Nad krzyżykiem Geralda – Rozdział II

Rozdział II
Czerwone wino i tosty
Jacqueline

– Za jaki gszechy? – mruczała dziewczyna pod nosem, siedząc na zimnych płytkach łazienki. Kolejny dzień czuła straszne mdłości, które pogarszały jej się kiedy tylko chciała wstać z miejsca.

Po chwili usłyszała pukanie do łazienki, jęknęła tylko w odpowiedzi głośno i spojrzała na ciemne drzwi, przez które zajrzał jej starszy brat. Jego dłuższe, jasnobrązowe włosy opadały mu luźno na ramiona. Jego wzrok był skierowany w rudowłosą, a oczy wyrażały jedynie troskę. Podszedł do siostry i kucnął obok niej, zaczynając lekko masować jej plecy. Podał jej również butelkę z wodą.

– Jak się czujesz? – zapytał czule z o wiele mniej wyczuwalnym akcentem.

– A jak myszlisz? – wymamrotała, biorąc kilka łyków wody i kilka głębszych wdechów.

– Zrobiłem ci śniadanie, zaraz mam klientkę, więc muszę iść na dół. Jakby się coś działo to daj znać. – Po tych słowach wyszedł z łazienki i ruszył wykonywać swoją pracę.

Jacqueline ponownie jęknęła przeciągle i powoli podniosła się z płytek, wiedząc, że mdłości same z siebie nie przejdą. Powoli wyszła z łazienki i przeszła do sąsiedniego pomieszczenia. Ociężale usiadła przy stole i spojrzała na dwa tosty z dżemem oraz kawę z dużą ilością mleka. Dopiero po chwili zaczęła powoli jeść posiłek. Była wyjątkowo niewyspana, przez co nawet najprostsze czynności wydawały się być dla niej niesamowitym wysiłkiem.

Spożywanie posiłku przerwał dziewczynie dźwięk komórki. Mentalnie zaczęła kląć na tą osobę, ale poszła do swojej sypialni i odebrała szybko połączenie.

Bonjour? – przywitała się odruchowo po francusku.

– Cześć, Jacqueline. Gdzie zgubiłaś brata? – Usłyszała po drugiej stronie głos Maksymiliana.

– Pszyszła klient do niego… – oznajmiła spokojnie, wracając do kuchni i upijając trochę kawy. Jednak skrzywiła się na jej smak i z wielkim żalem odsunęła ją od siebie. Do tej pory nie było szans, aby smak tego napoju jakkolwiek negatywnie wpływał na jej kubki smakowe.

– A będzie szansa, żebym mógł wpaść do salonu z swoją siostrą? Młodej przyszła sukienka, która jest w stanie agonalnym, a potrzebuje jej na poniedziałek. – Chłopak zaczął mówić dość szybko.

– Wolniej… – westchnęła i spojrzała na tablicę korkową, która była pełna kolorowych karteczek i planerów. – Pszyjćcie o dwunasta.

– Jesteś wielka, Jacqueline! Będziemy punkt dwunasta, do zobaczenia! – Maks szybko się rozłączył, a rudowłosa odgarnęła kosmyk włosów do tyłu i spojrzała przez okno na niewielki rynek miasta.

Dookoła były kolorowe i zdobione kamieniczki. Jedne w lepszym, inne w gorszym stanie. Jednak w każdej z nich na parterze znajdował się jakiś sklep. Kilku jubilerów, fotograf, księgarnia, kawiarnia, dwa sklepy z butami, banki… Prawie, że wszystko w jednym miejscu. Można było jasno stwierdzić, że całe życie miasta toczyło się w tych okolicach.

Po dokończeniu śniadania Jacqueline poszła do sypialni, aby się przygotować na kolejny dzień. Kiedy wyglądała w miarę przyzwoicie zeszła na parter do sklepu jej brata i usiadła za ladą, zaczynając wyciągać z szafek wszelką dokumentację. Zaczęła od jej ułożenia na nowo, ponieważ Armel, jak to Armel, musiał wszystko poprzekładać w swój artystyczny nieład.

Rudowłosa wsłuchiwała się w dźwięk papieru oraz rozmowy prowadzone w drugiej części sklepu, zajmując się swoją pracą. Kiedy byłą pewna, że wszystkie dokumenty znajdują się na swoich miejscach wzięła się za najnowsze z nich oraz ostatnie faktury. Ponownie musiała rozpocząć żmudną pracę z licznymi segregatorami oraz skoroszytami. Musiała jednak przyznać, że nie przeszkadzało jej to szczególnie. Wolała na pewną taką pracę niż bieganie po wielkim sklepie czy słysząc nad sobą przypomnienia o dotrzymaniu terminu.

Po jakimś czasie przyszedł do niej brat, siadając obok niej na blacie i zaglądając w dokumenty.

– Tszego dusza pragne? – zapytała, patrząc na szatyna.

– Czy mogłabyś zamówić mi takie materiały? – zapytał z niewinnymi oczami, podając siostrze rozpiskę materiałów, kolorów i długości.

– Zrobie to, Maks do mnie cwonił – oznajmiła. – Pytał się czy mosze pszyjśc z siostra, bo coś się stało z jej sukienka.

– O której mają przyjść? – dopytał, zaczynając przeglądać skoroszyt z ostatnimi fakturami za materiały.

– O dwunasta masz wolna chwila – stwierdziła, podpierając na dłonie podbródek i patrząc na Fillona.

– Masz rację, znasz lepiej mój grafik dnia niż ja sam – zaśmiał się po spojrzeniu w rozpiskę na dzisiejszy dzień.

– Co ustaliłes z klient? – zapytała rudowłosa, patrząc wciąż na brata.

– Klasycznie biała sukienka, brokat, tiul, trochę haftu na gorsecie, sukienka typu księżniczka – oznajmił, wzdychając lekko i pokazując siostrze szkicownik z projektem dla klientki.

– Pszepiękna suknia – przyznała z lekkim żalem w głosie Francuzka… oddałaby w tamtym momencie wszystko, aby ona również mogła zostać panną młodą…

– Nie płacz – poprosił szatyn, słysząc ton głosu siostry i widząc szklane oczy.

– Pszepraszam… – Szybko przetarła oczy rękawem bluzy i wróciła do swoich obowiązków, chcąc oderwać się myślami od dołujących ją faktów.

W ten sposób rodzeństwo zajęło się sobą. Armel poszedł do swojej pracowni i przy muzyce zajął się wykrawaniem materiałów, mierzeniem, szyciem, haftowaniem bądź wykończeniami danej sukni. Jacqueline nie była w stanie tego ocenić, jej brat był zbyt chaotyczny, żył w swoim świecie artystycznego nieładu.

Rudowłosa za to skupiła się na zamówieniu materiałów, przelewach, fakturach i wszystkich sprawach związanych z księgowością firmy jej brata.

Dopiero kilka minut po godzinie dwunastej do sklepu wszedł brunet z niższą od siebie dziewczyną. O ile Jacqeline kojarzyła niebieskookiego, tak blondynkę nie za bardzo znała.

– Cześć, Jacqeline! – przywitał się chłopak, wchodząc za blat i całując rudowłosą w policzek z szerokim uśmiechem.

– Maks – zaśmiała się lekko Francuzka i wtedy też na piętro zszedł Armel z spiętymi w kucyk włosami.

– Nie podrywaj mi siostry – poprosił z śmiechem Fillon, podchodząc do zbiegowiska.

– Ani bym śmiał, moje szanse u Anieli sięgnęły by zera – oznajmił, przysiadając na blacie. Dookoła Maksymiliana była wyczuwalna bardzo radosna aura. W jego towarzystwie nikt nie mógł się smucić czy dołować.

– Byłem pewny, że już od dawna masz u niej mniej niż zero – przyznał szatyn, szybko się odwracając do cichej blondynki. – Cześć, Felicja! Co ci się stało z sukienką?

– No właśnie… – Blondynka wyciągnęła z torby zlepki materiału, które miały najwyraźniej przypominać sukienkę. Francuz kiedy to zobaczył to czuł jak jego krawieckie serce się rozpada. Materiał był ciemny, jakby brudny. Dodatkowo w połowie rękawa czy talii były zaszyte byle jak dziury. Ta sukienka była istną katastrofą. Gdzieniegdzie materiał był poszarpany i wystawały nitki.

Mon Dieu! – zawołał zszokowany Armel. – Skąd to wytrzasnęliście?

– Koleżanka poleciła mi stronę, na której zamówiła sukienkę na wesele swojej kuzynki. Była piękna, więc postanowiłam sprawdzić i dostałam coś co nawet nie ma podobnej kolorystyki do tej co zamówiłam – wyjaśniła prędko blondynka z łzami w oczach. – A potrzebuję sukienki już na poniedziałek, mam poznać rodziców Sama! Najgorsze jest to, że mamy iść do jakiejś eleganckiej restauracji, a ja nie mam odpowiedniej sukienki! Mam jedną, w której byłam na weselu przyjaciółki, zresztą jest zabrudzona, nawet nie pamiętam od czego i…

– Felcia, zwolnij – uspokoił ją szatyn, a po kilku głębszych wdechach z oczu dziewczyny odpłynęły łzy. – Możesz poszukać w gotowych sukienkach u mnie tej idealnej, później ją przerobię pod ciebie, jeśli coś będzie nie tak. Jakieś zwężenie w talii czy coś. Nie ma problemu, w tym czasie Maks złoży w twoim imieniu reklamacje. Zgoda?

– Tak, dziękuję. – Blondynka lekko się uśmiechnęła i razem z Francuzem poszła między wieszaki z kolorowymi sukienkami.

Jacqeline z lekkim uśmiechem patrzyła siostrą Maksymiliana oraz swoim bratem. Od dawna czekała aż zjawi się tu taka dziewczyna, która zawróci mu w głowie. Jednak większość, która się tu zjawiała to przyszłe panny młode. Co jak co, ale Armel miał wielkiego pecha do znalezienia sobie wybranki.

– Powiedz mi moja droga Jacqeline… – Maks wstał z blatu i stanął naprzeciwko rudowłosej, nachylając się w jej stronę. – Jak tam mój mały prawie że bratanek?

– Ceka, nie zapędzac się, Maks – zaśmiała się lekko dziewczyna. – Niby jak wiesz czy to bęcie chłopak czy ciewcyna?

– Nie wiem, strzelam! – przyznał z śmiechem.

– I z jaka strona to bratanek cy bratanieca?

– Jesteś siostrą Armela, więc już w połowie to prawie jak mój bratanek, ze strony ojca też prawie jak wujek jestem. Pół plus pół daje jeden, więc to jest praktycznie biologiczny bratanek dla mnie! – wyjaśnił roześmiany brunet, a rudowłosa spojrzała na niego z powątpieniem.

– Wiesz, sze to tak nie dziela? To nie ma logika, jak jusz to jestes pszyszywany wujek – oznajmiła z lekkim, pobłażliwym uśmiechem.

– To będę chrzestnym! – zadeklarował i pomachał do swojej siostry oraz przyjaciela, którzy właśnie oglądali kremową sukienkę. – Armel! Będę chrzestnym twojego siostrzeńca!

W odpowiedzi brunet zobaczył tylko środkowy palec.

***

Rudowłosa po wzięciu prysznica uczesała włosy i związała w luźnego warkocza. Szybko założyła piżamę i skierowała się do kuchni. Zrobiła się głodna niczym wilk, a to był wyraźny sygnał, że musi wszystko zostawić.

Kiedy tylko przekroczyła próg kuchni do jej nozdrzy dotarł niesamowity zapach kurczaka. Zaciągnęła się nim i zajrzała bratu przez ramię. Po zobaczeniu zawartości garnka jej wzrok natychmiast powędrował przez długość blatu.

– Ile wlałes wina do kurcak? – zapytała, patrząc wprost na prawy profil brata. Armel szybko spojrzał na nią zdezorientowany. – Jestem załamena…

– Przepraszam, Jacqueline! Nie wiem o czym myślałem! – Szatyn od raz zaczął przepraszać siostrę, jednocześnie starając się nie zepsuć bardziej swojego kuchennego wyczynu.

– Na pewno nie o coq au vin – stwierdziła i podeszła do lodówki, aby zrobić kolację bezalkoholową.

– Ale wiesz…. sądzę, że ani tobie ani dziecku się nic nie stanie po jednym daniu z odrobiną wina. Z tego co wiem to nasza maman okazjonalnie piła wino, jeszcze jak była ze mną w ciąży – oznajmił pewnie i wyłączył kuchenkę pod garnkiem.

– Teraz widec tego efekt – mruknęła pod nosem zirytowana rudowłosa. Po wyłapaniu zdezorientowanego wzroku brata prędko zmieniła temat: – Ta twoje odrobina wino to cała butelka, tak w kwestia pszypomnienie.

– Na przyszłość postaram się ograniczyć gotowanie z winem – obiecał i zabrał pokrywkę z garnka. Do potrawy dorzucił podsmażone pieczarki i zaczął delikatnie mieszać, starając się nie rozwalić kawałków mięsa.

– Jesteś okrytne… – oznajmiła Francuzka i zrobiła sobie kilka kanapek, do których zaparzyła herbatę. Podczas gdy jej brat nakładał dla siebie ciepłe danie to ona poszła do swojego pokoju, aby uniknąć kuszących zapachów.

W pokoju postawiła na blacie biurka talerz z swoim posiłkiem oraz ciepły kubek. Wygodnie usiadła na krześle i okryła się kocem, aby następnie uruchomić laptopa. Kiedy urządzenie się załadowało to połowa jednej z kanapek już zdążyła zniknąć. Zadowolona Francuzka weszła na Internet i zaczęła sprawdzać powiadomienia, które co dopiero się pojawiły. W sumie nie było wśród nich jakiś bardzo interesujących rzeczy.

Przynajmniej do czasu, aż zobaczyła wspomnienie sprzed roku…

Jacqueline wtedy zamknęła laptopa bez choćby pomyślenia, aby wylogować się z swoich kont i wyłączyć karty. Westchnęła ciężko i oparła się wygodniej o krzesło. Dopiła do końca swoją herbatę i położyła się do łóżka. Nie odniosła naczyń do kuchni, nie poszła umyć zębów ani nic innego. Po prostu chciała się położyć i zasnąć.

Leżąc na materacu delikatnie ułożyła dłonie na swoim lekko zaokrąglonym brzuchu. Może to było dziwne, bo nie było po niej widać ciąży. Jednak ona całą sobą czuła przepełniającą ją świadomość, że pod jej sercem jest dziecko. Dość szybko zmożył ją sen, całe szczęście, ponieważ Jacqueline nie chciała wracać wspomnieniami do przeszłości…

***

Jacqueline siedziała spokojnie przy toaletce i kończyła swój makijaż. Jak na złość musiała zepsuć wszystko na samym końcu. Przypadkowo omskła jej się czerwona szminka i wyjechała nią poza linię dolnej wargi. Rudowłosa cicho przeklęła i zaczęła zmywać nieproszony ślad. Po szybkiej poprawce usłyszała dźwięk telefonu.

Od Gilbert:
Jestem na krzyżówce, mam czerwone światło, możesz wychodzić!

Francuzka uśmiechnęła się lekko, wstając od lusterka. Wzięła swój żakiet oraz torebkę, a następnie opuściła mieszkanie. Wyszła idealnie na czas, kiedy zamknęła za sobą szklane drzwi to na parking przed nią wjechał zadowolony z siebie albinos. Rudowłosa usiadła na miejscu pasażera i pocałowała lekko młodego mężczyznę w policzek.

— Bonjour! — Uradował się Pabierowski i zaczął cofać samochodem, aby ruszyć w dalszą drogę.

— Pszeszedłesz na francuska? — zaśmiała się lekko dziewczyna.

— I tak będzie szło mi lepiej niż tobie z polskim — skomentował rozbawiony białowłosy, a Francuzka nadęła czerwone od wstydu policzki.

— To trudna język! Moja mamie umieła polska podobnie jak ja! Dopsze, sze udałe mi się naucec to! — zbulwersowała się Jacqueline.

— Armel o dziwo mówi jak rodzony Polak! — zaśmiał się Pabierowski, kierując spokojnie samochodem.

— Tak? To uwaszaj! — ostrzegła go kobieta i spojrzała przez okno na mijające budynki. Po dłuższej chwili ciszy Gilbert najwyraźniej nie mógł już znieść zbyt spokojnej atmosfery.

— Jacqueline… nie chciałem cię urazić, żartowałem tylko. — Złapał delikatnie jej dłoń kiedy akurat stali na czerwonym świetle. Rudowłosa odwróciła się do niego i lekko uśmiechnęła. — Jakie wino wolisz?

— Cerwony — oznajmiła z lekkim uśmiechem i zabrała dłoń kiedy zobaczyła zmianę koloru sygnalizacji świetlnej.

Po pół godzinie byli już poza miastem i wspólnie zajechali w pobliże niedużej miejscowości. Gilbert zaparkował samochód na wale, który miał za zadanie chronić ludzi przed wylewaniem rzeki. Był jednak również dobrym miejscem na poranne bieganie, spacery czy nawet obserwację nieba. To ostatnie było dzisiejszym celem Pabierowskiego. Jacqueline natomiast nie miała pojęcia po co tu przyjechali.

Oboje wysiedli z pojazdu, albinos z bagażnika wyciągnął złożony koc oraz torbę. Wszystko położył z przodu pojazdu. Najpierw rozłożył materiał na masce samochodu i pomógł na nim usiąść swojej dziewczynie. Później sam usiadł obok niej odkorkowując butelkę wina. Nalał napoju do jednego kieliszka i podał Jacqueline.

— A ty? — zapytała zdziwiona, ale przyjęła szkło z czerwoną cieczą.

— Ja prowadzę, poza tym ostatnie tygodnie miałaś naprawdę męczące. Roboty w księgowości dla brata miałaś tyle. — Gilbert machnął gwałtownie dłonią na wysokości swojego czoła. — A twój pracodawca to debil i dołożył ci dodatkowych papierów.

— Szcesze? Cekam tylko asz Armel zdecydoje się na rozszeszenia działalnośc o sukienki wieczorowa, wtedy będę robić u niego za ekspedientka i ksiegowa… — oznajmiła i przechyliła lekko lampkę, patrząc jak ciemna ciecz się w niej przemieszcza.

— Widzisz, za bardzo się stresujesz w tej robocie. Musisz odpocząć. Dlatego masz wino, oglądniemy gwiazdy, pogadamy i zjemy tosty! — oznajmił zadowolony z siebie albinos.

— Tosty…? — Rudowłosa spojrzała zaskoczona na swojego chłopaka, dostrzegając w jego czerwonych oczach ogniki rozbawienia.

— Tak! Zrobiłem dla ciebie tosty! — Uśmiechnął się dumny z siebie samego. Jacqueline nie mogła się powstrzymać i lekko zachichotała. Jednak szybko cmoknęła blade usta Pabierowskiego.

— Dziękuję, jesteś kochany…

Opublikowano
Kategorie Kryminał
Odsłon 253
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!