Ustawienia. Opcje. Sprzedaj. || Levi x Reader – Każda z tych wersji

Każda z tych wersji

-A więc powiedz mi, jak masz na imię. No i jak mam się do ciebie zwracać? –  zaczęłam pewnie, upijając łyka ciepłego naparu.
-Jestem Rivaille Ackerman, w skrócie Levi i tak możesz się do mnie zwracać. – odpowiedział prawie natychmiast.
-Rozumiem, a mogę wiedzieć jak mnie znalazłeś? Nie potrafię sobie jakoś tego wszystkiego wyobrazić. – wyszeptałam na tyle cicho, by tylko on mnie usłyszał.
W końcu nie wszyscy muszą wiedzieć jaka relacja, lub raczej jaki kontakt jest pomiędzy nami. Słowo “relacja” jest tu raczej za mocnym określeniem. To, że znam jego imię i nazwisko od raptem pół minuty, nie znaczy, że mu ufam. Dzielenie jednego mieszkania z tym mężczyzną, będzie trudne. W tym wszystkim nie mogę zapomnieć o szkole, no i oczywiście o dotychczasowym życiu. Nawet jeśli nic się w nim nie działo, nie mogę zapomnieć o nauce i priorytetach.
-Twoja matka zrobiła aukcje, na którą natrafiłem przypadkiem. Przyjaciel powiedział mi w tedy, że organizowana jest sprzedaż młodych dziewczyn, więc na tym skorzystałem. Nastolatka, bardzo pokrzywdzona, potrzebująca dobrego domu, a co najważniejsze, do dyspozycji własnej. Napisała, że można z tobą zrobić wszystko i powiem ci, że było paru chętnych na twoje drobne ciałko. Zgłosiło się ich naprawdę wielu, zarówno kobiety jak i mężczyźni, którzy z wielką chęcią wykorzystaliby cię w niegrzeczny sposób. Było to jakieś pół roku temu, jeśli chcesz znać ten szczegół.
-Co proszę? Aukcja? Do dyspozycji własnej? – czułam jak głos zaczyna mi drżeć. 
Emocje powoli zaczęły buzować w tym “drobnym ciałku”. Jest ich tak wiele, skaczą we mnie i odbijają się o ściany mojego brzucha wywołując skurcze, a co jakiś czas trafiają również w płuca, jakby chciały odebrać mi oddech. Ciężko to opisać. Złość, strach, rozbawienie, ale i smutek, mieszają się tworząc jedno wielkie uczucie, które ciężko nazwać. 
Nie wierzę w to wszystko. Jakby nie było, to moja matka. Czy była ona w stanie mnie, najprościej mówiąc, sprzedać? 
-Dlaczego miałabym w to uwierzyć. – rzuciłam rozbawionym głosem pełnym desperacji. 
-Mam ci pokazać paragon szczeniaku? – jego ton znów się zmienił, z delikatnego na szorstki i sarkastyczny. 
-To… To obrzydliwe.
-Nie przejmuj się tym wszystkim. Ze mną będzie Ci dobrze. – odrzekł spokojnie, popijając kawę. 
Mówi to wszystko z taką lekkością, jakby to była rzeczywiście błahostka, coś co zdarza się codziennie. 
Zasłoniłam oczy dłonią. Ciężko było nie uronić łez. Trudno było się powstrzymać od szlochu. W jakim świecie żyję, aby takie rzeczy musiały się dziać? Poczułam jak ktoś mnie obejmuje. Nie miałam ochoty zrzucać tej ręki, ani odepchnąć ciepłego ciała, które przycisnęło mnie do siebie. Bez zastanowienia wtuliłam się w mężczyznę i schowałam głowę w zagłębieniu jego szyi. Poczułam, jak delikatnie głaszcze moją głowę, próbując mnie uspokoić. 
-No już… Cichutko. – szeptał co jakiś czas. 
Po paru minutach, udało mu się mnie opanować. Otarłam twarz rękawem, po czym wraz z czarnowłosym skończyłam pić napój. Kiedy wyszliśmy z restauracji, czekał już na nas szofer. Nie minęła chwila a znów byliśmy w drodze. 
-Przepraszam… No wiesz… Za to w restauracji. – wyszeptałam pod nosem, licząc na to, że jednak nie zwróci na mnie uwagi. 
-Proszę? Wybacz, ale chyba nie usłyszałem. – zamruczał łobuzersko, gdy jego oczy zaczęły błyszczeć. 
Wygląda na to, że mam przed sobą piękny obraz, namalowany przez najlepszego artystę. Siedzi obok mnie mężczyzna, którego jasne tęczówki mają kolor dorodnej góry lodowej. Kiedy się w nie zagłębiłam, wydawało mi się, że stają się coraz jaśniejsze i jakby… cieplejsze. Sam błysk, który nie raz już rozświetlił te oczy zdawał się zmieniać lód w ogień.
-Powtórz to co powiedziałaś i przestań się na mnie gapić. – warknął. 
Jego oblicze tak szybko się zmieniło. Był przed chwilą taki miły i delikatny.  
-A weź daj mi spokój. – odpowiedziałam zdenerwowana. – I nie gapię się na ciebie. 
-Nie? – złapał mój policzek i zaczął za niego ciągnąć, jakby był jakąś amerykańską ciocią – A to ciekawe.
-Mówiłam ci już coś na temat przestrzeni osobistej. – zrzuciłam jego dłoń, po czym rozmasowałam obolałe miejsce. 
-A ja coś ci mówiłem na temat tej twojej wyimaginowanej przestrzeni osobistej. Będę ją naruszał kiedy tylko tego zapragnę. – nie wiem czy to groźba, ale zabrzmiało wyjątkowo przerażająco. 
-Przestań. Takie bajki możesz w pracy opowiadać. – odrzekłam z odwagą w głosie. 
Przynajmniej tak sobie wmawiam. W środku boję się jakbym miała cztery lata, a w pokoju zgasło światło. Serce skacze mi jak oszalałe.
-Myślisz, że to bajka? Moje biedne dziecko. – po wypowiedzeniu tych słów, uderzył dłonią w szybę, znajdująca się obecnie za mną. Nie wiem kiedy przekręciłam się na tyle, by oprzeć się plecami o drzwiczki samochodu. W uszy rzucił mi się dość niepokojący dźwięk, coś jakby pas się odpiął. Spojrzałam w bok i zrozumiałam, że zostałam odpięta. 
-Zostaw mnie. – próbowałam go odepchnąć, ale był o wiele silniejszy, czym utrudnił mi zadanie. 
-Może pokaże ci, czym różni się bajka od rzeczywistości? Zobaczysz teraz każdą z tych wersji, co ty na to? 
Jego ton zmieniał się coraz bardziej. Wydawało mi się, że staje się zbyt pewny siebie. 
Kiedy wpatrywałam się w niego jeszcze przez chwilę, czułam obawę, rosnąca z każdą sekundą. W głowie powstawały różne scenariusze, przyjemne, ale i te przerażające. Moja wyobraźnia płatała mi figle i to coraz większe. Nie wiem już, co jest prawdą, a co siedzi w mojej głowie. Z rozmyśleń wyrwało mnie coś wilgotnego, coś co znalazło się na moich ustach w jednym, nie pożądanym przeze mnie momencie.

Opublikowano
Odsłon 458
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!