, jak już to robiliśmy- warknął Eryk.
Wyłonił się znikąd i stanął pomiędzy dziewczyną, a dwójką swoich przyjaciół. Wszyscy na niego spojrzeli.
Wszystkie swoje włosy miał spięte w wysoki kucyk, a niesforne kosmyki zostały zepnięte ciemnymi wsuwkami. Górna część ubioru stanowiła tutaj czarną koszulę z białym kołnierzykiem i końcówkami rękawów. Do brązowego pasa podtrzymującego jego szare spodnie wisiał srebrny łańcuszek. Na nogach miał czarne adidasy.
-Powinniśmy ją zlikwidować- syknął jadowitym głosem w stronę kobiety.
-Oj Eryk, Eryk..- zacmokała- Jak zawsze opiekuńczy i troskliwy, nic się nie zmieniłeś, a mogliby ci trochę zabrać tych cech. Nie słyszałeś, że to co za dużo to niezdrowo?- uśmiechnęła się prowokująco.
-A jak widzę ktoś tu nadal brzmi jak stary regulator radia- zaśmiał się kpiąco- Wiesz stare rzeczy powinno się albo naprawiać albo wyrzucać na śmietnik. Z tobą już nic raczej nie zdziałamy. Jesteś niepotrzebna w s z ę d z i e
Mis zacisnęła mocno zęby. Na jej twarzy pojawił się grymas złości, zaś u bruneta przejaw zwycięstwa bo dobrze wiedział, gdzie uderzyć w czuły punkt dziewczyny.
-I tak się nie pozbędziecie mnie- oznajmiła pewna siebie- Wasz program upadł i już się nie podniesie
-Jakieś ostatnie słowa?- zignorował Charles jej słowa- Daliśmy ci wystarczająco już dużo czasu. Twoja obecność stanowczo zatruwa wszystko wokół
-Tak Charli, mam- uniosła kąciki ust do góry w złośliwym geście.
Blondyn zmarszczył brwii i syknął, najzimimniejszym tonem na jakim było go stać:
-Nie mów tak do mnie. Tylko niektóre osoby mają do tego prawo
-Łapcie ją- rozkazał brunet i rzucił się w kierunku przeciwniczki.
-Powiedzcie choć raz coś co jesteście w stanie wykonać
Przeskoczyła ławkę i ostatni raz na nich spojrzała, pokazując dwa wulgarne gesty. Zadziorny uśmieszek wdarł się na jej twarz. Następnie zaczęła uciekać, a reszta zaczęła ją gonić.
Żądza krwii całkowicie nimi zawładnęła bo czas się powoli kończył. Musieli zrobić coś zanim świat Ad, a wraz z nim cały ich świat upadnie. Działali pod presją czasu, żyjąc w przekonaniu, że mogą zawieść, a to co dobre się skończy.
Biegli podążając za czarnowłosą. Pokonali szkolną alejkę, chodnik oraz drogę ze światłami, o mało co nie wpadając tam pod rozpędzone samochody, które z piskiem opon musiały zahamować przed samą trójką osób. Mis skutecznie ominęła przeszkodą idealnie schodząc z drogi na końcówce zielonego światła.
Wpadli do siedliska blokowisk i zakrętów. Dziewczyna zniknęła im za rogiem. Próbowali ją namierzyć jeszcze razem, gdy to nie przyniosło skutku postanowili się rozdzielić. Każdy ruszył w inną odnogę. Rozglądali się na boki, przeklinając w myślach swoje szczęście, jak i samą Mis.
Uwielbiali używać zrobienia jej imienia, dobrze wiedząc, że sama dziewczyna go nienawidzi.
Helen trafiła na plac zabaw otoczony wysokimi budynkami w samym centrum blokowisk. Wysokie budynki rzucały na otoczenie swoimi ogromnymi cieniami. Powoli zapadał zmrok. A ona rozglądała się wszystkiemu wokół.
Zaraz po niej przybyli Eryk i Charles. Spojrzeli na siebie i pokręcili przecząco głową. Dziewczyna zacmokała niezadowolona i kopnęła w ziemię. Kurz i piasek poleciał do przodu. Brunet zacisnął pięści z całych sił, które aż zblejały. Po chwili ruszył dalej, nie chcąc się poddać. Dobrze wiedział, że kobieta nie znikła w zwykły sposób i coś musiało jej w tym dopomóc. Na pewno zdobyła nowe umiejętności. Mogła być silniejsza od całej trójki. Sytuacja stawała się coraz poważniejsza.
Fido opadł na kolana, uderzył w ziemię swoimi pięściami i krzyknął z powodu całej tej bezsilności, nerwów, które zawładnęły jego ciałem. Ponownie czuł się bezużyteczny w obliczu zagrożenia.

Rozdział 16
,,Przyjaciele”

Tego dnia Ad i Charles nie mieli na nic siły i wyglądali bardziej jak cienie samych siebie, zmarnowanych przez życie. Tak też się czuli. Nawet z rana nie chciało im się ubrać nic wyszukanego i obydwoje przez przypadek ubrali taki sam zestaw ubraniowy, jak i kolorystyczny: czarną bluzę,jeansy i narzuconą na siebie oversize kurtkę jeansową, którą kupili razem na wyprzedażach. Na dodatek było im cholernie zimno bo za lekko się ubrali, jak na końcówkę listopada. Mróz szczypał ich w policzki, a oni próbowali zachować choć trochę ciepła poprzez zaciśnięte dłonie na piersiach i naciągnięte kaptury na głowach. Cieszyli się tylko z tego, że nie kończyli lekcji tak późno jak Eryk, mający na drugą zmianę w szkole. Zaczynał od 13, a kończył o 20. Tak się dosłownie nie dało żyć z takimi godzinami.
Szli po chodniku w małej, lesistej alei obok ich szkoły. Złociste liście całkowicie opadły z drzew i walały się po drodze. Wokół nie było jeszcze dużo osób, a zazwyczaj podczas przerw te miejsce było oblegane przez uczniów, który urządzali sobie tutaj palarnie.
Na ławce naprzeciwko nich z zachowaniem odległości, siedziała kobieta. Wyglądała na starszą od nich. Miała czarne krótkie włosy z opadającą grzywką i bladą cerę. Ubrane było również tak cienko i podobnie do nich, ale w przeciwieństwie do Charlesa i Ad, nie było widać, aby odczuwać chłód. Obserwowała ich swoimi niebieskimi oczami, przypominających te od Wojnar z tą różnicą, że było o wiele jaśniejsze od niemalże granatowych tęczówek dziewczyny. Jej postawa była luźna, a ręce spoczywały na oparciu ławki. W dłoni trzymała tlącego się papierosa.
Ciemna brunetka poczuła się nieswojo pod czujnym spojrzeniem nieznajomej. Całe jej ciało chciało zawrócić w drugą stronę i uciec jak najszybciej się da, a było to bardzo niepodobne dla Ad. Nie bała się ludzi tylko dzielnie stawiała im czoła, ale w tym przypadku poczuła jak jej życie jest zagrożone.
Do tego miała nieodparte wrażenie, że skądś kojarzy kruczoczarną. Wydawała jej się bliska.
Szybki ból głowy dopadł dziewczynę. Złapała się za bolące miejsce, a świat na chwilę stracił ostrość. Był to szybki atak, który po chwili szybko zniknął. Zazwyczaj trwały one zdecydowanie dłużej.
Charles trzymał ramię przyjaciółki, obawiając się o jej zachowanie równowagi. Trzymał ją mocno, ale nie na tyle by zrobić jej krzywdę. W końcu miał dosyć mocny chwyt.
-Powinniśmy trzymać się od niej z daleka- oznajmił, nie odrywając srogiego spojrzenia od kobiety, która teraz uśmiechała się nonszalancko.
Wstała z ławki, zaciągnęła się ostatni raz papierosem, po czym przycisnęła go do daszka od śmietnika stojącego obok niej. Potem wyrzuciła go do środka i zaczęła kierować się w ich kierunku. Ręce schowała do kieszeni jeansowej kurtki.
,,Rzeczywistość”, za idącą kobietę dziwnie pofalowała, migocząc. Przypominało to utratę połączenia z anteną u bardzo starych telewizorów. Ten akt trwał dosyć krótko. Wojnar tego nie dostrzegła, ale Charles już tak. Nie dał po sobie nic poznać.
-Tak, chodźmy…- zgodziła się nieobecnym głosem Ad.
Odwrócili się w stronę, którą przyszli i przyspieszyli kroku, chcąc oddalić się od dziewczyny jak najszybciej. Nie obchodziło ich, że autobus i pociąg, którymi mieli wrócić do domu zaraz miał przyjechać. Chcieli tylko zgubić nieznajomą, żeby dała im święty spokój. Dobrze wiedzieli, że nie mają paranoi i, że serio coś jest nie tak.
-Przed nią ostatnio uciekaliśmy?- zapytała Ad podczas szybkiego marszu w kierunku szkoły.
Postanowili ukryć się w budynku pełnego ludzi i tam zgubić nieznajomą. Za chwilę zaczynała się przerwa, więc to była doskonała okazja by ukryć się w gąszczu uczniów i przeczekać w jakiejś klasie czy innym miejscu. Chcieli też odnaleźć pozostałą dwójkę przyjaciół.
Nie odwracali się ani razu, a i tak czuli świdrujące na wylot spojrzenie, spoczywające na swoich plecach.
-Taak- odpowiedział z lekkim wahaniem blondyn.
-Wiesz kto to?- ciągnęła za język swojego przyjaciela.
Wiedział i prawdopodobnie nie tylko on o tym wiedział, pozostała dwójka też była w to zamieszana. Te całe ich dziwne zachowanie, niepokojące wręcz i trzymania buzi na kłódkę przyprawiała ją o irytację bo dlaczego nic nie mówili. Uważali ją za niegodną zaufania czy co? A jeśli była w jakiś zagrożeniu i chcieli ją chronić to tym bardziej powinna wiedzieć na co i na kogo uważać. Jeszcze w tym wszystkim zamieszane były jej ataki bólu głowy, amnezja czy zniekształcenie pola widzenia. Jednym słowem oszaleć można.
Więc widząc niezdecydowanie Charlesa czy jej powiedzieć czy nie o mało co nie wybuchła. Nie pamiętała kiedy ostatni raz czuła tak potężna dawkę poirytowania, że była na skraju agresji i pokazania swojej prawdziwej natury.
Fido widząc targajace emocje namalowane na twarzy dziewczyny i dobrze wiedząc, że jest na swojej granicy wytrzymałości postanowił powiedzieć prawdę.
Przekroczyli próg szkolny wraz z dzwonkiem szkolnym. Z klas zaczęli wychodzić uczniowie zalewając korytarze swoją obecnością i głośnymi rozmowami. Ad obróciła się w stronę drzwi z oknem i nie zauważyła w oddali nieznajomej. Nie wiedziała tylko czy to dobrze czy źle. Stanęli blisko ściany, by móc się lepiej słyszeć i nie przeciskać przez tłum ludzi.
-Ta kobieta chce ci zrobić krzywdę- powiedział wzdychając głośno.
-Hm fajnie- skomentowała ironicznie. Jej usta ułożyły się w prostą kreskę- A dlaczego?
– Obrała sobie ciebie za cel. Niedawno wyszła do ludzi z więzienia za pobicie i ewidentnie ma do ciebie problem. Też nie wiemy o co jej chodzi. Jest szalona. Nie znasz jej przypadkiem?
Chłopak balansował między prawdą a kłamstwem. Dziewczyna o tym nie wiedziała, bo sam blondyn nie dawał jej podejrzeń do tego. Wierzyła mu.
-Mam wrażenie właśnie, że znam, ale nie wiem skąd. Może miałam jakiś wypadek, o którym nie pamiętam? – odparła z wyraźnym przejęciem i niepewnością.
-To sny tylko- rzucił szybko i zdecydowanie- Chodźmy do Eryka i Helen oni ci więcej wyjaśnią
Podszedł do dziewczyny bliżej niż wcześniej i przytulił ją mocno. Ad zdziwiona jego zachowaniem na początku nie odwzajemniła przytulasa. Dopiero później również go objęła.
Nie mówiła mu o swoich snach i przebłyskach.
-Wróci wszystko do normy. Obiecuję, obiecujemy- szepnął niewyraźnie blondyn.
-Co tam burczysz?
-Że jak na kogoś kto jest śledzony przez niezrównoważona psychopatkę to jesteś wyjątkowo spokojna- odsunął się od niej i uśmiechnął delikatnie.
-A co mi po panice?- parsknęła krótkim, urywanym śmiechem- Helen to by już dawno zeszła na zawał
-Albo rzuciła się wojowniczo z ogromną gałęzią- dodał.
Ruszyli w stronę schodów na pierwsze piętro, gdzie swoje lekcje miał Eryk. W międzyczasie napisali do pozostałej dwójki o miejscu spotkania i, że jest to pilne. Kiedy postawili pierwsze kroki na korytarzu piętro wyżej nie zastali nikogo. Żadnej żywej duszy, a przerwa przecież jeszcze miała trwać przez dobre kilka minut. Była tylko cisza, żadnych innych dźwięków, jakby cały świat natychmiast zamarł.
Ad przechyliła głowę w stronę przyjaciela, a przynajmniej w miejsce gdzie powinien stać, ponieważ nie zastała żadnych śladów jego obecności. Nie zastała nikogo obok siebie.
Przestraszyła się i wycofała się kilka kroków. Gorączkowo zaczęła szukać wzrokiem Chalresa, który dosłownie wyparował albo po prostu nigdy nie istniał. Naszła ją myśl, że nigdy nie szła tutaj z chłopakiem, że po prostu sobie go wymyśliła. Ta myśl wstrząsnęła ją doszczętnie, ale zanim zaczęła się rozwijać w inne niepokojące przemyślenia, Ad zdusiła ją w zarodku. Wzięła głęboki wdech i spróbowała się opanować.
Na korytarzu panował chłód, które spowodowały gęsią skórkę u dziewczyny. Z jej ust wydobyła się para. Była to kolejna dziwna i nieprawdopodobna rzecz, ponieważ jeszcze przed chwilą było ciepło, a niemożliwe było, aby tak szybko spadła temperatura poniżej zera.
Zaczęła niespiesznie iść, obejmując się rękami.
Nagle usłyszała powolny stukot butów, odbijające się się echem po pustym piętrze. Stanęła obok granatowo- żółtych szafek szkolnych i utkwiła wzrok w miejscu naprzeciwko niej, skąd wyłoniła się zza ściany ta sama kobieta co wcześniej. Szła niespiesznie, wpatrywała się w dziewczynę z dłońmi w kieszeniach. Jej usta uformowały się w kpinę oraz triumf, który odczuwała. W niebieskich oczach czaiły się nuty szaleństwa i żądzy czegoś nieokreślonego.
Ciemna brunetka ściągnęła plecak i położyła go obok ściany. Nie chciała, aby ją obciążał, jeśli miałaby nagle rzucić się do ucieczki. Telefon miała przy sobie.
-Nawet nie wiesz jak trudno mi było odseparować cię od tamtych. Musieli mi w tym pomóc- zaczęła zatrzymując się przed dziewczyną w pewnej odległości.
Jej głos był czysty, nieskażony żadnymi nieprawidłowościami.
-Ja cię nawet nie znam- syknęła.
Jej ciało było przygotowane na atak bądź szybką ucieczkę. Obserwowała czujnie ruchy nieznajomej. Zaś kobietę zamurowało. Zniknęła kpina czy pewność siebie. Zamrugała kilka razy, po czym zmarszczyła czoło i powiedziała przez zaciśnięte zęby:
-Jak to mnie nie znasz
-No normalnie- prychnęła- Mam tylko przeczucie, że cię znam, ale nie wiem skąd. Nie wiem nie chodziliśmy razem do podstawówki czy coś?
-Nie denerwuj mnie nawet!- ostrzegła głośno.
Pokręciła z niedowierzaniem głową, a jej wzrok jeszcze raz zeskanował sylwetkę ciemnej bruentki. Widząc, że nie kłamie i jest również zbity z tropu jak ona, odparła spokojniejszym tonem:
-Jestem twoją siostrą do cholery
Wyraz twarzy Ad pozostał niewzruszony.
-Nie mam siostry. Jestem jedynaczką
-Bo mnie nawet kurwa nie stworzyłaś w tym świecie jak widać!- ryknęła z głosem przepełnionym goryczy- Naprawdę aż tak mnie nienawidzisz, że postanowiłaś mnie usunąć, ze swojego życia?
-Kobieto jak ja cię miałam stworzyć? To bym była prędzej twoją matkę niż jeżeli siostrą!- stwierdziła zdenerwowana dziewczyna.
-Dobrze- prychnęła. -I tak to się zaraz wszystko skończy. Użyję kodu i puf- pstryknęła palcami- Koniec pięknego twojego świata
-Idź się leczyć psycholu- machnęła na nią ręką.
Czarnowłosa otwierała już usta, kiedy to budynkiem zatrząsnął potężny grzmot. Wszystko wokół nich zawibrowało i zafalowało jednocześnie. Kiedy otworzyły swoje oczy, zdając sobie sprawę, że je zamknęli ujrzeli Eryk, stojącego przed rzędem okien. Jego postawa była lekko przygarbiona z wysuniętą nogą do przodu, oddychał ciężko i uniósł swój wzrok na obie dziewczyny. Włosy były spięte, a cały jego strój wpadał w styl teachwear’u. Wyraz twarzy wyrażał dużo emocji jednocześnie: ból, zmęczenie, strach i nienawiść.
-Obrońca się znalazł- rzuciła z pogardą Mis.
-Zniszczę cię. Rozumiesz?- wygłosił Eryk lodowatym głosem, przepełnionym ogromną dawką niechęci do kobiety.
-Powodzenia- zakpiła- A gdzie reszta, co?
Nie odpowiedział tylko nadal wpatrywał się w swojego wroga z ogromną dawką nienawiści.
Charles i Helen poświęcili się, aby mógł uratować to wszystko co znają. Przetrzymywali wroga i starali się kupić czas dla Eryka, by nieprzyjaciel nie zdołał się nawet nim zainteresować.
-Rozumiem- uniosła kąciki ust w złośliwym geście- Nie ma co czego ratować. Wszystko się sypie, a system pada- rozwarła ręce i po chwili opuściła je na dół.
Chłopak na nią ruszył i wykonał cios przed, którym kobieta się uchyliła. Skoczyła do tyłu i próbowała utrzymać dystans między Erykiem, a nią. Jeśli by ją dotknął, chodzby opuszkiem palców, nie skończyłoby się to dla niej dobrze. Nie musiał wiele robić by ją pokonać, ale nawet takie minimum stanowiło wyzwanie. Czarnowłosa idealnie omijała jego ciosy i rzucała w jego kierunku napotkane przez siebie rzeczy. W powietrzu leciały doniczki, przypadkowe plecaki, a także książki stojące na półce w rogu. Eryk również miał doskonały refleks i dobrze unikał każdego ataku powietrznego. Przejrzał nawet zamiaru kobiety, która chciała niepostrzeżenie dostać się do Ad, która stała oszołomiona i wpatrywała się w rozgrywającą walkę, nieco komiczną dla osoby trzeciej, choć w aktualnej sytuacji nikomu nie było do śmiechu. Każdy wiedział o co rozgrywa się stawka. Nie chcieli zostać wymazani z tego świata, co by się stało gdyby brunet dotknął Mis. Gdyby sama kobieta zbliżyła się do Ad i wymówiła słowa kluczowe, stanowiące kod, świat uległby zatraceniu.
W tym samym czasie, kiedy to dwójka osób ze sobą walczyła albo jak to woli, bawiła się w kotkę i myszkę, dziewczyna o, która rozgrywała się stawka, zaczęła analizować wszystko co usłyszała. Pewne słowa, choć rzucone niczym jak aluzja literacka, dawało jej nieźle do myślenia. Zaczęła dochodzić do niepokojących myśli. To wszystko co się działo od pewnego czasu, te dziwaczne rzeczy, wręcz przerażające nie były wytworem jej szalonej głowy. Ta myśl zmroziła serce Ad, za które się złapała z wymalowanym bólem na twarzy. Łapczywie łapała powietrze do ust i wypuszczała je z trudem, powodując obłoki pary, ponieważ w budynku nadal było przeraźliwie zimno.
To wszystko, to wszystko…Myślała gorączkowo.
-Nie było prawdziwe…-wydusiła z siebie z ogromnym trudem- Jestem w symulacji
Na jej licu wyparował wcześniejszy szok i rozpacz, zastąpiony smutkiem i pogodzeniem się z zaistniałą sytuacją. Spojrzała na swoje dłonie, nie będące już jej dłońmi bo dobrze wiedziała, że jej ciało znajduje się gdzie indziej. Uniosła wzrok na pozostałą dwójkę.
Eryk wyglądał okropnie. Jego mina była nie do zniesienia, pełna smutki i takiego bólu, który rozdzierał serce. Wiedział, że zawiódł i nie potrafił się z tym pogodzić, z tą porażką. Zdawał sobie sprawę co nastąpi zaraz. Patrzył na Ad, swoją przyjaciółkę, jakby miał ją widzieć ostatni raz w swoim życiu. Jego oczy zaszkliły się.
Mis zaś była totalnym przeciwieństwem chłopaka, zadowolona i uradowana. Mimo to jej uśmiech nie był dobry, nie przypominał takiego u szczęśliwej osoby, bardziej u takiej, która posiadała szatański plan, wchodzący powoli w życie. W jej spojrzeniu czaiły się nuty szaleństwa i chorej satysfakcji. Czego nie zauważył nikt inny. Nie mogła uwierzyć, że dziewczyna wypowiedziała same te słowa, które ona miała jej przekazać. Uważała, że los się w końcu do niej uśmiechnął po tylu latach męki.
W podłodze najpierw pojawiło się pękniecie, powiększajace sie z każdą chwilą. Takich pajęczyn lin pojawiało się coraz więcej w różnych miejscach. Świeciły białym, oślepiającym światłem, która pożerał ten świat.
Ad i Eryk zbliżyli się do siebie, unikając pęknięć, aby ich za szybko nie pochłonęły. Patrzyli tylko na siebie. Postać Mis zniknęła w pewnym momencie. Zostali tylko sami, otoczeni dźwiękami, rozpadającej się ,,rzeczywistości” Stanęli obok siebie i rzucili się sobie w objęcia. Chłopak uronił kilka łez, przytulając z całych sił dziewczynę, która czuła tylko pustkę. Wyglądała jak pozbawiona emocji, a była to tylko ułuda. W środku czuła jak nie tylko świat się rozpada. Z jej oczu popłynęły słone krople.
-Przepraszam- wyszeptał Eryk.
-Miło było was znowu zobaczyć- powiedziała równie cicho co chłopak.
Tak strasznie żałowała, że nie zdążyła się pożegnać z Helen i Charlesem, zobaczyć ich ten ostatni raz.
Świat zaprojektowany przez Ad, cała ta symulacja nie pozwalała na życie z świadomością, że to wszystko to tylko nierzeczywistość, wiernie naśladująca prawdziwą. Po dowiedzeniu się prawdy wszystko się rozpadało, system się wyłączał, a sama dziewczyna powracała tam skąd przybyła, czyli do świata rzeczywistego.
Wokół nich już było całkowicie biało. Czekoladowo- włosa oderwała się od chłopaka i uśmiechnęła się na ile potrafiła przez cały ten smutek. Spojrzała na chłopaka, na jego brązowe oczy i na owalne rysy twarzy. Próbowała zapamiętać jak najwięcej szczegółów.
W jej świecie, tym prawdziwym Charles, Helen i Eryk, jej przyjaciele
Nie żyli.
Na samą myśl o powrocie do rzeczywistości bez nich łamało jej się serce.
Białe światło zaczęło pochłaniać powoli chłopaka.
-Uśmiechnij się ten ostatni raz- wyszeptała- Dla mnie
Brunet z trudem spełnił jej prośbę. Uniósł kąciki do góry, jak najbardziej mógł i po chwili zniknął, a wraz z nim dziewczyna i cały jej świat.
Była w symulacji, dobrej symulacji.
I już w niej nie była.

***

W pomieszczeniu rozbrzmiewały ciche piknięcia maszyny, podłączonej do wychudzonego ciała. Obok białego łóżka stała kroplówka, a także kilkoro ludzi, ubranych w białe kitle. Z wyczekiwaniem obserwowali osobę, leżącą na posłaniu. Nikt z nich nie ważył się choćby odezwać słowem. Jeden z nich trzymał kamerę i nagrywał całe zajście, inni trzymali stos papierów.
Osobę, prowokatorka całego zajścia była kobietą. Jej niegdyś połyskujące czekoladowe włosy stały się teraz matowe i tłuste. Była przeraźliwie blada i wychudzona, wszędzie wystawały jej kości. Znajdowała się po 30. Swoje młodzieńcze lata miała dawno za sobą. Okryta była w białą pościel. Do żyły na lewej ręce miała przyczepiony welfron, a do klatki piersiowej nalepki monitorujące pracę serca. Oddychała spokojnie.
Jej powieki się poruszyły, próbowały się unieść do góry. W końcu po krótkiej walce, otworzyła swoje ciemne niebieskie oczy. Zamrugała kilkakrotnie i po chwili je zamknęła. Jasne, mocne światło oślepiało ją. Odzwyczaiła się od takiego natężenia światła. Położyła swoją wolną dłoń, ospale i z trudnością na czoło, robiąc tym samym małą osłonę przed promieniami słonecznymi, jak i żarzącą się żarówką nad nią. Dopiero wtedy uchyliła powieki i spojrzała oczami na otaczającą ją rzeczywistość.
Tą prawdziwą rzeczywistość.
-G-gdzie- zaczęła cichym, ochrypłym głosem, nie używanym od bardzo, bardzo długiego czasu- Gdzie ja jestem?

Autor Karciak
Opublikowano
Kategorie Pozostałe Romans
Odsłon 110
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!