Reine de Poudlard: Rozdział I.

  Zajęłam miejsce przed profesorem Dumbledorem, rozglądając się po pomieszczeniu, które swój okrągły kształt zawdzięczało położeniu w jednej z wież. Na ścianach wisiało od groma portretów poprzednich dyrektorów Hogwartu. Gdzie okiem sięgnąć, leżały książki. Niedaleko biurka stał Feniks o czarnych oczach i szkarłatno-złotym upierzeniu. Ślicznie się prezentował. Przez dłuższą chwilę nie mogłam od niego oderwać wzroku. Potem spojrzałam w przeciwną stronę. Na półkach swoje miejsce miały różne przedmioty, których kształtu nie potrafiłam określić. Zaintrygowały mnie, choć większość ludzi zapewne uznałaby je za zwykłe rupiecie, walające się po pokoju. Nie wiedziałam, jak się nazywają ani do czego służą. Być może to sprawiło, że wydały się mi zarówno tajemnicze, jak i ciekawe. Biurko, przy którym miejsce zajmował Albus Dumbledore zawalone było pergaminami. Nieopodal stał kałamarz, a w nim pióro. Na środku mebla leżała wysłużona, połatana tiara. W końcu spojrzałam na dyrektora, który akurat poprawiał swoje okulary-połówki. Długa, biała broda spływała po jego szacie, a przenikliwy wzrok swoich niebieskich tęczówek skupił na mnie.
   ─ Witaj w Hogwarcie. ─ Uśmiechnął się ciepło, biorąc do ręki starą czapkę. ─ To jest Tiara Przydziału. Wybierze dom dla ciebie.
   Nałożył mi ją na głowę, a ja, trochę zdziwiona, zmarszczyłam brwi. Czy naprawdę czapka ma wybrać dom dla mnie?
   ─ Nie jestem jakąś tam Tiarą. ─ Wzdrygnęłam się, zaskoczona nagłym odzewem. ─ Powinnam czuć się urażona za takowe myślenie o mnie. Już dobrze, nie martw się. W przyszłym roku być może usłyszysz moje pieśni. Do rzeczy… Hm… Hufflepuff… Nie, nie. Puchoni tak nie robią… Twoje nazwisko jest tak ciemne, ale twój charakter jest nieco inny niż zwykle w takiej rodzinie. Twój ojciec… nie, nie możesz tego wiedzieć. Znowu, znowu mam problem… Umysł dość tęgi… Kolejna będzie uprzykrzać życie pracownikom, co? Hm… A może… Ach… ach… 
  Czułam, jakby Tiara Przydziału przekopywała po kolei wszystkie moje wspomnienia, jakby cały mój umysł stał przed nią otworem. Naprawdę nie lubiłam, gdy ktoś się mieszał w moje życie i wybory, analizował je sam. Tiara właśnie to robiła. 
   — Gryffindor!
  Skrzywiłam się, słysząc donośny głos starej czapki. Szybko ją ściągnęłam i odłożyłam na biurko dyrektora.
   ─ Przed gabinetem czeka już na ciebie jeden z naszych prefektów ─ rzekł, poprawiając się na krześle, po krótkiej wymianie zdań. Opuściłam gabinet, rzucając ciche “do widzenia”. Zeszłam po schodach na dół, a posąg gargulca zamknął wejście do gabinetu dyrektora. Odwróciłam się na pięcie, a moim oczom ukazał się wyższy ode mnie, rudowłosy chłopak. Szczupły i ewidentnie starszy. Piegi rozsypane miał po całej twarzy. Na szacie swoje miejsce miała srebrna odznaka z napisem Prefekt Naczelny.
   ─ Nazywam się Percy Weasley ─ oznajmił z wyższością, wyciągając dłoń w moją stronę. Wyprostował się i dumnie wypiął pierś, ukazując odznakę. Już go nie lubiłam.
   ─ Aurora. ─ uścisnęłam jego dłoń i rozejrzałam się po korytarzu, który świecił pustkami.
  Chwilę potem Percy pokazał mi, gdzie znajdują się niektóre klasy, Wielka Sala, która, sądząc po samym rozmiarze drzwi, rzeczywiście musi być wielka i opowiadał o tym, jaki to duży jest ten zamek, ile wieków liczy, czego uczą poszczególni nauczyciele i jak powstała szkoła. Zanudzał wieloma zbędnymi rzeczami i z tego wszystkiego zapamiętałam tylko, że opiekunką mojego domu jest profesor McGonagall i gdzie leży Wielka Sala. Zaczęliśmy wchodzić po schodach, które swoją drogą zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Spojrzałam do góry, nie zważając na słowa prefekta. Zamek miał kilka pięter, ale nie miałam pojęcia, ile dokładnie. Ich rozmiary były zdumiewające. 
  Wtedy schody się ruszyły, a ja straciłam równowagę. Percy pociągnął mnie za szatę, dzięki czemu uniknęłam upadku.
   ─ Na nie trzeba uważać, uwielbiają sprawiać kłopoty ─ rzekł ze spokojem, trzymając się poręczy. Po chwili się zatrzymały, więc ruszyliśmy naprzód. ─ W takim razie, mamy skróconą drogę do pokoju wspólnego.
   Ale fart.
  Zatrzymaliśmy się przed portretem pulchnej kobiety w różowej sukni. Dopiero wtedy dostrzegłam, że portrety tutaj są ruchome. W Beauxbatons było to rzadkością.
   ─ To jest Gruba Dama ─ oznajmił Percy, odwracając głowę na chwilę w moją stronę.
   ─ Podaj hasło ─ odezwał się dostojny, niski głos.
   ─ Fortuna Major. ─ Portret uchylił się, ukazując okrągłą dziurę w ścianie. Przelazłam przez nią za Percym, omal się nie potykając; od razu w kogoś uderzyłam, prawie nas przewracając. Po chwili i tak leżałam na ziemi przygnieciona rudowłosym chłopakiem, gdyż na niego wpadł drugi… identyczny.
   ─ Fred! George! Nie powinniście biegać jak stado małpiszonów! ─ skarcił ich prefekt. Spojrzałam zdezorientowana na trzech rudych, piegowatych chłopców. Dwójka z nich była zupełnie taka sama. Analizując wypowiedź Percy’ego doszłam do wniosku, że jeden z nich miał na imię Fred, a drugi George.
  Chłopcy szybko wstali, co również zrobiłam.
   ─ Sypialnie dziewcząt są tam ─ powiedział, wskazując mi jedne z drzwi, po czym odszedł.
   ─ Przepraszam ─ wymamrotałam w stronę chłopaka, na którego wpadłam. Nie wiedziałam jak się zachowa. Nie wiedziałam czy wpadłam na Freda, czy na George’a. Nie wiedziałam niczego.
  Nigdy nie miałam do czynienia z bliźniakami. Dodatkowo gubił mnie ich wzrost; czułam się dużo mniejsza. I nawet się na nich trochę zapatrzyłam, przez co poczułam się zażenowana.
   ─ W porządku, ten brzydszy mnie pchnął ─ powiedział, co, nie ukrywam, trochę mnie rozbawiło. ─ Fred Weasley. — Chłopak teatralnie się skłonił. ─ A ten drugi to zgre…
  ─ Shh. ─ Drugi bliźniak odepchnął Freda łokciem. ─ George Weasley. Miło poznać. Rozmawiasz właśnie z najprzystojniejszymi…
  ─  …i najzabawniejszymi… ─ Fred zarzucił ramię na barki George’a.
  ─ …mężczyznami w Hogwarcie. 
  ─ Jak się z tym czujesz, mała?
  Ach, więc to tak, chciałam powiedzieć. Ale chyba byłam wtedy zbyt zmęczona podróżą i zaskoczona wszystkimi ludźmi w tym miejscu. 
  ─ Ja… się… nie czuję. 
  Bliźniacy spojrzeli po sobie. Wyszczerzyli się i rzucili jednocześnie:
  ─ To na pewno nasz urok.
  Nie ciągnęłam tego tematu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. W kominku tańczyły pomarańczowe płomienie. Naprzeciwko niego stała czerwona, wysłużona kanapa. Znajdowało się tam również kilka foteli, stolików oraz krzeseł. Pomieszczenie utrzymane było w barwach Gryffindoru ─ złotym i szkarłatnym. Marmurowe schody wiodły do ─ bazując na tym, co powiedział mi prefekt ─ sypialni dziewcząt i chłopców.
  Zagryzłam policzek od środka, wpatrując się w schody.
  ─ Tak, tak. To dowartościowujcie się dalej, ja sobie już pójdę.
  Okrążyłam chłopców i ruszyłam do góry, po czym, wymijając jakąś czarnowłosą dziewczynę, przeszłam przez drzwi. Moim oczom ukazał się dość wąski korytarzyk. Po obydwu jego stronach znajdowało się siedem dębowych drzwi. Napis na drzwiach, na które spojrzałam, brzmiał Trzeci Rok. Niepewnie nacisnęłam klamkę i pchnęłam drewnianą powłokę, która otworzyła się, ukazując mi pomieszczenie z czterema łóżkami. Miały szkarłatne posłania i baldachimy, wsparte na czterech drewnianych kolumienkach. Na jednym z łóżek siedziała jakaś dziewczyna z burzą brązowych włosów na głowie. Czytała książkę i nawet nie zwróciła na mnie uwagi, kiedy weszłam.
   ─ Cześć ─ przywitałam się niepewnie, zamykając za sobą cicho drzwi. Dziewczyna podniosła wzrok znad książki, zaszczycając mnie spojrzeniem.
   ─ Cześć. ─ Uśmiechnęła się w moją stronę. ─ Jesteś nowa, prawda?
  Potrząsnęłam głową.
  ─ Jestem Aurora.
  ─ Hermiona Granger. ─ Wygrzebała się spod kilku książek i koca, w paru krokach znajdując się przy mnie z wyciągniętą dłonią. Uścisnęłam ją lekko. ─ Skąd jesteś?
  ─ Och, ja… w zasadzie, z Anglii, ale długo mieszkałam we Francji i uczyłam się w Beauxbatons. 
  ─ Świetnie! Francja to piękny kraj, a i język francuski dobrze jest znać. Pewnie było ci ciężko, co? ─ Skinęłam tylko głową. ─ Jesteś bardzo zmęczona podróżą? Jak się tu dostałaś?
  ─ Wracałam pociągiem do domu, a stamtąd siecią Fiuu…
  ─ Och, nie miałaś szansy przepłynąć łódką… co za szkoda. Każdy, kto jest w Hogwarcie pierwszy raz, płynie łódką z naszym gajowym przez jezioro. Naprawdę, niezapomniane przeżycie. Szkoła nocą zapiera dech w piersiach… Mam nadzieję, że chociaż będziesz mieć okazję pokonać jezioro na zakończenie roku. W zasadzie nigdy nie słyszałam, by ktoś tu się przenosił. Ach, jesteś pewnie zmęczona. Rozpakuj się, niedługo pewnie przyjdą dziewczyny. 
  Hermiona mówiła naprawdę dużo, ale dużo fajniej było słuchać jej, niż nudnego Prefekta Bezczelnego

Autor hye
Opublikowano
Kategorie Harry Potter
Odsłon 501
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!