Promień kłamcy

PROLOG

APOLLO

            Apollo siedział na swoim tronie na Olimpie przypatrując się ognisku Hestii, uśmiechając się pod nosem. Nagle i zupełnie niespodziewanie pojawił sie obraz ukazujący przystojnego mężczyznę o bladej cerze, mocno zarysowanych kościach policzkowych i pięknych szmaragdowych oczach. Czytał… Apollo nie wiedział kim jest ten tajemniczy mężczyzna i, że niedługo nie będzie w stanie o nim zapomnieć.

            Wizja rozmyła się, gdy Atena, wysoka kobieta w zbroi o szarych oczach i jasnych brąz włosach zaczesanych w kok weszła do sali tronowej. Jak zawsze wyniosła i pewna siebie bogini mądrości i wojny sprawiedliwej zasiadła na swoim tronie.

– Witaj Ateno – przywitał sie uprzejmie Apollo. Pomimo tego, że chciał zapomnieć nie był w stanie, cały czas miał przed oczami te szmaragdowe tęczówki. Siedział i rozmyślał o tajemniczym mężczyźnie nie mając pojęcia o tym, że Rada Olimpijska zaczęła już swoje posiedzenie zamyślenia wyrwało go uderzenie pioruna tuż obok jego tronu. Rozejrzał się po sali i zauważył, że wszyscy sie na niego patrzą. Spuścił potulnie wzrok wpatrując się w swoje buty i podłogę.

– Synu! – zagrzmiał gromowładny. – Co sprawiło, że jesteś taki zamyślony? Ułożyłeś nową piosenkę czy wierszyk? Zakochałeś się? A może Apollinek popadł w depresję? – szydził z niego ojciec, a reszta Olimpijczyków uśmiechała się pod nosem. Apollo od zawsze był obiektem szyderstw. Nie zależnie co zrobił zawsze się z niego naśmiewano. Pamiętał jak kiedyś na występie pomylił jedną nutkę, jedną malutką nutkę od której jego życie stało sie istnym przekleństwem. Miał cztery tysiące lat i  po tych czterech tysiącach lat wyśmiewania się i szydzenia z niego miał już dość. Nic nie mówiąc wstał gwałtownie ze swojego tronu i wyszedł z sali tronowej udając się do swojego Pałacu. Usłyszał za sobą krzyki i nawoływania, a po chwili i śmiechy pozostałych. Olimp to nie było miejsce dla Apolla, boga muzyki, słońca, medycyny, sztuki, prawdy i przepowiedni.

LOKI

            Loki, bóg kłamstw i chaosu pochłaniał właśnie kolejną książkę z zaklęciami. Była to jedna z nielicznych rzeczy, która sprawiała mu przyjemność. W pewnym momencie zamknął ją i wpatrywał się w piękny zachód słońca w Asgardzie. Uwielbiał tę porę dnia. Niebo zazwyczaj bladoniebieskie przybierało kolory żółci, złota i czerwieni. Wstał z ławki, na której siedział i zaczął się przechadzać po królewskich ogrodach patrząc na piękne kwiaty teraz w złotej otoczce promieni zachodzącego słońca.

            Spacerował tak, aż dotarł na swoją polanę. Polanę zapomnianą, gdzie nikt nie przychodził, a z której był najlepszy widok na cały Asgard. Spojrzał w słońce i nagle znalazł się w jakiejś komnacie. Było tam dwanaście tronów, wszystkie zajęte. W pewnym momencie przemówił jeden z nich szydząc z blond mężczyzny, o opalonej, wysportowanej sylwetce i niebieskich oczach pełnych smutku. Z wypowiedzi tego starszego mężczyzny z piorunem w ręku wywnioskował, że chłopak jest jego synem, a imię Apollinek to prawdopodobnie zdrobnienie od Apollina. Apollo wstał i wyszedł z sali, a wraz z tym skończyła się wizja Lokiego. Bóg kłamstw stwierdził, że uda się do biblioteki, gdzie znajdzie odpowiedzi na nurtujące go teraz pytania o przystojnym Apollu.

Autor wazownik
Opublikowano
Kategorie Mitologia
Odsłon 353
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!