Sen o wojnie

Urodziłam się w rodzinie z wielopokoleniową tradycją wojskową. Od zawsze byłam odstawiana na ostatnie miejsce, przecież dziewczyna nie pójdzie do armii i nie przyniesie chluby rodzinie. Czy naprawdę nic nie znaczę? To pytanie zadawałam sobie chyba od zawsze. Gdy nie mogłam już wytrzymać postanowiłam, że będę najlepszym żołnierzem jakim jeszcze nikt z mojej rodziny nie był. Poszłam do najlepszych szkół i kształciłam się. Po wielu wyrzeczeniach i porażkach w końcu znalazłam się w miejscu, w którym chciałam być. Wszyscy byli ze mnie dumni i zaczęli się do mnie przyznawać, tego właśnie brakowało mi aż do teraz. Dowodziłam wojnę z wrogą nam krainą, która nam zagraża. Coraz więcej bitew szło po mojej myśli, na razie odnosiliśmy same zwycięstwa. Po ostatnim takim starciu jeden z generałów, który nazywał się Marcus przyprowadził ze sobą około dziesięciu nieprzyjaciół. Wszyscy byli skuci, wyglądali żałośnie, słaniali się na nogach i widać było, że są bardzo ranni.

– Co mam z nimi zrobić? – zapytał.

– Ulokuj ich w wolnym namiocie, ustaw straże, przynieś im coś do jedzenia i sprowadź lekarza.

– Tak jest!

Jedyne na co nie byłam przygotowana na polu wojny, to nie same bitwy tylko ich koniec. Pomaganie rannym, chowanie zabitych czy spisywanie danych zmarłych. Nie miałam do tego serca. Udałam się do swojego namiotu, by zaplanować strategię na następne starcia. Z nad dokumentów wybudził mnie dopiero głos Marcusa. Zobaczyłam go w wejściu razem z jednym z pojmanych, który wyglądał najgorzej ze wszystkich.

– Dla jednego z nich nie starczyło miejsca, co mam z nim zrobić?

– Połóż go tutaj, czy zająłeś się tamtymi tak jak mówiłam?

Generał ułożył go na łóżku, zauważyłam, że nie jest już skuty kajdankami.

– Ależ oczywiście!

– Zawołał lekarza.

– Tak jest!

Porzuciłam wypełnianie planów i raz jeszcze spojrzałam na mojego nieproszonego gościa. Potargany mundur, a na nim wiele odznak i dużo ran na całym ciele. Po chwili wszedł lekarz i zaczął go badać.

– Co z nim? – zapytałam.

– Nic poważnego, wiele siniaków. Ma też dużo ran, ale wszystkie są płytkie, nie wdało się do nich żadne zakażenie, martwi mnie jedynie wysoka gorączka. Najlepiej by się teraz nie nadwyrężał i odpoczął.

– Czy mogłabym jakoś pomóc?

– Tak, trzeba mu zrobić zimny okład na czoło i zmieniać co jakiś czas.

– Rozumiem, czy coś jeszcze?

– Nie to koniec.

– A jaki jest stan pozostałych?

– Nic wielkiego, wszyscy są jedynie wycieńczeni, ale też potrzebują chwili wypoczynku.

– Dobrze.

– Będę się zbierał.

– Oczywiście, dziękuję za pomoc.

– Dla pani zawsze.

Uśmiechnęłam się do siebie, ale zaraz przypomniałam sobie o poszkodowanym. Na szczęście zasnął, zrobiłam mu więc okład i przyłożyłam do czoła. Siedziałam przy nim już od dłuższego czasu i chyba nawet przysypiałam, gdy ten jęknął. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu rozbieganym wzrokiem, aż zatrzymał się na mnie.

– Kim jesteś? – zapytał.

– Dowódcą tej armii.

– Czyli stałem się jeńcem wojennym…

– Tak mniej więcej.

– Dlaczego jeszcze żyję?

– Cóż stwierdziłam, że spróbuję cię przeciągnąć na moją stronę.

– Powodzenia życzę.

– Jesteś nie miły!

– Czy ktoś trafił tu ze mną?

– Razem z tobą przyprowadzili około dziesięciu ludzi.

– Co z nimi zrobiliście?

– To samo co z tobą, próbujemy ich przekonać do swoich racji.

– A jeśli, żaden z nas nie zgodzi się na zmianę stron?

– Wypuszczę was z dala od obozu i róbcie co chcecie.

– Nie żartuj sobie!

– Nie żartuję, wolałbyś żebym kazała was rozstrzelać?

– No nie za bardzo.

– Właśnie.

Ten moment wybrał Marcus, by wkroczyć do namiotu z dwoma talerzami pełnymi jedzenia.

– Przyniosłem ciepły posiłek.

– Nie musiałeś, sama poszłabym.

– Oboje wiemy, że to kłamstwo.

Przemilczałam to stwierdzenie i wzięłam od niego jedzenie.

– Czy jeszcze coś jest potrzebne? – zapytał.

– Nie wydaję mi się, możesz już iść.

Po jego wyjściu dałam jeńcowi parujący talerz i sama zasiadłam do jedzenia. Po spożyciu odezwałam się gość.

– Na pewno żaden z nas do was się nie przyłączy.

– Dlaczego?

– Bo przegracie wojnę, a nikt z nas nie chce być po przegranej stronie.

– Nie opcji, żebym teraz się poddała.

– Skoro tak mówisz…

To mówiąc położył się spać, już po chwili usłyszeć było jego spokojny oddech. Stwierdziłam, że i ja się położę, więc ułożyłam się na drugim łóżku i odpłynęłam w krainę Morfeusza. Obudził mnie hałas w obozie, wstałam jak najszybciej i wyszłam na zewnątrz. Już z oddali widziałam zbliżającego się Marcusa.

– Więźniowie uciekli.

– Jak to uciekli?

– Zauważyli luki w godzinach strażujących i nawiali.

Szybko wbiegłam do mojego namiotu i faktycznie na łóżku nie było nikogo. Za mną wpadł generał.

– Mamy ich szukać?

– Szkoda czasu, lepiej przygotujmy się do następnej potyczki.

– Tak jest!

Tak, więc zaczęliśmy przygotowania, objaśniłam strategię i kazałam się wszystkim porządnie wyspać przez najbliższe godziny. Następnego dnia rozgorzała bitwa, największa jak dotąd. Nie spodziewaliśmy się tak licznej armii wroga, po kilku godzinach tylko mój oddział został jeszcze na nogach. Widziałam, jak zmierzają z naszą stronę, nagle zostałam wypchnięta na tyły, to Marcus.

– Co ty robisz? – zapytałam.

– Uciekaj!

– Nie zostawię was tu samych, jestem za was odpowiedzialna!

– Masz uciekać! O nas się nie martw!

– Ale…

– Żadnego ale, pośpiesz się!

Ze łzami w oczach odwróciłam się do niego tyłem i pognałam przed siebie. Gdy byłam już daleko w pobliskim lesie, pozwoliłam sobie na żałosny szloch. Właśnie zostawiłam swoich towarzyszy na pewną śmierć. Jaki ze mnie dowódca. Skoro chcieli, żebym przeżyła to spełnię ich życzenie. Z tym postanowieniem wstałam z kolan, wytarłam twarz i ruszyłam przed siebie. Przez pierwsze kilka dni wszystko szło dobrze, aż poczułam, że jestem obserwowana. Rzuciłam się przed siebie, jednak na nim się to zdało, zostałam złapana i wlekli mnie do ich obozu. Właśnie szłam przez środek ich obozu, rozglądałam się dookoła, by znaleźć jakiś sposób na ucieczkę. Niczego nie znalazłam, ale wypatrzyłam tego żołnierza, którym się opiekowałam. W szoku spojrzał na mnie i ruszył w moim kierunku. Powiedział coś do ludzi, którzy mnie trzymali, a oni mnie puścili. Chciałam uciec jednak teraz to on mnie trzymał, jak widać nie mam szans na ucieczkę. Coraz bliżej był już namiot dowódcy, z każdym krokiem powiększał się strach wewnątrz mnie. Przed samym wejściem żołnierz odwrócił się do mnie.

– Nie martw się.

Nie zdążyłam się nawet zastanowić nad znaczeniem jego słów, gdy wciągnął mnie do środka. Z ciężkim sercem stanęłam przed obliczem wrogiego dowódcy. Po jego krótkim spojrzeniu na mnie i żołnierza, machnął ręką. Przygotowałam się już na najgorsze, mój znajomy prowadził mnie gdzieś, ale ja nawet nie patrzyłam przed siebie, a w ziemię. Kazał mi wsiąść do auta, zawiązał mi opaskę na oczach i ruszyliśmy z piskiem opon. Po niedługim czasie zatrzymaliśmy się, zostałam wyciągnięta z samochodu i odsłonił mi oczy. Staliśmy przed ogromną rezydencją otoczoną lasem, prowadził mnie do środka do najwyższej komnaty. W szoku weszłam do niej i przeżyłam jeszcze większy szok, wyglądała prawie jak wnętrze mojego namiotu.

– Dlaczego jeszcze żyję? – spytałam z coraz większym zdezorientowaniem.

– Gdy wzięłaś mnie i moich towarzyszy do niewoli dałaś nam jedzenie, miejsce do odpoczynku i pomoc lekarską.

– Nadal nie rozumiem…

– To twoja dobroć cię uratowała.

– Co?

– Po mojej stronie nikt tak nie postępuje, wiążemy i czekamy na rozkaz rozstrzelania. Dlatego byłem pod wrażeniem ciebie i twojego zachowania, pozostałaś człowiekiem nawet w obliczu wojny, która wyzwala w ludziach najgorsze emocje.

– Nadal nie rozumiem, dlaczego jeszcze mnie nie zabiłeś? – spytałam łamiącym się głosem i spuściłam spojrzenie na podłogę.

– Ponieważ zdobyłaś mój szacunek i serce.

Poderwałam głowę i spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

– Czyli przekonałeś swojego dowódcę, by mnie nie zabijał?

– Tak.

– Jak tego dokonałeś? Przecież jesteś tylko zwykłym żołnierzem.

– Nigdy się ci nie przedstawiłem, dlatego nie wiesz, ale jestem bratem dowódcy i za zasługi na linii frontu pozwolił mi na jedno życzenie.

– I co sobie zażyczyłeś?

– Ciebie i wypisania z tego całego chaosu.

– Przecież nawet mnie nie znasz, nie wiesz jak mam na imię.

– Uratowałaś mnie i ja spłaciłem ten dług, gdy mnie sprowadzili przed twoje oblicze ty opiekowałaś się mną i innymi, jakbyśmy byli twoimi sojusznikami. Nie mogłem przejść obojętnie, gdy to ty potrzebowałaś ratunku. 

– Jak sądzę ty też ode mnie czegoś oczekujesz za wszystko co dla mnie robisz?

– Jestem w tobie zakochany i zrobię dla ciebie wszystko, powiedź tylko słowo.

– Ja nie czuję do ciebie tego samego…

– Wiem, ale mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni.

– Więc czego oczekujesz ode mnie?

– Chcę tylko byś zamieszkała razem ze mną w tej rezydencji, chcę się z tobą zaprzyjaźnić. Pomyśl, może z czasem, gdy poznasz mnie bliżej, zakochasz się we mnie.

Z każdym jego słowem przybliżał się do mnie, aż nasze usta złączyły się w pocałunku.

Opublikowano
Kategorie One-shot Romans
Odsłon 357
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!