Ustawienia. Opcje. Sprzedaj. || Levi x Reader – Słaby żart

Słaby żart

Po kłótni z matką, niczym małe dziecko uciekłam do swojego pokoju. Położyłam się plackiem na łóżku i zaczęłam analizować całe to zajście sprzed pięciu minut.
Mimo iż rodzicielka nie obdarzała mnie taką miłością, której normalna nastolatka potrzebuje, nie spędzała ze mną tyle czasu żebym czuła się jak członek tej rodziny, to i tak odczuwam ból, jakby najbliższa osoba wbiła mi nóż w plecy. Jakby ktoś zabrał mi część tego mało ciekawego życia. Nie mam już matki, a ona z pewnością nie ma już córki.
Czuje się jakby ktoś ze mnie żartował. Może ona zaraz przyjdzie i powie mi, że to tylko głupi dowcip? Nie no, na co ja liczę. Ta kobieta mnie nienawidzi. Ma cudowną okazję na pozbycie się mnie i z tego korzysta.
Jak mam ją teraz nazwać? To nieludzkie stworzenie, pozbawione kompletnie jakichkolwiek uczuć, ciało bez duszy i dobrze pracującego serca powiedziało mi, że będę mieć nowego OPIEKUNA. Czemu nie opiekunkę? Niby nic, ale różnica jednak istnieje i potrafi być dość spora w kwestii traktowania podopiecznego. Znając prawa obowiązujące w tym kraju, osoba, która rzekomo ma się mną zająć ma co najmniej osiemnaście lat, ale człowiek w tym wieku raczej nie zrezygnowałby z wszelkich wygód i nie zamykałby drzwi, które wiek pełnoletni mu otworzył. Tym bardziej, że to na 70% facet. Do dwudziestego-czwartego roku życia mi jakoś odpada. Czyli mężczyzna będzie miał plus minus dwadzieścia-pięć lat. No lepiej tyle, aniżeli jakby miał ich z czterdzieści. Nie chce trafić na starego zboczeńca.
W moim rozmyślaniu przerwał mi dzwonek do drzwi.
~Ciekawe kto to… – powiedziałam sama do siebie, rzucając puste pytanie w eter. 
Przywitać gościa jak należy czy dać mu jasno do zrozumienia, że obecnie mam go po dziurki w nosie? Wybieram drugą opcję.
Na dole słychać było jakieś głosy. Jeden należał do mojej BYŁEJ matki a drugi do jakiegoś mężczyzny. Czyżby przyszło moje przeznaczenie? Jeśli tak, to won z tego mieszkania, drzwi wie już gdzie są, skoro udało mu się przekroczyć ich próg. 
Następnym odgłosem, który dopadł do moich uszu to były mocno stawiane kroki. Okey, jest na schodach.
Po całym moim pokoju rozległo się pukanie. Nie jakieś donośne, aczkolwiek bardzo stanowcze.
-Kimkolwiek jesteś, odejdź. – oby to zabrzmiało jak przestroga na życie, która daje mu jasny znak i bardzo ważną wskazówkę – “bez kija nie podchodź”.
-Nie mam takiego zamiaru. – ostrzegł mnie, nie ociągając się już więcej i wchodząc do mojej świątyni.
-Powiedziałam coś. – warknęłam na niego i odwróciłam się plecami, co swoją drogą pewnie wyglądało dość zabawnie.
-Widzę, że dalej nie rozumiesz kim jestem.-wychrypiał.
Nie wiem czemu, ale słysząc ten ton, od razu zmieniłam swoją pozycję tak, by być twarzą do niego. Zobaczyłam dość niskiego mężczyznę w czarnych dżinsach i białej eleganckiej koszuli. Spojrzałam na jego twarz, która nie wyrażała żadnych emocji. Patrzył na mnie z góry jak na kogoś wyraźnie gorszego od siebie. Kruczoczarne włosy przedzielone na środku głowy opadały na jedno kobaltowe oko. No, gdyby nie sytuacja powiedziałabym, że dla takiej urody warto grzeszyć.
-Olśnij mnie. – odparłam dalej mało zainteresowanym głosem, starając się utrzymać stoicki spokój. 
-Trzeba będzie popracować nad tobą. -szepnął licząc na to, że tego nie słyszę, albo mówiąc to specjalnie na tyle głośno, żebym właśnie zrozumiała przekaż. -Pakuj się, zabieram cię z tej patologicznej rodziny.
-Patologicznej? Czemu oceniasz moją rodzinę? – to nic, że mam takie samo zdanie na jej temat. 
-Nie ja sprzedaję jedyną córkę obcemu facetowi. – odpowiedział z pogardą.
Z jednej strony ma rację.
-W takim razie kim jesteś żeby tą jedyną córkę kupować? – wyszeptałam czując pierwsze łzy pod powiekami.
-Wychodzi na to, że twoim wybawicielem. – spojrzał na mnie z niezwykle czarującym błyskiem w oku.-Masz dziesięć minut. Czekam na dole.
Nie powiem, żeby szczególnie przeszkadzał mi fakt, że się przeprowadzam. Zmienię szkołę, otoczenie. Przyjaciół ani kolegów nie mam, więc jeśli chodzi o tę kwestię nie ma co żegnać.
Powoli zaczęłam przenosić ubrania z szafek do walizki, która jak się okazało w zupełności mi wystarczyła. Zawsze myślałam, że będę musiała przenosić pełne kartony, a tu proszę, jedna walizka, w której jest jeszcze sporo miejsca. Do małej torby podręcznej schowałam swój stary telefon, słuchawki, ładowarkę i portfel, po czym złapałam za rączkę od torby i ostatni raz spojrzałam na swoje małe królestwo. Pamiętam jak mi tu kiedyś czytałeś bajki tato. Albo jak z tobą braciszku, urządzaliśmy bitwę na poduszki. Tyle wspomnień w tak niewielkim ponieszczeniu. Rzuciłam ostatnie spojrzenie i wyszłam, zamykając za sobą delikatnie stare, drewniane drzwi z metalową klamką.

Opublikowano
Kategorie Attack on Titan
Odsłon 514
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!