„Kiedy przychodzi czas próby, często uciekamy.”

Uderzenia błyskawic na niebie rozświetlały czerń nocy, słychać było jak wiatr przecina spadające krople deszczu. Każde uderzenie było silniejsze, burza była bardzo blisko, kolejny błysk i ponownie grzmot, jakby w niebie odbywała się istna wojna… Czas przedstawienia zbliżał się…

Kolejny piorun uderzył w pobliski budynek. Zed nie spał, leżał pomiędzy dwoma kobietami. Jego twarz nabrała starczego wyglądu. Blada cera, podkrążone czerwone oczy oraz zmarszczki na policzkach i czole. Jedyne co pozostało po jego dawnym wyglądzie to bujne białe włosy wraz z grzywką, która nachodziła mu na oczy. Odliczał sekundy od każdego uderzenia. Bał się? Nie.. Czuł, że szykuje się coś gorszego, coś na co nawet On nie jest gotowy. Jedna z kobiet poruszyła się odsłaniając swoje krągłe ciało. Obudzi się? Nie, nie… Spała jak zabita, zresztą podobnie jak druga.

Wczorajszy wieczór był upojny. Wraz z Shenem przypłynęli do Piltover późnym popołudniem, tuż przed zamknięciem doków. Zmęczony dość ciężką drogą postanowił znaleźć nocleg w pobliskim motelu. „Czerwona róża” taką nazwę nosił pewien okoliczny klub gdzie można było za „skromną zapłatą” wynająć pokój z towarzystwem. Rzadko przebywał z kobietami, dlatego postanowił wykorzystać okazję.

Myśli o czymś gorszym, niż On sam nie dawały mu spokoju. Postanowił wstać. Zmienił się w ciemną postać i spłynął z łóżka. Nie chciał obudzić towarzyszek dzisiejszej nocy, zrobił to naprawdę bezszelestnie, jak cień. Kiedy znalazł się na przeciwko łoża, ponownie zaczął przybierać ludzki wygląd. Umięśnione ciało, całkowicie nie pasowało do wyglądu jego twarzy, ogrom blizn na jego plecach oraz ramionach wskazywał, że przeszedł wiele. „Odszukanie Shena będzie dobrym pomysłem”. Ubrania był rozrzucone po całym pokoju. Zebranie ich zajęło mu dosłownie minutę. Czarne szaty oraz długa peleryna z kapturem. Na przedramiona założył swoje karwasze posiadające wysuwające cieniste ostrza. Ponownie przybrał postać cienia i zniknął.

„Są w życiu chwi­le, gdy myśli się, że jest tak źle, iż już gorzej być nie może. Wte­dy właśnie oka­zuje się… że jed­nak może.”

Zimne krople deszczu już coraz rzadziej spływały mu po twarzy, a uderzenia piorunów, były słabiej słyszalne. Shen już udał się na poszukiwania i pierwszym miejscem jakie na pewno musieli sprawdzić było Zaun. Szukanie igły w stogu siana. Ogromne dzielnice, wiele uliczek i tysiące mieszkańców. Był gdzieś tu, tak mu podpowiadał instynkt, ten sam dzięki któremu znaleźli go ostatnio, kilkanaście lat temu. Idąc ulicą za plecami usłyszał jak ktoś lekko ląduje na ziemi – Wreszcie jesteś – powiedział Shen, było to pierwsze słowo jakie usłyszał od niego od początku podróży. Głos miał szorstki i dosadny – Sprawdziłem wstępne informacje, był tutaj, kilka dni temu zakwaterował się na jedną noc w tawernie obok portu. Powiedział mi to pewien chłopiec, który zaproponował mi pomoc w wybraniu noclegu. Niestety Jhin całkowicie zniknął. Prawdopodobnie nie obejdzie się bez pomocy duchów – poinformował. Ilość wymówionych słów zaskoczyły Zeda. Nie czekając na odpowiedź, Oko Zmierzchu ponownie zniknęło. Zed został sam.

Zbliżył się do bramy Zaun. Wielkie drzwi stworzone ze stali, za framugę służyły okoliczne budynki. Zamiana w cień, już był po drugiej stronie. „Sam nie dam rady przeszukać całego tego śmietnika”- wypowiedział w myślach. Jego cień wysypał trzy identyczne, które udały się w różne części dzielnicy, sam udał się w dolne partie miasta, coś mu mówiło, że tam znajdzie odpowiedź.

Na dolne partie prowadziły kręte i naprawdę długie schody. Przepchanie się przez ludzi schodzących, jak i wchodzących zajęło Mistrzowi Cieni dość sporo czasu. W jego myślach zaczęła grać pewna melodia, strasznie cicho, ale im niżej był tym głośniejsza się stawała… Kiedy znalazł się na dole dostał mocnego bólu głowy, musiał usiąść. Znajdował się na targu zajmującym się handlem częściami zamiennymi. Głowa, korpus, kończyny, serce, płuca można było dostać tu wszystko, a szaleni hextechowi lekarze nawet za darmo mogą Cię przerobić na maszynę. Nad placem niechlujnie zapisany widniał napis „Wielka Ewolucja nadchodzi!”.

„Tylko moje czyny sprawią, że ktoś cię zapamięta.”

Znalazł pustą skrzynkę, przewrócił ją i na niej usiadł. W jego głowie już dosadnie dudniła melodia, którą już gdzieś dawno temu usłyszał. Zawroty głowy były coraz mocniejsze. Przed jego oczyma ukazała się dziwna postać. Zbliżała się ku niemu, słyszał jej ciche pomrukiwanie łączące się z tym co miał w głowie. Postać stała tuż przed nim. Teraz go rozpoznał. Posrebrzana maska, która ciągle się uśmiechała, włosy elegancko zaczesane do tyłu, ciemne, czarne oczy budzące grozę. Ubrany w fioletowo-granatowe szaty z domieszką różu oraz czerwieni. Charakterystyczny pakunek umiejscowiony na jego prawym ramieniu i pistolet w dłoni. Jhin stał na wyciągnięcie ręki. Niestety wykonanie jakiegokolwiek ruchu było niemożliwe, nie mógł zrobić nic oprócz obserwacji, został wprowadzony w trans. Khada zaśmiał się lekko, odwrócił do Zeda plecami i poruszył ręką w górę. Ciało Cienia mimowolnie wstało i zaczęło iść za Jhinem.

Świat był tu inny. Czerwone niebo, budynki zarośnięte ciemno-różowymi kwiatami lotosu. Powietrze bardzo ciężkie o metalicznym zapachu. Na niebie widoczny przez rubinowe niebo był krwisto czerwony księżyc. Z nieba co jakiś czas spadały czerwone plamki. Melodia grała głośno, lecz byli tu sami. Tam gdzie Zed postawił krok po chwili nastawała ciemność. Szli tak naprawdę długo, mijali wyniszczone budynki oraz wiele ludzkich ciał. W pewnym momencie Jhin odwrócił się do Zeda i wypowiedział – Nie zdajesz sobie sprawy, jaka piękna będzie twoja śmierć, ale na to potrzebuje odpowiedniego czasu. Przedstawienie niedługo się zacznie – zaczął się głośno śmiać, zdjął maskę, zbliżył się do Zeda i dmuchnął mu w twarz. Z jego ust wyleciała masa różowych płatków lotosu.

Kiedy chmura zniknęła ninja pojawił się ponownie w Zaun. Stał na przeciwko drzwi magazynowych. Melodia całkowicie ucichła, a obok niego znajdował się Shen.

– Duchy mówiły o tym miejscu, to prawdopodobnie tu pozbył się słabości – nabąknął pod nosem. Oszołomiony Zed nie miał pojęcia co się dzieje. Shen wyważył drzwi magazynowe mocnym uderzeniem pięści i wszedł do środka. Otrząsnął się i wyruszył za nim. Duża sala w której znajdował się multum złomu oraz skrzyń. Jego towarzysz stąpał naprawdę pewnie, jakby całkowicie zapomniał, że jest na terytorium wroga… jakby zapomniał że jest ninją… W centrum stały parawany, które zasłaniały jakiś obiekt podobny do stołu, mógł to rozpoznać gdyż wielka lampa rzucała światło z której powstawał cień. Widniała tam również sylwetka człowieka. Zgarbiona postura oraz trzecia ręka na ramieniu zdecydowanie mogły wystraszyć zwykłego mieszkańca.

Shen przyśpieszył kroku, nie zauważając małej stalowej żyłki uruchomił alarm. Z jednej skrzyni odskoczyła jedna ściana, z niej zaczęła podnosić się maszyna podobna do człowieka. Gigant o wielkości co najmniej trzech umięśnionych mężczyzn i szerokością dorównujący słoniu, kierował się w ich stronę. Shen odskoczył od zadanego ciosu, robota i rzucił się w stronę parawanów – Jest twój – krzyknął do Zeda. Zdziwiony i lekko podirytowany zachowaniem swojego towarzysza przygotował się do walki. „Nie jest sobą” – powiedział w myślach. Przyjął posturę lekko uginając nogi, wyciągną ostrze i czekał na uderzenie przeciwnika.

Łup. Metalowa łapa opadła na ziemie. Zed wykorzystał okazję i używając cienia przeskoczył na plecy metalowego golema. Uderzenie w łączenie ręki oraz korpusu. Posypały się iskry, a robot wydał dźwięk przypominający krzyk. Próba obrócenia. Ponownie przeskoczył i uderzył w to samo miejsce. Ręka padła z hukiem. Robot przeważył się i upadł na cięższy bok. Ostatni cios został zadany w głowę. Iskry wydobywające się z metalicznej czaszki poparzyły jego rękę. Powstrzymał grymas na twarzy. Usłyszał głośne uderzenia dochodzące zza parawanów. Kiedy się do nich zbliżył odgłosy ucichły. Shen stał nad martwym ciałem. Z jego rąk spływała krew i czarna substancja przypominająca smołę. W jednej z nich trzymał jakiś papier. – Sprawdź – rzucił w stronę Zeda. Papier okazał się plakatem na której widniał napis ” Festyn Księżyca. Największe święto w Piltover. Musisz tam być”.

Autor DeCey
Opublikowano
Odsłon 824
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!