Anemony – Opowiadanie Romantyczne

 Anemon – zawilec

W mitologii greckiej kwiat ten jest symbolem miłosnego rozczarowania lub utraconej miłości. Anemony wiążą się ze łzami Afrodyty i krwią Adonisa. Żyjący w II wieku p.n.e. poeta Bion ze Smyrny opowiada, że bogini wylała tyle łez, ile Adonis utoczył kropel krwi; z każdej z łez bogini powstała róża, zaś z każdej kropli krwi – zawilec.

╔═══*.·:·.☽✧ Anemony ✧☾.·:·.*═══╗

Promienie słońca przebijały się przez liście wysokich drzew, oświetlając leśną drogę, którą jechał bogato zdobiony powóz zaprzężony w dwa gniade konie. Kopyta równo uderzały o ziemię, a pokrzykiwania stangreta przerywały ciszę. Gabriel wraz z matką jechali właśnie do dworku jego siostry, gdzie miał zamieszkać, aby zająć się szwalnią w pobliskim mieście, którą zostawił mu po sobie kochający dziadek. Młodzieniec bardzo się cieszył z zaistniałej sytuacji, ale starał się ukrywać swój optymizm przed uważnym spojrzeniem matki, aby ta nie zaczęła podejrzewać, że za jego szybką zgodą kryje się coś więcej niż tylko chęć usamodzielnienia się.

Zniecierpliwiony chłopak odsunął się od małego okienka i oparł głowę o twarde deski. Westchnął przeciągle i przeczesał palcami blond kosmyki, które przy każdym gwałtowniejszym ruchu opadały mu na czoło, przesłaniając piwne oczy.

– Matko. – Zwrócił się do kobiety, która siedziała naprzeciwko niego i przeglądała się w złotym lusterku ozdobionym szlachetnymi kamieniami. – Kiedy będziemy na miejscu? – Zapytał, patrząc na nią przymrużonymi oczami.

– Powinniśmy zdążyć na obiad. – Odpowiedziała i podała złoty przedmiot służącej, która siedziała u jej boku. Kobieta ze zdziwieniem patrzyła na swojego syna, którego usta rozciągnęły się w leniwym uśmiechu. – Aż tak cieszysz się na spotkanie z siostrą? – Zapytała podejrzliwie.

– Tak. Ekscytuje mnie też szwalnia dziadka, bardzo chciałbym ją zobaczyć. – Odpowiedział, a zaraz potem odpłynął myślami do innego świata. Jego wzrok był skierowany na mijane drzewa, jednak on nie dostrzegał nic poza fragmentami wspomnień, które podsuwała mu wyobraźnia. Widział kruczoczarne włosy i niebieskie oczy miłości jego życia, która już zapewne oczekiwała jego przybycia.

Chłopak poczuł łaskotanie w brzuchu na myśl, że już wkrótce się spotkają. Trzy miesiące, które minęły od ostatniego razu, gdy się widzieli, były dla niego prawdziwą katorgą. Nie mógł jeść ani spać, jego myśli cały czas zaprzątały te piękne, niebieskie oczy, które swoją barwą przypominały mu bezchmurne niebo, w które razem wpatrywali się ubiegłego lata. Z powodu długiej rozłąki młodzieniec stracił na wadze, a jego niegdyś mlecznobiała skóra przybrała szarawy odcień. Jedynie marzenie o byciu razem utrzymywało go przy życiu i siedemnastolatek nie mógł uwierzyć, że już za kilka godzin się ono spełni.

Estera spojrzała na syna, który pogrążył się w dziwnym, jej zdaniem, zamyśleniu. Kobieta wiedziała, że jej dzieci nie pałają do siebie miłością, co było głównie winą jej męża, który faworyzował Gabriela, nie uwierzyła więc w słowa syna, ale postanowiła nie drążyć tematu. Jedyne co jej pozostało, to mieć nadzieję, że blondyn nie zrobi niczego, co mogłoby zaszkodzić dobremu imieniu ich rodziny, która była powszechnie szanowana.

Około godziny czternastej, gniade konie zatrzymały się pod drzwiami gotyckiej willi. Budynek był duży, majestatyczny i zapewne drogi w utrzymaniu. Szare ściany porastał bluszcz a na wysokich wieżyczkach zasiadały liczne gargulce. Gabriel przyglądał się posiadłości w niemym zachwycie. Z letargu wybudziła go matka, gdy chwyciła go pod ramię.

– Floriana zapewne już czeka, chodźmy. – Chłopak jedynie skinął głową i wraz z kobietą ruszył do wysokich, ciemnych drzwi, w które zapukał bez wahania. Wrota otworzyły się, a przed nimi stanął służący, który z uprzejmym uśmiechem odebrał od nich płaszcze. Gabriel rozejrzał się po wnętrzu i uśmiechnął się pod nosem, gdy na ścianach zobaczył liczne obrazy przedstawiające piękne krajobrazy. Chłopak uwielbiał naturę i cieszył się, że jej piękno mógł podziwiać także wewnątrz imponującej willi.

– Na jakie licho im te bohomazy? – Matka skrzywiła się, a blondyn przewrócił oczami na ignorancję kobiety.

– To sztuka, matko. – Odpowiedział i podążył za kobietą, która skierowała się do salonu.

– Sztuka, sztuka… co to tak właściwie jest? – Oburzyła się. – Podobny widok mają za oknem!

– Ach, matko. – Westchnął i usiadł na skórzanej kanapie. – Masz oczy, a nie dostrzegasz piękna, nawet, gdy znajduje się tuż przed tobą. – Kobieta spojrzała na syna z urażonym wyrazem twarzy, szybko jednak swój wzrok skierowała w stronę schodów, po których właśnie schodziła jej córka.

Piwnooki podążył za wzrokiem matki, jednak jego uwaga skupiła się nie na młodej kobiecie, a na mężczyźnie podążającym za nią. Był to Simon; wysoki, czarnowłosy mężczyzna o niebieskich oczach — jedyna osoba, którą kochał, a z którą nie mógł się związać.

Spojrzenia mężczyzn spotkały się i oboje poczuli przyjemne mrowienie wzdłuż kręgosłupa. Ręce Gabriela zaczęły się pocić, a czarnowłosy przyśpieszył kroku, by szybciej znaleźć się u boku swojego sekretnego kochanka. Kiedy kobiety witały się krótkimi buziakami w policzki, oni wymienili mocny uścisk dłoni, który u obu mężczyzn wywołał ciarki.

– Gabriel, dawno się nie widzieliśmy. – Niebieskooki uśmiechnął się promiennie, a serce blondyna przyśpieszyło tempa.

– Tak. – Przyznał. – Mam wrażenie, że od naszego ostatniego spotkania minęły całe wieki. – Piwnooki odwrócił się w stronę siostry i objął ją lekko. – Witaj, siostro. – Przywitał się, mimo że w sercu czuł bolesne ukłucie zazdrości. Siedemnastolatek nie mógł się pogodzić z faktem, że jedyny mężczyzna, którego kocha, jest już na zawsze związany z jego siostrą. Gabriel wiedział, że to nie była wina Floriany, ale właśnie za to czuł do niej niepohamowaną niechęć. Uważał, że rozpieszczona blondynka nie zasługiwała na tak inteligentnego i wrażliwego mężczyznę, jakim był Simon. Blondyn wypuścił siostrę z luźnego uścisku i posłał swojemu ukochanemu szybkie spojrzenie.

Czarnowłosy od zewnątrz wyglądał na spokojnego i opanowanego, jednak w jego wnętrzu szalał prawdziwy huragan emocji. Mężczyzna bardzo cieszył się, że będzie mieszkać pod jednym dachem z miłością swojego życia, jednak obecność Floriany przypominała mu o bolesnej rzeczywistości, w której nigdy nie będą mogli należeć do siebie nawzajem. Ich miłość nie miała prawa bytu, a oni ulegając uczuciom, skazali się na wieczne cierpienie. Poza radością i smutkiem, tak różnymi, a jednak uzupełniającymi się uczuciami, kochankom towarzyszył także strach. Każde ukradkowe spojrzenie przepełnione miłością wiązało się z ryzykiem, że ktoś ich zobaczy i domyśli się, że połączyło ich uczucie o wiele silniejsze od przyjaźni. Wiedzieli, że w takim przypadku zostaną rozdzieleni na zawsze, a wizja wiecznej rozłąki przerażała ich bardziej niż sama śmierć.

– Pani. – W pokoju rozległ się cichy głos niskiej służącej. – Podano do stołu. – Powiedziała i skłoniła się nisko. Floriana odwróciła się w stronę męża oraz brata i gestem ręki wskazała kierunek, w który należało się udać, aby dostać się do jadalni.

– Chodźmy jeść. Nie możemy pozwolić, aby przepiórka wystygła.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Podczas posiłku panowała całkowita cisza, którą przerywały jedynie odgłosy zderzających się ze sobą sztućców. Wszyscy delektowali się pysznym posiłkiem i nikt nie był chętny, by rozpocząć rozmowę. Gabriel dyskretnie podniósł wzrok i skrzyżował swoje spojrzenie z Simonem, który speszył się, gdy po raz kolejny został przyłapany na wpatrywaniu się w bladą twarz kochanka. Blondyn uśmiechnął się pod nosem i spuścił wzrok na przepiórczą pierś, przez co nie dostrzegł uważnego spojrzenia siostry.

Floriana patrzyła na brata z wysoko uniesionymi brwiami. Młoda kobieta zastanawiała się, co mogło wprawić piwnookiego w tak dobry nastrój? Blondynka zamyśliła się na chwilę i odwróciła się w stronę męża, by dyskretnie podzielić się z nim swoimi spostrzeżeniami. Kiedy już miała się odezwać, zamarła, gdy na ustach czarnowłosego dostrzegła taki sam uśmiech. Kobieta zmarszczyła brwi i przyjrzała się twarzy męża. Gdy teraz tak na niego patrzyła, zaczęła dostrzegać rzeczy, których nie zauważała nigdy dotąd.

Zwykle poważny i oziębły mężczyzna teraz uśmiechał się bez krępacji, a z niego samego emitowała dziwna, radosna energia. Wzrok blondynki przesunął się Gabriela. Co mogło być powodem dziwnego zachowania obu mężczyzn? Floriana zacisnęła palce na srebrnym nożu, gdy wszystkie fakty zaczęły łączyć się w logiczną całość. Jak mogła nie dostrzec tego wcześniej? Miała przecież tyle okazji.

 – Skarbie, dobrze się czujesz? – Estera spojrzała na córkę ze zmartwionym wyrazem twarzy. – Strasznie pobladłaś.

Dziewczyna przełknęła rosnącą gulę w gardle i zamrugała szybko, chcąc pozbyć się łez, które zaczęły zbierać się w jej oczach. Niepewnie spojrzała na starszą kobietę i wyprostowała się, aby nie zdradzić, że coś ją trapi. Mogła się przecież mylić, prawda? Gabriel i Simon nie mogliby jej zdradzić, nie w taki sposób.

– Wszystko jest w porządku. Nie musisz się o mnie martwić. – Zapewniła i kątem oka spojrzała na niebieskookiego, który nawet nie podniósł na nią wzroku. Wyglądał na całkowicie niezainteresowanego samopoczuciem małżonki. – Wszystko jest w porządku. – Powtórzyła szeptem, chcąc zapewnić samą siebie, iż jej domysły są, w istocie, jedynie domysłami i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Gabriel, ubrany w nocną szatę, przechadzał się po swoim pokoju. Siedemnastolatek co chwila spoglądał na zegar wiszący na ścianie, oczekując, aż krótka wskazówka przesunie się na dziesiątkę.

– Jeszcze tylko 15 minut. – Wyszeptał, po czym usiadł na krawędzi łóżka. Przeczesał swoją bujną grzywkę palcami i odchylił głowę do tyłu, uśmiechając się błogo. Godzina dziesiąta w nocy od samego początku była jedyną porą, gdy mógł być ze swoim kochankiem w samotności i cieszyć się jego obecnością bez strachu, że ktoś ich zobaczy. Wymykali się zawsze, gdy tylko mieli do tego okazję, tak miało być i tej nocy.

Zegar wybił dziesiątą, a blondyn poderwał się z miejsca. Przygładził jedwabną koszulę i ruszył do drzwi prowadzących na korytarz. Z duszą na ramieniu, otworzył drewniane wrota i wyszedł na mroczny hol. Zamknął za sobą drzwi i przez chwilę stał w miejscu, nasłuchując, czy nikt się nie zbliża. Gdy chłopak był pewien, że nikogo nie obudził, pośpiesznym krokiem ruszył w stronę wyjścia na taras, skąd widać było duży zadbany ogród. Simon już na niego czekał.

Czarnowłosy siedział na ławce, ubrany w jedwabną koszulę i spodnie, a w ręce ściskał „Romeo i Julię” Shakespeare’a. Ciemne włosy były potargane przez wiatr, a niebieskie oczy wpatrywały się pusto w biało-różowe anemony rosnące niedaleko. Gabriel podszedł do kochanka i usiadł obok niego, opierając swoją głowę na ramieniu drugiego mężczyzny. Simon spojrzał na niego i uśmiechnął się czule.

– Przyszedłeś. – Wyszeptał, jakby bał się, iż jakikolwiek głośniejszy dźwięk sprawi, że jego ukochany zniknie, a to wszystko okaże się tylko snem.

– Jak mógłbym nie przyjść. – Odpowiedział, spoglądając w nocne niebo. – Wiesz dobrze, że po tych miesiącach rozłąki bycie z tobą to jedyne, o czym marzę. – Chłopak spojrzał w niebieskie oczy mężczyzny i ujrzał w nich to, co zapewne widać było również w jego tęczówkach, wielką miłość i ogromny smutek. Wszystkie te sprzeczne uczucia wprawiły go w dziwny stan. Po raz kolejny tego dnia przypomniał sobie, że łącząca ich miłość jest przyczyną jego cierpienia. Blondyn posmutniał, co nie umknęło uwadze jego towarzysza. – Jestem tu teraz z tobą, a jednak nie potrafię się w pełni cieszyć.

– O czym mówisz? – Starszy z mężczyzn odłożył książkę na bok i chwycił chłopaka w ramiona. – Jesteśmy razem, tego przecież chcieliśmy.

– Nie. – Gabriel odsunął się od Simona i wstał gwałtownie, robiąc kilka kroków w tył, czując jak nagle wzbiera w nim gniew. Czarnowłosy również podniósł się z ławki i spojrzał na niego strapiony. – To, co robimy, to tylko iluzja. – Powiedział z goryczą. – Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy razem. – Jego piwne oczy zaszkliły się od łez. – Nie, kiedy ona tu jest. – Wyszeptał. – Przez nią, nigdy nie będziesz prawdziwie mój.

Niebieskooki podszedł do kochanka i ujął jego zapłakaną twarz w dłonie, palcami pozbył się łez z zaczerwienionych policzków i przyłożył swoje czoło do zimnego czoła blondyna. Oboje zamknęli oczy i wsłuchiwali się w odgłosy natury oraz własne oddechy.

– Moje ciało może do ciebie nie należeć, ale to nie zmienia faktu, że moja dusza i serce są twoją własnością. – Powiedział cicho. – Nie smuć się już. – Poprosił. – Twoje łzy rozrywają mi serce. – Gabriel odepchnął dłonie mężczyzny i przetarł zmęczoną i opuchniętą od płaczu twarz. – Proszę, nie odrzucaj mnie teraz. – Głos mu zadrżał. – Zobaczysz, wszystko się ułoży. – Chwycił dłonie blondyna i przyłożył je do swojej piersi. – Zamieszkasz tu, codziennie będziemy się widywać i już nigdy nie będziemy musieli się rozstawać. – Zapewniał. – Dlatego proszę, zostań… zostań ze mną.

– Chcesz, żebym został, ale to właśnie bycie z tobą boli mnie najbardziej. – Oparł czoło o ramię Simona i pustym wzrokiem patrzył na zawilce rosnące tuż przy ich stopach. – Jeszcze rano sądziłem, że życie u twego boku będzie jak sen, teraz jednak widzę, że zamiast nocnego marzenia czeka mnie koszmar, na który sam się skazałem. Każdego dnia będę patrzeć na ciebie i Florianę, czekając, aż nadejdzie noc, byśmy mogli spotkać się w mroku, niczym przestępcy…

– A czyż nie tym jesteśmy? – Niebieskooki chwycił brodę blondyna i uniósł jego głowę do góry. – Skradliśmy swoje serca, a cierpienie to cena, jaką przyszło nam zapłacić. – Mężczyzna wziął głęboki oddech i uśmiechnął się niepewnie. – Wierzę jednak, że jeśli będziemy razem, przetrwamy wszelkie przeciwności losu. – Gabriel uśmiechnął się na te słowa, czując jak wypełnia go nadzieja na lepszą przyszłość.

– Zatem zostanę.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Floriana cicho weszła do sypialni i opadła na stojący w rogu szezlong. Drzwi prowadzące na balkon nadal były szeroko otwarte, a blask księżyca oświetlał jej pobladłą twarz. Kiedy obudziła się w środku nocy, bez męża u boku, od razu wiedziała, że coś było nie tak i postanowiła się przewietrzyć. Pech chciał, że z balkonu był świetny widok na rozległy ogród. Kobieta widziała wszystko i cieszyła się, że los oszczędził jej słuchania zapewne czułych słów kochanków.

– Tak nie może być. – Powiedziała do siebie. – Jutro poproszę matkę o pomoc. – Z tą myślą w głowie, zanurzyła się pod ciepłą pierzyną i pogrążyła się w niespokojnym śnie.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Z samego ranka Simon i Gabriel ruszyli do pobliskiego miasta, aby dokładnie obejrzeć szwalnię, której nowym właścicielem został młody blondyn. Gdy powóz zniknął Florianie z pola widzenia, dziewczyna szybko ruszyła na poszukiwanie matki. Esterę odnalazła w bawialni, gdzie grała cichą melodię na pianinie.

– Matko! – Zawołała i podbiegła do starszej kobiety. – Musisz mi pomóc!

– Co cię trapi, moje dziecko? – Zapytała z przejęciem i usadziła córkę obok siebie na długim siedzisku.

– Chodzi o Simona i Gabriela. Widziałam ich, widziałam ich w ogrodzie!

– W ogrodzie? – Zdziwiła się. – O czym ty mówisz. Mówże jaśniej!

– Wczoraj w nocy, widziałam ich z balkonu. Byli w ogrodzie, rozmawiali i… – blondynka zamilkła, by wziąć uspokajający oddech i otrzeć łzy, które mimowolnie zaczęły spływać po jej policzkach – widziałam, jak się do siebie przytulali. To wyglądało tak jakby, jakby… – jej wypowiedź przerwał głośny szloch.

– Dziecko, przerażasz mnie. – Wyznała ze strachem w oczach.

– Matko, wcześniej nie miałam pewności, ale teraz już wiem, że Simon i Gabriel są kochankami. – Estera otworzyła szeroko oczy ze zdumienia i chwyciła córkę za dłonie.

– Jesteś tego absolutnie pewna?

– Tak. – Odpowiedziała pewnie. – Po tym, co zobaczyłam wczoraj, nie mam już żadnych wątpliwości. – Westchnęła. – Co powinnam teraz zrobić?

– Czy to nie jest oczywiste? Musimy ich rozdzielić!

– Dobrze, ale jak to zrobimy? Przecież Gabriel miał z nami zamieszkać. – Blondynka otarła łzy i spojrzała na matkę z nadzieją.

– Nie zaprzątaj tym sobie głowy. Ja się wszystkim zajmę. – Pocałowała córkę w czoło, po czym zostawiła ją samą w bawialni.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Kiedy Gabriel przekroczył próg posiadłości siostry, niemal od razu u jego boku pojawiła się matka. Kobieta miała zaczerwienione oczy, a jej włosy były w nieładzie.

– Matko, czy wszystko dobrze? – Zapytał przejęty.

– Pakuj się natychmiast! – Rozkazała. – Musimy jak najszybciej wrócić do domu!

– Jak to? Co się stało? – Chłopak posłał zmartwione spojrzenie Simonowi, który stanął obok niego i uważnie wsłuchiwał się w słowa kobiety.

– Zaraz po tym, jak wyjechaliście, przybył posłaniec z listem, ojciec zachorował. – Skłamała, patrząc synowi w oczy. – Lekarz twierdzi, że to coś poważnego, dlatego ojciec chce cię zobaczyć na wypadek, gdyby… ach, nawet nie chcę o tym myśleć!

– Nie zwlekajmy dłużej! Wyruszamy natychmiast! – Zadecydował blondyn i ruszył w stronę wyjścia. Czarnowłosy złapał kochanka za nadgarstek i spojrzał na niego ze strachem.

– Co z twoimi rzeczami? – Niebieskooki użył bagażu, aby zatrzymać Gabriela jak najdłużej w posiadłości. Wiedział, że to samolubne, zwłaszcza w takiej chwili, ale nie chciał po raz kolejny rozstawać się z blondynem.

– Mój ojciec jest ważniejszy niż kilka ubrań! – Powiedziawszy to, wyszedł i wraz z matką wsiadł do powozu. Stangret zamachnął się batem i popędził konie do galopu.

Simon w milczeniu patrzył, jak wóz znika za linią horyzontu, a w swoim wnętrzu czuł ogromną pustkę. Mężczyzna czuł, że miłość jego życia wymyka mu się z rąk, a rozmowa, jaką przeprowadzili poprzedniego wieczoru, zasiała w nim ziarno wątpliwości. Bał się, że blondyn nie będzie chciał do niego wrócić.

– Proszę, wróć do mnie. – Wyszeptał i zatrzasnął duże, ciężkie drzwi.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Gdy tylko powóz się zatrzymał, Estera chwyciła syna za rękę i zaciągnęła go do jego sypialni. Kobieta wepchnęła go do środka i zatrzasnęła za sobą drzwi, niepostrzeżenie wyjmując z zamka klucz.

– Matko, co się dzieje? Gdzie jest ojciec? – Zapytał, przyglądając się jej uważnie.

– Ojciec ma się dobrze. – Odpowiedziała krótko.

– Jak to? Mówiłaś przecież…

– Mówiłam to, co musiałam powiedzieć, żeby ściągnąć cię z powrotem do domu.

– Nie rozumiem? O czym ty mówisz.

– Floriana widziała ciebie i Simona, wtedy w ogrodzie. Musiałam coś zrobić, żeby was rozdzielić!

– Ale matko, ja go kocham! – Wyznał, wiedząc, że kłamanie nic by mu nie dało.

– To bez znaczenia. Simon jest mężem twojej siostry.

– Myślisz, że tego nie wiem?! – Zapytał sfrustrowany.

– Wiem, że jesteś inteligentny, dlatego wierzę, iż zrozumiesz, że robię to dla dobra twojego, jak i całej rodziny. – Mówiąc to, szybko wyszła z pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Piwnooki szarpnął za klamkę, jednak wrota pozostały zamknięte.

– Nie możesz mi tego zrobić! – Krzyknął, jednak nikt mu nie odpowiedział. Zdenerwowany chłopak uderzył pięścią w drzwi i opadł na kolana. Z ciemnych oczu zaczęły wypływać łzy, a ramionami poruszył głośny szloch, który wyrwał się z jego gardła. – Nie możesz mi tego zrobić. – Wyszeptał i ukrył zapłakaną twarz w dłoniach. Siedemnastolatek wiedział, że matka dotrzyma słowa i już nigdy nie pozwoli mu zobaczyć Simona, a to było dla niego jak wyrok śmierci.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Mijały dni, a Simon z każdą upływającą minutą czuł się gorzej, nie otrzymawszy listu od swojego ukochanego. Mężczyzna starał się zachowywać normalnie, jednak bezsenne noce szybko dały o sobie znać. Czarnowłosy z każdym dniem stawał się coraz słabszy. Jego skóra pobladła, a niebieskie oczy zdobiły napuchnięte, ciemne kręgi, świadczące o jego zmęczeniu.

Floriana uważnie przyglądała się mężowi. Od wyjazdu jej brata, Simon już w ogóle nie zwracał na nią uwagi. Nie patrzył na nią, nie odpowiadał na pytania, zachowywał się tak, jakby był sam w wielkiej willi. Zachowanie niebieskookiego raniło dziewczynę, która była w nim przecież tak bardzo zakochana. Każdego ranka, gdy budziła się bez męża u swego boku, jej serce coraz bardziej przepełniała gorycz, a gdy spędzała wieczory samotnie, grając smutne melodie na pianinie w bawialni, w myślach przeklinała swojego brata i życzyła sobie, by raz na zawsze zniknął z jej życia.

Floriana zawsze była zazdrosna o Gabriela. Ojciec faworyzował blondyna, ponieważ widział w nim spadkobiercę ich rodzinnej fortuny, córkę natomiast, traktował jak drogi w utrzymaniu problem, którego należy się jak najszybciej pozbyć. Dziewczyna już od najmłodszych lat, za wszystkie swoje niepowodzenia obwiniała brata. Rozpieszczona przez matkę, nie zdawała sobie sprawy z tego, że chłopakowi wcale nie zależało na aprobacie ojca. Sprawiedliwą ocenę chłopaka uniemożliwiała jej mgła zawiści, która od dzieciństwa przesłaniała jej oczy.

Dziewczyna bardzo dobrze pamiętała, jak Simon i Gabriel się poznali. Było to na jej ślubie, osobiście ich sobie przedstawiła. Już po całej ceremonii, cała rozpromieniona, z kwiatami we włosach, zaciągnęła brata do swojego męża. Jej głównym celem było pokazania młodemu mężczyźnie, że Simon jest o wiele lepszy od niego – przystojniejszy, mądrzejszy, bardziej czarujący. Teraz jednak przeklinała w myślach ten dzień. Uznała bowiem, że blondyn uwiódł jej męża, by upokorzyć ją i po raz kolejny dać jej do zrozumienia, że jest ważniejszy niż ona. 

Siedząc samotnie w ciemnej bawialni z sercem wypełnionym goryczą, poprosiła Boga, by zabrał jej brata z tego świata.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Gabriel siedział samotnie w swoim pokoju. Minęły już dwa tygodnie, odkąd został w nim zamknięty. Młody mężczyzna odmawiał jedzenia i picia, nie chciał także spać. Zdesperowana matka kazała służącym karmić chłopaka siłą, jednak nie zmieniła swojego postanowienia. Odwiedzała go codziennie. Za każdym razem prosiła go, by coś zjadł i pogodził się z rozstaniem, jednak chłopak nie chciał ustąpić. Już po pierwszym tygodniu izolacji przestał słuchać słów kobiety. Jedynie wpatrywał się w nią szklistymi, jakby martwymi oczami, które każdej nocy nawiedzały Esterę w koszmarach.

Blondyn westchnął ciężko, czując, jak resztki nadziei uciekają z jego ciała. Czuł, jak słabnie, jednak nie miał zamiaru zaakceptować wyroku matki. Nie potrafił poddać się jej woli, gdy była ona tak sprzeczna z tym, co podpowiadało mu serce. Z każdą upływającą godziną, w jego głowie pojawiały się coraz mroczniejsze wizje i myśli. Na początku z nimi walczył, jednak teraz, po dwóch tygodniach bez snu i spożywaniu minimalnych ilościach jedzenia, osłabło nie tylko jego ciało, ale również umysł. W końcu wpatrzony w swoje trzęsące się dłonie, zaczął rozważać pomysły, jakie podsuwał mu nieopisany ból i tęsknota za ukochanym. 

Zanim jednak cokolwiek zrobił, zaczął się zastanawiać, czy naprawdę był do tego zdolny? Czy był w stanie, odebrać sobie życie, by uwolnić się od bólu? Czy był na tyle samolubny, by zostawić Simona samego na tym okrutnym świecie? Czy miał w sobie wystarczająco dużo siły i odwagi?

– Chyba nadeszła pora by się przekonać. – Szepnął i patrząc na belki podtrzymujące sufit, z szafy wyciągnął sznur, którego kiedyś używał, aby nocą wymykać się z pokoju. Jeden kraniec liny przywiązał do marmurowej kolumny, a następnie przerzucił sznur przez bal ciemnego drewna. Blondyn zdjął wszystkie przedmioty z biurka i wspiął się na nie. Chwycił mocno drugi koniec liny i zawiązał pętlę, którą nauczył się robić, gdy raz z ojcem wyruszył na półroczny rejs rodzinnym statkiem. Siedemnastolatek stanął na palcach, by przełożyć głowę przez pętlę, a następnie po raz ostatni wyobraził sobie twarz swojego kochanka.

– Żegnaj. – Wyszeptał i odepchnął się od krawędzi biurka, które z łoskotem opadło na ziemię.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Następnego dnia, wieczorem, drzwi do pokoju Gabriela otworzyła jedna ze służących, która przyniosła mu ciepły posiłek. Srebrna taca z hukiem upadła na ziemię, a krzyk kobiety zwrócił uwagę wszystkich domowników. Po kilku minutach do pokoju wpadli rodzice Gabriela i oboje zamarli, widząc ciało ich syna wiszące bezwładnie na długiej linie. Estera opadła na kolana, nie przejmując się bogato zdobioną suknią, a poczucie winy spadło na nią niczym lawina. Po jej bladych policzkach spłynęły łzy żalu.

– To moja wina. – Pomyślała, zakrywając twarz dłońmi. – To przeze mnie, mój jedyny syn odebrał sobie życie.

Małżonek Estery położył jej dłoń na ramieniu i ścisnął lekko. Mężczyzna wiedział, że kobieta obwiniała się za śmierć syna, ale wiedział również, że przez ostatnie dni robiła wszystko, by podnieść chłopaka na duchu. Ojciec po raz ostatni spojrzał na bezwładne ciało syna i kazał służącym przeciąć linę. Gabriel opadł na posadzkę ze stłumionym hukiem, który poniósł się echem po całej posiadłości.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Minął kolejny tydzień, gdy do drzwi gotyckiej willi zapukał posłaniec z wiadomością. Jeden ze służących odeprał kopertę od mężczyzny i bezzwłocznie zaniósł ją Florianie. Kobieta skrzywiła się, widząc, że adresatem jest jej mąż, a sama wiadomość została przysłana z jej rodzinnego domu. Pewna, że nadawcą jest Gabriel, rozerwała białą kopertę i zaczęła czytać wiadomość. Kiedy już skończyła, opadła na szezlong i przywołała pokojówkę przy pomocy małego dzwoneczka. Szybko schowała wiadomość do koperty i podała ją młodej dziewczynie.

– Zanieś to mojemu mężowi. Powinien być w swoim gabinecie. – Powiedziała nienaturalnie cichym głosem. 

Jej piękną twarz rozświetlił cierpki uśmiech, a oczy pusto wpatrywały się w biały sufit.

– Wygląda na to, że moja prośba została wysłuchana. – Wyszeptała i zamknęła oczy, czując, jak przytłacza ją poczucie winy.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Simon nawet nie podniósł wzroku, gdy do jego gabinetu weszła jedna z pokojówek. Dziewczyna nic nie mówiąc, położyła list na jego biurku i wyszła, zamykając za sobą ciężkie drzwi. Mężczyzna spojrzał obojętnie na otwartą kopertę i rozpromienił się, widząc adres nadawcy. Pełen nadziei sięgnął po list, jednak uśmiech szybko zszedł z jego twarzy. Zamiast wiadomości od swojego kochanka, znalazł tam zawiadomienie o jego przedwczesnej śmierci oraz zaproszenie na uroczysty obiad, by uczcić jego pamięć.

Czarnowłosy upuścił list i zakrył dłonią swoje usta, gdy wyrwał się z nich niekontrolowany szloch. Niebieskie oczy zaszkliły się od łez, które po chwili zmoczyły całe jego policzki i szyję. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz, a serce przeszył tępy, rozdzierający ból.

– Obiecałeś, że zostaniesz. – Wyszeptał. – Obiecałeś.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Floriana stała za drzwiami, z policzkami wciąż mokrymi od łez, i przysłuchiwała się, jak jej mąż opłakuje śmierć Gabriela. Kobieta czuła jak zżera ją ogromne poczucie winy, ale nawet jeśli chciała, nie była w stanie cofnąć czasu. Z ciężkim sercem odsunęła się od drzwi, uznała bowiem, że nie ma odwagi spojrzeć Simonowi w oczy. 

Z głową skierowaną ku posadce, skierowała się do łazienki, gdzie usiadła na skraju wanny i niepewnie spojrzała na swoje odbicie w wielkim, złoconym lustrze. Z głośnym okrzykiem, kobieta uderzyła pięścią w gładką taflę szkła i nawet nie drgnęła, gdy to rozpadło się, kalecząc jej drobne dłonie. Nie mogła na siebie patrzeć. Nie, gdy miała świadomość, jakie były konsekwencje jej czynów, które wcześniej uważała za słuszne. Nie, gdy miała świadomość, że właśnie o to prosiła Boga.

W odłamkach lustra, które leżały na ziemi nie widziała już pięknej młodej kobiety, lecz potwora. Potwora odzianego w ludzką skórę.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Na pogrzebie pojawiło się wiele krewnych i przyjaciół szanowanej rodziny. Wszyscy ubrani na czarno stali przed świeżo zakopanym grobem z oczami wbitymi w ziemię. Rodzice blondyna stali najbliżej, spleceni w mocnym uścisku, a tuż za nimi stała Floriana z Simonem.  Niebieskooki ściskał w dłoni bukiet złożony z 15 zawilców, które zerwał z ogrodu otaczającego jego willę.

Czarnowłosy podszedł do nagrobka wykonanego z jasnego granitu i położył przy nim kwiaty. Klęczał przy grobie, patrząc na imię wykute w kamieniu, aż wreszcie podeszła do niego Floriana, którą zaczęły martwić szepty i spojrzenia gości.

– Chodź. – Powiedziała, chwytając go za ramię. – Nie powinniśmy byli tu przychodzić. – Mężczyzna z obojętną miną odtrącił jej dłoń i nadal wpatrywał się w nagrobek.

– Jeśli ktoś nie powinien tu być, to jesteś to ty i twoja matka. – Powiedział szorstko. – Nie zasługujecie na to.

Dziewczyna spuściła wzrok na ziemię i z dłońmi zaciśniętymi w pięści wycofała się, ponownie zajmując miejsce za swoimi rodzicami.

Simon wstał bez słowa i nie patrząc na nikogo, udał się w stronę posiadłości teściów, gdzie zamknął się w pokoju, który niegdyś należał do pogodnego blondyna. Zamknięty w czterech ścianach, opadł na łóżko zakryte białym prześcieradłem. Wpatrzony w sufit, wyciągnął z kieszeni płaszcza rewolwer sprowadzony z Anglii i przyłożył sobie lufę do skroni.

– Jeśli nie dane nam jest być razem za życia, może po śmierci los będzie łaskawszy. – Powiedziawszy to, pociągnął za spust, barwiąc prześcieradło na czerwono.

Opublikowano
Kategorie Dramat Romans
Odsłon 568
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!