Spider-Man Instinct //Tom Holland ff

MARK1; Spider-Parker

– Strach czy wściekłość? Jak podaje najnowsze nagranie, które wstrząsnęło mieszkańcami Nowego York’u, Spider-Man to niejaki Peter Benjamin Parker. A to nie koniec. Okazuje się, że przyjazny bohater z sąsiedztwa nie jest jednak taki jak nam się wydaje. Posłuchajcie tego:

– Czy na pewno chcesz aktywować atak dronów? Będą liczne starty wśród ludności cywilnej.
– Takzrób to. Uruchom je wszystkie.

Czy zdesperowany śmiercią mentora, postradał zmys…

– May przestań słuchać tych bzdur.- syknął poirytowany Peter i wyłączył telewizor.
– Chcę wiedzieć na jakich podstawach wszyscy wierzą w kłamstwa tego całego Beck’a.- wyjaśniła ciocia chłopaka, podnosząc się z kanapy i podchodząc do nastolatka. – Sami napisali w dzisiejszej gazecie, że znaleźli ten filmik na Dailybugle*.
– Jejku May, dość!- Peter uniósł się nieco, wyrzucając ręce w górę.- Mam dość całej tej szopki! Nie chcęo tym słyszeć! Jestem zmęczony. Chce odpocząć. Idę do Michelle.- zakomunikował. Trzasnął drzwiami i wyszedł z mieszkania.

Błyskawicznie zbiegł po schodach i ile sił w nogach popędził przed siebie. Zwinnie przeskoczył nad furtką i skręcił w pierwszą lepszą, odosobnioną uliczkę. Znajdował się właśnie na tyłach swojej kamienicy. Tuż przy kontenerach na śmieci, nad którymi kilka metrów wyżej wisiał przyczepiony do ściany, pajeczą siecią plecak szatyna. Skończył na mur przy czym zarzucił torbę na plecy i pomału wdrapał się na dach bloku. Zamyślony zdjął trampki i odłożył je na bok. Młodzieniec o miodowych oczach usiadł na brzegu dachu. Zamknięty w sobie patrzył w horyzont. Wokół niego rozciągało się tętniące życiem miasto. Zatłoczone ulice, pełne sklepy, szum rozmów, zapach spalin. I to wszystko, każdy mieszkaniec znał jego największy sekret.

“Spider-Man’em jest Peter Parker”

To było jak koszmar. Gdziekolwiek się nie udał ludzie wytykali go palcami. Dwulicowość. Kiedy nikt nie znał jego prawdziwej tożsamości, społeczeństwo uważało Pająka za bohatera, przyjaznego i wspaniałego człowieka. Teraz jest zupełnie inaczej. Po ukazaniu na światło dzienne video Misterio stałem się wrogiem. Wybity z rytmu potrząsnął głową i wyciągnął z plecaka strój razem z maską i telefonem. Pozbywając się ubrań, aż do bielizny wdział na siebie kostium, uderzając palcami o wyświetlacz telefonu.

Do Michelle <3:

zaraz bede otwórx okno

Wyprostowany stanął na krawędzi budynku i jeszcze raz spojrzał na metropolie w godzinach szczytu. Zacisnął usta. Zamknął oczy, pozwalając sobie na głęboki, przepełniający go spokojem oddech. Następnie stając na palcach wybił się w górę wystrzeliwując sieciosploty. Huśtał się tak gnając przed siebie jak wiatr. Jak samowystarczalny, niezależny byt wśród tłumu podporządkowany. Wiedział, że nie jest z nim najlepiej i musi coś zrobić.
Kiedy dotarł na miejsce powitał go miły i gościnny uśmiech MJ. Nastoletni heros wskoczył do jej pokoju i od razu chwycił ją w ramiona, obracając wokół swojej osi. Ta, oplotła go nogami a gdy już skończył złapała dłońmi jego twarz i musnęła chłopaka wargami. Zastygnęli w romantycznym pocałunku.
– Stęskniłaś się.- skwitował Pete odkładając dziewczynę na ziemię i nieco się od niej odsuwając.
-A żebyś wiedział Parker.- zaśmiała się i jeszcze raz cmoknęła go w policzek.- Mam żelki, chcesz? Retoryczne nie musisz odpowiadać i tak przyniosę.- dodała po chwili.- Poczekaj.

Młodzieniec zdjął maskę i ułożył się wygodnie na łóżku nastolatki. Zamknął oczy i podrapał się po brwi. Musiał mieć jakiś plan, przecież nie mógłby trwać tak, nic nie robiąc do końca swojego życia. Co na moim miejscu zrobiłby Pan Stark. Pomyślał.
– Mam.- wyszeptał sam do siebie, otworzył oczy i usiadł popierając się na łokciach.- F.R.I.D.A.Y. łącz z Happy’m. – zakomunikował a urządzenie od razu wykonało jego polecenie.
– Halo? Happy Hogan.
– Happy. Musisz mi pomóc.- zaczął chłopak kiedy tylko usłyszał głos starszego przyjaciela.
-Młody dobrze wiem o jaką sprawę chodzi ale ja tu nic nie zdziałam..
– Oj proszę Cię Happy!
– Nie dałeś mi dokończyć. Zawsze wchodzisz ludziom w zdanie? Młody trochę spokoju.- wyjaśnił pracownik Stark’a.
– No to mów. Proszę Cię Happy mów. Szybko.-pospieszył go Spider-Man.
– No już. Chciałem powiedzieć, że skoro ja nie mam jak Ci pomóc to dobrze wiem kto może i ze względu na to wszystko co się stało na pewno ci pomoże.Wysyłam Ci adres. 
– Chodzi o panią Stark, prawda? – spytał zasmucony chłopak. Ilekroć ktoś poruszy jak kolewiek temat Pana Starka chłopak marnieje w oczach.
– Tak. Ale jestem pewien, że uzyskasz u niej to czego ci potrzeba.- zakończył mężczyzna.
– Dziękuję Happy.
– Nie ma za co młody.

Nie zwlekając ani chwili Peter podniósł się z łóżka i szukając wzrokiem karteczki i długopisu ubrał maskę. Prędko je znalazł i pisząc wiadomość do ukochanej wyskoczył przez okno. Chłopak jeszcze nigdy tak szybko nie gnał przez miasto. Przeskakiwał z jedego pnącza na drugie. Chciał jak najszybciej znaleźć się w domu Stark’ów. Liczył na to, że kiedy się tam zjawi wszystko jakoś zacznie się układać.

Dom ukryty był pośród bujnych i wysokich drzew. Wśród śpiewu ptaków i szumu drzew, gdzie nikt raczej się nie zapuszczał a wszystko miało swoje miejsce. Lekki, wilgotny powiew wiatru zaczesał włosy maleńkiej istotki, wprawając dziewczynkę w stan euforii. Peter stał kilka metrów dalej podziwiając wyczyny dziecka.

Córka Tony’ego Stark’a  bawiła się biegając dookoła. Za nią rozciągało się duże, jezioro o nieskazitelnej barwie. Przyciągało uwagę. Miało w sobie coś co ciekawiło chłopaka na tyle by podejść bliżej. Gdy zbliżał się mu niemu, nieświadomie zbliżał się także do dziewczynki. Chwilę przerwał głos:
– Peter! Ohh co ty tu robisz!- na balkonie drewnianego domu stała starsza blondynka. Pepper Stark. Ze zdziwieniem a także radością wymalowaną na twarzy zaprosiła chłopca do siebie.

– Nikt nas tu nie odwiedza.- wyznała mieszając łyżeczką herbatę. Piękny salon. Na środku niego obszerna sofa razem ze stolikiem. Kominek, kilka obrazów i kwiatów dla uroku.- Ale to chyba dobrze. Każdy z nas potrzebuje chwili osamotnienia.- wstrzymała głos i wzięła łyk cieczy, poprawiając się na fotelu. Założyła nogę na nogę i kontynuowała dalej.- Od czasu śmierci Tony’ego dużo się zmieniło. I ty dobrze wiesz, że czasy naszego blasku dawno minęły… Jednak najbardziej żal mi Morgan. Straciła ojca. A jednak przyjęła to najłagodniej z nas wszystkich.
-Pani Stark…
– Pepper kochany, Pepper.- poprawiła go kobieta.
– Przepraszam. Pepper. Rozumiem pani…cię całkowicie, mi też bardzo go brakuje. Gdziekolwiek nie spojrzę, widzę jego twarz a co dopiero taka mała istotka jak Morgan. Jeżeli mógłbym jakoś pomóc proszę tylko coś powiedzieć, napisać, zadzwonić od razu się zjawię.- zapewnił załamaną kobietę. Choć z zewnątrz wydawała się pełną nadzieii, chęci do życia i wigoru tak na prawdę ledwo wiązała koniec z końcem. Była sama.
– Dziękuję Pete…Tony kochał Cię. Jak syna. Może nie okazywał tego tak ale przez pierwsze trzy miesiące od walki z Capitan’em w Berlinie byłeś nieodłącznym tematem każdego śniadania i kolacji. Kiedy zniknąłeś próbował jakoś cię odnaleźć.- załzawiona odłożyła kubek na stolik i wstała kierując się w głąb budynku. – Wywołał nawet wasze zdjęcie.- chwyciła w dłonie czarną ramkę i podała nastolatkowi. Peter dobrze pamiętał ten dzień. Pani Stark pokazał mu wtedy prototyp jego nowej zbroi Iron Spider. Bardzo się cieszył że spotkania z mentorem. Szczególnie, że odbyło się ono w siedzibie Avengers’ów. To był piekny dzień. – Byłeś dla niego synem Peter.- heros podszedł do niej i obejmując ramionami dał coś więcej niż otuchę dał coś czego od dawna nie czuła, czego potrzebowała. Dał jej ulgę. Blondynka wtuliła się w młodzieńca i lekko szlochajac oddała się emocjom. Spier-Man ułożył dłoń na jej plecach lekko gładząc. Musiał być silny. 
– Przepraszam. -zaczęła kobieta odsuwając się od Peter’a.- Przepraszam, przyszedłeś do mnie we własnej sprawie a na razie musisz wysłuchiwać moich trosk i rozpamiętywań.- wytarła nos chusteczką, rękawem przetarła oczy i lekko uśmiechnęła się do gościa.- Więc, co cię do mnie sprowadza?- oparła się o blat.
– Potrzebuje pomocy. Mam kłopoty i nie wiedziałem do kogo się zwrócić. Zadzwoniłem do Happy’ego A on polecił mi panią…yy Ciebie.- poprawił się. Kobieta skinęła tylko porozumiewawczo głową.- Ostatnio dużo się u mnie działo. Rozpocząłem współpracę z “tarczą”** i wplątałem się w wojnę z podstępnym iluzjonistą, który ujawnił moją tożsamość i przez to wszytko się u mnie wali.
– Rozumiem Pete, Happy wspomniał mi o tym niedawno. Chyba wiem jak na to zaradzić. 
-Mamo!- rozmowę przetrwało skrzypnięcie odsuwanych się drzwi tarasowych. Do środka weszła dziewczynka ubrana w różową sukieneczke i czarne, lśniące buciki. Pobiegłegła do nich i wtuliła się w blondynkę.- Kto to?- zapytała na tyle głośnym szeptem, że wydał się on co najmniej rozbrajający.
– To Peter kochanie. I jeżeli się zgodzi będzie tu z nami mieszkał.- uśmiechnęła się kobieta sadzając małą na kolanach.

______________________________________
* według pierwszej sceny po napisach; w filmie Spider-Man: Far From Home; kontrowersyjna strona internetowa, na której znaleziono zmodyfikowane video Beck’a.
**T.A.R.C.Z.A; oficjalna nazwa: Tajna Agencja Rozwoju Cybernetycznych Zastosowań Antyterrorystycznych. Pierwsza i najlepsza amerykańska agencja wywiadowcza dowodzona przez pułkownika Nicka Fury’ego, która z biegiem czasu zmieniła się w organizację zwalczającą zagrożenia na całym globie.

MARK2; New Home

-Yyy.. ja.- wyjąkał chłopak.- Ja, ja nie wiem bo… znaczy bardzo bym chciał. Było by super. Ale jaaa.. no ten.- zdenerwowany podrapał się po karku.
– Ale się śmieszne jąkasz.- zachichotała dziewczynka podchodząc do Peter’a.
– Spokojnie Peter. Wiem, że taka propozycja troszkę zwala z nóg. Ale proszę przemyśl ją.- wyznała Stark.- Nie zaprzeczam, że jednak przydałaby mi się mała pomoc a tobie odseparowanie od problemów.- Morgan chwyciła w swoje drobne dłonie, dużą dłoń nastolatka bawiąc się jego palcem.- To także propozycja od Tony’ego.- dodała jej matka.- W liście pożegnalnym chciał przekazać żebyśmy trzymali się razem. 
– Pepper, nie wiem jak na tą wiadomość zareaguje May. 
– Nie rozmawiałeś z nią o tym problemie prawda?
– Nie.
– Przemyśl to Pete, jak będziesz już pewny odezwij się. Poczekam.- posyłając promienny uśmiech blondynka wyszła z pomieszczenia.
Podłamany chłopak spuścił głowę. Nie wiedział co robić. Chciał zostać tutaj. W miejscu, w którym mógłby zniknąć i zaznać, choć chwili spokoju. Z drugiej strony ciocia. Na pewno wolałaby żeby został z nią za bardzo się do siebie przywiązali. Od śmierci wujka Ben’a są ze sobą cały czas.

Nierozłączni.

W pewnym momencie, nieoczekiwanie poczuł na swoim policzku ciepłą małą dłoń. Morgan. Nadal tu była. Uniósł wzrok na maleńką osóbkę. Delikatnie przyjechała ręka po jego twarzy, zatrzymując się przy ustach.
– Nie bądź smutny.- powiedziała.- Tata mówił, że nie warto się smucić.- wspomniało dziecko a po policzkach chłopaka spłynął pojedynczy strumień łez. – Czemu płaczesz?- spytała ponownie.- Nie płacz. Nie płacz.- głosem podchodzącym już pod cichy szloch.- Proszę. Nie.
– Przepraszam Morgan. Ja po prostu nie wiem.- młody mężczyzna chwycił dziewczynkę i sadzając na kolanach wtulił się w jej drobne ciałko. Nastała cisza.

– Bo nie próbujesz.
– Co?- zdziwił się chłopak. Nieco zaskoczony bezpośrednią odpowiedzią dziecka odsunął je trochę od klatki piersiowej i spojrzał pytająco.
– Bo nie próbujesz tego zmienić. Nie wolno się poddawać. Trzeba walczyć.- ciągło pewnie dziecko.- Na tym polega życie. Nie wolno ci przestać.
– Tata ci to powiedział?
W odpowiedzi otrzymał jedynie skinięcie głową i mały, słodki uśmiech. Jak tak małe dziecko może tak mądrze powiedzieć, podnosząc na duchu. I to w taki sposób, w który to co mówi na prawdę pomaga. 
– Zostaniesz ze mną i mamą? Będziemy się razem bawić w duszki i pływać i bawić się w berka!- zaproponowała Morgan z wielkim entuzjazmem, klaszcząc w rączki.
– A chciałabyś?- zapytał zalotnie Peter unosząc jedną brew. 
-Jesteś śmieszny! – mała wstała z jego kolan i stanęła dwa metry przed nim bawiąc się falbankami swojej kreacji. 
-Ohhh…czyżby?!- westchnął aktorsko kładąc rękę na serce. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech- Chodź tu! Niech no ja cię tylko złapie to zobaczysz jaki jestem  śmieszny!- zawołał i zaczął gonić dziewczynkę dookoła sofy.

– Kochani. Przepraszam, że przerywam ale muszę jechać do firmy w ważnej sprawie. Happy z czymś sobie nie radzi.- do salonu weszła odświeżona już, Pepper Stark. W firmowym białym komplecie marynarce i długich białych spodniach z rozszerzanymi nogawkami.- Mógłbyś zaopiekować się Morgan do mojego powrotu?- spytała wkładając słuchawkę do ucha. Podeszła do głównego stolika stojącego w jadalni i wziela z niego dwie teczki.
– Jasne. Nie ma sprawy.- uśmiechnął się Peter.

Spojrzeniem powrócił do radosnej małej Stark. Co teraz? Zapytał sam siebie. Miał mętlik w głowie, a jedynym ratunkiem na to była rozmowa z ciocią May. Ona zawsze na wszystko miała jakąś radę, kiedy było ciężko starała się to zmienić. Ciocia, a tak właściwiej matka, była podparciem oraz filarem Peter’a. Nie było teraz innego wyjścia niż pójść do mieszkania nastolatka.
-Halo!- mała dłoń przeleciała tusz przed oczami szatyna.- Ej, ty mnie słyszysz?- jak widać, w między czasie  Morgan zdążyła znudzić się swoim dotychczasowym zajęciem.
-Ta-tak.- otrząsnął się. Uśmiechnął się do dziecka i wstając na równe nogi poprawił włosy, zaczesując palcami odstające loki do tyłu. 
– To co będziemy teraz robić?- mała zakołysała się w miejscu patrząc na swojego rozmówcę.
-A chciałabyś zobaczyć jaki mam fajny pokój?
-A dasz mi ubrać twoją maskę?- spytała zakładając ręce na piersi. Typowy Stark, zaśmiał się w duchu chłopak, jak zawsze coś za coś. Nie ma nic za darmo. Uśmiechnął się. 
– Z czego się śmiejesz?- pochylił się opierając dłonie na udach.
-Jesteś taka jak twój tata, wiesz?
-Wiem. Tata też tak mówił. – zachichotała sięgając dłońmi maski, która Pete trzymał w zaciśniętej dłoni.

-To wskakuj na barana.- oznajmił  kiedy ta ubierała na głowę maskę chłopaka. Materiał wydawał się wisieć na twarzy dziewczynki. Maska była za duża. Wyglądała na niej jak mały worek.
-Fuj, ale tu śmierdzi!- zawołała zatykając palcami nos. – Co to za okropny zapach!- wspięła się na plecy młodego herosa.
– Nie śmierdzi, a pachnie to raz, a dwa to żel do włosów.- wyjaśnił.
– Co do włosów?!- spytała zniesmaczona. Lecz jednak nie ściągnęła maski. Widać było, że pomimo wszystkiego i tak strasznie się jej to wszystko podoba.
– Wyjaśnię Ci w drodze.- odpowiedział i przedostając się na zewnątrz wszedł  na dach jej domu.

Skoczył przed siebie. Nie spieszył się. Przeskakiwał najpierw między gęstym gałęziami drzew. Ostrożnie, nie za szybko. Bo przecież nigdzie się nie spieszył. Nie w tej chwili. Czuł jak Morgan zaciska ręce na jego szyji. Drzewa zaczęły powoli zanikać a w ich miejscach zaczęły pojawiać się domy i pojedyncze bloki. Na horyzoncie rozciągało się olbrzymie miasto. Wieżowce sięgające chmur, piękne szklane biurowce, ogromne galerie handlowe i sklepy. Przewieszając się z sieci na sieć szatyn zauważył w dole znajomo ubraną sylwetkę. Zielona bluzka na grubych ramiączkach, długa aż do kostek kwiecista sukienka. To May! To ciocia May,  pomyślał i drastycznie zmienił tor lotu. Morgan spieła się nieco, przyciskając do ciała Spiderman’a.
– May!- zawołał, w miarę szybko zbliżając się ku ziemi. 
-Oh, Peter co ty tu robisz?- zapytała uśmiechnięta kobieta.- Myślałam, że jesteś u MJ.
– Bo byłem.- wyszczerzył się Pete, poprawiając włosy i stając na twardym gruncie. Ściągnął dziecko z pleców i postawił obok siebie.
-Co to za urocza osóbka?- spytała radośnie. Cała ciocia May. Dać jej dziecko a zniknie z nim na cały dzień. Chłopak zazdrościł jej takiej energii. Jednak był pewien problem, który właśnie chciał  poruszyć. Ale, nie przy Morgan. Jest jeszcze za mała, żeby słuchać rozmów dorosłych. A na pewno nie tej rozmowy. Tej, która właśnie jej dotyczyła. 
– Właśnie wracałem do mieszkania bo chciałem porozmawiać o takiej, takiej jednej sprawie.- Pete ściągnął dziewczynce maskę z twarzy i podrapał się po karku. Kobieta rozpoznała istotkę od razu.

– Peter patrz! Tam w parku! Tam jest wata cukrowa!- jak zwykle Morgan była w stanie wyciągnąć go z każdej sytuacji. Również z tej.- Mogę?- maluch oparł się o nogę chłopaka i wyciągnął ręce w górę, kładąc je na górze od kostiumu -Proszę!
– Dobrze, yyy masz tu, daj panu i usiądź na ławce, ja, ja zaraz przyjdę.- zdecydował licealista i dał jej 5$. Brunetka przebiegła po pasach i po sekundzie zniknęła między drzewami. -Byłem u pani Stark. – chłopak zwrócił się w stronę ciotki. Lekko podenerwowany podrapał się po karku – My ten, no.. rozmawialiśmy i, i zaproponowała mi coś. – wyjąkał.
– Co takiego?

Po drugiej stronie parku Morgan stała już w kolejce po upragnioną słodkość. Nie mówiła tego Peter’owi, ale mama nie pozwalała jej na takie rzeczy. Są bardzo niezdrowe, ale czym jest taki argument przy dziecku takim jak mała Stark. Pepper tutaj nie było, a czego jej oczy nie widzą to lepiej dla Morgan.
– Dzień, dobry!- zaakcentowała, uśmiechając się do sprzedawcy.
– Witaj, w czym mogę służyć?
-Kce wate cukrową. Tą różową! – wskazała palcem dziewczynka.
– Dobrze już robię.- mężczyzna zajął się swoją pracą. Wsypał wybrany przez brunetkę, różowy proszek do maszyny i zerknął na dziecko.-  Powiedz mi jak masz na imię?- posłał dziecku zabawny uśmiech.
– Jetsem Morgan i dam panu pieniążki ale najpierw musi mi Pan dac wate. – pokazała na papierowy banknot. 
– Widzę że potrafisz robić interesy.- zaśmiał się pod nosem. Mężczyzna był stary. Miał siwe włosy. Brodę i wąsy tego samego koloru. Oczami dziewczynki przyjął wygląd  nieco tłustego, ale za to miłego dziadziusia.
– Tata mnie nauczył.- odpowiedziała opierając się o blat przed nią. Podparła swoją główkę na ręce i wpatrywała się w proces wyrobu swojej słodyczy.
– Proszę bardzo, różowa wata dla pięknej damy.
– Dziękuję.- mała Stark sięgnęła po kijek, na którym czekała na nią przekąska i wręczyła sprzedawcy  pieniądze od Petera.  Zadowolona usiadła na ławce i praktycznie od razu zatopiła usta w ogromnej wacie cukrowej. 
Bardzo się cieszyła, że Spidey pozwolił jej na takie pyszności. Uśmiechając się, obserwowała  wszystko dookoła. Cały park tętnił życiem. Wszędzie było pełno biegających dzieci i chodzących za nimi, rozmawiających z innymi ludźmi dorosłych. Machając nogami wpatrywała sie na chłopca na przeciw siebie. Był młodszy od niej. Siedział w wózku i bawił się plastikową, żółtą koparką,  gaworząc przy tym coś w swoim języku. Mały bobas, pomyślała.

– Peter to zależy od Ciebie.To twoja decyzja. Cokolwiek zdecydujesz będę z Tobą. – podsumowała.- Co nie znaczy, że jak zamieszkasz u Stark’ów skończą się nasze piątkowe wypady na chińszczyznę.-puściła oko May. 
– Nie no skąąąd, May wiesz, że…

– Pomocy!!- głośny krzyk przeszył całą okolicę. Gwar powoli zanikał a w jego miejscu pojawiła się głucha cisza. Wszyscy szukali źródła hałasu.- Błagam! Ratunku!!-  Był tam, młody chłopak, nieco starszy od Petera. Wisiał na balkonie ledwo trzymając się barierki na 4 pietrze. Spiderman założył maskę i wyskoczył wystrzeliwując sieciosploty w kierunku nieznajomego. Ruszył na pomoc. 
Na całe szczęście cała sytuacja znalazła spokojne rozwiązanie. Bohater szybko przechwycił chłopaka i przeskakując na balkon odłożył go na bezpieczne miejsce. Blondyn był podenerwowany całą tą sytuacją. Przerażenie miał wymalowane na twarzy. Zresztą, kto by nie miał. Zwisanie z czwartego piętra wcale nie należy do przyjemnych rzeczy. Chyba, z jesteś Spiderman’em. Wtedy to już inna rozmowa.
-Wszystko dobrze?- superbohater kucnął na ziemi i położył rękę na ramieniu chłopaka. 
– Ta, jest okey Parker… – jego wielki strach nagle przerodził się w nieoczekiwany pewny siebie uśmieszek. Otrzepał się z kurzu i wstał.- Za niedługo pozdrowisz Stark’ a.- Był wysoki. Wyższy niż Peter.
– Co? Nie rozumiem co ty..- jego pajęczy zmysł nagle zaczął wariować jak oszalały- .. do mnie mówisz? – zapytał, szeptając pod nosem. Coś było nie tak. Co to znaczy? I czemu pajęczy zmysł tak wariuje? – Kim ty jesteś?- zapytał Pete zaciskając pięść.
– E-e- e..- nieznajomy pogroził palcem w stronę Spiderman’a.- Ja na twoim miejscu najpierw zająłbym się małą.- na jego twarzy  znów zagościł złowieszczy uśmiech. 
Bohater odwrócił się w kierunku parku. Morgan miała grzecznie czekać na niego na ławce. Ale na jego nieszczęście, nigdzie jej tam nie było. 
– Gdzie ona je…- urwał Pete kiedy zorientował się, że młody mężczyzna uciekł. Powrócił wzrokiem do parku. Nie miał teraz czasu na zajmowanie się kimś kogo nawet tak właściwie nie znał. Teraz liczyła się tylko Morgan. Błądził wzrokiem panicznie przeszukując całą okolicę.

– Mój Boże..nie.- Peter poczuł jak jego serce zwalnia, a ciało zamiera w bezruchu. Morgan stała na samym środku pasów, w lewej ręce trzymając małą, zabawkową koparkę. Za jej plecami. Kilkanaście metrów od pasów, na drodze pojawił się tir.

Nagły przypływ adrenaliny w chłopaku spowodował, że jednym zwinnym susem zeskoczył z budynku i po chwili znalazł się przy dziewczynce. Chwycił dziecko na ręce i wycelował sieciosplotem w dach pobliskiej kawiarni. Wybił się ale niestety samochód był szybszy. 
Ramię przeszyło mu lusterko, które w niefortunny sposób odłamało się od tira. Uderzenie było na tyle silne i bolesne, że wytrąciło Petera z równowagi. 
Wywrócił się a mała wyślizgnęła mu się z rąk. Dlaczego kierowca się nie zatrzymał? Każdy normalny i przejęty zdarzeniem człowiek by wysiadł i przeprosił. Coś tutaj nie pasowało. 
W głowie Peter’a kłębiło się aż od natłoku myśli. Leżąc na ziemi uniósł wzrok. Stała nad nim Morgan. Z jej kolanka ciekła stróżka krwi, ale dziewczynka nie płakała. Po prostu podeszła do szatyna i podała mu dłoń. 
-Masz ziaziu na ręce.- drżała. Peter usiadł na ziemi i posadził Stark na kolanach, przodem do siebie.- I tutaj też.- wskazała palcem na  jego policzek. Jej oczy zaszkliły się. Była w szoku. W jednym momencie maleńka osóbka rozpłakała się. Pete słyszał jej niespokojny oddech. Przytulił  więc dziecko do swojego torsu. 
Ludzie patrzyli się na nich i szeptali między sobą. Powoli mała grupka stała się tłumem. Panował tłok. Kim jest ta dziewczynka? Co tu się stało? Pytań mogło być wiele. Nastolatek już się tego domyślał. Z pewnością ktoś zdążył zrobić zdjęcie albo nakręcić film. Jedno jest pewne, telewizja pogrąży go na dobre.

Bez zastanowienia wzbił się w niebo. Morgan zakleszczyła chłopaka nogami w pasie, a następnie oplotła dłońmi jego szyję. Zniknęli między wieżowcami.

-Nie udało się.- przez krótkofalówkę dało się słyszeć szum przejeżdżających aut. -Obiekt nadal żyje. Parker był w miejscu zdarzenia. Uratował małą…ale, dzięki temu..mamy kilka nowych informacji. 
– Daję Ci ostatnią szanse. Nie zmarnuj tego!
– Nie zmarnuję. Obiecuję…Już niedługo nie będzie pan musiał borykać się z żadnym Stark’iem. 
– Mam nadzieję. Inaczej nie będę musiał borykać się z Tobą.- po drugiej stronie nastała cisza.

 

Autor LaceyGale
Opublikowano
Kategorie Marvel
Odsłon 636
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!